Premiera już w lipcu!

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 69

Jedziemy zjeść coś do ulubionej knajpki Brayana. To niewielki bar z domowym i smacznym jedzeniem. Podobno często w nim jada, bo jako kawaler kompletnie nie ma drygu do gotowania. Jeśli ja mu czegoś nie ugotuję to w jego menu istnieją głównie pizza i fast foody. Zamawiamy klasyczne londyńskie śniadanie: fasolka, kiełbaska, jajka, bekon. Ja dodatkowo mam ochotę na słodkie naleśniki i sok pomarańczowy. Ostatnio jestem tak zmęczona, że nie chce mi się nawet za bardzo gotować. Teraz skoro wiem, że Maleństwo ma się dobrze i ja czuję się o niebo lepiej. Będę miała syna! Powtarzam te słowa jak mantrę, bo chyba naprawdę zaczynam się cieszyć. Odruchowo kładę dłoń na brzuchu i poklepuje się delikatnie gdy kończę jeść śniadanie. 
-Aż trudno uwierzyć, że coś tam jest - mówię skupiona, chcę poczuć jakikolwiek ruch. Wiem, że to jednak za wcześnie. 
-Pola poczuła ruchy już w 17 tygodniu - odpowiada Brayan i uśmiecha się do mnie.
-Tęsknisz za nimi, co? -  pytam łagodnie.
-Za Polą nie, za Vinem bardzo. Kocham go, to mój rodzony syn ale jeśli dobrze pójdzie i kuratorka wyda pozytywną opinię, będę mógł się starać o przywrócenie mi praw… -  w jego głosie słychać nadzieję. 
-Na pewno ci się uda - poklepuję go po ramieniu i popijam sok.
-Doktor Sims wzięła mnie za dziecioroba! -  wtrąca z ironią. 
-Oj daj spokój, pomyliła się i przeprosiła przecież...
-W sumie to nawet bym chciał -  opiera brodę na dłoniach i zamyśla się na chwile. 
-Czego byś chciał?
-Mieć normalną rodzinę.
-Przecież masz rodzinę: matkę, ojczyma, siostrę , braci no i Vina.
-Co to za rodzina? Matka rozwiodła się i przez nią nie mam kontaktu z ojcem, a ja powielam ten sam schemat. Mój syn mnie nie zna, nawet pewnie nie pamięta jak wyglądam i uznałby mnie za obcego człowieka… - wzdycha z żalem. 
-Jest malutki, jeszcze wszystko zdążysz nadrobić.
-Chcesz znać moje zdanie? - mówi nagle, ton ma poważny.
-Oczywiście, że tak. - odpowiadam niepewnie, bo nie mam pojęcia co chce mi powiedzieć.
-Powinnaś powiedzieć Erickowi, że zostanie ojcem - unoszę brew i otwieram oczy ze zdziwienia. On mówi poważnie?
-Przecież wiesz, że nie mam pewności... -  szepczę. 
-To mało prawdopodobne by Filip był ojcem. To był przecież tylko jeden raz, a z Erickiem kochałaś się codziennie… -  oblewam się rumieńcem, bo nadal mnie krępują takie rozmowy.
-Posłuchaj się... - mówię przez zaciśnięte zęby - Szanse są pół na pół! - dodaję. 
-To powiedz obojgu. Będziesz przecież musiała zrobić badania genetyczne by mieć pewność.
-Nie zrobię żadnych badań! To moje dziecko i nic im do tego! - warczę, od razu straciłam apetyt.
-Źle postępujesz! - Brayan gani mnie i przeszywa wzrokiem.
-Nic od nich nie chcę, poradzę sobie sama. Nie będę jedyną samotną matką! - tak mnie zdenerwował, że mam ochotę wstać i wyjść.
-Erick cię kocha, jeśli się dowie na pewno do ciebie wróci - brnie dalej. 
-Nie chcę litości Brayan. To ja wszystko spieprzyłam i teraz ponoszę konsekwencje. Nie zniosłabym myśli, że wrócił do mnie tylko ze względu na dziecko! - mówiąc to mam łzy w oczach.
-Popełniasz błąd ale jak chcesz, twoja sprawa. Wiesz, że zawsze jestem po twojej stronie -   uspokaja mnie - Nie denerwuj się już proszę.
-To nie zaczynaj więcej tego tematu! - patrzę gniewnie.
-Mówiłaś, że w Święta jest ślub Kim i chrzest Evy -  podstępnie zmienia temat - Masz już sukienkę?
-O kurczę!Nie mam - krzywię się i lekko.
-Może poszukamy czegoś? Ja też z chęcią kupię sobie nowy garnitur. Ten co mam kupiłem, na ślub z Polą, a ślub się nawet nie wydarzył -  dodaje cierpko.
-Zgoda ale ja płacę! - uśmiecham się słodko.
-Niech będzie. Ja kupię bilety na samolot… - Brayan mruży złośliwie oczy. Siedzimy w barze jeszcze jakąś godzinę i zjadamy wszystko co zamówiliśmy. Pogoda nie jest najlepsza, jest zimno i zaczyna prószyć śnieg. Jedziemy do centrum handlowego w którym Brayan ma swój sklep. Wpada do niego przy okazji by skontrolować nowego pracownika ale ten całkiem nieźle sobie radzi. Gdy widzę Brayana w roli szefa chce mi się śmiać. Próbuje być taki poważny i groźny, a ja nie mogę utrzymać powagi. Chichoczę cicho, a Brayan patrzy na mnie dziwnie. Uśmiecham się i próbuję opanować. Idą z tym nowy na chwilę na zaplecze, a ja przyglądam się aparatom, które ma w sklepie. Widzę fajną lustrzankę i wpadam na genialny pomysł więc biorę ją do ręki i podchodzę do kasy.
-Chciałabym to kupić... -  mówię do młodego chłopaka, Brayan stoi obok niego i robi zaskoczoną minę.
-Po co ci lustrzanka?
-Zobaczysz! -  uśmiecham się i podaję kartę by zapłacić.
-Nie wygłupiaj się Meg! Nie będziesz płaciła w moim sklepie! -  gromię go wzrokiem, naprawdę mam dość takich sytuacji. Powtarzają się prawie codziennie, nawet przy zakupach spożywczych.
-Nabijaj! - zwracam się z uśmiechem do chłopaka i podsuwam kartę bliżej niego. Widzę jednak jak patrzy na Barayana z wyczekiwaniem i jest mu bardzo niezręcznie. Bierze w końcu kartę i wkłada do terminala. 
-Tysiąc pięćset dziewięćdziesiąt dziewięć funtów, proszę pani - odpowiada grzecznie i podaje mi pokazuje, że mogę wprowadzić już kod pin. Brayan puka się w czoło w geście, że chyba oszalałam, a ja uśmiecham się tylko i pokazuję mu język. Po chwili dostaję zapakowany nowy aparat i odbieram kartę. 
-Dziękuję! -  mówię do chłopaka.
-Chodźmy już lepiej! -  podirytowany Brayan chwyta mnie pod rekę - Jak będą jakieś problemy Gaz, to dzwoń! -  odwraca się do niego na sekundę.
-Dobrze szefie! - kiwa głowa - Do widzenia pani - uśmiecha się nieśmiało.
-Do widzenia Gaz! -  wychodzimy razem, a Brayan nie odzywa się ani słowem. Cholera! Wkurzył się czy co? Idziemy w milczeniu aż do sklepu z garniturami i sukienkami.
-Po co ci ten aparat? - pyta w końcu.
-Zobaczysz - odpowiadam tajemniczo. 

W sklepie rozdzielamy się na dwa działy.  Ja oglądam sukienki, on garnitury. Wybór jest ogromny, a ja sama tak naprawdę nie wiem czego szukam? Na pewno coś długiego, w końcu mamy zimę, a w Nowym Jorku w grudniu potrafi być ogromny mróz. Tak, już chociaż mam wstępną wizję. Sukienka będzie długa i... luźna! Nie mam pewności jak będzie wtedy wyglądał mój brzuszek więc lepiej myśleć o tym teraz niż potem martwić, że ktoś coś zauważy. 

Widzę jak ekspedientka podchodzi do Brayana i z maślanymi oczami pyta, czy w czymś może mu pomóc. Bawi mnie to, że dziewczyny często tak na niego reagują. No dobra jest niezły, ma zadziorne spojrzenie i błysk ten w oku. W końcu to chłopak z Florydy.


Podchodzą razem do rzędu szarych eleganckich garniturów, a mi od razu przypomina się Erick. Często takie nosił i tak bosko w nich wyglądał. Ściska mnie w żołądku ale staram się nie okazywać emocji. Przebieram palcami wzdłuż szeregu pięknych sukienek. Jedna podoba mi się najbardziej. To długa ciemno-śliwkowa kreacja, odcinana pod biustem i puszczona luźno ku dołowi. Ramiączka są biżuteryjne i bardzo ozdobne. Przyglądam się jej dłuższą chwilę. Tak! Chcę ją przymierzyć. Biorę ją do ręki i podchodzę do Brayana. Słyszę jak flirtuje z ekspedientką.
-Przymierzę to… -  rzucam krótko i odwracam się w kierunku przymierzalni.
-Ok! -  Brayan odpowiada nawet na mnie nie patrząc. Przewracam oczami. To tylko facet Meg! Upomina mnie moje wewnętrzne „ja”. I tak poświęca mi dużo swojej uwagi, a ja przecież dałam mu dawno do zrozumienia, że nic między nami nie będzie. Tylko czemu teraz mam głupie uczucie....Zazdrości? Nie. A może jednak? 

Zasłaniam kotarę i zdejmuję kurtkę. Wieszam suknię na drzwiach i zaczynam się rozbierać. Stoję w samej bieliźnie i przyglądam się sobie. Widzę jak moje ciało się zmienia: lekko zaokrąglony brzuch, duże piersi, bardziej krągłe, biodra. Przypominam dawną siebie, tyle, że teraz jestem w ciąży. Włosy mi lśnią, a skóra jest jasna i nieskazitelna. To te dobre aspekty ciąży. Zdejmuję sukienkę z wieszaka i zakładam ją powoli od dołu. Ledwo przechodzi przez moje piersi ale w końcu udaje mi się przecisnąć. Jezu! Ale one są wielkie! A ten krój jeszcze dodatkowo to podkreśla. Zapinam suwak który jest z boku... No, no całkiem nieźle! Wychodzę z przymierzalni i przeglądam się w dużym lustrze. sukienka w ogóle się nie opina, jest w stylu greckim. Bardzo ładna.

Staję na palcach by mniej więcej wiedzieć jak będzie to wyglądało z butami. Uważam, że jest idealna więc wychodzę na sklep by pokazać się Brayanowi.
-I jak? - przyjmuję seksowną pozę i próbuję się nie śmiać. Brayan odwraca się razem z ekspedientką i zamiera.  Patrzy na mnie z otwartą buzią, oczy ma wielkie i błyszczące. Dziewczyna także na mnie patrzy, zazdrośnie i chyba naprawdę nieźle wyglądam.
-No mamuśka! - Brayan  w końcu coś mówi i uśmiecha się od ucha do ucha.
-Fajna co? - robię obrót, a suknia zaczyna ładnie falować.
-Idealna.
-Też tak myślę! -  zerkam na metkę, 199 funtów. I po raz kolejny upewniam się, że nie trzeba wydawać kilku tysięcy by dobrze wyglądać.
-Macie jakieś buty do tego? -  Brayan pyta ekspedientki, która nie jest pocieszona, że straciła jego zainteresowanie. Niechętnie pokazuje mi kilka modeli, przymierzam trzy i wybieram wieczorowe sandałki w bardzo podobnym kolorze co suknia. Brayan decyduje się na czarny klasyczny trzyczęściowy garnitur. Gdy wychodzi w nim z przymierzalni prawie zasycha mi w ustach. Cholera! Wygląda w nim tak podobnie. Też ma ciemne włosy, trochę dłuższe niż Erick. Widzi moją reakcję i uśmiecha się uwodzicielsko. Dobrze, że nie potrafi czytać w myślach! Zganiłby mnie za to, ale cholera... W tym garniturze naprawdę jest do niego podobny. 

Ja płacę, tak się umawialiśmy i wychodzimy. Korzystam szybko z łazienki.
-To gdzie teraz? - pyta Brayan niosąc nasze zakupy.
-Muszę chyba kupić jakieś prezenty na święta, no i coś dla małej na chrzest. Co się kupuje takiemu małemu dziecku? - spoglądam na niego.
-Nie mam pojęcia, nie mam chrześniaka! -  wzrusza ramionami.
-A Vincent, co dostał od rodziców chrzestnych?
-Nie wiem, nie byłem na jego chrzcie… -  odpowiada z takim żalem i gniewem. Cholera! Nie był na chrzcie własnego syna?
-Dlaczego? - pytam niepewnie.
-Mówiłem ci, że byłem uzależniony.
-Wiem, przepraszam… - jest mi głupio ale nie przyszło mi na myśl, że opuścił chrzest własnego syna przez narkotyki.
-Spokojnie. Pogodziłem się z tym i wiem, że jestem gównianym ojcem…-  Brayan uśmiecha się ironicznie.
-Nie mów tak! - podchodzę do niego bliżej i łapię za dłoń - Nigdy tak o sobie nie myśl! Zabraniam ci - patrzę mu w oczy by wiedział, że mówię poważnie. 
-Dobra już dobra - zbywa mnie, bo nie chce o tym rozmawiać - Lepiej powiedz po co ci tak naprawdę ten aparat? - zmienia temat.
-Będziecie robić mi zdjęcia, codziennie… -  odpowiadam uśmiechnięta.
-Kto?
-No ty i Tom. Zdjęcia brzucha, by zobaczyć jak rośnie - wyjaśniam. 
-Widziałem coś takiego w internecie. Fajny pomysł! - on również się uśmiecha i obejmuje mnie. Razem idziemy do kolejnego sklepu. Kupuję tam prezent rodzicom: komplet porcelanowych filiżanek z symbolami Londynu, dla Kim i Roba kupuję piękną satynową pościel. Na ślub dam im pieniądze, na pewno bardziej się im przydadzą niż żelazko czy czajnik elektryczny. Dla Evy wybieram złoty krzyżyk na łańcuszku na chrzest, a na święta matę do zabawy. To podobno jakiś hit dla dzieci. W sklepie z zabawkami przy okazji oglądam słodkie smoczki i malutkie ubranka. Sama za jakiś czas będę ich przecież potrzebować. Zagaduje mnie kobieta w zaawansowanej ciąży i rozmawiamy chwilę przy półce z butelkami. To takie dziwne ale bardzo miłe. Brayan zniknął mi gdzieś z oczu, pewnie poszedł do jakiegoś innego sklepu. Gdy wychodzę widzę jednak jak czeka przez wejściem.
-Proszę to dla ciebie… -  mówi i podaje mi niebieską ozdobną torebkę. Uradowana biorę ją i od razu patrzę co jest w środku.
-Ale ślicznie! -  piszczę i wyjmuje z pudełeczka najmniejsze adidasy jakie kiedykolwiek widziałam, są całe białe i mają nawet oryginalny znaczek firmowy.

-To dla juniora, na pewno będzie grał w piłkę! -  Brayan jest z siebie bardzo zadowolony.
-Nie wątpię w to kto go tego nauczy. Dziękuję -  nachylam się i całuje go delikatnie w policzek ale pierwszy raz poczułam między nami coś dziwnego. Brayan chyba też, bo spojrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem. W doskonałych humorach wracamy do auta. Jesteśmy obładowani zakupami, które zajmując prawie cały bagażnik. 
-Do mnie czy do was? - pyta gdy włącza się do jazdy.
-Jedźmy do nas, może te bilety zarezerwujemy.
-Dobry pomysł mała.

Centrum handlowe jest niecałe dziesięć minut samochodem od kamienicy i piętnaście minut od mieszkania Brayana. Zachodzimy do kawiarni  by przywitać się z Tomem. Zjadam swoją ulubioną muffinkę z czekoladą i piję świeży sok. Nie potrafię się im oprzeć, są naprawdę pyszne.
-Kiedy lecicie? - pyta Tom, gdy znajduje chwilę by z nami pogadać.
-Pewnie 23 grudnia. 
-Macie już bilety?
-Nie, właśnie będziemy je rezerwować - wtrąca Brayan.
-Szkoda, że nie mogę lecieć z wami.
-Jeszcze nie raz będzie okazja! -  uśmiecham się pocieszająco, bo wiem jak bardzo chciałby lecież z nami.
-Wiem, wiem. Dobra muszę wracać do pracy! -  rzuca szybko i żegna się. Idziemy z Brayanem na górę do domu. Brayan zanosi zakupy do mojego pokoju i razem siadamy na łóżku przy laptopie by poszukać najkorzystniejsze dla nas połączenie. Udaje nam się załapać na promocję przedświąteczną. Rezerwujemy dwa bilety na 23 grudnia, lot mamy o szóstej rano więc koło szóstej wieczorem będziemy w Nowym Jorku. Brayan płaci przelewem i drukuje bilety. Ma amerykańskie obywatelstwo więc nie musimy martwić się o wizę.
-Kiedy ty ostatnio byłeś w Stanach? - pytam sprawdzając pocztę.
-Nie pamiętam, na pewno dobrych kilka lat temu.
-A w Nowym Jorku byłeś kiedyś w ogóle?
-A wiesz, że nie? - drapie się po brodzie i patrzy na sukienkę, którą dziś kupiłam. Wisi ona na drzwiach mojej szafy - Naprawdę ładnie w niej wyglądasz Meg - dodaje.
-Dzięki, mnie też się podoba! - wstaję z łóżka i biorę do ręki swój nowy aparat - Zrób pierwsze! - wyciągam dłoń by wziął ode mnie aparat i uśmiecham się szeroko. 
-Teraz - pyta nieco zaskoczony. 
-Tak! - mówię entuzjastycznie i staje na tle kremowej ściany, podciągając do góry bluzkę - Sam brzuch bez twarzy -  dodaję. Brayan przygląda mi się chwile i pstryka fotkę.
-Gotowe! -  uśmiecha się i kładzie aparat na łóżku - Nie jesteś głodna? - pyta, a ja mobilizuje się i robię obiad, chińszczyznę. Brayan dzielnie pomagał mi kroić warzywa. Może jeszcze coś z niego będzie? Nieźle mu poszło jak na drugi raz w życiu. Robię większą porcję by zostało dla Hooków i Toma na kolację. Po obiedzie poczułam się zmęczona i najchętniej po prostu bym się położyła. Brayan musiał załatwić kilka spraw po południu, więc pożegnaliśmy się, a on pojechał. 

Położyłam się w salonie na fotelu przez telewizorem i oglądam  „Sex w wielkim mieście”. Z sentymentem patrzę jak akcja serialu rozgrywa się w Nowym Jorku. Znam te wszystkie miejsca. Niektóre ze scen kręcone były niedaleko Evans Tower i mojej kamienicy w której mieszkałam na studiach. Biorę całe opakowanie  owsianych ciasteczek i zajadam się nimi popijając mlekiem. W międzyczasie wymieniam się smsami z Kimberly. Napisałam jej, że kupiłam sukienkę i wysłałam jej nawet zdjęcie. Postanowiłam, że o płci dziecka powiem im dopiero na Święta, mam nadzieje, że się nie obrażą,  a ja chcę by mieli niespodziankę. Tata nie zareagował najlepiej na wiadomość, że Hookowie dowiedzieli się wcześniej niż on. Pod wieczór do domu wraca Tom, widać, że jest zmęczony. Nawet nie chciało mu się gadać i poszedł od razu do pokoju. Hookowie wracają troszkę później, a ja odgrzewam im chińszczyznę.
-Złota z ciebie dziewczyna, Meg. Naprawdę dobrze gotujesz! - chwali mnie pan Hook.
-Cieszę się, że panu smakuje! -  uśmiecham się i siadam przy stole - Znam już płeć dziecka... - dodaję, a Hookowie spoglądają na mnie zaciekawieni.
-Powiesz nam? - pyta niepewnie pani Hook.
-To chłopczyk.
-Och cudownie! Moje gratulacje skarbie! - podchodzi do mnie pani Hook i całuje mnie w policzki.
-Mój pierwszy wnuk, przyszywany ale jednak - dodaje pan Hook i również się uśmiecha -Powiedziałaś rodzicom?
-Jeszcze nie, powiem im na Święta. Mam już bilety.
-Thomas leci z tobą? - pyta niepewnie jego mama.
-Nie, wiem, że będzie miał tu dużo pracy. Brayan zgodził się mi towarzyszyć - odpowiadam. 
-Dobrze, że nie lecisz sama, a teraz idź odpocząć skarbie. Ja pozmywam po kolacji.
-Dziekuję pani Hook! Będę u siebie. 

