Premiera już w lipcu!

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 80

-No łatwo nie było stary, ale żyję! - śmieją się obaj. Cholera! Najwidoczniej ominęło mnie więcej niż się spodziewam. Czyżby wesele rozkręciło się po moim wyjściu? Wszyscy witają się z Brayanem... bardzo wylewnie. Co on wczoraj wyprawiał? Jestem oszołomiona i zaskoczona.
-Wytłumaczysz mi to? - pytam cicho, gdy idziemy do stolika.
-Częściowo ale nie teraz, mała - Brayan uśmiecha się uwodzicielsko i odsuwa krzesło bym usiadła. Częściowo? No tak, przecież on nie wszystko pamięta.
-Żałuj, że poszłaś wczoraj - nachyla się do mnie moja siostra.
-No właśnie widzę, że wiele mnie ominęło - wzdycham nerwowo.
-Erick i Brayan przeszli samych siebie... co oni tu wyprawiali. Wszyscy płakali ze śmiechu, gdy rozkręcili całe wesele! -  odpowiada podekscytowana. Erick z Brayanem rozkręcili wesele? Świetnie.
-Będzie dziś? - pytam niepewnie.
-Już jest - Kim odpowiada jak gdyby nigdy nic. Kurwa mać! Gdzie? Rozglądam się i nigdzie go nie widzę.
-Czemu mi nie powiedziałeś? - warczę do Brayana, a on patrzy na mnie pytająco.
-O czym?
-O tym, że Erick tu dziś będzie i że balowałeś z nim całą noc! - zaciskam zęby.
-Nie chciałem cię denerwować ale nie denerwuj się, bo on nie będzie już nic próbował Chyba zrozumiał kilka spraw - unoszę brew. Coś czuję że ten dzień przyniesie wiele niespodzianek.
-Co mu powiedziałeś? - chwytam Brayana za łokieć by skupił się na rozmowie ze mną, a on ogląda się i znowu z kimś wita. Szarpię więc jego ramię by widział jaka jestem wkurzona.
-Hej uspokój się! - rzuca mi gniewne spojrzenie - Nie powiedziałem mu o ciąży - tłumaczy jakby tylko o to mi chodziło.
-Nie o to pytam! -  kelnerzy zaczynają roznosić dania, a ja odchylam się na chwilę by postawił nasze talerze – Dziękuję - bąkam i wbijam wzrok z powrotem w Brayana.
-Jedz! - zmienia temat i zabiera się za swoją zupę. Och! Ja jestem jednak tak wściekła, że nie potrafię opanować emocji. Wyrywam mu łyżkę z dłoni, a ta aż ląduje na podłodze. Goście spoglądają w naszą stronę nie wiedząc co się dzieje -  Kurwa oszalałaś? - Brayan prawie krzyczy, a wszyscy znowu zwracają na nas uwagę. Chwyta mnie za dłoń i przyciąga do siebie - Nie przeginaj i nie rób scen! Pogadamy po obiedzie! - syczy przez zaciśnięte zęby i puszcza mnie odtrącając moją dłoń. Jestem w szoku. Chyba nigdy nie mnie nie krzyczał ani nie odepchnął mojej dłoni w taki brutalny sposób.  Ściska mnie w żołądku i od razu straciłam apetyt. Nie zjadam ani zupy ani drugiego dania, gmerając jedynie widelcem w talerzu. Brayan nie odezwał się do mnie ani słowem, zauważyłam za to Ericka siedzącego obok moich rodziców. To są chyba jakiś najgorszy żart pod słońcem. Dziś jest sam ale  jak zawsze wygląda nienagannie i elegancko. Spogląda na mnie co jakiś czas i na pewno widzi moją niewyraźną minę.
-Nic nie zjadłaś - Brayan w końcu odezwał się do mnie.
-Straciłam apetyt - odpowiadam cicho.
-Proszę nie gniewaj się, wytłumaczę ci wszystko później… - chwyta mnie za dłoń,a ja kątem oka widzę na sobie wzrok Ericka. Chce mi się płakać.
-Nie czuję się najlepiej, chyba muszę się położyć… -  kłamię, a tak naprawdę wcale nie. To prawda, bo czuję się paskudnie zażenowana, jakbym była w jakiejś ukrytej kamerze.
-Zostań jeszcze chwilę… -  spogląda mi w oczy.
-Dosłownie chwilę...  - unoszę palec by podkreślić, że to będzie krótka chwila i odruchowo spoglądam na miejsce gdzie siedzi Erick, jednak jego już tam nie ma. Oddycham z ulgą. Widzę jednak, że Brayan uśmiecha się na czyjś widok dosłownie po chwili i wyciąga dłoń.
-Witaj, ale mnie wczoraj urządziłeś! - mówi z radością w głosie, a ja odwracam się i kogo widzę?
-Mam nadzieje, że nie miałeś przeze mnie problemów – odpowiada  Erick i spogląda na mnie...w dodatku mruga do mnie konspiracyjnie. Kompletnie nie rozumiem co się dzieje.
-Nie było łatwo… - Brayan kładzie dłoń na moich plecach i gładzi je delikatnie - Ale sobie poradziłem - dodaje, a oni śmieją się jak dwaj najlepsi kumple. W końcu wstaję i nie wytrzymuje.
-To jakiś żart, prawda?! - Brayan i Erick patrzą na mnie pytająco - Robicie sobie ze mnie jaja czy co? - dodaję.
-Nikt sobie nie żartuje z ciebie, Meg - odpowiada poważnie Brayan, chyba dopiero teraz widzi jaka jestem wściekła. Głupi ślepy samiec! Kurwa mać! 
-Jak to nie? Co tu się wyprawia? Co ty tu kurwa robisz? - rzucam zimne spojrzenie Erickowi.
-Zostałem zaproszony. Nie klnij, to nie wypada takiej kobiecie jak ty… -  odpowiada pewnie ze spokojem i wyższością, co jeszcze bardziej mnie rozjusza.
-Zostałeś przyjacielem rodziny? - burczę drwiąco.
-Meg nie przeginaj... - uspokaja mnie Brayan.
-Zamknij się! - warczę na niego.
-Meg! - Brayan łapie mnie za łokieć, a ja wyszarpuje się od razu.
-Nie róbcie we mnie wariatki! - krzyczę na cały głos, a oczy wszystkich po raz kolejny skierowane są na nas -  Macie zamiar się teraz zaprzyjaźnić czy co? Co on ci wczoraj nagadał? - pytam nadal podniesionym tonem, a oni stoją jak wryci zaskoczeniu moim wybuchem. 
-Powiedział mi prawdę… -  odpowiada krótko Erick, a mnie ściska w żołądku.
-Jaką prawdę? - pytam bez tchu.
-Że jesteście razem i jesteś z nim szczęśliwa. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze i skoro ze mną nie możesz być szczęśliwa, to muszę to zaakceptować - wyjaśnia z dziwnym spokojem ale w jego głosie słychać smutek. 
-Że co? - spoglądam na Brayana. Jak on mógł mu powiedzieć coś takiego? Przecież wczoraj... wczoraj jeszcze nic między nami nie było.
-Obaj cię kochamy ale skoro wybrałaś jego, to ja nic na to nie poradzę –  dodaje Erick, a ja zamieram. Widzę jak Brayan stoi zdenerwowany. Być może nie pamięta co gadał? W sumie to niezła wymówka powiedzieć, że się nie pamięta.
-Co jeszcze ciekawego powiedział pan Green? - mrużę wściekle oczy.
-Że kupujecie dom w Londynie i, że zostajesz tam na stałe - Erick nadal jest spokojny,bo  wie że jestem wkurzona.
-Taaa... Coś jeszcze?
-To jakieś przesłuchanie? - wlepia we mnie te swoje spojrzenie.
-On! - pokazuję na Brayana - Nie chce mi nic powiedzieć! 
-Nic więcej nie mówił, bo nie rozmawialiśmy o tobie całej nocy, Meg -  Erick chce złapać mnie odruchowo za dłoń ale cofam ją.
-Nie boli cię, że rżnie mnie inny facet?! - pytam jadowicie. Wiem ,że urażę go tym bardzo mocno i sama się brzydzę używać takich słów ale to co tu się dzieje to jakaś kompletna farsa. 
-Meg! - reaguje Brayan i ma racje, bo wiem, że przesadziłam. Erick patrzy zaszokowany ale w jego spojrzeniu widzę nienawiść. Wiem, że bardzo go tym uraziłam. 
-Wolę żeby rżnął cię facet któremu na tobie zależy, niż mój fałszywy były przyjaciel, który zawsze dojadał resztki po mnie! - te słowa z ust Ericka dosłownie mnie powaliły. Nigdy nie widziałam Ericka w takim stanie jak teraz. Jest rozjuszony, poruszony i wściekły...gdyby mógł zapewne by mnie zabił.
-Dupek! - oczy zaszkliły mi się od łez, bo te słowa tak mnie zabolały jak chyba nigdy nic innego. Czuję wręcz fizyczny ból i mimo, że wiem, że powiedział to złośliwie... ale zapewne tak właśnie myśli. Był szczery. -Nienawidzę cię Evans! Zniszczyłeś mi życie! Żałuję że cię poznałam! - wyznaję mu nagle i ruszam w stronę wyjścia. Brayan łapie mnie za nadgarstek  -  Goń się! - warczę ale mnie nie puszcza. Trącam go więc z całej siły, a następnie uderzam by mnie w końcu puścił. Czuję się oszukana, zbesztana i bezwartościowa. Wybiegam z sali na korytarz ale słyszę jak ruszają za mną Brayan, Erick, Kim, Rob i rodzice. Mam ich wszystkich serdecznie dość. Dopadam do drzwi i otwieram je wychodząc na zewnątrz. Widzę zaparkowanego przed wejściem Erickowego BMW, to jego ulubiona marka. Nie wiem dlaczego ale biegnę do niego i wsiadam. Kluczyki są w schowku, wkładam je szybko i włączam silnik. Zapinam pas i chcę ruszyć ale do drzwi dopada Brayan, zaraz za nim Erick. Blokuje drzwi jednym przyciskiem.
-Co ty wyprawiasz?!-  wali w okno Brayan i próbuje dostać się do środka. 
-Meg, nie możesz prowadzić taka zdenerwowana! -  dodaje swoje Erick. Czego on jeszcze ode mnie chce?
-Walcie się! Obaj! -  pokazuję im do okna środkowy palec, odblokowuję hamulec i ruszam z piskiem, a Brayan i Erick odskakują od samochodu. 
Wyjeżdżam za bramę i dociskam gaz jeszcze mocniej. Uciekam... Znowu! Ale teraz naprawdę mam dość, a to wszystko to kiepski żart. Jak oni mogą go zapraszać i traktować jak gościa, skoro wiedzą co przechodzę? Robią to specjalnie by zmusić mnie do przyznania się o ciąży? Włączam muzykę i podgłaszam. Chyba nigdy nie jechałam tak szybko. Czuję zdenerwowanie i podekscytowanie. Wiem, że zaraz mnie  jednak namierzą przez GPS. Dociskam gaz jeszcze mocniej i zanim orientuje się, że mknę ponad 180 km/h  i mijam radiowóz. Cholera! Ruszają za mną od razu na sygnale. Nie mam przy sobie prawa jazdy ani żadnego dokumentu, a samochód nie należy do mnie... O Chryste!
Zjeżdżam na pobocze, radiowóz dogania mnie i zatrzymuje się zaraz za mną. Walę głową w kierownicę, bo wiem, że mam mega kłopoty. 
-Proszę wysiąść z auta - puka w szybę pan policjant, a ja potulnie odpinam pas i wysiadam. Jest zimno, a ja mam nie mam nawet kurtki.
-Dzień dobry, panie władzo! - mówię grzecznie choć wiem, że i tak mam przerąbane.
-Gdzie się pani tak śpieszy? - pyta groźnie.
-W sumie to nigdzie… -  obejmuje się dłońmi. Właśnie zaczął prószyć śnieg. Policjant zaczyna swój wywiad ale nie mam jak potwierdzić swojej tożsamości. 
-Przekroczyła pani prędkość w terenie zabudowanym o ponad 120 kilometrów, nie dostosowała pani prędkości do warunków jazdy, mamy zimę. Nie ma pani dokumentów, a samochód którym pani jedzie jest zarejestrowany na pana Ericka Evansa. Nie wygląda to najlepiej… -  gliniarz patrzy na mnie z politowaniem. Przecież wie, że nie ukradłam tego samochodu i widzi, że nie jestem w najlepszym stanie psychicznym. Płakałam, jestem zdenerwowana i roztrzęsiona- Nie chce pani martwić ale musimy panią aresztować -  dodaje.
-To konieczne? -chce mi się wyć.
-Nie mogę pani puścić, będzie pani mogła zadzwonić z komisariatu do najbliższych, by przywieźli pani dokumenty i wtedy wszystko może uda się odkręcić. Ale mandat będzie na pewno.
-Och - wzdycham głośno i nie wytrzymuję emocji. Zaczynam płakać. 
-Niestety muszę panią skuć, takie są procedury… -  dodaje, a ja zduszam jęk. Chryste! Odwraca mnie i zakłada kajdanki jak jakiemuś przestępcy, a następnie prowadzi mnie do radiowozu i pomaga wsiąść osłaniając dłonią moją głowę. Na siedzeniu pasażera siedzi drugi policjant, wygląda na miłego.
-Jestem w ciąży, mógłby mnie pan rozkuć?  -  pytam cicho łkając i pociągając nosem.
-Czemu mi pani nie powiedziała ? - wysiada z auta i od razu zdejmuje mi kajdanki - Wpakowała się pani w niezłe kłopoty, taka szybka jazda nie jest mądra, szczególnie w ciąży-  dodaje i wraca na miejsce. Widzę jak samochód firmy holowniczej, pakuje BMW Ericka na pakę by odwieść je na policyjny parking. Siedzę jak zbity pies na tylnym siedzeniu radiowozu. Boże ale wstyd! Zamykam oczy i próbuję się znowu nie popłakać. Policjanci nic nie mówią, chyba  także im jest głupio, że musieli mnie aresztować. Po 15 minutach dojeżdżamy pod komisariat na Long Island. Nie wiem gdzie dokładnie, bo nie znam tej okolicy. Wyprowadzają mnie i idziemy we trójkę do środka,  a tam zamykają mnie w celi z dwiema młodymi kobietami, to chyba prostytutki.
-Niedługo będzie mogła pani zadzwonić. Jest pani głodna? - pyta policjant numer 1. Kręcę przecząco głową, bo w ogóle nie myślę o jedzeniu. Siedzę w zimnej małej celi z dwiema prostytutkami, które patrzą na mnie złowrogo. Kładę dłoń na brzuchu. Ale ci się synu matka trafiła - mówię do siebie w duchu. Zostałam aresztowana pierwszy raz w życiu. Nie sądziłam, że w ogóle kiedyś tego doświadczę. 

Nie mija nawet pół godziny. gdy na komisariat wpadają Brayan, Erick i mój tata. Siedzę w kącie celi z dala od podejrzanych panienek, które mówią coś między sobą w nieznanym mi języku, nie wyglądają przyjaźnie. Chłopaków nie widzę ale doskonale słyszę. 
-Gdzie ona jest? - To głos Ericka.
-Proszę się uspokoić. Potrzebujemy czasu by sprawdzić dane. Kobieta którą zatrzymaliśmy nie miała przy sobie dokumentów.
-Nazywa się Megan Donell... -  Erick zaczyna wymieniać moje dane i tłumaczyć, że auto należy do niego.  Zna mój adres, datę urodzenia i pesel. Czemu mnie to nie dziwi? Wtrąca się oczywiście Brayan i mój tata. Pan policjant w ogniu pytań ledwo nadąża ich uspokajać. Żaden z nich nie ma jednak mojego dowodu ani dokumentu potwierdzającego moją tożsamość. Erick klnie na przemian z Brayanem. Cholera, zaraz i ich aresztują za awanturowanie się na posterunku. Nie chcą ich do mnie wpuścić, a ta sytuacja zaczyna mnie powoli bawić. Gdy wyobrażam sobie ich miny jak dowiedzieli się, że zostałam aresztowana, śmieje się w głos sama do siebie, a te dwie kobiety patrzą na mnie dziwnie.
-Kurwa co za ludzie! - słyszę kolejne krzyki Ericka. Wychodzi gdzieś i na pewno będzie dzwonił by uruchomić swoje kontakty. Wraca po chwili wręczając telefon policjantowi, który grzecznie rozmawia z kimś po drugiej stronie. Po chwili przeprasza i potulnie kończy rozmowę.
-Panie Evans zaszło nieporozumienie, już wypuszczamy pannę Donell... - mówi drżącym głosem, a mi robi się go szkoda. Mam nadzieję że nie będzie miał przeze mnie kłopotów. Przychodzi po mnie od razu i wypuszcza z celi.
-Przepraszam panie władzo, mam nadzieję, że nie będzie miał pan problemów… -  szepczę do niego i posyłam mu współczujące spojrzenie.
-Wszystko w porządku panno Donell, taka moja praca. Proszę na siebie uważać! - uśmiecha się i puszcza mnie przodem, przechodzimy przez furtkę z krat. Widzę od razu wszystkich naraz, ruszają tłumem w moją stronę.
-Boże Meg! - pierwszy dopada mnie Brayan. Łapie mnie za ramiona oglądając czy jestem cała -  Nic ci nie jest? - pyta roztrzęsiony.
-A co ma mi być? Przecież tylko jechałam za szybko - od razu wraca mi złość na ich widok.
-Dajcie spokój! Porozmawiamy w domu - wtrąca się mój tata i obejmuje mnie. Na niego chyba nie jestem zła. Domyślam się, że pomysł z zaproszenia na dziś Ericka wyszedł od mojej mamy. Rob uśmiecha się do mnie pocieszająco i jak zawsze mało mówi, za to Brayan i Erick są wściekli. Przyjechali autem taty więc Erick od razu wzywa samochód. Wywracam oczami, bo bardzo mnie to irytuje. Nie chcę tak żyć i nie potrafię. 
-Pojedziemy we trójkę, wy wracajcie na obiad – mówi, a raczej rozkazuje nam Erick.
-To dobry pomysł - odzywa się Rob i prowadzi mojego tatę do samochodu. Macham im na pożegnanie, a po nas po chwili podjeżdża Bentley. 
-Gdzie jedziemy? - pytam wsuwając się na tylne siedzenie, a zza mną ładuje się Brayan. Patrzy na mnie ze wściekłością ale nic nie mówi. 
-Odwiozę was do domu. Wieczorem mam kolację u matki -  odpowiada zimno Erick, a mi na myśl o jego mamie robi mi się ciepło na sercu. To taka dobra kobieta. Na pewno myśli o mnie najgorzej... Przecież uciekłam od jej syna i skrzywdziłam go najbardziej jak mogłam. Ma prawo tak o mnie myśleć i nie mam jej tego za złe. Zamyślam się na chwilę na wspomnienia tych miłych chwil, które spędziliśmy z mamą Ericka. To już jednak nigdy nie wróci.

Jedziemy powoli, a Brayan nagle ujmuje moją dłoń i ściska ją mocno, nie dając mi jej zabrać. Spoglądam na niego, a on wpatruje się we mnie pełen złości. Widzę w nim jednak także troskę, smutek i żal. Wzdycham, bo jestem naprawdę zmęczona zaistniałą sytuacją. Jedziemy prawie całą drogę w milczeniu. Nie mam pojęcia jak czuje się teraz Erick? Widzi jak siedzę na tylnym siedzeniu jego samochodu z obcym facetem, a kiedyś zarzekał się, że nikt inny mnie nie dotknie, że jestem tylko jego. Przeze mnie musi to znosić i  czuję się podle! Jestem beznadziejna i wszystkich unieszczęśliwiam. 
-Dziękuję Ericku - mówi Brayan, gdy wychodzimy z samochodu pod domem moich rodziców.
-Nie ma za co. Najważniejsze, że nic jej nie jest -  Erick spogląda na mnie z taką czułością, że ściska mnie w żołądku. Spuszczam wzrok w chodnik, bo nie mogę znieść tych emocji. To zbyt wiele jak dla mnie. 
-Będziemy w kontakcie - dodaje Brayan i ściskają sobie wzajemnie dłonie na pożegnanie. W kontakcie? Zostawiam to bez komentarza. 
-Do widzenia Meg - zwraca się do mnie Erick. Jest zasmucony, a ja nie mogę tego znieść. 
-Ericku? - zagajam cicho, czuję się paskudnie.
-Tak? - ten odwraca się z nadzieją, a Brayan wciąga głęboko powietrze.
-Przepraszam za to co powiedziałam, nie chciałam cię urazić ani obrazić... - mówię skruszona, jest mi naprawdę przykro.
-Wiem… -  Erick uśmiecha się lekko, a moje serce zaciska się. Boże, co ja narobiłam? Przecież kocham tego człowieka - Mandat już zapłaciłem, nie musisz się martwić -  dodaje, jestem zaskoczona. On po prostu taki jest.
-Dziękuję -  mamrocze cicho. Jest mi ogromnie głupio i niezręcznie 
-Chodź, bo się przeziębisz - obejmuje mnie Brayan i prowadzi prosto do domu. Erick stoi przy samochodzie i patrzy jak wchodzimy do środka. Odwracam się przy drzwiach , a on znowu uśmiecha się lekko. Zaciskam pięści, a w środku czuję jakby palił mnie żywy ogień -  Jesteś zmarznięta-  Brayan przytula mnie i rozgrzewa dłońmi moje dłonie. Idziemy do kuchni, a on nastawia wodę na herbatę i przynosi mi koc -  Jeszcze tego brakuje byś się rozchorowała - mówi czule, a złość złość chyba mu przeszła. 
-Możesz mi to teraz wytłumaczyć? - pytam spokojnie, nie mam siły się kłócić.
-Nie wiem co mam ci powiedzieć -  Brayan spuszcza wzrok w podłogę.
-Prawdę.
-Naprawdę niewiele pamiętam, Meg ale najwidoczniej to co mówiłem przemówiło mu do rozumu - patrzy na mnie niepewnie.
-Nie mogę uwierzyć, że go okłamałeś.
-Nie okłamałem! - podnosi ton.
-Powiedziałeś mu, że jesteśmy razem i, że mnie kochasz! - również mówię głośniej, Brayan milczy wymownie.
-Bo to prawda - duka nagle.
-Jeszcze nic nie ustaliliśmy, nie wiem czy jestem gotowa na związek -  odpowiadam spokojnie.
-Miałem na myśli to drugie… - spogląda na mnie i widzę jak oczy mu błyszczą.
-Ty się nie zakochujesz... - odpowiadam potrząsając głową jakbym nie chciała dopuścić do siebie tego co właśnie usłyszałam.
-Cóż... -  wstaje i wyłącza czajnik, który zaczął gwizdać dając znać, że woda się zagotowała. Mam wrażenie, że wstał nie po to by go wyłączyć ale by zwiększyć dystans między nami. Jakby musiał panować nad emocjami  - Na każdego przychodzi pora… -  dodaje i uśmiecha się.
-Brayan... - szepczę jego imię ale nie wiem co powiedzieć dalej. Jestem kompletnie zaskoczona. Ok... podobam mu się, zależy mu na mnie ale żeby od razu się zakochać? Nie! To nie w jego stylu... Nie mogę tego pojąć.
-Nie oczekuję od ciebie niczego, po prostu daj mi się sobą zaopiekować, mała… - podchodzi i siada na krześle obok chwytając moje dłonie.
-Ale ja kocham Ericka... -  mówię bez tchu. Nie chcę go ranić, a wiem, że tak właśnie będzie. 
-Wiem… -  zamyka oczy by zdusić żal -  Ale wiem też, że zrobię wszystko byś była szczęśliwa. Powiedz jedno słowo, że chcesz do niego wrócić, a zniknę z twojego życia - patrzy mi prosto w oczy.
-Nie mogę z nim być, Brayan. Przecież wiesz...
-On ci wybaczył... - dodaje, oddech ma przyśpieszony i widzę jak walczy z emocjami. 

4 komentarze:

  1. No to mamy piękny trójkącik. Dziwne że od tego całego stresu i nerwów jeszcze nic się nie stało z Juniorem xD Czekam na reakcje Ericka o ciąży :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdziele. To Mu pocisnela nie ma co! Aż mi się serca ściska jak widzę to, że oboje się kochają a mimo to nie są razem. Szkoda trochę Bryana ale cóż może ktoś inny bd u pisany?

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra ja chcę więcej.... Kasiu kiedy następny i fakt Brayan namieszał ale ja tu wyczuwam jakiś podstęp :)

    OdpowiedzUsuń