Premiera już w lipcu!

niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 67

Leżymy razem w wannie, obudziliśmy się jakąś godzinę temu. Opieram się plecami o tors Ericka, stopy mam splecione z jego stopami, a głowę trzymam na jego ramieniu. Tak mi dobrze... Woda jest gorąca i cudownie pachnie. To moja ulubiona verbena.
-Piersi ci urosły… -  mówi gładząc je delikatnie pod wodą.
-Może trochę, odzyskuję kilogramy więc to normalne… -  odpowiadam zrelaksowana, nie myślę teraz o niczym nieprzyjemnym.        
-Podobają mi się, są takie wrażliwe jak nigdy… -  mruczy i drażni palcami sutki, które od razu twardnieją. 
-To twoja sprawka, ty tak na mnie działasz… -  uśmiecham się i kładę dłonie na jego umięśnionych udach. Milczymy przez chwilę i relaksujemy się. Po cudownej nocy zapowiada się również cudowny poranek. Najgorsze jest to, że to wszystko zaraz się skończy, a ja nadal mam mu tyle do powiedzenia... i jeszcze więcej. 
-Chciałbym byś poszła ze mną na otwarcie tego salonu o którym rozmawialiśmy wczoraj -   proponuje nagle.
-Kiedy? - pytam bez zastanowienia.
-Dziś wieczorem, jutro muszę wrócić do Nowego Jorku… -  odpowiada i zsuwa dłonie niżej na mój brzuch, splata je  -  Masz taką miękką skórę -  dodaje i całuje czule moje ramię.
-Nie mam odpowiedniego stroju na takie wyjścia… -  prostuję się i odwracam do niego. Piersi falują na powierzchni wody, a Erick nie może oderwać od nich wzroku. Lubię gdy tak patrzy, bo wtedy naprawdę czuję się piękna. 
-Kupimy ci coś, a jutro wrócimy do Nowego Jorku… -  stwierdza ale jego ton jest błagalny, wiem jak bardzo by tego chciał.
-Ericku nie chcę tam wracać, teraz tu jest mój dom -  emocje zaczynają brać górę więc biorę jego twarz w dłonie -  Zrozum mnie. Proszę - dodaję. 
-Nie Meg! Nie rozumiem tego! Moje domysły doprowadzą mnie do szaleństwa, bo nadal nie wiem dlaczego wyjechałaś!? - w jego oczach widać smutek i żal. Och mój kochany... Czuję jak w gardle staje mi wielka gula. 
-Ericku proszę... - mówię cichutko - Daj mi czas… -  Erick zamyka oczy jakby hamował łzy – Proszę... -  powtarzam i nachylam się by go pocałować. Muskam delikatnie jego usta, są takie gorące i miękkie. Sama nie wiem co wyprawiam? Jestem zagubiona i nie wiem co zrobić, bo cokolwiek zrobię to i tak go skrzywdzę. 
-Och Meg -  wzdycha i przyciąga mnie do siebie. Przygryza moją dolną wargę, a ja jęczę w jego usta i wplatam palce w jego wilgotne włosy.
-Tak bardzo cię... - urywam w pół zdania. Cholera! Zagalopowałam się. Nie mogę mu powiedzieć czegoś takiego...Nie mogę! Przerywam pocałunek i odpycham go od siebie - Przepraszam! - bąkam i chcę jak najszybciej wyjść z wanny.
-Poczekaj! - Erick chwyta mnie szybko za dłoń i nie pozwala wstać. Ponownie przyciąga mnie w swoje ramiona, a ja kulę się skruszona i pełna poczucia winy. Doskonale wiem, że źle postępuję. Nie mogę mu się oprzeć, a powinnam zostawić go w spokoju. Wiem, że cierpi. Cierpi przeze mnie! Jestem taka głupia! Taka samolubna!
-Ericku… - szepczę.
-Proszę nie uciekaj. Powiedziałaś, że zosatniesz na dziś. Zostań! - całuje mnie po włosach - Daj mi ten jeden dzień, nie będę o nic pytał. Jeśli nie zmienisz zdania obiecuję, że dam ci spokój. Zniknę z twojego życia.... na zawsze – wyznaje, a ja czuję jak rozdziera mnie w środku. Boże! Zduszam jęk, zaciskam powieki i oddycham głęboko, by się nie rozkleić.
-Dobrze zostanę… - odpowiadam cichutko, podnosi moją brodę i patrzy mi w oczy.
-Dziękuję… -  jego usta ponownie opadają na moje i zatracamy się w sobie bez reszty. Nie mija chwila, a kochamy się namiętnie w wannie pełnej wody i piany. Moje ciało jest tak spragnione jego dotyku, że to aż bolesne. On także nie może się nasycić, scałowuje każdy centymetr mojego ciała,  jakby oddawał mu cześć. 
Mówił nie raz, że jestem dla niego świątynią piękna ale dopiero teraz rozumiem te słowa. Dopiero teraz zaczynam rozumieć wiele rzeczy. Dopiero teraz... zbyt późno. 

Zjedliśmy śniadanie i Erick wyciągnął  mnie za zakupy. Nie jestem zachwycona tym pomysłem ale oczywiście ulegam. Zastanawiam się także jak minął wieczór Tomowi i Brayanowi? Dzwoniłam do nich rano ale żaden nie odebrał. Trochę się martwię.
-Maleńka, co jest? - pyta łagodnie Erick, gdy siedzimy w limuzynie w drodze do butiku jakiejś projektantki. 
-Dzwoniłam rano do chłopaków, nie odbierali - wzdycham wymownie.
-Spokojnie, są w hotelu niedaleko The Blue -  odpowiada uśmiechnięty, a ja unoszę brew.
-Jak to?
-Właściciel zadzwonił do mnie w nocy, że chłopaki nieźle zabalowali. Tom się upił -  Erick krzywi się lekko - Wyrwali jakieś panienki, z tego co wiem tancerki i przenieśli imprezę do hotelu. Na pewno teraz odsypiają - dodaje. 
-Aha.. - bąkam wkurzona, chociaż wiem, że nie powinnam. Muszę pogadać z Tomem na temat jego picia, bo ostatnio za często mu się to zdarza.
-Mieli na pewno przyjemną noc… -  Erick uśmiecha się złośliwie - Ale nie bardziej niż my... - dodaje i unosi moją dłoń do swoich ust.
-Erick! -  karcę go, bo wiem o czym mówi. W sumie dlaczego jestem oburzona? Przecież to faceci i mają swoje potrzeby.
-Ten Brayan, kto to jest? - Erick momentalnie poważnieje. O rany! No i zaczyna się wywiad! A mówił, że nie będzie o nic pytał.
-Przyjaciel, mój i Toma -  odpowiadam zdawkowo.
-Nie ma w Londynie kobiet? -  stwierdza zdegustowany.
-Daj spokój. To naprawdę..,
-Dobrze już o nic nie pytam! -  przerywa mi i unosi ręce w geście kapitulacji, a ja uśmiecham się. Jedziemy dłuższą chwilę aż w końcu zatrzymujemy się na ulicy, wzdłuż której mieszczą się najbardziej ekskluzywne butiki w Londynie. Cholera! Wysiadamy pod jednym z nich, a w progu wita nas śliczna dziewczyna. Jej uroda jest naprawdę porażająca. Ma piękne, długie kruczoczarne włosy, śniadą cerę i idealnie wykrojone usta. Wow! Jestem kobietą ale taka kobieta przykuwa uwagę każdego. Jest ubrana w obcisłą czarną sukienkę i czerwone niebotycznie wysokie szpilki.
-Grazzia!  - Erick  podchodzi do niej i całuje ją w oba policzki. Hola! Nie podoba mi się to!
-Ericku! - kobieta mówi radośnie i odwzajemnia uśmiech.
-Poznaj proszę, to Megan Donell -  obejmuje mnie i przedstawia, a ja czuję się totalnie onieśmielona.
-Miło cię poznać Megan. Grazzia Parolez - ściska delikatnie moją dłoń i posyła mi przemiły uśmiech - W czym mogę wam pomóc?
-Potrzebujemy sukienki na wieczór. Otwieram tu nowy salon samochodowy, a potem jest oficjalny bankiet - odpowiada Erick, a ja robię wielkie oczy. Oficjalny bankiet?! O tym nie wspomniał.
-Myślę, że znajdę coś wyjątkowego dla tej pięknej kobiety! -  Grazzia uśmiecha się do mnie ponownie -  Chodź ze mną, pokaże ci kilka kreacji! - bierze mnie za rękę, a ja waham się chwilę i patrzę na Ericka. On mruga do mnie bym się nie krępowała. 
-Ok… -  mamroczę i niepewnym krokiem idę za nią. Wchodzimy do pomieszczenia, które przypomina mi pokój w apartamencie Ericka w Evans Tower. Cały w bieli z lustrami na około. Na wspomnienie dnia, gdy pierwszy raz byłam w tamtym miejscu, rumienie się. Wtedy to wszystko się zaczęło, a potem pojechaliśmy razem do New Jersey.
-Przyniosę ci kilka propozycji… - Grazzia znika za białą ścianą, a ja zostaję sama. Stoję na środku tego białego pokoju i widzę się dokładnie z każde strony. Włosy mi błyszczą, skóra jest lekko zaróżowiona i miękka. Odruchowo gładzę się po brzuchu, upewniając się czy nic nie widać. Jutro będzie 12 tydzień ale nadal trudno mi w to uwierzyć. Przy najbliższej wizycie muszę zapytać panią doktor, kiedy w ogóle ciąża może stać się widoczna. 
-Zaczniemy od tej sukni! -  wraca Grazzia i podaje mi długą, powłóczystą krwistoczerwoną suknię. O cholera! To przecież otwarcie salonu samochodowego, a nie gala Oskarowa - No już, rozbieraj się - pośpiesza mnie z ekscytacją i podchodzi do mnie, rozsuwając suwak mojej sukienki. Materiał zsuwa się z mojego ciała, a ja stoję w samej bieliźnie i czółenkach i czuję się naprawdę głupio. Grazzia patrzy na mnie chwile i zatrzymuje się na wysokości biustu - Nie! - piszczy głośno. 
-Co nie? - pytam oszołomiona.
-Ta nie będzie pasowała, masz taki piękny biust i plecy! Trzeba to podkreślić! - stwierdza  i zabiera sukienkę zostawiając mnie tu prawie nagą. Po dłuższej chwili wraca z inną kreacją. Ta ma  kolor intensywnego szafiru, odcień jest po prostu przepiękny. Także jest długa i dopasowana, delikatnie rozchodzi się ku dołowi, ma duże wycięcie na plecach i cała pokryta jest koronką. Grazzia pomaga mi się w nią ubrać, ale suknia ledwo przechodzi przez moje zaokrąglone biodra. Wciągam powietrze, jest naprawdę obcisła! Cholera! Od razu się spinam. Zapina suwak i wygładza materiał na dole sukni. Spoglądam w lustro i zamieram.
-Wow... - szpecze, to jedyne co mogę w tej chwili z siebie wydusić.
-Kochana! Ta sukienka jest dla ciebie stworzona! - uśmiecha się szeroko i przykłada mi do uszu długie, błyszczące kolczyki.
-Jest piękna... - mówię i również uśmiecham się delikatnie. Czuję się jak gwiazda filmowa.
-Ty jesteś piękna, sukienka to tylko podkreśla! - odpowiada szybko i woła Ericka. Ten przychodzi po chwili i od razu patrzy na mnie. O Chryste! Jego wzrok... On od razu płonie. Gdyby nie Grazzia wiem co by się teraz wydarzyło.
-Bella! - krzyczy Erick i uśmiecha się szeroko.
-Si! - odpowiada Grazzia i również się uśmiecha.
-Bierzemy ją, te kolczyki też! - stwierdza i podchodzi do mnie. Grazzia wycofuje się, dyskretnie zostawiając nas samych  - Wiem, że to banalne i mówiłem to już tysiące razy, ale jesteś taka piękna! - całuje mnie tuż za uchem. Jego wzrok mnie onieśmiela, czuję także jego erekcję na swojej pupie. Erick specjalnie się o mnie ociera.
-Ericku... - piszczę i zaczynam chichotać.
-No już, już! Przebierz się, będę czekał - ponownie całuje mnie za uchem i wychodzi. Wraca Grazzia i pomaga mi zdjąć suknię, zabiera ją. Umieram się szybko i wracam do nich. Widzę, że Erick już trzyma torbę z logiem butiku, a ja nawet nie chcę myśleć ile kosztowała ta sukienka. Podchodzę do niego nieśmiało.
-Dziękuję - szepcze.
-Nie ma za co. Nawet nie wiesz ile radości sprawia mi twój widok - posyła mi czułe spojrzenie-  Do zobaczenia Grazzio! - całuje ją ponownie w oba policzki, na pożegnanie. 
-Masz piękną kobietę, pilnuj jej… -  mruga do niego - Miło było cię poznać Megan - Grazzia podchodzi do mnie. 
-Wzajemnie Grazzio - wychodzimy przed sklep, jest koło trzeciej po południu. Zerkam na Ericka i nie mam pojęcia co on jeszcze zaplanował?  Idziemy do samochodu w milczeniu. 
-To twoja znajoma? - pytam niepewnie, nie chcę by zabrzmiało to jak zazdrość.
-Tak.
-Skąd się znacie? - rzuca mi karcące spojrzenie, bo doskonale wie co mam na myśli.
-Mam znajomości na całym świecie Meg, robiłem interesy z jej ojcem. Grazzia to znakomita projektantka  - chwyta moją dłoń czując, że moje myśli idą w złą stronę. 
-Rozumiem -  uśmiecham się sztucznie.
-Nic mnie z nią nie łączy i nigdy nie łączyło, jeśli o to co chodzi… - dodaje spokojnie.
-Ok, ok! – piszczę oburzona, a Erick się śmieje. Jedziemy jeszcze do  jednego sklepu po buty. Oczywiście pasujące do sukienki. Erick upiera się przy bardzo wysokich platformach, jednak nie mogę się zgodzić. Nie powinnam teraz w takich chodzić, bo to zbyt ryzykowne.  Udaje mi się  na szczęście jakoś wymigać i kupujemy wiele niższe, srebrne klasyczne szpilki. Pięćset sześćdziesiąt funtów! Udaje, że nie widzę ceny. Tak właśnie wyglądałoby moje życie gdybym słuchała się Ericka, nie kłóciła się z nim i nie sprzeciwiała. Tak wyglądało by moje życie gdybym tamtego cholernego wieczoru w Vegas nie uległa Filipowi. Nie wiem czy byłabym w stanie przyzwyczaić się do tego ale wiem, że w tym momencie zrobiłabym wszystko by cofnąć czas. By móc być z nim...

-W hotelu czeka na ciebie fryzjer i makijażystka… -  oznajmia Erick w drodze powrotnej. Cholera to naprawdę jakieś duże wyjście, a ja zaczynam się stresować. Dzwoni moja komórka, biorę ją do ręki - to Brayan. Uśmiecham się i dobieram.
-Halo?
-Jezu nie uwierzysz! - mówi głośno i szybko, że prawie go nie rozumiem.
-Stało się coś? - pytam niepewnie. 
-Byliśmy w tym klubie wczoraj... - śmieje się głośno - Cholera traktowali nas jak vipów, wszystkie dziewczyny się do nas garnęły. Stawaliśmy chyba wszystkim! - w jego głosie słychać euforię.
-To chyba dobrze - mówię marszcząc brwi -  Gdzie jesteście?
-W hotelu, Erick za wszystko zapłacił... Są z nami tancerki z klubu! - dodaje zadowolony. 
-A Tom?
-Śpi jeszcze, znowu przesadził ale się nie awanturował - uspokaja mnie. Erick patrzy na mnie i pokazuję mu, że zaraz skończę rozmawiać.
-Dobrze, że nic się nie stało. Martwiłam się, że coś odwali.
-Był wściekły… - urywa - Ale jak zobaczył cycki to mu przeszło! -  zaczyna się śmiać - Dobra nie przeszkadzam ci. Widzimy się wieczorem? - pyta. 
-Yyyy....Idę na otwarcie tego salonu z Erickiem… -  bąkam.
-Ok…-  odpowiada niepewnie – Pamiętaj, że nie możesz pić! -  upomina mnie.
-Pamiętam Brayan -  mówię cicho -  Zadzwonię jutro.
-Dobra. Miłej zabawy mała.
-Do zobaczenia! -  rozłączam się, a Erick patrzy na mnie pytająco. 
-No co?
-Mówiłem, że dobrze się bawili.
-Dziękuję - uśmiecham się.
-Za co? - unosi brew.
-Że zadbałeś o wszystko, by nic im się nie stało - przysuwam się do niego.
-Widzę, że dbają o ciebie... - stwierdza z nostalgią w głosie i zamyka oczy. 
-To tylko przyjaciele - chwytam jego dłoń.
-Dobrze… - mówi cicho i łapie mnie sadzając na swoich kolanach  - Dziś jesteś tylko moja -  dodaje poważnie, a mnie od razu ściska w żołądku. Staram się odgonić złe myśli, jednak mi się to nie udaje. Przypominam sobie jego słowa: „ Jeśli nie zmienisz zdania obiecuję, że dam ci spokój. Zniknę z twojego życia.... na zawsze.”. Wiem, że nie wrócę z nim jutro do Nowego Jorku i wtedy to będzie naprawdę koniec. Da mi spokój. Tylko czy na pewno oboje tego chcemy? Czy ja tego chcę?

W hotelu faktycznie czeka na mnie fryzjer i makijażystka. Odświeżam się i oddaje się w ich ręce. Moje włosy od jakiegoś czasu naprawdę są w dobrej kondycji, są mocne i lśniące. Prosta fryzura idealnie pasuje do sukni, która ładnie podkreśla moje kształty. To wycięcie na plecach jest naprawdę piękne ale i seksowne. Poprosiłam też o delikatny makijaż. Nie lubię być wymalowana jak lalka. Koło ósmej wieczorem jestem gotowa do wyjścia. Denerwuję się i mój żołądek znowu się buntuje. Zostawiłam leki w domu więc mam nadzieję, że wytrzymam i nie porzygam się obok jakiegoś ekskluzywnego auta. Przeglądam się w lustrze, bo nie mogę oderwać od siebie wzroku. Erick zawsze sprawia, że pięknie wyglądam ale to nie tylko kwestia drogich ubrań. Przy nim czuję się wyjątkowa. Jeśli to ma być nasz ostatni wspólny wieczór, zrobię wszystko by się udał. Zaciskam pieści, wygładzam suknię i uśmiecham się. Tak! Dziś musi być wyjątkowo. Wychodzę z sypialni do salonu. Erick właśnie się ubiera. Stoi w spodniach od garnituru, bez koszuli i boso. Przyglądam mu się chwilę i nie mogę się napatrzeć. Jest taki seksowny. Zakłada koszule i spinki do mankietów, wsuwa skarpetki i zapina koszulę. Co za widok! Erick odwraca się po chwili i zauważa mnie.
-Ślicznie wyglądasz maleńka - uśmiecha się szeroko, a oczy mu błyszczą.
-Pan też nie najgorzej, panie Evans -  mrugam zalotnie.
-Chyba szybko wyjdziemy z tego bankietu... -  mruczy,  a jego słowa brzmią jak obietnica. O rany! Znowu wraca to uczucie na samym dole więc zaciskam uda, by to powstrzymać. Gdy jest gotowy podchodzi do mnie i chwyta moją dłoń. Uśmiechamy się przy tym szeroko i razem ruszamy do windy. 

Zjeżdżamy do recepcji. Czuć to elektryzujące napięcie między nami. Erick nie odrywa ode mnie wzroku i cały czas trzyma dłoń na moich plecach. Drugą opiera na ścianie windy. Na kolejnym piętrze dołącza do nas para. Uśmiechają się i stają w przeciwległym rogu. Wyglądają na nowożeńców. Mężczyzna także nie może oderwać rąk od swojej kobiety. Ona chichocze cicho i próbuje go uspokoić. Gdy drzwi otwierają się na parterze, oni wychodzą pierwsi.
-Nowożeńcy! - śmieje się Erick i wyprowadza mnie za sobą z windy. 

Otwarcie salonu to dla mnie nuda. Nie znam tu nikogo. Erick przedstawia mnie kilku osobom, jednak nie jestem w stanie zapamiętać nazwisk. Odbiera  mnóstwo gratulacji i kolejne propozycje współpracy. Widzę, że jest w swoim żywiole, bo widać, że czuje się wśród tych ludzi, jak ryba w wodzie. Naprawdę ma talent do interesów. Wiele osiągnął w tak młodym wieku. Jestem z niego naprawdę dumna. 


Punktem kulminacyjnym wieczoru, jest premiera najnowszego modelu BMW. Erick pozuje do zdjęć ale nie odstępuje mnie na krok. Wiem, że te zdjęcia jutro ukażą się w prasie. Mam wiele obaw ale skoro Erick na to pozwala, to najwidoczniej jest pewny, że nic nam nie grozi. Przypominam jednak sobie rozmowę z Mariną. Mówiła przecież, że Monika prowadzi interesy z rosyjską mafią i najprawdopodobniej coś kombinuje. A może przez moją nieobecność wszystko ucichło i się wyjaśniło? Nie mogę przecież zapytać o to Ericka, bo on nie wie o mojej rozmowie z Mariną. Gdy podchodzą do nas kolejni ludzie czuję nagle, że natychmiast muszę do łazienki. Odmówiłam szampana  ale opiłam się owocowych drinków bez alkoholu. Cholera!
-Przepraszam państwa na chwilę! - mówię uprzejmie i zerkam na Ericka. Ten chyba wie o co jest na rzeczy. Całuje mnie w policzek, a ja pędzę szybko przez tłum ludzi w kierunku toalet. W takiej kreacji trudno z niej korzystać. Nie wygląda to elegancko, a raczej komicznie i jest ogromnie kłopotliwe. Śmieje się sama do siebie. Załatwiam potrzebę ale wiem, że za kilkanaście minut znowu zachce mi się siku. Moje mdłości na szczęście minęły i obyło się bez skandalu z rzygającą na czerwonym dywanie towarzyszką Ericka Evansa. Wychodzę  z kabiny by obmyć dłonie. Staję przy szeregu marmurowych białych umywalek i patrzę w lustro. Policzki mam zaróżowione, a oczy błyszczące.
-Witaj Megan! -  słyszę nagle kobiecy głos, znajomy. Odwracam się i widzę …Monikę Quanchez. Zamieram. Co ona tu do cholery robi? Bardzo się zmieniła, ma krótką ciemną fryzurę, w pierwszej chwili jej w ogóle nie poznałam.
-Moniko… -  dukam i kiwam głową w jej kierunku.
-Nie poznałam cię... ta fryzura, suknia... - lustruje mnie wzrokiem i wiem, że już zaczęła tą swoją grę, której zasad nie znam ale nie mam wyjścia i muszę się temu poddać. 
-Mogę powiedzieć to samo…- wymuszam sztuczny uśmiech.
-Nie sądziłam, że tu będziesz. Myślałam, że już nie jesteście razem… - Monika podchodzi do lustra. Poprawia swój dekolt, który podkreśla jej ogromny silikonowy biust. Ma na sobie długą, satynową czarną suknię.
-Bo nie jesteśmy, Erick tylko odwiedził mnie przy okazji… -  odpowiadam udając, że nie działa na mnie jej obecność. W środku jednak cała drżę, bo nie wiem co wydarzy się za chwile. 
-Mieszkasz w Londynie? - pyta zaskoczona.
-Od pewnego czasu… - dłonie mi się spociły ale staram się trzymać fason.
-Już dawno chciałam z tobą porozmawiać. Poświęcisz mi chwile? - opiera pupę o umywalkę i wbija we mnie to ciężkie od nadmiaru tuszu do rzęs spojrzenie. 
-Nie mamy chyba o czym  Moniko -  krzyżuję dłonie na piersi przyjmując obronną postawę. 
-Czyli Erick jest wolny? Nic was już nie łączy, tak? -  pyta wprost mimo mojej niechęci, a ja ponownie zamieram. Kurwa mać! Więc o to chodzi? Ona chce by Erick do niej wrócił?! 
-Nie jesteśmy razem, to chyba logiczne… -  te słowa ledwo przechodzą mi przez gardło, bo wiem, że daję jej tym zielone światło. Nie zniosłabym chyba faktu jakby znowu byli razem. Widzę po jej reakcji, że jest zadowolona z takiego obrotu sprawy. 
-Nasza znajomość nie zaczęła się najlepiej, chciałam cię przeprosić - wypala nagle. Co za tupet!
-Daj mi spokój Moniko. Nie interesuje mnie co masz do powiedzenia -  warczę.
-Uwierz, że nie miałam nic wspólnego z tym co stało się wtedy w klubie -  kłamie mi prosto w twarz.
-Jasne! - wywracam zirytowana oczami i słyszę jak ktoś wchodzi do łazienki. To jakaś kobieta z bankietu. Monika peszy się i odchodząc mówi:
-Dobrze, że dałaś mu spokój. To nie facet dla ciebie… -  uśmiecha się przy tym wrednie i zostawia mnie z milionem pytań i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi. Ściska mnie w żołądku, bo wiem, że ma rację. Erick to nie mężczyzna dla mnie... On zasługuje na kogoś lepszego. Gdyby znał prawdę wiem, że nie chciałby mnie znać. Powinnam mu powiedzieć. Powinnam była powiedzieć mu już dawno. Tak... W jednej sekundzie podejmuję tą decyzję. Wychodzę z łazienki. Erick dostrzega mnie i do razu podchodzi.
-Długo cię nie było maleńka. Wszystko w porządku? - muska  zewnętrzną częścią dłoni po moim policzku i uśmiecha się ciepło. 
-Musimy porozmawiać.
-Teraz? - unosi brew.
-Tak teraz -  odpowiadam niecierpliwie.
-Przepraszam was panowie -  mówi do stojących obok mężczyzn, po czym obejmuje mnie w talii i razem ruszamy w kierunku wyjścia. Wyjmuje z kieszeni telefon i wykonuje jedno połączenie - Poproszę auto przed salon -  rzuca szybko i rozłącza się. Nie mija minuta i podjeżdża pod nas limuzyna. Wsiadamy do środka. Erick patrzy na mnie niepewnie, nie ma pojęcia co chcę mu powiedzieć.
-Stało się coś? - pyta.
-Tak... -  zamykam oczy i biorę głęboki oddech - Chciałam ci powiedzieć co tak naprawdę stało się w Vegas – dodaję.
-No w końcu! - piszczy uradowany, a mnie serce ściska. Cholera! On kompletnie się nie domyśla - Więc? - pośpiesza mnie. 
-Tamtego wieczoru, gdy wyjechałam...
-Uciekłaś…  - przerywa mi ale ujmuje moją dłoń. Jego spojrzenie jest przenikliwe i niecierpliwe, a ja ledwo mogą wypowiedzieć kolejne słowa. 
-Tak uciekłam. Tamtego wieczoru...tego dnia...wtedy… - jąkam się.
-Tak? - przysuwa się do mnie blisko.
-Gdy byliście na koncercie…ja.. -  dukam, język ugrzęzł mi w gardle. 
-Mów Meg! - podnosi ton, a ja aż podskakuję.
-Przespałam się z Filipem! - wyznaję głośno i wyraźnie, by nie powtarzać. Erick nieruchomieje, puszcza moją dłoń, a ja już wiem, że to koniec.

Tego właśnie się bałam, zniszczyłam jego świat. Byłam w jego oczach taka idealna, taka niewinna i słodka. Erick wyraz twarzy ma nieodgadniony, jakby analizował mnóstwo informacji naraz. Nic nie mówi tylko patrzy na mnie jakby go zamurowało - Powiedź coś! -  krzyczę przerażona. Boże! On nadal nic nie mówi - Ericku! - powtarzam i chcę złapać jego dłoń ale Erick odtrąca ją. Och nie... To jest jak policzek. Mimo to próbuję ponownie i ładuję mu się na kolana. Zadzieram sukienkę i siadam na nim okrakiem, chwytam w dłonie jego piękną twarz ale w tym momencie widać na niej tylko cierpienie - Błagam wybacz mi! - zaczynam płakać. On nadal nic nie mówi, tylko patrzy ale wzrok ma nieobecny. W pewnym momencie obejmuje mnie mocno. Chwyta za pupę, wsuwając dłonie pod materiał sukienki. Przez jedną sekundę łudzę się, że mi wybaczył. On jednak zaczyna mnie łapczywie całować ale nigdy nie całował mnie w taki sposób. To takie obce i typowo cielesne, wręcz bolesne. Łkam w jego usta, łzy spływają mi po policzkach - Wybacz mi błagam Ericku! Wybacz mi... - powtarzam po raz kolejny, a on jednym ruchem rozrywa materiał sukienki i uwalnia moje piersi. Jest cały spięty.  Czuję  jego  twardą męskość na materiale moich koronkowych majtek. Dotyka mnie jednak tak obco, tak mocno i szybko, jakby każdy dotyk sprawiał mu ból. Znowu mnie całuje, a dłonią wślizguje się pod materiał majtek i agresywnie wdziera się palcami do środka. Sprawia mi tym ból. Krzywię się. Zaczyna mnie mocno masować, a ja po chwili się przyzwyczajam. Robię się wilgotna i tak bardzo pragnę dojść dla niego. Tylko dla niego. Tak jak lubi. Moje biodra w desperacji poruszając się rytmicznie, napierając na jego palce, jeden z nich stymuluje moją łechtaczkę. Jęczę w jego usta, a on przyśpiesza. Gdy czuję, że jestem na granicy, Erick nagle mówi:
-Tak dobrze ci z nim było?! - to zimne słowa, pełne nienawiści i pogardy, ale nie wiem czy do mnie, do Filipa czy do samego siebie? Natychmiast trzeźwieję.
-Co?! Nie!? - piszczę.
-Rżnął cię w naszym łóżku?! Tam gdzie rano robiłem to ja!? - kontynuuje. W oczach ma kompletną furię. Boże nie!
-Nie! - ponownie chwytam jego twarz w dłonie.
-Jak cię rżnął?! –  krzyczy, a ja milczę - No jak!? - potrząsa mną jedną ręką, drugą nadal stymuluje moją cipkę. To brutalny, agresywny wręcz atak ale muszę to wytrzymać. Wiem, że na to zasłużyłam. 
-Przepraszam… -  kwilę i spuszczam wzrok. Czuję się jak dziwka. Czuję się podle i chcę zapaść się pod ziemię. Erick przestaje mnie pieścić i obejmuje mnie w pasie obiema rękami. Patrzy na mnie zrozpaczony.
-Wszystko, wszystko tylko nie to... - urywa w pół zdania i zrzuca mnie z siebie na siedzenie obok. Spadam z impetem na skórzaną tapicerkę  i uderzam o nią głową. Wiem, że od razu chce mi pomóc. Waha się, jednak tego nie robi. Wyplątuje nogi z materiału mojej sukni i bez słowa wychodzi z limuzyny, zostawiając mnie samą. W panice oglądam się za nim. Podchodzi do okna kierowcy i mówi coś do niego. Samochód rusza praktycznie od razu. Poprawiam się na siedzeniu i patrzę w tylną szybę. Erick stoi przy krawężniku i patrzy w stronę odjeżdżającej limuzyny. Nie widzi mnie jednak, bo szyby są przyciemniane.  Łapie się za głowę i kuca chowając twarz w dłoniach. Boże! Serce rozpada mi się na kawałki. Gdy znika z moich oczu zsuwam się na siedzenie i zwijam w kłębek. Fala bólu i rozpaczy wzbiera we mnie po raz kolejny. Jęczę głośno, zanosząc się płaczem. Straciłam go! Straciłam na zawsze... Teraz jestem tego pewna... nic się nie ułoży. Nic nie będzie dobrze! Nagle uświadamiam sobie, że nie zdążyłam powiedzieć mu o ciąży. Dotykam sukni w okolicy brzucha i zaczynam łkać jeszcze głośniej.  Kto by chciał mieć taka matkę?! Matkę dziwkę! Oszustkę! Tchórza! To wszystko nie powinno się wydarzyć.

Nie wiem ile czasu i gdzie w ogóle jadę? Limuzyna zatrzymuje się nagle, a ja ostatkiem sił podnoszę się z siedzenia i widzę, że jestem przed blokiem Brayana. 

12 komentarzy:

  1. O Matko jaki super rozdzial, nareszcie mu powiedziała. Mam nadzieje, ze Erick pozadnie skopie dupe Filipowi.Prosze, proszę o kolejne odcinki. Mam pytanie gdzie w warszawie mogę kupic twoja ksiazke Na szczycie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczycie kupisz w księgarniach Matras, z tego co wiem to jest w Arkadii, na Wileńskim, w Galerii Mokotów i na Dworcu Centralnym. Możesz sobie sprawdzać dostępność na bieżąco na stronie Matrasa :)

      Usuń
  2. Czy bedzie druga czesc na szczycie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie ale jeszcze nie wiadomo kiedy :) Zapraszam do śledzenia mojego fap page, tam udostępniane będą najświeższe informacje :)

      Usuń
  3. Wow! aż mi się gorąco zrobiło. bardzo emocjonalny rozdział. Mam nadzieje że Megan da sobie rade... Teraz wiem na pewno - muszę przeczytać to całe od poczatku! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam :) I czekam na komentarze do poszczególnych rozdziałów :)

      Usuń
  4. no ładnie.......nasza kochana Katarzyna będzie trzymać nas w niepewności, kto jest ojcem dziecka jeszcze przez 28 dni...........Boże dopomóż!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojjj myślę, że nasza Kasia zrobi nam jeszcze większą niespodziankę. Na fb zamieściła komentarz, który nie daje mi spokoju. Będą pewnie bliźnięta chłopiec i dziewczynka i coś mi się wydaje że i Eryk i Filip będą tatusiami. Takie historie się zdarzają. Ojjj jeżeli tak będzie to będzie bardzo gorąco uff ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dziękuję za to opowiadanie :) z przyjemnością przeczytam kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń