Premiera już w lipcu!

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 78

-Gdzie twoja towarzyszka?-  rozpaczliwie próbuję zmienić temat ale to zła droga. Na  myśl o kobiecie z którą tu przyszedł czuję kłucie w żołądku. Jestem zazdrosna? Przecież nie powinnam, nie mam prawda.
-Chcę zatańczyć z tobą. Pozwolisz? - zbywa mnie i wstaje podając mi dłoń. Jak zawsze władczy i pewny siebie. Podaje mu ją i wstaję powoli, bo nogi mam jak z waty. Widzę, że Brayan nam się przygląda razem z moją mamą. Minę ma niewyraźną ale mama chyba go uspokaja. Erick puszcza mnie przodem i znajduje dla nas lukę na parkiecie. Zespół zaczyna grać „I`ve got you under me skin” także z repertuaru Sinatry. Obejmuje mnie w tali, a ja od razu się spinam, Erick jednak chwyta moją dłoń i zaczyna prowadzić. Czuję się tak zdenerwowana, że nie mogę złapać kroków. Moje policzki płoną z zażenowania. 
-Zrelaksuj się, to wesele twojej siostry -  szepcze pochylając mnie nad parkietem. Wymuszam uśmiech i próbuję trzymać z dala swoje ciało od jego ciała. Nie wiem czemu ale panicznie boję się, że dowie się o ciąży. Patrzy prosto na mnie, a ja nie mam odwagi spojrzeć na niego. Chwyta mnie więc mocniej przyciągając do siebie. Zsuwa dłoń niżej, prawie na moją pupę, a ja znowu się spinam. Jego to chyba bawi, minę ma jednak nieodgadnioną.
-Możesz wziąć tą rękę wyżej? - pytam grzecznie.
-Ależ oczywiście… -  uśmiecha się szelmowsko i przesuwa dłoń na moją talię. Mimo tego, że ręka jest wyżej ja wcale bardziej komfortowo się nie czuje.
-Dziękuję - przy kolejnych krokach robi mną trzy obroty aż kręci mi się w głowie. Zrobił to tak szybko, że poplątałam nogi w sukni i wpadłam prosto w jego w jego ramiona. Chwycił mnie mocno i przechylił nad parkietem patrząc mi prosto w oczy.
-To ja dziękuję! -  mruczy i kończy nasz taniec całując moją dłoń. Dygam lekko i wiem, że jak mnie puści to upadnę. Trzyma mnie jednak w ramionach na środku parkietu i nie chcę by mnie puszczał. Wpatrzona w niego zapominam na sekundę o całym świecie, aż słyszę głos Brayana.
-Wszystko w porządku? - podchodzi do nas szybko -  Witaj Ericku - wita się grzecznie. Nie mam się co dziwić, bo raczej nie powinni mieć do siebie żalu czy czegokolwiek w tym rodzaju. Praktycznie się przecież nie znają. 
-Witaj Brayan, miło cię widzieć - Erick ściska jego dłoń i uśmiecha się szczerze.
-Tak w porządku. .. - dukam odpowiedź na zadane przez Brayana pytanie. 
-Może usiądziesz? Jesteś blada - dodaje Erick i puszcza mnie, a ja prawie upadam. Jestem oszołomiona, zaszokowana i zdezorientowana. Trudno mi uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Brayan od razu mnie łapie i pomaga stać na nogach. Chyba naprawdę mi słabo. 
-Tak, niech lepiej usiądzie… - obejmuje mnie w tali i podprowadza do stolika, Erick oczywiście idzie za nami, co nie ułatwia mi tego by się uspokoić. Brayan także nie bardzo wie jak się zachować, wiem, że stara się być miły ale w środku cały chodzi ze złości i zadaje sobie to samo pytanie co ja: „co on tu kurwa robi?”. Erick podnosi mój kieliszek z sokiem i chce mi go podać jednak najpierw wącha zawartość. 
-Pijesz sok jabłkowy w kieliszku do szampana? – pyta, a ja prawie po raz kolejny się przewracam... tyle, że siedzę, a dodatkowo trzyma mnie Brayan.
-Przynieś jej wody jeśli możesz -  ratuje mnie Brayan, Erick od razu idzie do kuchni. Wiem, że to tylko na chwile, bo zaraz tu wróci i zaczynam panikować. 
-Zabierz mnie stąd! Błagam! - piszczę szeptem i chwytam go za kołnierzyk koszuli. Rozpaczliwie pragnę stąd uciec. 
-Cholera no nie spodziewałem się, że jednak przyjdzie! - minę ma pełną współczucia ale mi nie tego potrzeba. 
-Ja też! - widzę jak z parkietu obserwuje mnie Kim. Macham do niej i wymuszam uśmiech, nie chcę jej denerwować na jej własnym weselu.
-Mówił coś?
-Nic konkretnego - wzruszam ramionami - On nie może się dowidzieć o... - Brayan przerywa mi.
-Wiem, mała. Nie dowie się! - poprawia mi kosmyk włosów i dotyka delikatnie mój policzek.
-Proszę, napij się! - Erick wyrasta jak spod ziemi i podaje mi szklankę wody z lodem. Jestem totalnie spanikowana i wiem, że muszę uważać na każde słowo które pada z moich ust. 
-Dziękuję - biorę ją od niego i upijam łyk, jest zimna, a mi od razu nieco lepiej. 
-Jesteś chora? - Erick kuca obok. Jedną rękę kładzie na oparciu mojego krzesła, a drugą na moim kolanie przykrytym materiałem sukni.
-Nie, po prostu zakręciło mi się w głowie od tańców -  naciągam prawdę i próbuję być jak najbardziej naturalna -  Mam wysokie buty - pokazuję obcas spod sukienki.
-Będę mógł ci zając chwilę, jak się lepiej poczujesz? - Erick posyła mi błagalne spojrzenie ale jest w nim pełno troski i nadziei. 
-Jasne… - bąkam, bo nie potrafię mu odmówić. Brayan za to gromi mnie wzrokiem
-Znajdę cię potem… -  wstaje i dotyka delikatnie mojego ramienia. Robi to tak by dotknąć nagiej skóry tuż obok ozdobnego ramiączka - Napijmy się później - zwraca się do Brayana, który kiwa jedynie głową.
-Pewnie, że tak! - zaskoczona patrzę na Brayana, bo przecież on nie pije. Erick odchodzi powoli i ogląda się na mnie raz jeszcze, a gdy Kim zauważa, że jesteśmy sami podchodzi do nas.
-Rany ale siara! Wszystko w porządku Meg? Wybacz ja naprawdę nie wiedziałam, że on będzie! - patrzy na mnie przepraszająco.
-Wiem siostro, nie mam do ciebie pretensji. Idź baw się, to wasze wesele. Obiecuję go nie popsuć! - uśmiecham się i całuję ją w policzek.
-Idę ratować mojego męża z rąk ciotek klotek! - chichocze i wraca szybko na parkiet.
-Jeśli nie czujesz się najlepiej, to możemy wrócić do pokoju - proponuje spokojnie Brayan.
-Jest w porządku.  Przeżyję.

Siedzimy jeszcze chwile, a ja wypijam prawie całą wodę i wracamy na parkiet. Widzę jak Erick tańczy najpierw z Kim, a potem z moją mamą i matką Roberta czarując je swoim uśmiechem za milion dolarów. Blondynki z którą przyszedł nigdzie nie widzę. Tańczę na zamianę z Brayanem i dziadkiem Roberta, któremu szczególnie przypadłam do gustu. To miły starszy pan, zabawny i szarmancki. Prawi mi tyle komplementów, że nie sztuka je spamiętać. Podczas tańca opowiada o tym jak w młodości panny za nim szalały. Oczywiście przytakuję uśmiechając się życzliwie. Mimo wszystko całkiem nieźle się bawię. Po której piosence z kolei standardowo jednak zachciewa mi się do łazienki. Przedzieram się przez tłum ale na szczęście nie ma kolejki. Korzystanie z toalety w długiej sukni nie należy do najłatwiejszych rzeczy na świecie.  Stojąc na wysokich obcasach i trzymając sukienkę w górze mało co się nie obsikałam. No jasna cholera! Zaśmiałam się sama do siebie, a gdy udało mi się wyjść z kabiny obmyłam dłonie i poprawiłam kwiat we włosach. Mimo tego iż na zewnątrz  jest zapewne bardzo zimno, postanowiłam wyjść na chwilę na świeże powietrze. Dwie minuty nie zaszkodzą. Ruszyłam więc do wyjścia, stanęłam na wielkich kamiennych schodach. Przede mną na parkingu stał szereg samochodów i ozdobna fontanna, która o tej porze roku nie działa. Zauważyłam Bentleya, którym najpewniej przyjechał Erick i gdy tylko o nim pomyślałam, ktoś narzucił mi na ramiona marynarkę.
-Przeziębisz się  -  powiedział głos należący właśnie do niego. 
-Nic mi nie będzie, złego licho nie bierze… -  odpowiedziałam zanim pomyślałam za co Erick spojrzał na mnie karcąco.
-Nie mów tak, Meg. Nadal uważam, że jesteś najsłodszą istotą na świecie - podszedł do  mnie bliżej, jednak zachował bezpieczną odległość.
-Trudno w to uwierzyć… -  stwierdzam z ironią, a Erick zamyka oczy jakby bolało go to o czym pomyślał. Dlaczego walczy z myślami? Przecież to oczywiste co o mnie sądzi. 
-Nie powinienem tak wyjeżdżać bez słowa, zachowałem się jak niedojrzały gówniarz. Przepraszam… -  chce chwycić mnie za dłoń ale mu na to nie pozwalam. Nie mogę ulec jego czarowi! Nie mogę. 
-Zrobiłeś to co uważałeś za słuszne i nie mam o to pretensji, jeśli to masz na myśli, Ericku. To ja spieprzyłam nasz związek i... - przerywa mi kładąc nagle palce na moich ustach. O Boże! Jego dotyk.
-Ciii...Nic nie mów. Nie chcę o tym rozmawiać… -  wahałam się ale spojrzałam w jego oczy i ujrzałam to czego tak bardzo potrzebuję i czego pragnę. Ujrzałam to, że on nadal mnie pragnie, nadal mnie kocha.
-Ericku nie! - robię krok w tył - Nie mogę, nie możemy -  dodaję cicho próbując protestować. 
-Tęskniłem za tobą, każdego dnia...  - robi krok w moją stronę.
-Nie możemy być razem, bo to co się stało wszystko zmieniło. Wtedy zareagowałeś prawidłowo, nie wybacza się takich rzeczy… - mówię prawie przez łzy. Kocham go, pragnę z nim być ale nie mogę. Wiem, że będzie pamiętał o tym co zrobiłam do końca życia i będzie przez to nieszczęśliwy.
-To nie ma znaczenia… -  chwyta moją dłoń.
-Nie! - wyrywam ją, to wręcz bolesne. Kolejny raz muszę to przeżywać... jego utrata za każdym razem jest jak palenie żywcem na stosie.
-Meg ale ja cię kocham! Nie rób mi tego... - zaciskam pięści by się nie rozpłakać.
-Nie można mnie kochać! Zrobiłam coś najgorszego i nigdy sobie tego nie wybaczę, ale nie pozwolę też byś cierpiał przez to do końca życia, Ericku. Bo tak by właśnie było! Zapomnij o mnie, proszę! Tak będzie najlepiej! - chcę odejść ale Erick łapie mnie za dłoń przyciągając do siebie.
-Chcę sam zadecydować o tym co będzie dla mnie najlepsze! - patrzy mi prosto w oczy, czuję, że cały płonie.
-To na pewno nie będę ja… - odpowiadam cicho przytłoczona jego dotykiem, jego spojrzeniem.
-Sam o tym zadecyduję! – warczy, a ja aż drżę z przerażenia. Zawsze czułam do niego respekt, gdy był taki poważny, ale w tym momencie się go po prostu boję.
-Puść mnie, proszę… - szepczę nie mogąc się ruszyć.
-Nigdy już cię nie puszczę! -  stwierdza i nagle całuje mnie prosto w usta. Jestem tak zaskoczona, że nie wiem co zrobić. Trzyma moją głowę mocno, a ja na szczęście mam wolne ręce i próbuję go od siebie odepchnąć ale nie mam szans. W emocjach wymierzam mu siarczysty policzek i wtedy mnie puszcza. Ręka aż szczypie mnie od uderzenia. 
-Zostaw mnie! – krzyczę -  Zrozum, że już nigdy nie będziemy razem! - powstrzymuje się od łez i uciekam korytarzem na schody, a potem prosto do hotelowego pokoju. Zamykam za sobą drzwi i opieram się o nie plecami oddychając głośno. Zasłaniam dłonią usta by zdusić jęk. Osuwam się jednak na drzwiach i zaczynam płakać. Wplatam palce we włosy niszcząc całą fryzurę, makijaż zapewne też szlag trafił. Dlaczego? Dlaczego on tu przyjechał? Wszystko było tak dobrze! Osuwam się niżej na podłogę i opieram bokiem o komodę stojącą przy drzwiach. Nie wiem ile czasu tam siedzę? Widzę jak za oknem strzelają sztuczne ognie i słyszę jak goście wyszli na zewnątrz. Nie mam ochoty tam wracać i wiem, że gówniana ze mnie świadkowa. Zerkam na zegarek stojący na szafce nocnej, jest ciemno jednak w ciemności widać wyświetlające się cyfry, jest druga w nocy. Zbieram się z podłogi i zapalam światło w łazience by zobaczyć jak okropnie wyglądam. O ludzie! Niezła ze mnie czarownica. Rozmazany tusz, potargana fryzura ,a jeszcze niedawno tak ślicznie wyglądałam. Krzywię się do swojego odbicia i staram doprowadzić do porządku. Wycieram twarz i rozpuszczam włosy, które opadają luźno na ramiona. Muszę pożegnać się z gośćmi, nie mogę przecież tak zniknąć bez słowa. Widać, że płakałam ale mam to gdzieś. Biorę głęboki oddech i schodzę na dół, a wszyscy akurat wracają do środka po pokazie fajerwerków. Dopada mnie Kim.
-Boże, co się stało? - bierze mnie na bok mówiąc do Roberta by poszedł do gości. Ten patrzy na mnie ze współczuciem i odchodzi.
-Mała wymiana zdań z panem Evansem -  bąkam.
-Cholera naprawdę nie sądziłam, że się zjawi! -  znowu ten jej przepraszający ton.
-To nie wasza wina siostro! - uśmiecham się - Nie czuję się najlepiej, bardzo będziesz zła gdy wrócę do pokoju? - dodaje.
-Nie no coś ty, rozumiem,a i tak długo wytrzymałaś - ściska mnie i całuje w policzki.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochana. Naprawdę ślicznie wyglądasz, Robert ma ogromne szczęście! -  odwzajemniam uścisk i również ją całuję. Żegnam się z rodzicami i Robem. Wychodząc widzę jak Brayan i Erick siedzą razem przy stole. Kompletnie mi się to nie podoba. Poczułam się zdradzona, no bo jak on może z nim gadać? Na szczęście mnie nie zauważają i przemykam szybko na górę. Kolegę do towarzystwa sobie znalazł. Kurwa mać! Jeśli się upije i wygada coś Erickowi przyrzekam, że go zabiję! Wściekła zamykam drzwi od środka, by Brayan nie mógł wejść... niech sobie załatwi inny pokój skoro jest taki obrotny.. Zmywam makijaż i ściągam z ulga buty. Jakimś cudem udaje mi się rozpiąć sukienkę, którą zostawiam na podłodze w łazience. Zakładam bokserki i luźną koszulkę do spania. W pokoju prawie nie słychać tego co dzieje się na dole, a ja kładę się skulona na jednej części łóżka i owijam się kołdrą. Sama świadomość, że piętro niżej jest ON nie daje mi długo zasnąć. W końcu zasypiam ale jestem wykończona płaczem i moczę przy tym całą poduszkę. 

Czwartek,  26 Grudnia

Obudził mnie hałas. Zerwałam się z łóżka w pokoju jednak jest tak ciemno, że nic nie widzę. Przerażona co schowałam się za łóżkiem, a po chwili słyszę jak ktoś jęczy na podłodze.
-Kurwa mać! - słyszę głos Brayana. Wstaję i szybko zapalam światło, a to co widzę przechodzi moje oczekiwania. Mój przyjaciel leży kompletnie pijany na podłodze, nie ma krawata, a koszule ma rozpiętą do połowy. Widok jest zabawny ale mi nie jest do śmiechu. Upił się? Przecież on nie pije od ponad roku!
-Brayan! - warczę na niego.
-O jesteś, mała! - spogląda na mnie ledwo siedząc, podtrzymuje się dłonią o komodę i chyba próbuje wstać
-Cholera, upiłeś się! Jakim cudem? - podchodzę do niego by mu pomóc, jednak jest tak bezwładny i ciężki, że mi się to nie udaje, a co lepsze... ląduję na podłodze obok niego.

-E...E... Erick mnie upił – bełkocze, a ja mam ochotę udusić ich obu.

6 komentarzy:

  1. Super rozdział <3 czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany! pochłonęłam ten rozdział w zadziwiająco szybkim tepie. Emocjonalny rozdział nie ma co... Jestem pełna podziwu dla Meg. Odrzucenie Ericka wiele ją kosztowało. Mam tylko nadzieje że Brayan nic nie wygadał...

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamo!
    Poryczalam się jak głupia.
    Eric musi się dowiedzieć. Mam nadzieję że to On będzie ojcem a nawet jeśli nie, Meg da im szansę ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nigdy już Cię nie puszczę!" - no mam taką nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Głupia Meg! Wszyscy obchodzą się z nią jak z jajkiem a boski Erick jeszcze ją przeprasza! No nie wytrzymam! To ona zachowuje się jak rozpieszczona, tchórzliwa gówniara.

    OdpowiedzUsuń