Premiera już w lipcu!

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 74

-Zapomniałam ci powiedzieć, że on też jest zaproszony na ślub.
-Żartujesz? - Brayan patrzy na mnie jakbym miała dwie głowy.
-Niestety nie, moja siostra zaprosiła go jeszcze we wrześniu ale nie potwierdził przybycia.
-A jeśli przyjdzie? - pyta troskliwie.
-Trudno, nic na to nie poradzę przecież… -  Brayan przysuwa się i obejmuje mnie delikatnie ramieniem, wie że się tym denerwuje. W milczeniu oglądamy jakiś film. Wieczorem dzwonię do mnie mój tata by upewnić się kiedy przylatujemy. Jest bardzo podekscytowany i szczęśliwy, że mnie zobaczy. Ja też bardzo się cieszę, a w piątek mam wizytę u lekarza by sprawdzić wyniki krwi i mam nadzieję, że teraz będą lepsze. Usypiam w trakcie filmu w ramionach Brayana, nawet nie wiem kiedy.

Budzę się już w łóżku, przebrana w piżamę i przykryta. Obok mnie śpi Brayan jest w samych bokserkach. Odkrył się i mogę podziwiać jego prawie nagie ciało. Ma bardzo apetyczne ramiona. Mam wrażenie, że z dnia na dzień podoba mi się coraz bardziej. Gdy śpi wygląda tak beztrosko i niewinnie, ma lekko rozchylone usta i oddycha cicho. Przyglądam mu się dłuższą chwilę, w pokoju jest ciemno jednak moje oczy już się przyzwyczaiły. Mam ochotę wtulić się w niego i ponownie zasnąć, jednak tego nie robię. Nie mogę! Idę szybko do łazienki i wracam kładąc się po swojej stronie. Dotykam delikatnie jego klatki piersiowej.
-Dobranoc… -  mówię cicho i odkręcam się wtulając głowę w poduszkę.

Sobota,  21 Grudnia

Moje wyniki zdecydowanie się poprawiły, a pani doktor uspokoiła mnie i powiedziała, że nie ma żadnych przeciwskazań do lotu. Wspomniałam także o tym, że w styczniu chcę lecieć na wakacje. Powiedziała, że drugi trymestr to najlepszy czas na podróże i że mam korzystać z życia póki mogę. Kolejną wizytę wyznaczyła mi na na 17 stycznia.  Mój brzuszek jest lekko wypukły i wyglądam jakbym miała spore wzdęcie. Jestem w mieszkaniu Brayana i przymierzam właśnie swoją sukienkę by upewnić się, że nic nie widać. Oglądam się z każdej strony w lustrze.
-Na pewno nikt się nie zorientuje! -  mówi przyglądający się mi Thomas, Brayan pojechał do sklepu załatwić ważne sprawy przed wylotem. Przygładzam sukienkę na brzuchu.
-Cholera widać! - krzywię się do lustra.
-Nic nie widać wariatko! -  Tom wstaje i podchodzi do mnie - Nie opinaj jej tak specjalnie! - zabiera moje ręce i staje jak do tańca - Mogę panią prosić? - uśmiecha się i zaczyna dreptać ze mną po pokoju. Jest taki zabawny i zawsze potrafi poprawić mi humor. Śmieje się w głos, a on obraca mną delikatnie i kontynuuje nasz „taniec”.
-Szkoda, że nie możesz lecieć - .mówię robiąc smutną minkę.
-Ustaliliśmy, że przylecę na sylwestra więc wytrzymacie beze mnie te kilka dni! -  Tom posyła mi swój najsłodszy uśmiech.
-No wiem, wiem. Brayan się chyba stresuje, że ma poznać moją rodzinę - robię kolejny obrót i dygam lekko by zakończyć nasze pląsy- Dziękuję panu za taniec - dodaję.
-Cała przyjemność po mojej stronie - Tom także dyga i dodaje- Brayan mówił, że trochę się denerwuje? Dziwne jak na niego, co?
-No dziwne, dziwne. A jak tam nowa pracownica? - pytam ciekawa.
-Już lepiej sobie radzi - odpowiada zdawkowo i widzę, że zaczyna unikać mojego spojrzenia. 
-Gadacie ze sobą?
