Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 82

Postanawiamy więc zabrać Evę na spacer i dać odpocząć mamie i Kim. Brayan znosi wózek przed dom, a ja wychodzę z małą ubraną w zimowy kombinezon. Wygląda przesłodko, a widać jej jedynie buźkę. Trochę marudzi ale po chwili przyzwyczaja się do spacerowego ubrania. 
-Przyzwyczajaj się mamuśka - uśmiecha się Brayan.
-Bardzo śmieszne! - poprawiam małej kaptur i ruszamy na spacer po osiedlu. Pcham wózek przed sobą, a Brayan idzie obok. To jedna z bardziej normalnych rzeczy jakie ostatnio robimy razem. Witam się z sąsiadami, którzy oczywiście obserwują nas uważnie, a co niektórzy nawet silą się na komplementy w stylu "Ale ci pasuje takie maleństwo, Meg". Dochodzimy, aż do mojego liceum. Opowiadam Brayanowi o tym jaka wtedy byłam, o Michaelu. Krzywi się, gdy wyznaję prawdę o tym jak mnie zdradzał i oszukiwał. Mam wrażenie, że podczas tej rozmowy Brayan porównuje Mika do siebie, bo przecież żaden z nich nie był święty. 
-Kochałaś go? - pyta spokojnie, gdy przechodzimy obok szkolnego boiska. W tym momencie jest puste i zasypane śniegiem, bo dzieciaki mają świąteczną przerwę aż do Nowego Roku. 
-Chyba tak... wiesz to taka pierwsza miłość. Szczeniacka -  odpowiadam wyjmując małą z wózka ,bo zaczęła płakać - Chyba się posikała, musimy wracać - dodaję.
-Nie możesz zrobić tego tutaj? - Brayan unosi brew.
-Oszalałeś? Mam ją przewijać na ławce? Przecież jest zimno! - karcę go wzrokiem.
-No w sumie racja - Brayan krzywi się lekko -  Przepraszam, nie mam doświadczenia.
-Ja też, chyba będziemy się musieli wiele nauczyć - wkładam małą z powrotem do wózka i wracamy szybko do domu. Czuję, że mam dreszcze i cholera chyba naprawdę się rozchoruję. Kicham w drodze do domu kilkukrotnie, a Brayan od razu zaczyna się martwić. 
-Powinnaś iść do lekarza, mała. Na wszelki wypadek.
-Dobrze pójdę. Kiedy my właściwie lecimy?
-Erick ma dziś zadzwonić i powiedzieć wszystkie szczegóły… -  odpowiada i bierze małą na ręce po czym wnosi do środka. Słodko z nią wygląda... uśmiecha się i jest taki delikatny wobec niej -  Twoja córka nam się posikała! -  oznajmia podając Evę na ręce Kim.
-Małe dzieci tak czasami miewają, Brayan! - odpowiada złośliwie ale również się uśmiecha - Przyzwyczajaj się! - puszcza mu oczko, a ja rozglądam się czy nikt nie słyszał. Jeśli będą się tak zachowywać na wyjeździe Sylwestrowym, to dostanę zawału. Muszę im chyba przypomnieć, że Erick nie może o niczym się dowiedzieć.

Rodzice i reszta rodziny pojechali do Nowego Jorku na wycieczkę więc w domu panuje i spokój. Kim zabiera Evę do domu, swojego męża też. Zostajemy z Brayanem sami w kuchni, a Alex i Tom nadal są na górze w moim pokoju.
-Myślisz, że się bzyknęli? - pyta Brayan.
-To ich sprawa i nie waż się ich pytać! - rozbawiony podchodzi do mnie i łapie mnie w pasie. 
-Tom mówił, że nie wie jak się za nią zabrać, że nie może jej rozgryźć -  całuje mnie tuż za uchem i uśmiecha się uwodzicielsko. 
-Ona tylko wygląda tak niewinnie! - śmieję się.
-Skąd wiesz? - odwraca mnie przodem do siebie.
-Bo wiem, uwierz mi! - obejmuję go za szyję i całuje delikatnie w kącik ust. Brayan mruczy i uśmiecha się lubieżnie. Chwyta mnie za pośladki i podciąga na swoje biodra.
-Musisz mi mówić od razu jeśli robię coś nie tak. To co stało się wczoraj, nigdy się nie powtórzy! - zapewnia mnie. 
-Nie rozmawiajmy już o tym. Poradzimy sobie ze wszystkim, najważniejsze, że razem! -  Brayan uśmiecha się i całuje mnie czule w usta, delikatnie pieści mój język. Od razu nabieramy na siebie ochoty. Wiem jednak, że Brayan będzie teraz bardziej zachowawczy, bo musi nauczyć się panować nad emocjami. Gdy wrócimy do Londynu postaram się go przekonać by poszedł na terapię. Oczywiście pójdę z nim, jeśli będzie chciał. Nasze czułe i delikatne pieszczoty przerywa dźwięk komórki Brayana.
-Pieprzone telefony! - odrywa się od moich ust i sięga do kieszeni jeansów. Spogląda na ekran - To Erick - dodaje cicho i odbiera - Cześć Ericku... - odsuwam się nieco by przyjrzeć mu się, gdy z nim rozmawia- Tak, jesteśmy w domu....Dotarli cali i zdrowi....Nie wiem, jeszcze tego nie ustaliliśmy....Kiedy dokładnie?....Dobrze wszystko im powiem....Myślę, że nie będzie problemu - patrzy na mnie po czym kontynuuje - Chyba jest przeziębiona, pójdzie do lekarza przed wylotem.....Jasne...Zadzwonię jeszcze i dam znać....Dzięki za wszystko, Ericku...Do usłyszenia - rozłącza się.
-I co? Kiedy lecimy? - pytam.
-W niedzielę rano, jego samolotem. Chce byśmy spali u niego w sobotę, byśmy pojechali bezpośrednio na lotnisko wszyscy razem… -  odpowiada patrząc w telefon. Odpisuje na jakąś wiadomość i chowa go do kieszeni spodni. 
-Pójdę powiedzieć Robowi i Kim - stwierdzam i chcę wyjść z kuchni.
-Poczekaj, ja wszystkim powiem, a teraz zawiozę cię  do lekarza.
-Teraz? Nie możemy jutro? - krzywię się, bo nie chce mi się już dziś wychodzić z domu.
-Masz zamówioną wizytę -  informuje mnie niepewnie.
-Oczywiście! - wywracam oczami - Kto mi ją zamówił? - pytam złośliwie.
-Oj doskonale wiesz! - trąca mnie w nos - Nie marudź tylko zbieraj tyłek, weź dokumenty ciąży! -  pogania mnie. Idę po cichu na górę i pukam dyskretnie do pokoju. Niestety nic nie słyszę, jest kompletna cisza ryzykuję więc i wchodzę. Oddycham z ulgą, gdy widzę jak Tom i Alex śpią na materacu wtuleni w siebie i... ubrani. Nie chciałabym ich przyłapać na gorącym uczynku. Biorę swoje dokumenty i wychodzę z pokoju. Na dole Brayan już czeka na mnie z moją kurtką w ręku.
-Śpią - wyprzedzam jego pytanie. 
-Naprawdę muszę z nim porozmawiać! - zaczyna się złośliwie śmiać. 
-Daj mu spokój! Ty też dość długo czekałeś! - wsuwam buty i wkładam kurtkę.
-Dość długo? - unosi zabawnie brew – Myślałem, że eksploduje, bo tak mnie zbywałaś!
-Najwidoczniej za krótko! - pokazuje mu język.
-Nie wytrzymałbym ani minuty dłużej, mała - łapie mnie i całuje w czoło -  Wezwałem taksówkę, bo nie ma żadnego samochodu bym mógł jechać -  dodaje i wychodzimy. bo samochód już czeka.

W przychodni są pustki. Przychodziłam tu od dzieciństwa z rodzicami za każdym razem gdy byłam chora. Zapisana jestem do doktor Sunner, byłam już u niej kilka razy. Jest miła i profesjonalna.
-Witaj Meg, usiądź proszę! - wskazuje na stołeczek obok biurka. 
-Dzień dobry, pani doktor - uśmiecham się i robię o co prosi.
-Jesteś w ciąży, tak? - wyciąga moją kartę z szuflady.
-Tak, w poniedziałek będzie 17 tydzień, tutaj ma pani moje wyniki - podsuwam teczkę bliżej niej. 
-Gratulacje - uśmiecha się serdecznie - Z czym konkretnie przychodzisz? Wyniki masz wzorowe - stwierdza oglądając moje papiery. 
-Chyba się przeziębiłam, mam dreszcze i kicham. W niedzielę lecę do Dubaju i chcę wiedzieć czy mogę i że nic nie grozi maluchowi.
-Dobrze zaraz cię zbadam, zdejmij bluzkę muszę cię osłuchać.
Badanie nie trwa długo. Pani doktor osłuchuje mnie i zagląda do gardło.  Ubieram się i siadam, a ona zapisuje coś w karcie i wypisuje mi receptę.
-Musisz się porządnie wygrzać. Przepisałam ci witaminy i lekki antybiotyk dla kobiet w ciąży. Płuca masz czyste ale gardło mi się nie podoba. Powinnaś się cieplej ubierać Meg i uważać… 

Pani Doktor prawi mi małe kazanie i zapewnia, że leki nie zaszkodzą dziecku. Pozwala mi lecieć ale jakby coś się działo mam od razu iść znowu do lekarza. Zagaduje mnie także o Kim i Evę. Rozmawiam z nią chwilę, bo zna nas od dawna i to miłe, że się interesuje. Gratuluje mi raz jeszcze i każe wracać do domu bym się wygrzała. Wychodzę z gabinetu i mówię wszystko Brayanowi.
-No mała, masz więcej szczęścia niż rozumu! - gani mnie, gdy wykupujemy receptę w aptece.
-No wiem, wiem! Przepraszam! - wywracam oczami, a Brayan obejmuje mnie i całuje w czoło. Lubię gdy to robi. Wracamy szybko do domu, rodzice i reszta jeszcze nie wrócili, a Brayan idzie do Kim i Roba by powiedzieć im, że jutro wieczorem jedziemy do apartamentu Ericka na Manhattanie i w niedziele wylatujemy. Ja idę do pokoju, Tom i Alex nadal śpią więc przebieram się szybko w dres, zażywam leki i kładę się do łóżka. Biorę swoją komórkę i wysyłam smsa do Ericka:

„Dziękuję za zorganizowanie całego wyjazdu. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić i zachowamy dystans. Byłam u lekarza, dostałam leki, mogę lecieć.”

Nie czekam długo na odpowiedź:

„Nie masz za co dziękować, Meg. Dobrze, że byłaś u lekarza i że to nic poważnego. Też mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić, nie lecę sam....pomyślałem, że powinnaś wiedzieć.”

Żołądek  zaciska mi się na tą myśl, mimo, że doskonale o tym wiem. Przecież Brayan mi powiedział.

„Rozumiem. Do zobaczenia jutro."

Odpisuję szybko i chowam telefon pod poduszkę. Mam wyrzuty sumienia, że czuję zazdrość. Nie mam prawa, bo to  nielojalne wobec Brayana. Jestem na siebie zła ale nie potrafię nic na to poradzić. Za niedługo przychodzi do mnie Brayan, także się przebiera i kładzie ze mną. Okrywa mnie dodatkowym kocem. 
-Ugotuje się! - protestuję gdy go na mnie kładzie.
-Musisz się wygrzać, pani doktor tak powiedziała. Zaraz przyniosę ci herbatę z sokiem malinowym - odpowiada i uśmiecha się tak słodko, że nie mogę się na niego złościć. Mówimy szeptem by nie obudzić Toma i Alex. Nadal śpią jak zabici w swoich objęciach. 
-Słodko wyglądają, co?
-Nie słodziej niż ty gdy śpisz, mała - ponownie całuje mnie w czoło - Zaraz wracam - wstaje i idzie do kuchni po herbatę. Zanim wraca chyba przysypiam. Budzi mnie jedynie bym wypiła kilka gorących łyków i znowu zasypiam. To przez antybiotyk. Nawet nie ma ósmej wieczór, a ja już odlatuję do krainy snów. 

Sobota,  28 Grudnia

Siedzę w pokoju przepakowując walizkę. W Dubaju jest zupełnie inna pogoda więc muszę wyjąć zimowe ubrania. Biorę kilka bluzek na krótki rękaw ale nie mam nic typowo letniego. Będę musiała kupić na miejscu. Brayan i Tom są na dole  i rozmawiają z moimi rodzicami, a Alex bierze prysznic. Rozmawiałam z nią rano i dowiedziałam się, że wczoraj nic między nimi nie wydarzyło, bo byli tak zmęczeni, że zasnęli. Nie czuję się dziś lepiej ale nikomu nie mówię, bo jeszcze zrezygnują z wyjazdu. Wiem jak się cieszą i nie będę im psuła zabawy. Gdy szukam mojego bikini słyszę dźwięk telefonu Brayana, zostawił go na szafce. Podchodzę i patrzę kto dzwoni. To Erick. Waham się chwilę czy odebrać, bo nie wiem czy powinnam?
-Cześć Ericku tu Meg, Brayan zostawił telefon w pokoju - informuję go i staram się być jak najbardziej naturalna. 
-Witaj… -  odpowiada tonem od którego od razu miękną mi nogi. Nie wiem czy robi to specjalnie? - Chciałem tylko powiedzieć, że samochód będzie po was o trzeciej - dodaje zadowolony. 
-Ok, zaraz wszystkim powiem - myślę, że to koniec rozmowy ale Erick ma ochotę kontynuować. 
-Jak się czujesz? - pyta troskliwie.
-Lepiej, dziękuję – kłamię - Długo będziemy lecieć do Dubaju?
-Około 13 godzin. Startujemy o ósmej rano więc koło południa będziemy w Dubaju, czasu lokalnego oczywiście, bo jest aż dziewięć godzin różnicy - Erick tłumaczy mi wszystko dokładnie.
-Będzie tam czas na jakieś zakupy? Nie wzięłam z Londynu letnich ubrań i prawie nic ze sobą nie zabieram.
-Jeśli chcesz mogę poprosić Florę by spakowała cię tutaj, nadal są tu twoje ubrania… -  mówi nagle, a mnie ściska w gardle. Dlaczego nie pozbył się tych wszystkich rzeczy? Milczę ,bo nie wiem co mam mu powiedzieć -  Meg proszę nie krępuj się, to są twoje rzeczy więc możesz je zabrać jeśli chcesz -  dodaje, a ja słyszę smutek w jego głosie. Na pewno nie jest mu łatwo mówić takie rzeczy. 
-Nie fatyguj Flory, sama mogę to zrobić dziś wieczorem. Dziękuję -  zamykam oczy i zasłaniam usta dłonią. Zduszam w sobie jęk.
-Oczywiście jak chcesz. W takim razie do zobaczenia - urywa rozmowę jakby uciekał. Doskonale go jednak rozumiem. 
-Do zobaczenia - rozłączam się od razu i rzucam telefon na poduszkę. Siadam na łóżku i kwilę cicho, a do pokoju wchodzi Tom.
-Meg, nie widziałaś mojego... - mówi ale gdy spogląda na mnie zastyga. Podchodzi i chwyta moją twarz w dłonie -  Co się stało?-  pyta zaskoczony moim widokiem.
-Erick dzwonił, samochód będzie po nas o trzeciej  - odpowiadam łkając dalej. Łapię łapczywie powietrze by się opanować. 
-I dlatego płaczesz? - Tom unosi brew, bo kompletnie nie rozumie dlaczego tak zareagowałam.
-Jest mi ciężko, Tom. Nie jestem zachwycona pomysłem wspólnego sylwestra. W dodatku zapytałam Ericka czy będziemy mieli czas na zakupy, bo nie mam ze sobą żadnych letnich ubrań to powiedział, że mogę s,pakować rzeczy które nadal są u niego.
-Nie pozbył się ich… -  odpowiada za nas oboje - Nie płacz, proszę. Wiem, że to wszystko lekko pokręcone ale Erick na pewno nie dowie się o ciąży. Brayan mówił,  że sobie wyjaśnili kilka spraw… -  Tom chyba właśnie próbuje mnie pocieszyć.
-Nie wiem jak ja to wytrzymam?  Erick zabiera jakąś dziewczynę, a ja czuję się okropnie nielojalna wobec Brayana... Nie chcę go skrzywdzić - ocieram dłonią mokry policzek.
-Mówiłem, że związek to nie jest dobre wyjście! - wywraca oczami - Ale spokojnie... Brayan to twarda sztuka i nie tak łatwo go zranić. Trzymaj się od Ericka na dystans i będzie dobrze- przytula mnie lekko i całuje w policzek.
-Taki mam zamiar. Mam nadzieje, że mi się uda - wymuszam uśmiech. 
-Wiesz co? - spogląda na mój brzuch.
-Co?
-Nie widziałem cię zaledwie kilka dni, a zauważyłem, że masz większy Juniorowy Domek -  uśmiecha się słodko i klęka przede mną by do niego pogadać. Zawsze mnie tym rozbawia, a dodatku mam łaskotki więc śmieje się w głos gdy go dotyka. Juniorowy Domek? Tylko on mógł coś takiego wymyślić.
-Wiem... też to widzę i dlatego się stresuje. Naprawdę aż tak widać? - wstaję i podchodzę do lustra, Tom podchodzi za mną i przygląda się.
-Jeśli ktoś nie wie to się nie zorientuje, mała ale może nie paraduj w samym bikini! - kładzie dłoń na moich biodrach i przygląda się naszemu odbiciu w lustrze - Będę zajebistym wujkiem -  uśmiecha się szeroko, a do pokoju wchodzi Brayan.
-Nie przystawiaj się do mojej kobiety, koleś! - warczy żartobliwie i podchodzi by mnie pocałować.
-Spoko! My się tylko przyjaźnimy! - dodaje sarkastycznie, bo wiele razy przecież to powtarzałam, określając w ten sposób naszą relację z Brayanem. Śmiejemy się wszyscy troje, a ja mówię Brayanowi, że dzwonił Erick. Nie mam pewności ale chyba nie jest do końca zadowolony, że z nim rozmawiałam albo mi się po prostu wydaje. Dołącza do nas Alex i wchodzi do pokoju w samym ręczniku. Nie spodziewała się, że jesteśmy tu wszyscy razem. Czując na sobie nasze spojrzenia robi się cała czerwona i zaciska nerwowo ręcznik na piersiach. 
-Chyba mama nas wołała! -  łapię Brayana za dłoń i ciągnę za sobą za drzwi.
-Wcale nie! - protestuje na złość Tomowi i patrzy na Alex, której twarz jest koloru wiśniowego. Wyciągam go z pokoju na siłę.
-Weź się uspokój! Gapisz się na nią jakbyś chciał ją przelecieć! - warczę przez zaciśnięte zęby. Wiem, że taki już jest ale chyba ciężko będzie mi się przyzwyczaić do tego, że mój facet to kobieciarz. 
-Ciebie chce przelecieć, mała! - chwyta mnie nagle i całuje po szyi. Piszczę i od razu się śmieję z tego głupka. Jak ja mam się na niego gniewać? On już taki jest i pasuje mi to bardziej niż apodyktyczność, nieustępliwość i chora chęć sprawowania nad wszystkim kontroli.  

Idziemy do kuchni gdzie mama właśnie gotuje obiad. Mówimy jej o tym jaki mamy plan na cały wyjazd. 
-Twoja siostra szaleje z radości! - mówi tata wchodząc do kuchni, a na rękach trzyma Evę.
-Mam nadzieje, że będzie potrafiła się zachować! -  śmieje się.
-Gdzie się zatrzymacie? Jakiś konkretny hotel? - wzruszam ramionami, bo nawet  tego nie wiem.
-Hotelu Burj Al Arab - odpowiada Brayan, a tata robi wielkie oczy.
-O cholercia, no to niezłe luksusy! - stwierdza  po chwili mój tata, a ja kompletnie nie wiem o jakim hotelu mówią.
-To najbardziej ekskluzywny hotel na świecie, siedem gwiazdek - dodaje moja mama.
-To przecież oczywiste... - wywracam oczami. Czego innego spodziewać się można po Ericku. Widziałam kiedyś zdjęcia tego hotelu w internecie - To ten w kształcie żagla? - dopytuję by mieć pewność.
-Dokładnie ten! - odpowiada zadowolony Brayan. Nawet nie chcę myśleć który apartament będziemy zamieszkiwać. Dam sobie rękę uciąć, że największy i najdroższy. Tylko po co? Naprawdę nie wiem. 
-Jak się dziś czujesz, córeczko? - pyta tata podając mi kubek z gorącą herbatą.
-Lepiej -  uśmiecham się serdecznie. 
-Na pewno? Bo nie wyglądasz - cholera, czy to aż takie oczywiste?
-Tak na pewno, tato - zbywam go, a on na szczęście nie drąży dalej. Rozmawiamy jakiś czas z rodzicami. Mama nawet nie pyta o to czy coś się zmieniło między mną i Brayanem, bo to oczywiste. Brayan co chwila mnie całuje i przytula. Rodzice chyba są zadowoleni, że z nim jestem. Polubili go i widzą, że mu na mnie zależy. 

Punt trzecia podjeżdża pod dom limuzyna, za kierownicą siedzi Jack. Biegnę do niego by  się przywitać. Naprawdę lubię go. Wita mnie miło i serdecznie ale chyba nie ma do mnie żalu za to wszystko. W sumie czemu miałby mieć? Przygląda mi się chwile i wiem, że chce coś powiedzieć jednak się powstrzymuje. Idzie do domu po nasze walizki, a my żegnamy się z rodzicami. Ściskają mnie i całują jakbym miała już nigdy ty nie wrócić. Mama oczywiście uroniła kilka łez na co Kim wywraca oczami.
-Dajcie znać jak dolecicie kochani. Bawcie się dobrze! - krzyczy do nas z ganku mój tata, gdy wsiadamy do samochodu.
-Damy znać, panie Donell! - odpowiada Brayan. Mama trzyma na rękach Evę, która śmieje się jak zawsze i podskakuje radośnie. 
-Robert co ty taki niewyraźny jesteś? - pytam szwagra, bo siedzi blady i się nie odzywa.
-Boi się latać, od wczoraj przeżywa! -  Kim śmieje się z męża i chwyta go za dłoń -  Mój dzielny mąż - dodaje i całuje go w policzek. Jack włącza muzykę i ruszamy. Z głośników słychać Kings of Leon. Wszyscy mają cudowne nastroje więc i mi udziela się ta atmosfera. 

Gdy wjeżdżamy w garaż podziemny Evans Tower Jack wychodzi by zająć się bagażem, a ja zatrzymuję na chwile wszystkich przy windzie i mówię.
-Chciałam tylko przypomnieć, że Erick nie wie o ciąży i ma się nie dowiedzieć. Więc proszę nie gadać, nie sugerować i nie wygłupiać się w tym temacie! Bo was pozabijam, jak Boga kocham! - mój poważny ton zamiast ich przestraszyć, wszystkich rozśmieszył.
-Spoko! Będzie dobrze - mówi Tom.
-Ja nie żartuję! - warczę.

9 komentarzy:

  1. no i mam znowu niedosyt....... Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh <3 ja te rozdziały nie czytam a pochłaniam :) musi się COŚ wydarzyć między Erickiem i Meg.. Musi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłoby się wydarzyc ale jesli to dopiero jedna czwarta tekstu to az sie boje pomyslec co tam jeszcze masz w zanadrzu :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję,że w Dubaju będzie coś między Meg a Erickiem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy Meg powie erickowi o ciazy?

    OdpowiedzUsuń
  6. następny juz bym chciala

    OdpowiedzUsuń
  7. Eee a ja widząc zdjęcie już się cieszyłam że to już teraz wielki i pewnie ważny Dubaj a tu jak zwykle rozwinięcie ;( oj oszalec z wyczekiwania można ale jak zawsze warto ;) czekam na więcej El@

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo prosze o kolejny rozdział w ciągu 5 sekund! :D wspaniale piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  9. No dobra :) zaległości nadrobione ;) tylko wiesz jak ja nienawidzę czekać na cdn :) Cudownie !!!! świetnie napisane !!!! Mam nadzieję , że jednak Erik i Meg będą razem !!! Dla mnie nie może być inaczej ! Marzy mi się ekranizacja Twoich dzieł kochana :) tylko nie ta jak zrobili to z Geryem !!! Chciałabym widzieć wszystkie ważne szczegóły, wszystkie drobiazgi itp.Nawet gdyby miał to być serial !! No i oczywiście papierowa wersja !!! Muszę mieć to w swojej kolekcji obok NS :) :* Marisoll6

    OdpowiedzUsuń