Premiera już w lipcu!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 83

-Wyluzuj, Meg! - dodaje moja siostra. Mało mnie to jednak przekonuje ale mogę jedynie wierzyć, że nikt się nie wygada. Wchodzimy do windy, a na jej widok ściska mnie w żołądku. Cały ten budynek jest dla mnie jak jedno wielkie bolesne wspomnienie. Przeżyłam tu tyle cudownych chwil i teraz, gdy znowu tu jestem, jest mi po prostu bardzo źle. 

Brayan i Alex rozglądają się w około podziwiając luksus i przepych tego miejsca. Na mnie nie robi już ono wrażenia ale pamiętam, że wyglądałam dokładnie tak samo jak oni, będąc tu pierwszych kilka razy. Drzwi windy otwierają się więc wychodzimy do holu. Nic się nie zmieniło, a na środku nadal stoi stolik z wazonem pięknych lilii. Większość ma cudowne humory, tylko Rob jest blady jak ściana. Ja również nie tryskam entuzjazmem, bo nie czuję się najlepiej, a to miejsce dodatkowo mnie przytłacza.
-Witam serdecznie moich gości! - słyszę nagle głos Ericka. Wyłania się zza ściany, ubrany w czarne eleganckie spodnie i brązowy sweter z dekoltem w V. Jego widok jak zwykle zabiera mi dech w piersiach. Erick uśmiecha się szeroko i od razu patrzy na mnie. Wszyscy odpowiadają chórem i nie potrafią ukryć ekscytacji. Tom przedstawia Erickowi Alex, która czerwieni się na jego widok. No tak! Przecież większość kobiet tak na niego reaguje. Erick wita się kolejno z Kim, Robem, Tomem i Brayanem, a do mnie podchodzi na końcu.
-Witaj, Meg! -  nachyla się by pocałować mnie w policzek, a ja odruchowo wycofuję się. Nie zniosłabym takiej bliskości. Rozchylam usta, bo momentalnie zrobiło mi się gorąco, a Erick patrzy na mnie rozczarowany i wciąga głęboko powietrze -  Przepraszam - dodaje cicho i ujmuje moją dłoń by ją ucałować.
-Cześć Ericku… - odpowiadam niepewnie. Brayan ogląda się i obserwuje nas bacznie. Dla niego ta sytuacja też nie jest komfortowa. Przechodzimy do salonu i kuchni, a ja rozglądam się i dostrzegam kobietę siedzącą na sofie. O rany! Co za kobieta. Jest piękna. Wysoka, szczupła z długimi prawie czarnymi włosami i szaro-zielonymi oczami. Ma typowo arabską urodę no i te usta. Odwraca się do nas i uśmiecha ukazując szereg idealnie białych zębów. Wow! Erick podchodzi do niej i obejmując ją w pasie, prowadzi do nas.

-Poznajcie proszę, to jest Almas - przedstawia ją Erick. Kobieta kiwa do nas głową i ponownie się uśmiecha. Wszyscy witają się radośnie tylko ja stoję jak wryta i  niewiele mi brakuje bym rozdziawiła buzię z szoku i zachwytu. Boże, co za kobieta! Jak ja mam się z nią równać? Ona wygląda jak chodząca bogini. Ta uroda jest olśniewająca. Widać, że jest nowoczesną arabką jednak zachowuje część tradycji, bo ma typowy dla tego regionu świata makijaż i biżuterię. Nie wiem co powiedzieć więc podaje jej dłoń i kiwam jedynie głową. Wszyscy przechodzą do salonu po zaproszeniu Ericka, a Brayan podchodzi do mnie widząc, że dziwnie się zachowuję.
-Wszystko dobrze? - pyta dyskretnie.
-Biorąc pod uwagę tą dziwną sytuację, to tak - odpowiadam złośliwie. Doskonale wiem, że nie mogę się na nim wyżywać, a  jednak to robię. W myślach sama sobie za to wymierzam mocny policzek. On w odpowiedzi rzuca mi jedynie smutne spojrzenie i odchodzi. Cholera, przesadziłam. Chcę go złapać za dłoń jednak tego nie robię. Jeszcze nawet nie wylecieliśmy z Nowego Jorku, a ja już żałuję, że zgodziłam się na tego sylwestra. Czego się niby spodziewałam? Uczucie zazdrości po prostu zżera mnie od środka. Erick jedyne delikatnie ją obejmuje, a ja czuję jak w sercu trawi mnie żywy ogień. Jeśli zobaczę jak się całują  to chyba umrę. 
-Napijecie się czegoś? - proponuje nasz gospodarz podchodząc do wyspy na środku kuchni. Wszyscy zamawiają coś alkoholowego, oprócz Brayana -  A ty Meg? - dopytuje, bo nie zdecydowałam się jeszcze na nic konkretnego. 
-Biorę leki, nie mogę pić alkoholu - odpowiadam. Chociaż mam jakąś  sensowną wymówkę i nie muszę się zbytnio tłumaczyć.
-Sok pomarańczowy? - proponuje. Nadal pamięta, że go lubię.
-Tak, poproszę - kiwam i podchodzę do okna w salonie. Widok nadal jest zachwycający. Dokładnie w tym miejscu Erick pocałował mnie po raz pierwszy. Zamykam oczy i wciągam powietrze. Przez jedną krótką chwilę mam przed oczami obraz tamtego wieczoru. Serce zaczyna nieregularnie bić, a oddech przyśpiesza. Uspokój się! Uspokój! Radzi mi moje wewnętrzne „ja”. Mam nadzieje, że każdy zrozumie brak mojej radości i entuzjazmu i dadzą mi spokój, a nie będą namawiać do radowania się razem z nimi. Almas nie patrzy w moją stronę bez większych emocji. Możliwe, że nie ma pojęcia kim jestem?  Erick robi kolejnego drinka i zerka na mnie dyskretnie. Czuję jego wzrok na swoim ciele. Gdybym miała więcej odwagi to chyba wyskoczyłabym teraz z tego okna. Moje wewnętrzne „ja” gani mnie za takie głupie myśli. Jesteś w ciąży! Nie myśl tylko o sobie, idiotko! Krzyczy na mnie. Ale jak ja mam się do cholery zdystansować? Jestem w jednym pomieszczeniu z mężczyzną którego kocham, którego okłamuję i nie mogę z nim być po tym co zrobiłam. To jakaś chora sytuacja. Przykładam czoło do zimnej szyby i wzdycham. Nie czuję jednak ulgi, a coraz większą gulę, która staje mi w gardle. 
-Chodź do nas - podskakuję, gdy słyszę głos Brayana. Nawet się nie zorientowałam, że stanął za mną. 
-Już idę - uśmiecham się blado, a on obejmuje mnie i wracamy do salonu. Siadam na kanapie obok niego. Reszta rozmawia o czymś bardzo intensywnie. Przysłuchuję się i dowiaduję, że Almas jest córką jakiegoś arabskiego biznesmena z którym Erick robi interesy. Oni załatwili nam apartament w  tym najlepszym hotelu na ostatnią chwilę. Inaczej nie byłoby to możliwe byśmy zatrzymali się właśnie tam. Przyglądam im się ale nie mam pewności co ich dokładnie łączy? Erick jej prawie nie dotyka, nie całuje. Nie wiem o co tu chodzi?
-Byłaś kiedyś w Dubaju, Megan? - pytanie Almas wyrywa mnie z myśli. 
-Yyyy…eee... nie - jąkam się zaskoczona tym, że zwróciła się do mnie. 
-Moja siostra jest przeziębiona i bierze leki i przez to ma trochę opóźniony tok myślenia... -  wtrąca Kim widząc jaka jestem nieswoja.
-Och, mam nadzieję, że to nic poważnego! - odpowiada uprzejmie i uśmiecha się do mnie. Cholera ona jest taka piękna, miła i zapewne dobra we wszystkim co robi, a ja... Ja przy niej to kompletne zero. 
-To tylko przeziębienie. Dziękuję -  Brayan kładzie dłoń na mojej dłoni. Znowu zaczyna być mi zimno i mam dreszcze. Najchętniej położyłabym się do łóżka i przespała najbliższy... rok albo i dwa. 
-Zaraz będzie obiad więc przejdźmy może do jadalni - oznajmia Erick i wstaje, a Almas zaraz za nim. Ponownie obejmuje ją delikatnie w pasie, nachyla się i szepcze  coś do jej ucha, po czym oboje się uśmiechają. Boże! Zamykam oczy i ściskam mocniej dłoń Brayana. Wszyscy przechodzą do stołu jadalnego, a rozmowy nie milkną.
-Brayan ja chyba się położę. Przepraszam cię ale nie czuję się najlepiej… -  mówię do niego cicho, gdy wstajemy z sofy. Brayan spogląda na mnie czule i bierze w ramiona.
-Pójdę z tobą, mała. Masz strasznie zimne dłonie. Dlaczego mnie oszukałaś, że ci przeszło? - pyta z lekkim wyrzutem.
-Nie chcę psuć wam wyjazdu, wezmę kolejną dawkę leków i mi przejdzie… -  wymuszam blady uśmiech. 
-Oj mała... - ujmuje moją twarz w dłonie- Widzę ile cię to wszystko kosztuje. Jeśli nie chcesz, możemy nie lecieć... - patrzy mi prosto w oczy, a ja widzę że się  po prostu martwi. Całuję go delikatnie w usta by wiedział, że jestem tu dla niego.
-Chcę lecieć – dodaję – Wiem, że oni też chcą i nie będę teraz robiła zamieszania - dodaję. Naważyłam piwa to teraz je wypije. Tak zachowują się dorośli ludzie. Nie uciekają. 
-Słuchajcie my rezygnujemy z obiadu - oznajmia Brayan -  Ericku, pokażesz nam naszą sypialnię? -  dodaje, gdy wszyscy patrzą w naszym kierunku. Domyślam się co pomyślą i nawet mnie to trochę bawi. Kim i Rob uśmiechają się głupio, Tom patrzy zaskoczony, a Alex spogląda na niego niepewnie, Almas patrzy badawczo na Ericka, który wpatruje się we mnie i chyba nie za bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy. Niech sobie myślą co chcą ale ja potrzebuję się położyć. 
-Tak, już was prowadzę… -  Erick odpowiada po chwili zastanowienia. Przeprasza gości i znowu szepcze coś do ucha Almas. Czuję to aż w żołądku. Idziemy do sypialni w której spał Tom, gdy byliśmy tu ostatnim razem. Nic się nie zmieniło. 
-Ładny apartament… - mówi Brayan. Jest chyba lekko zaszokowany tym co tutaj widzi. Luksus to zbyt małe słowo by określić to wszystko. 
-Dziękuję ale mam zamiar go sprzedać, może jesteś chętny? - uśmiecha się do Brayana i mruga żartobliwie. Unoszę brew, bo mnie to wcale nie bawi. 
-Chyba mnie nie stać! - odpowiada szczerze Brayan ale również się uśmiecha. Erick chce sprzedać apartament? Och... Nie wiem czemu ale zrobiło mi się smutno. 
-Tam jest łazienka i garderoba, zresztą Meg wszystko wie… -  mówi Erick pokazując dłonią drzwi ale patrzy na mnie. 
-Tak, pokaże mu - kiwam głową i nie patrzę mu w oczy, bo po prostu nie mogę – Dzięki - dodaję i wchodzę do łazienki. Chłopaki rozmawiają o czymś, jednak nie słyszę dobrze, a ja spoglądam w lustro. O Boże! Jestem blada, zmęczona widać, że jestem chora. Dotykam czoła i czuję, że mam gorączkę. Cholera! Obmywam dłonie i siadam na wannie. Na szczęście nie mam z tą łazienką żadnych intymnych wspomnieć. Chyba tak naprawdę nigdy w niej nie byłam. Odkręcam wodę, bo mam ochotę na długą gorącą kąpiel. Nalewam olejku, woda od razu zaczyna się pienić, a do moich nozdrzy dociera zapach jaśminu. Wyglądam dyskretnie ale chłopaki nadal rozmawiają.
-Wezmę kąpiel… -  mówię cicho, a oni odwracają się i patrzą na mnie. Teraz mam doskonałe porównanie: fizycznie naprawdę są do siebie podobni. Brayan jest niewiele wyższy. Mają ten sam kolor włosów, Erick oczy ma ciemne, kasztanowe, Brayan niebieskie, szafirowe, a w obu dostrzegam czułość i miłość. Nie potrafię pojąć po co pakuję się w ten dziwny miłosny trójkąt. Przecież nic dobrego z tego nie wyniknie. 
-Dołączyć do ciebie? - pyta nagle Brayan, a Erick spina się słysząc te słowa.
-Wolałabym sama. Nie gniewaj się… -  odpowiadam cicho. Co za niezręczna i krępująca sytuacja.
-Nie gniewam się, mała  - uśmiecha się wyrozumiale - W takim razie ja wracam do reszty - podchodzi i całuje mnie w usta - Uspokój się, proszę - szepcze mi do ucha - Kocham cię… - dodaje ale ja nic nie mówię tylko obejmuje go mocno. Dobrze, że jest przy mnie mimo wszystko. Chociaż nie wiem czym sobie na to zasłużyłam, że on naprawdę chce być ze mną?
-To ja będę w kuchni - wtrąca zakłopotany Erick i rusza w kierunku drzwi. Spogląda na nas  dyskretnie i wychodzi szybko. Wtulam się w ramiona Brayana i chce mi się płakać ale się powstrzymuję. Wiem, że po części to wina hormonów i muszę się opanować. 
-Wezmę się w garść, obiecuję! - mówię cicho. Słyszę jak jego serce bije coraz mocniej. 
-Mi też nie jest łatwo... - wyznaje - Widzę jak on na ciebie patrzy, widzę jak ty patrzysz na niego... -  zamyka oczy i przytula mnie jeszcze bardziej - Ale pamiętaj, Meg: jedno słowo, że chcesz do niego wrócić, a zniknę... – dodaje, a ja zaciskam pieści. Cholera, nie! Nie mogę go skrzywdzić.
-Ty masz być ojcem dla mojego syna, nikt inny. Nie wrócę do niego! Nigdy! Rozumiesz? - chwytam jego twarz w dłonie i staję na palcach by go pocałować. Zatapiam usta w jego wargi, a on odwzajemnia pocałunek zatracając się w nim reszty. Chwyta mnie tak, że nie dotykam stopami podłogi. 
To nie jest namiętny pocałunek, czuć w nim naszą rozpacz. Rozpaczliwie pragniemy być szczęśliwi, a nie wiemy czy nam się to uda. Mija chwila zanim się od siebie odrywamy.
-Wykąp się. Przyjdę do ciebie później - Brayan zakłada mi kosmyk włosów za ucho.
-Dobrze.

