Premiera już w lipcu!

środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 84

Gdy budzę się jakiś czas później leżę sama. Na dworze jest już ciemno, jednak nie mam pojęcia która może być godzina. Jestem naga więc idę więc do łazienki i otulam się miękkim białym szlafrokiem. Tylko Flora potrafi sprawić by takie były. Wychodzę po cichu z pokoju i słyszę ciche głosy z salonu. Mijam po drodze inne sypialnie ale chyba prawie wszyscy już śpią. Jedynie z jednej z nich słychać dziwne "odgłosy" ale nie mam pojęcia kto tam jest, Kim i Rob czy Alex i Tom? Uśmiecham się zatykając usta by nikt mnie nie usłyszał. Nie przysłuchuje się zbytnio idąc na paluszkach.  Wychodzę z korytarza i przechodzę obok schodów do sypialni na antresoli. Od razu dostrzegam jak w salonie siedzi Erick, Brayan i Tom. Wychodzi na to, że  to Roba i Kim słyszałam. Mężczyźni rozmawiają o czymś i oglądają film. W kuchni jest ciemno więc mnie nie widzą, a ja zakradam się do lodówki. Jestem potwornie głodna, a gdy ja otwieram wszyscy trzej odwracają się w moją stronę.
-Chryste ale nas wystraszyłaś! - piszczy Brayan  - Wyglądasz w tym szlafroku jak duch! - dodaje i śmieje się do mnie.
-Zgłodniałam, zostało coś z obiadu? - przeglądam zawartość lodówki ale nie widzę w niej nic gotowego do zjedzenia.
-Zjedli wszystko - Erick podnosi się z sofy i również się uśmiecha -  Ale mogę coś zamówić, jeśli chcesz?
-Zjadłabym kurczaka w miodzie… -  ma myśl o jego smaku ssie mnie z żołądku. Mam na niego taką ogromną ochotę. 
-Ale masz zachcianki! -  komentuje Tom i siada kuchennej wyspie, a ja karcę go wzrokiem za te głupie sugestie. 
-Już zamawiam – Erick ba szczęście nie wyczuł aluzji. Oddalił się dyskretnie by zadzwonić po jedzenia. 
-Cholera Tom! - syczę przez zaciśnięte zęby.
-Przepraszam! - ten robi tą swoją przepraszającą minę.
-Zabiję was, naprawdę! - podchodzę i daje mu kuksańca w ramię - Idź lepiej do Alex, jeśli słyszała to co ja, to na pewno jest napalona! - dodaję by się z nim podroczyć. 
-Że co? - unosi brew.
-Kim i Roba słychać aż na korytarzu, więc idź i zajmij się Alex tak jak należy! - Brayan śmieje się w głos i podchodzi do mnie.
-Dobrze, że nas nikt nie słyszał - mówi przygryzając płatek mojego ucha. 
-Oj daj spokój, Brayan! Nie mogę się przyzwyczaić do tego jak ją obmacujesz! Uszanuj to, że to moja przyjaciółka! - burczy Tom. 
-Jaki wrażliwy się znalazł! Idź bzyknij swoją pannę chodzące niewiniątko. to ci przejdzie! - dogryza mu.
-Przestańcie dobra! - podchodzę do Toma i obejmuję go - Idź do niej - mówię cicho i uśmiecham się.
-Ale ona....
-Ona tego chce - przerywam mu i całuję go w policzek. Tom uśmiecha się i zrywa ze stołka.
-Dobranoc wszystkim! -  piszczy i prawie biegnie do sypialni.
-Druga po lewej! - krzyczę za nim, by nie wparował do Kim i Roba.
-Daj czasu tygrysie! - dodaje Brayan, a ja wybucham śmiechem. Patrzę na rozbawionego do łez Brayana, a on mruga do mnie żartobliwie. 
-Wal się, Green! - Tom w odpowiedzi pokazuje nam środkowy palec ale wiem, że to nie na serio. Po chwili wraca do nas Erick i mówi.
-Zaraz będzie jedzenie - siada na stołku - Gdzie Tom? - pyta rozglądając się po kuchni.
-Poszedł bzyknąć Alex! -  odpowiada jak zawsze szczerze Brayan, a ja śmieję się upijając łyk soku pomarańczowego.
-Widzę, że dziś tylko ja nic nie bzyknę - odpowiada Erick, a ja krztuszę się sokiem, a on od razu poklepuje mnie po plecach. Chryste Panie! Co to za tekst! Chyba nigdy nie słyszałam takich słów z jego ust. Brayan za to śmieje się, bo jego zawsze bawią takie sytuacje - Cholera Meg, przepraszam! Nie powinienem tak mówić - Erick patrzy na mnie zażenowany.
-Nic się nie stało - uśmiecham się blado. Chyba pierwszy raz widzę go zakłopotanego ale z drugiej strony musi się czuć swobodnie przy Brayanie, skoro wali takie teksty. 

