Premiera już w lipcu!

niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 81

-Ale ja sobie tego nie wybaczę, Brayan. Nie mogę pozwolić by Erick budził się przy mnie i do końca życia myślał o tym co zrobiłam. Wybaczyć to nie znaczy zapomnieć...
-Więc nigdy do niego nie wrócisz? - w jego głosie słychać tyle nadziei, że znowu ściska mnie w gardle.
-Nie mogę i proszę być się z nim nie kontaktował. Nie wiem czy między wami nawiązała się jakaś nić przyjaźni czy co, ale jeśli on będzie nadal istniał w moim życiu nie dam rady zacząć wszystkiego od nowa. Nie chcę skrzywdzić ciebie... - dotykam jego twarzy i muskam palcem kącik ust Brayana. 
-Nie można skrzywdzić kogoś takiego jak ja...  - ten uśmiecha się lekko i sadza mnie sobie na kolanach – Obiecuję, że gdy wrócimy urwę kontakty ale... Erick zaprosił nas na Sylwestra - dodaje szybko i patrzy na mnie niepewnie. Że co?! 
-Cudownie... - wywracam oczami – Rozumiem, że się zgodziłeś?
-Podobno tak. Erick kupił już nawet bilet dla Toma by mógł spędzić go z nami. Kim i Rob też są zaproszeni.
-Jesteście nienormalni! - pukam go w czoło i zaczynam się śmiać -Tom chociaż o tym wie?
-Tak wie, przylatuje jutro razem z Alex.
-Z Alex? - unoszę brew. To jakieś kompletne szaleństwo!
-Taa... chyba wpadł po uszy, a nawet się jeszcze nie bzykali - odpowiada, a ja znowu się śmieje.
-To jakiś bal maskowy czy zwykły sylwester? - dopytuję, bo wolę wiedzieć od razu na co mam się przygotować. Znając Ericka to nie będzie nic standardowego.
-Tylko się nie denerwuj… -  mówi, a mi od razu podskakuje ciśnienie - Lecimy do Dubaju - dodaje i ściska mocniej moją dłoń. Zaniemówiłam. Nie wiem czy mam ochotę spędzać sylwestra w towarzystwie Ericka w dodatku w... w Dubaju! Przecież to chore! Chcę go unikać, a mam lecieć z nim na drugi koniec świata?!
-Wiesz, że on robi to specjalnie… -  wyduszam z siebie w końcu.
-Wiem ale skoro możemy spędzić sylwestra w Dubaju, na jego koszt... - odpowiada zadowolony, a oczy błyszczą mu jak małemu chłopcu. 
-Robię to tylko dla was! - wzdycham. Dla chłopaków taki wyjazd na pewno jest bardzo ekscytujący, znając moją siostrę też się cieszy, a mi nie pozostaje nic innego by się po prostu zgodzić. 
-Będzie super, zobaczysz! - wstaje i przesadza mnie ze swoich kolan na stół. 
-Mam nadzieję, że nikt nie będzie żałował tego wyjazdu… -  przełykam ślinę, bo od razu przychodzi mi na myśl wypad do Vegas przez który wszystko legło w gruzach.
-Erick zabiera jakaś dziunię dla siebie więc nie masz się co martwić! - dodaje Brayan chyba nieświadomy tego jak mnie to zabolało. Na myśl o Ericku z inną kobietą ścisnęło mi serce. No cóż... muszę to zaakceptować, bo skoro dałam mu kosza ma prawo układać sobie życie. Moje wewnętrzne „ja” gani mnie za to, że zgodziłam się na ten wyjazd. Jak mogłaś?! Krzyczy na mnie. 

Wieczorem wszyscy wracają do domu i znowu zaczyna się roić od moich wujków, cioć i kuzynostwa. Część z nich śpi w hotelu, a kilka osób u nas w domu. W salonie moja mama zastawiła stół jedzeniem więc siedzimy wszyscy i na wszystkim czym się da opowiadając wrażenia z wesela. Dowiaduję się, że chłopaki rozkręcili całą imprezę: śpiewali, tańczyli i prawie zrobili striptiz. Nawet moje starsze ciotki tańczyły z nimi do samego rana. Brayan jest lekko zakłopotany ale bryluje w towarzystwie. Wszyscy jedzą mu z ręki, a moi rodzice go po prostu pokochali. Kim i Rob także są zachwyceni. O Ericku na szczęście nie rozmawiamy. To jakby temat tabu.  Nawet Thomas trochę wyluzował i znalazł wspólny język z Brayanem. Moja siostra bierze mnie na stronę by zapytać czy zgodziłam się na wyjazd. Piszczy radośnie, gdy mówię że tak i od razu biegnie do Roba by mu o tym powiedzieć. Wszystko jest oczywiście załatwione, a Evą zajmą się rodzice. Wszystko poza moimi plecami ale nie chcę wyjść na rozkapryszoną gówniarę i psuć wszystkim wyjazdu życia tylko dlatego, że cały sprawca tego zamieszania to mój były... narzeczony. Nie mam pojęcia kiedy tam lecimy, bo nie zapytałam Brayana, a Sywlester jest przecież poniedziałek. Jutro przylatują Tom i Alex i zastanawia mnie co się między nimi wydarzyło? Może to naprawdę coś poważnego skoro chcą spędzić razem Sylwestra? Cieszyłabym się gdyby się im udało. Tom zasługuje na dobrą dziewczynę, a ja czuję, że Alex byłaby w stanie go uszczęśliwić z wzajemnością. 

Wkładam naczynia do zmywarki, gdy podchodzi do mnie Brayan.
-Prawie nic dziś nie zjadłaś, mała… - obejmuje mnie od tyłu i muska ustami płatek ucha, a mnie od razu przechodzi dreszcz.
-To z tych emocji. Chodźmy na górę,  jestem już zmęczona -  wtulam się w niego i zamykam oczy. 
-Pożegnajmy się ze wszystkimi - odwraca mnie i prowadzi do salonu. Brayan skradł serca całej mojej rodziny. Rodzice chyba domyślają się, że jest między nami coś więcej,  bo widzę jak na mnie patrzą. Tata nic nie wspominał na temat mojego aresztowania ale pewnie tylko dla tego, że nie chce mnie denerwować. , 
-Tak strasznie się cieszę na  ten wyjazd! - Kim wylewnie ściska Brayana.
-Będzie super! – ten odpowiada i całuje ją w oba policzki. Rozmawiamy we trójkę jeszcze chwile i  we dwoje idziemy do mojego pokoju. Mimo tego, że moja mama poupychała dodatkowe materace dla gości w każdym kącie domu, to my z Brayanem śpimy dziś tylko we dwoje. Nie wiem czy to pomysł mamy czy taty ale akurat za to jestem im ogromnie wdzięczna. Siadam na łóżku i zdejmuję żakiet. Naprawdę jestem zmęczona.
-Chcesz iść spać? - pyta badawczo Brayan ale wiem co chodzi mu po głowie. Uśmiecham się.
-A dasz mi zasnąć? - specjalnie przygryzam wargę. 
-To zależy...-  odpowiada i siada obok.
-Od czego? - odgarniam włosy z ramienia i posyłam mu niewinne spojrzenie.
-Od ciebie... - mruczy. Wstaję i gaszę główne światło zapalając lampkę obok łóżka. Patrzę na niego i widzę, że ma ochotę. Uśmiecha się szelmowsko, a w oczach tańczą mu iskierki. Staję kilka kroków od niego i patrząc mu prosto w oczy przeciągam palcami po linii guzików w mojej czarnej bluzce. Zatrzymuję się na ostatnim od góry i rozpinam go. Brayan wciąga powietrze nie odrywając ode mnie wzroku. Opiera się dłońmi na łóżku pochylając do tyłu. Przesuwam palce niżej do kolejnych guzików, a po chwili rozpięta jest już cała koszula i  widać mój czarny stanik oraz nagie ciało.
-Podoba ci się? - droczę się z nim. 
-Bardzo - odpowiada oblizując usta. Zsuwam koszulę z ramion i rzucam na krzesełko przy biurku. Kołyszę biodrami i rozsuwam suwak, który znajduje się z boku spódnicy, a ta opada na podłogę zjeżdżając po moich nogach. Robię krok by z niej wyjść. Stoję w samej bieliźnie i podwiązkach. Oczy Brayan robią się większe i wypełnia je płonące pożądanie. Widzę również jak zaciska na pościeli pięści by się opanować. Uśmiecham się zalotnie i wkładam palec po ramiączko biustonosza, które spada z ramienia. To samo robię z drugim ramiączkiem i nadal kiwam się lekko. Staram się być seksowna i chyba nawet nieźle mi to wychodzi. Odwracam się do niego tyłem i rozpinam biustonosz odrzucając go na bok. Zerkam na niego przez ramię i widzę, że cały płonie. Pochylam się tak by palcami dotknąć swoich kostek, wypinam pupę w jego kierunku. Przesuwając palcami po nogach wracam do pozycji stojącej. Cholera! Skąd ja wiem, że mam tak robić? Widziałam to chyba w jakimś filmie albo po prostu niezła ze mnie kusicielka. Zasłaniając rękoma piersi odwracam się przodem, a Brayan w tym momencie nie wytrzymuje i wstaje. Podchodzi do mnie i chwyta w ramiona, a po chwili  mocno za pośladki. Piszczę zaskoczona gdy podsadza mnie na siebie. 
-Trochę cierpliwości -  dalej się z nim droczę. 
-Nie mogę się przy tobie opanować, mała! - dyszy i kładzie mnie na łóżko. Zdejmuje szybko koszulkę i rozpina spodnie. Zsuwa je razem z bokserkami. Jego penis  wyskakuje na wolność i poraża mnie swoim imponującym rozmiarem. To takie podniecające, a ja czuję jak od samego patrzenia słodko zaciskam się w środku. Brayan rzuca się między moje nogi i zrywa ze mnie figi. Jest gwałtowny ale ja mam nieco inny plan. 
-Delikatnie... - drażnię go dalej i chcę go przyciągnąć by mnie pocałował ale on nagle jakby zupełnie przestał trzeźwo myśleć. 
-Nie tym razem, mała... -  mówi i bez ostrzeżenia wchodzi we mnie. Cały od razu. Nie wiem co się dzieje. Krzyczę z bólu. O Chryste! Co za ból! Porównywalny z tym jaki czułam za pierwszym razem. Do oczu napływają mi łzy ale nic sobie z tego nie robi. Zaczyna się poruszać szybko i mocno. Boże! Zaciskam oczy, sznuruję usta i chcę opanować chęć zepchnięcia go z siebie. Zduszam jęk, a Brayan chwyta moje dłonie i unieruchamia mi je nad moją głową. Czuję kolejne mocne pchnięcia, które dalej sprawiają mi ból. 
-Ała! - jęczę i próbuję wyrwać swoje mu swoje dłonie. Nie pozwala mi na to, a w dodatku zasłania jedną dłonią moje usta by mnie uciszyć. Boże, nie! Otwieram oczy i widzę w jego oczach coś co mnie przeraża. Nie potrafię tego opisać. Jest jakby nie obecny, jakby to nie był on. Wchodzi we mnie na siłę mimo, że jestem zupełnie nieprzygotowania i spięta. Próbuję coś powiedzieć jednak jego dłoń skutecznie mi to uniemożliwia. Czuję jak drętwieją mi ręce pod uściskiem jego dłoni. 
-Tak! Właśnie tak! - Brayan jęczy w rozkoszy i po raz kolejny wchodzi we mnie mocno. Krzywię twarz w grymasie, a po policzkach zaczynają płynąc mi łzy. Gdy na chwilę odrywa dłoń od moich ust łapię oddech.
-Za mocno! Za mocno! - kwilę przerażona, a te słowa docierają do niego dosłownie po sekundzie.Spogląda na mnie, chyba wrócił na ziemię.
-Boże! - zastyga i wysuwa się ze mnie szybko po czym chwyta się za włosi -  Boże! - powtarza  patrząc na mnie. Teraz on jest przerażony. Skulam się na łóżku zaciskając uda z bólu,. Wiąż czuję jakby był we mnie. Cholera co w niego wstąpiło? Przecież wiem, że nie chciał zrobić mi krzywdy.
-Brayan… -  wyciągam do niego dłoń.
-Kurwa Meg! Co ja zrobiłem?! Boże! -  Brayan wstaje szybko. Jest totalnie spanikowany. 
-Nic się nie stało...-  próbuję go uspokoić, choć wiem, że to nie było normalne zachowanie. Nie mogę jednak teraz tego analizować, bo muszę go tu zatrzymać. 
-Jezu mała! Wybacz mi! - rzuca się na kolana i podpełza do łóżka by mnie objąć. Kładzie głowę na moich udach, a sam klęczy na podłodze. 
-Spokojnie, już  wszystko jest dobrze… - dotykam jego włosów, jest cały mokry i rozpalony. Emocje w nim buzują, a ja widzę jak bije się z myślami. 
-Nie chciałem, nie mogłem tego opanować... - duka, czuję jak łzy z jego oczu kapią na moje uda. Zastygam, bo najmniejszy fałszywy ruch, a wiem, że go stracę. 
-Często ci się to zdarza? - pytam spokojnie. Brayan podnosi głowę by na mnie spojrzeć.
-Nie wiem... pierwszy raz zdarzyło się, że ktoś mi przerwał - odpowiada zadręczony.
-To miałeś na myśli mówiąc "ostry seks"? - również jestem cała roztrzęsiona ale nie mogę go tak teraz zostawić. Widać, że ma z czymś problem o którym nie mówił mi do tej pory.
-Czasami mam wrażenie jakbym nie był sobą. Głównie właśnie w takich sytuacjach, gdy jestem podniecony. Przy przypadkowych kontaktach, które miałem, dziewczynom się to podobało, bo najwidoczniej zawsze trafiałem na panny, które lubią ostrą jazdę.
-Aha… -  wzdycham głęboko. Znowu wypłynął ten drażliwy dla mnie temat. Właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, że to wszystko co nas czeka będzie bardzo trudne. Będę musiała zmierzyć się z jego demonami, a on wciąż przecież chodzi na terapię. Może powinien zacząć także taką dotyczącą tego, co stało się ledwie chwilę temu?
-Nie mogłem tego opanować, musiałem jak najszybciej znaleźć się w tobie. Przepraszam! - wtula głowę w moje uda i obejmuje mnie za biodra. Nie wiem co powiedzieć, bo nadal jestem przerażona i zaszokowana.  Mimo tego iż wiem, że nie chciał zrobić mi krzywdy zaczynam mieć okropne myśli... przypomina mi się noc w klubie, gwałt. Nie! Nie myśl tak! On cię kocha! Tak dziś powiedział! Krzyczy na mnie moje wewnętrzne „ja”. Musisz mu jakoś pomóc! Radzi.
-Brayan czy jest coś o czym mi nie powiedziałeś? - Chwytam jego twarz w dłonie. Widzę jaki jest udręczony i przerażony.
-Byłem w dzieciństwie molestowany -  wyznaje nagle tak cicho, że ledwo słyszę. Oczy mu błyszczą od łez. Jezu! Zsuwam się do niego by nie klęczał przede mną. Wtulam się najmocniej jak potrafię i głaszczę jego włosy by się uspokoił. 
-Brayan, tak mi przykro… - wyduszam z siebie, gardło mam zaciśnięte. Nie mam pojęcia co mogę więcej powiedzieć w takiej sytuacji?  Jak pomyślę o bezbronnym dziecku i jakimś obleśnym facecie lub kobiecie. Kurwa mać! Wzdrygam się. Teraz rozumiem jego skłonność do nałogów... chciał o wszystkim zapomnieć, uprawiał przypadkowy seks by wyżyć się na kobietach za to co go spotkało. Traktował je przedmiotowo, dlatego nigdy nie stworzył stałego związku, by nikt go więcej nie skrzywdził - Tak mi przykro -  powtarzam nadal w niego wtulona. Na szczęście czuję jak oddech mu się uspokaja.
-Jesteś iskrą nadziei w tym popierdolonym świecie. Za nic nie chciałbym cię stracić. Kocham cię, Meg... - podnosi na mnie udręczony wzrok. 
-Nie stracisz mnie....nie stracisz -  muskam nosem jego nos - Zrobimy wszystko by się nam udało, Brayan. Chcę byś był ojcem dla mojego syna… -  wyznaję nagle zaskakując tym sama siebie. Nigdy o tym nie myślałam, a teraz powiedziałam to ot tak... jestem jednak tego pewna. Brayan będzie cudownym ojcem. Po tych słowach twarz Brayana rozpogadza się momentalnie. Nic nie mówi tylko kładzie dłoń na moich brzuchu i uśmiecha się. W tym uśmiechu jest tyle nadziei, wiary i miłości.  To taki intymny moment i taki ważny dla nas. Cały stres odszedł. Siedzimy nadzy na podłodze, opleceni sobą i nic więcej się nie liczy.

Piątek,  27 Grudnia

Gdy otwieram oczy jest już jasno. Leżymy na podłodze obok łóżka i materaca. Brayan tuli mnie mocno tak, że praktycznie leżę na nim. 
-Hej… -  budzę go delikatnie, a on otwiera niechętnie oczy - Chodź do łóżka - wskakuję tam i pociągam go za sobą.
-Spaliśmy tak cały czas, nie musiałaś mnie budzić… -  droczy się i dołącza do mnie, a gdy dotyka mojej nagiej pupu mówi - Jezu ale zmarzłaś. Nie przykryliśmy się niczym -  pociera dłonią o mój zmarznięty tyłek - Na pewno będziesz chora - dodaje i daje mi czułego całusa prosto w nos. .
-Może nie -  wtulam się w niego i próbuję rozgrzać.
-Oby. Nie byłoby dobrze! - obejmuje mnie  mocniej i okrywa nas dodatkowym kocem - Musisz o siebie dbać, mała. Wczoraj chyba nic nie zjadłaś… - wywracam oczami gdy zaczyna to swoje kazanie.
-Oj wiem. Cicho już! - zatykam mu usta palcem i przykładam głowę do poduszki, a on w odpowiedzi uśmiecha się chłopięco i dołącza do mnie. Kładzie głowę na mojej poduszce i patrzy. Wpatrujemy się w siebie bez słowa. Jakby nic w tym momencie nie mogło wyrazić tego co dzieje się między nami. On uśmiecha się do mnie nagle i zamyka oczy. Zasypiamy znowu.

Pędzimy na lotnisko po Toma i Alex. Ich samolot właśnie ląduje, a my jesteśmy dopiero w drodze. Rodzice szykują obiad w domu, a my z Brayanem pożyczyliśmy samochód mojego taty. 
-Wiedziałam, że się spóźnimy!-  kręcę się nerwowo na siedzeniu. 
-Nic im się niestanie jak chwile poczekają - uspokaja mnie Brayan.
-Tak nie wypada. Tom nie jest na tyle zorientowany żeby odnaleźć się w Nowym Jorku, a Alex nigdy tu nie była.
-Poradzą sobie! - uśmiecha się - Wyluzuj, mała -  klepie mnie delikatnie w kolano.

Wpadamy na lotnisko, a ja pędzę szybko przez tłum ludzi ciągnąc za sobą Brayana. O tej porze lotniska na całym świecie mają oblężenie. W Nowym Jorku nie jest inaczej, bo ludzie przylatują na święta i sylwestra. W tłumie dostrzegam zdezorientowanych Toma i Alex. Od razu do nich biegnę.
-Tom! - krzyczę. Dobiegam i rzucam się mu na szyje i zaczynam płakać. Strasznie się za nim stęskniłam.
-Hej śliczna! - Tom obraca się ze mną, a gdy stawia mnie na ziemię dodaje - Nie płacz wariatko!
-Przepraszam,  że się spóźniliśmy -  mówię, gdy dochodzi do nas Brayan.
-Cześć stary! - obejmują się serdecznie, gdy ja witam się z Alex.
-Ładnie wyglądasz -  prawię jej komplement, bo naprawdę śliczna z niej dziewczyna – Cudownie, że przyleciałaś z Tomem.
-Dziękuję za zaproszenie, to było takie....niespodziewane. Nigdy nie byłam w Nowym Jorku  - Alex piszczy  podekscytowana.
-Dopiero padniesz jak się dowiesz gdzie spędzimy sylwestra!  - odzywa się Brayan. Cholera! To oni nie wiedzą?
-No chyba tutaj, tak? - pyta ciekawy Tom i łapie Alex za dłoń. Ależ oni są słodcy. 
-Nie, nie tutaj - odpowiadam uśmiechnięta - Lecimy do Dubaju! - oznajmiam, a ich miny w tym momencie są nie do opisania. Alex piszczy jak dziecko, rzucając się na mnie i dziękując w nieskończoność. Tom stoi jak wryty i nie wie co powiedzieć.
-Ale my nie mamy tyle kasy.... - mówi nagle. Jest zakłopotany.
-Spoko, wszystko stawia nam Erick! -  wyjaśniam i puszczam mu oczko by się nie przejmował. 
-Nic z tego nie rozumiem... -  patrzy na mnie pytająco.
-Wyjaśnię ci później, chodźmy! - obejmuję Alex by poczuła się nieco pewniej i idziemy wszyscy do samochodu. Chłopaki zostali z tyłu by o czymś pogadać. Alex nie może przestać się uśmiechać. Rozgląda się wkoło i nie może chyba uwierzyć, że tu jest. 

Gdy siedzimy w samochodzie Tom zdecydowanie wyluzował. Brayan zapewne wyjaśnił mu o co chodzi z Erickiem. Ruszamy, a ja czuję zimne powietrze lecące na mnie z klimatyzacji. Kicham głośno i od razu dostaję dreszczy. 
-No ładnie, mówiłem, że mi się rozchorujesz! - Brayan spogląda na mnie troskliwie  i chwyta mnie  za dłoń. Tom momentalnie zauważa, że coś się zmieniło. Jeszcze nie ma o niczym pojęcia ale to kwestia zapewne dzisiejszego dnia, gdy dowie się o wszystkim. Kicham ponownie i już wiem, że nie będzie ze mną dobrze.
-Chyba powinnaś iść do lekarza przed wylotem - mówi Tom kładąc dłoń na moim ramieniu - I musimy pogadać! - dodaje do nas oboje i patrzy wymownie na nasze złączone dłonie. 
-Tak Tom, musimy! - odpowiada złośliwie Brayan patrząc na niego we wsteczne lusterko. Nie wiem jak mamy mu o tym powiedzieć? Tak po prostu czy może tylko Brayan z nim pogada?
-Kiedy lecimy? - Zmienia temat Tom. Alex przyklejona do szyby zachwyca się widokami i praktycznie się nie odzywa.
-Jeszcze nie wiemy, Erick ma dać znać - odpowiada Brayan i prosi byśmy zapieli pasy. 
Ruszamy z parkingu  lotniska i kierujemy się prosto do domu. Całą drogę buzie nam się nie zamykają. Okazuje się, że Tom zaprosił Alex do rodziców na Wigilię, bo ta nie mogła jechać do swojej rodziny. Między nimi to chyba naprawdę coś poważnego. Czuć jak przeskakują między nimi iskry, a gdy patrzę na Toma, że jest taki uśmiechnięty, to serce mi się raduje. Będziemy dziś spali we czwórkę w moim pokoju więc pewnie będzie zabawnie.

Wjeżdżamy na moją ulicę, a już z samochodu widzę, że na ganku czekają rodzice. Oboje polubili Thomasa podczas naszej wspólnej wizyty. Gdy wychodzimy z auta od razu podchodzą i ściskają go jak własnego syna.
-Cudownie was widzieć! - mówi mama obejmując go mocno i serdecznie. 
-Państwa też, pani Donell -  odpowiada grzecznie i przedstawia Alex... jako swoją dziewczynę. Uśmiecham się szeroko, a Brayan podśmiewa się do mnie po cichu, za co dostaje ode mnie kuksańca w bok.
-Pewnie jesteście zmęczeni i głodni - dodaje tata, gdy wchodzimy wszyscy do środka. Chyba nigdy nie wiedziałam u nas tylu osób. Część rodziny jeszcze została i będą aż do Nowego Roku. Moja mama to naprawdę świetna gospodyni i cudownie radzi sobie nawet z takim tłumem gości. Na stole stoi oczywiście mnóstwo jedzenia.Podziwiam moją mamę, że przygotowuje to wszystko sama, a nie korzysta z cateringu. Odzwyczaiłam się od gotowania dla wielu osób i chyba nie byłabym w stanie  jej teraz dorównać. Kiedyś myślałam, że gotowanie to moje powołanie ale taka przerwa osłabiła mój zapał.

Zasiadamy przy stole, a ja jestem wygłodniała. Nakładam więc sobie olbrzymią porcję makaronu, klopsów i sosu. Ci co nie wiedzą o ciąży patrzą na mnie dziwnie, a Brayan uśmiecha się szeroko.
-No co? - pytam wujka, bo minę ma naprawdę przezabawną. 
-Gdzie ty to wszystko mieścisz, kwiatuszku?
-Spali w nocy… -  Brayan kładzie dłoń na moim ramieniu, a ja krztuszę się makaronem. Wszyscy biorą to jako żart ale mi ani Tomowi nie jest do śmiechu. On już chyba  domyśla się o co chodzi i rzuca właśnie pytające ale wkurzone spojrzenie. 
-Brayan proszę, przymknij się czasami - nachylam się do niego i szepczę mu do ucha. On nic sobie z tego nie robi tylko uśmiecha się do mnie beztrosko i udaje niewiniątko. Jak ja mam się na niego gniewać? Przecież nie chce mnie skompromitować, a najchętniej pewnie rozpowiedziałby wszystkim o tym co nas łączy.  Mimo chwilowego zakłopotania zjadam wszystko co sobie nałożyłam. W międzyczasie przychodzą Kim i Rob z małą Evą, by się przywitać. Od razu biorę ją na ręce, a mała śmieje się i podskakuje „mówiąc” po swojemu. Taka malutka istotka, a rozśmiesza wszystkich w domu.


-Pasuje ci takie maleństwo, Meg - mówi siostra mojej mamy.
-I na nią przyjdzie pora - ratuje mnie z opresji tata i sadza sobie na kolanach. Uwielbiam gdy tak robi, bo mogę znowu poczuć się jego malutką córeczką. 
-Idźcie pomóc rozpakować się naszym gościom! - dodaje mama. Chłopaki idą po walizki do samochodu, a ja prowadzę Alex do pokoju na piętrze. 
-Naprawdę dziękuję za zaproszenie, Megan! -  powtarza po raz kolejny, gdy wchodzimy do środka. Podchodzi do okna i obserwuje jak chłopaki gadają przy samochodzie przed domem. 
-Nie ma za com Alex. Cieszę się, że przylecieliście razem. Czy między wami to coś poważniejszego? - pytam niepewnie. Nie wiem czy mogę o to wypytywać?
-Tom to super chłopak, lubimy się... - odpowiada i od razu dostaje wypieków.
-Chyba bardziej niż lubicie - uśmiecham się.
-Bardzo mi się podoba ale jest nieśmiały - dodaje konspiracyjnym szeptem. 
-Tom nieśmiały? - unoszę brew – Myślę, że chodzi o coś innego - dodaję i siadam na łóżku.
-Myślisz, że mu się nie podobam?-  nagle pyta smutno.
-No co ty! Gapi się na ciebie ja na słodkie ciastko - trącam ją lekko. 
-Wiec o co chodzi? - siada obok i patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
-Jesteś młodsza, a on boi się cokolwiek zrobić żeby cię nie wystraszyć. Wyglądasz tak niewinnie i słodko - chwytam ja za dłoń.
-Cholera, a ja mam na niego taką ochotę! - wyznaje czym totalnie mnie zaskakuje ale oboje zaczynamy się śmiać. 
-To mu to pokaż, on na pewno też o tym myśli.
-A ty i Brayan? Chyba się coś zmieniło, prawda? - zmienia niepewnie temat. Też nie ma pewności czy może wypytywać mnie o takie rzeczy. W odpowiedzi kiwam głową i uśmiecham się głupkowato do samej siebie - Wiedziałam! - piszczy i ściska mnie serdecznie. Po chwili chłopaki wracają do pokoju z walizkami. 
-Coś ty nabrała? - pyta Tom taszcząc walizkę Alex.
-No co!? Nie wiedziałam co mam zabrać, nigdy tu nie byłam - odpowiada rozbawiona, a Tom wywraca słodko oczami. 
-Kobiety! - dodaje Brayan i podchodzi do mnie by pocałować mnie czule w policzek.
-No dobra, to teraz mówicie mi, co tu się dzieje!? - pyta Tom i patrzy na nas badawczo.
-Chyba widać, co tu więcej tłumaczyć? - odpowiada zdawkowo Brayan.
-Wiedziałem, że to się tak skończy! Żadnej lasce nie przepuścisz , co!? -  Tom naprawdę się obruszył. 
-Tu chodzi o coś więcej niż ci się wydaje, stary. Daj już spokój -  Brayan obejmuje mnie delikatnie.
-Mam nadzieje, że wiecie co robicie! Przyjaźń, a związek to dwie różne sprawy! - Tom podchodzi do nas i kładzie dłonie na naszych ramionach - Jeśli ją skrzywdzisz... - dodaje ale  Brayan mu przerywa.
-Ja ją kocham, Tom - Tom milknie. Jest zaskoczony, a może nawet zaszokowany. Pewnie nigdy nie słyszał z ust swojego przyjaciela takich słów. Patrzy na nas jednak i uśmiecha się w końcu.
-Ciekawe zakończenie roku! - podchodzi do Alex i ją obejmuje w pasie. 
-Chodź Brayan, zostawmy ich samych - dodaję i mrugam dyskretnie do Alex, która od razu wie o czym myślę.
-Byle nam się w nocy nie pomyliło! - wypala mój facet. Mój facet... właśnie się do tego przyznałam. 
-Brayan! - ganię go za to i zaczynamy się śmiać - Chodź zboczeńcu! -  klepię go w tyłek i razem  wychodzimy z pokoju. W domu jest jednak tyle osób, że ciężko znaleźć choćby jedno odosobnione miejsce. 

8 komentarzy:

  1. aaa świetny rozdział! cieszę się, ze Tom poznał dziewczynę , bo jakby on jeszcze był zakochany w Meg to by było straszne :D nie mogę się doczekać rozdziału z sylwestrem, będzie się działo jak sądze :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czekam aż w końcu Erick będzie taki jak na początku i zajmie się Meg. A nie taki teraz wycofany

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jak zwykle świetny ;) dzieje sie a nie mogę się doczekać tego co będzie w sylwestra <3

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdzial swietny i podsyca jeszcze bardziej w oczekiwaniu na nastepny ciekawi mnie jednak tez jak Meg poradzi sobie z demonami Brayana :-) czekam na nastepny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm dla mnie za cukierkowo :-P czekam na Dubaj bo mam wrażenie że po nim dużo się zmieni :-D El@

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze że Tom poznał nową dziewczyne. przeszłość Brayana.... zaskoczyła mnie. tak jak ten ostry numerek. przez chwile myśląm że przez ten atak Meg poroniła. Zaczynam kibicować tej parze chociaż wiem że z Erickiem to jeszcze nie koniec. Pytanie brzmi kogo wybierze Meg... mam nadzieje że nie będziesz tak mieszać jak w książce"ostatnia spowiedz" ( nie wiem czy czytałaś)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam dość dawno temu ale jedynie pierwszą część :-) i uwierz mi, że tu mamieszam chyba jeszcze bardziej :-)

      Usuń
  7. A ja czekam na jakiś dramacik, tak żeby ciśnienie trochę podnieść! No i nie wiemy co się dzieje ze starą wspólniczką Erika. Pozostaje jeszcze sprawa sądowa?Ciekawi mnie też Filip. No kobieto pisz i kombinuj!!!!

    OdpowiedzUsuń