Wychodzi z pokoju, a ja biorę głęboki oddech. Muszę wziąć się w garść! Muszę! Powtarzam sobie w myślach i wracam do łazienki. Cholera! Biegnę do wanny zakręcić wodę, która prawie przelewa się przez ścianki, piana wylewa się na podłogę. Później to powycieram. Rozbieram się, zapalam świeczki które stoją wokół wanny i przygaszam światło. O tak! Potrzebuję relaksu, ciszy i spokoju. Wchodzę do parującej wody. W pierwszej chwili mam wrażenie, że jest zbyt gorąca ale szybko się przyzwyczajam. Siadam opierając głowę o zagłówek. Ale mi dobrze... woda jest cudownie gorąca, piany jest tak dużo, że prawie mnie w niej nie widać. Naciskam przycisk włączający muzykę. Melodia jest smutna, a jakaś kobieta zawodzi rozpaczliwie przy akompaniamencie pianina doskonale oddając mój nastrój. Mam w głowie tyle myśli, bo czeka mnie kilka ciężkich dni. Dociera do mnie jak wiele się pozmieniało i w takim przypadku Brayan chyba zamieszka ze mną? W sumie nie rozmawialiśmy o tym, przed przylotem mówił przecież, że to nie jest dobry pomysł by mieszkać razem. Tyle, że teraz jest inaczej, jesteśmy razem i to wiele wyjaśnia. Wyjaśnia ale czy ułatwia? Zastanawiam się czy kiedyś stworzymy normalną rodzinę? Jeśli jemu uda się odzyskać prawa rodzicielskie może być ciekawie. Pewnie będzie walczył o prawo do spotkań z synem, a dwóch małych chłopców, to duży obowiązek. Z tego co wiem Vincent ma ponad 2 lata, a gdy urodzi się mój mały będzie miał coś koło trzech. Idealna różnica wieku. Uśmiecham się na myśl o dwóch rozkosznych małych chłopcach biegających po domu. Kładę dłoń na brzuchu i zamykam oczy, bo czuję jak mój syn się rozpycha. Zapach jaśminu mnie uspokaja, czuję się błogo i lekko. Nie wiem ile czasu tak spędzam? W pewnym momencie czuję jak ktoś dosłownie wpada do wanny i chwyta mnie  unosząc nad powierzchnię wodę. Dopiero po chwili orientuje się, że zasnęłam i łapię głęboki oddech. Krzywię się i krztuszę. Otwieram oczy i widzę nad sobą Brayana, który mówi coś ale kompletnie go nie słyszę. Jestem zamroczona. Łapię łapczywie powietrze i przecieram dłonią mokrą twarz. Mija chwila zanim orientuje  się do dokładnie się stało. Do łazienki wpada Erick i Tom.
-Meg! Meg! - Brayan poklepuje mnie delikatnie po policzku. Jestem oszołomiona i nie mogę nic powiedzieć. Chyba musiałam być pod wodą jedynie krótką chwilę. Brayan wyciaga mnie z wanny, a Tom podbiega i owija mnie w ręcznikiem. Niosą mnie do sypialni i kładą  na łóżku, Brayan podtrzymuje mi głowę. Krzyczą coś między sobą i gestykulują dość wymownie. 
-Nie powinieneś jej zostawiać samej w wannie! -  Erick wrzeszczy na Brayana.
-Chciała sama więc to uszanowałem! Nie chciałem być nachalny - ten broni się werbalnie i nadal mocno mnie trzyma.
-Czasami trzeba! Prawie się przez ciebie utopiła! -  Erick jest wzburzony, wściekły wręcz.
-Kurwa nie kłóćcie się! - interweniuje klęczący obok nas, Tom. 
-Źle się czuła, jest chora! Jak mogłeś jej na to pozwolić? Nie potrafisz się nią zająć!  -  Erick rzuca jakieś durne oskarżenia na co Brayan aż cały się trzęsie ze złości. Czuję się jak w głupiej komedii tyle, że nic mnie tu nie bawi. To upokarzające. 
-Odezwał się ten który potrafił! - odpowiada jadowicie.
-Przy mnie chociaż była bezpieczna!
-Naprawdę!? - pyta z takim sarkazmem, że Erick rzuca mu nienawistne spojrzenie. Odzyskuję zdolność mowy w odpowiednim do tego momencie, bo gdyby nie to chyba by się pozabijali.
-Uspokójcie się! Nic mi nie jest! - mówię głośno łapiąc kolejny oddech. Siadam na łóżku po turecku i przecieram twarz. 
-Utopiłabyś się! - krzyczy na mnie Erick.
-Nie krzycz na mnie! - warczę.
-Przez niego! - pokazuje na Brayana, który także jest wściekły.
-Zamknij się Erick! To niczyja wina! Sama zasnęłam do jasnej cholery! - bronię mojego mężczyzny od tych bezsensownych i bezpodstawnych oskarżeń. Tak! Teraz Brayan jest moim mężczyzną.
-Dobra już spokój! - mówi Tom - Wszystko dobrze? - pyta siadając obok mnie na łóżku.
-Wystraszyłam się tylko, ale jest ok -  uśmiecham się i orientuję, że ręcznik zsunął mi się z piersi. Momentalnie robię się czerwona i zakrywam się kołdrą. Boże! Zamykam zawstydzona oczy, a chłopaki o dziwo zaczynają się śmiać. Nawet Erick i Brayan. To jakiś dom wariatów. 
-Przepraszam, już wychodzę - mówi rozbawiony Erick udając, że zasłania oczy.
-Striptiz dla ubogich, kurwa mać! - klnę do siebie pod nosem  - A ty co się gapisz!? - warczę na Toma, który chichocze obok mnie.
