Premiera już w lipcu!

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 87

-Ale z was zboczeńcy! - śmieje się i klepię go w ramię.
-Tak działasz na facetów, Meg - stwierdza wprost - Brayan ma ogromne szczęście, że jego wybrałaś.
-Ericku... - chcę interweniować, by nie powiedział czegoś co zepsuje humor nam obojgu. 
-Spokojnie... - przerywa mi z uśmiechem - Zaczynam się przyzwyczajać! -  dodaje i stuka drinkiem o mój drink. Nie wiem jak mam zareagować na te słowa. Przyzwyczaja się? To chyba dobrze? Rozmawiamy luźno przez dłuższą chwilę. Widzę, że reszta towarzystwa właśnie poszła do wody, a Brayan nadal tam siedzi ale rozmawia z Tomem. Erick opowiada jak był u mamy na święta i że jego siostra Sandra, szaleje na studiach i musi jej pilnować. Wspomina o wizycie na cmentarzy u Vincenta, bo tak jak myślałam, zaraz przed świętami była rocznica jego śmierci. Nie mówię nic, bo nie ma na to słów pocieszenia. Po prostu ujmuję lekko dłoń Ericka by wiedział, że ma we mnie wsparcie. Schodzimy na luźniejszy temat. Lubię słuchać jak Erick opowiada o Sandrze, bo zawsze się wtedy tak śmiesznie irytuje. W dodatku, gdy mówi o niej to widać ten blask w jego oczach. Jest dumny ale jak zwykle przesadnie się martwi. 
-Muszę do łazienki - schodzę ze stołka barowego i rozglądam się za toaletą. Znowu opiłam się pysznych owocowych koktajli i teraz mam problem. 
-Zaprowadzę cię - Erick odpowiada i obchodzi bar by stanąć obok mnie. Musze jednak natychmiast znaleźć się w toalecie więc nawet nie protestuję. Pędzę za nim szybko w stronę ekskluzywnych przenośnych toalet. Nie sądziłam, że jest coś takiego jak wychodek w wersji delux. Spoglądam w lustro myjąc dłonie. Moja skóra lekko się zaróżowiła od słońca, a ja odruchowo dotykam brzucha i przyglądam mu się. Zostawiłam pareo na  leżaku ale na szczęście niewiele widać.  Erick na pewno się nie zorientuj - upewniam się w myślach. Gdy wychodzę  po chwili, to zamiast Ericka czeka na mnie Brayan.
-Hej! - uśmiecham się - Opadłeś? - puszczam mu oczko i śmieje się cicho. 
-Stał mi ze 20 minut! Wisisz mi orgazm, mała!  - podchodzi do mnie w dwóch krokach i łapie za pośladki przysuwając do siebie.
-Przestań, bo znowu nas ktoś zobaczy! - odpycham się rękami od jego gorącego ciała.
-Nikt nas nie widział, chodź do łazienki - szepcze mi do ucha i uśmiecha się uwodzicielsko. 
-Nie zachowuj się jak napalony nastolatek, Brayan. Nie będę ci obciągać w kiblu! - warczę cicho widząc, że Erick się nam przygląda. Czuję się jak między młotem, a kowadłem.
-Nie lubisz tego robić? - Brayan odchyla się patrząc na mnie badawczo.
-Nie wiem, nie miałam wielu okazji -  wzruszam  beznamiętnie ramionami, a on wzdycha głęboko i mówi. 
-Nadrobimy!
-Brayan! - pukam go w czoło i wyrywam się z jego objęć. Śmieje się z jego miny gdy biegnę na swój leżak.
-Zawsze cię dogonię, mała! - krzyczy za mną i idzie powoli do altany, a następnie siada przy barze i zamawia drinka, bez alkoholu. Wracam na swój leżak smarując się kolejny raz olejkiem do opalania. Wyciągam nogi i relaksuję się. Widzę jak Tom, Alex, Kim, Rob i Almas wygłupiają się w wodzie. Erick stoi na brzegu rozmawiając przez telefon, a Brayan obserwuje wszystkich z baru.

Spędzamy na plaży resztę dnia. Urządziliśmy sobie zawody w piłce wodnej oraz wyścigi na ramionach chłopaków. Mi przypadł Thomas, ku jego uciesze. Alex siedzącej na ramionach Roba spadła góra od bikini i wszyscy mieli kupę śmiechu. Brayan był z Kim, a Erick z Almas. Będąc w wodzie czułam mocniejsze ruchy dziecka. Mały szalał chyba razem ze mną, a ja chciałam się z wszystkimi podzielić tą radością ale nie mogłam. W barze zjedliśmy obiad w postaci regionalnych dań i wszystko było naprawdę pyszne, a ja całkowicie się wyluzowałam. Wieczorem wracamy do hotelu na piechotę. Idąc boso przepasałam sobie na biodrach pareo. Brayan trzyma mnie za dłoń.