-Jak to w pracy… -  znowu miga się od odpowiedzi.
-Oj nie o to pytam!
-Odprowadziłem ją któregoś dnia po pracy na autobus… -  w końcu zaczyna gadać.
-I?
-Miła z niej dziewczyna, choć bardzo skryta… -  dostrzegam błysk w jego oczach.
-Podoba ci się! - piszczę.
-Nie no coś ty.. -  odpowiada mało przekonująco.
-Podoba! Widzę to! - podskakuję radośnie  - Umów się z nią do kina albo co!
-Daj spokój, to tylko koleżanka! - jest mu głupio,  a to znak, że ona naprawdę mu się podoba.
-Ma kogoś? - pytam.
-Nie, chyba nie.
-No to już! Dzwoń do niej i umówcie się na jutro! -  podaje mu telefon, który położył na komodzie.
-Nie denerwuj mnie! Ona jest za młoda! - warczy na mnie słodko.
-Za młoda na kino? - mówię żartobliwie i mrużę oczy.
-Za młoda dla mnie Megan! Skończ już!
-Bo sama zadzwonię, zaproś ją na jutro no! Pójdziemy we czwórkę.
-Na pewno musi pomagać w domu przed świętami! -  próbuje się wymigać.
-Zadzwoń to się dowiesz. To tylko kino, Tom! - wybieram jej numer z listy i podaje mu telefon naciskając zieloną słuchawkę. Robi się czerwony na twarzy, niechętnie ją ode mnie bierze, wstaje i wychodzi z pokoju. Próbuję podsłuchać ale poszedł do łazienki. Zachowuje się jak nastolatek, ale to dobry znak.. Widziałam Alex parę razy w kawiarni i rozmawiałam z nią. Jest naprawdę miła, skromna i śliczna. Państwo Hookowie też ją polubili, a to już o czymś świadczy. Po kilku minutach Tom wraca i próbuje ukryć uśmiech.
-I co? - pytam.
-Jutro o trzeciej po nią podjedziemy.
-No widzisz! - znowu piszczę i podskakuję jak głupia - Dobra, a teraz chcę się przebrać! - wyganiam go z pokoju i zdejmuję sukienkę. Walizki mamy już spakowane, a ja będę nocować u Brayana  do poniedziałku, by przed lotem nie jeździć już do nas. Wylatujemy o 6.40 rano więc musimy wcześnie wstać. Tom nas odwiezie. Dziś urządzamy sobie wieczór by wymienić się prezentami. Dla Toma kupiłam nowy strój na motocykl, wiem, że taki chciał, przyda mu się na nowy sezon. Dla Brayana znalazłam w internecie koszulkę z autografem jego ulubionego piłkarza, licytowałam ją i udało mi się wygrać. Hookom dałam prezenty już wczoraj, dla pani Hook perfumy, a dla pana Hooka komplet płyt z muzyką jazzową, która bardzo lubi. Koło szóstej wraca Brayan i możemy zacząć nasz wieczór. Zrobiłam trochę jedzenia, to taka nasza mini Wigilia. Przy składaniu życzeń oczywiście się popłakałam... ze szczęścia, ze strachu przed tym wszystkim co mnie czeka. Chłopaki też się wzruszyli, co jeszcze bardziej mnie poruszyło.
-Meg! - krzyczy Brayan otwierając swój prezent - O Chryste! - dodaje i widzę jak szczerzy zęby - Gdzie ty ją dorwałaś?!
-Na aukcji. Podoba ci się? - uśmiecham się, bo wiem, że tak.
-No pytanie! Musiała być cholernie droga! - dodaje nieśmiało.
-Tania nie była...  - mówię żartobliwie i widzę jak Tom dobiera się do swojego prezentu. Reaguje podobnie do Brayana, a ja cieszę się że trafiłam z prezentami. Ja dostałam od chłopaków super zestaw noży, zawsze chciałam taki mieć. Przydadzą mi się w nowym domu. Oni wiedzą jak lubię gotować, a dobre noże to podstawa. Junior też dostaje swój pierwszy prezent: śpioszki z logo ich ulubionego klubu piłkarskiego w Londynie.
-Są słodkie, dzięki chłopaki! -  obejmuje ich i całuje po policzkach. Wzruszona i szczęśliwa zbieram porozrywane opakowania i wyrzucam do kosza. Jemy wspólnie kolacje śmiejąc się do rozpuku. Tom nie może zostać, bo obiecał pomóc rodzicom jutro rano w kawiarni. Mamy podjechać pod niego jutro przed kinem. Brayan także się ucieszył, że udało mi się go namówić by zaprosił Alex. Po dziewiątej wraca więc do domu, a my zostajemy sami.

-Mam dla ciebie jeszcze jeden prezent… -  zaskakuje mnie Brayan i przynosi z sypialni ładnie zapakowane płaskie pudełko.
-Czemu nie dałeś mi tego przy Tomie? - pytam ciekawa.
-Bo to osobisty prezent… -  uśmiecha się lekko i patrzy na mnie z wyczekiwaniem. Biorę do ręki, pudełko jest dość lekkie. Co to może być? Rozwiązuje nieśmiało kokardkę i odwijam papier. Odwracam to „coś” i widzę kolaż zdjęć, moich i jego. Są zdjęcia jak śpię, nawet nie miałam pojęcia, że je robił. Jest też kilka z klubu gdy dopiero się poznawaliśmy, większość jest robiona tu w mieszkaniu. Na wszystkich uśmiechamy się do siebie.
-Dziękuję, na pewno powieszę je w domu na honorowym miejsc! -  przysuwam się do niego i całuje w policzek.
-Tata mówił, że możecie podpisać umowę zaraz jak wrócimy -  Brayan zmienia temat.
-Wiem dzwonił do mnie! - uśmiecham się.
-Mogę ci zadać osobiste pytanie? - mówi nagle.
-Wiesz, że tak - odpowiadam automatycznie nie spodziewając się tego co zaraz usłyszę.
-Nie masz ochoty?
-Ochoty na co? - nieświadoma o co mu chodzi dalej wpatruje się w zdjęcia.
-Na seks - prawie upuszczam ramkę z rąk i spoglądam na niego kompletnie zaszokowana.
-A co to za pytanie? - oburzona wstaje z dywanu i stawiam ramkę na szafce.
-Pytanie osobiste -  rzuca krótko.
-A co to ma do rzeczy? - kręcę głową jakbym nie wierzyła w to co właśnie usłyszałam.
-Nie wkurzaj się na mnie, tak pytam. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje potrzeby… -  Brayan także wstaje i podchodzi do mnie na bezpieczną odległość.
-Proponujesz mi przyjacielski seks? - pytam z niedowierzaniem.
-Nie wiem -  odpowiada i robi tą swoją minę. Kurwa czy on oszalał?
-Śpisz dziś na kanapie! - piszczę oburzona. Chyba go pogięło!
-Oj Meg, proszę… -  podchodzi i łapie mnie za dłoń ale ja odsuwam się i wyrywam rękę.
-Oszalałeś?! O co mnie prosisz?! - prawie krzyczę.
-Widzę przecież, że jest między nami to „coś”.
-Nie zaczynaj znowu! – warczę - Jeśli pomyślałeś, że prześpię się z tobą tylko dlatego, że oboje mamy jakieś niby potrzeby to najwidoczniej mnie nie znasz! - patrzę na niego zagniewana, co mu odbiło? Dałam mu jakiś powód by się tak zachował? - Nie chcę tu dziś spać, odwieź mnie do domu proszę! - dodaje i podchodzę do drzwi zakładając w pośpiechu kurtkę i buty.
-Meg zostań! -  pochodzi i łapie mnie w pasie, wzrok ma spanikowany, bo widzi jaka jestem zła i rozgniewana. 
-Nie spodziewałam się tego wiesz? Rozumiem, że mogę ci się podobać ale nie proponuje się czegoś takiego przyjaciółce! Przyznaje... ty też na mnie działasz ale staram się nad tym panować! - mówię o jedno zdanie za dużo. Cholera! Czemu nie potrafię się czasami ugryźć w język? Słysząc te słowa Brayan zastyga na chwile, jakby zastanawiał się czy dobrze usłyszał.
-Działam na ciebie, tak? - pyta, a ja widzę, że próbuje opanować uśmiech.
-Oj daj spokój! Odwieziesz mnie czy mam iść sama? - odwracam wzrok, bo nie mogę na niego patrzeć, gdy robi tą swoją minę.
-Teraz na pewno nie dam ci spokoju, mała. Wiedziałem, że też to czujesz! - przyciąga mnie do siebie, a mnie paraliżuje strach. Boże nie mogę na to pozwolić! Nie chce komplikować sobie życia po raz kolejny. Brayan faktycznie na mnie działa ale ja nie mogę. Zapewne pragnę go w jakiś sposób ale nie! Nie teraz! Nie mogę!
-Proszę nie komplikuj niczego. Nie chce cię stracić przez coś takiego… -  mówię cicho.
-Nie stracisz mnie. Obiecuje… - odpowiada i robi jeden krok do przodu opierając mnie o drzwi wejściowe. Jedną dłonią oplata mnie w pasie, a drugą zatapia we włosach przytrzymując delikatnie moją głowę. Patrzy prosto na mnie, oczy mu płoną -  Nie skrzywdzę cię. Obiecuje! - szepcze i muska nosem moje włosy. Boże co on wyprawia?! Sparaliżowana nie mogę się ruszyć ani nic powiedzieć. Gdy nachyla się i chce mnie pocałować odpycham go tak mocno aż upada na podłogę.
-Nie! Nie mogę, rozumiesz!? - krzyczę i nie oglądając się wybiegam z mieszkania. W pośpiechu zapinam kurtkę, czapka i szalik zostały na komodzie. Zbiegam na dół w rekordowy tempie. Jest zimno i późno, pewnie koło jedenastej. Zatrzymuje się na chwile by złapać powietrza i rozglądam wkoło. Nikogo nie ma. Idę do najbliższego skrzyżowania by złapać jakiś autobus do domu. Samochodem jedzie się 15 minut ale na pieszą nigdy szłam, w nocy to pewnie nie za dobry pomysł. Brayan dosłownie po chwili wybiega za mną z klatki, wołając moje imię. Dobiega do mnie bez kurtki w samych butach.
-Zostaw mnie! - warczę ostrzegawczo.
-Boże oszalałaś? Wracaj do domu! - również krzyczy.
-Nie wrócę tam! Najpierw oblej się kubłem zimnej wody! - wyrywam mu dłoń, którą ponownie próbuje złapać.
-Nie wygłupiaj się! - tarasuje mi drogę.
-Ja się wygłupiam? Czy ciebie już kompletnie popierdoliło, Brayan?! – dobrze, że jest noc i nikogo nie ma. Sąsiedzi mieliby niezłe widowisko.
-Nie pozwolę ci wracać nocnym! - łapie mnie za ramiona.
-To mnie odwieź! - syczę.
-Nie ma mowy! Wracamy! - nagle bierze na ręce i przerzuca sobie przez ramię. Piszczę zaskoczona i próbuje się wyrwać. No cholera! Traktuje mnie jak dziecko. Niesie mnie na samą górę i zamyka drzwi chowając klucz w kieszeni spodni.
-To jest porwanie! - piszczę maksymalnie wkurzona. 
-Uspokój się! Nic ci nie zrobię -  mówi poważnie.
-Nie boje się, że coś mi zrobisz idioto! Co w ciebie wstąpiło?
-Pragnę cię, dobrze o tym wiesz… -  odpowiada prosto z mostu. Och! Nie to chciałam usłyszeć. 
-Świetnie! - wywracam oczami, co ja mam mu niby na to odpowiedzieć?
-Jestem szczery, jak na przyjaciela przystało -  siada na kanapie i krzyżuje ręce na piersi.
-Przyjaciel nie bzyka przyjaciółki! - patrzę na niego, a jemu ten szelmowski uśmieszek nie schodzi z twarzy. Boże! Ale on jest wtedy seksowny, aż ściska mnie tam na dole - Nie patrz tak na mnie! - rzucam ostrzegawczo.
-No jak? - mruczy. Jezu! Co on ze mną wyprawia?
-Tak jakbyś rozbierał mnie wzrokiem!
-Przecież wiem, że też tego pragniesz -  jego pewność siebie mnie dobija.
-I co z tego?! - odpowiadam bez namysłu. 
-Więc jednak! -  stwierdza tryumfalnie.
-Zaraz ci przywalę! Nie łap mnie za słówka! - warczę.
-Mam ochotę złapać cię za co innego!- wstaje i podchodzi bliżej, nadal patrząc na mnie w ten sam sposób.
-Nawet nie próbuj! Będę krzyczeć! - robię krok w tył i wpadam na szafkę z telewizorem.
-Jeśli lubisz być głośno, mnie to nie przeszkadza.. . - łapie mnie w pasie i przyciąga do siebie -  Jeśli tego nie chcesz to powiedz mi to! Prosto w oczy! - dodaje i chwyta moje brodę, a ja milczę. Boże dlaczego ja milczę? Moje ciało całe drży, a mięśnie na dole zaciskają się słodko. Nie jestem w stanie nic powiedzieć - Tak myślałem… - kiwa głową i chwyta mnie za pośladki sadzając na swoich biodrach. Chryste! Od razu przechodzi mnie dreszcz, a my patrzymy sobie prosto w oczy. On z oczekiwaniem, ja z mnóstwem wątpliwości. Brayan zanosi mnie do sypialni i sadza na łóżku kucając przede mną.
-Brayan ja naprawdę nie mogę… -  spuszczam wzrok, a Brayan trzyma mnie za dłonie. Czuję też, że cały drży.
-Nic nie mów, mała… - nachyla się by mnie pocałować, a ja odchylam głowę.
-Proszę… -  mówię błagalnie chodź sama nie wiem czego w tym momencie chcę.
-Ciii... - kładzie palec na moich ustach. Boże, on ma takie miękkie palce - Nie zrobię nic czego także nie pragniesz - dodaje cicho i chwyta mnie za brodę.
-Nie powinniśmy...  - znowu ucisza mnie palcem i popycha delikatnie na łóżko, a sam kładąc się na mnie podpiera się na rękach. Praktycznie czuję, iskry które są między nami. Kompletnie tracę rozum, ten mężczyzna do złudzenia przypomina mi osobę którą kocham. Patrzy na mnie tak jak każda kobieta pragnie by ktoś na nią patrzył. Widzę jak cały płonie, ma przyśpieszony oddech i czuję jego erekcje na udzie. Boże! Wiem, że będę tego żałowała.
-Nigdy nikogo tak nie pragnąłem jak ciebie, Meg… -  mówi i muska nosem moje włosy, zaczyna je całować od ucha, po szyi do drugiego ucha.
-Boże… -  skomle cicho i zamykam oczy. Tak bardzo brakuje mi takiej bliskości. Jego dłoń wędruje po udzie aż bo pośladków, drugą zaś wplata w moje włosy. W pewnym momencie zrównał nasze twarze tak, że patrzymy prosto na siebie.
-Jedno słowo i przestanę… -  mruczy tak seksownie, że cała się rozpływam. Nasze wargi stykają się, są takie miękkie i gorące. Chwyta mnie mocniej za włosy, a ja otwieram usta i  jęcząc pozwalam wedrzeć mu się do środka. Jego język szybko odnajduje mój. Na początku nieśmiało, po chwili coraz szybciej i namiętniej. Ponownie jęczę w jego usta. Czuję jak jego męskość napiera na mnie coraz mocniej, a Brayan leży na mnie prawie całym ciężarem swojego ciała. Mój język zaczyna odwzajemniać pieszczotę. Kompletnie tracę głowę. Chwytam jego twarz i przyciągam jeszcze bliżej siebie.

Czuję to tam... na samym dole. Mam ochotę zacisnąć uda ale nie mogę, bo on leży między nimi, napierając na mnie coraz mocniej. Całuje mnie dalej, namiętnie i mocno. Przygryzam jego dolną wargę, a on jęczy głośno i uśmiecha się lekko. Moje dłonie schodzą na jego klatkę rozpinając suwak bluzy, którą po chwili zrzuca na podłogę, Ściąga też koszulkę. Jego ciało...Takie piękne! Mam ochotę scałować każdy jego centymetr. Podsuwając mnie do góry na poduszki praktycznie zrywa ze mnie tunikę, a ja zostaję w bieliźnie i leginsach. Od razu zaczyna całować mnie po dekolcie, odchylam głowę do tyłu i jęczę głośno.
-Jesteś taka piękna - mówi i rozpina mi stanik uwalniając piersi. Są tak wrażliwe, że jeden jego dotyk, a ja znowu jęczę i wiję się pod nim jak szalona. Chwyta je delikatnie i zaczyna całować, ssać i gryźć. Jego dłonie chwytają mnie za pośladki i ściskają je mocno, a on biodrami napiera na mnie coraz mocniej. Czuję jaki jest napalony i gotowy. Zsuwa moje leginsy i całuje od stóp aż do ud, każdą nogę po kolei. Mam wrażenie, że zaraz wybuchnę więc siadam i w pośpiechu pozbywamy się jego spodni. Oboje jesteśmy prawie nadzy, a ja przyciągam go do siebie i praktycznie czuje jego męskość w środku. Ociera się majtkami o moje figi. Ponownie zaczynamy się całować, namiętnie, mocno. Zduszam kolejne jęki w jego ustach. Brayan zrywa moje majtki rozdzierając cienki koronkowy bok i zaczyna muskać palcami okolice mojej kobiecości. Wyginam plecy w łuk i wpycham piersi w jego usta. Pieści je chwile i czuję jak zsuwa swoje bokserki skopując je za łóżko. Sekundę później ociera nabrzmiałą główką o moje mokre płatki. Zaciskam się od  środka, słodko kurcząc i pragnę poczuć to spełnienie. Otwieram oczy i widzę jak się uśmiecha patrząc na mnie z uwielbieniem. Nakierowuje członka w sam środek, a ja nagle zamieram. Boże nie! Nie mogę tego zrobić. Momentalnie trzeźwieje. Nie chcę powtórki z rozrywki. Nie chcę! W ostatnim momencie cofam biodra i spinam się próbując go od siebie odepchnąć.
-Nie! Błagam nie! - zaczynam się szarpać, a do oczu napływają mi łzy. Brayan także zamiera, bo nie wie co się dzieje. Puszcza mnie, a ja uciekam spod niego kuląc się  i zakrywając kołdrą. Nie mogę opanować łez.
-Boże co się stało? Nie płacz, proszę! - mówi spanikowany i nasuwa bokserki. Podchodzi do mnie i owiniętą w kołdrę sadza sobie na kolanach.
-Nie mogę tego zrobić! Nie chce! - łapię szybko powietrze nie mogąc opanować płaczu. Jestem na granicy jakiegoś dziwnego ataku paniki. Próbuję to opanować. 
-Ciiii... - przykłada moja głowę do swojej klatki i mocno przytula, a mi jest mi tak cholernie wstyd -  Nie płacz już. Spokojnie! Nic się nie stało -  uspokaja mnie. Nie wiem ile czasu mija aż w końcu opanowuję łzy. Chyba nigdy nie czułam się taka zażenowana jak teraz. Brayan oddycha głęboko i wiem, że czuje się rozczarowany.
-To za wcześnie, nie mogę, nie potrafię… - powtarzam te słowa mnóstwo razy. Kręcę głową i próbuję rozsądnie myśleć. 
-Przepraszam! Boże, przepraszam cię! - mówi nagle i widzę jak wyraz twarzy mu się zmienia -  Ale ze mnie skurwiel! Kurwa mać! - dodaje, przytula mnie po tych słowach jeszcze mocniej i zaczyna płakać - Nie chciałem cię skrzywdzić! Myślałem, że też tego chcesz! Kurwa Meg, wybacz mi błagam! - zaskakuje mnie jego reakcja. Brayan trzyma mnie kurczowo i wyciera łzy w kołdrę, którą się owinęłam. Siedzimy tak w tym uścisku i nic więcej nie mówimy. Ja w tym momencie czuję się bezpiecznie. Wiem, że Brayanowi jest bardzo głupio i źle... ja zresztą też czuję się fatalnie. Nie powinniśmy byli dopuścić do tej sytuacji. Nie mamy prawa być razem. Ja nie mam prawa go skrzywdzić i dawać mu złudnych nadziei. Zmęczona przysypiam w jego ramionach, a on kładzie mnie delikatnie i wtula się we mnie mocno. Nie wiem czy on zasypia ale ja odlatuję bardzo szybko. Jestem zażenowana i mam poczucie ogromnej winy. Dlaczego ja na to pozwoliłam?


1 komentarz:

  1. No już myślałam, że znów to zrobi, ale się opamiętała. Ale rozdział świetny, czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń