Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 86

-Tak, to ten sam  - uśmiecham się, bo naprawdę seksownie się w nim czuję. Erick odwzajemnia uśmiech ale nadal mi się przygląda. Nie wiem czy to jest spowodowane? Nerwowo poprawiam pareo by nic nie było widoczne. Jak ja mam się przy nim rozebrać na plaży?
-Dobra chodźmy już! Chcę drinka z palemką! - wtrąca Tom. Ładujemy się wszyscy do windy, która migiem zwozi nas do hotelowego lobby. Tu przed wejściem czeka na nas samochód.Trudno to jednak nazwać samochodem, bo to coś na wzór wózka golfowego, oczywiście ekskluzywnego i nowoczesnego. W drodze, która zajmuje nam jakieś 10 minut wszyscy dzwonią do najbliższych. Jestem zaskoczona, gdy mama Brayana chce ze mną rozmawiać  i mówi jak bardzo się cieszy, że jesteśmy razem. Cholera! Patrzę na niego zaskoczona, a on tylko się uśmiecha. Słyszę także jak Erick rozmawia ze swoją mamą, mówi do niej tak czule i spokojnie. Daję mu znać by ją pozdrowił, co czynił od razu uśmiechając się szeroko.
-Mama także cię pozdrawia! - zwraca się do mnie zasłaniając słuchawkę dłonią. Wszyscy mają szampańskie nastroje. Rob wyluzował się po locie i w końcu może korzystać z życia. 

Plaża mieści się niedaleko hotelu. Równie dobrze można dojść do niej pieszą, przez most łączący hotel z lądem. 
Na miejscu czeka na nas oddzielna altana. To drewniane podwyższenie na piasku, a w środku znajdują się sofy, stoliki, leżaki, hamaki prywatny bar, a nawet jakuzzi. Można też wyjść na słońce i opalać się nad samym brzegiem oceanu. Większość biegnie od razu do baru. Zostajemy tylko ja, Brayan i Erick.
-Wszystko jest opłacone, nie krępujcie się proszę… -  zwraca się do nas z uśmiechem.
-Dzięki Erick, naprawdę nie wiem co powiedzieć! - podchodzi do niego Brayan i podaje mu dłoń.
-Nic nie mów, tylko baw się dobrze. No i opiekuj się nią! - ten dodaje cicho wskazuje na mnie.
-Masz moje słowo - wymieniają się spojrzeniami. Kompletnie nie rozumiem tej ich relacji.
-Ja idę się opalać! - oznajmiam i biegnę na piasek,  który jest aż gorący. Cholera! Wracam po klapki by nie poparzyć stóp. O tak! To się nazywa życie. Zdejmuje pareo i smaruje się olejkiemm który znalazłam obok leżaka w szafce. Są tu wszystkie potrzebne na plaży kosmetyki, których oczywiście możemy używać. Znajduje też okulary jednak ich nie zakładam, bo chcę opalić całą twarz. Włosy związuję wysoko i jestem gotowa. Wyciągam się na leżaku i oddycham głęboko. Po chwili dziewczyny z drinkami w dłoniach dołączają do mnie. Almas w swoim malinowym bikini wygląda jak miss świata. Gdzie się rodzą takie piękne kobiety? Ona jest po prostu powalająca i mimo tego, że nie mam jakiś dużych kompleksów, to czuję się przy niej jak szara myszka. Alex i Kim też wyglądają dobrze. Nie wiedziałam, że Alex ma tatuaż na kostce i łopatce. Z altany dobiegają dźwięki muzyki, zapewne arabskiej. Nie mam pewności ale są przyjemne dla ucha.
-Ja stąd nie wyjeżdżam! - mówi Kim upijając łyka swojego mojito.
-Ja też! - dodaje Alex i stuka swoim drinkiem o jej szklankę.
-Almas ty to masz dobrze, że twój tata mieszka tu na stałe. Zawsze możesz do niego przyjechać! - Kim odwraca się w jej stronę.
-Jeszcze niedawno dałabym wszystko by stąd uciec… -  śmieje się - Udało mi się w końcu przekonać tatę na studia w Nowym Jorku. Porozmawiał z Erickiem i mi pozwolił ale powiem wam szczerze, że stęskniłam się za domem! - dziewczyny kładą się obok na leżakach i zaczynamy rozmawiać na „dziewczyńskie” tematy. W hotelu jest spa, fitness, baseny, możemy z nich korzystać do woli. Jutro jest Sylwester więc najpierw na pewno z nich skorzystamy, by zrobić się na bóstwa. Nie wiem czy to będzie jakiś oficjalny bankiet, czy impreza w klubie ale mam nadzieje się dobrze bawić. Po to tu w końcu przylecieliśmy. 

Szum fal, ciepły wiatr i promienie słońca sprawiają, że odprężam się tak jak dawno nie. Ostatnio raz czułam się tak chyba na Bahamach. Słońce ma na mnie zbawienny wpływ. Wyłączam się z rozmowy i napawam się chwilą. Z przymkniętymi powiekami oglądam widok który jest przede mną. Błękitne niebo na którym nie ma ani jednej chmurki, przeźroczysta lazurowa woda, ciepły miękki piasek. Czego chcieć więcej? Uśmiecham się sama do siebie.

Po jakimś czasie przekręcam się na brzuch, by opalić plecy i tył nóg. Proszę Kim żeby posmarowała mnie olejkiem i ponownie nie myślę o niczym tylko relaksuję się. Spoglądam na chłopaków, którzy siedzą w altanie popijając drinki i rozmawiając o czymś intensywnie. Macham do nich na co Brayan odmachuje uśmiechnięty od ucha do ucha, trzyma w dłoni szklankę ale to jakiś koktajl, przynajmniej mam taką nadzieję. Erick też zerka na mnie co chwile. Zdjął koszulkę i spodnie odkrywając swoje boskie ciało. Tom założył śmieszne pomarańczowe kąpielówki, które podkreślają jego bladą cerę. Robert także siedzi w samych spodenkach. Uśmiecham się patrząc na nich. Gdyby nie okoliczności moglibyśmy stworzyć paczkę naprawdę fajnych przyjaciół. Kładę głowę na skraju leżaka i chyba na chwilę zasypiam. 
Z mojej błogości wyrywa mnie Brayan chwytający mnie nagle w pasie. Krzyczę zaskoczona, a on wbiega ze mną do wody i przewraca się specjalnie,  a woda zalewa nas po głowy.
-Oszalałeś! - piszczę wynurzając się na powierzchnię. Łapię oddech i przecieram dłonią mokrą twarz. 
-Spalisz się na skwarkę na tym słońcu, chciałem cię ochłodzić! - mówi Brayan śmiejąc się głośno.
-Wystraszyłeś mnie! Masz szczęście, że woda jest ciepła, bo inaczej skopałabym ci tyłek za to co zrobiłeś! - ochlapuję go wodą prosto w twarz. Chwilowo jestem na niego okropnie zła.
-Lepiej popraw stanik! - podchodzi i zasłania mnie swoim ciałem, a ja spoglądam na swoje piersi.
-O cholera! - zakrywam dłonią swoje nagie piersi. Miseczki przesunęły się pod wpływem wody i odsłoniły dosłownie wszystko. Poprawiam się szybko i spoglądam na brzeg. Nikt na nas na szczęście nie patrzy, Erick gdzieś zniknął.
-Tutaj chyba nie można się opalać toples! - Brayan stwierdza złośliwie popychając mnie lekko, że znowu się przewracam i wpadam do wody. Nurkuje  i wypływa obok mnie, chwytając mocno w ramiona - Wybierałaś z nim to bikini? - pyta nagle.
-Co to za pytanie? - patrzę na niego badawczo.
-Normalne pytanie, odpowiedz - siada na dnie tak, że nad wodą wystają tylko jego ramiona i klatka piersiowa.
-Większość ubrań, które mam są od niego, Brayan. Bikini też. To ma jakieś znaczenie?
-Tak pytam. Spokojnie nie jestem zazdrosny, mała - dotyka mojej twarzy ocierając z niej krople wody. 
-Myślisz, że powinnam je oddać? - siadam na niego okrakiem. Woda unosi nasze ciała w rytm fal. To naprawdę przyjemne. 
-Myślę, że kupię ci nowe ubrania tylko jak wrócimy do Londynu, a z tymi zrobisz co zechcesz - całuje mnie delikatnie zachęcając do wzajemności. 
-Jesteś cudowny -  odwzajemniam pocałunek wsuwając mu język do ust. Brayan mruczy, a ja od razu czuję, że się podniecił. 
-Jak ja teraz wyjdę z wody? - śmieje się spoglądając na swoje kąpielówki. Woda jest tak przeźroczysta, że wszystko widać.
-Możemy tu zostać, jest całkiem przyjemnie - ocieram się specjalnie by podkręcić go jeszcze bardziej.
-Jeśli nie przestaniesz, to przelecę cię w wodzie na oczach tych wszystkich ludzi! -  jego słowa  od razu odbijają się echem w moim podbrzuszu.
-Nie ośmieliłbyś się! - rzucam mu wyzwanie ale nie sądzę by był do tego zdolny.
-Oj mała, jeszcze nie wiesz na co mnie stać! -  mruczy i wsuwa mi dłoń w majteczki od bikini.
-Och! - piszczę zaskoczona. Czy on oszalał? - Co ty wyprawiasz? - pytam, policzki od razu mi płoną.
-Pieprze cię dłonią… - uśmiecha się i wsuwa we mnie jeden palec. Jęczę cicho.
-Ktoś nas zauważy! - kwilę próbując trzymać się go mocniej, by fale nie wprawiały naszych ciał w kołysanie. 
-Wali mnie to! Chcę ci zrobić dobrze. Tutaj! Teraz! - stwierdza tryumfalnie i dołącza drugi palec. O Boże! Jęczę próbując opanować emocje. Brayan dołącza kciuk i zaczyna masować łechtaczkę. Oplatam dłońmi jego szyje i przysuwam się bliżej zatapiając twarz w jego ramionach.
-Brayan, zaraz dojdę… -  zaciskam powieki i wtulam się w niego jeszcze mocniej.
-Tego właśnie chcemy - uśmiecha się i rozkłada szerzej nogi tak żeby penetrować mnie palcami jeszcze głębiej. Przyśpiesza i wie, że zaraz dopnie swego.
-Kurwa! - krzyczę mimowolnie, gdy orgazm wstrząsa nagle moim ciałem. Próbuję zacisnąć uda ale Brayan blokuje je swoimi, a cudowne uczucie rozlewa się szybko po każdej komórce mojego ciała. Pulsuję wokół jego palców, a on uśmiecha się szeroko.
-Chyba mamy widownię -  mówi odwracając głowę w stronę brzegu. Mija  jednak dłuższa chwila zanim się uspokajam i patrzę w tą samą stronę co on. O Cholera! Widzę jak na brzegu stoi Erick rozmawiając z Robem. Obaj patrzą w naszą stronę. Co za żenada! Przecież to oczywiste co tu z Brayanem właśnie wyprawialiśmy. Robię się purpurowa i mam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie widzę dobrze ale mina Ericka nie wyraża nic dobrego. On doskonale wie co się właśnie wydarzyło. Nie mogę się tak zachowywać! Ranie go w ten sposób! Ale ze mnie idiotka! Ekshibicjonistka się znalazła!  Krzyczy na mnie moje wewnętrzne „ja”.
-Jezu ale wstyd - mówię cicho zasłaniając twarz dłońmi. Odwracam się by nie patrzeć w ich stronę. 
-Daj spokój, wcale nie było nic widać… -  stwierdza pocieszająco Brayan.
-Chodźmy na brzeg… - wstaję poprawiając bikini.
-Ja muszę poczekać! - oznajmia pokazując na swoje wybrzuszenie w kąpielówkach. Wymuszam uśmiech i ruszam powoli. 
-Będę w altanie - macham i wracam na brzeg. Przechodzę obok Roba i Ericka, uśmiechając się nieśmiało. Pragnę schować się na chwilkę gdziekolwiek i uspokoić emocje. 
-Meg, poczekaj chwilę! -  nagle dogania mnie Erick i bierze na bok. O cholera!
-Tak? -  pytam zakłopotana.
-Rozumiem, że Brayan nie może się powstrzymać ale tutaj za publiczne obnażanie się można wylądować w więzieniu -  informuje mnie ze spokojem ale ma poważnie. Zamieram i nie wiem co powiedzieć. Czuję się okropnie nie ze względu na to co powiedział, a na to co widział. 
-Przepraszam… -  dukam, to jedyne co przychodzi mi na myśl, a Erick śmieje się cicho.
-Jezu nie przepraszaj!-  zasłania dłonią usta. Co go tak bawi? - Jesteście dorośli, jesteście razem to oczywiste, że uprawiacie seks ale nie wszyscy muszę to oglądać… -  dodaje i obejmuje mnie ramieniem prowadząc prosto do baru. Jestem zaskoczona -  Napijesz się czegoś? - proponuje. 
-Koktajl owocowy jeśli można prosić....z palemką - uśmiecham się lekko.
-Bez alkoholu?
-Nadal biorę leki - odpowiadam i w duchu dziękuję, że się trochę przeziębiłam. Przynajmniej nie muszę się tłumaczyć - Jakie mamy plany na sylwestra? - pytam, bo w końcu chciałabym się dokładnie dowiedzieć co i jak.
-Mamy dwie opcje - mówi Erick -  Albo klub albo bal przebierańców na plaży. Musimy to ustalić i zadecydować. Co wolisz?
-Bal na plaży? - zastanawiam się chwile - Brzmi zachęcająco - dodaję z uśmiechem.
-Też jestem za tym -  stwierdza i podaje mi szklankę z koktajlem. Wygląda bardzo apetycznie. Ma kilka kolorów, zaczynając od niebieskiego na  samymdole do żółtego na samej górze szklanki. Upijam łyk przez słomkę.
-Ale pycha! - uśmiecham się i pokazuje kciuk w górę -  Masz jakiś strój na ten bal?
-Będzie gorąco więc to będzie impreza raczej w kostiumach i bikini. Chodzi głównie o maski na twarz. Mam jedną, pokaże ci później -  kończy przyrządzać swojego drinka i stuka szklanką o moją - Za wyjazd - wznosi toast - Za twój uśmiech i twojego faceta, który nie może wyjść z wody! – dodaje, a ja śmieję się w głos.
-Dziękuję Ericku. Mimo wszystko i za wszystko -  nachylam się i całuję go czule w policzek. Wiem, że zapewne nie powinnam, bo to zbyt jednoznaczny gest ale po prostu chciałam to zrobić. Nigdy mu się przecież nie odpłacę za to wszystko. 
-Jeszcze tu -  pokazuje palcem na drugi policzek i uśmiecha się przy tym szeroko. 
-Niech ci będzie…- zgadzam się i spoglądam na niego uważnie. Cmokam miejsce, które wskazał, a on odpowiada nagle. 

