Premiera już w lipcu!

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 75

Niedziela,  22 Grudnia

Budzę się z takim kacem moralnym jak chyba nigdy wcześniej. To co czułam po tym co stało się między mną, a Filipem, to było zupełnie co innego. Leżę owinięta w kołdrę, nadal nago jednak Brayan przy mnie nie ma. Nie mam pojęcia czy spał ze mną czy na kanapie? Jestem jedynie pewna, że tej nocy nic więcej się nie wydarzyło. 

Jak mogłam do tego dopuścić? Co zrobiłam źle, że tak odebrał moje intencje? Starałam się go nie prowokować, nie kusić. Co mu wczoraj odbiło? Skąd wie, że mam do niego słabość? Jak ja mu teraz spojrzę w oczy? Mamy dziś iść do kina z Tomem i Alex, a ja kompletnie nie mam na to ochoty. Jezu ale się znowu porobiło! Patrząc na moje ubrania porozrzucane po pokoju mam ochotę zapaść się pod ziemię. Wyglądam nieśmiało z sypialni, jednak Brayana w ogóle nie ma w mieszkaniu. Widzę tylko, że telefon zostawił na stole. Chyba nie uciekł? Zerkam na zegarek, jest po dziewiątej rano. Nie wiem co ze sobą począć więc idę pod prysznic. Gorąca woda pozwala mi się choć na chwilę odprężyć. Gdy wychodzę z łazienki Brayana nadal nie ma. Owijam się ręcznikiem i idę do sypialni by ubrać się w coś co nie przypomina mi wczorajszego wieczoru. Zbieram ubrania z podłogi i wrzucam je na same dno szafy. Wkładając na tyłek spodnie jeansowe, słyszę dźwięk przekręcanego klucza w zamku drzwi. Oblewa mnie fala gorąca, a zaraz potem zimna, bo wiem, że to Brayan. Wchodzi powoli, rzuca kluczę na komodę w korytarzu i słyszę jak idzie w kierunku sypialni. Gorączkowo zarzucam na siebie jego koszulkę, która leży na podłodze.To nie jest najlepszy moment by zobaczył mnie półnagą. Wchodzi do sypialni pewnym krokiem. W końcu jest u siebie. Jest w dresie, ma całą mokrą koszulkę i rozpiętą bluzę. Chyba biegał, bo przez szyje przewieszony ma biały nieduży ręcznik.
-Dzień dobry -  wita się szybko i nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Cześć.. -  bąkam wbijając wzrok w dłonie.
-Zjesz coś? - spoglądam na niego i naprawdę nie rozumiem. On będzie się teraz zachowywał jak gdyby nigdy nic?
-Zaraz zrobię śniadanie… -  przechodzę obok niego na bezdechu i idę do kuchni.
-Kupiłem świeże pieczywo i sok pomarańczowy. Wiem, że lubisz, a się skończył… -  rusza za mną i podchodzi do stołu pokazując na zakupy. 
-Dzięki. Gdzie byłeś? - zagaduję próbując zachowywać się normalnie. 
-Biegałem, przy okazji byłem w sklepie. Idę pod prysznic. Zjedz coś, bo nie wyglądasz dziś najlepiej…-  odpowiada beznamiętnie. Cholera! Naprawdę będzie się tak zachowywał? Gdy znika w łazience przeglądam się w lustrze. No faktycznie... nie jest dobrze. Jestem blada i mam podkrążone oczy. Widać, że wczoraj płakałam. Tom od razu się zorientuje, że coś jest nie tak. Przecież nie mogę z nim o tym porozmawiać i opowiedzieć co się wczoraj wydarzyło bo, wkurzyłby się na nas za to. Zaglądam do lodówki i wyjmuję mleko, a z szafki musli. Nalewam sobie mimo, że nie jestem głodna. Grzebie łyżką w misce pogrążona w myślach o wczorajszym wieczorze. 
-Jedz! - słyszę podniesiony ton Brayana. Stoi w drzwiach łazienki w samym rączniku na biodrach, a ja nie mogę oderwać od niego wzroku. Puls mi przyśpiesza.
-Nie jestem głodna… -  odpowiadam cicho próbując nie wgapiać się w jego piękne ciało. W świetle dziennym wygląda jeszcze lepiej. Widać każdy zarys mięśnia, a ja nie rozumiem dlaczego tak na niego reaguję. 
-Nie zmuszaj mnie bym cię nakarmił siłą... Musisz jeść Megan, dobrze wiesz dlaczego. Przechodzi do sypialni by się ubrać. Chyba specjalnie nie zamyka drzwi i właśnie widzę jak ściąga z bioder ręcznik i chodzi po pokoju. Nie mogę się opanować by nie patrzeć. Kurwa mać,  co się ze mną dzieje? To chyba te pieprzone hormony! Nagle nasuwa na tyłek bokserki  i doskonale widzi, że się gapię. Od razu odwracam głowę i wyglądam za okno. Chce mi się śmiać... co za kuriozalna sytuacja.
-Dzwoniłem do Toma i mamy być po niego o drugiej - zwraca się do mnie znowu tym beznamiętnym tonem. Ok! Skoro tak chcesz to załatwić też będę udawała, że nic się nie stało.
-Na jaki film idziemy? - pytam.
-Wybierzemy coś na miejscu. Zjedź coś proszę... -  siada naprzeciwko mnie i otwiera sobie red bulla.
-A ty jadłeś? - nabieram płatki na łyżkę i zaczynam powoli jeść. Muszę wmusić w siebie chociaż trochę, bo jeszcze mnie zemdli albo zacznę się gorzej czuć. 
-Zaraz sobie coś przygotuję.
-Mogę zrobić ci kanapki... -  uśmiecham się delikatnie ale jego mina nadal jest niewzruszona.
-Poradzę sobie. Dzięki.

Brayan chyba się obraził. Albo co? Może czuje się urażony, że mu odmówiłam? Sama już nie wiem. Ile czasu dam rady wytrzymać takie zachowanie? To trochę niepoważne, bo powinniśmy to wyjaśnić ale ja nie mam odwagi zacząć, a on udaje, że nic się nie stało. 
Do południa prawie się nie odzywamy. Znikam na dłużej w łazience próbując zatuszować makijażem podkrążone oczy. Ubieram się w coś wygodnego ale odpowiedniego do kina, ciemne jeansy, czarna koszula i kremowy żakiet. Włosy związałam już wcześniej w kucyk. Kilka minut przed wyjściem jestem gotowa. Brayan także założył jeansy, a do tego koszulkę i sweterek w paski.
-Od razu lepiej… -  Brayan rzuca dziwną uwagę, gdy wychodzę z łazienki. Chyba chodzi mu o to, że się pomalowałam ale nie mam pewności. Uśmiecham się niechętnie i zakładam buty - Musimy wcześniej wrócić jeśli chcemy wstać i zdążyć na lotnisko -  dodaje.
-Wiem, Brayan - Zerkam na niego - Pobrudziłeś się pastą...o tutaj... - mówię i odruchowo chcę zmazać palcem resztki pasty z jego brody. Zatrzymuję jednak rękę w połowie drogi...widzę, że on próbuje się nie uśmiechnąć. Wiem, że myśli o tym samym co ja. Cholera no! Powinniśmy o tym porozmawiać? Czy zostawić to tak jak jest? Brayan zerka w lustro i sam wyciera pastę do zębów ze swojej brody, a następnie wychodzimy. Nawet nie obejmuje mnie ramieniem, tak jak to zawsze gdy gdziekolwiek idziemy. Dlaczego to musiało się wydarzyć zaraz przed naszym wyjazdem? Jak ja mam teraz się wyluzować? Będzie cholernie niezręcznie na święta, a potem jeszcze ślub, wesele, chrzciny. W samochodzie również milczymy, podgłaszam muzykę by nie czuć się tak nieswojo. Chyba oszaleję jeśli będziemy tak milczeć i sobie tego nie wyjaśnimy. 

Tom czeka już na nas przed domem. Wsiada zadowolony do tyłu witając się z nami.
-Cześć gołąbeczki! -  jest w wyśmienitym nastroju.
-Cześć Tom! - wymuszam uśmiech i odwracam się by pocałować go w policzek.
-Ślicznie wyglądasz Meg. Chyba dobrze spałaś! -  stwierdza, a ja próbuję nie wyglądać na zdenerwowaną
-Ta bardzo dobrze spałam, Tom. Jak nigdy… -  odpowiadam sarkastycznie. Na szczęście Tom się nie zorientował, a Brayan ma niewzruszoną minę. Zerkam na niego z dyskretnie ale on patrzy na drogę udając skupionego. Zaczyna mnie denerwować!
-Gdzie ona dokładnie mieszka? - pyta. Tom tłumaczy mu drogę jak dojechać do Alex i zaczynają rozmawiać o jakiś głupotach. Ja się nie odzywam. Słucham radia i staram się nie myśleć o wczoraj. Chwilę przed trzecią podjeżdżamy pod blok w którym mieszka Alex. Wynajmuje mieszkanie z koleżankami ze studiów ale nawet nie wiem co dokładnie studiuje. Tom wyskakuje z samochodu jak oparzony i idzie zadzwonić domofonem, że już jesteśmy. Widać, że jest podekscytowany. Miałam nosa, że ona mu się podoba. Jest miła i skromna, idealna dla niego. Mimo tego iż jest młoda ma poukładane w głowie, sama się utrzymuje i jest rozsądna. Trochę przypomina mi mnie... tyle, że ja wywróciłam swoje życie do góry nogami przez jeden błąd. Byle ona była mądrzejsza.
-Brayan...  - zagaduję cicho.
-Tak? - odpowiada łagodnie.
-Jesteś na mnie zły... No wiesz za wczoraj? - odważam się zapytać. Od razu oblewam się rumieńcem na samą myśl tego co się wydarzyło. 
-Nie Meg, nie jestem zły na ciebie. Jestem zły na siebie - spogląda na mnie przepraszająco - To nie najlepszy moment na tą rozmowę, pogadamy wieczorem... - łapie mnie za rękę i pociera delikatnie moje knykcie.
-Ok… -  uśmiecham się lekko, bo od razu lżej mi  na duszy. Widzę jak Alex właśnie wyszła ze swojej klatki i wita się z Tomem. Chyba oboje są skrępowani, bo tylko podają sobie dłonie jak dzieci w przedszkolu.  Śmiejemy się z Brayanem na te widok.
-Ale się dla niego wystroiła! - rzuca żartobliwie ale faktycznie ma rację. Wygląda bardzo ładnie. Włosy ma rozpuszczone, delikatnie się umalowała. Ma na sobie czarną spódniczkę oraz białą koszulę w czarne groszki z modnym ostatnio kołnierzykiem. Wysiadamy z samochodu by się przywitać.
-Cześć Alex! - uśmiecham się i podchodzę by pocałować ją w policzek.
-Cześć Meg!
-To jest Brayan, mój przyjaciel… -  przedstawia ich sobie Thomas i widać, że Alex od razu czuje się onieśmielona obecnością Brayana. Podaje mu dłoń i ściska delikatnie.
-Witaj Alexandro… -  mruczy Brayan, a ja  trącam go by się nad nią zlitował. Ten dureń uśmiecha się, bo doskonale wie o co mi chodzi. Tom także gani go wzrokiem.
-Wsiadajmy, bo zimno! -  rzuca  szybko Tom. Otwiera drzwi i pomaga Alex wsiąść do auta. Zerka na mnie i uśmiecha się szeroko. Cholera ale go wzięło! Gdy ruszamy odwracam się do nich i rozmawiam z Alex by ją trochę odstresować.
-Zapnij pas! - warczy na mnie Brayan i chyba specjalnie mocno hamuje, a ja zatrzymuje się ręką na desce rozdzielczej. Patrzę na niego wściekle. 
-Palant! - burczę wkurzona. O co mu chodzi? Ma humory zmienne bardziej niż ja. Przed chwilą był taki miły, a teraz zmiana o 180 stopni. Nie nadążam za nim. 

Dojeżdżając do centrum handlowego wszyscy jesteśmy w dobrych humorach. Alex rozluźniła się nieco, a  Tom patrzy na nią jak zaczarowany. Parkujemy i wjeżdżamy schodami na piętro galerii handlowej. Zatrzymuję na chwile Toma.
-Jest śliczna! - uśmiecham się i obejmuje go delikatnie.
-Prawda? - odwzajemnia uśmiech – Dzięki, że mnie namówiłaś - dodaje zadowolony. Jedziemy we czwórkę na samą górę gdzie mieści się kino. Jest niedziela więc tłumy ludzi odwiedzają takie miejsca. Na ostatnią chwilę przed Wigilią robią zakupy ale na szczęście do kina nie ma dużej kolejki. Po burzliwej dyskusji wybieramy film, a Brayan specjalnie chyba negował każdą moją propozycję. Chłopaki kupują nam popcorn i coś do picia.
-Meg chcesz coś jeszcze? - pyta Pan Zmienny i Humorzasty. 
-Nie dzięki. To wystarczy - uśmiecham się trzymając w ręku wielki kubeł kukurydzy. 
-Na śniadanie prawie nic nie zjadłaś, może kupie ci kanapkę?
-Jak chcesz… -  wywracam oczami. Ten człowiek irytuje mnie jak nikt na świecie... ale gdy patrzę na jego boski profil. Och... aż mnie ściska w żołądku. Zauważa, że się gapie i posyła mi pytające spojrzenie. Kręcę głową, że o nic mi nie chodzi ale on doskonale wie, że jest zupełnie odwrotnie. Chodzi mi... o coś... ale nie wiem jeszcze o co. 

Zajmujemy swoje miejsca. Bez ustaleń siadamy z Brayanem koło siebie, a Alex koło Toma. 
-Proszę… -  mówi Brayan podając mi kanapkę z kurczakiem. Biorę ją od niego i wymuszam uśmiech. Naprawdę za nim nie nadążam.  Jeśli tak dalej pójdzie to wyjazd na święta nie będzie za bardzo udany. Nie chcę się stresować dodatkowo tym, że oboje mamy problemy z własną obecnością i tym jak na siebie działamy. To już pewne... Ciągnie nas do siebie, a zupełnie nie powinno. Nie teraz...

Na filmie staram się wyluzować i o niczym nie myśleć. To komedia, podobno dobra więc właśnie na to liczę. Przez cały film widzę jednak jak Barayan zerka na mnie dosłownie co chwilę. Dostrzegam także jak Tom nieśmiało gładzi Alex po dłoni i uśmiecham się... ależ oni są słodcy. Oczywiście w połowie seansu muszę iść do łazienki więc przeciskam się przez Brayana, który ma najwidoczniej z tego niezły ubaw gdyż  noga utknęła mi między naszym siedzeniem i zawisłam nam nim jak idiotka.
-Może byś mi pomógł! - mówię karcąco, a on się śmieje. Nic nie mówi tylko pomaga wyjąć mi nogę i zapewne przypadkowo dotyka mojej pupy i bioder. Nie komentuję tego, bo nie chcę się kłócić. Może on mnie sprawdza? Sama już nie wiem. 

Myjąc dłonie  spoglądam w lustro. Oczy i włosy mi błyszczą, skóra ma ładny kolor, a z porannego straszącego wyglądu ani śladu. Odruchowo gładzę się po brzuchu, bo wiem, że to zasługa ciąży. Wracam jednak szybko na salę, bo film jest całkiem niezły. Tym razem Brayan wstaje i puszcza mnie bez przepychania i obmacywania. Rozpakowuję kanapkę i zjadam ją ze smakiem. Widzę na sobie to jego spojrzenie mówiące "wiedziałem, że zgłodniejesz ciężarówko". Koło szóstej wychodzimy z kina. Musimy jutro wstać bardzo wcześnie więc nie mamy za bardzo czasu na jakieś inne rozrywki. Tom i Alex chcą jeszcze zostać więc żegnamy się z nimi. Wrócą autobusem. Składam Alex życzenia,  a z Tomem zobaczymy się rano. Wracamy z Brayanem na poziom parkingu.
-Pasują do siebie! -  idę uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Ta… -  mamrocze Brayan.
-To idealna dziewczyna dla niego. Widziałeś jak na nią patrzył?
-Widziałem. Nie jest w moim typie ale Tom ma mniejsze wymagania ode mnie... - widzę ten jego złośliwy uśmiech.
-Ale z ciebie dupek! - odpycham go od siebie lekko ale sama zaczynam się śmiać. 
-Nie lubię takich małolatek, są mało doświadczone i najczęściej mają pstro w głowie.
-Odezwał się ten, który wybiera odpowiednie, inteligentne, elokwentne i doświadczone towarzyszki... tancerki z klubu... - przewracam oczami.
-To co innego. Tamte były tylko na jeden raz, Meg. Jak mam się z kimś spotykać na stałe jest inaczej… - mam wrażenie, że próbuje się przede mną tłumaczyć. 
-Kiedy ty się z kimś spotykałeś na stałe? - unoszę zaskoczona brew. 
-No fakt! Chyba nigdy! - śmieje się w głos - Nie licząc Poli, ale to było jeszcze co innego.
-Wiesz w ogóle z iloma kobietami spałeś? - pytam ciekawa, bo ta liczba pewnie nawet nie mieści mi się w głowie. 
-Wiem ile mi odmówiło…  - spogląda na mnie wymownie, a ja od razu oblewam się rumieńcem. Więc o to mu chodzi!? Że odmówiłam?! 
-No niby ile? - pytam złośliwie.
-A taka jedna, nie ma o czym gadać...  - nagle obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. 
-Jedna mądra! - nie mogę ukryć uśmiechu i również go obejmuje.  Idziemy tak razem do samochodu i wracamy do domu. Jest już po siódmej i wiem, że muszę się wcześniej położyć. Brayan znosi nasze walizki do samochodu by rano o niczym nie zapomnieć. Dzwonię do taty by potwierdzić nasz przylot. Wszyscy nie mogą się doczekać i ja również. Ogromnie się za nimi stęskniłam. Erick do tej pory nie dał znać czy będzie na ślubie więc trochę się uspokajam, liczę, że go jednak nie zobaczę. Nie wiem jak bym zareagowała, a wiem, że na pewno nie byłoby to przyjemne spotkanie.

-Co ty spakowałaś, że masz taką ciężką walizkę? - pyta Brayan wracając z samochodu.
-Mam tam prezenty i ubrania, trochę butów i kosmetyków. Nie przesadzaj!
-Jest dwa razy cięższa od mojej! - przewraca oczami.
-Tak bywa! - uśmiecham się złośliwie. Naprawdę wzięłam tylko niezbędne rzeczy, a muszę mieć kilka strojów, sukienka na ślub i wesele, kostium na chrzest no i święta. Faceci nigdy tego nie zrozumieją.

Gdy Brayan zaczyna robić sobie kolację uświadamiam sobie, że zjadłam dziś tak naprawdę tylko kanapkę. Pomagam mu i zmuszam się do zjedzenia, bo muszę o siebie dbać. Wypijam sok ze świeżo wyciskanych owoców i zjadam łososia na parze w warzywami.
-Na którą nastawiasz budzik? - Ppytam Brayana zmywając naczynia. 
-Liczyłem na to, że ty mnie obudzisz - spogląda na mnie przerzucając pilotem kanały w telewizorze. 
-Musimy być co najmniej godzinę przed odlotem na lotnisku, czyli o 5.40.
-Sprawdziłem i będziemy tam jechać spod bloku około 40 minut.
-Dobra, nastawiam na trzecią żebyśmy nie zaspali.
Chociaż nie wiem czy coś jest w stanie obudzić mnie o tak wczesnej porze? Biorę do ręki komórkę i nastawiam - Ty lepiej też nastaw - dodaję dla pewności. 
Najgorsze jest to, że powinnam już spać, a w ogóle mi się nie chce. Koło dziewiątej zmuszam się i kładę. Wypijam przed tym ciepłe kakao. Brayan robi podobnie jak ja. Wchodzi do sypialni w koszulce i spodniach od piżamy. A to ci nowość! Mieliśmy dziś porozmawiać jednak teraz nie jest najlepszy moment, bo gdybyśmy zaczęli tą rozmowę na pewno nie usnęłabym do rana.
-Dobranoc, mała -  mówi leżąc do mnie plecami.
-Dobranoc… odpowiadam i wtulam głowę w poduszkę, ku mojemu zaskoczeniu udaje mi się zasnąć dosłownie po chwili. 



Poniedziałek,  23 Grudnia

Standardowo zaspaliśmy.  Za 15 minut będzie po nas Thomas, a ja biegam jeszcze w piżamie.
-Masz paszport, dowód i to wszystko?! - pytam spanikowana. 
-Tak mam, Meg. Spokojnie zdążymy - śmieje się i wcina śniadanie. Jak on teraz może tak spokojnie jeść? Zakładam dres, musi mi być wygodnie skoro będziemy lecieć 12 godzin. Biorę kartę ciąży i wszystkie potrzebne dokumenty. Sprawdzam to ze sto razy. Słyszę domofon, to znak, że Tom już po nas idzie. Ciekawe jak się wczoraj udała dalsza część ich wspólnego wieczoru?
-Cześć! - woła od progu. Jest totalnie  zaspany ale w dobrym humorze.
-Cześć stary! - wita go Brayan.
-A jej co? - patrzy rozbawiony widząc jak biegam i sprawdzam czy wszystko zabraliśmy.
-No wiesz, kobiety...  - odpowiada Brayan i zaczynają się oboje śmiać -  Lepiej mów jak się wczoraj wieczór zakończył. Było coś?
-Weź się uspokój! Ona ma dopiero 19 lat! - unosi się Tom.
-Nawet jej nie pocałowałeś? - krzywi się Brayan, a Tom gani go wzrokiem.
-Alex to porządna dziewczyna! - wtrącam zakładając buty -  Możemy jechać -  dodaję by ich pośpieszyć. Schodząc pytam cicho Toma, jak było. Widać po nim, że coś zaiskrzyło ale nie chciał zdradzać za dużo. Dobrze, że nie jest taki jak Brayan... ten od razu zaciągnąłby dziewczynę do łóżka. Tom jest inny. Dlatego też uważam, że pasują do siebie. Byle on tego nie spieprzył za radami swojego przyjaciela. Całą drogę na lotnisko myślę czy na pewno wszystko zabraliśmy? Denerwuję się lotem, jak zawsze zresztą. Tom przyjechał do nas swoim samochodem ale odwozi nas moim volvo. Będzie z niego korzystał, gdy nas nie będzie. Gdy docieramy na miejsce jestem półprzytomna. Prawie zasnęłam po drodze. 

-Zadzwońcie jak tylko wylądujecie! -  widzę łzy w oczach Toma, gdy stoimy przed korytarzem do odprawy.
-Oj Tom! - rzucam się na niego i ściskam mocno - Wszystkiego najlepszego! Następne święta na pewno spędzimy razem! - uśmiecham się próbując pohamować cisnące się pod powieki łzy.
-W powiększonym gronie! -  dodaje i kładzie dłoń na moim brzuchu - Złóż rodzicom życzenia, no i Kim i Robertowi! 
-Przekażę na pewno! -  całuje go w policzek,
-Dobra już koniec tych czułości! - interweniuje Brayan - Przecież przyleci na Sylwestra!
-No wiem! - wzdycham i zaczynam płakać, chociaż nie mam pojęcia dlaczego?
-Nie płacz, mała! - pociesza mnie Brayan i odciąga od Toma - Zadzwonimy na miejscu. Trzymaj się stary! - ściskają się przyjacielsko na pożegnanie. 
-Przyjemnego lotu! -  Tom przytula mnie jeszcze raz i ociera łzy z policzka. Macham mu, gdy idziemy w kierunku tunelu...biznes klasa ma swoje zalety. Szybka odprawa, bagażem zajęli się jacyś mężczyźni. Stewardessa prowadzi nas na nasze miejsca. Wow! Ale luksus. Odzwyczaiłam się od tego i nie powiem żeby mi tego jakoś bardzo brakowało ale Brayan jest zachwycony. Głównie piękną stewardessą, która nas obsługuje. Leci bardzo dużo ludzi, a w naszej klasie są sami biznesmeni. Tylko ja jak zwykle w dresie ale mam to gdzieś. Musi mi być wygodnie. Rozsiadam się i zapinam pas. Brayan prosi by stewardessa pokazała jak to zrobić skoro jestem w ciąży, a ta Instruuje mnie i odchodzi.
-Mówiłam już że nienawidzę latać? - odwracam głowę w stronę Brayana, on siedzi niewzruszony.
-Jakieś milion razy! -  uśmiecha się i łapie mnie za dłoń. - Statystycznie wypadki z udziałem samolotów to jakiś nieduży procent! - chyba chce mnie pocieszyć ale ja na sam dźwięk słowa „wypadek” robię wielkie oczy i spinam się bardziej. 
-Jasne. Tyle, że jak spada samolot to nikt nie ma szans! - ściskam mocniej jego dłoń, gdy samolot zaczyna kołować.
-No to lecimy! - mówi podekscytowany, a mi żołądek podchodzi do gardła. Zamykam oczy i  po chwili jesteśmy już w powietrzu. Kapitan wita nas przez głośniki i życzy przyjemnego lotu. W Nowym Jorku będziemy koło szóstej wieczorem czasu lokalnego. Zakładam słuchawki i pogrążam się w śnie, słuchając Adele. Brayan ogląda chyba jakiś film. Budzę się po dobrych trzech godzinach. Pod nami ocean... ale widać jedynie warstwę pięknych chmur. Wyglądam za okno i podziwiam widoki. 
Brayan nadal coś ogląda. Zdejmuje jednak słuchawki widząc, że się przebudziłam.
-Jak się czujesz? - pyta z troską.
-Dobrze, musiałam trochę odespać -  uśmiecham się i wstaje by iść po coś do jedzenia. Rano nie byłam w stanie nic zjeść i teraz strasznie mnie ssie. Stewardessa mówi, że zaraz mnie obsłuży. No tak... zapomniałam, że to biznes klasa.

2 komentarze:

  1. kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślub coraz bliżej... czekam na wejście Ericka! :D

    OdpowiedzUsuń