Siadamy przy wyspie we trójkę. Czuję się trochę lepiej, a to wszystko sprawka Brayana. Seks potrafi naprawdę zdziałać cuda. Jest koło jedenaste w nocy, a o ósmej mamy lot więc za kilka godzin musimy wstać. Rozmawiamy chwilę, a ja zastanawiam się i nadal nie rozumiem co łączy Almas i Ericka? Nie mam pojęcia czy ona śpi w jego sypialni czy w którejś z tych na dole?
Flora spakowała moje rzeczy, bo kompletnie o tym zapomniałam. Jest mi strasznie głupio z tego powodu. Nawet nie wiedziałam, że tu jest, bo z chęcią bym ją zobaczyła. Ostatni raz widziałam ją w sierpniu. Tyle czasu minęło od tamtej pory i tyle się zmieniło. Rozmawiamy dalej, a Brayan przeprasza nas na chwile i idzie do łazienki. 
-Bardzo się wystraszyłem, gdy usłyszałem Brayana krzyczącego z łazienki… -  mówi Erick chwytając moją dłoń, która leży na blacie. Spogląda na niego zaskoczona tym gestem. 
-To nie jego wina. Niepotrzebnie się unieśliście. Obaj - wyjaśniam. 
-Masz rację. Pogadaliśmy o tym i przeprosiliśmy się wzajemnie - zabieram delikatnie swoją dłoń z jego dłoni, bo nie mogę pozwolić na choć tak błahy kontakt między nami. 
-Chcę byś wiedział, że nie jest mi łatwo i nie byłam zachwycona pomysłem wspólnego sylwestra. Robię to głowie ze względu na moją siostrę i Roba dla których to pewnie wyjazd życia i podróż poślubna w jednym - wyznaję mu szczerze.
-Wiem, Meg. Trochę cię już znam i szczerze mówiąc byłem w szoku, że  zgodziłaś się lecieć ale bardzo mnie to cieszy... - mówi i patrzy na mnie spokojnie. Może jednak uda nam się jakoś normalnie spędzić ten czas?
-Gdzie Almas? - pytam nagle. Nie wiem co mnie naszło? Erick uśmiecha się, bo od razu mnie rozgryzł.
-Śpi -  odpowiada zdawkowo. Chyba bawią go te moje podchody. 
-Aha... - wzdycham cichutko. 
-Śpi w sypialni dla gości -  dodaje rozbawiony i czeka uważnie na moją reakcję. 
-Ale ja wcale... - próbuje się wytłumaczyć. Cholera! Ale mi głupio.
-Nie sypiam z nią Meg, Almas to córka mojego klienta. Prosił mnie bym jej pomógł zaaklimatyzować się w Nowym Jorku… - wyjaśnia spokojnie, a mi policzki płoną.
-Nie chciałam być wścibska, to moja sprawa - kręcę głową. Ale ze mnie idiotka. Erick uśmiecha się jednak i chyba nie ma mi tego za złe. 
-Nie wiem czy dostałaś pisma z prokuratury? -  zmienia nagle temat - Niedługo zapadnie wyrok w sprawie... wiesz czego.
-Tak?-  poprawiam się na krześle - Nie wzywali mnie już więcej na żadne przesłuchania - dodaję.
-Wystarczyły tylko te jedne zeznania. Obaj dostaną najpewniej po dwanaście lat - informuje mnie i widzę zaciskając pięści. Dwanaście lat? Nawet nie wiem czy to dużo ale dla mnie zdecydowanie za mało jak na karę dla takich zwyrodnialców. 
-A Monika? Udowodnili jej coś? - pytam chociaż nie wiem jakim cudem o tym rozmawiamy? 
-Nic jej nie udowodnili, wycofała także oskarżenia wobec mnie… -  Erick wzrusza ramionami.
-To dobrze... znaczy, że wycofała zeznania -  uśmiecham się lekko - A ty? Nie wróciłeś chyba do tego wszystkiego? - pytam niepewnie.
-Zerwałem z tym na zawsze, Meg. Mimo konsekwencji -  wzdycha głęboko.
-Monika była wtedy w Londynie, na tym otwarciu twojego salonu - mówię nagle.
-Słucham? - Erick odsuwa się by na mnie spojrzeć. Jest ewidentnie zaskoczony. 
-Była tam, spotkałam ją w łazience... - wyjaśniam. 
-Mówiła coś? - poprawia się nerwowo na stołku i poważnieje.
-Prawie jej nie poznałam, obcięła i przefarbowała włosy. Pytała czy to prawda, że już nie jesteśmy razem. Chyba chciała do ciebie wrócić - sugeruje, a Erick krzywi się - Niby przepraszała, zarzekała się, że nie miała nic wspólnego z tamtym wieczorem w klubie… -  opowiadam mu o tym bez emocji. Na szczęście to mnie już nie rusza, bo i tak niewiele pamiętam. 
-I dlatego postanowiłaś powiedzieć mi prawdę? Dlatego, że ją spotkałaś? - pyta cicho. Cholera! Nie na ten temat chciałam zejść. 
-Nie -  spuszczam głowę -  To był impuls, Ericku. Stwierdziłam, że albo teraz albo nigdy. Przepraszam cię ale chyba żaden moment nie byłby dobry by powiedzieć coś takiego...
-Nie przepraszaj, Meg. To nie tylko twoja wina - odpowiada, a ja spoglądam na niego -  Wiem co robił Filip, bo Gordon mi o wszystkim powiedział. Filip wykorzystał cię, oszukiwał i manipulował nami wszystkimi.
-Nie możesz obwiniać tylko jego, Ericku.Też tam byłam, wiedziałam co...
-Błagam cię, nic nie mów… -  nagle przykłada palec do mych ust i zamyka oczy jakby nie chciał więcej słuchać - Mimo tego wszystkiego nadal uważam, że jesteś najsłodszą i najbardziej niewinną kobietą jaką kiedykolwiek poznałem, Meg -  dodaje i ponownie ujmuje moją dłoń. 
-Ericku, proszę... - kręcę głową i chcę zabrać dłoń ale mi na to nie pozwala i przerywa w pół zdania. 
-Wiem, że Brayan cię kocha. Wiem, że będzie się o ciebie troszczył i nie mam zamiaru wtrącać się w wasz związek ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Pogodziłem się z tym, że wybrałaś kogoś innego, Meg. Rozumiem twoje poczucie winy i szanuję twój wybór. Musiało być ci bardzo ciężko… -  mówi to naprawdę szczerze cały czas patrząc mi w oczy. 
-Bo było i nadal jest ale nie mogłam postąpić inaczej. Wybacz mi, Ericku. Ja naprawdę nie chcę być cierpiał… -  ściskam mocno jego dłoń. Cholera! Zaraz się popłaczę.
-Jeśli ty będziesz szczęśliwa i bezpieczna, to ja  jakoś sobie poradzę… -  uśmiecha się delikatnie i czuję jak zbliża się do mnie. W głowie mam scenariusz jak z filmu... Erick całuje mnie po raz ostatni, a potem wszystko jakoś się układa. Wręcz czuję jego gorące usta na swoich. Zamykam oczy, a on zsuwa się ze stołka. Rozchylam wargi by  nabrać chociaż odrobinę powietrza. Erick obejmuje mnie w pasie i przysuwa do siebie, gdy nagle słychać chrząknięcie Brayana. 
-Ehym! - wrócił z łazienki w najbardziej odpowiednim do tego momencie. Erick od razu puszcza mnie i moją dłoń i odsuwa się. Widzę jak emocje buzują w nim tak samo jak we mnie - Chyba pora spać - Brayan podchodzi do nas i oplata mnie swoim ramieniem. Myślami jestem jeszcze gdzieś daleko ale szybko muszę wrócić na ziemię. To nie mogło i nie może się wydarzyć. 
-Brayan ma rację, musimy się położyć. Jeśli będziesz nadal głodna, Meg to kurczak będzie w podgrzewaczu -  dodaje Erick i wstaje – Dobranoc - uśmiecha się do nas i idzie na antresole do swojej sypialni. Brayan milczy dopóki nie zostajemy całkiem sami i przygląda mi się uważnie.
-Chodź, bo rano nie wstaniesz - spoglądam na niego, a on nagle bierze mnie na ręce. Piszczę i zakrywam dłonią usta by nikogo nie obudzić, próbuję też okryć się szlafrokiem, który się rozwiązał. Zatrzymujemy się pod sypialnią Toma i Alex, a Brayan zaczyna nasłuchiwać
-Ale z ciebie świnia! - klepie go w ramię i próbuję się wyrwać.
-Cicho kobieto! - śmiejemy się oboje - Nic nie słychać!-  dodaje krzywiąc się.
-Jesteś okropny, daj im spokój - mówię już poważnie. 
-No dobra już dobra! -  wywraca oczami ale gdy odchodzi to puka do drzwi ich sypialni i ucieka do naszej, a ja wybucham śmiechem i nie mogę się opanować.
-Robiłam tak jak byłam mała, Brayan. Pukałam lub dzwoniłam dzwonkiem do sąsiadki której nie lubiłam i uciekałam. Wszyscy tak robili! - tarzam się po łóżku.
-Może przeszkodziłem im w momencie kulminacyjnym? Ciekawe czy w ogóle miał przy sobie gumki? - zatroskany o przyjaciela, Brayan, drapie się po brodzie.
-Oby miał! 
-Zdarza mu się o tym zapomnieć. Często go ratowałem i pożyczałem swoje - siada obok mnie i obejmuje - Chociaż moje są na niego za duże! -  dodaje i przygryza zadziornie język, a ja znowu zaczynam się śmiać. 
-Boże, Brayan! - zakrywam mu twarz dłońmi i kładę się na nim specjalnie by go obezwładnić. 
-No co! Wszyscy wiedzą, że mam większego niż on! - dodaje. Czy on tak poważnie mówi?
-Wszyscy?! - odchylam się.
-Oj tak mi się powiedziało!
-Jasne!  - wywracam oczami i chcę z niego zejść -  Puść mnie, idziemy spać.
-Jesteś zła.
-To pytanie czy stwierdzenie? - mrużę oczy.
-Nie wiem? - Brayan robi taką głupią minę, że zaczynam się śmiać.
-Nawet nie potrafię się na ciebie złościć, gdy tak robisz! - piszczę i siadam na nim okrakiem, a mój szlafrok odkrywa gołą pierś.
-A ja nie potrafię się opanować, gdy widzę twoje piękne cycuszki! - mówi i od razu zaczyna je całować. Opieram się po chwili i mówię, że już nie mam ochoty, choć to nieprawda. Uważam jednak, że nie wypada byśmy zachowywali się tak tutaj, w domu Ericka. Jest mi źle z tym, że poniosło nas w łazience i mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. 

