Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 71

Film okazuje się być genialny. Uwielbiam każdą z części ale trzecia naprawdę przerosła wszystko. Ze śmiechu aż się popłakałam, chłopaki zresztą też. Później postanowiliśmy pójść coś zjeść, dołączyły do nas Nina i Sara. Przywitały się ze mną jak zwykle oschle i teraz nie zwracają na mnie uwagi. Wszyscy razem idziemy do greckiej restauracji, a ja mam ogromną ochotę na chlebek pita i sos. Zamawiamy z chłopakami mnóstwo jedzenia , a dziewczyny oczywiście tylko po sałatce. Widzą jak wcinam z apetytem tłuste mięso z sosem, chlebek zagryzam frytkami i i  patrzą na mnie zazdrośnie. Mają tu w dodatku naprawdę pyszny napój z mango, którego wypijam chyba ze trzy szklanki.
-Ale się objadłam - stwierdzam poklepując się po brzuchu. Właśnie się zaokrąglił ale to głównie od jedzenia. 
-Jak tak dalej pójdzie, to niedługo będziesz się zataczać! - rzuca żartobliwie Brayan, a ja trącam go w ramie.
-Świnia! - śmieją się wszyscy prócz panien nadąsanych. 
-Będziemy cię toczyć z Tomem, jak żuczki gnojarze toczą przed sobą błotne kulki! – dodaje, a my śmiejemy się jeszcze głośniej. Zastanawiam się  jakim cudem oni kiedyś tworzyli paczkę? Może one były inne ale teraz naprawdę nie są ani miłe, ani zabawne... nie wspominając o braku inteligencji. Możliwe, że chodziło tylko o imprezowe towarzystwo, bo do tego one nadają się doskonale. Dam sobie uciąć rękę, że Brayan spał z nimi obiema, nie raz i na raz. Wzdrygam się na tą myśl.
-Lil mówiła, że Tom przeprowadza się do niej - mówi nagle Nina.
-Słyszeliśmy... -  bąka w odpowiedzi Brayan.
-Fajnie, że się zeszli, co?-  Sara i podekscytowała się jak małe dziecko. 
-Ich sprawa - wtrąca James -  Co robimy? - dodaje i tak samo jak reszta towarzystwa nie ma zamiaru kontynuować tego tematu. Po krótkiej dyskusji dochodzimy do wniosku ,że pójdziemy na drugi film i o dziwo, nawet dziewczyny nie protestowały. To jakiś horror. Nie przepadam za nimi i pewnie nawet nie powinnam na niego iść. Okazuje się jednak, że bardziej się uśmiałam niż bałam, a film był do dupy. Kompletne dno. Oczywiście co pół godziny musiałam przepychać się przez rzędy ludzi do łazienki, a od siedzenia boli mnie tyłek i chyba spuchły mi kostki. 
-My będziemy się zmywać…-  Brayan obejmuje mnie ramieniem. Jestem mu wdzięczna, że wyczuł iż chcę wracać.
-Jasne, Meg pewnie cię wymęczyliśmy, co? - pyta łagodnie Eliot.
-Daj spokój. Było naprawdę miło -  uśmiecham się serdecznie.
-Znasz już płeć dziecka? - dodaje nieśmiało, a Nina i Sara mają miny jakby się przesłyszały. Patrzą na siebie jakby porozumiewały  się w myślach. Coś jak rodzaj telepatii prosto z solarium. O rany!
-Będzie chłopak! - odpowiada ze mnie Brayan. Głos ma dumny i dość jednoznacznie to zabrzmiało. Od razu wiem, że będą nas obgadywać. Jasny gwint! W dodatku Brayan kładzie rękę na moim brzuchu i całuje mnie w policzek. Wiem, że robi to specjalnie.
-Jesteś w ciąży? -  pyta zaskoczona Nina.
-Tak - odpowiadam zdawkowo i nie bardzo mam ochotę z nimi o tym rozmawiać. 
-W którym miesiącu? - piszczy.
-To nie wasza sprawa - wtrąca gniewnie Brayan.
-A co, to taka tajemnica?! - unosi swoje cienkie jak linia brwi, które wyginają się w oburzony łuk. 
-Nie ale nie jesteś osobą, która musi znać takie szczegóły. Chodź mała! - Brayan rusza szybko i ewakuuje nas stamtąd. Uśmiecham się nieśmiało i macham ręką by pożegnać się z chłopakami. Brayan prawie niesie mnie w powietrzu, tak szybko idzie do samochodu. Co go tak ugryzło?
-Hej, poczekaj! - zatrzymuje się wzbijając buty w podłogę.
-Przepraszam cię ale one są tak wścibskie, tak wredne i paskudne, że w ogóle żałuje, że je poznałaś. Teraz Lil na pewno się dowie i dopiero będzie cyrk.
-Niech sobie gadają, przecież to dziecko nie jest ani Toma, ani twoje. Nie masz się o co martwić - obejmuje go w pasie i trzepoczę wymownie rzęsami żeby się uśmiechnął.
-Boże jaka ty jesteś słodka! - Brayan całuje mnie nagle w czubek nosa i daje klapsa w tyłek, na rozpęd. Dochodzimy w wyśmienitych humorach do samochodu. W radiu ostrzegają  jednak przed intensywnymi opadami śniegu, które właśnie paraliżują Londyn i faktycznie... Utknęliśmy w gigantycznym korku. Zdejmuję buty i wyciągam nogi. Dopiero teraz widzę, że naprawdę spuchły mi kostki. To nic przyjemnego! Kolejne uroki ciąży...
-Masaż wieczorem? - Brayan jakby czytał w moich myślach, a tak naprawdę po prostu spojrzał na moje nogi i zapytał. 
-A potrafisz? - pytam przekornie.
-Postaram się ale do tej pory, jeśli już go wykonywałem, to raczej na innych częściach kobiecego ciała niż stopy! -  odpowiada mi z tym swoim zadziornym uśmiechem. 
-Nie wątpię Donżuanie - śmieje się - Czy ty i któraś z dziewczyn, kiedyś...?
-Masz na myśli Ninę i Sarę?
-Yhy - kiwam głową.
-Oczywiście, że tak, Meg... To najłatwiejsze panny jakie znam. Myślisz, że dlaczego się z nimi zadawaliśmy? W sumie nadal zadajemy - gdy to mówi robi dziwną niezadowoloną minę. 
-Wy wszyscy?! One z wami wszystkimi?! - moje oczy są wielkie, a on posyła mi wymowne spojrzenie, które odpowiada za niego. Ja naprawdę jestem jakaś dziwna, że tego nie rozumiem?
-Znaczy nie... Tom tylko z Lil, to była jedyna oficjalna para. Ale Nina i Sara nie mają oporów, uwierz mi.
-Nie rozumiem tego -  potrząsam przecząco głową.
-Nie przesadzaj, teraz kobiety są inne, wyzwolone. Ty ilu miałaś facetów, Meg? - zadaje mi to pytanie, a ja zamyślam się. No właśnie? Ilu miałam? Chciałabym pamiętać tylko jednego.
-Nie licząc gwałtu, to dwóch… -  odpowiadam cichutko po chwili namysłu, a Brayan hamuje gwałtownie i wpada w lekki poślizg. Na szczęście nic się nie dzieje.
-Nie licząc gwałtu?! - piszczy tak zaskoczony jak chyba nigdy wcześniej.
-Tom ci nie opowiadał? - pytam niepewnie. Byłam przekonana, że Brayan wie o wszystkim. 
-Kurwa no jakoś nie opowiadał! - prawie krzyczy - Jakiego gwałtu? O czym ty do cholery mówisz? - głos ma przejęty, przerażony wręcz. 
-Mówiłeś, że czytałeś plotki, tą akurat ominąłeś czy co? - dziwię się.
-Coś gdzieś czytałem, ale nie sądziłem, że to prawda! 
-Trzeba było zapytać - uśmiecham się ironicznie.
-Weź przestań -  ton mu łagodnieje i spogląda na mnie. 
-Na szczęście za wiele nie pamiętam z tamtej nocy… -  dodaję jakby to miało cokolwiek zmienić. 
-Nie wiem co powiedzieć… -  potrząsa głową jakby nie dopuszczał do siebie tej myśli.
-Jedź, a nie gadaj! Zaraz zachce mi się do łazienki! - próbuję obrócić to w żart. Nie często o tym myślę, a moja pamięć wypiera tamte wspomnienia. Na szczęście. Mam czasami sny jednak nie wiem ile z tego to prawda? Z tamtego wieczoru naprawdę niewiele pamiętam, a samego gwałtu mam tylko znikome przebłyski.
-Nie zasłużyłaś na to co cię spotkało. Erick to palant! - stwierdza i rusza powoli. Pozostawiam to bez komentarza, bo nie chcę teraz znowu tego analizować.

Po dwóch godzinach spędzonych w korkach, wpadam do mieszkania Brayana od razu idę do łazienki. W pewnym momencie myślałam, że po prostu wysiądę z samochodu i wysikam się na chodnik. Od tego wstrzymywana aż rozbolał mnie brzuch, a to chyba nie jest zdrowe. Jest już po dziewiątej wieczorem, a ja czuję, ze jestem zmęczona. Tom nie odzywał się cały dzień mimo tego, że obiecał zadzwonić. Postanawiam więc sama się odezwać, bo chciałabym jutro porozmawiać z nim o tym wszystkim. Wątpię by zgodził się wyjechać z Lil do Belgii, bo ma tutaj za dużo obowiązków. Myślę, że nie zostawi rodziców samych w kawiarni. A może się mylę? Zamyśliłam się na kibelku na dłuższą chwilę, a z moich myśli wyrwa mnie Brayan, który zaczyna dobijać się do środka. 
