Premiera już w lipcu!

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 79

-Upił cię?! Cudownie! - wywracam oczami i ponawiam próbę by postawić go na nogi. Jak on tu wszedł skoro ja mam klucz? - Rusz dupsko! Nie mam siły cię podnieść! - syczę wściekła.
-Ja też nie mam siły… -  bełkocze dalej.
-Kurwa mać! Wstawaj! Nie będziesz spał na podłodze...chociaż w sumie ci się należy! - ciągnę go za dłonie, a on ani drgnie i w dodatku zaczyna się śmiać.
-Uuuu ale z ciebie złośnica! - stwierdza. Jest ubawiony do łez. 
-Nie wkurzaj mnie bardziej! Wstawaj!
-Ale jaka seksowna złośnica - dodaje, podpierając się o komodę i moje dłonie. Jakimś cudem udaje mu się wstać. Chwieje się ale stoi. To już sukces. Popycham go na łóżko by go rozebrać, choć nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Rozwiązuje mu buty i zdejmuje razem ze skarpetkami.
-Uch ale jesteś ostra! -  stwierdza, gdy szarpię się z drugim butem, a ja zakrywam dłonią usta by się nie roześmiać. Co za palant! Ja już mu jutro pokażę jaka jestem ostra. Zsuwam mu z ramion koszulę, która i tak była już rozpięta. Brayan niezdarnie próbuje mnie obłapiać ale jest tak pijany, że sobie z nim radzę. Przychodzi kolej na spodnie więc rozpinam mu pasek i rozporek. Pierwsze co dostrzegam to pokaźną erekcję odznaczającą się na jego bokserkach. Nie jestem w stanie pojąć jakim cudem mu stoi w stanie takiego upojenia alkoholowego. Oblewam się rumieńcem ale rozbieram go do końca - Jeszcze majtki!  - dodaje zadowolony i zakłada dłonie za głowę.
-Spadaj Green! - pokazuje mu środkowy palec, a on znowu się śmieje - Nie wiem co cię tak bawi? - dodaję unosząc brew.
-Nic, nic... - odpowiada trochę jakby mniej mamrocząc. Zerkam bezwiednie na  zgrubienie na jego bokserkach - Cieszę się na twój widok, mała -  mówi i wypycha biodra do przodu.
-Uspokój się, bo będziesz spał na podłodze! - staram się być groźna i zdusić śmiech. Pomagam mu wsunąć nogi na łóżko, a on nagle łapie i kładzie na sobie. Zrobił to tak gwałtownie aż mnie zabolało. Krzywię się i rzucam mu spojrzenie - Puść mnie, bo będę krzyczeć - ostrzegam go.
-Oj mała! Ja chcę tylko buziaka!  - obejmuje mnie mocno tak, że nie mogę się ruszyć. Próbuję odpychać się rękoma od materaca ale to nic nie daje, bo Brayan jest silniejszy.
-Nie całuje się z pijanymi facetami! - odpowiadam oburzona.
-Zrób wyjątek! - uśmiecha się szelmowsko i jednym ruchem robi tak, że znajduje się pod nim. Zawisa nade mną i patrzy. Piszczę zaskoczona, gdy wsuwa kolano między moje uda.
-Brayan proszę! - mówię spokojnie, bo cholera nie wiem czego mam się po nim spodziewać? Pierwszy raz widzę go pijanego.
-Jeden buziak - nachyla się, a ja unikam pocałunku.
-Śmierdzisz alkoholem! - protestuję.
-Mam umyć zęby? - pyta rozbawiony.
-Idź spać! - warczę, naprawdę mam go dość. Na dziś.
-Nie zasnę bez ciebie.
-Nigdzie się nie wybieram ale idź już spać. Proszę.
-I będziesz tu?
-Tak będę.
-Całą noc?
-Tak - kiwam głową. Jego mina jest taka zabawna ale nie mogę się roześmiać, bo wtedy on to wykorzysta. Droczy się ze mną jeszcze chwile i udaje mi się go położyć. Kładę go na boku, bo nie mam pojęcia czy wymiotuje po alkoholu. Okrywam kołdrą, a Brayan mamrocze bym się po prostu przytuliła. Wtulam się w jego gorące ciało i ponownie zasypiam.

Na dworze już prawie świta, a mi standardowo jest za gorąco. Brayan leży prawie na mnie, przygniatając nogami i rękami do materaca. Jego oddech jest powalająco alkoholowy. Boże jedyny, dlaczego on się upił? Przecież jest na odwyku. Przeraża mnie ta myśl, głównie dlatego, że nie mam pojęcia jak się zachowuje po alkoholu. Jeśli cokolwiek powiedział Erickowi to.... nawet nie chcę o tym myśleć. Kręcę się ale na szczęście udaje mi się jeszcze zasnąć.

Gdy budzę się po raz kolejny leżę sama,  a Brayana przy mnie nie ma. Słyszę szum wody dobiegający z łazienki. Siadam i przecieram oczy. Na zegarku jest po dziewiątej rano, a w hotelu panuje cisza. Pewnie wszyscy jeszcze śpią. Wstaję i stwierdzam, że nie będę czekała aż zwolni się łazienka, bo strasznie chce mi się siku. Wchodzę do niej bez skrępowania, a Brayan stoi tyłem w kabinie prysznicowej, owiany w kłębach pary i nawet mnie nie widzi. Co ja się będę wstydzić? Już widział mnie w takich intymnych momentach i jeden w tą czy w tą nie robi mi różnicy. Siadam na kibelku, a Brayan odwraca się nagle  i mało nie dostaje zawału na mój widok.
-Jezu! Ale mnie wystraszyłaś! - mówi głośno zza szklanej szyby kabiny. Stoi tam kompletnie nagi ale na szczęście od „tego” momentu kabina jest specjalnie zmatowiona więc nic nie widać.
-Aż taka jestem straszna? - pytam złośliwie. Jestem na niego okropnie zła za wczorajsze nierozsądne zachowanie. 
-Tego nie powiedziałem - uśmiecha się szelmowsko - Chcesz się przyłączyć? - otwiera drzwi do kabiny z której para zaczyna buchać na całą łazienkę.
-Zdecydowanie nie! - wstaję podciągając szybko majtki na tyłek - Nie ciesz się tak, bo mamy do pogadania, Green - rzucam mu spojrzenie po czym obmywam ręce i wychodzę z łazienki. Wracam do łóżka i opierając się o zagłówek czekam na niego. Nie muszę długo czekać, bo dosłownie po chwili wychodzi owinięty skąpym ręcznikiem tylko wokół bioder. Ciało ma lekko zaróżowione od gorącej wody i całe mokre. Włosów też nie wytarł i wiem, że robi to specjalnie. Staje obok łóżka i potrząsa głową tak, że krople wody pryskają na mnie i pościel. 
-Brayan oszalałeś! - zasłaniam się kołdrą i próbuję być poważna.
-Nie chciałaś się przyłączyć -  wzrusza rozbawiony ramionami, nie mam pewności ale chyba nadal nie wytrzeźwiał.
-Upiłeś się wczoraj! - zmieniam ton sprowadzając go tym na ziemię.
-Wiem.
-Masz na to jakieś wytłumaczenie? -krzyżuję dłonie na piersi.
-Nie, bo niewiele pamiętam. Nawet nie wiem jak dotarłem do pokoju - odpowiada. Że co?! Nic nie pamięta?! No cudownie! Nawet się nie dowiem czy powiedział cokolwiek Erickowi.
-Nic nie pamiętasz? - unoszę brew. Och! Ależ jestem na niego wściekła. 
-Mówię że niewiele. Tylko tyle, że poszłaś do pokoju, a Erick zgarnął mnie do swojego i zaczęliśmy pić razem… -  Brayan drapie się po głowie jakby próbował przypomnieć sobie cokolwiek więcej. 
-Powiedziałeś mu coś? - pytam niepewnie.
-Nie! Chyba nie... -  dodaje dalej się drapiąc.
-No właśnie, chyba... - przełykam ślinę.
-Jeśli by wiedział na pewno od razu by do ciebie przyszedł - pociesza mnie ale w sumie może ma rację? Raczej na pewno tak właśnie by było. Jestem jednak na niego taka zła, że mam ochotę go wkręcić.
-Kompletnie nic nie pamiętasz z tego jak tu dotarłeś? - robię podejrzliwą minę.
-No zabij mnie ale nic...Dzięki, że mnie położyłaś - Brayan przysiada na łóżku. Jest okropnie skacowany. 
-Szkoda… -  wzdycham robiąc smutną minę. 
-Co szkoda? - unosi brew.
-Że nic nie pamiętasz. .. - ledwo powstrzymuje się od parsknięcia śmiechem.
-A co mam pamiętać? - jego oczy zrobiły się momentalnie wielkie, a ja patrzę na niego wymownie. Brayan zrobił się blady w jedną sekundę - O kurwa! Nie mów, że my...? - urywa w pół zdania i aż zasłania dłonią usta. Jest kompletnie zaszokowany. Nic nie mówię tylko staram się utrzymać powagę- Boże, mała wybacz mi! - przysuwa się do mnie i patrzy przepraszająco.
-No cóż… - zerkam na niego i nie wytrzymuję - Żartowałam! - wybucham śmiechem na głos i tarzam się po łóżku, nie mogąc opanować. Brayan w pierwszym momencie nie wie co powiedzieć, jego mina jest po prostu bezcenna.
-Kurwa oszalałaś? Naprawdę uwierzyłem, że to się stało! - mówi pretensjonalnie.
-Masz za swoje! Nie upijaj się więcej, to będziesz wszystko pamiętał!
-Chciałem już zapytać czy dobry byłem? - momentalnie wraca ten jego humorek. Przygryza zadziornie swój język i posyła mi seksowne spojrzenie.
-Palant! - trącam go w ramię, bo uwielbiam gdy jest taki roześmiany. Nawet na kacu wygląda dobrze... co woła o pomstę do nieba. Widziałam się rano w lustrze i nie jest najlepiej.
-To co? Może nadrobimy? - proponuje takim tonem, że nie wiem czy żartuje czy mówi serio.
-Jasne, już teraz! - wywracam zirytowana oczami. 
-No weź! - kładzie się obok, a ręcznik zsuwa się z jego bioder - Ile mam jeszcze czekać? -dodaje kładąc dłoń na moim udzie, a przechodzi mnie dreszcz. Boże! Jestem taka napalona... Jeszcze to wczorajsze spotkanie z Erickiem chyba dodatkowo na mnie podziałało.
-Tyle ile trzeba! - próbuję być rozsądna. Nawet nie mogę patrzeć na jego ciało, bo całą do razu płonę. W środku wszystko zaciska mi się i czuję jak mój organizm domaga się przyjemności. 
-Nie daj się prosić, Meg. Przecież widzę i czuję, że też tego chcesz… - mówi tak pewny jakby co najmniej czytał w moich myślach. No dobra! Ma rację... Ale czy ja chcę tego tutaj? W hotelowym pokoju, po weselu mojej siostry, na którym zjawił się Erick i mało nie zepsuł wszystkim zabawy. A pieprzyć to! Nie wytrzymam dłużej... Moje hormony buzują, a ciało aż krzyczy z pragnienia.
-Tylko bądź delikatny… -  jednym zdaniem daję mu pozwolenie, a Brayan od razu chwyta mnie w ramiona. 
-Obiecuję, że będę, maleńka - mruczy i zatapia usta w skórę mojej szyi składając na niej mokre pocałunki. Jedną dłonią przytrzymuje mi głowę, a drugą muska udo. Sunie nią coraz wyżej przez biodro, brzuch, żebra aż do piersi. Chwyta jedną w dłoń i ściska delikatnie, sutek od razu twardnieje, a ja wyginam plecy.
-Ach! - jęczę głośno, bo nie mam siły ani ochoty tego powstrzymywać. Brayan powtarza proces na drugiej piersi i pozbywa się mojej koszulki. Przygląda mi się z nieukrywanym zachwytem. Moje piersi są nabrzmiałe i jędrne oraz tak wrażliwe, że jednym dotykiem można sprawić im rozkosz. On już jest nagi, bo ręcznik zsunął mu się z bioder, a jego nabrzmiały penis sterczy i zachęca by chwycić go w dłoń. Tak dawno jednak tego nie robiłam, że nie mam odwagi by cokolwiek zrobić. Nie chcę się ośmieszyć. Brayan kładzie kolano między moje uda i rozsuwa je szeroko, jednocześnie nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Wyciąga mi ręce nad głowę.
-Nie ruszaj się! - mówi poważnie i całuje mnie namiętnie w usta. Jęczę ponownie. Schodzi pocałunkami w dół od ust, przez szyję, obojczyk, obie piersi, żebra aż do brzucha. Składa na nim kilka delikatnych pocałunków i wsuwa mi język do pępka. Ponownie wyginam plecy w łuk - Nie ruszaj się, mała! - gani mnie i tym razem przytrzymuje mi dłonie nad głową.
-Nie potrafię... - szepczę cicho, oddech mam przyśpieszony.
-Inaczej będę musiał zaczynać od początku… -  uśmiecha się szelmowsko, a ja jedyne o czym mogę teraz myśleć to to jaki jest w tym momencie seksowny. Jak ja mogłam mu się tak długo opierać? Schodzi niżej do wzgórka łonowego i dmucha delikatnie na włoski. Cholera! Dlaczego ich nie wygoliłam? Ganię się w myślach ale już za późno. Brayan widzi całą mnie i nie ma tu miejsca na jakikolwiek wstyd -  Dobry Boże! Ale jesteś piękna - mówi rozchylając szerzej moje uda, a ja od razu dostaję wypieków. W świetle poranka wszystko dokładnie widać. Tamtej  nocy byłam naga ale Brayan nigdy nie widział mnie tak obnażonej jak teraz. Muska palcami moje uda dołączając drugą rękę i rozchyla je jeszcze bardziej. Nosem ociera delikatnie o moje płatki,  a ja cała drżę.
-Proszę... - jęczę spragniona.
-O co prosisz, maleńka? - pyta z dziką satysfakcją.
-Zerżnij mnie! - odpowiadam głośno zaskakując i siebie i jego tymi słowami. Chyba nigdy nie słyszał żebym tak mówiła, a ja też nie przypominam sobie takich słów w swoich ustach. 
-Musimy cię przygotować, skarbie. Jakbym wszedł w ciebie bez przygotowania, to byłoby mało przyjemne... Jesteś taka wąska i jeszcze zbyt spięta -  wyjaśnia, a ja spoglądam na jego penisa, który jest w gotowości. Jestem zachwycona widokiem Brayana w pełnej krasie. Wszystko w nim jest idealne. On palcami odnajduje moją łechtaczkę i zaczyna ją delikatnie masować. O Chryste! Zaciskam pięści na prześcieradle. Nagle przykłada do niej  swoje usta i ssie... mocno i intensywnie, a ja zaczynam szczytować. 
Krzyczę głośno i chwytam go za włosy, nie mogąc opanować tego uczucia, które rozlało się po moim ciele - Jesteś taka wrażliwa, podoba mi się to -  uśmiecha się zadowolony i zaczyna proces od początku. Tym razem zanurza we mnie palec. Jęczę głośno, on także. Powoli masuje moje mokre ścianki, rozciąga je i przygotowuje na to co ma nastąpić za chwilę. 
-Och tak! - zmykam oczy, gdy wkłada we mnie drugi palec.
-Nie mogę się doczekać, gdy zatopię się w tobie cały, skarbie - szepcze i dołącza do palców swoje usta .... całując, ssąc i pieszcząc łechtaczkę. Po kilku sekundach moim ciałem wstrząsa kolejny, silny orgazm.
-Brayan! Boże! Tak! Tak! - krzyczę spazmatycznie wijąc się na łóżku, a on nie przestaje. Dalej obcałowuje moje wargi nawilżając je do granic możliwości. Wiem, że chodzi mu o przygotowanie mnie na przyjęcie jego męskości. Wije się pod nim spragniona rozkoszy i pragnę by wypełnił mnie całą.
-No mała, teraz moja kolej - mruczy i podsuwa się wyżej. Trzyma w dłoni swojego członka skierowanego prosto w moją morką, pulsująca cipkę. 
-Bądź delikatny, dawno tego nie robiłam… - szepczę cicho oszołomiona orgazmem, który mi przed chwilą sprawił. Świat wiruje, a ja nadal drżę. 
-Spokojnie skarbie - całuje mnie czule w usta - Patrz na mnie proszę... -  dodaje. Kiwam przytakująco głową i czuję jak zaczyna się we mnie zatapiać. Cholera! Mam ochotę zamknąć oczy i krzyczeć. Jest za duży, a ja z trudnością go przyjmuję. Brayan wprowadził we mnie tylko główkę, a ja krzywię się z bólu - Przestać? - pyta. Wiem, że musi walczyć ze sobą by się opanować. 
-Nie w porządku, muszę się przyzwyczaić - utwierdzam go by kontynuował. Brayan ujmuje w dłoń moją twarz i całuje mnie, a następnie powoli wypełnia mnie coraz bardziej.

-O tak! - jęczę, gdy ból przeradza się w rozkosz. Czuje, że się rozluźniam więc wchodzi głębiej. Wypełniając mnie centymetr po centymetrze i rozciągając mnie do granic możliwości sprawia mi nieziemską przyjemność. Nagle unosi się i chwyta moje nogi tak, że stopami opieram się o jego obojczyki. Dominuje nade mną swoim ciałem i jednym mocnym pchnięciem wypełnia mnie całkowicie i do końca.
-Aaaach! - jęczę w pierwszej chwili z tępego bólu w podbrzuszu, jednak po chwili ból przechodzi i zaczynam czuć to cudowne uczucie.
-W porządku? - upewnia się całując mnie w kostkę. Patrzę na niego z rozchylonymi ustami. 
-Tak… -  kiwam  jedynie głową, jestem cała rozpalona. Brayan zaczyna się rytmicznie poruszać, wprawiając w ruch biodra. Wypełnia mnie raz za razem, wolno i namiętnie. Odchylam głowę do tyłu by zdusić kolejny jęk. 
-Tak maleńka, właśnie tak! - przyśpiesza i przytrzymuje mi nogi bym nie mogła się ruszyć. Chwytam swoje piersi w dłonie rozpaczliwie pragnąc osiągnąć spełnienie, jednak w tym momencie on wszystko kontroluje. Pieprzy mnie coraz szybciej i mocniej doprowadzając do kolejnego orgazmu. Gdy czuje, że dochodzę puszcza moje nogi, które opadają bezwładnie po bokach jego bioder, a następnie przewraca mnie na brzuch i podciąga do siebie wchodząc we mnie ponownie.
-Brayan! - jęczę, rękoma podpierając się o materac. On jedną ręką chwyta moja piersi, drugą zaś również podpiera się o materac. Wypinam pupę by wsunął się jeszcze głębiej.
-Tak bardzo cię pragnąłem, mała! Teraz jesteś już tylko moja! - szepcze mi do ucha i przy kolejnym pchnięciu zaczyna szczytować. Zaciska dłonie na moim ciele i klnie głośno na przemian jęcząc moje imię. Czuję jego ciepło i uśmiecham się z satysfakcją, że było mu równie dobrze jak mi. Wysuwa się ze mnie delikatnie i oboje opadamy na łóżko. Jesteśmy wykończeni, a Brayan podciąga mnie do siebie i okrywa nas kołdrą gładząc dłonią moje plecy. Kładę głowę na jego klatce piersiowej, która nadal unosi się szybko - Jesteś cudowna - całuje mnie po włosach i przysuwa jeszcze bliżej siebie. Nie mam siły nic powiedzieć, a tak naprawdę nie potrafię znaleźć słów jak się teraz czuję. Jestem wykończona, zasypiam więc w jego ramionach, bo wiem, że tu jestem bezpieczna. 

Budzi mnie język Brayana ślizgający się na mojej szyi. Uśmiecham się bezwiednie i przeciągam. Jestem trochę obolała, bo moje mięśnie odzwyczaiły się od seksu.
-Daj mi jeszcze pospać… -  odpycham go ręką, gdyż jestem ledwo przytomna. 
-Na śpiocha też jest fajnie… -  stwierdza i kładzie się tak że leżymy na łyżeczki, a ja od razu czuję jego twardego penisa na plecach. Nadal oboje jesteśmy kompletnie nadzy. 
-Myślałam, że to będzie tylko jeden raz… -  droczę się z nim.
-Chyba sama nie wierzysz w to co mówisz...  - całuje mnie tuż za uchem, a mnie znowu przechodzi dreszcz.
-Nie chcę by to coś popsuło między nami, Brayan… -  ściskam mocniej jego dłoń, która obejmuje mnie w pasie.
-Wiele związków zaczyna się od przyjaźni, nic się nie popsuję - związków? Czy on właśnie zaproponował mi związek? Czy ja chcę z nim być? Czy jestem gotowa na nową miłość? 
-Jeśli coś pójdzie nie tak... -  przerywa mi pocałunkiem. Namiętnym, głębokim. Moje ciało od razu reaguje. Odwracam się do niego i chwytam jego piękną twarz w dłonie. Brayan jest drugim mężczyzną w moim życiu, który tak na mnie działa. Odganiam myśli o Ericku i skupiam się na Brayanie, teraz on jest przy mnie. Muszę jak najszybciej zapomnieć o swojej przeszłości i zacząć żyć na nowo. Erick powinien zrobić tak samo.
-Hej... - dotyka mego policzka i patrzy na mnie czule – Wiem, że ci ciężko ale ja chcę ci tylko pomóc, mała. Zależy mi na tobie.
-Mi na tobie też zależy Brayan ale nie wiem czy jak na przyjacielu czy... - zamykam oczy, bo nie mogę znaleźć słowa by określić naszą relację.
-Nazywaj mnie jak chcesz ale daj mi o siebie zadbać. Nie oczekuję nic w zamian… -  odpowiada brutalnie szczerze. Serce mnie zakuło, gdy to powiedział. Czy on naprawdę uważa, że nie zasługuje na miłość? Dopiero teraz widzę jak bardzo dręczą go demony przeszłości. Brayan zakłada maskę uwodziciela, imprezowicza i wyluzowanego dupka, by nie otwierać się przed ludźmi i broń Boże nie pozwala by ktoś odkrył jaki jest naprawdę.
-Myślisz, że takie dwa  emocjonalne wraki jak my, będziemy w stanie stworzyć zdrowy normalny związek? - pytam i nadal trzymam jego twarz w dłoniach.
-Nie wiem ale warto zaryzykować… -  Brayan uśmiecha się tak chłopięco i słodko, że nie mogę się opanować i całuję go prosto w usta. Mruczy i obejmuje mnie za biodra przysuwając do siebie - Gdy zobaczyłem cię wtedy w sklepie pierwszy raz, od razu mi się spodobałaś - wyznaje.
-A ty mi wręcz odwrotnie. Wkurzyłam się, że się zalecasz - odpowiadam zgodnie z prawdą.
-Zauważyłem -  śmieje się - A potem jak weszłaś z Tomem to wiedziałem, że muszę cię bliżej poznać, że to nie przypadek -  odgarnia mi włosy z twarzy i zakłada za je ucho. Lubię te czułe gesty. Lubię gdy jest taki tylko dla mnie. 
-Od razu wiedziałam, że jesteś podrywaczem i chodzi ci tylko o jedno! - odpowiadam śmiejąc się złośliwie.
-Nie będę kłamał, bo na początku chodziło mi właśnie o to… -  przygryza język i uśmiecha się szelmowsko – Czułem, że nie będziesz łatwą zdobyczą – dodaje.
-Zdobyczą? - unoszę brew.
-Nigdy nie musiałem się starać o laski, same wskakiwały mi do łóżka… -  jego szczerość aż mnie poraża i nie wiem czy chcę tego słuchać. Nie jestem typem zazdrośnicy ale na te słowa aż ścisnęło mnie w żołądku. To dziwny znak. 
-No tak… - staram się być naturalna i niewzruszona, chociaż jego przeszłość to na pewno nie będzie łatwy wątek naszego „związku”.
-Jesteś pierwszą, która mi odmówiła. To mi zaimponowało… -  ciągnie dalej, bo chyba się nie zorientował ,że ciężko mi tego słuchać - Sporo się działo... twoja ciąża, wizyta Ericka no i cała reszta. Co noc musiałem się powstrzymywać przy tobie ale nie chciałem cię przestraszyć - kontynuuje szczere wyznanie - To nie tak, że pociągasz mnie jedynie fizycznie, mała.  Jesteś taka słodka, miła i dobra. Nigdy kogoś takiego nie poznałem.
-A Pola? Przecież byliście parą - pytam. 
-To było co innego, Meg. My byliśmy imprezowym towarzystwem. Chodziło głowie o seks, ona się zakochała, a ja nie... no i potem pojawił się Vincent - opiera się o zagłówek i podsuwa mnie do siebie w czułym uścisku. Ta rozmowa to dla mnie coś nowego, bo z Erickiem nigdy nie rozmawialiśmy o jego przeszłości.
-Ale mieliście przecież brać ślub... - patrzę na niego muskając jego nagi tors opuszkami palców. Ma prawie gładką klatkę piersiową i cholernie mi się to podoba. 
-Jej rodzice nalegali, a ja byłem wtedy zupełnie innym człowiekiem. Nie było dnia bez ćpania i chlania, a Pola potem zrobiła z siebie taką świętą. Dopóki nie dowiedziała się, że jest w ciąży robiła dokładnie to co ja. To był typowo toksyczny związek: awantury, rzucanie szklankami, talerzami a potem nieziemski seks na haju... To nie mogło się dobrze skończyć - wzdycham cicho. Ciężko mi sobie wyobrazić jak się wtedy zachowywał. 
-Martwi mnie to, że się wczoraj upiłeś, Brayan - wyznaję. 
-Wiem cholera, przepraszam. Przyrzekam, że to pierwszy i ostatnio raz, Meg. Ja nie piję od ponad roku! Uwierz mi! - chwyta moją twarz bym spojrzała na niego.
-Wierze ci, ale nie rób tak więcej - dotykam jego twarzy palcami. Trudno mi uwierzyć, że właśnie leżymy obok siebie kompletnie nadzy i to co zaczyna rodzić się między nami jest naprawdę prawdziwe. 
-Nie zawiodę cię. Jeśli tylko mi pozwolisz, zaopiekuję się wami najlepiej jak potrafię -  mówi wkładając dłoń pod kołdrę i dotyka mego brzucha.
-Och Brayan! - wzdycham i podsuwam się by by go pocałować. On bez wahania odwzajemnia pocałunek namiętnie i powoli. Delektuję się każdym muśnięciem jego języka. Doskonale się na tym zna. Jest jak seks maszyna, gdyż jednym spojrzeniem potrafi sprawić ,że płonę. Chwyta mnie nagle i sadza na swoich biodrach tak, że jego penis sterczy między moimi udami.
-Masz piękne piersi. Mogę patrzeć na nie godzinami… - mówi, gdy siedzę na nim, a ja od razu oblewam się rumieńcem i chcę  zakryć się dłońmi. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do komplementów i gdy ktoś patrzy na moje nagie ciało. Brayan chwyta jednak moje dłonie uniemożliwiając zakrycie się.
-Oj przestań -  naciągam na siebie kołdrę by zakryć piersi.
-Daj spokój! - zrywa ją ze mnie całkowicie nas obnażając. 
-Zimno mi - droczę się z nim.
-Mogę coś na to poradzić! -  posyła mi swój uśmiech numer 5 i chwyta moje piersi w dłonie, podsuwając się tak by móc je także całować. Moje ciało od razu jest gotowe i odchylam głowę do tyłu. Jęczę. Jego język łapczywie pieści moje wrażliwe sutki, raz za razem delikatnie je przygryza. Jedną dłoń zsuwa niżej i zatapia palce w mojej mokrej cipce - Jezu ale jesteś mokra! - mruczy zachwycony i delikatnie krąży palcami w środku mnie. Po chwili namiętnych pieszczot unosi mnie delikatnie i nakierowuje dłonią na swojego penisa, opuszczam się na niego powoli i zamykam oczy.
-Och Brayan! - jęczę czując to cudowne rozciąganie i wypełnienie. Minie pewnie trochę czasu aż przyzwyczaję się do jego rozmiaru, bo teraz w pierwszej chwili także odczuwam lekki ból i szczypanie, które na szczęście po chwili zamienia się w czystą przyjemność.
-Lubisz tylko delikatnie? - pyta, gdy biorę go do samego końca. Mam ochotę przewrócić oczami, że pyta mnie o to w takim momencie.
-Nie wiem -  odpowiadam dysząc, a Brayan specjalnie chwyta moje biodra i wprawia je w ruch. Boże! Obejmuję go i kontynuuję namiętny taniec naszych ciał. 
-Wystarczy skarbie -  uśmiecha się szelmowsko - Pokaż jak lubisz się pieprzyć... tak naprawdę - dodaje puszczając moje biodra. Jego słowa są ostre i trochę szokujące ale jestem tak podniecona, że działa to na mnie jak dodatkowy bodziec. Rzadko kiedy przejmowałam kontrolę i chyba nie jestem w tym najlepsza, a świadomość tego, że Brayan miał mnóstwo kobiet z którymi wyczyniał w łóżku zapewne wszystko, nie dodaje mi pewności siebie. Widząc moją niepewną minę podsuwa się nieco i wchodzi we mnie jeszcze głębiej. Poczułam nagłe ukłucie i momentalnie się spięłam. 
-Ała! - skuliłam się i złapałam na podbrzusze z grymasem bólu na twarzy.
-Przepraszam… - Brayan od razu się wycofał i spojrzał na mnie czule.
-Nie, nie przerywaj, chcę tego -  dyszę ciężko. Nie chce by przerywał. 
-Nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. Wiem, że nie jesteś doświadczona ,a nie chce cię wystraszyć - wyznaje przytulając mnie do siebie, nadal siedzę na nim okrakiem.
-Wystraszyć? - Unoszę brew patrząc w jego cudownie niebieskie oczy.
-Tak wystraszyć, dlatego pytałem czy lubisz tylko delikatnie -  patrzy na mnie badawczo.
-W sumie to nie mam wielkiego porównania, Brayan. Z Erickiem.... - urywam w pół zdania, bo to chyba nie najlepszy przykład. Brayan jednak uśmiecha się wyrozumiale.
-Wiem, wiem. Pan bogacz wprowadził cię w świat seksu. Kochaliście się czasami ostrzej? - zadaje mi to pytania jak gdyby nigdy nic, a ja oblewam się rumieńcem. Jego to nie krępuje?
-Co masz na myśli mówiąc ostrzej?
-Krępowanie, wiązanie, klapsy... - wymienia swoje upodobania jak listę zakupów. O Chryste!
-Nie... - spuszczam wzrok. Naprawdę jestem żółtodziobem w tych sprawach.
-Tylko zwykły seks, tak? Bez udziwnień?
-Chyba tak, Brayan. Nie używaliśmy żadnych zabawek jeśli to masz na myśli… -  czuję że moja twarz płonie.
-A seks analny?
-Boże, nie! - piszczę, na samą myśl zaciskam się w środku. Brayan się śmieje.
-Rozumiem - obejmuje mnie i całuje czule w głowę.
-A ty?
-Co ja?
-No robiłeś te wszystkie rzeczy?-  pytam choć nie jestem pewna czy chcę znać odpowiedź.
-Lubię czasami się tak pobawić, Meg. To naprawdę przyjemne, jeśli się umie to robić -  patrzy na mnie lekko uśmiechnięty.
-Ze mną będziesz chciał? -  zerkam na niego niepewnie.
-Dojdziemy i do tego, mała. Mamy dużo czasu by poznać swoje potrzeby.

Rozmawiamy jeszcze jakiś czas. Jestem ciekawa, bo Brayan jest naprawdę doświadczonym mężczyzną.  Można się przy nim wiele nauczyć, a ja chciałabym umieć zadowolić mojego faceta w różny sposób. Niektóre z tych rzeczy mnie przerażają ale części na pewno chciałabym spróbować. Erick zawsze traktował mnie delikatnie i wręcz nabożnie.  Pamiętam, że wspominał o swoich upodobaniach ale nigdy mi ich nie proponował, pewnie się bał, że zrobi mi krzywdę. Cholera! Po co ja myślę teraz o Ericku? Nie będę już ukrywać ,że czuję do Brayana coś więcej. Pociąga mnie fizycznie tego jestem pewna ale nie chodzi jedynie o to. Jego dusza i serce... zranione, pokiereszowane ale ja wiem, że jest w nim wiele dobra. Skoro poszłam z nim do łóżka  w pełni świadomie to wiem, że czuję coś innego niż tylko przyjaźń. Za wcześnie mówić, że się zakochałam, bo na to na pewno będę musiała długo zaczekać. Najpierw musiałabym przestać kochać Ericka, ale nie wiem czy to w ogóle możliwe?

Tego ranka już się nie kochamy, bierzemy za to pierwszy wspólny prysznic. To takie przyjemne jak ktoś myje ci włosy, a on doskonale wie jak to robić. Masuje palcami moją skórę, a ja rozpływam się przy każdym ruchu, jest taki zmysłowy i delikatny. Wiedziałam, że Brayan to chodzący seks ale starałam się nie zwracać na to uwagi. W końcu musiałam mu ulec. Może jednak uda nam się stworzyć coś poważnego? Widać, że Brayan jest zaangażowany i zależy mu na mnie. Nie chcę go skrzywdzić tym, że kocham kogoś innego, a wiem, że uczucie do Ericka łatwo mi nie przejdzie. Mimo to jestem z siebie dumna, że wczoraj nie uległam Erickowi. Odtrąciłam go  dość brutalnie ale nie mogłam postąpić inaczej. Zdumiało mnie jego wczorajsze zachowanie i to, że w ogóle chciał ze mną rozmawiać. Myślałam raczej, że nie chce mnie znać. Nie odzywał się i nie odbierał telefonów, a z drugiej strony jest w stanie wybaczyć mi zdradę. To bardzo boli, bo ja na to nie zasługuję. Nie chcę by mi wybaczał. Chcę by zapomniał, że w ogóle kiedyś istniałam w jego życiu. Nawet nie zapytałam go czy to jego sprawka ,że ktoś przeniósł nasze bilety do innej klasy. Teraz to już jednak nie ma znaczenia. 
-O czym tak myślisz? - z mojej zadumy wyrywa mnie Brayan.
-O niczym-  odwracam się i uśmiecham, a on na szczęście nie dopytuje. Wychodzimy razem spod prysznica. Owijam się ręcznikiem i zostaję by wysuszyć włosy, a Brayan wychodzi by zadzwonić do mamy. Widząc swoje odbicie w lustrze nie mogę się nadziwić jaka czuję się odmieniona od wczorajszego wieczoru. Czy zawsze tak jest po cudownym seksie? Moje oczy błyszczą, skóra jest gładka i jednolita, nawet włosy ładnie mi się ułożyły bez większego wysiłku. Smaruję ciało  balsamem, głównie w okolicach brzucha i na piersiach, bo chcę zapobiec rozstępom. Moja siostra nie ma po ciąży ani jednego i mam nadzieje, że i u mnie tak będzie. Staję na palcach by zobaczyć swój brzuszek. Wszyscy mówią, że nic nie widać, a ja go widzę. Naprawdę! Jest słodko zaokrąglony, głaszczę go i od razu czuję to cudowne „przelewanie”. Cholera! Czy ja w ogóle mogę uprawiać seks w ciąży? O tym nie pomyślałam i nie pytałam pani doktor, bo nie miałam po co ale teraz chyba muszę zapytać. Nie chcę ci zrobić krzywdy małemu.

Dziś ma odbyć się rodzinny obiad na dole w sali po weselu.  Takie al`a poprawiny ale także Święta. Zakładam kostium, który kupiłam specjalnie na tą okazję. Spódnica i żakiet w piaskowym kolorze i pod to czarna klasyczna koszula. Włosy puszczam luźno na ramiona, tuszuję delikatnie rzęsy i jestem gotowa. Gdy wychodzę Brayan właśnie kończy rozmawiać.
-Tak mamo...Zadzwonię niedługo...Pa -  rozłącza się i nie odrywa ode mnie wzroku-  Czy jest coś w czym nie wyglądasz powalająco?
-Sam pomagałeś mi wybrać ten kostium - uśmiecham się i pociągam usta różowym błyszczykiem.
-Czyli to moja zasługa? - opiera się biodrem o szafkę przy oknie i krzyżuje dłonie na piersi.
-Jeśli modelka dobra to i kreacja dobrze leży… -  udaję nieskromną. 
-Modelka pierwsza klasa - podchodzi do mnie nagle i chwyta w pasie - Znowu mam na ciebie ochotę! - przygryza delikatnie moją dolną wargę zachęcając do pocałunku. 
-Musimy iść na dół -  grożę mu palcem by się opanował. 
-Wiem mała, wiem – wzdycha -  Ciekawe jak Tom zareaguje, jak się dowie? -  krzywię się, bo wiem, że będzie zły, na nas oboje.
-Może być ciężko.
-Zrozumie. Ma przecież swoją Alex - stwierdza z ironią.
-Na pewno powie, że to twoja wina! - uśmiecham się, bo już widzę w myślach jego oskarżycielską minę.
-Taa... - Brayan wykrzywia usta w półuśmiechu - Przecież nikt by nie uwierzył, że to ty mnie uwiodłaś - stwierdza sarkastycznie.
-Wątpisz w moje możliwości?! - mrużę oczy.
-Bez urazy ale chyba nie należysz do tych kobiet, które uwodzą... - obejmuje mnie czule - I to mi się w tobie podoba, mała! - całuje czubek mego nosa.
-Cholera! Czuje się dotknięta! Dam sobie głowę uciąć, że uwiodłabym każdego faceta! - piszczę lekko urażona.
-Meg słonko, jesteś śliczna wręcz piękna ale nie masz po prostu takiego charakteru - próbuje mnie przekabacić, bo jak to on...zawsze musi mieć ostatnie zdanie.
-A założymy się? - posyłam mu wyzywające spojrzenie. Brayan milczy przez chwile i odsuwa się by na mnie spojrzeć.
-Chcesz się założyć?
-Tak! - odpowiadam stanowczo.
-O co? - chwytam brodę w dłonie i myślę chwile.
-Jeśli ja wygram nauczysz mnie jeździć na motocyklu, oczywiście jak już urodzę. A swoją nagrodę wybierz sam.
-Ty na motocyklu? -  mruczy - To jest mega podniecające! - dodaje i uśmiecha się seksownie - Ok, jeśli wygram ja to przelecę cię tak jak lubię, czyli ostro i mocno, może użyjemy jakiś zabawek… -  zasycha mi w ustach na samą myśl i czuję jak ściskam się na dole. O cholera! Czy wygram czy przegram i tak będę zadowolona.
-Ok - mówię i wyciągam rękę - Ale gdzie i kogo mam uwodzić? -  dodaje po chwili.
-Coś wymyślimy, ale pamiętaj, że to tylko flirt, nic więcej! - mówi poważnie.
-No przecież wiem! Zresztą podobno nie potrafię tego robić! - droczę się.
-Pamiętaj, że to ja ocenie czy go uwiodłaś, a łatwo zamienić się rolami! -  uśmiecha się jakby już wygrał. Cwaniak jeden!

Co on ze mną wyprawia? Czuję się przy nim zupełnie inaczej niż przy Ericku. Ten wszystkiego mi zabraniał, był nadopiekuńczy, a Brayan? Zgodził się na głupi zakład i ma do tego taki dystans. To chyba kwesta jego stylu bycia, a sam nie jest święty i wie, że każdy może popełniać błędy. Może dlatego nie skrytykował mnie, gdy dowiedział się o wszystkim co dokładnie się stało? Jest opiekuńczy ale nie nadopiekuńczy, co bardzo mnie cieszy. Erick czasami przesadzał i doprowadzał mnie do szału swoimi zakazami i rozkazami. Ochrona, namierzanie telefonów to był jakiś obłęd. Może zachowuję się niewdzięcznie ale z jednej strony cieszę się, że się od tego uwolniłam... nie potrafiłabym chyba tak żyć. To wszystko było bardzo intensywne, działo się szybko... możliwe, że dlatego też szybko się skończyło. Jestem Erickowi wdzięczna za jego opiekę po operacji i po pobiciu i wiem, że zrobiłby dla mnie dosłownie wszystko ale może właśnie w tym tkwi problem. Ja nie jestem taką kobietą, której to imponuje. Nie chcę wszystkiego... chcę być sobą, prowadzić normalne życie. Nie wiem czy naprawdę tak uważam czy sama przed sobą próbuje się wytłumaczyć?
-Idziemy? - pyta Brayan stojąc w drzwiach pokoju.
-Tak, tak - wstaję wyrwana z myśli.
-Nie myśl tak dużo. To nie jest dobre… -  obejmuje mnie ramieniem i zamyka za nami pokój. Na dole słychać już gwar mojej rodzinki. Na pewno będzie nas mniej niż wczoraj, bo cześć to byli goście spoza rodziny. Na schodach spotykamy mojego wujka, brata mojego taty, a ten chyba od wczoraj jeszcze nie wytrzeźwiał. Wita się z Brayanem jakby znali się od wieków i coś mi się wydaje, że ominęło mnie wczoraj niezłe przedstawienie. Zobaczę wszystko za kilka tygodni jak Kim przyśle mi płytę z nagraniem z wesela. Idziemy we troje na salę gdzie gromadzi się już część osób. Widzę Kim, wygląda ślicznie w bladoróżowej koktajlowej sukience do kolan. Ona także nas dostrzega i uśmiecha się machając do mnie. Podchodzi do nas także Thomas. - brat Roba. 
-Żyjesz bracie? - ściska Bryana bardzo serdecznie, a ja patrzę totalnie zaskoczona.

7 komentarzy:

  1. Więcej Ericka!
    Nie pałam miłością do Brayana.
    Och, czekam już na nexta! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo nie !!! Nie.. Ona musi byc z Erickiem ojjj ..

    OdpowiedzUsuń
  3. no i co dalej????? hallooooo? a Eric? trochę mi go żal? cholera nie mogę się doczekać:-( POMOCCCCYYYYYY!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech się dzieje wola Kasi :-P

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj rozpieszczasz nas za bardzo moja droga tymi rozdziałami :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Alle coś mi sie wydaje ze Brayan cos kombinuje ;/ a Meg jak to Meg ;/ yhhhh biedny Eric ciekawe czy to czasem Brayan cos nie namodził z jej telefonem żeby nie mogła sie kontaktować z Ericiem ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszyscy popierają Ericka, ale jak na razie to mi Brayan się całkiem posoba. Meg potrzebuje tego związku. A później jak sobie wszystko ułoży to może i z Erickiem będzie jej lepiej. : )

    OdpowiedzUsuń