Niedziela,  29 Grudnia

Jestem taka nieprzytomna, że Brayan wnosi mnie na pokład samolotu. Zasnęliśmy chyba dopiero koło pierwszej, a o piątej musieliśmy wstać. Nawet nie wiem gdzie są moje walizki, dokumenty, telefon. Nic nie wiem ale liczę na to, że Brayan pomyślał o wszystkim. Sadza mnie właśnie w fotelu i zapina mi pas. Podaje poduszkę i przykrywa  mnie kocem. Mamroczę coś przypominającego podziękowanie, a on chyba się ze mnie śmieje ale nie mam pewności. Nawet nie stresuję się startem. Spałam tylko cztery godziny i w dodatku lek który biorę, działa na mnie usypiająco. Słyszę jak wszyscy rozmawiają między sobą. Wiem, że Brayan dogryza Tomowi ale nie mam siły zareagować. Rano zauważyłam tylko jak pięknie wygląda Almas. Na pewno jest wypoczęta i wyspana. Zdążyła nawet zrobić lekki makijaż podkreślający jej olśniewającą urodę. Ciężko mi uwierzyć, że Ericka nic z nią nie łączy ale skoro tak mówi, to nie mam podstaw by mu nie wierzyć. Po co miałby mnie okłamywać? W momencie gdy właśnie, o nim pomyślałam on podchodzi i kuca obok mojego fotela.
-Jak się czujesz? - przykłada dłoń do mojego czoła i przygląda mi się uważnie. 
-Śpiąco - uśmiecham się.
-Dziś jest  nieco lepiej, bo nie miała dreszczy -  dodaje Brayan, który również kuca obok mnie.
-Może wolisz położyć się w sypialni? Będzie ci wygodniej i spokojnie się wyśpisz -  proponuje Erick i patrzy na nas wyczekująco. Na samą myśl co działo się tam, gdy lecieliśmy na nasze rajskie wakacje aż ściska mnie w żołądku.
-Tak, to dobry pomysł! -  odpowiada za mnie Brayan ale jestem tak śpiąca, że nie mam siły protestować. W sumie to może nic złego? Po prostu zdrzemnę się tam i zregeneruję. 
-Chodźmy! - Brayan bierze mnie na ręce i niesie do sypialni, a tu nic się nie zmieniło. 
Uśmiecham się na tamte wspomnienia i Erick to zauważa - Muszę trochę popracować więc posiedzę z nią...jeśli nie masz nic przeciwko? -  mówi do Brayana, który zastyga na chwile.
-Nie no jasne… - ten przykrywa mnie i całuje w czoło -  Śpij słodko moja mała - dotykam  w podzięce jego twarzy i posyłam buziaka.
-Dobranoc! -  przykładam głowę do poduszki. Och jak mi dobrze. Zapomniałam już jak wygodne jest to łóżko. 

Budzi mnie dźwięk telefonu. Zdezorientowana otwieram oczy i dopiero po chwili przypominam sobie, że jestem w samolocie. Odwracam się i widzę jak Erick siedzi przy biurku i rozmawia przez komórkę w jakimś obcym języku. To chyba włoski. Przyglądam mu się dość długo. Jego idealny profil, kości policzkowe, szczęka. Przebrał się w dres ale nadal wygląda... seksownie jak zwykle. Czy nauczę się kiedyś panować nad reakcją własnego ciała gdy on jest w pobliżu? Czuję się okropnie w stosunku do Brayana, bo obaj działają na mnie zadziwiająco podniecająco. Nagle Erick odwraca się i nasze spojrzenia spotykają się. Widzi, że mu się przyglądam więc kończy szybko rozmowę. 
-Hej... -  uśmiecha się i wstaje by do mnie podejść - Obudziłem cię?
-Nie, sama się obudziłam - siadam po turecku - Długo spałam?
-Jakieś 4 godziny, jak się czujesz? - znowu przykłada dłoń do mego czoła. Na jedną sekundę przymykam oczy i napawam się jego dotykiem. 
-Chyba lepiej... -  odpowiadam, naprawdę czuję się lepiej - Ale jestem głodna jak wilk -  dodaję by odgonić myśli. 
-Przynieść ci coś czy chcesz iść do wszystkich? Chyba grają w kręgle -  stwierdza zadowolony. Widzę, że jest zrelaksowany i zadowolony. Zapewne pierwszy raz od dawna. 
-A ty nie idziesz? - dopytuję. 
-Muszę jeszcze wykonać kilka telefonów i zaraz do was dołączę -  podaje mi dłoń by pomóc wstać. Ujmuję ją i zwlekam się z łóżka po czym przeciągam się by rozprostować kości. 
-Dzięki, masz najwygodniejsze łóżka na świecie! -  stwierdzam z uśmiechem. 
-Jak będziecie urządzać dom w Londynie, to dam ci namiar na producenta! -  mruga żartobliwie, a ja się śmieję - Cieszę się, że o siebie dbasz, Meg. Widać ,że odzyskujesz swoją naturalną wagę – dodaje, a ja oblewam się rumieńcem. Cholera! Widać, że przytyłam?
-No wiesz, to nie jest najtrafniejszy komplement. Kobiety nie lubią gdy im się mówi, że są grube -  wywracam oczami by odwrócić jego uwagę.
-Oj, nie to mam na myśli, głuptasie! -  trąca lekko mój nos i uśmiecha się szeroko - Byłaś za szczupła ale teraz jest coraz lepiej. Wyglądasz wręcz kwitnąco, Meg.
-Staram się nadrobić! - obracam to w żart. Muszę opanować emocje, bo się zorientuje. 
-Nadrabiaj ile możesz, Meg. To ci służy... - dodaje, a ja naprawdę zaczynam się zastanawiać czy on przypadkiem nie wie? Cholera ale milczałby tak w tym temacie i tylko sugerował, zamiast ze mną porozmawiać. A może czeka aż sama mu powiem? Powinnam to zrobić ale nie mogę i nie chcę. Postanowiłam wychować to dziecko z Brayanem i tego będę się trzymać. Zostawiam go by popracował i idę do reszty. Akurat jak wychodzę, Alex zbija wszystkie kręgle i rozlega się krzyk radości. Jedynie Tom i Brayan krzywią się, bo właśnie sromotnie przegrali.  

5 komentarzy:

  1. Eh.. Znów mu nie powiedziała.. Ah ta Meg :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu się poryczałam :/ Pięknie !!! tak bardzo mi żal Erika ! Podziwiam Go i szanuje ! A Meg .... no działa mi na nerwy jak mało kto ;) No i oczywiście mało mi , mało !! więcej proszę !!!!! :) Marisoll6

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok podsumowanie rozdziału w jednym słowie OCIEPLENIE :-P czekam na więcej na to aż będzie GORĄCO albo najlepiej PARZYĆ �� oj zdecydowanie chce więcej El@

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze czyżby Erick się domyślał?

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się ,że Brayan na wycieczce kogoś bzyknie! I to ni e Meg!. Ale by się porobiło?

    OdpowiedzUsuń