-Tak, tak. Już wychodzę! - wstaję szybko i czuję nagle bardzo dziwne uczucie w dole brzucha. O cholera! Siadam  z powrotem na deskę i kładę na nim rękę -  Brayan! Brayan! – piszczę, a on wpada do łazienki jak oparzony. Widzi, że trzymam się za brzuch.
-Boże co się stało?! - pada na kolana obok mnie i obejmuje, a ja zaczynam się śmiać.
-Poczułam! Poruszył się! - mówię i biorę jego dłoń by przyłożył ją do brzucha. Zdezorientowany potrzebuje chwili by się uspokoić. Patrzy na mnie i też zaczyna się śmiać.
-Wystraszyłaś mnie ty nawiedzona wariatko!-  gani mnie, a ja w jego oczach dostrzegam łzy. Boże on płacze! Nie wiem jednak czy to łzy radości czy przerażenia? Na ten widok też zaczynam płakać. Siedzimy się więc tak jak dwoje idiotów - ja na kibelku, on obok, dotykamy mojego brzucha i śmiejemy się przez łzy. To dziwne, lecz takie cudowne uczucie. Faktycznie można to pomylić z "przelewaniem" się czegoś po żołądku, ale ja wiem, że to było właśnie TO. Po prostu to wiem. Nagle słychać, że ktoś wchodzi do mieszkania.
-Jest tu kto? - to głos Thomasa. Tom zdejmuje buty i zagląda do łazienki - A wy co? - patrzy na nas dziwnie.
-Junior się poruszył! -  Brayan odpowiada ze łzami w oczach. To takie słodkie, że się tego nie wstydzi i totalnie mnie tym urzeka. 
-No co Ty? Już? - Tom reaguje spontanicznie, co bardzo mnie cieszy. Podchodzi i dopycha się by mnie dotkną -  Nic nie czuje! - mówi rozczarowany i krzywi się ze skupieniem w oczach. 
-To nie działa na zawołanie Tom, poczułam to tylko raz - wywracam oczami. Jestem rozbawiona do łez. 
-Słyszałem, że jak poświeci się czymś na brzuch, to też może się poruszyć! - stwierdza nasz  mądrala. Wychodzimy z łazienki i rozsiadamy się w salonie na kanapie. Tom przynosi lampkę nocną i nakierowuje strumień światła na mój brzuch. Chce mi się śmiać, bo wpatruje się jakby chciał tam zobaczyć nie wiadomo co. 
-To chyba za wcześnie, Tom! -  mówię trochę zakłopotana, bo siedzę już z brzuchem na wierzchu 15 minut. Po chwili rezygnuje na szczęście z dalszych oględzin.
-Byliśmy dziś w Westfield Stratford City, spotkaliśmy chłopaków - zagaduje Brayan, wiem o czym chce rozmawiać.
-Wiem. Nina zdążyła już donieść o tym Lily... - Tom przewraca oczami.
-Podobno masz zamiar wyjechać z nią do Belgii? - ton Brayana jest poważny. Kurczę, mam nadzieje, że się o to nie pokłócą.
-Kto wam takich głupot naopowiadał? - jego reakcja zaskakuje nas oboje, bo z Tom zaczyna się śmiać.
-Więc to nieprawda? - wtrącam się.
-Oczywiście, że nie! Myślisz, że zostawiłbym rodziców z kawiarnią na głowie? No i ciebie z juniorem? - patrzy na mnie wymownie. 
-To po co się z nią spotykasz? Znowu będziesz cierpiał - Brayan jakby oddycha z ulgą. 
-Chciałem coś sprawdzić i sprawdziłem. Między nami definitywny koniec… -  odpowiada  zadowolony i zostawia nas w tej niewiedzy, a sam znika w łazience. 
-Rozumiesz coś z tego? - Brayan drapie się po głowie.
-Kompletnie nie! Ale mi ulżyło! -  Kładę stopy na kanapie i zakładam ręce za głowę -  Poproszę ten masaż! - uśmiecham się prosząco.
-Dobrze ale zdejmij te rajtuzy, kobieto -  Brayan pociąga za materiał moich rajstop i strzela z niego, a po chwili idzie do sypialni po jakiś olejek.
-Takie rzeczy chyba trzyma się w łazience! -  stwierdzam złośliwie. 
-Akurat to było używane go innych celów! -  odpowiada i wygląda z sypialni robiąc tą swoją wymowną minę. 
-Oj Brayan, Brayan! -  czy on zawsze wszystko sprowadza do jednego? Jego podboje są naprawdę, jakby to powiedzieć... Onieśmielające?  Miał zapewne tyle kobiet, że nawet nie jest w stanie ich policzyć. W sumie nie ma się co dziwić ale to trochę dla mnie krępujące. Temat seksu nadal jest dla mnie obcy i do tej pory nie wstydziłam się o tym rozmawiać tylko z Erickiem, a to też nie zawsze mi się udawało. 

-O Boże, jak mi dobrze! - mruczę, gdy Brayan masuje mi stopy. Naprawdę jest w tym dobry. Zamykam oczy i relaksuję się leżąc na kanapie. Tom wychodzi z łazienki w samym ręczniku i widząc nas śmieje się. 
-Przepraszam was za ostatnie dni! - rzuca i przechodzi do sypialni, gdzie w progu gubi ręcznik, a my mamy okazję oglądać jego blady tyłek. Wiem, że zrobił to specjalnie. 
-Tom do cholery! - gani go Brayan i wszyscy troje zaczynamy się śmiać. Brakowało mi tego w ostatnich dniach. Tom nie miał dla nas za bardzo czasu, ale teraz chyba wszystko wróci do normy.
-Jesteś najlepszy! -  mówię zadowolona, gdy Brayan kończy masaż.
-Wiem, wszystkie mi to mówią! -  uśmiecha się przygryzając język... Jemu naprawdę tylko jedno w głowie. Po chwili wraca do nas Thomas, ubrany w dres. Spędzamy ten wieczór tak jak lubimy najbardziej, czyli przed telewizorem. Żartujemy i wygłupiamy się. Kocham tych facetów, są naprawdę cudowni. Nasze relacje mogą wydawać się dziwne ale oddałabym za nich życie. Są dla mnie jak rodzina, za którą bardzo tęsknię. Nigdy bym się nie spodziewała, że będę przyjaźniła się z dwoma facetami. Gdy tak na nich patrzę czuję się po prostu dobrze, bezpiecznie. Brayan przypomina mi trochę Ericka, fizycznie... co mnie nieco niepokoi. Czasami trudno mi się opanować by go nie dotknąć, szczególnie w nocy, gdy śpimy razem. Nie chcę komplikować naszej relacji, choć muszę przyznać, że jest typem seksownego drania. Ma w sobie coś co przyciąga kobiece spojrzenia i wywołuj westchnienia i jak najbardziej to rozumiem. Tęsknię za bliskością, brakuje mi czułości i pocałunków. Tęsknię za Erickiem. Jutro mija dokładnie dwa tygodnie odkąd mu powiedziałam. On jednak nie odezwał się od tamtej pory ani razu, ale co się dziwić? Wiedziałam, że nie będzie chciał mnie znać za to co zrobiłam. Łudziłam się chwilami, że może jednak... Ech to takie trudne. Nigdy w życiu bym się nie spodziewała, że zostanę samotną matką. Biorąc pod uwagę, że do maja byłam dziewicą, to wszystko naprawdę  za szybko się dzieje. Czasami myślę, że lepiej by było gdybym Ericka w ogóle nie poznała, wszystko byłoby wtedy takie proste. Pracowałabym teraz jako szef kuchni w jakiejś restauracji w Nowym Jorku, obroniłabym dyplom i odkładała grosz do grosza by otworzyć własną knajpę. A tymczasem jestem w Londynie, moje życie wywróciło się do góry nogami, nie mam dyplomu, nie mam faceta ale za to jestem w ciąży... pomieszkuję u osób, które w ciągu trzech miesięcy stały się dla mnie jak rodzina. Może powinnam pomyśleć by te pieniądze zainwestować we własne mieszkanie? Nie mogę przecież zostać u Hooków, a tym bardziej u Brayana, bo za kilka miesięcy na świecie pojawi się mój syn. Powinnam zapewnić mu dom. Wiem, że na pewno nie wrócę do Nowego Jorku, przynajmniej przez najbliższe kilka lat. Chcę urodzić tutaj, czuję, że teraz to jest moje miejsce. Moja rodzina nie będzie z tego zadowolona, nie chcę ich ranić ale teraz muszę myśleć o maleństwie. Muszę być spokojna i nie mogę się denerwować dla jego dobra. 
-Ziema do Meg! Ziema do Meg! - z mojej zadumy wyrywa mnie głos Toma. 
-Co? - kompletnie nie wiem o czym rozmawiali.
-Co z tym wyjazdem?
-Jakim wyjazdem? - unoszę brew.
-Słuchałaś nas w ogóle?
-Nie -  uśmiecham się szeroko i robię niewinną minkę.
-Znowu Evans?-  Tom rzuca mi gniewne spojrzenie, Brayan również.
-Oj dobra no! Przyłapałeś mnie! Przyznaje się - wywracam oczami.
-Nie odzywał się?
-Nie…- wzdycham głośno i odruchowo spoglądam na wyświetlacz swojego telefonu. Tam jednak nie ma żadnej wiadomości od niego. Jakiejkolwiek. 
-Oj mała, nie zadręczaj się nim…  - Tom przysuwa się do mnie blisko i obejmuje.
-Nie zadręczam się. Po prostu... po prostu muszę to przetrawić.
-Erick to dupek. Powinien cię chociaż wysłuchać po czym wszystkim... -  wtrąca Brayan.
-Ty byś chciał słuchać? Tu nie ma co tłumaczyć... - odpowiadam.
-Tak cię niby kochał i co, nagle mu przeszło? - dodaje Tom.
-Dajcie spokój. Teraz to już nie ma znaczenia.
-Meg, miłość ma znaczenie. Zawsze! - gani mnie Brayan. 
-Bla, bla, bla.... Chyba cię głowa boli? Na mnie takie teksty nie działają! - zirytowana wywracam oczami starając się ukryć to jak zrobiło mi się smutno. Muszę grać przed nimi twardą by się za bardzo nie przejmowali. 
-Dobra już nic nie mówię! Wszystko zawsze wiesz najlepiej! Pani mądralińska - burka Tom.
-Dziękuję! - uznaję to za komplement - A teraz proszę mi wybaczyć panowie ale idę spać! - uśmiecham się do nich i wstaję z kanapy.
-Dobranoc mała! - odpowiada Brayan i uśmiecha się, Tom zerka na mnie i nic nie mówi. Zachodzę po drodze do łazienki, przebieram się w piżamę i idę do sypialni. Chłopaki chyba jeszcze będą gadać więc gaszę lampkę i zamykam drzwi. Jestem zmęczona, bardzo zmęczona. Leżę jednak długą chwilę i nie mogę zasnąć. W dłoni trzymam telefon i biję się z myślami co powinnam zrobić. Jedna sekunda decyduje o tym, że wybieram z listy numer Ericka. Czekam na sygnał... włącza się automatyczna odpowiedź: NIE MA TAKIEGO NUMERU. Och... Meg pogódź się z tym. To koniec. On nie chce cię już znać. 

Niedziela,  15 Grudnia

Budzę się o świcie. Obok mnie nie ma ani Toma, ani Brayana. Przeciągam się i niechętnie wstaję. Udało mi się przespać całą noc ale rano mam straszne ciśnienie i natychmiast muszę do łazienki. Wychodzę z sypialni i widzę jak na sofie śpią chłopaki. Chyba gadali długo i zasnęli. Przykrywam ich kocami, bo zostawili uchylone okno i w salonie jest strasznie zimno. Załatwiam potrzebę ale nie chcę ich budzić. Jestem jednak głodna jak wilk, więc najciszej jak umiem zgarniam z lodówki banana i jogurt i wracam do łóżka. Biorę laptopa Brayana i włączam sobie film, przy okazji sprawdzam pocztę ale nie ma na niej nic ciekawego. Przeglądam portale plotkarskie w poszukiwaniu informacji o Ericku. Śnił mi się całą noc i wiem, że minie dużo czasu zanim opuści on moje sny. Wiem jednak, że nigdy nie pozbędę się go z serca.

Oprócz zdjęć z bankietu, który odbył się dwa tygodnie temu, nie ma nic nowego. Nie ma mnie na żadnym ze zdjęć, co bardzo mnie dziwi. Nie wspomnieli o mnie też ani słowem... może to zasługa Ericka? Wiem, że bardzo cierpi, a ja ganię się w duchu za tą próbę wczorajszego kontaktu. Nie mogę mu dokładać i się przypominać. Ciekawi mnie jednak jedno, jak rozprawił się z Filipem? Na pewno nie uszło mu to na sucho. Chyba, że zwalił winę na mnie i zrobił z siebie niewiniątko... Co wcale by mnie nie zdziwiło. Boże, jak ja go nienawidzę! Żałuję, że sama mu wtedy nie przywaliłam.

-O kurwa ale tu zimno! - słyszę głos Brayana, który zrywa się z kanapy i wpada do sypialni prosto pod kołdrę. Dotyka mnie zimnymi stopami i dłońmi - Ale jesteś cieplutka!  - wtula się jak małe dziecko.
-Nie zamknęliście okna na noc, niedawno to zrobiłam! -  przytulam go lekko i pocieram dłońmi po jego plecach by się rozgrzał.
-Gadaliśmy długo, jak za dawnych czasów - zadziera głowę by na mnie spojrzeć -  Z Lily to naprawdę koniec, w końcu przejrzał na oczy - dodaje zadowolony. 
-Tak po prostu?
-Dowiedział się prawdy. Ona ma faceta w Belgii, a przyjechała, bo dowiedziała się o tobie, myślała, że jesteście razem.
-Aha... W piątek wyglądał na szczęśliwego jak tak się do niego kleiła, pewnie całą noc nie dała mu potem spać - odpowiadam. 
-Bzyknął ją raz czy dwa, dla zasady. Wczoraj powiedział jej, że to koniec i że ma się odwalić. Podobno się popłakała.
-Może jednak go kocha? - mówię choć sama w to nie wierzę.
-Ta kocha, jego fiuta i pieniądze… -  odpowiada z sarkazmem.
-A propo pieniędzy, chyba już wiem co z nimi zrobię… -  zmieniam temat.
-Tak? - patrzy pytająco.
-Chcę kupić mieszkanie, tu w Londynie… -  Brayan ewidentnie jest zaskoczony ale uśmiecha się lekko.
-Chcesz tu zostać? Na stałe? - dopytuje.
-Tak, chcę tu urodzić i tu wychować swojego syna -  stwierdzam poważnie.
-Twoja rodzina nie będzie zadowolona - ten siada na łóżku i patrzy na mnie.
-Wiem o tym ale to moja decyzja. Chcę czuć się swobodne, a w Nowym Jorku ze świadomością, że Erick gdzieś tam jest nigdy nie będę się tak czuła. No i Filip...  - urywam w pól zdania.
-No wiem, wiem... nic nie musisz mówić. Swoją drogą ten cały Filip nieźle to sobie wykombinował, bez urazy!   - od razu chwyta mnie za dłoń. 
-To manipulant i hipokryta. Pieprzony pan doktorek!  - na samą myśl o nim się zdenerwowałam.
-Jest doktorem? - unosi brew.
-Ta, w dodatku ginekologiem - odpowiadam, a Brayan parska śmiechem.
-Przepraszam -  próbuje się opanować ale nie może, aż w końcu i ja zaczynam się śmiać. Co za ironia losu!

Niedługo potem budzi się Tom, również przychodzi do sypialni zmarznięty. Mówię mu o pomyśle zakupu mieszkania. Chcę też zainwestować część pieniędzy w kawiarnię ale o tym już wiedział wcześniej. Wtedy w schowku samochodowym było prawie pół miliona dolarów więc starczy mi na wszystko. Kiedyś na pewno oddam Erickowi te pieniądze jeśli będę miała na niego w ogóle jakiś namiar. Zmienił numer i wiem, że jeśli sam nie zechce się ze mną skontaktować, to ja nie mam teraz szans dotrzeć do niego. Jutro pójdę do banku pozałatwiać formalności i znajdę jakiegoś dewelopera. Podoba mi się ta okolica i z chęcią kupię mieszkanie w pobliżu. Widziałam niedaleko osiedle nowych bloków, może tam coś mi się spodoba? Zajmę się tym jeszcze przed wylotem na Święta Bożego Narodzenia. Nie mamy Z Brayanem biletów powrotnych więc nie wiem ile zostaniemy w Nowym Jorku? Pewnie wrócimy dopiero po Nowym Roku, może Tom przyleci do nas na sylwestra?

Tego ranka nie poruszamy już trudnych tematów. Ustalamy, że w styczniu wyjedziemy razem na wakacje i to właśnie o tym wyjeździe wczoraj mówili. Drugi trymestr ciąży to najlepszy czas na podróże więc zamierzam z tego skorzystać. Jeszcze nie wiemy gdzie polecimy ale na pewno w ciepłe kraje, by wygrzać się i pić bezalkoholowe drinki z palemką. Na myśl od razu przychodzą mi Bahamy... seks w domu, seks na plaży i w oceanie, seks na jachcie, oświadczyny i jeszcze więcej seksu Chyba hormony mi buzują, bo odczuwam niepohamowane podniecenie na samą myśl o seksie. Cholera! Jak ja to wytrzymam? Erick kochał się ze mną codziennie, wszędzie gdzie tylko to było możliwe. Łatwo się człowiek przyzwyczaja do dobrego, a teraz, gdy nie jestem aż tak zestresowana zaczynam odczuwać potrzeby swojego ciała. Mam nadzieję, że mi to minie i że to faktycznie hormony, bo jeśli nie... to będę musiała chyba zakupić sobie wibrator. O Chryste! Nigdy nawet nie miałam czegoś takiego w ręku. Moje myśli zdecydowanie się zagalopowały, a ja aż dostałam wypieków. To takie dziwne! Nieprzyzwoite!

Hookowie robią dziś uroczysty obiad. Obchodzą 26 rocznicę ślubu, a ja na śmierć o tym zapomniałam. W pośpiechu podjeżdżamy po prezent i zgodnie wybieramy porcelanową zastawę dla 12 osób, ręcznie malowaną. Składamy się we trójkę i wcale nie wychodzi tak drogo, a w dodatku Brayan tak zbajerował ekspedientkę, że dała nam spory rabat. Dla pani Hook chłopaki kupują kwiaty, a dla pana Hooka dobrą Whisky. Oczywiście spóźnieni ale w końcu docieramy na obiad. Mam okazję poznać większą część rodziny Toma. Nie miałam pojęcia, że Tom ma tyle sióstr i braci ciotecznych. W pierwszej chwili czuję się onieśmielona i przytłoczona, przyszło chyba ze 30 osób. W domu nie ma tyle miejsca więc pani Hook przygotowała wszystko w kawiarni na dole. W niedziel jest zamknięta więc można było ustawić stoliki i wyprawić mini przyjęcie. Mnóstwo pysznego jedzenia, ciast, przekąsek. Hookowie nie powiedzieli nikomu o mojej ciąży, więc nie czuję na sobie dziwnych spojrzeń. Rodzinka jest naprawdę wesoła i wyluzowana. Dwie z pięciu ciotecznych sióstr Toma są w moim wieku i wydają się być bardzo sympatyczne. Jedna właśnie skończyła prawo, druga odbywa staż w dużym wydawnictwie. Obie są singielkami i mają przed sobą przyszłość.... Cholera! A co ja mam powiedzieć? Nie obroniłam dyplomu, uciekłam ze Stanów i jestem w ciąży - ojciec nieznany. Ale to brzmi! Na szczęście przed ogniem pytań ratuje mnie Brayan, a obie kuzynki Toma ślinią się na jego widok i szepczą coś między sobą. On jednak nie jest zainteresowany, co mnie dziwi, bo obie są bardzo atrakcyjne. Urodę mają typowo angielską ale w najlepszym wydaniu: jasna skóra, blond włosy i szarawo-niebieskie oczy. Thomas zabawia towarzystwo sypiąc anegdotami i kawałami jak z rękawa. Widać, że dobrze się czuje w gronie rodzinnym i cieszy mnie jego widok, jest taki wesoły i wyluzowany. Przy pierwszym toaście Tom przechodzi samego siebie, gdy składa rodzicom życzenia. Wszyscy popłakali się ze śmiechu, a nasz prezent bardzo się spodobał. 
-Gorzko, gorzko! - chłopaki krzyczą i gwiżdżą , a wszyscy klaszczemy i się śmiejemy się w głos.
-Daj spokój synku! - mówi trochę zawstydzona pani Hook.
-Żono moja kochana, chodź tu do mnie! -  odpowiada lekko podchmielony pan Hook i całuje ją lekko w usta. To taki miły widok, gdy po tylu latach ludzie są ze sobą tacy szczęśliwi. Mają cudownego syna, kawiarnię która dobrze prosperuje. Czego im więcej potrzeba? Byle zdrowie dopisało i wszystko im się ułoży.

W pewnym momencie podchodzi do mnie brat cioteczny Thomasa, Jakob i wręcza mi szklankę z drinkiem. 
-Proszę… - uśmiecha się szeroko, ukazując szereg małych zębów.
-Nie dziękuję, nie piję - odmawiam grzecznie.
-Daj spokój jednego się nie napijesz? - namawia dalej.
-Nie mogę pić - zaczyna mnie wkurzać. Uczepił się czy co? Od samego początku się na mnie gapi. Jest chyba starszy od Toma, przyszedł sam. Na ratunek na szczęście znowu przychodzi mi Brayan.
-Jak się czujesz, skarbie?  - pyta, a ja robię wielkie oczy. Dopiero po chwili orientuję się o co mu chodzi.
-Dobrze kotku - odpowiadam powstrzymując śmiech. Jakob od razu się wycofuje, bo zrobiło mu się głupio.
-Co za palant! - rzuca Brayan.
-Daj spokój przecież nie wie, że jestem w ciąży.
-Nie o tym mówię. Znam go, chodziliśmy razem do szkoły. Zarywa do wszystkich dziewczyn, nawet do Lily gdy była z Tomem! -  warczy zdenerwowany.
-Więc uznałeś, że udając mojego chłopaka go odstraszysz? - pytam ironicznie.
-Tak skarbie! - odpowiada i posyła mi ten swój uśmiech. Odnoszę czasami wrażenie, że zarezerwował go tylko i wyłącznie dla mnie. 
-Daj buziaka to będziemy bardziej wiarygodni! - dodaje rozbawiony i nachyla się by mnie pocałować.
-Spadaj! Mogę ci zaraz urządzić awanturę jako wkurzona narzeczona, to też będzie wiarygodne! -  odsuwam się i mierzę go wzrokiem ale naszą rozmowę przerywa Tom.
-Co tam gołąbeczki? Widzę, że Jakob już wkroczył do akcji - śmieje się. 
-Taaa… - Brayan przewraca oczami - Musiałem interweniować.
-Gapi się na was! - dodaje cicho i znowu się śmieje, a w tym momencie Brayan obejmuje mnie w pasie i przysuwa do siebie blisko po czym nagle składa delikatny pocałunek ma moich zaciśniętych w jedną linię ustach. Zaskoczona nawet nie reaguje, a Tom robi gniewną minę.
-Jesteś taka słodka! - mówi głośno Brayan i puszcza mi oczko. Wcale mi jednak nie jest do śmiechu, co on wyprawia do cholery? Tomowi też nie spodobało się to co właśnie zrobił Brayan. Żeby nie robić sceny odpycham go delikatnie od siebie i odchodzę bez słowa. Miał tego nie robić! Miał nie przekraczać granic! Nawet w żartach! Ale mnie zdenerwował! Idę do łazienki i zamykam się. Nie wiem dlaczego ale wzbiera mnie na płacz. W tym momencie czuję się taka samotna i jest mi źle. Świadomość tego, że dwójka moich przyjaciół czuje do mnie coś więcej niczego mi nie ułatwia. Staram się o tym nie myśleć, jednak w takich sytuacjach zastanawiam się czy przyjaźń damsko-męska w ogóle jest możliwa? Thomas zakochany we mnie udaje obojętnego, a Brayan za maską podrywacza też coś ukrywa. Wiem, że trochę mu się podobam i wiem też, że chciałby by było między nami coś więcej. Może i ja też bym tego chciała... Gdyby nie fakt, że jestem w ciąży, że kocham kogoś innego... Brayan w jakiś sposób pociąga mnie fizycznie, bo przypomina mi Ericka ale nie mogę mu tego okazywać. Staram się trzymać go na dystans, a on dziś przekroczył pewną granicę. Tom za to w ogóle mnie nie interesuje jako mężczyzna. Jest cudowny, kochany ale to naprawdę tylko przyjaciel. Sytuacja z Barayan nieco mnie przeraża i w tym momencie zaczęłam się zastanawiać czy to był dobry pomysł zapraszać go na Święta do Nowego Jorku? Może wysyłam mu jakieś sygnały, których bardzo bym nie chciała? Nie chcę by odebrał coś inaczej niż powinno być przez niego odebrane. Widzę jak na mnie patrzy, wiem że chciałby być mi bliski w inny sposób niż tylko przyjaciel. Ech to takie trudne. Po dłuższej chwili ocieram mokre oczy i policzki. Cholera! Widać, że płakałam. Wychodzę szybko i chcę iść do siebie na górę, przy samych schodach jednak zatrzymuje mnie Brayan.
-Hej, co jest? Uraziłem cię tym? - łapie mnie za dłoń, ton ma skruszony.
-Jestem zmęczona, pójdę się położyć… -  nie mogę nawet spojrzeć mu w oczy, bo gdy jest taki opiekuńczy jeszcze bardziej przypomina mi Ericka. Serce mi ściska, gdy resztkami silnej woli wyjmuję swoją dłoń z jego dłoni i odwracam się by jak najszybciej zniknąć za drzwiami prowadzącymi z kawiarni do domu. W kuchni natykam się na panią Hook.
-Jak się czujesz, kochanie? - pyta spokojnie, wygląda dziś naprawdę pięknie.
-Zmęczyło mnie towarzystwo, położę się... - wymuszam uśmiech.
-Wszystko w porządku? - ona zawsze wyczuwa mój nastrój.
-Tak pani Hook, naprawdę jestem zmęczona… - patrzy na mnie chwile zatroskana ale odpuszcza. 
-Jak będziesz czegoś potrzebować daj znać… -  dotyka pocieszająco mojego ramienia i wraca do gości. Idę szybko do swojego pokoju i chyba pierwszy raz odkąd w nim mieszkam zamykam się na klucz. Potrzebuję pobyć sama ze swoimi myślami. Nie wiem czy moja reakcja jest przesadzona, a może to hormony? Sama już nie wiem. Biorę do ręki ipoda i zakładam słuchawki. Słuchając Ellie Goulding popłakuję cicho. Kładę dłoń na brzuchu i znowu czuję jak się rusza, to takie niesamowite uczucie. Na razie będzie przypominać to przelewanie się płynów w żołądku ale ja wiem, że to mój syn. Pewnie protestuje i prosi bym więcej nie płakała. On odczuwa teraz to co ja, nie powinnam się denerwować. Oddycham głęboko i staram się nie myśleć o niczym złym, aż w końcu zasypiam.

4 komentarze:

  1. Czuję, że między Meg, a Brayanem coś zajdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. czy dzisia bedzie nastepny rozdział? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. przecudowny rozdział :D oby takich więcej <3

    OdpowiedzUsuń