-A co ja cię nie widziałem, wariatko?! - nie może opanować śmiechu, Brayan także. Cholera co ich tak bawi? To, że widzieli mnie wszyscy trzej nago? To rozładowało atmosferę ale mi nie jest do śmiechu. Wyganiam Toma z sypialni.
-Przepraszam cię - przytulam Brayana, który na szczęście trochę się uspokoił.
-Nie przepraszaj, mała. Ważne, że nic się nie stało - całuje mnie w czubek nosa.
-Erick przesadza, zareagował impulsywnie. Już kiedyś mi się to zdarzyło, wtedy też kąpałam się sama… - wyjaśniam mu.
-Zasnęłaś kiedyś w wannie? - pyta zaskoczony.
-Tak, jak byliśmy w Vegas. To była dokładnie taka sama sytuacja. Jak jestem zestresowana kąpiel mnie odpręża i wtedy było tak samo i nawet nie wiedziałam, że zasnęłam.
-Dlatego tak się wkurzył. Muszę go przeprosić, bo niepotrzebnie się uniosłem.
-Daj spokój, on też nie jest niewinny. Krzyczał jak idiota, jakby to była twoja wina! 
Mówię szczerze. Muszę pokazać Brayanowi, że mi na nim zależy, to mój facet. Muszę trzymać jego stronę. Brayan ma chociaż dystans do tego, że właśnie wszyscy trzej widzieli mnie praktycznie nago. Wracam do łazienki by się ubrać i wysuszyć włosy, a Brayan nie spuszcza mnie z oka. Siedzi na kibelku i obserwuje każdy mój ruch. Wiem, że się ze mną droczy. Susząc włosy specjalnie stoję nago i prowokuję go lekko kołysząc biodrami. 
-Wiem co robisz! Chcesz bym cię zerżnął na tej umywalce? -  pyta posyłając mi ten swój uśmiech. Ja również się uśmiecham, a on już nawet nie czeka na to co powiem. W sekundę jest przy mnie i bierze mnie w ramiona - Będę delikatny...- dodaje. Zatapia usta w moją szyję i zaczyna ją całować. Jęczę głośno i od razu czuję to cudowne uczucie w dole brzucha. Jęczę cicho, Brayan także. 
-Nikt tak nigdy na mnie nie działał jak ty,mała - mówi podgryzając moje ucho, a jego dłonie błądzą po moich pośladkach i udach. Zdejmuje mu koszulkę przez głowę, a  następne pośpiesznie rozsuwa rozporek spodni i pozbywa się ich. Podsadza mnie tak, że siedzę na skraju umywalki, rozchyla moje uda i klęka między nimi zatapiając język w moją kobiecość.
-Ach! - jęczę zaciskając dłonie na jego ramionach, a głowę odchylam do tyłu. Jest mi nieziemsko dobrze. Moja łechtaczka od razu zaczyna pulsować, a Brayan jest taki łapczywy i namiętny. Krąży, pieści, ssie językiem moje płatki, mrucząc przy tym seksownie. Już po chwili wstrząsa mną tak potężny orgazm, że prawie spadam z umywalki. Podtrzymuje się rękoma o szafkę, a on nie przestaje. Wsuwa we mnie palec w momencie gdy orgazm nadal trwa. Zaciskam się na nim mocno i znowu jęczę. 
-Tak, maleńka! Tak! - mruczy Brayan i dołącza drugi palec. Od razu czuję kolejną falę rozkoszy wzbierająca w całym moim ciele. Masuje mnie od środka coraz mocniej nawilżając moją cipkę do granic możliwości. Gdy czuję, że zaraz znowu dojdę on przerywa i wstaje. Wyjmuje z bokserek swojego penisa i staje między moimi udami Jest taki spragniony - Rozluźnij się, skarbie - całuje mnie w usta i rozkłada szerzej moje uda. Chwyta mnie za pośladki i przytrzymuje zsuwając mnie na brzeg. Zimna umywalka wbija mi się w moje plecy ale nie zwracam na to uwagi. Wchodzi we mnie powoli, delikatnie. Jestem tak mokra, że przyjmuję go bez oporów- Wszystko dobrze? – pyta czule.
-Tak, tak -  szepczę zamykając oczy. Boże, tak mi dobrze! Brayan wchodzi we  mnie mocniej, szybciej do samego końca. Podtrzymuje mnie sadzając na swoje biodra. Czuję jak moja pulsująca cipka domaga się kolejnego orgazmu. Brayan zaczyna się poruszać, wchodzi i wychodzi ze mnie powolnymi, głębokimi ruchami. Tak! Tak! Cudowne skurcze, drżenie całego ciała. Tak! Dochodzę po raz kolejny już przy jednym z pierwszych pchnięć.
-Boże mała, nie wytrzymam dłużej! - jęczy nagle i dochodzi praktycznie w tym samym momencie co ja. Zaciskam się wokół niego potęgując nasze wspólne doznania. Kurwa mać! Wykrzywia twarz w grymasie i zamyka oczy. Trzyma mnie kurczowo wylewając się we mnie ale pcha jeszcze kilka razy, a ja szczytuję po raz kolejny. Moje ciało drży, każdy mięsień naprężył się i próbuje przetrwać tą nagłą, przeogromną rozkosz. Czuję jak jego penis drga w środku mnie i powoli się rozluźniam. Po dłuższej chwili moje ciało opada z sił, a Brayan obejmuje mnie mocniej i nie wychodząc ze mnie idzie do sypialni. Kładzie nas na łóżku. 
-Tego mi było potrzeba… -  uśmiecham się głupkowato, bo nie mam siły otworzyć oczu.
-Mi też, skarbie! - mówi i wysuwa się ze mnie delikatnie.
-A teraz idę spać. Dobranoc -  przytulam się do niego mocno, okrywa nas kołdrą i kładzie obok mnie

-Śpij słodko... -  całuje mnie po włosach i obejmuje. Jestem całkowicie rozluźniona i zrelaksowana. Bezpieczna w ramionach mężczyzny, który będzie ojcem dla mojego syna.

11 komentarzy:

  1. Ja po prostu nie mogę tego czytać, jestem złaaa! Meg mnie strasznie wnerwia. Wystarczy, że Erick dotknął innej kobiety a ją serduszko zabolało ale nie przeszkadzało jej jakoś żeby bzykać się z innym pod jego dachem!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę dokładnie to samo! Zachowuje się jak ostatni pustak :/

      Usuń
    2. no ja myślam podobnie jak wy jak to czytałam,byłam wściekła i zdruzgotana,ale jeszcze mnóstwo wydarzeń przed wami:( trzymajcie sie na to co was czeka

      Usuń
    3. No faktycznie straszne to jest, że Meg robi takie rzeczy pod dachem Ericka. Aż strach pomyśleć co będzie dalej jeśli ma być gorzej :(

      Usuń
    4. nie no nie, powoli tego się czytać nie da !!! Brayan tak mnie wkurza a Meg jeszcze bardziej ! Ona nie może z nim być , ma być z Erickiem !

      Usuń
  2. Bardzo emocjonujący rozdział. Ale jest tak za każdym razem gdy ta trójka spotykają się razem. Szkoda że tak musi być. Ale czekam na więcej :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko !!! czy nawet w opowiadaniach baby muszą mnie wk..... ??? Meg już działa mi na nerwy !!!! Hormony hormonami ale to dziecinne zachowanie doprowadza mnie już do szału po woli :) Tekst jak zawsze doskonały !!! tylko .... za krótki ;) ;) Marisoll6

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Meg i jej pokręcone poczucie miłości hmmm nie rozumiem co się dzieje z tą kobietą ;( ogólnie rozdział super jak zawsze ale dla mnie mało czekam na więcej El@

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta dziewczyna mnie wkurwia...czekam na ciag dalszy...ile jest tych rozdzialow???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DUUUŻŻŻŻŻO A JESZCZE WIECEJ AKCJI, WYDARZEŃ -PRZYBEDZIE WAM SIWYCH WŁOSÓW PO TEJ LEKTURZE-HAHAHA, WIĘCEJ NIE ZDRADZAM

      Usuń
  6. Jestem wkurzona na Meg ale też gdy czytam od kilku rozdziałów wstecz mam łzy w oczach jak Erick i Meg się męczą i myślę,że to wszystko co robi Erick jest zamierzone aby wzbudzić zazdrość Meg. Taka tzktyka,aby ona do niego wróciła 😉

    OdpowiedzUsuń