-Mały daje dziś czadu -  mówię do niego cicho. Wszyscy nas wyprzedzili ale my idziemy powoli, spacerem i nigdzie się nie śpieszymy. 
-Ale wszystko dobrze, tak? -  pyta przejęty.
-Tak -  uśmiecham się - Czuję po prostu jak się rusza, coraz mocniej i częściej - tłumaczę.
-Moja krew! -  Brayan puszcza mi oczko. To, że ma do tego taki dystans daje mi poczucie, że będzie nam ze sobą dobrze. Na pewno zdarzać się będą gorsze chwile ale Brayan jest bardzo wyrozumiały i mało zaborczy. To mnie cieszy.
-To jak z tym imieniem? - wtrącam.
-Nie zastanawiałem się jeszcze, szczerze mówiąc.
-Może Adam? - proponuję i  spoglądam na Brayana.
-Adam Donell-Green… -  myśli na głos i drapie się po brodzie - Brzmi nieźle - uśmiecha się i dodaje - O ile się zgodzisz?
-Chcesz mu dać swoje nazwisko? - pytam zaskoczona, nie spodziewałam się tego.
-Oczywiście, że tak. Będę go kochał jak własnego syna! - zatrzymuje się i obejmuje mnie delikatnie -  Już go kocham, tak samo jak jego śliczną mamusię -  całuje mnie w nos totalnie mnie tym rozczulając. 
-Weź, bo się rozpłaczę! - obracam to w żart ale w oczach już mam łzy.
-Nie ma co płakać, tylko się cieszyć! - nagle bierze mnie na ręce i niesie prawie do samego hotelu. Więc decyzja podjęta: Adam Donell-Green. Całą drogę o tym myślę nie mogąc przestać się uśmiechać. W apartamencie czeka na nas wszystkich stół świeżych owoców, warzyw i napojów.
-Odpocznijmy teraz. Wieczorem mamy zamówioną kolację na dachu - Erick zwraca się do wszystkich.
-Na dachu? - pyta Kim zajadając się winogronami. Już się ładnie opaliła i mimo, że jej skóra jest lekko zaróżowiona to wygląda pięknie. 
-Jest tam taras widokowy, zjemy tam powitalną kolację - wyjaśnia Erick. 
-Ale super! - stwierdza lekko podchmielona Alex.
-Chodź lepiej się położyć, bo w takim stanie spieprzysz się w tego dachu! -  mówi Tom i bierze ją na ręce przekładając sobie  przez ramię. Alex piszczy i prawie pokazuje nam goły tyłek, bo majteczki od bikini przesunęły jej się dość mocno. Podbiegam do niej by poprawić niesforne bikini i daję jej lekkiego klapsa w tyłek. 
-Tom masz gumki? - pyta bezceremonialnie Brayan, a wszyscy wybuchają śmiechem.
-Nie potrzeba, biorę tabletki! -  odpowiada niewyraźnie Alex, a Tom odwraca się do nas i uśmiecha tak szeroko i głupio, że salwy śmiechu są jeszcze głośniejsze. Znikają po chwili na schodach do sypialni. Kim i Rob także idą się „położyć”. Almas udaje się do swojej sypialni, a my zostajemy jak zawsze we trójkę.
-Jesteś zmęczona? - pyta mnie Brayan.
-O dziwo nie, chodźmy do jacuzzi! -  proponuję ale chłopaki patrzą na mnie zaskoczeni - No już! Chodźcie! - łapię ich za dłonie i ciągnę za sobą.

Jacuzzi mieści się w pomieszczeniu zaraz obok spa. Umieszczone jest przy samej krawędzi budynku, a od przepaści dzieli nas jedynie cienka szyba. Widok jest jak zawsze imponujący ale w pierwszej chwili można się przestraszyć. Wchodzę do wody pierwsza wybierając miejsce przy samej szybie.
-Rany ale widok! - mówię przykładając czoło do okna -  No chodźcie! - Wołam ich ale są jacyś dziwni.
-Ja chyba jednak pójdę się położyć -  odpowiada Erick, unoszę zaskoczona brew.
-Jak wolisz, chodź Brayan - ponawiam zaproszenie ale tym razem nie muszę długo czekać. Erick wychodzi zostawiając nas samych, a Brayan od razu do mnie wskakuje.
-Wspominałem, że mam lęk wysokości! -  mówi spoglądając przerażony w dół.
-Fajnie co?
-Strasznie fajnie... 
-Co mu się stało? -  pytam Brayana, może on mi wytłumaczy dlaczego Erick nie chciał się z nami zrelaksować. 
-Pomysł naszej trójki w jednym jacuzzi to mało udana propozycja -  odpowiada spokojnie opierając się o jeden z zagłówków.
-Dlaczego? Przecież to tak jak na plaży... - krzywię się. 
-To co innego, mała. Na plaży jest wiele osób i większa przestrzeń. Ja go rozumiem… -  podnosi dłonie w geście szacunku dla decyzji Ericka. 
-Aha - wzdycham. W sumie może mają racje, bo nie zastanowiłam się nad tą propozycją. Dla mnie to po prostu jacuzzi dla nich może co innego, w końcu to faceci.
-Chyba, że chcesz trójkącik! -  wypala rozbawiony Brayan. 
-Pogięło cię chyba! - chlapie go wodą.
-Tak myślałem.
-A co niby ty byś chciał? - patrzę na niego zdegustowana.
-Nie zastanawiałem się nad tym… -  chwyta się za brodę i myśli - Ty, ja i on.... mogłoby być ciekawie - dodaje.
-Cholera, ty poważnie mówisz? - pytam oburzona. Wiem, że ma dość lekkie podejście do seksu ale coś takiego. Chyba kompletnie zwariował.
-To tylko fantazje, mała i nie trzeba ich spełniać - odpowiada jakby nigdy nic.
-Ty chyba już je spełniłeś, co!? - warczę wkurzona i wstaję.
-Daj spokój -  Brayan chce mnie złapać za dłoń.
-Wal się Green! - wychodzę szybko i idę do sypialni. Co on sobie myśli?! Trójkącik? Z Erickiem?! Wiem, że miewał takie akcje ale jak w ogóle śmie mi coś takiego proponować!? Nawet w żarcie. Wpadam do sypialni, nie chcę na niego teraz patrzeć. Jeszcze kilka chwil temu wybraliśmy imię dla Małego, a teraz wypala z czymś takim. Idiota! Zdejmuję bikini by założyć świeżą bieliznę. Wsuwam na siebie turkusową sukienkę na ramiączka i kładę się na jednej z leżanek. Wyciągam nogi i próbuję się uspokoić. Obok na stoliczku leży ipad więc wkładam słuchawki do uszu i wybieram z playlisty piosenkę, naciskam play. Amelia Lily śpiewa mi energicznie do ucha. Jestem wściekła. Nie wiem czy powinnam porozmawiać z Brayanem o tym czego od niego oczekuję? Skoro mamy stworzyć związek musimy określić jakieś granice. Rozumiem jego styl bycia i życia ale czasami mógłby ugryźć się w język. Potrafi mnie rozczulić, a za chwilę maksymalnie mnie wkurzyć. To takie dezorientujące. A co jeśli znudzę mu się? Jeśli po porodzie stwierdzi, że się nie nadaję i mnie zostawi? Cholera mam tyle wątpliwości, bo zależy mi na nim i naprawdę chciałabym by nam się udało. Gdy wrócimy do Londynu czeka nas poważna rozmowa. Mam nadzieję, że on też tak myśli. 

Widzę jak wchodzi do sypialni ale nawet na mnie nie patrzy, nic się nie odzywa. O kurde! Obraził się albo co? Za takie teksty powinien dostać ode mnie w twarz. Wchodzi do łazienki i ostentacyjnie zamyka za sobą drzwi. Chce mi się śmiać, bo nie potrafię się na niego długo gniewać ale teraz nie dam się tak łatwo przekabacić. Wyłączam ipoda i idę wyjąc z torby aparat. Muszę dziś zrobić kolejne zdjęcie brzuszka, tak jak zresztą codziennie. Idę do łazienki poprosić o to Brayana i odruchowo wchodzę bez pukania. Zastaję go jak masturbuje się dłonią siedząc na zamkniętym kiblu.. O kurwa! Moje oczy robią się wielkie, a twarz od razu płonie.
-Przepraszam! -  bąkam i odwracam się. Wychodzę pośpiesznie. Czuję się zażenowana i onieśmielona. Chryste, po co on to robi?! To dziwne... Chyba nigdy nie widziałam by ktoś to robił. Wychodzę z sypialni z wypiekami na twarzy. Siadam w salonie na sofie i nie wiem co myśleć. Jak ja mam mu teraz spojrzeć w oczy? Mój mężczyzna musi zrobić sobie dobrze sam, bo ja mu odmówiłam. Brayan naprawdę ma z tym duży problem skoro nie może wytrzymać kilku godzin bez seksu. Nawet nie chcę wiedzieć ile razy robił to, gdy spałam u niego zanim cokolwiek się między nami wydarzyło. Pewnie codziennie i to po kilka razy. Wzdrygam się na samą myśl. On ma takie duże potrzeby, a ja chyba nie będę w stanie mu tego wszystkiego dać. Z tego wszystkiego zrobiłam się zmęczona. Nie mogę jednak wrócić do sypialni, a z drugiej strony nie wpakuje się do Toma i Alex albo mojej siostry i Roba. Postanawiam więc iść do Almas. Pukam niepewnie do drzwi jej sypialni.
-Proszę! - słyszę zapraszający głos. Otwieram i widzę jak siedzi z ręcznikiem na głowie i maluje paznokcie. 
-Hej, nie przeszkadzam? - uśmiecham się lekko.
-Nie no co ty, wejdź Meg! -  odwzajemnia uśmiech.
-Szykujesz się na kolacje? - wchodzę głębiej i siadam na pufie obok Almas.
-Tak trochę. Będzie tam mój tata więc chcę ładnie wyglądać. A ty czemu nie u siebie?
-Posprzeczałam się z Brayanem… - wywracam oczami, przecież jej nie powiem co się dokładnie stało.
-Rozumiem. Mogę o coś cię zapytać?  - nagle spogląda na mnie niepewnie.
-Jasne.
-Czy ty i Erick kiedyś? No wiesz... byliście razem, prawda?
-Tak byliśmy ale się skomplikowało… -  odpowiadam szczerze.
-Tak właśnie myślała. Jak przyjechałam do Nowego Jorku Erick miał się mną zając, obiecał mojemu tacie, że będzie mnie pilnował jak starszy brat. Często o tobie mówił ale nie wiedziałam o co dokładnie chodzi.
-Wyszło jak wyszło, niestety… - uśmiecham się blado.
-Masz szczęście do przystojniaków. Erick jest boski ale ten twój Brayan... -  mówi zaczerwieniona  i zaczyna nerwowo chichotać - Bez urazy... - dodaje.
-Daj spokój wiem, że może się podobać! - śmieję się -  A ty nie masz nikogo? - pytam.
-Nie mam czasu na randki. Zresztą ciężko znaleźć kogoś w Nowym Jorku na stałe, a przypadkowe znajomości mnie nie interesuj.  W naszej kulturze jest inaczej ale mam szczęście, że mój tata jest na tyle nowoczesny, że nie wydał mnie za mąż mojej zgody - Almas odkłada lakier do  i przygląda się swoim długim krwistoczerwonym  paznokciom.
-Faktycznie Nowy Jork nie sprzyja stałym związkom. Mieszkałam w nim od urodzenia - stwierdzam i patrzę na nią - Ile ty w ogóle masz lat?
-Dwadzieścia, a ty?
-Zgadnij -  mówię rozbawiona.
-21?
-W tym roku kończę 24.
-Wyglądasz bardzo młodo, Meg. Jak Erick mi powiedział, że Kim to twoja siostra byłam przekonana, że ona jest starsza.
-Wszyscy tak myślą, a uwierzysz, że ona w sierpniu urodziła córeczkę?
-No słyszałam...nic po niej nie widać - krzywi się słodko - Obie jesteście śliczne.
-My? - unoszę brew - Jak cię zobaczyłam  po raz pierwszy, to mało nie padłam z wrażenia, Almas. Poczułam się wręcz zazdrosna! - wyznaję i obie zaczynamy się śmiać. Almas jest naprawdę w porządku. Można z nią porozmawiać dosłownie o wszystkim. Opowiada o swojej rodzinie i o tym jak podoba jej się Nowy Jork. Proponuję by przyleciała kiedyś do Londynu jeśli ma ochotę. 
-Pewnie, że przyjadę. Nigdy tam nie byłam! - mówi zadowolona z zaproszenia.
-Jak tylko się urządzimy dam ci znać. 
-Mam nadzieję, że ty pokażesz mi jak się imprezuje w Londynie, bo Erick nie pozwala mi wychodzić na imprezy! -  wywraca oczami.
-To raczej trzeba rozmawiać z Tomem i Alex, bo ja w najbliższym czasie mogę zapomnieć o imprezach - stwierdzam bez namysłu.
-Z nimi też się chętnie wybiorę! 

Na szczęście nie domyśliła się niczego, a ja dopiero teraz uświadamiam sobie, że za kilka chwil mój brzuszek może stać się naprawdę widoczny i co wtedy? Rozmawiamy dość długo. Pomalowałam sobie paznokcie na taki sam kolor jak ona.  Pytam też co woli robić w sylwestra i okazuje się, że jest zgodna ze mną i Erickiem. Woli bal, a przy okazji pokazuje mi nawet swój strój do tańca brzucha w którym zapewne się wybierze. Jest piękny, ręcznie szyty w kolorze ciemno chabrowy. Zapewne jeszcze piękniej będzie na niej wyglądał. Jeśli faktycznie pójdziemy na ten bal to i ja będę musiała sobie coś takiego kupić. Dziewczyny pewnie też. Naszą rozmowę przerywa pukanie do drzwi, to Erick. Mówi, że niedługo idziemy na kolacje i byśmy kończyły swoje babskie przygotowania. Zostawiam więc Almas samą i wracam do sypialni w której Brayan właśnie kończy się ubierać. Wchodzę bez słowa unikając jego spojrzenia. Chyba obojgu nam jest głupio. Przechodzę do łazienki by się lekko podmalować. Smaruje ciało balsamem i zmieniam bieliznę na odpowiednią do sukienki bez ramiączek. Jest w kolorze koralowym do samej ziemi, luźna i przewiewna. Jak zwykle sprawdzam też swój brzuszek. To już jakaś obsesja ale upewniam się po raz setny, że naprawdę niewiele widać. 
Wpinam we włosy spinkę z dużym sztucznym kwiatem. Te od morskiej wody lekko mi się pofalowały i naprawdę ładnie to wygląda. Na nogi wkładam japonki i jestem gotowa. Wychodzę i widzę jak Brayan rozmawia przez telefon, uśmiecha się na mój widok, a po  chwili kończy rozmowę.
-Śliczna sukienka - podchodzi do mnie i obejmując całuje w czoło.
-Dziękuję. Z kim rozmawiałeś? - pytam. Czuję się nieswojo i nadal jestem na niego zła.
-Znowu dzwoniła Pola i pytała czy już wróciłem…-  odpowiada wzdychając. Ukłucie zazdrości jest oczywiste, bo obawiam się, że będą z nią problemy, gdy się dowie, że jesteśmy razem.
-Aha… -  bąkam zdawkowo, a on patrzy próbując mnie wyczuć. 
-Nie musisz się o nią martwić, ona nic dla mnie nie znaczy. Chodzi tylko o Vincenta… -  mówi jakby czytał w moich myślach.
-Wiem Brayan, nie martwię się o nią… -  kłamię. Nie chce by czuł, że jestem zazdrosna. A może właśnie powinnam mu powiedzieć by inaczej się zachowywał? Sama już nie wiem. Brayan nic już nie mówi więc schodzimy na dół do salonu, gdzie czekamy chwile na moją siostrę, która nadal się stroi. Wszyscy się wyszykowali. Alex założyła miniówkę w kremowym kolorze do tego buty na wysokim obcasie, Almas cokolwiek na siebie założy wygląda jak księżniczka,  a chłopaki wyciągnęli  z walizek najlepsze ciuchy. Erick jak zawsze wygląda elegancko w szarym letnim garniturze. Spogląda na mnie i widzę, że się uśmiecha, bo ma krawat w kolorze mojej sukienki. Zastanawiam się chwilę czy się nie przebrać ale... To tylko krawat! Mówi moje wewnętrzne „ja”. Daj spokój.

Wjeżdżamy windą na samą górę budynku, na której mieści się restauracja z tarasem widokowym. Nie potrafię opisać słowami jakie ogromne to robi wrażenie na nas wszystkich, bez wyjątku. 
Zachód słońca nad Zatoką Perską, mnóstwo świec, fontanny, basen na samej krawędzi, a pośród tego wszystkiego nasz stolik. Jest okrągły na 12 osób. Zastanawiam się kto ma jeszcze być oprócz ojca Almas?  Widzę, że ktoś już siedzi ale z daleka nie poznaję kto to może być. Podchodzimy bliżej i już wiem... uśmiecham się szeroko i biegnę do Gordona i Jenifer. Wyglądają cudownie.
-Tak się cieszę, że was widzę! - rzucam się na szyję Gordowi i obcałowuje go po policzkach, Jeni śmieje się i również mnie obejmuje.
-Ciebie także miło widzieć, Meg. Ślicznie wyglądasz! - stwierdza Gordon obejmując Jeni w pasie. Wszyscy witają się i zasiadamy do stołu na którym stoi mnóstwo jedzenia, a kelnerzy przynoszą kolejne ciepłe dania. Zapach jest powalający i od razu czuję, że jestem szaleńczo głodna. Hummus, falafel, jagnięcina, kebab, szaszłyki... po prostu pyszności. Tata Almas jest chyba jednym z właścicieli tego hotelu ale nie mam pewności. Wygląda na obrzydliwie bogatego ale sympatycznego człowieka. Almas usiadła obok niego i swojej mamy. Już wiem po kim odziedziczyła taką urodę. Nakładam sobie kilka różnych potraw, by spróbować jak najwięcej. Jedzenie jest po prostu obłędne, a rozmowy przy stole nie milkną. W pewnym momencie Gordon wstaje i puka w kieliszek by coś powiedzieć. Zapada cisza w oczekiwaniu co ma zamiar nam oznajmić. 
-Przy okazji, że jesteśmy wszyscy razem chciałem… - spogląda na Jeni, która się uśmiecha -  Chcieliśmy powiedzieć, że spodziewamy się dziecka! - dodaje i wszyscy zaczynają im gratulować, a Erick rozradowany prawie bierze Jeni na ręce. Tylko ja siedzę i nie wiem co powiedzieć. Brayan patrzy na mnie łagodnie. Wie o czym myślę.
-Moje gratulacje! - podchodzę w końcu zmuszając się do uśmiechu.
-Który to tydzień?-  pyta Erick wznosząc toast.
-Właśnie zaczął się 17! - odpowiada Gordon, a ja zamieram. O Chryste! Tom, Brayan, Kim i Rob patrzą na mnie równie zaszokowani, Alex chyba nie skojarzyła. Robi mi się gorąco i czuję, że muszę się szybko ewakuować.
-Niedobrze mi… -  mówię do Brayana i wyrywam od stołu jak strzała. Biegnę od razu do łazienki, wpadam do niej i zaczynam wymiotować. Nie mogę tego opanować.Przybiega za mną Kim, chwyta moje włosy i przytrzymuje głowę.
-No już spokojnie! - gładzi mnie po plecach, gdy wyrzucam z siebie kolejną porcję tego co przed chwilą zjadłam - Niezły zbieg okoliczności, co? - dodaje.
-Jak cholera… -  odpowiadam wycierając usta papierem. Jestem wykończona, siadam na podłodze - Czy ty też to słyszałaś? 17 tydzień?  - pytam z niedowierzaniem.
-Wszyscy słyszeli.
-Kurwa czy to jakiś żart!? Ja już nie mam siły na to wszystko! - chowam głowę między kolana.
-No wiesz, najwidoczniej w Vegas nie tylko ty uprawiałaś seks -  odpowiada jak zawsze szczerze.
-Boże wiem! – warczę -  Ale czy to możliwe żebyśmy zaszły w ciąże w tym samym czasie!?Los sobie ze mnie kpi, jak Boga kocham! - wzdycham. 
-Wszystko jest możliwe, Meg. To po prostu ogromny zbieg okoliczności i tyle.
-I tyle... - wywracam oczami - Tyle, że różnica jest znaczna, bo Jeni ma pewność kto jest ojcem jej dziecka! -  dodaję wkurzona, chce mi się wyć.
-Przestań! Masz Brayana i on cię kocha. Na pewno chce być ojcem dla twoje syna -  gani mnie Kim. 
-Powiedział, że chce - dodaję cicho. 
-No właśnie. Zapomnij o tym co było i zacznij wszystko od nowa. Erick nie będzie się wtrącał i nie musi wiedzieć, że nie Brayan jest ojcem...  Boże sama nie wierzę, że to powiedziałam - zaczyna się śmiać i dodaje - A daty można naciągnąć, poznałaś go niewiele później więc nikt się nie zorientuje.
-Właśnie na to liczę Kim! - wzdycham głęboko i wstaje by opłukać usta.
-Wracamy czy chcesz się położyć? - pyta troskliwie Kim. 
-Wracajmy!-  uśmiecham się - Już mi lepiej -  spoglądam na siebie w lustrze i poprawiam włosy po czym wychodzimy. Kolacja trwa w najlepsze. Podchodząc do stolika i przepraszam wszystkich mówiąc, że coś musiało mi zaszkodzić.  Uśmiecham się blado i siadam na swoim miejscu. Brayan kładzie mi dłoń na plecach i gładzi delikatnie, bo doskonale wie dlatego tak zareagowałam. Erick także patrzy zatroskany, a ja znowu mam wyrzuty sumienia, że on nie ma o niczym pojęcia. Nie jestem w stanie też cokolwiek więcej zjeść więc popijam owocowy koktajl przez słomeczkę. Uspokajam się i biorę udział w rozmowach, a po kolacji przesiadamy się w podgrupy. Mężczyźni oblegli tatę Almas, który mówi najwidoczniej o czymś bardzo ciekawym, a kobiety obsiadły Jenifer i wypytują ją o ciążę. Naprawdę cieszę się ich szczęściem. Jestem przekonana, że będą cudownymi rodzicami. 
-Kiedy się dowiedzieliście? - pyta Almas.
-Ja wiedziałam praktycznie od 6 tygodnia ale nie chciałam nic mówić dopóki nie miałam pewności. Gordonowi powiedziałam w  9 - odpowiada uśmiechnięta Jeni. 
-Faktycznie jak tak siedzisz to już  widać! -  stwierdza moja siostra przyglądając się jej brzuszkowi, a na mnie patrzy ze współczuciem.
-Tydzień temu tak mnie wywaliło! - dodaje i kładzie dłoń na brzuszku - Mała się tak czasami wierci, a to takie cudowne uczucie.
-Córeczka? - pytam i odruchowo kładę dłoń na swoim brzuchu. Po sekundzie jednak cofam dłoń, bo nie mogę pozwalać sobie przy nich na takie gesty. 
-Tak, będzie Vivienne! – odpowiada. A mój będzie Adam -  dodaję do siebie w myślach. Nie łatwo mi z nimi wysiedzieć tego wieczoru, bo główny temat to ciąża. Moja siostra opowiada o tym jak ona się czuła i wymieniają się z Jeni doświadczeniami. Ja siedzę z boku i mało się odzywam. Alex i Kim wiedzą dlaczego. Wstaję i podchodzę do barierki oddzielającej restaurację od stromej ściany hotelu. Jest już ciemno jednak światła Dubaju dają efekt zabierający dech w piersiach. 

Nie patrzę w dół tylko przed siebie. Przyjemny ciepły wiatr owiewa mi twarz. Wzdycham cicho, gdy łzy napływają mi do oczu. Chciałabym cieszyć się ciążą tak jak oni. Wykrzyczeć to całemu światu i powiedzieć jaka jestem szczęśliwa, że zostanę mamą. Zaciskam dłonie na barierce by się bardziej nie rozkleić.
-Wszystko w porządku? - podchodzi do mnie Brayan. Staje za mną kładąc swoje dłonie na zewnątrz moich i całuje delikatnie za uchem.
-Nic nie jest w porządku… -  czuje jak pierwsza łza spływa mi po policzku.
-Przepraszam za ten głupi tekst w jacuzzi. Naprawdę nie chciałem cię urazić, mała - muska ustami moje ucho.
-Już się nie gniewam, nie o to mi chodzi… - odchylam głowę wtulając w jego klatkę piersiową.
-Wiem. Wiem, że Jeni jest praktycznie w tym samym tygodniu co ty. Niezły zbieg okoliczności -  mówi spokojnie, jednak czuję jak serce mu wali.
-Jak to usłyszałam myślałam, że śnię. Nie wiem czemu ale zabolało mnie to... Przypomniałam sobie o tym wszystkim...
-No już uspokój się, bo nie możesz się tak denerwować. Wiem jak ci ciężko, widziałem, że dziewczyny obskoczyły ją i tylko o tym rozmawiałyście ale musisz to jakoś wytrzymać, mała...
-Też bym chciała by ktoś mi gratulował i pytał. Też bym chciała tak się cieszyć! - odwracam się do niego i wybucham płaczem chowając głowę w jego ramiona. 
-Możemy to ogłosić! -  próbuje mnie rozśmieszyć ale mnie to nie bawi. Zaczynam płakać jeszcze bardziej. Brayan zastyga nie spodziewając się chyba takiej reakcji. Sama jej nie rozumiem. Mój płaczliwy nastrój to na pewno sprawka hormonów, a na pewno w dużym stopniu. Kładę dłoń na brzuchu czując ruchy dziecka. Mam ochotę sama skopać sobie tyłek,  bo zapewniam taką dawkę stresu dziecku. Odnoszę wrażenie, że to protest bym się uspokoiła.
-Mały się chyba buntuje bym nie płakała - mówię cicho, a Brayan się uśmiecha.
-Zgadzam się z nim w stu procentach, a teraz chodź do wszystkich, bo chyba na nas czekają - stwierdza odwracając się w stronę stołu. Ocieram łzy i wracamy za rękę do stolika. Jest koło jedenastej w nocy i zaczynam czuć się zmęczona. Emocje podróżą i zachwyt miejscem powoli opadają. Po większości widać, że zaraz się będziemy zbierać i tak się dzieje. Erick dziękuje rodzicom Almas za cudowne przyjęcie. Gordon i Jeni mają pokój niedaleko naszego apartamentu i zwijają się pierwsi, a ja jeszcze raz serdecznie im gratuluje. Widzę, że Gordon chce ze mną porozmawiać ale idzie ze swoją piękną żoną.
-Zarezerwuj sobie dla mnie jutro kilka minut! -  mówi i na odchodne całuje mnie w policzek.
-Dla ciebie zawsze! -  uśmiecham się i macham Jeni na pożegnanie. Tom i Alex chyba lekko przesadzili z alkoholem więc Rob, Kim i Brayan pomagają im wrócić do apartamentu. Almas idzie odprowadzić rodziców na lądowisko helikoptera, którym tu przylecieli. Mieszkają w Dubaju ale dość daleko od hotelu. Zostajemy z Erickiem sami przy tym wielkim stole, na którym nadal jest mnóstwo jedzenia.
-Pięknie tu - stwierdzam siedząc kilka krzeseł od niego. Erick wstaje i przysiada się na miejsce na którym siedział Brayan.
-Uwielbiam to miejsce ale pierwszy raz jadłem tutaj i nawet na mnie robi to ogromne wrażenie -  stuka swoim kieliszkiem od wina o mój koktajl.
-Za co pijemy? - pytam spokojnie.
-Za córkę Foxów, będę jej ojcem chrzestnym -  odpowiada uśmiechając się szeroko.
-Będzie miała przerąbane, bo znając ciebie i Gordona do dwudziestego pierwszego roku życia będzie pod stałą kontrolą! - stwierdzam żartobliwie i śmieję się cicho.
-Łatwo jej nie będzie, bo na dziewczyny trzeba zawsze bardziej uważać! -  Erick również się śmieje - Ja  zawsze chciałem mieć pierwszego syna, by opiekował się młodszą siostrą! -  dodaje, a mnie ściska w sercu. Widzę  ten żal w jego oczach i doskonale wiem o czym myśli. O Monice, o moim poronieniu. Och kochany... nie masz pojęcia, że pod sercem noszę prawdopodobnie twojego syna. Tak bardzo chciałabym ci powiedzieć...

6 komentarzy:

  1. Coś mi się wydaję , że jak Eric dowie się o ciąży to znienawidzi Meg(taką mam nadzieję ) :-P a niech ma karę za to wszystko co mu zrobiła i robi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj powiedz mu no !!!! On musi wiedzieć !!! jest Ojcem , ma prawo !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. halo dlaczego nie ma kolejnego rozdzialu?

    OdpowiedzUsuń
  4. po przeczytaniu Na Szczycie stwierdziłam: ciekawa autorka ! Na efekt erica trafiłam przypadkiem i czytam, czytam i jeszcze raz czytam . Po raz kolejny mam przed sobą historię pełną zwrotów i emocji! Pierwszy raz od bardzo długiego czasu stwierdzam że nie nie wiem czy lubie główną bohaterkę ! W pierwszych rozdziałach Meg przedstawiono nam jako zakompleksioną szarą myszkę, brzydszą starszą siostrę , dziewice nie chcianą przez żadnego faceta. Z kolejnymi rozdziałami ukazuje nam się niezła manipulatorka i egoistka. Flirtuje , uwodzi i sypie wyznaniami kocham cię i nigdy cię nie opuszczę. Zastanawiam się ile osób jeszcze zadepczę i skrzywdzi w dalszej części tej opowieści , ile jeszcze szumu zrobi wokół siebie. i tutaj brawa dla autorki ! sztuką jest stworzyć postacie które są tak charakterystyczne i wzbudzają takie emocję :-) brawo ! będę czytać dalej .... i mam też nadzieje że ktoś utrze nosa meg :P niech i ona poczuje jak to jest być porzuconą , tak jak to zrobiła z ericiem czy swoją rodziną .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za taki obszerny komentarz :-) a przed Meg jeszcze duuuzo spraw i zawiłości :-) nudno nie będzie :-)

      Usuń
    2. domyślam się że masz jeszcze parę asów w rękawie :-) mam tylko nadzieje że nie będzie to kolejny mężczyzna do jej klubu złamanych serc. Skończyłam setny rozdział i czekam na kolejne ... w między czasie biorę się za sponsora :-)
      aga

      Usuń