Premiera już w lipcu!

czwartek, 10 września 2015

Rozdział 88

-Monika się do ciebie odzywała? - pytam chcąc zmienić temat. Próbuję odgonić od siebie podpowiedzi mojego wewnętrznego "ja", że powinnam mu powiedzieć o ciąży. Zagłuszam głos zdrowego rozsądku i znowu tchórzę. 
-Cały czas próbuje się spotkać, wydzwania i nachodzi mnie w biurze. Na szczęście do mojego apartamentu nie ma już wstępu… -  odpowiada z lekką irytacją.
-Chciała byś do niej wrócił - stwierdzam wprost. 
-Mam to gdzieś, bo dla mnie ona nie istnieje! -  zaciska usta w jedną surową linię. Chyba nie chce o niej rozmawiać. Milknę, bo także nie mam ochoty na dalszą konwersację. Po sekundzie jednak ziewam bezwiednie, a Erick uśmiecha się delikatnie -  Czyżbym panią nudził, panno Donell? – pyta z przekorą.
-Oczywiście, że nie, panie Evans. Po prostu jestem zmęczona - przecieram oczy by spojrzeć na niego. Chcę by to było najnormalniejsze na świecie spojrzenie, a odnoszę wrażenie, że ON wie iż patrzę na niego tak jakby był dla mnie jedynym facetem na całym świecie. 
-Chodźmy więc, jutro możemy odpoczywać do woli! - wstaje i wyciąga dłoń, by pomóc mi wstać.
-Dziękuję… - podnoszę się z i uśmiecham. Znowu przez chwilę jest mi dobrze. Idziemy obok siebie do windy, aż drzwi się otwierają, a w środku stoi Brayan.
-Właśnie po ciebie jechałem -  spogląda na nas i także uśmiecha się. Dołączamy do niego, a ja staję obok Brayana. Ten obejmuje mnie i zsuwa dłoń prawie na moje pośladki.
-Chcecie jutro robić jakieś zakupy przez balem? - pyta Erick. Stoi po drugiej stronie windy i patrzy na nas uważnie. 
-Jeśli mamy iść na tą imprezę na plaży, to wypadałoby kupić jakieś stroje -  odpowiadam spoglądając na Brayana.
-A to już ustalone, że tam idziemy? - ten unosi brew.
-No chyba tak. Dziewczyny wolą tam niż do klubu - wtrąca Erick.
-Mi w sumie obojętne ale nie byłem nigdy na balu przebierańców. Za co mam się przebrać? Za Alladyna? - Brayan zaczyna się śmiać. 
-Nie musisz się przebierać, to luźna impreza na plaży, stroje dowolne. Ja mam jedynie maskę - odpowiada Erick.
-Maska to dobry pomysł. W taki razie jutro zakupy! -  stwierdza Brayan całując mnie w czoło. Może ten bal przebierańców to faktycznie fajny pomysł. Dobrze byłoby skończyć i rozpocząć rok w taki sposób.

Wchodzimy do apartamentu, Alex i Tom już śpią, Kim i Rob także są u siebie. Żegnamy się z Erickiem i idziemy z Brayanem do naszej sypialni.
-Jestem padnięta... - mówię kładąc się od razu na łóżku.
-Chodź się wykąpać, napuściłem już wody.. -  patrzy na mnie zachęcająco i wymownie rusza brwiami.
-Chyba nie mam siły… - zamykam oczy i czuję, że za moment zasnę.
-Proszę…  kładzie się nade mną i skupie ustami moje ucho, a ja od razu czuję przyjemne skurcze tam na dole.  Brayan wie, że się uśmiecham więc podnosi mnie i idziemy do łazienki. Napuścił wody aż po sam kurek, mnóstwo piany i świece. Nie wiedziałam, że z niego taki romantyk. Stawia mnie na dywaniku i zdejmuje ze mnie sukienkę oraz bieliznę, z  moich włosów wyjmuje kwiat. Pomaga mi wejść do wanny i sam także się rozbiera.
-Ale się opaliłam! -  mówię widząc swoje odbicie w lustrze, widać ślady od bikini.
-Ja też! - stwierdza stając przede mną nagi, cały tyłek ma blady. Śmiejemy się oboje, a Brayan dołącza do mnie i zanurza nas w kłębach piany. Woda jest przyjemnie ciepła ale nie gorąca, pozwala się zrelaksować i rozluźnić. Siadamy, ja między jego udami opierając się plecami o jego pierś, a on obejmuje mnie i wtula głowę w moje włosy.
-Nie chcę się kochać, chcę pobyć z tobą sam na sam, mała - szepcze mi do ucha, a ja nagle czuję  dziwne ukłucie rozczarowania. Jestem zmęczona ale myślałam, że właśnie o to mu chodzi.
-Możesz mi wyjaśnić dlaczego robiłeś to dziś w łazience? - pytam niepewnie. Na samo wspomnienie tego widoku jest mi głupio.
-Musiałem się rozładować. Zostawiłaś mnie samego w tym jacuzzi, a wcześniej na plaży - odpowiada ze spokojem jakby dla niego to była najbardziej normalna rzecz na świecie.
-Myślałam, że masturbują się tylko nastolatki - stwierdzam lekko zażenowana.
-Ty nigdy się nie dotykasz? - pyta zupełnie serio.
-Co? – piszczę - Nie!
-Oj mała, mała -  wzdycha radośnie i przyciąga mnie do siebie -  Już mi stoi! - dodaje napierając na mnie swoją męskością.
-Wiszę ci przecież jeden orgazm - sugeruję, że jednak mam ochotę ale jego reakcja po raz kolejny mnie zaskakuje. Zamiast przejść do rzeczy to całuje mnie jedynie w usta. Namiętnie, mocno. Coś dziwnego jest w tym pocałunku ale nie mam siły o tym myśleć.
-Kocham cię Megan... - szepcze jedynie. Zamykam oczy i ponownie wtulam się w jego ramiona.
-Nie mogę ci odpowiedzieć tego samego… -  odpowiadam cichutko. Nie chcę go urazić ale nie będę też kłamać. 
-Wiem Meg, nie oczekuję tego… -  całuje mnie po włosach -  Umyjmy się szybko i chodźmy spać -  dodaje sięgając po szampon do włosów. Wyciska troszkę na dłoń i myje mi głowę. Mruczę zadowolona, bo robi to jak profesjonalista. Prawię odpływam, gdy spłukując pianę robi mi delikatny masaż. 

Poniedziałek,  30 Grudnia

Budzę się naga na okrągłym łóżku w naszej sypialni, a obok leży także nagi Brayan. Śpi z lekko rozchylonymi ustami, wygląda tak beztrosko i powalająco seksownie. 
Wstaję i idę do łazienki za potrzebą, a po drodze zakładam koszulę Brayana. Był w niej na kolacji i w kieszonce jest jego telefon. Wyjmując go widzę kilka nieodebranych połączeń od Poli i wiele smsów. Kusi mnie by je odczytać ale w koniec końców odkładam telefon na komodę. Podchodzę do okna i przyglądam się widokowi. Jest ciemna noc nad Zatoką Perską. W oddali migoczą światełka łodzi i budynków. Spoglądam na komodę, bo mój wzrok przykuwa wibrujący telefon. Podchodzę i sprawdzam ale nie znam numeru. Waham się czy odebrać, bo raczej nie powinnam. To nie mój telefon ale może to ktoś z jego rodziny? Może coś się stało? Odbieram więc niepewnie.
-Halo – mówię cichutko.
-Ty palancie! Specjalnie nie odbierasz jak dzwonię do ciebie ze swojego numeru! - słyszę w odpowiedzi oskarżycielski ton jakiejś kobiety.
-Yyy...eee… - jąkam się -  Brayan śpi, mogę wiedzieć z kim mam przyjemność? – pytam zdezorientowana.
-To z kim ja rozmawiam?! – piszczy oburzona.
-Ja pierwsza zadałam to pytanie - burczę zirytowana, bo coś mi tu śmierdzi. Kobieta zaczyna się pogardliwie śmiać aż odsuwam telefon od ucha.
-Jesteś jakąś kolejną naiwną która wyrwał w barze? - pyta złośliwie – Kochanie, on i tak zawsze do mnie wraca – dodaje z pewnością siebie. Że co?! O czym ona mówi?
-Posłuchaj jest późno więc daruj sobie takie teksty. Nie wiem kim jesteś więc nie będę z tobą rozmawiała - staram się byś spokojna ale w środku cała drżę. Nie podoba mi się ta sytuacja i wiem, że nie wyniknie z tego nic dobrego.
-Oj biedna dziewczynko! - znowu się śmieje - Powiedz temu palantowi, że dzwoniła Elodie. Na pewno będzie wiedział o kogo chodzi.
-Ale
-Po prostu mu przekaż… O ile jeszcze będzie u ciebie nad ranem… -  dodaje jadowicie.
-O to się nie martw, budzi się obok mnie od dawna! -  piszczę wkurzona. Co to  w ogóle za laska?
-Jasne! -  odpowiada pogardliwie – Przekaż, że dzwoniłam! -  dodaje, a raczej rozkazuje mi i rozłącza się, pozostawiając mnie w kompletnym szoku. Od razu wiem, że to dopiero początek i mogę się tylko domyślać kim ona jest. To pewnie jedna z „tych” dziewczyn z którymi uprawiał seks. Jest ich na pewno więcej, a ja na samą myśl jestem wkurwiona. W Londynie będę musiała zmierzyć się z rzeczywistością. Od razu wszystkiego mi się odechciewa. Odkładam telefon i wracam do łóżka. Jest koło trzeciej nocy. Kręcę się i nie mogę zasnąć ale Brayan śpi jak zabity. Patrzę na jego twarz, którą oświetla światło księżyca. Przyglądam się długą chwilę. Brayan jest taki piękny, taki dobry dla mnie, a zarazem taki nieprzyzwoity i ma na na swoim koncie wiele grzechów, grzeszków i złą przeszłość, która obawiam się, że będzie nas prześladować. Nagle przekręca się na drugi bok szukając czegoś dłonią  po drugiej stronie łóżka ale gdy wyczuwa, że jestem obok to przestaje mamrotać przez sen i uspokaja się. Przytulam się delikatnie i leżę tak prawie do rana. Mam tyle myśli w głowie... tyle problemów, tyle spraw. Nie wiem kiedy to wszystko się ułoży. Teraz jestem w niewyobrażalnie drogim hotelu, w Dubaju. Spędzę tu zapewne sylwestra swojego życia u boku mężczyzny, który pokochał mnie i mojego syna, mimo tego iż nie jest jego ojcem. Obok w sypialni śpi w dodatku drugi mężczyzna którego kocham ja, a on nie wie, że ojcem zostanie. Najprawdopodobniej nim zostanie. Kurwa jakie to popieprzone!

Schodzę na śniadanie do salonu. Wszyscy już dawno wstali ale ja zasnęłam dopiero nad ranem i obudziłam się teraz, czyli koło południa. Alex i Tom poszli na plażę, Kim i Rob na zakupy, Almas także nie ma. Brayan i Erick leżą na tarasie, gdzie dwie młode masażystki masują im plecy. No ładnie! Na ich widok czuję malutką zazdrość, ale nie wiem o którego bardziej. To takie dziwne. Ubrana w bikini i cienką tunikę wchodzę na taras.
-Nie przeszkadzajcie sobie… -  rzucam złośliwie i podchodzę do baru gdzie przygotowane są zimne koktajle. Biorę owocowy i wracam do środka -  W nocy dzwoniła do ciebie jakaś Elodie – rzucam prowokująco w kierunku Brayana,  zamykając za sobą szklane drzwi. Żałuję, że nie mogę się odwrócić i zobaczyć jego reakcji. Nie muszę jednak długo czekać, bo zanim zdążyłam usiąść w salonie na sofie, on wchodzi owinięty ręcznikiem wokół bioder. Całe jego ciało ładnie błyszczy od olejku.
-Jak to w nocy dzwoniła "jakaś" Elodie? Co to ma być? - pyta zdezorientowany. 
-No dzwoniła, miałam ci przekazać - odpowiadam udając niewzruszoną.
-Dlaczego odbierasz moje telefony? - podchodzi i patrzy na mnie oskarżycielsko.
-Spałeś, ktoś dobijał się z tego numeru kolejny raz. Pomyślałam, że może coś stało się w domu, więc odebrałam - tłumaczę i spoglądam na niego. Brayan wciąga powietrze i widzę, że zbiera myśli.
-Czego chciała? - pyta niepewnie po chwili.
-Nie wiem - wzruszam ramionami.
-Jak to nie wiesz? Co mówiła? - siada obok i wiem, że będzie wypytywał.
-Powiedziała, że na pewno będziesz wiedział kim jest i czego chciała. Miałam ci tylko przekazać, że dzwoniła, to przekazałam -  wywracam oczami.
-Mogłaś mnie obudzić, a nie sama odbierać. Nie podoba mi się to! Już drugi raz tak zrobiłaś, ja nie dotykam nawet twojej komórki! -  warczy na mnie nagle.
-Bo ja nie mam nic do ukrycia przed tobą… -  rzucam mu wkurzone spojrzenie.
-A ja mam?! - wstaje zdenerwowany i odchodzi kawałek, zapewne by się opanować.
-Ty mi powiedz! - unoszę się - Zapytała czy jestem kolejną dziewczyną wyrwaną w barze i, że będę miała szczęście, gdy obudzę się rano, a ty jeszcze będziesz obok mnie! - wylewam z siebie żal - Aha, i dodała, że i tak zawsze do niej wracasz! - Brayan zastyga i nie wie co powiedzieć. Na pewno wiedział, że taka rozmowa będzie miała miejsce, że będziemy musieli sobie wyjaśnić kwestie jego podbojów, ale tak samo jak ja nie chciał przeprowadzać jej teraz.
-Głupia suka… -  warczy przez zaciśnięte zęby.
-Że co?! - wstaję oburzona.
-Nie ty! - wyjaśnia patrząc na mnie wkurzony, a ja ponownie siadam na sofę - Ona, Elodie! - dodaje.
-Co to za jedna?
-Jedna z dziewczyn z którymi sypiam.. -  wyznaje, a mi ściska w gardle - Znaczy sypiałem! - dodaje widząc moją minę ale mnie nie przeszło.
-Wiele ich jest?
-Nie wiem, kilka... kilkanaście... -  odpowiada zakłopotany. Kilkanaście? Chyba zrobiło mi się niedobrze.
-Masz zamiar utrzymywać z nimi kontakt? - nie wiem czemu zadaje to pytanie? Przecież skoro chce zdeklarował się na związek ze mną, to odpowiedź jest oczywista, a przynajmniej powinna być.
-Chryste, Meg! Oczywiście, że nie! -  odpowiada zgodnie z moimi oczekiwaniami.
-A co będzie jak wrócimy do Londynu? Będą wydzwaniać albo zaczną cię nachodzić - moje obawy zaczynają brać górę. 
-Postaram się to załatwić na spokojnie, nic mnie z nimi nie łączy. Uwierz mi - siada obok i łapie za dłoń. Widzę jaki jest poruszony i niepewny. 
-Ta nic... tylko seks -  burkam sarkastycznie.
-Daj spokój, proszę. Nie chcę się o to kłócić, taką mam przeszłość i tego nie zmienię… -  wzdycha - Ja akceptuje to co wydarzyło się w twoim życiu i nie mam pretensji i proszę cię o to samo -  dodaje, a ja spoglądam na niego. Cholera, on ma całkowitą racje, ale ciężko mi ze świadomością, że miał tak wiele kobiet. W dodatku cześć z nich mieszka w Londynie i kontaktuje się z nim we wiadomym celu.
-Nie chcę wyjść na jakąś zazdrośnicę… -  mówię skruszona. Głupio mi, bo nie powinnam być na niego zła.
-To słodkie - nachyla się i przytula przysuwając do siebie - To znaczy, że jednak ci zależy - stwierdza zadowolony. 
-Weź mnie nie wkurzaj. Pewnie, że mi zależy! Nigdy w to nie wątp!
-Wiem, wiem tylko się z tobą droczę! - posyła mi ten swój rozbrajający uśmiech.
-Co z tymi zakupami? - zmieniam temat.
-Możemy iść w każdej chwili, Erick chce iść razem z nami.
-Taaa, świetnie - wywracam oczami - Nie idziesz dokończyć masażu? - sugeruję patrząc na niego z przekorą. 
-Wolę dokończyć w tobie… -  odpowiada  i klepie mnie w tyłek. Piszczę i uciekam przed nim do sypialni by się ogarnąć. Zostaję w bikini i zakładam tylko krótką plisowaną spódniczkę w kremowym kolorze i turkusowy top na ramiączka. Spinam włosy i wsuwam w nie okulary, biorę dużą torbę do której wrzucam portfel i telefon.
-Jestem gotowa - mówię schodząc do salonu.
-Daj nam 5 minut, musimy się wytrzeć z tego olejku - mówi Brayan i wbiegając na schody do sypialni mruga do mnie, Erick robi dokładnie to samo. Czekając na nich jem świeże owoce i omlet, który znalazłam na stoliczku z jedzeniem. Sylwester jest jutro więc dziś mamy dzień wolny. Może powinniśmy spędzić go z Braynem tylko we dwoje? Po powrocie z zakupów zapytam go, czy ma ochotę iść na plażę byśmy pobyli sami.

Pasaż handlowy mieści się w naszym hotelu, jednak Erick zabiera nas w inne miejsce w centrum miasta. To bulwar przy którym mieszczą się butiki znanych projektantów oraz sklepy z narodowymi strojami. Potrzebuję czegoś na bal, a tutaj na pewno coś znajdę.
-Ta jest super! - komentuję maskę, którą mierzy Brayan. Jest klasyczna: czarna ze srebrną obwódką wokół oczu. Wygląda w niej tajemniczo i seksownie.
-Też mi się podoba - uśmiecha się przeglądając w lustrze.
-Ale z ciebie narcyz! - chichoczę cicho.
-Chyba dobrze, że akceptuje swoje ciało, prawda? - trąca mnie lekko ale po sekundzie przyciąga do siebie.
-A jest ktoś, kto go nie akceptuje? - pytam żartobliwie, a on rzuca mi spojrzenie. Brayan nie zastanawia się długo więc idziemy do kasy i płacimy za maskę. Jest przesadnie droga ale to Dubaj, jedno z najdroższych miast świata. Prawie dwieście dolarów za zwykłą maskę... To lekka przesada.
-Ja płacę za swój strój! - uprzedzam go, bo wiem, że by mi na to nie pozwolił. Erick stoi przed sklepem. Czekając na nas, rozmawia przez telefon.
-Nie ma mowy, mówiłem, że chcę ci kupić nowe ubrania – protestuje Brayan.
-No właśnie ubrania, a nie strój na bal! Brayan, proszę daj mi za siebie płacić. Muszę czuć choć trochę niezależności! - on unosi dłonie w geście kapitulacji robiąc swoją nadąsaną minę. Wiem, że może przy Ericku czuć presję ale ja nie oczekuje by za mnie płacił. Nie chcę tego.
-To co teraz szukamy czegoś dla ciebie, Meg?-  pyta Erick, gdy wychodzimy z Brayanem ze sklepu.
-Tak, znasz jakiś fajny sklep ze strojami do tańca brzucha?
-Znam! - uśmiecha się - Chodźcie! - dodaje entuzjastycznie, ruszamy więc za nim. Prowadzi nas do ogromnego dwupoziomowego sklepu specjalizującego się w sprzedaży takich właśnie strojów. Wybór jest ogromny.
-Boże spędzimy tu cały dzień! -  piszczy przerażony Brayan patrząc na te wszystkie ubrania. Erick i ja śmiejemy się w głos.
-Może nie będzie tak źle! -  Erick puszcza do niego oczko. Widać, że go tu znają, bo od razu podchodzi do mnie dziewczyna z obsługi i zabiera mnie na górę. Mierzy i spisuje moje wymiary, a po chwili przynosi mi mnóstwo zestawów do przymierzenia. Spoglądam niepewnie na metkę. O cholera! Nie stać mnie na to! Wpłaciłam pieniądze za dom i muszę mieć na wykończenie. Nie mogę wydać kilku tysięcy za sukienkę i stanik na jeden wieczór. Krzywię się ale nie odmawiam przymiarki. Każdy strój jest inny. Mnóstwo koralików i brzęczących elementów, typowych dla tego typu strojów. Wszystkie ładnie podkreślają moją figurę. Najbardziej podoba mi się kremowy zestaw ze złotymi wstawkami, jednak kosztuje prawie osiem tysięcy dolarów. 
To jakieś wariactwo! Przepraszam na chwilę ekspedientkę i schodzę do chłopaków.
-Chodźmy stąd! - mówię cicho przez zaciśnięte zęby, a oni spoglądają na mnie zaskoczeni.
-Dlaczego? - pyta Brayan.
-Bo tak! Chodźmy! - warczę.
-Nic ci się nie spodobało? Mają tu największy wybór - wtrąca Erick przyglądając mi się uważnie.
-Największy i najdroższy! - rzucam mu gniewne spojrzenie.
-Ja zapłacę – stwierdza Brayan i wyciąga portfel. Cholera! Przecież jego też na to nie stać. Co za żenująca sytuacja.
-Na pewno znajdę coś równie ładnego i wiele tańszego, gdzie indziej - próbuję jakoś wybrnąć by Brayanowi nie zrobiło się głupio.
-Daj spokój! Idź przebierz się i nam pokaż! – niczego nieświadomy obejmuje mnie i całuje w czoło.
-Brayan ten strój kosztuje prawie osiem tysięcy! -  syczę cicho przez zaciśnięte zęby, by Erick nie słyszał. Brayan patrzy na mnie, oczy ma wielkie z zaskoczenia.
-O kurwa., faktycznie drogo... - mówi zakłopotany - Nie wiem czy w ogóle mam tyle na koncie? – dodaje drapiąc się po głowie. Boże jak mi głupio! Mam ochotę skopać sobie tyłek, że dałam się Erickowi zaciągnąć do tego sklepu. Przecież mogłam się domyślić, że będzie tu strasznie drogo. Nie sądzę by Erick zrobił to specjalnie, by  wprawić Brayana w zakłopotanie ale dla niego to przecież nie ma znaczenia, co ile kosztuje. A może właśnie specjalnie nas tu przyprowadził? By pokazać swoją wyższość?
-Chodźmy stąd, proszę… -  czuję jak moje policzki płoną.
-Jakiś problem? - pyta Erick i podchodzi do nas.
-Nie żaden Ericku. Po prostu nie mam tylu pieniędzy, by kupić tutaj cokolwiek… -  odpowiada z porażającą szczerością Brayan, bardzo mnie tym zaskakuje. Erick patrzy na nas i uśmiecha się.
-Pozwól, że ja to zrobię. W końcu ja was tu przyprowadziłem… - wtrąca lekko zażenowany, bo chyba  dopiero teraz uświadomił sobie w jakiej sytuacji nas postawił.
-Nie ma mowy! - protestuję i ruszam w kierunku drzwi.
-Meg! - krzyczy za mną ale nie reaguję. Cholera ale wstyd! Wypadam przed sklep i idę szybko przed siebie. Słyszę jednak jak obaj wybiegają za mną - Poczekaj! - woła  Erick jednak ja dalej się nie zatrzymuje. W końcu doganiają mnie obaj.
-Możemy wrócić do hotelu? - stoję między nimi jak między młotem, a kowadłem. Nie wiem czemu jest mi tak ogromnie niezręcznie? Przecież to nie nasza wina, że nas na to nie stać. Jest mi jednak okropnie źle ze świadomością, że Erick mógł zrobić to specjalnie by pokazać to, że ON może więcej, że jest lepszy od Brayana. To nie jest w porządku. 
-Przyjechaliśmy tu kupić stroje na bal. Chodźmy po prostu gdzie indziej, a na pewno znajdziemy coś w odpowiedniej cenie... - mówi spokojnie Brayan patrząc na mnie przepraszająco. Boże, za co on przeprasza? Że nie jest tak obrzydliwie bogaty jak Erick? Serce mi ściska na myśl jak musi się okropnie teraz czuć.
-Nie muszę się przebierać. Proszę, chodźmy stąd... – jestem wręcz bliska płaczu więc opuszczam wzrok.
-Dobrze chodźmy… -  stwierdza Erick i dotyka ramienia Brayana. Brayanowi i mi jest okropnie niezręcznie ale ja czuję... widzę po Ericku, że ma dziką satysfakcję w oczach. Po co to robi? Czemu traktuje nas w taki sposób? To kara? Nawet jeśli to powinien ukarać jedynie mnie, a nie Brayana. Idziemy w milczeniu do samochodu, który odwozi nas do hotelu. Mój humor całkowicie wyparował, zresztą chyba nie tylko mój. W apartamencie Kim i Rob wrócili z zakupów. Znaleźli fajne i tańsze stroje. Kim się przebrała i paraduje przed Robem udając tancerkę brzucha, a ja od razu wiem, że zaraz wylądują w sypialni. Tom i Alex nie wrócili jeszcze z plaży, Almas także nie ma.
-A ty co kupiłaś? - pyta mnie Kim.
-Ja nic, Brayan kupił maskę - uśmiecham się blado.
-Jak to nic? W czym pójdziesz? - moja siostra jak zawsze dociekliwa.
-Coś wymyślę - posyłam jej spojrzenie mówiące "błagam, nie pytaj więcej", a ona na szczęście odpuszcza. 
-Umówiłem się z Gordonem i Jenifer na obiad, jeśli macie ochotę możecie iść z nami… -  proponuje Erick wychodząc ze swojej sypialni. Kim i Rob zgadzają się od razu, ja jednak chyba nie mam na to ochoty ale Brayan patrzy na mnie badawczo.
-Mamy już plany ale dzięki… -  uśmiecham się lekko i łapię Brayana za dłoń - Chodź na chwilkę -  szepczę i ciągnę go za sobą na bok -  Chcę spędzić resztę dnia tylko z tobą.
-Brzmi kusząco! - odpowiada i uśmiecha się zalotnie. Erick zabiera Kim i Roba na dół, a my zostajemy sami.
-Przepraszam cię za tą sytuację w sklepie… - wtulam się w jego silne ramiona.
-To ja ciebie powinienem przeprosićm Meg. Nawet nie stać mnie byś kupiła sobie sukienkę… - Brayan spuszcza smutno wzrok.
-Boże co ty mówisz?! - chwytam jego twarz w dłonie - Nie chcę, nie potrzebuję tego wszystkiego! - pokazuję na to co nas otacza – Najważniejsze, że jesteś przy mnie. Nawet jakbyś był biedny jak mysz kościelna nie chcę nikogo innego, rozumiesz?
-Kochasz Ericka i to z nim powinnaś być... - te słowa ledwo przechodzą przez jego gardło. Patrzę na niego zaskoczona, że to powiedział. Odsuwam się.
-Nie mów tak!
-Taka jest prawda. To jego kochasz, jego dziecko nosisz pod sercem. On ci zapewni wszystko co najlepsze, bez wyrzeczeń i bez problemów... - mówi udręczony, a mi pęka serce.
-Boże nie! Nie mów tak! Zabraniam ci! - w moich oczach wzbierają  łzy.
-Możesz zabraniać ale taka jest prawda, Meg. Starałem się, naprawdę się starałem nie zwracać na to uwagi, ale teraz widzę jaka jest między nami ogromna różnica. On ci zapewni wszystko, a ja? Ze mną są tylko same problemy...
-Jakie problemy? Co ty pieprzysz?! - podchodzę do niego i chcę go złapać za dłoń, wyrywa ją i odsuwa się ode mnie.
-Moja przeszłość, terapia.... nie wiesz jak to jest być z byłym narkomanem i alkoholikiem. Mam jedną marną kawalerkę w której nawet nie chcesz zamieszkać. Kupiłaś dom na który mnie nie byłoby stać. Jesteśmy w Dubaju, a za wszystko płaci twój były facet, milioner. Przepraszam Megan, nie powinienem się godzić na ten wyjazd i namawiać na niego ciebie… -  wyrzuca z siebie słowa z prędkością światła, a następnie przechodzi obok mnie prosto do windy. Stoję jak wryta tym co usłyszałam. Nawet nie reaguję, gdy wchodzi do niej i znika, gdy drzwi się zasuwają.
-Brayan nie zostawiaj mnie! Błagam! - krzyczę z całych sił jednak on nie słyszy. Czuję się tak cholernie źle. Wiedziałam! Wiedziałam, że to w końcu się stanie. Od samego początku martwiłam się o to by Brayan nie czuł się gorszy od Ericka. Nie jest od niego gorszy! Jest cudowny! Kochany, opiekuńczy. Pokochał mnie, mimo wszystko. Pokochał mojego syna, zaakceptował wszystko bez wyjątku. Muszę to skończyć... skończyć ten dziwny trójkąt. Erick to przeszłość i muszę się z tym pogodzić. Jestem tak wściekła, że mam ochotę coś rozwalić. Wyjmuję z torebki telefon i dzwonię do Ericka. Ten odbiera po pierwszym sygnale.
-Słucham cię, Meg? - głos ma miękki i spokojny.
-Załatw proszę dwa bilety do Londynu, na dziś! -  wyduszam z siebie jednym tchem, Erick milczy przez chwilę.
-Stało się coś? - pyta zaskoczony.
-Tak, muszę z Brayanem wrócić do Londynu. Proszę, załatw to jeśli możesz. Prześle ci pieniądze za bilety przelewem - wyjaśniam i słyszę jak głęboko wzdycha.
-Zobaczę co da się zrobić i dam ci znać -  unoszę brew, bo nie sądziłam, że tak łatwo pójdzie.
-Dziękuję - rzucam szybko.
-Meg? - zagaduje.
-Tak?
-Chyba nie pokłóciliście się przez cenę tej sukienki? - pyta niepewnie.
-Wybacz ale to nie twoja sprawa, Ericku.
-Rozumiem. Oddzwonię niedługo… -  odpowiada i rozłącza się. Idę do sypialni spakować nasze walizki, wrzucam ubrania na oślep i upycham je szybko. Dzwonię do Brayana ale nie dobiera! Kurwa mać! Odbierz! Zbiegam słysząc, że ktoś wrócił z nadzieją że to on. Niestety to Alex i Tom, w szampańskich nastrojach.
-Hej Meg! - wita się ze mną uśmiechnięta i lekko wcięta Alex.
-Cześć - bąkam – Widzieliście może Brayana? - Tom rzuca mi dziwne spojrzenie.
-Minęliśmy go w recepcji. Stało się coś? - pyta i od razu do mnie podchodzi.
-Wracamy dziś do Londynu, ja i Brayan. Wy zostańcie - mówię i ponownie wybieram jego numer.
-Jezu, co się stało? Coś w domu? Coś z jego mamą?
-Nie w domu wszystko dobrze. Nie możemy tu zostać…-  Tom chwyta mnie za ramiona i chce coś powiedzieć - Tom proszę, pozwól mi ratować mój związek. Już straciłam jednego faceta który mnie kocha, nie chcę stracić również Brayana. 
-Rozumiem - przytakuje i uśmiecha się - Jest na dole w restauracji - dodaje.
-Dzięki! -  całuję go w policzek i pędzę do windy. Zjeżdżam i idę do restauracji. Jest tu ich kilka, więc mija dłuższa chwila zanim znajduję tą właściwą. Gdy właśnie mam wchodzić do środka dzwoni Erick.
-Tak, Ericku? - odbieram.
-Macie dwa bilety na dziś na siódmą wieczorem, w biznes klasie. Bezpośrednio. Na lotnisko polecicie helikopterem ojca Almas -  odpowiada spokojnie.
-Dziękuję i wybacz za to zamieszanie. Nie powinnam....nie mam prawa....nie... - jąkam się, a on mi przerywa.
-Nie tłumacz się, Meg. Brayan to dobry facet. Gdyby było inaczej nie pozwoliłbym na coś takiego… -  ton ma surowy, a ja wzdrygam się na myśl, że nie pozwoliłby mi być z kimś kto by mu nie podpasował. A co mu do tego?
-Sprowadź wszystkich do domu całych i zdrowych i przeproś za ten nagły wyjazd. Alex i Tom pewnie będą chcieli wrócić bezpośrednio do Londynu, a nie najpierw do Nowego Jorku.
-Ustalę to z nimi osobiście. Na pewno nic im się nie stanie. Uważaj na siebie, tylko o tyle proszę, maleńka -  mówi smutno.
-To mogę obiecać i dbam o siebie, zresztą sam wiesz…-  uśmiecham się lekko na wspomnienie, gdy powiedział, że wracam do dawnej figury sugerując, że przytyłam. Szybko jednak dopadają mnie te okropne myśli i wyrzuty sumienia. 
-Wiem, wiem o tym, Meg. Będę mógł was odwiedzić, gdy będę w Londynie? - pyta nagle zaskakując mnie bardzo.
-Nie wiem czy to dobry pomysł, Ericku. Twoja obecność raczej niczego nie ułatwia…  - odpowiadam szczerze, a on śmieje się cicho.
-Rozumiem, nie będę się więc narzucał. Jak coś znacie mój numer, zarówno ty jak i Brayan możecie dzwonić w razie potrzeby. Pomogę wam, zawsze.
-Wiem Ericku i dziękuję ale teraz muszę już kończyć. Damy znać jak dolecimy na miejsce.
-Spokojnej podróży, Meg. Do usłyszenia.
-Do usłyszenia. Pa - rozłączam się i wchodzę do restauracji. Brayana wypatrzyłam już wcześniej. Siedzi przy barze nad szklanką whisky ale na szczęście nie zdążył się jej napić. Serce mi wali jak szalone ale biegnę do niego i wyrywam mu szklankę z dłoni.
-Wracamy do Londynu - mówię szybko.

12 komentarzy:

  1. Nie no znowu nic z Erickiem?!
    Jestem niepocieszona :c

    OdpowiedzUsuń
  2. powoli zaczyna mnie irytować Meg i Brayan i to jak migdalą się przy Ericku, jeśli nie mają być razem, to niech da mu święty spokój i sama sobie dalej będzie z tym Brayanem, od poczatku on mnie strasznie denerwuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Może niech stworzą prawdziwy trójkąt miłosny to dopiero by się działo :-). A tak pewnie Erick będzie ganial za Meg a ta za Brayanem .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślałam o nich w trójkącie :) kto wie, może autorka czymś nas zaskoczy ;)

      Usuń
  4. Może niech stworzą prawdziwy trójkąt miłosny to dopiero by się działo :-). A tak pewnie Erick będzie ganial za Meg a ta za Brayanem .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście rozdział bardzo mi się podoba. Oby wszystkie były takie długie

      Usuń
    2. Oczywiście rozdział bardzo mi się podoba. Oby wszystkie były takie długie

      Usuń
  5. Biedny Erick, jak on kocha tą przygłupią Meg.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj a już się cieszyłam że Brayan pójdzie w odstawke Wrrrr i co dalej :( El@

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze? Mam nadzieję, że nie wróci do Erica. Jestem za tym, żeby została z Brayanem

    OdpowiedzUsuń
  8. Dajcie mi numer do Ericka to sama mu powiem o ciąży Meg bo zaczyna mnie ona coraz bardziej wkurzać 😉

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zgadzam się na takie zakończenie rozdziału. Meg i Eric są dla siebie stworzeni. Coś musi się zmienić, ktoś musi powiedzieć Erycowi o ciąży (oby to było jego dziecko).

    Ania.

    OdpowiedzUsuń