-Teraz i ja nie mogę wstać… - sugeruje, a mój wzrok bezwiednie schodzi na jego kąpielówki. Erick zaczyna się śmiać, a ja robię wielkie oczy.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 85

-To niesprawiedliwe! One oszukują! - mówi oburzony Tom.
-Dziewczyny zawsze są lepsze! -  odpowiadam i podchodzę do Brayana by go objąć - Cześć przystojniaku - szepczę mu do ucha.
-Lepiej się czujesz? - spogląda na mnie zadowolony.
-Zdecydowanie. Mogę teraz ja zagrać?
-Zaraz skończymy tą rundę i zaczniemy nową. Może zagramy parami? - proponuje moja siostra.
-Tak zagrajmy, zagrajmy! - podskakuje rozradowana Alex, Almas także się uśmiecha.
-Erick powinien do nas za chwilę dołączyć więc poczekajmy na niego -  mówię i udaję się w kierunku stewardesy zapytać o coś do jedzenia. Nie mija chwila, gdy przynosi mi kurczaka w miodzie... na którego  ochotę miałam wczoraj. Erick o wszystko zadbał. Zajadam się w fotelu aż mruczę,  tak bardzo mi smakuje. Jejku ale byłam głodna. Kurczak jest pyszny, dokładnie na to miałam ochotę. Zadowolona rozkładam się wygodnie i poklepuję po brzuchu, który teraz wydaje się jeszcze większy. Brayan patrzy na mnie i uśmiecha się szeroko.
-To co zaczynamy? - mówi Kim widząc jak Erick wychodzi z sypialni.
-Tak! Tak! - krzyczy Alex, podbiega do Ericka i ciągnie go do Almas - Wy razem - instruuje i podchodzi do Toma - Ja z Tomem, Kim z Robem i wy - pokazuje na nas palcami. Erick patrzy zaskoczony, bo nie wie co się dzieje.
-Gramy w kręgle! -  wyjaśniam i uśmiecham się.
-Aha! -  drapie się zakłopotany po głowie - Nie jestem w to najlepszy -  dodaje.
-No niemożliwe! -  śmieję się żartobliwie, bo pamiętam, że jestem w tym niezła.
-Myślę, że sprawiedliwie będzie gdy zrobimy losowanie - wtrąca Robert.
-Dobrze mówi! -  uśmiecha się Erick i podchodzi do niskiej ławy, wyciąga z niej zeszyt, pisze nasze imiona na kartkach i wrzuca do szklanej kryształowej półkuli - Zaczynamy losowanie - oznajmia rozbawiony i podchodzi do Kim by losowała pierwsza. Wypadło tak, że Erick jest z Alex, Rob z Tomem, Kim z Brayanem, a ja z Robem. Po długiej i emocjonującej grze wygrywają Erick i Alex, która cieszy się jak szalona. Jest taka radosna i entuzjastyczna. Miło na nią patrzeć. Przybija piątkę Erickowi za każdym razem, gdy zbije wszystkie kręgle, a Erick chyba ma do niej podejście jak do swojej siostry. Są przecież w podobnym wieku.
-Wiedziałem, że ona wygra! - Tom dumny jak cholera podchodzi do Alex i całuje ją namiętnie w usta. O rany! Chyba w końcu coś zaszło. Uśmiecham się i widzę, że Brayan też.
-Idzie do sypialni!  - żartuje Kim i puszcza oczko do Alex.
-To was było wczoraj słychać w całym apartamencie! - odpowiada jej rozbawiony Tom, a Rob się peszy. Moja siostra za to nic sobie z tego nie robi i rży ze śmiechu. Cała Kim. 
-Co ja poradzę, że mam tak cudownego męża? -  obejmuje Roba i całuje. Boże! Nie gadajcie o tym! Chyba długo nie przyzwyczaję się do rozmów o seksie w taki bezstresowy sposób. Czerwienie się od razu na myśl, że może ktoś i nas z Brayanem słyszał.
-Najciszej było w sypialni Meg i Brayana! -  wypala Kim, a ja ganię ją wzrokiem.
-No raczej nie! - interweniuje Brayan śmiejąc się w głos.
-Dobra, dobra! Najciszej to było u mnie, bo spałem sam! -  dodaje Erick i wszyscy wybuchają śmiechem, nawet ja. Jestem zaskoczona jego swobodą ale to dobrze. Bardzo dobrze. 
-No tak, ja przecież miałam randkę z wibratorem! -  wtrąca Almas i wszyscy pokładają się ze śmiechu. Chryste, co za ludzie!  Nie mogę się opanować. Nie spodziewałam się takich słów z jej ust. Naprawdę jest nowoczesna, jak na Arabkę. Nawet nie wiem ile ma lat? Jest pewnie w moim wieku lub niewiele młodsza.

Wszyscy siedzimy w fotelach. Zaraz podchodzimy do lądowania. Wyglądam za okno i aż zapiera mi dech w piersi. Wow! Co za widoki! W porównaniu do zimy, którą mamy i w Londynie i Nowym Jorku tu jest  po prostu raj. Ciepło, w dzień prawie 27 stopni, w nocy 18, temperatura wody 29. Widzę z daleka słynne sztuczne wyspy. Wyglądają naprawdę imponująco, są wręcz nierealne. Widzę też hotel w którym będziemy mieszkać. Kim pokazuje na niego przez okienko Robowi. Jest cała podekscytowana, zresztą jak my wszyscy. Tylko Erick jest względnie spokojny, bo był tu przecież na pewno wiele razy. 

Lądowanie przebiega gładko, a ja nawet się nie stresowałam. Możliwe, że przyzwyczajam się do tego i śmie twierdzić, że może nawet polubię latanie. Skoro chcę mieszkać w Londynie, będę musiała przecież odwiedzać rodziców. 

Na płycie lotniska czeka na nas długa czarna ekskluzywna limuzyna. Dziewczyny piszczą z radości ale ja staram się opanować. Jestem podekscytowana perspektywą najbliższych dni. Idę z Brayanem za rękę jak para nastolatków. W tym momencie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Wszyscy się uśmiechają.

Hotel dosłownie powalił nas na kolana. To co widać w internecie na zdjęciach to nic w porównaniu, gdy zobaczy się go na żywo. Jest ogromny! Luksus, przepych w czystej postaci. Marmurowe podłogi, złote klamki i fontanny. Tylko Almas i Erick wydają się niewzruszeni ale dla nas to nowość. Mamy do dyspozycji dwa ogromne apartamenty. Tak ogromne ,że pomieściłyby pewnie z 1000 osób. W jednym śpimy my, Tom i Alex, a drugim Kim, Rob, Almas i Erick. Są połączone ale stanowią dwa oddzielne przestrzenie. Mają prywatną windę, bar, sale kinową i spa... jest tu dosłownie wszystko. Urządzone po królewsku, łóżka z baldachimem, orientalne meble. Nie mogę oderwać oczu. Widok jest tak imponujący, że można dostać zawrotów głowy.
-Umarłem i trafiłem do raju! - mówi Brayan szczerzący się jak dziecko.
-Widziałeś ta akwaria na dole? To jakiś kosmos! - piszczy Tom. 
-Nie śniło mi się to w najlepszych snach! - wtrąca Alex i rzuca się w ramiona Thomasa.
-Ciekawe ile to wszystko będzie kosztowało? - wtrąca Tom.
-Nie chcesz wiedzieć! -  odpowiadam wywracając oczami.Naprawdę nie czuję się najlepiej z tym, że Erick za wszystko płaci. Wiem, że go na to stać ale nie rozumiem dlaczego to robi? Skoro  mówił, że mnie rozumie i że szanuje moją decyzję, to na co liczy? Czego oczekuje? Jestem zdezorientowana. 

Idziemy z Brayanem do naszej sypialni by rozpakować walizki. Jest ona po prostu powalająca. Okrągłe łóżko na podwyższeniu, całe w czerwonych-orientalnych wzorach. Cały pokój jest podobny... leżanki, fotele stoliki komody. Wow! 
Przechodzę do łazienki i nie wierzę własnym oczom. Wielka wanna z kolumnami pomieści pewnie z sześć osób. Marmur, złoto i unoszący się w powietrzu zapach kadzidła. 
-Taki to pożyje! -  mówi Brayan rzucając się na łóżko. Zakłada dłonie za głowę i rozgląda się po pokoju.
-Nieźle co?-  sama jestem pod ogromnym wrażeniem. Siadam obok niego i rozglądam się.
-Chciałbym być taki bogaty! Przecież te apartamenty muszą kosztować fortunę!
-Daj spokój, pieniądze to nie wszystko-  kładę głowę obok jego ramienia.
-Wiem ale zawsze ciekawiło mnie jak to jest móc pozwolić sobie coś takiego. Ile samochodów ma Erick? - pyta i obejmując mnie ramieniem przysuwa do siebie.
-Nie mam pojęcia, pięć albo i więcej… -  wzruszam ramionami, bo nie pamiętam i tak naprawdę mało mnie to interesuje. 
-Szanuję go za to, że doszedł do tego wszystkie ciężką pracą. Dobry z niego facet… -  przyznaje szczerze.
-Też tak uważam. Ma wielkie serce i nie zasługuje na to co go spotkało… -  wzdycham smutno.
-Nie myśl o tym, mała. On jest szczęśliwy ze świadomością, że jesteś bezpieczna. Musi się pogodzić z twoją decyzją, nie zmusi cię przecież byś była z nim -  Brayan opiera głowę na dłoni i kładzie się bokiem by patrzeć na mnie. Dłonią gładzi mnie po brzuszku, a ja zamykam oczy. 
-Nie mówię tylko o tym. Erick Stracił brata gdy miał 17 lat, obwinia się o to… - wyjaśniam i nagle uświadamiam sobie jedną rzecz. O cholera! Siadam na łóżku - Jakoś niedawno była rocznica tego wypadku - dodaję jakby do siebie. 
-Jaka rocznica? Jakiego wypadku? - Brayan unosi brew.
-Erick prowadził samochód, którym jechali z Vincentem na lotnisko. Chcieli lecieć do rodziców na święta, mieli wypadek. Vincent zmarł kilka tygodniu po wypadku.... - ściska mnie serce, gdy sobie przypomnę jak powiedział mi o tym po raz pierwszy na plaży, na Bahamach.
-O cholera. To naprawdę niefajne uczucie, współczuje mu! -  Brayan całuje mnie w czoło widząc, że nie łatwo mi o tym mówić -  Miał na imię tak jak mój syn - uśmiecha się lekko na te słowa.
-Też o tym pomyślałam… -  zamyślam się na chwilę - Jak nazwiemy naszego małego? - pytam nagle zaskakując tym Brayana.
-Naszego? - podnosi się i siada prosto posyłając mi pytające spojrzenie. 
-Mówiłam ci, że chcę byś był dla niego ojcem, nie zmieniłam zdania... -  uśmiecham się szeroko.
-Nie zrobisz badań? Żeby mieć pewność? - pyta niepewnie. 
-Nie wiem, sama już nie wiem co mam zrobić? A jeśli to dziecko Filipa... - zamykam oczy, a Brayan chwyta mnie w ramiona i przytula.
-On się nie dowie na pewno ale jeśli Erick jest ojcem, to powinien wiedzieć.
-I co? Co mam powiedzieć? Wiesz jestem w ciąży i możliwe, że jesteś ojcem. Zróbmy badania? - pytam nerwowo.
-Nie denerwuj się, Meg. Do niczego cię nie zmuszam. Zrobisz jak uważasz - odpowiada zirytowany.
-Wolałabym by nie wiedział. Można przecież powiedzieć, że ty jesteś ojcem - wypalam. 
-No jak? Nie znaliśmy się gdy zaszłaś w ciążę... - posyła mi wkurzone spojrzenie.
-A skąd on będzie wiedział który to dokładnie tydzień? Nie obliczy tego tak łatwo! -  stwierdzam ze złudną nadzieją. Co za genialny pomysł! Nie ma co. 
-Erick nie jest głupi! Domyśli się po terminie porodu! - Brayan szybko sprowadza mnie na ziemię. 
-Oj cicho! Może się nie domyśli! - śmieje się nerwowo chociaż wcale mi nie do śmiechu. Chciałabym by to wszystko było wiele łatwiejsze.
-Nie myśl dziś o tym! Nie psujmy sobie wyjazdu, a teraz wskakuj w bikini i idziemy na plażę. Za 10 minut mamy być gotowi! -  Brayan uśmiecha się i wstaje pociągając mnie za sobą. 

Idę rozpakować walizkę aż w końcu dogrzebuje się do bikini. Flora wszystko tak ładnie poukładała i posegregowała. Kurczę czy ono będzie dobre? Biorę je i idę do łazienki. Majtki są wiązane więc można je wyregulować. Mimo ciąży jestem szczuplejsza niż wtedy, gdy je kupowałam ale jest całkiem w porządku. Góra także pasuje. Moje piersi wyglądają w nim naprawdę fajnie. Są tak jędrne i nabrzmiałe... prawie jak sztuczne. To jeden z plusów ciąży, pewnie gorzej jest w trakcie karmienia i po ale na razie nie będę się przejmowała. Przeglądam się w lustrze standardowo przyglądając się brzuszkowi. Nie jest idealnie płaski ale nie mam figury modelki więc Erick niczego się nie domyśli. Na wszelki wypadek zakładam pareo do kompletu wiążąc je seksownie na szyi w coś na wzór lekkiej sukienki. Wsuwam na stopy japonki i jestem gotowa. Trochę słońca na pewno mi nie zaszkodzi. Gdy wychodzę Brayan właśnie skończył się przebierać. Ma takie wysportowane ciało, aż mi wstyd, że nigdy niczego nie ćwiczyłam. Właśnie zsunął kąpielówki nisko na biodra ukazując mięśnie brzucha i bioder. Mam bardzo gorącego faceta! Od razu czuję to jak moje hormony zaczynają wariować. 
-Czy ty masz świadomość, że wszystkie laski będą się na ciebie gapić? - pytam uśmiechnięta i podchodzę by klepnąć go w tyłek.
-Interesuje mnie tylko jedna laska! - obejmuje mnie i patrzy prosto w oczy - Ty, moje słoneczko -  całuje mnie w czoło.
-Jasne. Korzystaj, bo niedługo będę wyglądała jak wieloryb! -  droczę się z nim.
-Mój słodki wieloryb! - kuca i całuje mnie... tym razem w brzuch - Pamiętaj synu! - dodaje i spogląda na mnie w górę, oczy mu się śmieją - Twoja piękna mamusia, martwi się o swój wygląd więc nie daj jej zbyt mocno popalić. 
-Wariat! - śmieje się w głos. Synu? Nazwał go swoim synem? To takie dziwne... ale miło to słyszeć.
-Chodźmy, już pewnie wszyscy czekają! - bierze mnie za dłoń i idziemy na dół do głównego salonu łączącego oba apartamenty. I faktycznie wszyscy już na nas czekają. Nie wierzę, że moja siostra kilka miesięcy po porodzie wygląda ten rewelacyjnie w bikini. W ogóle nie widać, że kiedyś była w ciąży. Szczęściara! Jestem zazdrosna. Mogę się tylko łudzić, że ze mną będzie tak samo.  Podchodzimy, a Tom patrzy na mnie zadowolony.
-No cholera ale gwiazda! - gwiżdże na mój widok za co dostaje kuksańca od Alex. Śmieję się i spoglądam na Ericka. O rany! Ten też wygląda bosko mimo tego, że ma na sobie krótkie spodenki i koszulkę bez ramiączek. Jego ramiona i nogi są tak kusząco seksowne.
-To ten sam kostium co na Bahamach? - pyta przyglądając mi się uważnie.

środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 84

Gdy budzę się jakiś czas później leżę sama. Na dworze jest już ciemno, jednak nie mam pojęcia która może być godzina. Jestem naga więc idę więc do łazienki i otulam się miękkim białym szlafrokiem. Tylko Flora potrafi sprawić by takie były. Wychodzę po cichu z pokoju i słyszę ciche głosy z salonu. Mijam po drodze inne sypialnie ale chyba prawie wszyscy już śpią. Jedynie z jednej z nich słychać dziwne "odgłosy" ale nie mam pojęcia kto tam jest, Kim i Rob czy Alex i Tom? Uśmiecham się zatykając usta by nikt mnie nie usłyszał. Nie przysłuchuje się zbytnio idąc na paluszkach.  Wychodzę z korytarza i przechodzę obok schodów do sypialni na antresoli. Od razu dostrzegam jak w salonie siedzi Erick, Brayan i Tom. Wychodzi na to, że  to Roba i Kim słyszałam. Mężczyźni rozmawiają o czymś i oglądają film. W kuchni jest ciemno więc mnie nie widzą, a ja zakradam się do lodówki. Jestem potwornie głodna, a gdy ja otwieram wszyscy trzej odwracają się w moją stronę.
-Chryste ale nas wystraszyłaś! - piszczy Brayan  - Wyglądasz w tym szlafroku jak duch! - dodaje i śmieje się do mnie.
-Zgłodniałam, zostało coś z obiadu? - przeglądam zawartość lodówki ale nie widzę w niej nic gotowego do zjedzenia.
-Zjedli wszystko - Erick podnosi się z sofy i również się uśmiecha -  Ale mogę coś zamówić, jeśli chcesz?
-Zjadłabym kurczaka w miodzie… -  ma myśl o jego smaku ssie mnie z żołądku. Mam na niego taką ogromną ochotę. 
-Ale masz zachcianki! -  komentuje Tom i siada kuchennej wyspie, a ja karcę go wzrokiem za te głupie sugestie. 
-Już zamawiam – Erick ba szczęście nie wyczuł aluzji. Oddalił się dyskretnie by zadzwonić po jedzenia. 
-Cholera Tom! - syczę przez zaciśnięte zęby.
-Przepraszam! - ten robi tą swoją przepraszającą minę.
-Zabiję was, naprawdę! - podchodzę i daje mu kuksańca w ramię - Idź lepiej do Alex, jeśli słyszała to co ja, to na pewno jest napalona! - dodaję by się z nim podroczyć. 
-Że co? - unosi brew.
-Kim i Roba słychać aż na korytarzu, więc idź i zajmij się Alex tak jak należy! - Brayan śmieje się w głos i podchodzi do mnie.
-Dobrze, że nas nikt nie słyszał - mówi przygryzając płatek mojego ucha. 
-Oj daj spokój, Brayan! Nie mogę się przyzwyczaić do tego jak ją obmacujesz! Uszanuj to, że to moja przyjaciółka! - burczy Tom. 
-Jaki wrażliwy się znalazł! Idź bzyknij swoją pannę chodzące niewiniątko. to ci przejdzie! - dogryza mu.
-Przestańcie dobra! - podchodzę do Toma i obejmuję go - Idź do niej - mówię cicho i uśmiecham się.
-Ale ona....
-Ona tego chce - przerywam mu i całuję go w policzek. Tom uśmiecha się i zrywa ze stołka.
-Dobranoc wszystkim! -  piszczy i prawie biegnie do sypialni.
-Druga po lewej! - krzyczę za nim, by nie wparował do Kim i Roba.
-Daj czasu tygrysie! - dodaje Brayan, a ja wybucham śmiechem. Patrzę na rozbawionego do łez Brayana, a on mruga do mnie żartobliwie. 
-Wal się, Green! - Tom w odpowiedzi pokazuje nam środkowy palec ale wiem, że to nie na serio. Po chwili wraca do nas Erick i mówi.
-Zaraz będzie jedzenie - siada na stołku - Gdzie Tom? - pyta rozglądając się po kuchni.
-Poszedł bzyknąć Alex! -  odpowiada jak zawsze szczerze Brayan, a ja śmieję się upijając łyk soku pomarańczowego.
-Widzę, że dziś tylko ja nic nie bzyknę - odpowiada Erick, a ja krztuszę się sokiem, a on od razu poklepuje mnie po plecach. Chryste Panie! Co to za tekst! Chyba nigdy nie słyszałam takich słów z jego ust. Brayan za to śmieje się, bo jego zawsze bawią takie sytuacje - Cholera Meg, przepraszam! Nie powinienem tak mówić - Erick patrzy na mnie zażenowany.
-Nic się nie stało - uśmiecham się blado. Chyba pierwszy raz widzę go zakłopotanego ale z drugiej strony musi się czuć swobodnie przy Brayanie, skoro wali takie teksty. 

Siadamy przy wyspie we trójkę. Czuję się trochę lepiej, a to wszystko sprawka Brayana. Seks potrafi naprawdę zdziałać cuda. Jest koło jedenaste w nocy, a o ósmej mamy lot więc za kilka godzin musimy wstać. Rozmawiamy chwilę, a ja zastanawiam się i nadal nie rozumiem co łączy Almas i Ericka? Nie mam pojęcia czy ona śpi w jego sypialni czy w którejś z tych na dole?
Flora spakowała moje rzeczy, bo kompletnie o tym zapomniałam. Jest mi strasznie głupio z tego powodu. Nawet nie wiedziałam, że tu jest, bo z chęcią bym ją zobaczyła. Ostatni raz widziałam ją w sierpniu. Tyle czasu minęło od tamtej pory i tyle się zmieniło. Rozmawiamy dalej, a Brayan przeprasza nas na chwile i idzie do łazienki. 
-Bardzo się wystraszyłem, gdy usłyszałem Brayana krzyczącego z łazienki… -  mówi Erick chwytając moją dłoń, która leży na blacie. Spogląda na niego zaskoczona tym gestem. 
-To nie jego wina. Niepotrzebnie się unieśliście. Obaj - wyjaśniam. 
-Masz rację. Pogadaliśmy o tym i przeprosiliśmy się wzajemnie - zabieram delikatnie swoją dłoń z jego dłoni, bo nie mogę pozwolić na choć tak błahy kontakt między nami. 
-Chcę byś wiedział, że nie jest mi łatwo i nie byłam zachwycona pomysłem wspólnego sylwestra. Robię to głowie ze względu na moją siostrę i Roba dla których to pewnie wyjazd życia i podróż poślubna w jednym - wyznaję mu szczerze.
-Wiem, Meg. Trochę cię już znam i szczerze mówiąc byłem w szoku, że  zgodziłaś się lecieć ale bardzo mnie to cieszy... - mówi i patrzy na mnie spokojnie. Może jednak uda nam się jakoś normalnie spędzić ten czas?
-Gdzie Almas? - pytam nagle. Nie wiem co mnie naszło? Erick uśmiecha się, bo od razu mnie rozgryzł.
-Śpi -  odpowiada zdawkowo. Chyba bawią go te moje podchody. 
-Aha... - wzdycham cichutko. 
-Śpi w sypialni dla gości -  dodaje rozbawiony i czeka uważnie na moją reakcję. 
-Ale ja wcale... - próbuje się wytłumaczyć. Cholera! Ale mi głupio.
-Nie sypiam z nią Meg, Almas to córka mojego klienta. Prosił mnie bym jej pomógł zaaklimatyzować się w Nowym Jorku… - wyjaśnia spokojnie, a mi policzki płoną.
-Nie chciałam być wścibska, to moja sprawa - kręcę głową. Ale ze mnie idiotka. Erick uśmiecha się jednak i chyba nie ma mi tego za złe. 
-Nie wiem czy dostałaś pisma z prokuratury? -  zmienia nagle temat - Niedługo zapadnie wyrok w sprawie... wiesz czego.
-Tak?-  poprawiam się na krześle - Nie wzywali mnie już więcej na żadne przesłuchania - dodaję.
-Wystarczyły tylko te jedne zeznania. Obaj dostaną najpewniej po dwanaście lat - informuje mnie i widzę zaciskając pięści. Dwanaście lat? Nawet nie wiem czy to dużo ale dla mnie zdecydowanie za mało jak na karę dla takich zwyrodnialców. 
-A Monika? Udowodnili jej coś? - pytam chociaż nie wiem jakim cudem o tym rozmawiamy? 
-Nic jej nie udowodnili, wycofała także oskarżenia wobec mnie… -  Erick wzrusza ramionami.
-To dobrze... znaczy, że wycofała zeznania -  uśmiecham się lekko - A ty? Nie wróciłeś chyba do tego wszystkiego? - pytam niepewnie.
-Zerwałem z tym na zawsze, Meg. Mimo konsekwencji -  wzdycha głęboko.
-Monika była wtedy w Londynie, na tym otwarciu twojego salonu - mówię nagle.
-Słucham? - Erick odsuwa się by na mnie spojrzeć. Jest ewidentnie zaskoczony. 
-Była tam, spotkałam ją w łazience... - wyjaśniam. 
-Mówiła coś? - poprawia się nerwowo na stołku i poważnieje.
-Prawie jej nie poznałam, obcięła i przefarbowała włosy. Pytała czy to prawda, że już nie jesteśmy razem. Chyba chciała do ciebie wrócić - sugeruje, a Erick krzywi się - Niby przepraszała, zarzekała się, że nie miała nic wspólnego z tamtym wieczorem w klubie… -  opowiadam mu o tym bez emocji. Na szczęście to mnie już nie rusza, bo i tak niewiele pamiętam. 
-I dlatego postanowiłaś powiedzieć mi prawdę? Dlatego, że ją spotkałaś? - pyta cicho. Cholera! Nie na ten temat chciałam zejść. 
-Nie -  spuszczam głowę -  To był impuls, Ericku. Stwierdziłam, że albo teraz albo nigdy. Przepraszam cię ale chyba żaden moment nie byłby dobry by powiedzieć coś takiego...
-Nie przepraszaj, Meg. To nie tylko twoja wina - odpowiada, a ja spoglądam na niego -  Wiem co robił Filip, bo Gordon mi o wszystkim powiedział. Filip wykorzystał cię, oszukiwał i manipulował nami wszystkimi.
-Nie możesz obwiniać tylko jego, Ericku.Też tam byłam, wiedziałam co...
-Błagam cię, nic nie mów… -  nagle przykłada palec do mych ust i zamyka oczy jakby nie chciał więcej słuchać - Mimo tego wszystkiego nadal uważam, że jesteś najsłodszą i najbardziej niewinną kobietą jaką kiedykolwiek poznałem, Meg -  dodaje i ponownie ujmuje moją dłoń. 
-Ericku, proszę... - kręcę głową i chcę zabrać dłoń ale mi na to nie pozwala i przerywa w pół zdania. 
-Wiem, że Brayan cię kocha. Wiem, że będzie się o ciebie troszczył i nie mam zamiaru wtrącać się w wasz związek ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Pogodziłem się z tym, że wybrałaś kogoś innego, Meg. Rozumiem twoje poczucie winy i szanuję twój wybór. Musiało być ci bardzo ciężko… -  mówi to naprawdę szczerze cały czas patrząc mi w oczy. 
-Bo było i nadal jest ale nie mogłam postąpić inaczej. Wybacz mi, Ericku. Ja naprawdę nie chcę być cierpiał… -  ściskam mocno jego dłoń. Cholera! Zaraz się popłaczę.
-Jeśli ty będziesz szczęśliwa i bezpieczna, to ja  jakoś sobie poradzę… -  uśmiecha się delikatnie i czuję jak zbliża się do mnie. W głowie mam scenariusz jak z filmu... Erick całuje mnie po raz ostatni, a potem wszystko jakoś się układa. Wręcz czuję jego gorące usta na swoich. Zamykam oczy, a on zsuwa się ze stołka. Rozchylam wargi by  nabrać chociaż odrobinę powietrza. Erick obejmuje mnie w pasie i przysuwa do siebie, gdy nagle słychać chrząknięcie Brayana. 
-Ehym! - wrócił z łazienki w najbardziej odpowiednim do tego momencie. Erick od razu puszcza mnie i moją dłoń i odsuwa się. Widzę jak emocje buzują w nim tak samo jak we mnie - Chyba pora spać - Brayan podchodzi do nas i oplata mnie swoim ramieniem. Myślami jestem jeszcze gdzieś daleko ale szybko muszę wrócić na ziemię. To nie mogło i nie może się wydarzyć. 
-Brayan ma rację, musimy się położyć. Jeśli będziesz nadal głodna, Meg to kurczak będzie w podgrzewaczu -  dodaje Erick i wstaje – Dobranoc - uśmiecha się do nas i idzie na antresole do swojej sypialni. Brayan milczy dopóki nie zostajemy całkiem sami i przygląda mi się uważnie.
-Chodź, bo rano nie wstaniesz - spoglądam na niego, a on nagle bierze mnie na ręce. Piszczę i zakrywam dłonią usta by nikogo nie obudzić, próbuję też okryć się szlafrokiem, który się rozwiązał. Zatrzymujemy się pod sypialnią Toma i Alex, a Brayan zaczyna nasłuchiwać
-Ale z ciebie świnia! - klepie go w ramię i próbuję się wyrwać.
-Cicho kobieto! - śmiejemy się oboje - Nic nie słychać!-  dodaje krzywiąc się.
-Jesteś okropny, daj im spokój - mówię już poważnie. 
-No dobra już dobra! -  wywraca oczami ale gdy odchodzi to puka do drzwi ich sypialni i ucieka do naszej, a ja wybucham śmiechem i nie mogę się opanować.
-Robiłam tak jak byłam mała, Brayan. Pukałam lub dzwoniłam dzwonkiem do sąsiadki której nie lubiłam i uciekałam. Wszyscy tak robili! - tarzam się po łóżku.
-Może przeszkodziłem im w momencie kulminacyjnym? Ciekawe czy w ogóle miał przy sobie gumki? - zatroskany o przyjaciela, Brayan, drapie się po brodzie.
-Oby miał! 
-Zdarza mu się o tym zapomnieć. Często go ratowałem i pożyczałem swoje - siada obok mnie i obejmuje - Chociaż moje są na niego za duże! -  dodaje i przygryza zadziornie język, a ja znowu zaczynam się śmiać. 
-Boże, Brayan! - zakrywam mu twarz dłońmi i kładę się na nim specjalnie by go obezwładnić. 
-No co! Wszyscy wiedzą, że mam większego niż on! - dodaje. Czy on tak poważnie mówi?
-Wszyscy?! - odchylam się.
-Oj tak mi się powiedziało!
-Jasne!  - wywracam oczami i chcę z niego zejść -  Puść mnie, idziemy spać.
-Jesteś zła.
-To pytanie czy stwierdzenie? - mrużę oczy.
-Nie wiem? - Brayan robi taką głupią minę, że zaczynam się śmiać.
-Nawet nie potrafię się na ciebie złościć, gdy tak robisz! - piszczę i siadam na nim okrakiem, a mój szlafrok odkrywa gołą pierś.
-A ja nie potrafię się opanować, gdy widzę twoje piękne cycuszki! - mówi i od razu zaczyna je całować. Opieram się po chwili i mówię, że już nie mam ochoty, choć to nieprawda. Uważam jednak, że nie wypada byśmy zachowywali się tak tutaj, w domu Ericka. Jest mi źle z tym, że poniosło nas w łazience i mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. 

Niedziela,  29 Grudnia

Jestem taka nieprzytomna, że Brayan wnosi mnie na pokład samolotu. Zasnęliśmy chyba dopiero koło pierwszej, a o piątej musieliśmy wstać. Nawet nie wiem gdzie są moje walizki, dokumenty, telefon. Nic nie wiem ale liczę na to, że Brayan pomyślał o wszystkim. Sadza mnie właśnie w fotelu i zapina mi pas. Podaje poduszkę i przykrywa  mnie kocem. Mamroczę coś przypominającego podziękowanie, a on chyba się ze mnie śmieje ale nie mam pewności. Nawet nie stresuję się startem. Spałam tylko cztery godziny i w dodatku lek który biorę, działa na mnie usypiająco. Słyszę jak wszyscy rozmawiają między sobą. Wiem, że Brayan dogryza Tomowi ale nie mam siły zareagować. Rano zauważyłam tylko jak pięknie wygląda Almas. Na pewno jest wypoczęta i wyspana. Zdążyła nawet zrobić lekki makijaż podkreślający jej olśniewającą urodę. Ciężko mi uwierzyć, że Ericka nic z nią nie łączy ale skoro tak mówi, to nie mam podstaw by mu nie wierzyć. Po co miałby mnie okłamywać? W momencie gdy właśnie, o nim pomyślałam on podchodzi i kuca obok mojego fotela.
-Jak się czujesz? - przykłada dłoń do mojego czoła i przygląda mi się uważnie. 
-Śpiąco - uśmiecham się.
-Dziś jest  nieco lepiej, bo nie miała dreszczy -  dodaje Brayan, który również kuca obok mnie.
-Może wolisz położyć się w sypialni? Będzie ci wygodniej i spokojnie się wyśpisz -  proponuje Erick i patrzy na nas wyczekująco. Na samą myśl co działo się tam, gdy lecieliśmy na nasze rajskie wakacje aż ściska mnie w żołądku.
-Tak, to dobry pomysł! -  odpowiada za mnie Brayan ale jestem tak śpiąca, że nie mam siły protestować. W sumie to może nic złego? Po prostu zdrzemnę się tam i zregeneruję. 
-Chodźmy! - Brayan bierze mnie na ręce i niesie do sypialni, a tu nic się nie zmieniło. 
Uśmiecham się na tamte wspomnienia i Erick to zauważa - Muszę trochę popracować więc posiedzę z nią...jeśli nie masz nic przeciwko? -  mówi do Brayana, który zastyga na chwile.
-Nie no jasne… - ten przykrywa mnie i całuje w czoło -  Śpij słodko moja mała - dotykam  w podzięce jego twarzy i posyłam buziaka.
-Dobranoc! -  przykładam głowę do poduszki. Och jak mi dobrze. Zapomniałam już jak wygodne jest to łóżko. 

Budzi mnie dźwięk telefonu. Zdezorientowana otwieram oczy i dopiero po chwili przypominam sobie, że jestem w samolocie. Odwracam się i widzę jak Erick siedzi przy biurku i rozmawia przez komórkę w jakimś obcym języku. To chyba włoski. Przyglądam mu się dość długo. Jego idealny profil, kości policzkowe, szczęka. Przebrał się w dres ale nadal wygląda... seksownie jak zwykle. Czy nauczę się kiedyś panować nad reakcją własnego ciała gdy on jest w pobliżu? Czuję się okropnie w stosunku do Brayana, bo obaj działają na mnie zadziwiająco podniecająco. Nagle Erick odwraca się i nasze spojrzenia spotykają się. Widzi, że mu się przyglądam więc kończy szybko rozmowę. 
-Hej... -  uśmiecha się i wstaje by do mnie podejść - Obudziłem cię?
-Nie, sama się obudziłam - siadam po turecku - Długo spałam?
-Jakieś 4 godziny, jak się czujesz? - znowu przykłada dłoń do mego czoła. Na jedną sekundę przymykam oczy i napawam się jego dotykiem. 
-Chyba lepiej... -  odpowiadam, naprawdę czuję się lepiej - Ale jestem głodna jak wilk -  dodaję by odgonić myśli. 
-Przynieść ci coś czy chcesz iść do wszystkich? Chyba grają w kręgle -  stwierdza zadowolony. Widzę, że jest zrelaksowany i zadowolony. Zapewne pierwszy raz od dawna. 
-A ty nie idziesz? - dopytuję. 
-Muszę jeszcze wykonać kilka telefonów i zaraz do was dołączę -  podaje mi dłoń by pomóc wstać. Ujmuję ją i zwlekam się z łóżka po czym przeciągam się by rozprostować kości. 
-Dzięki, masz najwygodniejsze łóżka na świecie! -  stwierdzam z uśmiechem. 
-Jak będziecie urządzać dom w Londynie, to dam ci namiar na producenta! -  mruga żartobliwie, a ja się śmieję - Cieszę się, że o siebie dbasz, Meg. Widać ,że odzyskujesz swoją naturalną wagę – dodaje, a ja oblewam się rumieńcem. Cholera! Widać, że przytyłam?
-No wiesz, to nie jest najtrafniejszy komplement. Kobiety nie lubią gdy im się mówi, że są grube -  wywracam oczami by odwrócić jego uwagę.
-Oj, nie to mam na myśli, głuptasie! -  trąca lekko mój nos i uśmiecha się szeroko - Byłaś za szczupła ale teraz jest coraz lepiej. Wyglądasz wręcz kwitnąco, Meg.
-Staram się nadrobić! - obracam to w żart. Muszę opanować emocje, bo się zorientuje. 
-Nadrabiaj ile możesz, Meg. To ci służy... - dodaje, a ja naprawdę zaczynam się zastanawiać czy on przypadkiem nie wie? Cholera ale milczałby tak w tym temacie i tylko sugerował, zamiast ze mną porozmawiać. A może czeka aż sama mu powiem? Powinnam to zrobić ale nie mogę i nie chcę. Postanowiłam wychować to dziecko z Brayanem i tego będę się trzymać. Zostawiam go by popracował i idę do reszty. Akurat jak wychodzę, Alex zbija wszystkie kręgle i rozlega się krzyk radości. Jedynie Tom i Brayan krzywią się, bo właśnie sromotnie przegrali.  

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 83

-Wyluzuj, Meg! - dodaje moja siostra. Mało mnie to jednak przekonuje ale mogę jedynie wierzyć, że nikt się nie wygada. Wchodzimy do windy, a na jej widok ściska mnie w żołądku. Cały ten budynek jest dla mnie jak jedno wielkie bolesne wspomnienie. Przeżyłam tu tyle cudownych chwil i teraz, gdy znowu tu jestem, jest mi po prostu bardzo źle. 

Brayan i Alex rozglądają się w około podziwiając luksus i przepych tego miejsca. Na mnie nie robi już ono wrażenia ale pamiętam, że wyglądałam dokładnie tak samo jak oni, będąc tu pierwszych kilka razy. Drzwi windy otwierają się więc wychodzimy do holu. Nic się nie zmieniło, a na środku nadal stoi stolik z wazonem pięknych lilii. Większość ma cudowne humory, tylko Rob jest blady jak ściana. Ja również nie tryskam entuzjazmem, bo nie czuję się najlepiej, a to miejsce dodatkowo mnie przytłacza.
-Witam serdecznie moich gości! - słyszę nagle głos Ericka. Wyłania się zza ściany, ubrany w czarne eleganckie spodnie i brązowy sweter z dekoltem w V. Jego widok jak zwykle zabiera mi dech w piersiach. Erick uśmiecha się szeroko i od razu patrzy na mnie. Wszyscy odpowiadają chórem i nie potrafią ukryć ekscytacji. Tom przedstawia Erickowi Alex, która czerwieni się na jego widok. No tak! Przecież większość kobiet tak na niego reaguje. Erick wita się kolejno z Kim, Robem, Tomem i Brayanem, a do mnie podchodzi na końcu.
-Witaj, Meg! -  nachyla się by pocałować mnie w policzek, a ja odruchowo wycofuję się. Nie zniosłabym takiej bliskości. Rozchylam usta, bo momentalnie zrobiło mi się gorąco, a Erick patrzy na mnie rozczarowany i wciąga głęboko powietrze -  Przepraszam - dodaje cicho i ujmuje moją dłoń by ją ucałować.
-Cześć Ericku… - odpowiadam niepewnie. Brayan ogląda się i obserwuje nas bacznie. Dla niego ta sytuacja też nie jest komfortowa. Przechodzimy do salonu i kuchni, a ja rozglądam się i dostrzegam kobietę siedzącą na sofie. O rany! Co za kobieta. Jest piękna. Wysoka, szczupła z długimi prawie czarnymi włosami i szaro-zielonymi oczami. Ma typowo arabską urodę no i te usta. Odwraca się do nas i uśmiecha ukazując szereg idealnie białych zębów. Wow! Erick podchodzi do niej i obejmując ją w pasie, prowadzi do nas.

-Poznajcie proszę, to jest Almas - przedstawia ją Erick. Kobieta kiwa do nas głową i ponownie się uśmiecha. Wszyscy witają się radośnie tylko ja stoję jak wryta i  niewiele mi brakuje bym rozdziawiła buzię z szoku i zachwytu. Boże, co za kobieta! Jak ja mam się z nią równać? Ona wygląda jak chodząca bogini. Ta uroda jest olśniewająca. Widać, że jest nowoczesną arabką jednak zachowuje część tradycji, bo ma typowy dla tego regionu świata makijaż i biżuterię. Nie wiem co powiedzieć więc podaje jej dłoń i kiwam jedynie głową. Wszyscy przechodzą do salonu po zaproszeniu Ericka, a Brayan podchodzi do mnie widząc, że dziwnie się zachowuję.
-Wszystko dobrze? - pyta dyskretnie.
-Biorąc pod uwagę tą dziwną sytuację, to tak - odpowiadam złośliwie. Doskonale wiem, że nie mogę się na nim wyżywać, a  jednak to robię. W myślach sama sobie za to wymierzam mocny policzek. On w odpowiedzi rzuca mi jedynie smutne spojrzenie i odchodzi. Cholera, przesadziłam. Chcę go złapać za dłoń jednak tego nie robię. Jeszcze nawet nie wylecieliśmy z Nowego Jorku, a ja już żałuję, że zgodziłam się na tego sylwestra. Czego się niby spodziewałam? Uczucie zazdrości po prostu zżera mnie od środka. Erick jedyne delikatnie ją obejmuje, a ja czuję jak w sercu trawi mnie żywy ogień. Jeśli zobaczę jak się całują  to chyba umrę. 
-Napijecie się czegoś? - proponuje nasz gospodarz podchodząc do wyspy na środku kuchni. Wszyscy zamawiają coś alkoholowego, oprócz Brayana -  A ty Meg? - dopytuje, bo nie zdecydowałam się jeszcze na nic konkretnego. 
-Biorę leki, nie mogę pić alkoholu - odpowiadam. Chociaż mam jakąś  sensowną wymówkę i nie muszę się zbytnio tłumaczyć.
-Sok pomarańczowy? - proponuje. Nadal pamięta, że go lubię.
-Tak, poproszę - kiwam i podchodzę do okna w salonie. Widok nadal jest zachwycający. Dokładnie w tym miejscu Erick pocałował mnie po raz pierwszy. Zamykam oczy i wciągam powietrze. Przez jedną krótką chwilę mam przed oczami obraz tamtego wieczoru. Serce zaczyna nieregularnie bić, a oddech przyśpiesza. Uspokój się! Uspokój! Radzi mi moje wewnętrzne „ja”. Mam nadzieje, że każdy zrozumie brak mojej radości i entuzjazmu i dadzą mi spokój, a nie będą namawiać do radowania się razem z nimi. Almas nie patrzy w moją stronę bez większych emocji. Możliwe, że nie ma pojęcia kim jestem?  Erick robi kolejnego drinka i zerka na mnie dyskretnie. Czuję jego wzrok na swoim ciele. Gdybym miała więcej odwagi to chyba wyskoczyłabym teraz z tego okna. Moje wewnętrzne „ja” gani mnie za takie głupie myśli. Jesteś w ciąży! Nie myśl tylko o sobie, idiotko! Krzyczy na mnie. Ale jak ja mam się do cholery zdystansować? Jestem w jednym pomieszczeniu z mężczyzną którego kocham, którego okłamuję i nie mogę z nim być po tym co zrobiłam. To jakaś chora sytuacja. Przykładam czoło do zimnej szyby i wzdycham. Nie czuję jednak ulgi, a coraz większą gulę, która staje mi w gardle. 
-Chodź do nas - podskakuję, gdy słyszę głos Brayana. Nawet się nie zorientowałam, że stanął za mną. 
-Już idę - uśmiecham się blado, a on obejmuje mnie i wracamy do salonu. Siadam na kanapie obok niego. Reszta rozmawia o czymś bardzo intensywnie. Przysłuchuję się i dowiaduję, że Almas jest córką jakiegoś arabskiego biznesmena z którym Erick robi interesy. Oni załatwili nam apartament w  tym najlepszym hotelu na ostatnią chwilę. Inaczej nie byłoby to możliwe byśmy zatrzymali się właśnie tam. Przyglądam im się ale nie mam pewności co ich dokładnie łączy? Erick jej prawie nie dotyka, nie całuje. Nie wiem o co tu chodzi?
-Byłaś kiedyś w Dubaju, Megan? - pytanie Almas wyrywa mnie z myśli. 
-Yyyy…eee... nie - jąkam się zaskoczona tym, że zwróciła się do mnie. 
-Moja siostra jest przeziębiona i bierze leki i przez to ma trochę opóźniony tok myślenia... -  wtrąca Kim widząc jaka jestem nieswoja.
-Och, mam nadzieję, że to nic poważnego! - odpowiada uprzejmie i uśmiecha się do mnie. Cholera ona jest taka piękna, miła i zapewne dobra we wszystkim co robi, a ja... Ja przy niej to kompletne zero. 
-To tylko przeziębienie. Dziękuję -  Brayan kładzie dłoń na mojej dłoni. Znowu zaczyna być mi zimno i mam dreszcze. Najchętniej położyłabym się do łóżka i przespała najbliższy... rok albo i dwa. 
-Zaraz będzie obiad więc przejdźmy może do jadalni - oznajmia Erick i wstaje, a Almas zaraz za nim. Ponownie obejmuje ją delikatnie w pasie, nachyla się i szepcze  coś do jej ucha, po czym oboje się uśmiechają. Boże! Zamykam oczy i ściskam mocniej dłoń Brayana. Wszyscy przechodzą do stołu jadalnego, a rozmowy nie milkną.
-Brayan ja chyba się położę. Przepraszam cię ale nie czuję się najlepiej… -  mówię do niego cicho, gdy wstajemy z sofy. Brayan spogląda na mnie czule i bierze w ramiona.
-Pójdę z tobą, mała. Masz strasznie zimne dłonie. Dlaczego mnie oszukałaś, że ci przeszło? - pyta z lekkim wyrzutem.
-Nie chcę psuć wam wyjazdu, wezmę kolejną dawkę leków i mi przejdzie… -  wymuszam blady uśmiech. 
-Oj mała... - ujmuje moją twarz w dłonie- Widzę ile cię to wszystko kosztuje. Jeśli nie chcesz, możemy nie lecieć... - patrzy mi prosto w oczy, a ja widzę że się  po prostu martwi. Całuję go delikatnie w usta by wiedział, że jestem tu dla niego.
-Chcę lecieć – dodaję – Wiem, że oni też chcą i nie będę teraz robiła zamieszania - dodaję. Naważyłam piwa to teraz je wypije. Tak zachowują się dorośli ludzie. Nie uciekają. 
-Słuchajcie my rezygnujemy z obiadu - oznajmia Brayan -  Ericku, pokażesz nam naszą sypialnię? -  dodaje, gdy wszyscy patrzą w naszym kierunku. Domyślam się co pomyślą i nawet mnie to trochę bawi. Kim i Rob uśmiechają się głupio, Tom patrzy zaskoczony, a Alex spogląda na niego niepewnie, Almas patrzy badawczo na Ericka, który wpatruje się we mnie i chyba nie za bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy. Niech sobie myślą co chcą ale ja potrzebuję się położyć. 
-Tak, już was prowadzę… -  Erick odpowiada po chwili zastanowienia. Przeprasza gości i znowu szepcze coś do ucha Almas. Czuję to aż w żołądku. Idziemy do sypialni w której spał Tom, gdy byliśmy tu ostatnim razem. Nic się nie zmieniło. 
-Ładny apartament… - mówi Brayan. Jest chyba lekko zaszokowany tym co tutaj widzi. Luksus to zbyt małe słowo by określić to wszystko. 
-Dziękuję ale mam zamiar go sprzedać, może jesteś chętny? - uśmiecha się do Brayana i mruga żartobliwie. Unoszę brew, bo mnie to wcale nie bawi. 
-Chyba mnie nie stać! - odpowiada szczerze Brayan ale również się uśmiecha. Erick chce sprzedać apartament? Och... Nie wiem czemu ale zrobiło mi się smutno. 
-Tam jest łazienka i garderoba, zresztą Meg wszystko wie… -  mówi Erick pokazując dłonią drzwi ale patrzy na mnie. 
-Tak, pokaże mu - kiwam głową i nie patrzę mu w oczy, bo po prostu nie mogę – Dzięki - dodaję i wchodzę do łazienki. Chłopaki rozmawiają o czymś, jednak nie słyszę dobrze, a ja spoglądam w lustro. O Boże! Jestem blada, zmęczona widać, że jestem chora. Dotykam czoła i czuję, że mam gorączkę. Cholera! Obmywam dłonie i siadam na wannie. Na szczęście nie mam z tą łazienką żadnych intymnych wspomnieć. Chyba tak naprawdę nigdy w niej nie byłam. Odkręcam wodę, bo mam ochotę na długą gorącą kąpiel. Nalewam olejku, woda od razu zaczyna się pienić, a do moich nozdrzy dociera zapach jaśminu. Wyglądam dyskretnie ale chłopaki nadal rozmawiają.
-Wezmę kąpiel… -  mówię cicho, a oni odwracają się i patrzą na mnie. Teraz mam doskonałe porównanie: fizycznie naprawdę są do siebie podobni. Brayan jest niewiele wyższy. Mają ten sam kolor włosów, Erick oczy ma ciemne, kasztanowe, Brayan niebieskie, szafirowe, a w obu dostrzegam czułość i miłość. Nie potrafię pojąć po co pakuję się w ten dziwny miłosny trójkąt. Przecież nic dobrego z tego nie wyniknie. 
-Dołączyć do ciebie? - pyta nagle Brayan, a Erick spina się słysząc te słowa.
-Wolałabym sama. Nie gniewaj się… -  odpowiadam cicho. Co za niezręczna i krępująca sytuacja.
-Nie gniewam się, mała  - uśmiecha się wyrozumiale - W takim razie ja wracam do reszty - podchodzi i całuje mnie w usta - Uspokój się, proszę - szepcze mi do ucha - Kocham cię… - dodaje ale ja nic nie mówię tylko obejmuje go mocno. Dobrze, że jest przy mnie mimo wszystko. Chociaż nie wiem czym sobie na to zasłużyłam, że on naprawdę chce być ze mną?
-To ja będę w kuchni - wtrąca zakłopotany Erick i rusza w kierunku drzwi. Spogląda na nas  dyskretnie i wychodzi szybko. Wtulam się w ramiona Brayana i chce mi się płakać ale się powstrzymuję. Wiem, że po części to wina hormonów i muszę się opanować. 
-Wezmę się w garść, obiecuję! - mówię cicho. Słyszę jak jego serce bije coraz mocniej. 
-Mi też nie jest łatwo... - wyznaje - Widzę jak on na ciebie patrzy, widzę jak ty patrzysz na niego... -  zamyka oczy i przytula mnie jeszcze bardziej - Ale pamiętaj, Meg: jedno słowo, że chcesz do niego wrócić, a zniknę... – dodaje, a ja zaciskam pieści. Cholera, nie! Nie mogę go skrzywdzić.
-Ty masz być ojcem dla mojego syna, nikt inny. Nie wrócę do niego! Nigdy! Rozumiesz? - chwytam jego twarz w dłonie i staję na palcach by go pocałować. Zatapiam usta w jego wargi, a on odwzajemnia pocałunek zatracając się w nim reszty. Chwyta mnie tak, że nie dotykam stopami podłogi. 
To nie jest namiętny pocałunek, czuć w nim naszą rozpacz. Rozpaczliwie pragniemy być szczęśliwi, a nie wiemy czy nam się to uda. Mija chwila zanim się od siebie odrywamy.
-Wykąp się. Przyjdę do ciebie później - Brayan zakłada mi kosmyk włosów za ucho.
-Dobrze.

Wychodzi z pokoju, a ja biorę głęboki oddech. Muszę wziąć się w garść! Muszę! Powtarzam sobie w myślach i wracam do łazienki. Cholera! Biegnę do wanny zakręcić wodę, która prawie przelewa się przez ścianki, piana wylewa się na podłogę. Później to powycieram. Rozbieram się, zapalam świeczki które stoją wokół wanny i przygaszam światło. O tak! Potrzebuję relaksu, ciszy i spokoju. Wchodzę do parującej wody. W pierwszej chwili mam wrażenie, że jest zbyt gorąca ale szybko się przyzwyczajam. Siadam opierając głowę o zagłówek. Ale mi dobrze... woda jest cudownie gorąca, piany jest tak dużo, że prawie mnie w niej nie widać. Naciskam przycisk włączający muzykę. Melodia jest smutna, a jakaś kobieta zawodzi rozpaczliwie przy akompaniamencie pianina doskonale oddając mój nastrój. Mam w głowie tyle myśli, bo czeka mnie kilka ciężkich dni. Dociera do mnie jak wiele się pozmieniało i w takim przypadku Brayan chyba zamieszka ze mną? W sumie nie rozmawialiśmy o tym, przed przylotem mówił przecież, że to nie jest dobry pomysł by mieszkać razem. Tyle, że teraz jest inaczej, jesteśmy razem i to wiele wyjaśnia. Wyjaśnia ale czy ułatwia? Zastanawiam się czy kiedyś stworzymy normalną rodzinę? Jeśli jemu uda się odzyskać prawa rodzicielskie może być ciekawie. Pewnie będzie walczył o prawo do spotkań z synem, a dwóch małych chłopców, to duży obowiązek. Z tego co wiem Vincent ma ponad 2 lata, a gdy urodzi się mój mały będzie miał coś koło trzech. Idealna różnica wieku. Uśmiecham się na myśl o dwóch rozkosznych małych chłopcach biegających po domu. Kładę dłoń na brzuchu i zamykam oczy, bo czuję jak mój syn się rozpycha. Zapach jaśminu mnie uspokaja, czuję się błogo i lekko. Nie wiem ile czasu tak spędzam? W pewnym momencie czuję jak ktoś dosłownie wpada do wanny i chwyta mnie  unosząc nad powierzchnię wodę. Dopiero po chwili orientuje się, że zasnęłam i łapię głęboki oddech. Krzywię się i krztuszę. Otwieram oczy i widzę nad sobą Brayana, który mówi coś ale kompletnie go nie słyszę. Jestem zamroczona. Łapię łapczywie powietrze i przecieram dłonią mokrą twarz. Mija chwila zanim orientuje  się do dokładnie się stało. Do łazienki wpada Erick i Tom.
-Meg! Meg! - Brayan poklepuje mnie delikatnie po policzku. Jestem oszołomiona i nie mogę nic powiedzieć. Chyba musiałam być pod wodą jedynie krótką chwilę. Brayan wyciaga mnie z wanny, a Tom podbiega i owija mnie w ręcznikiem. Niosą mnie do sypialni i kładą  na łóżku, Brayan podtrzymuje mi głowę. Krzyczą coś między sobą i gestykulują dość wymownie. 
-Nie powinieneś jej zostawiać samej w wannie! -  Erick wrzeszczy na Brayana.
-Chciała sama więc to uszanowałem! Nie chciałem być nachalny - ten broni się werbalnie i nadal mocno mnie trzyma.
-Czasami trzeba! Prawie się przez ciebie utopiła! -  Erick jest wzburzony, wściekły wręcz.
-Kurwa nie kłóćcie się! - interweniuje klęczący obok nas, Tom. 
-Źle się czuła, jest chora! Jak mogłeś jej na to pozwolić? Nie potrafisz się nią zająć!  -  Erick rzuca jakieś durne oskarżenia na co Brayan aż cały się trzęsie ze złości. Czuję się jak w głupiej komedii tyle, że nic mnie tu nie bawi. To upokarzające. 
-Odezwał się ten który potrafił! - odpowiada jadowicie.
-Przy mnie chociaż była bezpieczna!
-Naprawdę!? - pyta z takim sarkazmem, że Erick rzuca mu nienawistne spojrzenie. Odzyskuję zdolność mowy w odpowiednim do tego momencie, bo gdyby nie to chyba by się pozabijali.
-Uspokójcie się! Nic mi nie jest! - mówię głośno łapiąc kolejny oddech. Siadam na łóżku po turecku i przecieram twarz. 
-Utopiłabyś się! - krzyczy na mnie Erick.
-Nie krzycz na mnie! - warczę.
-Przez niego! - pokazuje na Brayana, który także jest wściekły.
-Zamknij się Erick! To niczyja wina! Sama zasnęłam do jasnej cholery! - bronię mojego mężczyzny od tych bezsensownych i bezpodstawnych oskarżeń. Tak! Teraz Brayan jest moim mężczyzną.
-Dobra już spokój! - mówi Tom - Wszystko dobrze? - pyta siadając obok mnie na łóżku.
-Wystraszyłam się tylko, ale jest ok -  uśmiecham się i orientuję, że ręcznik zsunął mi się z piersi. Momentalnie robię się czerwona i zakrywam się kołdrą. Boże! Zamykam zawstydzona oczy, a chłopaki o dziwo zaczynają się śmiać. Nawet Erick i Brayan. To jakiś dom wariatów. 
-Przepraszam, już wychodzę - mówi rozbawiony Erick udając, że zasłania oczy.
-Striptiz dla ubogich, kurwa mać! - klnę do siebie pod nosem  - A ty co się gapisz!? - warczę na Toma, który chichocze obok mnie.
-A co ja cię nie widziałem, wariatko?! - nie może opanować śmiechu, Brayan także. Cholera co ich tak bawi? To, że widzieli mnie wszyscy trzej nago? To rozładowało atmosferę ale mi nie jest do śmiechu. Wyganiam Toma z sypialni.
-Przepraszam cię - przytulam Brayana, który na szczęście trochę się uspokoił.
-Nie przepraszaj, mała. Ważne, że nic się nie stało - całuje mnie w czubek nosa.
-Erick przesadza, zareagował impulsywnie. Już kiedyś mi się to zdarzyło, wtedy też kąpałam się sama… - wyjaśniam mu.
-Zasnęłaś kiedyś w wannie? - pyta zaskoczony.
-Tak, jak byliśmy w Vegas. To była dokładnie taka sama sytuacja. Jak jestem zestresowana kąpiel mnie odpręża i wtedy było tak samo i nawet nie wiedziałam, że zasnęłam.
-Dlatego tak się wkurzył. Muszę go przeprosić, bo niepotrzebnie się uniosłem.
-Daj spokój, on też nie jest niewinny. Krzyczał jak idiota, jakby to była twoja wina! 
Mówię szczerze. Muszę pokazać Brayanowi, że mi na nim zależy, to mój facet. Muszę trzymać jego stronę. Brayan ma chociaż dystans do tego, że właśnie wszyscy trzej widzieli mnie praktycznie nago. Wracam do łazienki by się ubrać i wysuszyć włosy, a Brayan nie spuszcza mnie z oka. Siedzi na kibelku i obserwuje każdy mój ruch. Wiem, że się ze mną droczy. Susząc włosy specjalnie stoję nago i prowokuję go lekko kołysząc biodrami. 
-Wiem co robisz! Chcesz bym cię zerżnął na tej umywalce? -  pyta posyłając mi ten swój uśmiech. Ja również się uśmiecham, a on już nawet nie czeka na to co powiem. W sekundę jest przy mnie i bierze mnie w ramiona - Będę delikatny...- dodaje. Zatapia usta w moją szyję i zaczyna ją całować. Jęczę głośno i od razu czuję to cudowne uczucie w dole brzucha. Jęczę cicho, Brayan także. 
-Nikt tak nigdy na mnie nie działał jak ty,mała - mówi podgryzając moje ucho, a jego dłonie błądzą po moich pośladkach i udach. Zdejmuje mu koszulkę przez głowę, a  następne pośpiesznie rozsuwa rozporek spodni i pozbywa się ich. Podsadza mnie tak, że siedzę na skraju umywalki, rozchyla moje uda i klęka między nimi zatapiając język w moją kobiecość.
-Ach! - jęczę zaciskając dłonie na jego ramionach, a głowę odchylam do tyłu. Jest mi nieziemsko dobrze. Moja łechtaczka od razu zaczyna pulsować, a Brayan jest taki łapczywy i namiętny. Krąży, pieści, ssie językiem moje płatki, mrucząc przy tym seksownie. Już po chwili wstrząsa mną tak potężny orgazm, że prawie spadam z umywalki. Podtrzymuje się rękoma o szafkę, a on nie przestaje. Wsuwa we mnie palec w momencie gdy orgazm nadal trwa. Zaciskam się na nim mocno i znowu jęczę. 
-Tak, maleńka! Tak! - mruczy Brayan i dołącza drugi palec. Od razu czuję kolejną falę rozkoszy wzbierająca w całym moim ciele. Masuje mnie od środka coraz mocniej nawilżając moją cipkę do granic możliwości. Gdy czuję, że zaraz znowu dojdę on przerywa i wstaje. Wyjmuje z bokserek swojego penisa i staje między moimi udami Jest taki spragniony - Rozluźnij się, skarbie - całuje mnie w usta i rozkłada szerzej moje uda. Chwyta mnie za pośladki i przytrzymuje zsuwając mnie na brzeg. Zimna umywalka wbija mi się w moje plecy ale nie zwracam na to uwagi. Wchodzi we mnie powoli, delikatnie. Jestem tak mokra, że przyjmuję go bez oporów- Wszystko dobrze? – pyta czule.
-Tak, tak -  szepczę zamykając oczy. Boże, tak mi dobrze! Brayan wchodzi we  mnie mocniej, szybciej do samego końca. Podtrzymuje mnie sadzając na swoje biodra. Czuję jak moja pulsująca cipka domaga się kolejnego orgazmu. Brayan zaczyna się poruszać, wchodzi i wychodzi ze mnie powolnymi, głębokimi ruchami. Tak! Tak! Cudowne skurcze, drżenie całego ciała. Tak! Dochodzę po raz kolejny już przy jednym z pierwszych pchnięć.
-Boże mała, nie wytrzymam dłużej! - jęczy nagle i dochodzi praktycznie w tym samym momencie co ja. Zaciskam się wokół niego potęgując nasze wspólne doznania. Kurwa mać! Wykrzywia twarz w grymasie i zamyka oczy. Trzyma mnie kurczowo wylewając się we mnie ale pcha jeszcze kilka razy, a ja szczytuję po raz kolejny. Moje ciało drży, każdy mięsień naprężył się i próbuje przetrwać tą nagłą, przeogromną rozkosz. Czuję jak jego penis drga w środku mnie i powoli się rozluźniam. Po dłuższej chwili moje ciało opada z sił, a Brayan obejmuje mnie mocniej i nie wychodząc ze mnie idzie do sypialni. Kładzie nas na łóżku. 
-Tego mi było potrzeba… -  uśmiecham się głupkowato, bo nie mam siły otworzyć oczu.
-Mi też, skarbie! - mówi i wysuwa się ze mnie delikatnie.
-A teraz idę spać. Dobranoc -  przytulam się do niego mocno, okrywa nas kołdrą i kładzie obok mnie

-Śpij słodko... -  całuje mnie po włosach i obejmuje. Jestem całkowicie rozluźniona i zrelaksowana. Bezpieczna w ramionach mężczyzny, który będzie ojcem dla mojego syna.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 82

Postanawiamy więc zabrać Evę na spacer i dać odpocząć mamie i Kim. Brayan znosi wózek przed dom, a ja wychodzę z małą ubraną w zimowy kombinezon. Wygląda przesłodko, a widać jej jedynie buźkę. Trochę marudzi ale po chwili przyzwyczaja się do spacerowego ubrania. 
-Przyzwyczajaj się mamuśka - uśmiecha się Brayan.
-Bardzo śmieszne! - poprawiam małej kaptur i ruszamy na spacer po osiedlu. Pcham wózek przed sobą, a Brayan idzie obok. To jedna z bardziej normalnych rzeczy jakie ostatnio robimy razem. Witam się z sąsiadami, którzy oczywiście obserwują nas uważnie, a co niektórzy nawet silą się na komplementy w stylu "Ale ci pasuje takie maleństwo, Meg". Dochodzimy, aż do mojego liceum. Opowiadam Brayanowi o tym jaka wtedy byłam, o Michaelu. Krzywi się, gdy wyznaję prawdę o tym jak mnie zdradzał i oszukiwał. Mam wrażenie, że podczas tej rozmowy Brayan porównuje Mika do siebie, bo przecież żaden z nich nie był święty. 
-Kochałaś go? - pyta spokojnie, gdy przechodzimy obok szkolnego boiska. W tym momencie jest puste i zasypane śniegiem, bo dzieciaki mają świąteczną przerwę aż do Nowego Roku. 
-Chyba tak... wiesz to taka pierwsza miłość. Szczeniacka -  odpowiadam wyjmując małą z wózka ,bo zaczęła płakać - Chyba się posikała, musimy wracać - dodaję.
-Nie możesz zrobić tego tutaj? - Brayan unosi brew.
-Oszalałeś? Mam ją przewijać na ławce? Przecież jest zimno! - karcę go wzrokiem.
-No w sumie racja - Brayan krzywi się lekko -  Przepraszam, nie mam doświadczenia.
-Ja też, chyba będziemy się musieli wiele nauczyć - wkładam małą z powrotem do wózka i wracamy szybko do domu. Czuję, że mam dreszcze i cholera chyba naprawdę się rozchoruję. Kicham w drodze do domu kilkukrotnie, a Brayan od razu zaczyna się martwić. 
-Powinnaś iść do lekarza, mała. Na wszelki wypadek.
-Dobrze pójdę. Kiedy my właściwie lecimy?
-Erick ma dziś zadzwonić i powiedzieć wszystkie szczegóły… -  odpowiada i bierze małą na ręce po czym wnosi do środka. Słodko z nią wygląda... uśmiecha się i jest taki delikatny wobec niej -  Twoja córka nam się posikała! -  oznajmia podając Evę na ręce Kim.
-Małe dzieci tak czasami miewają, Brayan! - odpowiada złośliwie ale również się uśmiecha - Przyzwyczajaj się! - puszcza mu oczko, a ja rozglądam się czy nikt nie słyszał. Jeśli będą się tak zachowywać na wyjeździe Sylwestrowym, to dostanę zawału. Muszę im chyba przypomnieć, że Erick nie może o niczym się dowiedzieć.

Rodzice i reszta rodziny pojechali do Nowego Jorku na wycieczkę więc w domu panuje i spokój. Kim zabiera Evę do domu, swojego męża też. Zostajemy z Brayanem sami w kuchni, a Alex i Tom nadal są na górze w moim pokoju.
-Myślisz, że się bzyknęli? - pyta Brayan.
-To ich sprawa i nie waż się ich pytać! - rozbawiony podchodzi do mnie i łapie mnie w pasie. 
-Tom mówił, że nie wie jak się za nią zabrać, że nie może jej rozgryźć -  całuje mnie tuż za uchem i uśmiecha się uwodzicielsko. 
-Ona tylko wygląda tak niewinnie! - śmieję się.
-Skąd wiesz? - odwraca mnie przodem do siebie.
-Bo wiem, uwierz mi! - obejmuję go za szyję i całuje delikatnie w kącik ust. Brayan mruczy i uśmiecha się lubieżnie. Chwyta mnie za pośladki i podciąga na swoje biodra.
-Musisz mi mówić od razu jeśli robię coś nie tak. To co stało się wczoraj, nigdy się nie powtórzy! - zapewnia mnie. 
-Nie rozmawiajmy już o tym. Poradzimy sobie ze wszystkim, najważniejsze, że razem! -  Brayan uśmiecha się i całuje mnie czule w usta, delikatnie pieści mój język. Od razu nabieramy na siebie ochoty. Wiem jednak, że Brayan będzie teraz bardziej zachowawczy, bo musi nauczyć się panować nad emocjami. Gdy wrócimy do Londynu postaram się go przekonać by poszedł na terapię. Oczywiście pójdę z nim, jeśli będzie chciał. Nasze czułe i delikatne pieszczoty przerywa dźwięk komórki Brayana.
-Pieprzone telefony! - odrywa się od moich ust i sięga do kieszeni jeansów. Spogląda na ekran - To Erick - dodaje cicho i odbiera - Cześć Ericku... - odsuwam się nieco by przyjrzeć mu się, gdy z nim rozmawia- Tak, jesteśmy w domu....Dotarli cali i zdrowi....Nie wiem, jeszcze tego nie ustaliliśmy....Kiedy dokładnie?....Dobrze wszystko im powiem....Myślę, że nie będzie problemu - patrzy na mnie po czym kontynuuje - Chyba jest przeziębiona, pójdzie do lekarza przed wylotem.....Jasne...Zadzwonię jeszcze i dam znać....Dzięki za wszystko, Ericku...Do usłyszenia - rozłącza się.
-I co? Kiedy lecimy? - pytam.
-W niedzielę rano, jego samolotem. Chce byśmy spali u niego w sobotę, byśmy pojechali bezpośrednio na lotnisko wszyscy razem… -  odpowiada patrząc w telefon. Odpisuje na jakąś wiadomość i chowa go do kieszeni spodni. 
-Pójdę powiedzieć Robowi i Kim - stwierdzam i chcę wyjść z kuchni.
-Poczekaj, ja wszystkim powiem, a teraz zawiozę cię  do lekarza.
-Teraz? Nie możemy jutro? - krzywię się, bo nie chce mi się już dziś wychodzić z domu.
-Masz zamówioną wizytę -  informuje mnie niepewnie.
-Oczywiście! - wywracam oczami - Kto mi ją zamówił? - pytam złośliwie.
-Oj doskonale wiesz! - trąca mnie w nos - Nie marudź tylko zbieraj tyłek, weź dokumenty ciąży! -  pogania mnie. Idę po cichu na górę i pukam dyskretnie do pokoju. Niestety nic nie słyszę, jest kompletna cisza ryzykuję więc i wchodzę. Oddycham z ulgą, gdy widzę jak Tom i Alex śpią na materacu wtuleni w siebie i... ubrani. Nie chciałabym ich przyłapać na gorącym uczynku. Biorę swoje dokumenty i wychodzę z pokoju. Na dole Brayan już czeka na mnie z moją kurtką w ręku.
-Śpią - wyprzedzam jego pytanie. 
-Naprawdę muszę z nim porozmawiać! - zaczyna się złośliwie śmiać. 
-Daj mu spokój! Ty też dość długo czekałeś! - wsuwam buty i wkładam kurtkę.
-Dość długo? - unosi zabawnie brew – Myślałem, że eksploduje, bo tak mnie zbywałaś!
-Najwidoczniej za krótko! - pokazuje mu język.
-Nie wytrzymałbym ani minuty dłużej, mała - łapie mnie i całuje w czoło -  Wezwałem taksówkę, bo nie ma żadnego samochodu bym mógł jechać -  dodaje i wychodzimy. bo samochód już czeka.

W przychodni są pustki. Przychodziłam tu od dzieciństwa z rodzicami za każdym razem gdy byłam chora. Zapisana jestem do doktor Sunner, byłam już u niej kilka razy. Jest miła i profesjonalna.
-Witaj Meg, usiądź proszę! - wskazuje na stołeczek obok biurka. 
-Dzień dobry, pani doktor - uśmiecham się i robię o co prosi.
-Jesteś w ciąży, tak? - wyciąga moją kartę z szuflady.
-Tak, w poniedziałek będzie 17 tydzień, tutaj ma pani moje wyniki - podsuwam teczkę bliżej niej. 
-Gratulacje - uśmiecha się serdecznie - Z czym konkretnie przychodzisz? Wyniki masz wzorowe - stwierdza oglądając moje papiery. 
-Chyba się przeziębiłam, mam dreszcze i kicham. W niedzielę lecę do Dubaju i chcę wiedzieć czy mogę i że nic nie grozi maluchowi.
-Dobrze zaraz cię zbadam, zdejmij bluzkę muszę cię osłuchać.
Badanie nie trwa długo. Pani doktor osłuchuje mnie i zagląda do gardło.  Ubieram się i siadam, a ona zapisuje coś w karcie i wypisuje mi receptę.
-Musisz się porządnie wygrzać. Przepisałam ci witaminy i lekki antybiotyk dla kobiet w ciąży. Płuca masz czyste ale gardło mi się nie podoba. Powinnaś się cieplej ubierać Meg i uważać… 

Pani Doktor prawi mi małe kazanie i zapewnia, że leki nie zaszkodzą dziecku. Pozwala mi lecieć ale jakby coś się działo mam od razu iść znowu do lekarza. Zagaduje mnie także o Kim i Evę. Rozmawiam z nią chwilę, bo zna nas od dawna i to miłe, że się interesuje. Gratuluje mi raz jeszcze i każe wracać do domu bym się wygrzała. Wychodzę z gabinetu i mówię wszystko Brayanowi.
-No mała, masz więcej szczęścia niż rozumu! - gani mnie, gdy wykupujemy receptę w aptece.
-No wiem, wiem! Przepraszam! - wywracam oczami, a Brayan obejmuje mnie i całuje w czoło. Lubię gdy to robi. Wracamy szybko do domu, rodzice i reszta jeszcze nie wrócili, a Brayan idzie do Kim i Roba by powiedzieć im, że jutro wieczorem jedziemy do apartamentu Ericka na Manhattanie i w niedziele wylatujemy. Ja idę do pokoju, Tom i Alex nadal śpią więc przebieram się szybko w dres, zażywam leki i kładę się do łóżka. Biorę swoją komórkę i wysyłam smsa do Ericka:

„Dziękuję za zorganizowanie całego wyjazdu. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić i zachowamy dystans. Byłam u lekarza, dostałam leki, mogę lecieć.”

Nie czekam długo na odpowiedź:

„Nie masz za co dziękować, Meg. Dobrze, że byłaś u lekarza i że to nic poważnego. Też mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić, nie lecę sam....pomyślałem, że powinnaś wiedzieć.”

Żołądek  zaciska mi się na tą myśl, mimo, że doskonale o tym wiem. Przecież Brayan mi powiedział.

„Rozumiem. Do zobaczenia jutro."

Odpisuję szybko i chowam telefon pod poduszkę. Mam wyrzuty sumienia, że czuję zazdrość. Nie mam prawa, bo to  nielojalne wobec Brayana. Jestem na siebie zła ale nie potrafię nic na to poradzić. Za niedługo przychodzi do mnie Brayan, także się przebiera i kładzie ze mną. Okrywa mnie dodatkowym kocem. 
-Ugotuje się! - protestuję gdy go na mnie kładzie.
-Musisz się wygrzać, pani doktor tak powiedziała. Zaraz przyniosę ci herbatę z sokiem malinowym - odpowiada i uśmiecha się tak słodko, że nie mogę się na niego złościć. Mówimy szeptem by nie obudzić Toma i Alex. Nadal śpią jak zabici w swoich objęciach. 
-Słodko wyglądają, co?
-Nie słodziej niż ty gdy śpisz, mała - ponownie całuje mnie w czoło - Zaraz wracam - wstaje i idzie do kuchni po herbatę. Zanim wraca chyba przysypiam. Budzi mnie jedynie bym wypiła kilka gorących łyków i znowu zasypiam. To przez antybiotyk. Nawet nie ma ósmej wieczór, a ja już odlatuję do krainy snów. 

Sobota,  28 Grudnia

Siedzę w pokoju przepakowując walizkę. W Dubaju jest zupełnie inna pogoda więc muszę wyjąć zimowe ubrania. Biorę kilka bluzek na krótki rękaw ale nie mam nic typowo letniego. Będę musiała kupić na miejscu. Brayan i Tom są na dole  i rozmawiają z moimi rodzicami, a Alex bierze prysznic. Rozmawiałam z nią rano i dowiedziałam się, że wczoraj nic między nimi nie wydarzyło, bo byli tak zmęczeni, że zasnęli. Nie czuję się dziś lepiej ale nikomu nie mówię, bo jeszcze zrezygnują z wyjazdu. Wiem jak się cieszą i nie będę im psuła zabawy. Gdy szukam mojego bikini słyszę dźwięk telefonu Brayana, zostawił go na szafce. Podchodzę i patrzę kto dzwoni. To Erick. Waham się chwilę czy odebrać, bo nie wiem czy powinnam?
-Cześć Ericku tu Meg, Brayan zostawił telefon w pokoju - informuję go i staram się być jak najbardziej naturalna. 
-Witaj… -  odpowiada tonem od którego od razu miękną mi nogi. Nie wiem czy robi to specjalnie? - Chciałem tylko powiedzieć, że samochód będzie po was o trzeciej - dodaje zadowolony. 
-Ok, zaraz wszystkim powiem - myślę, że to koniec rozmowy ale Erick ma ochotę kontynuować. 
-Jak się czujesz? - pyta troskliwie.
-Lepiej, dziękuję – kłamię - Długo będziemy lecieć do Dubaju?
-Około 13 godzin. Startujemy o ósmej rano więc koło południa będziemy w Dubaju, czasu lokalnego oczywiście, bo jest aż dziewięć godzin różnicy - Erick tłumaczy mi wszystko dokładnie.
-Będzie tam czas na jakieś zakupy? Nie wzięłam z Londynu letnich ubrań i prawie nic ze sobą nie zabieram.
-Jeśli chcesz mogę poprosić Florę by spakowała cię tutaj, nadal są tu twoje ubrania… -  mówi nagle, a mnie ściska w gardle. Dlaczego nie pozbył się tych wszystkich rzeczy? Milczę ,bo nie wiem co mam mu powiedzieć -  Meg proszę nie krępuj się, to są twoje rzeczy więc możesz je zabrać jeśli chcesz -  dodaje, a ja słyszę smutek w jego głosie. Na pewno nie jest mu łatwo mówić takie rzeczy. 
-Nie fatyguj Flory, sama mogę to zrobić dziś wieczorem. Dziękuję -  zamykam oczy i zasłaniam usta dłonią. Zduszam w sobie jęk.
-Oczywiście jak chcesz. W takim razie do zobaczenia - urywa rozmowę jakby uciekał. Doskonale go jednak rozumiem. 
-Do zobaczenia - rozłączam się od razu i rzucam telefon na poduszkę. Siadam na łóżku i kwilę cicho, a do pokoju wchodzi Tom.
-Meg, nie widziałaś mojego... - mówi ale gdy spogląda na mnie zastyga. Podchodzi i chwyta moją twarz w dłonie -  Co się stało?-  pyta zaskoczony moim widokiem.
-Erick dzwonił, samochód będzie po nas o trzeciej  - odpowiadam łkając dalej. Łapię łapczywie powietrze by się opanować. 
-I dlatego płaczesz? - Tom unosi brew, bo kompletnie nie rozumie dlaczego tak zareagowałam.
-Jest mi ciężko, Tom. Nie jestem zachwycona pomysłem wspólnego sylwestra. W dodatku zapytałam Ericka czy będziemy mieli czas na zakupy, bo nie mam ze sobą żadnych letnich ubrań to powiedział, że mogę s,pakować rzeczy które nadal są u niego.
-Nie pozbył się ich… -  odpowiada za nas oboje - Nie płacz, proszę. Wiem, że to wszystko lekko pokręcone ale Erick na pewno nie dowie się o ciąży. Brayan mówił,  że sobie wyjaśnili kilka spraw… -  Tom chyba właśnie próbuje mnie pocieszyć.
-Nie wiem jak ja to wytrzymam?  Erick zabiera jakąś dziewczynę, a ja czuję się okropnie nielojalna wobec Brayana... Nie chcę go skrzywdzić - ocieram dłonią mokry policzek.
-Mówiłem, że związek to nie jest dobre wyjście! - wywraca oczami - Ale spokojnie... Brayan to twarda sztuka i nie tak łatwo go zranić. Trzymaj się od Ericka na dystans i będzie dobrze- przytula mnie lekko i całuje w policzek.
-Taki mam zamiar. Mam nadzieje, że mi się uda - wymuszam uśmiech. 
-Wiesz co? - spogląda na mój brzuch.
-Co?
-Nie widziałem cię zaledwie kilka dni, a zauważyłem, że masz większy Juniorowy Domek -  uśmiecha się słodko i klęka przede mną by do niego pogadać. Zawsze mnie tym rozbawia, a dodatku mam łaskotki więc śmieje się w głos gdy go dotyka. Juniorowy Domek? Tylko on mógł coś takiego wymyślić.
-Wiem... też to widzę i dlatego się stresuje. Naprawdę aż tak widać? - wstaję i podchodzę do lustra, Tom podchodzi za mną i przygląda się.
-Jeśli ktoś nie wie to się nie zorientuje, mała ale może nie paraduj w samym bikini! - kładzie dłoń na moich biodrach i przygląda się naszemu odbiciu w lustrze - Będę zajebistym wujkiem -  uśmiecha się szeroko, a do pokoju wchodzi Brayan.
-Nie przystawiaj się do mojej kobiety, koleś! - warczy żartobliwie i podchodzi by mnie pocałować.
-Spoko! My się tylko przyjaźnimy! - dodaje sarkastycznie, bo wiele razy przecież to powtarzałam, określając w ten sposób naszą relację z Brayanem. Śmiejemy się wszyscy troje, a ja mówię Brayanowi, że dzwonił Erick. Nie mam pewności ale chyba nie jest do końca zadowolony, że z nim rozmawiałam albo mi się po prostu wydaje. Dołącza do nas Alex i wchodzi do pokoju w samym ręczniku. Nie spodziewała się, że jesteśmy tu wszyscy razem. Czując na sobie nasze spojrzenia robi się cała czerwona i zaciska nerwowo ręcznik na piersiach. 
-Chyba mama nas wołała! -  łapię Brayana za dłoń i ciągnę za sobą za drzwi.
-Wcale nie! - protestuje na złość Tomowi i patrzy na Alex, której twarz jest koloru wiśniowego. Wyciągam go z pokoju na siłę.
-Weź się uspokój! Gapisz się na nią jakbyś chciał ją przelecieć! - warczę przez zaciśnięte zęby. Wiem, że taki już jest ale chyba ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tego, że mój facet to kobieciarz. 
-Ciebie chce przelecieć, mała! - chwyta mnie nagle i całuje po szyi. Piszczę i od razu się śmieję z tego głupka. Jak ja mam się na niego gniewać? On już taki jest i pasuje mi to bardziej niż apodyktyczność, nieustępliwość i chora chęć sprawowania nad wszystkim kontroli.  

Idziemy do kuchni gdzie mama właśnie gotuje obiad. Mówimy jej o tym jaki mamy plan na cały wyjazd. 
-Twoja siostra szaleje z radości! - mówi tata wchodząc do kuchni, a na rękach trzyma Evę.
-Mam nadzieje, że będzie potrafiła się zachować! -  śmieje się.
-Gdzie się zatrzymacie? Jakiś konkretny hotel? - wzruszam ramionami, bo nawet  tego nie wiem.
-Hotelu Burj Al Arab - odpowiada Brayan, a tata robi wielkie oczy.
-O cholercia, no to niezłe luksusy! - stwierdza  po chwili mój tata, a ja kompletnie nie wiem o jakim hotelu mówią.
-To najbardziej ekskluzywny hotel na świecie, siedem gwiazdek - dodaje moja mama.
-To przecież oczywiste... - wywracam oczami. Czego innego spodziewać się można po Ericku. Widziałam kiedyś zdjęcia tego hotelu w internecie - To ten w kształcie żagla? - dopytuję by mieć pewność.
-Dokładnie ten! - odpowiada zadowolony Brayan. Nawet nie chcę myśleć który apartament będziemy zamieszkiwać. Dam sobie rękę uciąć, że największy i najdroższy. Tylko po co? Naprawdę nie wiem. 
-Jak się dziś czujesz, córeczko? - pyta tata podając mi kubek z gorącą herbatą.
-Lepiej -  uśmiecham się serdecznie. 
-Na pewno? Bo nie wyglądasz - cholera, czy to aż takie oczywiste?
-Tak na pewno, tato - zbywam go, a on na szczęście nie drąży dalej. Rozmawiamy jakiś czas z rodzicami. Mama nawet nie pyta o to czy coś się zmieniło między mną i Brayanem, bo to oczywiste. Brayan co chwila mnie całuje i przytula. Rodzice chyba są zadowoleni, że z nim jestem. Polubili go i widzą, że mu na mnie zależy. 

Punt trzecia podjeżdża pod dom limuzyna, za kierownicą siedzi Jack. Biegnę do niego by  się przywitać. Naprawdę lubię go. Wita mnie miło i serdecznie ale chyba nie ma do mnie żalu za to wszystko. W sumie czemu miałby mieć? Przygląda mi się chwile i wiem, że chce coś powiedzieć jednak się powstrzymuje. Idzie do domu po nasze walizki, a my żegnamy się z rodzicami. Ściskają mnie i całują jakbym miała już nigdy ty nie wrócić. Mama oczywiście uroniła kilka łez na co Kim wywraca oczami.
-Dajcie znać jak dolecicie kochani. Bawcie się dobrze! - krzyczy do nas z ganku mój tata, gdy wsiadamy do samochodu.
-Damy znać, panie Donell! - odpowiada Brayan. Mama trzyma na rękach Evę, która śmieje się jak zawsze i podskakuje radośnie. 
-Robert co ty taki niewyraźny jesteś? - pytam szwagra, bo siedzi blady i się nie odzywa.
-Boi się latać, od wczoraj przeżywa! -  Kim śmieje się z męża i chwyta go za dłoń -  Mój dzielny mąż - dodaje i całuje go w policzek. Jack włącza muzykę i ruszamy. Z głośników słychać Kings of Leon. Wszyscy mają cudowne nastroje więc i mi udziela się ta atmosfera. 

Gdy wjeżdżamy w garaż podziemny Evans Tower Jack wychodzi by zająć się bagażem, a ja zatrzymuję na chwile wszystkich przy windzie i mówię.
-Chciałam tylko przypomnieć, że Erick nie wie o ciąży i ma się nie dowiedzieć. Więc proszę nie gadać, nie sugerować i nie wygłupiać się w tym temacie! Bo was pozabijam, jak Boga kocham! - mój poważny ton zamiast ich przestraszyć, wszystkich rozśmieszył.
-Spoko! Będzie dobrze - mówi Tom.
-Ja nie żartuję! - warczę.