Wstaję od stołu i kieruję się na schody. Na półpiętrze zatrzymuję się i nasłuchuję co robi Tom. Słyszę, że rozmawia z kimś przez telefon, podchodzę więc pod otwarte drzwi i pukam we framugę. Tom zrywa się z łóżka i momentalnie kończy rozmowę.
-Zadzwonię później! -  mówi nerwowo i chowa telefon pod poduszkę. Unoszę brew i wchodzę do środka.
-Hej - mówię cicho - Nie przeszkadzam?
-Nie, wejdź… -  ścisza muzykę z laptopa, akurat słucha Coldplay.
-Gadałeś z Brayanem? - pytam ciekawa, bo dziwnie się zachowuje.
-Nie - rzuca szybko - Jak było u lekarza? - podchodzę i siadam na łóżku. Czuję jak jego telefon wibruje pod poduszką. Mam ochotę sprawdzić kto dzwoni ale się powstrzymuje.
-Badania nie wyszły najlepiej ale muszę je powtórzyć. Znam już płeć… -  uśmiecham się, a on patrzy wyczekująco.
-No mów! - podsuwa się do mnie.
-Będzie chłopak! -  odpowiadam, a Tom od razu robi swój standardowy ostatnio gest, czyli zaczyna mówić do brzucha.
-Nauczymy cię z wujkiem Brayanem grać w piłkę. Będziesz drugim Messim, albo Ronaldo -obcałowuje mi brzuch, a ja śmieje się w głos, bo mam ogromne łaskotki.
-Tom przestań, bo się posikam! - próbuję oderwać jego głowę i od razu muszę do łazienki.
-Naprawdę żałuję, że nie mogę z tobą polecieć. Mam nadzieję, że Brayan stanie na wysokości zdania! - puszcza mnie w końcu, a ja spoglądam na niego pytająco.
-Co masz na myśli?
-Nie, nic… -  zbywa mnie, widzę, że nie chce za bardzo rozmawiać.
-Wiesz, że kupiłam dziś aparat i będę codziennie robić zdjęcia brzucha? - zmieniam temat, nie będę go dziś męczyć pytaniami.
-Fajny pomysł - bąka pod nosem. Cholera! Coś jest nie tak.
-Odbierz w końcu ten telefon! - mówię i wyciągam go spod poduszki, bo czuję, że ciągle wibruje. Zerkam ukradkiem widzę, że to Lil i  od razu rozumiem o co chodzi - Nie musisz przede mną ukrywać, że z nią gadasz! - piszczę podniesionym tonem i wstaję - Dobranoc Tom!
Wychodzę z pokoju zamykając za sobą drzwi. Słyszę że odbiera od razu po moim wyjściu. Nie rozumiem czemu się z tym kryje? Nie może po prostu powiedzieć, że z nią gada? Ostatnio dość dziwnie się zachowuje, znika wieczorami. Teraz wiem, że się z nią spotyka. Jego sprawa jednak mam nadzieję, że ta zołza nie skrzywdzi go po raz kolejny. Zachodzę do łazienki ulżyć potrzebie, przebieram się w piżamę i kładę do łóżka. Mam jednego ememesa od Kim ze zdjęciem Evy. Ona naprawdę jest taka śliczna. To idealnie połączenie najlepszych cech Roba i mojej siostry. Odpisuję jej żartobliwie, że robią naprawdę ładne dzieci i kiedy zamierzają zmajstrować kolejne, po czym podłączam telefon pod ładowarkę, gaszę lampkę nocną i momentalnie zasypiam.

1 komentarz: