Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 72

Budzi mnie głośne walenie do drzwi pokoju. Z ucha wypadła mi słuchawka i dopiero teraz to słyszę. Zrywam się i otwieram drzwi. Stoją pod nimi Tom i Brayan.
-Kurwa oszalałaś? - warczy na mnie Brayan i wchodzi do środka bez zaproszenia. Praktycznie odpycha mnie by mógł przejść. 
-Zasnęłam, nie słyszałam jak pukacie -  mówię zimno, Tom patrzy na mnie zmartwiony i mówi:
-Myśleliśmy, że coś się stało, nie zamykaj się więcej. Nigdy tego nie robisz! -  siada na łóżku, bierze do ręki ipoda i wkłada jedną słuchawkę do ucha - Ellie Gouldind -  dodaje i się uśmiecha.
-Ululała mnie… -  podchodzę i siadam obok niego. Brayan jest wkurzony, ciekawe dlaczego? Może Tom z nim rozmawiał o jego zachowaniu?
-Chcesz dalej spać czy wracasz do nas? Zaraz będzie tort.
-Zostanę tutaj, jeśli twoim rodzicom nie sprawi to przykrości … - odpowiadam. Nie chcę tam wracać, takie rodzinne spędy nie są teraz dla mnie i mam nadzieje, że to zrozumieją.
-Spoko, na pewno się nie obrażą! - uśmiecha się i wstaje -  Chodź stary -  rzuca do Brayana, który stoi przy oknie.
-Zaraz do was przyjdę… -  Tom mruży oczy i kręci głową ale wychodzi zamykając za sobą drzwi.
-Uraziłem cie? - odzywa się Brayan - pan nieznający granic.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi… -  siadam po turecku i patrzę na niego. Oparł się jedną ręką o skośny sufit i także mi się przygląda. To jego spojrzenie przeszywa mnie wręcz na wskroś. 
-To były tylko żarty, Meg - wzdycham, bo wiedziałam, że będzie się tak tłumaczył.
-Czyżby? - unoszę z dezaprobatą brew.
-Uważasz, że zrobiłem to specjalnie? - zaczyna krążyć po pokoju i cholernie mnie tym rozprasza. 
-Nie wiem czy specjalnie ale miałeś nie przekraczać pewnych granic - odpowiadam spokojnie, nie chcę się kłócić.
-To był tylko buziak! W dodatku bez języczka! - podnosi ton.
-No tego by jeszcze brakowało! -  przewracam oczami i wstaje - Naprawdę nie chcę o tym gadać, po prostu nie rób tak więcej.
-Jeśli czujesz się urażona to przepraszam… - stwierdza jednak nie wiem czy szczerze.
-Przeprosiny przyjęte… - podchodzę do drzwi i otwieram je -  A teraz wybacz ale naprawdę chcę się położyć - Brayan patrzy na mnie rozczarowany. Chyba myślał ,że rozmowa potrwa dłużej.
-Chcesz bym pomógł ci szukać mieszkania? - zagaduje.
-Zajmiemy się tym jutro, dobrze? Brayan naprawdę jestem zmęczona i chcę iść spać.
-Dobra już dobra! Wychodzę - podnosi dłonie w geście kapitulacji -  Śpij dobrze mała - nachyla się by pocałować mnie w policzek, a ja odruchowo odsuwam się. Patrzy na mnie zaskoczony i dodaje smutno… -  Rozumiem.

Tego wieczora dzwonię do Kim. Rozmawiam z nią chyba godzinę,  a ona opowiada mi o przygotowaniach do ślubu, wesela i chrztu. Okazuje się, że zaprosili całą rodzinę i przylatuje nawet nasza ciocia, siostra mamy aż z Australii. O Chryste! Lubię rodzinne zjazdy ale w tej sytuacji będzie mi trochę dziwnie i nieco niezręcznie. 
-Będziesz na mnie wściekła siostro… -  dodaje niepewnie już na sam koniec rozmowy.
-Co się stało? - pytam spokojnie.
-Bo jak wysyłaliśmy zaproszenia na początku września, to wtedy jeszcze nic nie wiedziałam...
-No mów! – ponaglam ją.
-Erick też jest zaproszony -  odpowiada szybko. Że co słucham?
-Aha… -  dukam, bo nie wiem co powiedzieć.
-Na ślub i na wesele też… - dodaje chyba tylko po to by mnie dobić.
-Może nie przyjdzie? - stwierdzam z nadzieją.
-Do tej pory nie potwierdził przybycia więc jest szansa, że nie – próbuje mnie pocieszyć.
-Przeżyję jakoś -  śmieje się nerwowo, bo tak naprawdę wcale mi się do śmiechu. Jeśli się pojawi to ja chyba spłonę żywcem ze wstydu. A jeśli  na dodatek przyjdzie z kimś? Z jakąś kobieta? Z Moniką? O nie!
-Nie zamartwiaj się tym siostro, będzie dobrze.

Rozmawiamy jeszcze chwilę, a ja  zerkam na zegarek, że jest prawie jedenasta w nocy.  Biorę prysznic i przebieram się do spania. Niestety zaczynam myśleć o Ericku. Wiercę się, przekręcam z boku na bok i nie mogę zasnąć. Taka niepewność czy on się tam pojawi doszczętnie mnie teraz dobije aż do dnia ślubu. Myślałam, że jedyne czym będę się stresować przed uroczystością, będzie to iż jestem świadkową i matką chrzestną w jednym. Teraz tamte troski zeszły na bok, a ja jeśli go zobaczę to chyba ucieknę. Łudzę się, że może jednak się nie pojawi, bo przecież wie że tam będę.

Poniedziałek,  16 Grudnia

Boże ale się nie wyspałam! Zanim zasnęłam było chyba dobrze po drugiej w nocy. Sen też miałam niespokojny i co godzinę budziłam się do łazienki. Jest jedenasta, a ja ledwo widzę na oczy. Schodzę do kuchni ale nikogo nie ma. Tom zapewne jest w kawiarni i pomaga rodzicom. Muszę dziś jechać do banku wypłacić pieniądze, które chcę dać Hookom na rozbudowanie i remont kawiarni. Niechętnie się ogarniam. W żółwim tempie jem śniadanie i ubieram się. Bank jest niedaleko więc pójdę pieszo, bo mój samochód chyba wziął Brayan. Ja i tak nie potrafię jeździć nim tutaj.Zanim wychodzę patrzę na termometr w kuchni za oknem. Ale zimno! Minus 12 stopni. Wzdrygam się na samą myśl, że mam wyjść na taki mróz. Zakładam grube leginsy i długi sweter. Owijam się szalikiem po sam nos. Kozaki sięgają ponad kolana, a kurta do połowy uda więc gdy wychodzę nie jest najgorzej. Idę szybkim krokiem, a droga zajmuje mi niecałe 20 minut. Niestety jest spora kolejka, siadam więc i rozpinam kurtkę, bo w środku jest gorąco. Odruchowo kładę dłoń na brzuchu, bo czuję jak znowu Mały się rusza.
-Proszę teraz pani… -  mówi do mnie nagle młoda kobieta i przepuszcza mnie w kolejce. Zaskoczona wstaję i nie wiem o co chodzi.
-Dziękuję... - odpowiadam i podchodzę do okienka. Dopiero po chwili orientuję się dlaczego mnie przepuściła. Domyśliła się, że jestem w ciąży. To takie miłe z jej strony. Odwracam się i uśmiecham do niej w podzięce.

Pani w okienku szybko mnie obsługuje. Wypłacam pięćdziesiąt tysięcy w funtach, myślę że to odpowiednia kwota by rozbudować i wyremontować kawiarnię.
-Na pani konto wpłynęła kolejna spora kwota, panno Donell - zwraca się do mnie kobieta w okienku.
-Tak?-  noszę zaskoczona brew - Jaka kwota?
-Dwadzieścia tysięcy dolarów, proszę pani - odpowiada. Cholera! Erick wysyła mi pieniądze mimo tego, że nie chce mnie znać? Nic z tego nie rozumiem.
-Wiadomo od kogo?
-Już sprawdzam - uśmiecha się i wklepuje coś w komputer.
-Gary Donell jest nadawcą przelewu. Został zaksięgowany dziś rano.
-Och - oddycham z ulga -  To mój tata - wyjaśniam.
-Może chce pani otworzyć konto oszczędnościowe? Środki mogą tam spokojnie leżeć i procentować bez ryzyka straty - proponuje na koniec i w sumie to nie jest zły pomysł. Zastanowię się nad tym, gdy zobaczę ile zostanie mi po kupnie mieszkania. Odbieram gotówkę i chowam ją w kopercie do torby. Nie powinnam chodzić z taką gotówką no ale teraz już za późno. Wracam szybko do domu i akurat zastaję w kuchni pana Hooka.

-Dzień dobry! -  witam się i przysiadam do niego. Hook właśnie czyta gazetę. Jest koło pierwszej po południu.
-Witaj Meg, myślałem że jeszcze śpisz - uśmiecha się.
-Nie, byłam w banku i mam coś dla pana…-  wyjmuję z torby kopertę i kładę ja na stole. On patrzy zaskoczony i  niepewnie zagląda do środka. Robi wielkie oczy.
-Co to za pieniądze? - pyta poważnie.
-Daje je panu na remont i rozbudowanie kawiarni. Proszę je przyjąć.
-Kochanie, naprawdę nie trzeba -  wzdycha z ulga i łapie mnie za dłoń.
-Ale ja chcę. Nie mogę tak być na państwa utrzymaniu, chcę się w ten sposób odwdzięczyć za wszystko co dla mnie robicie. Nie pracuję, a mieszkam tutaj... Proszę je przyjąć - dodaję błagalnie. 
-Ale my nie oczekujemy od ciebie pieniędzy, Megan. Naprawdę nie mogę ich przyjąć… -  odsuwa kopertę bliżej mnie.
-W takim razie niech to będzie mój wkład w rozwój kawiarni w zamian za niewielki procentowy udział w zyskach... - już dawno obmyśliłam sobie ten plan, bo wiedziałam, że nie zgodzi się ich wziąć od tak.
-Chcesz być udziałowcem? - chyba go tym rozbawiłam, bo Hook zaśmiał się lekko.
-Tak, chce panie Hook ale wszelkie decyzje pozostawiam państwu.
-Nie ustąpisz? - spogląda na mnie ciepło. 
-Nie - uśmiecham się szeroko.
-Dobrze w takim razie niech  będzie. Ale szczegóły twoich udziałów będziemy musieli ustalić z prawnikiem. Ile tu jest? -  pyta biorąc ponownie kopertę do rąk.
-Pięćdziesiąt tysięcy funtów - odpowiadam.
-No to będzie spory procent! - mówi zaskoczony ale nie jest zły. Czuję ogromną ulgę, że się zgodził. 
-Chcę tylko kilka. Proszę się nie martwić… - uspokajam go.
-Komu jak komu ale tobie mógłbym powierzyć i całą kawiarnie. Może kiedyś będziecie ją prowadzić z Thomasem, we dwoje? Jako wspólnicy oczywiście - rzuca rozmarzony. 
-Może… -  mówię żartobliwie i zabieram się za obiad. Taki spacer na zimnym powietrzu dodał mi energii. Wczoraj z imprezy zostało jednak bardzo dużo jedzenia więc w sumie nie mam nic do roboty. Obieram  i gotuje jedynie świeże ziemniaki. 

Wiem, że  Hookowie poszukują nowej kelnerki na moje miejsce, a dziś chyba ma być jedna dziewczyna na próbę. Przed świętami ruch jest duży, a Tom czasami spędza w kawiarni całe dnie. Zanoszę mu więc gorący obiad.
-Jesteś najlepsza! - mówi zajadając się -  Przez cały dzień nie miałem czasu by zjeść coś ciepłego - dodaje.
-A jak ta nowa? - pytam i standardowo podjadam moje ulubione czekoladowe babeczki. 
-Jak na pierwszy dzień nieźle, ale trochę mnie wkurza … - Tom wywraca oczami.
-Dlaczego?
-Jest nieśmiała i patrzy na mnie dziwnie. Nie wiem czy nadaje się na kelnerkę - stwierdza specjalista. 
-Może jej się spodobałeś… -  trącam go w ramie i uśmiecham się żartobliwie.
-Przestań, ona ma 19 lat! Jest za młoda - Tom od razu protestuje. 
-Odezwał się starzec!
-Starszy od ciebie. W styczniu kończę 25 lat! - stwierdza i i drapie się po głowie.
-Ja dopiero co  skończyłam 24... - wzdycham i dodaję wymownie - Jezu ale z nas staruchy!
-No! - Odpowiada.

Siedzę jeszcze chwile w kawiarni ale Tom musi wracać do pracy, bo ta "nowa" właśnie chyba zepsuła jeden z ekspresów do kawy. Wyglądam z zaplecza i faktycznie widzę, że robi do niego maślane oczy. W dodatku jest naprawdę ładna. Niewysoka, bardzo drobna, ma długie naturalnie rude włosy i niebieskie oczy. Nie mam pojęcia czy jest w typie Toma?  W sumie on chyba nie ma określonego typu kobiet. Skoro podobała mu się krągła Lil i podobno zakochany jest we mnie, niskiej, zielonookiej farbowanej blondynce to i ruda, niebieskooka kelnerka też powinna mu się spodobać.  
Muszę się jej bliżej przyjrzeć. Może gdyby jakaś inna dziewczyna okazała nim zainteresowanie, przestałby myśleć o mnie i chociaż z nim byłby spokój? I w tym momencie wpadłam na genialny pomysł, że trzeba go z kimś wyswatać. O tak! To doskonały plan. Zabawię się w swatkę. Przyglądam się im jeszcze chwile i wracam na górę.

Miałam dziś zacząć szukać mieszkania ale chyba mi się nie chce. Brayan się nie odzywa więc odpuszczę sobie szukanie na własną rękę. Takie codzienne spędzanie ze sobą czasu też nie wpływa na nas najlepiej,  bo można wyobrazić sobie za dużo. Tak było w przypadku Toma i tak samo chyba jest z Brayanem. Przyjaźń, przyjaźnią ale on musi mieć swoje życie. Ma sklep, a ostatnio rzadko w nim bywa, bo cały czas poświęca mnie. Naprawdę można sobie wtedy za dużo wyobrazić. To moje wytłumaczenie na wczorajszą sytuację. Nie powinnam też sypiać z nimi w jednym łóżku. Teraz wiem, że to był błąd.

Wieczorem przy kolacji pan Hook porusza temat mojej inwestycji. Skontaktował się z prawnikiem i ma dać znać jak wyliczy jakie warunki mogą mi zaproponować. Remont chcą zacząć jak najszybciej o ile pogoda na to pozwoli. Rozbudowa to wcale nie taka prosta sprawa, jak mogłoby się wydawać. Oboje z panią Hook są bardzo podekscytowani, bo zawsze o tym marzyli. Więcej miejsca to więcej gości, więcej pracowników no i oczywiście więcej pieniędzy. Można poszerzyć ofertę śniadaniową i wprowadzić lunche popołudniowe. Chętnie pomogę im w ustaleniu menu i pokażę kilka fajnych przepisów. 

O kupnie mieszkania jeszcze nic nie wspomniałam. Wiem, że będą rozczarowani i smutni, że chcę się wyprowadzi ale nie mogę zostać im na głowie z malutkim dzieckiem. Muszę stworzyć własny dom, dla nas dwojga. Muszę też zadzwonić do taty i podziękować za pieniądze. On nie ma pojęcia, że mam przecież pieniądze, które dał mi Erick. Myśląc o nim od razu robi mi się smutno, bo tęsknię za nim. Po prostu tęsknię jak cholera. Tęsknie jak kurwa mać i ja pierdolę. Wszystko we mnie za nim tęskni. Nie wiem czego mam się spodziewać jeśli pojawi się na ślubie Kim i Roberta? Prawdopodobnie nawet się ze mną nie przywita. Na pewno mnie znienawidził i nie chce mnie znać. Byłam dla niego najbardziej niewinnym stworzeniem na świecie, a w jednym momencie cały jego światopogląd legł w gruzach. Nie mam do niego żalu, nie mogę mieć. Postąpił tak jak każdy, kto dowiaduje się czegoś takiego. Ja na pewno zareagowałabym tak samo. Na myśl o Ericku i innej kobiecie skręca mnie w żołądku. Miał ich przede mną zapewne setki, a ja chciałam zmienić jego świat... była na to szansa i wiem, że on też tego chciał... Niestety ja wszystko zniszczyłam.

Leżę w swoim pokoju i dalej rozmyślam o Ericku. Dzwoniłam do taty, podziękowałam za pieniądze. Wysłał mi je bym miała za co przylecieć i bym o siebie dbała i niczego sobie nie odmawiała. Na szczęście już się na mnie nie złości i teraz bardzo się cieszy z mojej ciąży. Mama mniej ale tak samo było w przypadku ciąży Kim. Jej zdaniem Kim była za młoda, ja będę samotną matką. Rodzice nie mają z nami łatwego życia. Powiedziałam im też, że przylatuje z Brayanem ale bardzo się ucieszyli, że go poznają. Na szczęście nie widzą nic dziwnego w tym, że moimi najlepszymi przyjaciółmi są mężczyźni. Chociaż ja sama się temu dziwię. Toma bardzo polubili i z Brayanem powinno być podobnie. Właśnie zaczęłam o nim myśleć. Nie odzywał się dziś w ogóle. Chyba nie obraził na mnie za wczoraj? W sumie to ja powinnam być zła ale już nie jestem. Nie potrafię się długo na niego gniewać, stwierdziłam więc, że napiszę mu smsa:

Hej. Masz jutro czas?

Napisałam krótko, może musi być w sklepie albo ma inne plany?  Po chwili jednak odpisał:

Dla Ciebie zawsze :)

Uśmiecham się czytając wiadomość. On już chyba po prostu taki jest i muszę się do tego przyzwyczaić:  

Przyjedź do nas jak się wyśpisz. Dobranoc :)

Nie czekam długo na odpowiedź:

Będę o 10. Dobranoc Mała.


Nie obraził się więc nie mam się co martwić. Tom był tak zmęczony, że poszedł spać od razu po kolacji i pogadaliśmy tylko krótką chwilę. Myślę, że wyjazd który planują na styczeń wszystkim dobrze zrobi. Zrelaksujemy się i odpoczniemy. Naładujemy akumulatory na rok który nas czeka. Dla mnie będzie on przełomowy... zostanę mamą. Uśmiecham się za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Mój syn będzie najbardziej rozpieszczonym dzieckiem na świecie. Będzie miał wszystko i niczego mu nie zabraknie. Zabraknie mu ojca! Gani mnie moje wewnętrzne „ja” ale staram się go nie słuchać. Może kiedyś znajdę kogoś, kto pokocha mnie z całym moim bagażem.Znajdę kogoś kto zaakceptuje mnie taką jaka jestem i kogo ja nie skrzywdzę. Nie chcę już nikogo krzywdzić... NIKOGO! Przecież wielu jest mężczyzn, którzy wychowują nie swoje dziecko i są szczęśliwi. To teraz nic dziwnego. Zasypiam pogrążona w myślach.

5 komentarzy:

  1. Ciekawy rodzial
    Czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  2. czekam z niecierpliwośćą na ślub i konfrontacje z Erickiem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pytanko :D Ile jest rozdziałów przed nami?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję że niedługo następny rozdział. Ksiazka jest świetna . Czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń