Premiera już w lipcu!

niedziela, 20 września 2015

Rozdział 91



Piątek,  3 stycznia

Jedziemy na lotnisko po Alex i Toma. Wylecieli dziś z Dubaju i o szóstej wieczorem mają wylądować w Londynie na Heathrow. O dziwo nawet się nie spóźniliśmy i mamy jeszcze kilka minut zanim wyjdą z terminala przylotów. Wczoraj Brayan prawie cały dzień spędził w sklepie, bo musiał pozałatwiać mnóstwo spraw. Ja siedziałam w domu i okropnie się nudziłam. 
-Idą -  mówi Barayan wstając z krzesełka w poczekalni. Ja również się podrywam i macham w ich kierunku, a następnie biegnę wpadając w ramiona Toma.
-Ale się opaliliście! -  spoglądam na ich zadowolone twarze.
-Tomowi z pleców schodzi skóra! -  śmieje się Alex i obejmuje mnie na powitanie.
-Nie tylko z pleców... - wtrąca  jak zawsze złośliwie Barayan i obejmuje Toma oraz Alex -  Cześć gołąbeczki! -  dodaje.
-Cześć stary! - uśmiecha się Tom – Żałujcie, że was nie było.
-Tak, tak wiemy! Powtarzałeś to już milion razy przez telefon! -  Brayan wywraca oczami  i bierze od Alex jej walizkę.
-Dzięki - ta uśmiecha się w podzięce i łapie mnie pod rękę. Wyprzedzamy  więc chłopaków, bo widzę, że ma ochotę pogadać - Jezu, Meg ale z tego Toma seks maszyna! Dzięki, że mi podpowiedziałaś bym sama zadziałała -  wyznaje cicho. Oczy błyszczą jej szczęściem.
-Nie ma za co - odpowiadam. Jestem lekko zaskoczona jej szczerym wyznaniem, ale przecież nic w tym złego.
-Miałaś racje, że on bał się cokolwiek zrobić, ale potem już poszło! -  Alex podskakuje jak mała dziewczynka, a ja zaczynam się śmiać. 
-Cieszę się, że wam ze sobą dobrze... - odpowiadam szczerze. Co więcej mam jej powiedzieć? Zaczyna opowiadać mi jak było na balu, a ja słucham uważnie, bo w sumie jestem ciekawa. Bal odbył się na plaży w specjalnie przygotowanym do tego miejscu. Był parkiet i miejsce na stoliki oraz mnóstwo atrakcji. Grał zespół na przemian z dj`em. Wszyscy się przebrani, nawet Rob. Podobno mają mnóstwo zdjęć i mają mi wysłać je mailem. Zabawa trwała się do białego rana. Jedzenie było pyszne, a alkohol lał się strumieniami. Wszyscy się upili, ale nikt  na szczęście się nie awanturował.
-No i wiesz wracamy do pokoju, a tu Erick z jakaś panną idzie. Po prostu szczęka mi opadła! -  Alex kontynuuje swoją opowieść, gdy siedzimy w samochodzie. Chłopaki gadają z przodu i nie zwracają na nas uwagi.
-No wiesz jest singlem, ma prawo… -  odpowiadam spokojnie jednak w środku cała się trzęsę. Sprowadził sobie pannę? Boże! Serce mi zamiera.
-No wiem, ale przecież niby tak cię kocha i taki porządny. Zrobił to pewnie z rozpaczy, że wyjechałaś - ona chyba nie ma świadomości jak mnie to boli.
-Nie obchodzi mnie to, Alex. Mam teraz swoje życie, a jego mnie nie interesuje  - kłamię próbując skończyć temat. Czuję się okropnie, bo znowu jestem zazdrosna o Ericka i tym samym nielojalna wobec Brayana. Taki ze mnie pies ogrodnika... czy ja kiedyś nauczę się inaczej reagować na jego osobę?  To dla mnie ogromnie trudne, ale czas podobno jest w stanie wiele zmienić. Liczę na to, że tak będzie, bo chyba zwariuję.

Jedziemy do domu Hooków. Nie widziałam ich od wylotu do Nowego Jorku i stęskniłam się. Witają nas jak zwykle bardzo serdecznie. Pani Hook  zrobiła obiad dla wszystkich. Stwierdzam, że to najlepsza okazja, by powiedzieć im o tym, że kupiłam dom i się wyprowadzam. Zanim dojdę do głosu, musimy wysłuchać najpierw  opowieści jak cudownie było w Dubaju. Oczywiście w wersji dla rodziców czyli ocenzurowanej. Państwo Hook bardzo polubili Alex i chyba są szczęśliwi, że Tom związał się z tą przesympatyczną dziewczyną. Na pewno zauważyli także, że my z Brayanem inaczej się wobec siebie zachowujemy. Nie pytają o nic ale uśmiechają się między sobą, gdy  Brayan całuje mnie i przytula.
-Brzuszek ci się już wyraźnie zaokrąglił -  stwierdza pani Hook spoglądając na mnie. Mam na sobie obcisłą tunikę, a ona nie widziała mnie przecież trzy tygodnie, więc widzi różnicę.
-No faktycznie -  wtrąca  Tom przyglądając się uważnie  - Nie widziałem cię kilka dni i tak cię wywaliło! - dodaje uśmiechnięty.
-No dzięki, jak ty coś powiesz! - ganie go wzrokiem, a wszyscy zaczynają się śmiać.
-Synu, troszkę wyczucia. Błagam cię! - poucza Toma  pan Hook i poklepuje go po plecach.
-Oj daj spokój Meg, przecież wiesz, że żartowałem! - ten podchodzi do mnie i czule obejmuje - Jesteś śliczna z brzuchem czy bez! - dodaje, a ja zauważam jak Alex patrzy na niego zazdrośnie - Oczywiście najpiękniejsza jest moja kobieta - posyła jej buziaka w powietrzu. Najwidoczniej także zauważył jej spojrzenie.
-No ja myślę! - piszczy lekko oburzona ale zaczyna się śmiać razem z nami. Cholera! Ile między nimi jest napięcia seksualnego. Ale to chyba normalne na początku związku, prawda? My z Brayanem też kochamy się często. Z Erickiem było podobnie. Nie myśl o nim! Krzyczy na mnie moje wewnętrzne „ja”. Gdy Alex i Tom w końcu kończą swoją ekscytującą opowieść o Dubaju, ja biorę głęboki oddech i zabieram głos.
-Pani Hook, panie Hook chciałabym wam coś powiedzieć… - uśmiecham się nerwowo.
-Tak, skarbie? - odpowiada pani Hook.
-Czułam się tu u państwa jak w domu, okazaliście mi tyle serdeczności i jestem wam naprawdę ogromnie wdzięczna za wszystko. Jednak jak wiadomo jestem w ciąży i nie chcę się wam zwalić z małym dzieckiem na głowę...
-Oj, kochanie nie myśl tak. Oczywiście, że pomożemy ci przy maleństwie! -  wtrąca znowu Pani Hook.
-Dziękuję, ale nie to chciałam powiedzie - uśmiecham się i kontynuuję -  Kupiłam dom niedaleko kawiarni i chcę się tam jak najszybciej przeprowadzić... - Hookowie są ewidentnie zaskoczeni, a reszta towarzystwa uśmiecha się. Tom wiedział o tym już wcześniej i pewnie mówił Alex.
-Źle ci tu u nas? - pyta  nagle zasmucona pani Hook, a mnie serce ściska.
-Och pani Hook, oczywiście, że nie! - wstaję i podchodzę by ją objąć -  Po prostu niedługo będę miała małe dziecko i chce stworzyć dla niego mój własny dom. Będę państwa odwiedzała, pewnie często… -  śmieję się przez łzy -  Ale proszę mnie zrozumieć.
-Kochanie, jesteś taka samodzielna i taka odważna. Będzie nam ciebie brakowało! -  Pani Hook obejmuje mnie mocniej i widzę jak kilka łez spływa jej po policzku.
-Mamo nie płacz! Ona nie wyjeżdża daleko. Ten dom jest kilka minut samochodem stąd! - wtrąca Thomas wywracając oczami.
-Będziemy się odwiedzać! -  dodaje pan Hook, również wstaje i podchodzi by mnie uściskać.
-Oczywiście, że będziemy! - wtrąca Brayan.
-A ty co? Też się przeprowadzasz? - pyta zaskoczony Tom.
-Tak Tom, zamieszkamy razem. - odpowiada Brayan robiąc swoją poważną minę.
-O ludzie! - Tom aż podnosi głos - Kompletnie was porąbało! - dodaje lekko wkurzony.
-O co ci chodzi? Przecież nie może zostać sama w takim dużym domu. Skoro jesteśmy razem, to chyba oczywiste, że również razem zamieszkamy! - odpowiada zirytowany jego reakcją Brayan.
-No spoko, ale to wszystko tak szybko - słyszę coraz większą irytację w jego głosie - Trzy tygodnie temu Meg zarzekała się, że jesteście tylko przyjaciółmi. Teraz jesteście parą i nagle chcecie zamieszkać razem i wspólnie wychowywać dziecko.  Za  tydzień się pewnie jej oświadczysz, a za dwa będzie ślub! - wylewa z siebie cały żal zaskakując tym wszystkich, nawet Alex.
-Tom, to nie tak -  mówię cicho, jest mi totalnie głupio.
-A jak do cholery?! - krzyczy.
-Nie przesadzaj, Tom! - interweniuje Brayan i wstaje od stołu - Zazdrościsz nam czy co? Wkurwiasz się bo wybrała mnie, a nie ciebie, tak?! - wybucha nagle. O cholera! Mina jego rodziców i Alex w tym momencie jest nie do opisania.
-A żebyś wiedział idioto. To ja poznałem ją pierwszy! Ja jej pomagałem i wspierałem, a ty chciałeś ją tylko przelecieć! - Tom wykrzykuje bez zastanowienia.
-Wystarczy! - wstaję wkurzona - Możecie sobie to wyjaśnić na osobności, a nie przy wszystkich? - patrzę zażenowana na państwa Hooków, którym też jest niesamowicie niezręcznie, oraz na Alex, która jest kompletnie zaszokowana. Musi być jej bardzo przykro.
-Meg ma rację, wyjaśnijcie to między sobą, Thomasie -  dodaje pan Hook i podchodzi do Brayana, by go uspokoić.
-Jasne! Zawsze wszystko moja wina! - Tom wstaje od stołu i wychodzi z kuchni. Prawie wbiega na górę i zamyka się w swoim pokoju. Cholera!
-Ja już chyba pójdę… -  Alex także wstaje, a ja widzę, że ma łzy w oczach.
-Odwiozę cię - oznajmia Brayan. Nadal jest wzburzony, ale podchodzi do mnie i całuje w czoło -  Przyjadę po ciebie.
-Dobrze - kiwam głową i uśmiecham się blado. Odprowadzam ich do drzwi, a Alex nawet nie patrzy mi w oczy. Kurczę, chyba nie jest zła na mnie? Przecież ja jej nic nie zrobiłam.
-Meg? - pyta nagle cicho.
-Tak? -  odwracam się i patrzę na nią.
-Powiedz Tomowi żeby do mnie zadzwonił. A jeśli chodzi o to co powiedział, to nie mam żalu. Wiem, że się w tobie podkochuje. Wiedziałam na co się piszę... - uśmiecha się smutno, a mi robi się jeszcze bardziej niezręcznie.
-Oczywiście, przekaże mu żeby zadzwonił i przepraszam. Nie sądziłam, że tak to wyjdzie - wzruszam ramionami.
-To nie twoja wina, a Tomowi na pewno przejdzie i będzie mu głupio za to co powiedział! - Alex pociesza mnie w momencie w którym powinno być dokładnie na odwrót, ale ze mnie koleżanka. 

Żegnam się z nią i czekam aż odjadą. Widzę jak Brayan mówi coś do niej w aucie, a ona uśmiecha się delikatnie. Mam nadzieje, że to nic nie popsuje między nimi. Tom to dobry chłopak, ale byle tego nie spieprzył. Wracam do kuchni i przepraszam państwa Hook za tą głupią sytuację. Chyba oboje są źli na syna, że tak się zachował. Do mnie ani do Brayana nie mają pretensji.
-Rozumiem, że mógł się zdenerwować, ale nie powinien tak mówić. W dodatku w towarzystwie Alex. Musi być jej bardzo przykro - stwierdza pan Hook.
-Tom nie jest zadowolony z faktu, że zostaliśmy z Brayanem parą -  wyjaśniam siedząc przy kuchennym stole.
-Bo on się w tobie podkochuje, od samego początku… -  uśmiecha się pani Hook i podaje mi szklankę z sokiem.
-Dziękuję! -  odwzajemniam uśmiech i mówię dalej - Nie sądziłam, że jest aż tak zazdrosny. Myślałam że skoro związał się z Alex...
-Musicie to sobie wyjaśnić na spokojnie, bo będzie się to tak ciągnęło za wami. Takie niedopowiedzenia są bardzo niezdrowe dla przyjaźni - doradza pan Hook.
-Pójdę do niego, może mnie nie wygodni - wstaję i udaję się na piętro. Podchodzę niepewnie pod drzwi jego pokoju i pukam delikatnie.
-Idź sobie, mamo! - piszczy Tom ale słyszę, że chyba płacze.
-To ja… -  chwytam za klamkę i uchylam drzwi, Tom wyciera mokre policzki i odwraca się.
-Czego chcesz? - warczy na mnie.
-Chciałam pogadać -  zamykam za sobą drzwi i siadam na rozkładanym fotelu w rogu pokoju. Tom nie jest zadowolony, że zawracam mu głowę, ale ja nie mam zamiaru odpuścić.
-Niby o czym? Chyba wszystko już powiedziałem... - burczy na mnie.
-Zrobiłeś Alex dużą przykrość i postawiłeś wszystkich w niezręcznej sytuacji, Tom. Nie możesz się tak zachowywać - mówię spokojnie by nie myślał, że go atakuję.
-Oczywiście wszystko moja wina. No bo przecież nie idealnego jak zawsze, Brayana! -  wywraca oczami.
-Daj spokój! To twój przyjaciel!
-Czasami w to wątpię -  stwierdza smutno.
-Nie mów tak, Tom, bo znowu będziesz żałował, że coś chlapnąłeś bez zastanowienia - podchodzę do niego i wpycham się mu na kolana.
-To co powiedziałem w kuchni to prawda, Meg. Wszyscy wiedzą, że się w tobie zakochałem, ty też doskonale o tym wiesz - mówi patrząc mi w oczy. Wzdycham głęboko, bo nie chciałam tego słuchać od faceta, którego traktuje jak najlepszego przyjaciela.
-No i co my z tym zrobimy? Wiesz, że cię kocham, ale jak brata, Tom. Rozumiesz?
-Nie mam wyjścia i muszę to zrozumieć. Wiem, że nie jestem taki przystojny jak Brayan czy Erick, ale starałem się ci pokazać, że jestem odpowiedzialny, godny zaufania, a  wybrałaś jego… - mówi z niedowierzaniem. Nie jest mi ławo tego słuchać.
-Miedzy mną, a Brayanem zawsze była chemia, a ty nigdy mnie nie pociągałeś, Tom. Po prostu nie jesteś w moim typie. Jesteś cudowny, zabawny, kochany, zawsze można na ciebie liczyć ale jak na przyjaciela, nie kochanka i partnera -  całuję go w policzek. Nie wiem czy w ten sposób próbuję go pocieszy, ale chcę by wiedział, że znaczy dla mnie naprawdę wiele.
-Trudno mi uwierzyć w tą jego nagłą zmianę, ale skoro mówi, że cię kocha... - wzrusza ramionami -  Nigdy wcześniej nie przyznał tego przed wszystkimi. Próbowałem cię przed nim ochronić, bo wiem jak traktuje laski, ale może faktycznie z tobą jest inaczej - dodaje z nadzieją.
-Myślisz, że ja nie mam wątpliwości? Czeka nas wiele różnych spraw z którymi musimy się zmierzyć. Wiem, że jest kobieciarzem ale ufam mu i wiem, że mnie nie skrzywdzi.
-Niech tylko spróbuje, to będzie miał ze mną do czynienia! -  Tom  uśmiecha się lekko - Pewnie ci tego nie powiedział, ale gdy się poznaliście i potem jak spotkaliśmy go w sklepie...
-Nie wiem czy chcę wiedzieć... - przerywam mu robiąc niepewną minę.
-No dobra nie powiem! - zasuwa palcami usta.
-Albo nie, powiedz!  schodzę mu z kolan i siadam obok. Ciekawość wygrywa.
-Nie no, lepiej nie… - podpuszcza mnie.
-Tom mów! Ciekawe co ten Green o mnie mówił! -  patrzę podejrzliwie.
-Ale nie bądź zła, wiesz jaki on jest -  dodaje ostrzegawczo.
-No mów!
-Potem spotkaliśmy się jakoś we dwóch i wypytywał o ciebie. Prosił bym wyciągnął cię wtedy do klubu. Myślał, że zaliczy cię bez problemu i uważał, że na pewno jesteś łatwa i nie chciał mi wierzyć, że cię nie przeleciałem.
-Ta... cały on - mówię lekko zniesmaczona, ale dokładnie tego się spodziewałam.
-Jak was wtedy zobaczyłem razem w łóżku, to myślałem, że dostanę zawału! Miałem takiego wielkiego kaca i od razu mi przeszło.
-Tylko leżeliśmy obok siebie, nic nie zaszło! Powiedziałam, że jak mnie dotknie to skopię mu tyłek - śmieje się cicho.
-Mądra dziewczynka! - Tom przytula mnie i całuje w policzek - Ale widzę też, że Brayan zmienia się dla ciebie, mała. 
-To ja poprosiłam by ze mną zamieszkał, to był mój pomysł - tłumaczę nawiązując do wcześniejszej rozmowy.
-Jesteś tego pewna? Mieszkać razem, a pomieszkiwać u niego, to co innego -  pyta poważnie.
-Tom, ja niczego nie jestem pewna -  odpowiadam zdawkowo.
-No tak - uśmiecha się - Będę trzymał za was kciuki, a tymczasem wybacz, ale muszę zadzwonić do Alex. Dałem ciała co? - wstaje i bierze do ręki telefon.
-Pogadajcie szczerze, jej na tobie naprawdę zależy. Nie spieprz tego Hook, to świetna dziewczyna.
-No wiem, wiem - przytakuje cicho - Nawet nie wiesz co ona wyprawia w łóżku! -  dodaje i od razu się uśmiecha.
-Nie chcę znać szczegółów. Wystarczy mi, że nazwała cię seks maszyną! - odpowiadam i zaczynam się śmiać.
-Tak powiedziała? - pyta zaskoczony ale uradowany.
-Tak, ale nie nie chcę wiedzieć niczego więcej -  biorę do ręki aparat, który Tom i Alex mieli w Dubaju. Włączam go i  z ciekawości przeglądam zdjęcia. Uśmiecham się, bo chyba naprawdę nieźle się bawili.
-Nie oglądaj wszystkich! - piszczy nagle Tom i chce wyrwać mi aparat, ale robię unik i przeglądam dalej.
-Daj spokój, nie będę patrzeć na wasze gołe fotki! - śmieję się zadowolona myśląc, że o to mu chodzi. Przeglądam kolejne zdjęcia aż docieram do tych, których Tom nie chciał bym widziała.  Jest na nich Erick... pijany Erick obmacujący jakąś blondynkę. Na kolejnych całuje ją po piersiach, a na następnych wsadza jej rękę w majtki. O kurwa! Przyglądam się z niedowierzaniem temu co widzę i czuję jak ściska mnie w żołądku.
-Oddaj mi to! - Tom wyrywa mi aparat widząc moją minę - Mówiłem byś nie oglądała! -  siadam na łóżko i opadam na plecy. Wzdycham głęboko. Właśnie zmierzyłam się z rzeczywistością. Erick ma prawo robić co chce. To ja go zdradziłam i zostawiłam, to ja nie chciałam wrócić do niego, więc czemu jestem zazdrosna?
-Alex mi mówiła, że sprowadził sobie kogoś - mówię cicho.
-Ma takie prawo, przecież z nikim nie jest. Może robić co chce -  Tom dobija mnie swoją szczerością.
-Wiem Tom, po prostu dziwnie patrzeć na coś takiego -  widzi, że mnie to ruszyło więc kładzie się na bok mnie.
-Oj mała, musisz o nim zapomnieć. Jeśli nie masz zamiaru powiedzieć mu o dziecku, to nie ma innego wyjścia. Swoją drogą niezła jazda z tym, że żona Gordona jest prawie w tym samym tygodniu co ty.
-Niezły zbieg okoliczności. Myślałam, że się udławię jak o tym powiedziała -  wymuszam uśmiech.
-Będą mieli córkę, a ty syna - dodaje jakbym o tym nie wiedziała, ale słucham dalej. Tom lubi prawić te swoje mądrości - Pewnie było ci przykro jak Jeni opowiadała o ciąży i tak się cieszyła, a ty musiałaś milczeć – nachyla się i przytula mnie mocno.
-Jakoś to przeżyłam -  wzdycham, a Tom kładzie dłoń na moim brzuchu.
-Wybrałaś już imię?
-Tak, będzie Adam.
-Adam Donell. Ładnie - stwierdza po chwili.
-Adam Donell-Green - poprawiam go i czekam aż znowu wybuchnie.
-No tak… - wzdychając jedynie głośno czym mnie zaskakuje - Zadziwiacie mnie. Oboje. Ale to wasza sprawa - zsuwa się nieco niżej i podciąga moją tunikę - Masz popieprzonych rodziców stary. Dobrze,że wujek Tom jest normalny! - zaczyna mówić do brzucha i całuje go, a ja się śmieje.
-Nie mówi tak do dziecka, bo się nauczy brzydkich słów! - ganie go rozbawiona.
-Wujeczek nauczy go wszystkiego co mu się przyda w życiu, a brzydkie słowa też się do tego zaliczają! -  przykłada ucho do brzuszka i nasłuchuje chwile w milczeniu - O poczułem! - piszczy zadowolony i przysłuchuje się jeszcze uważniej.
-Przestań wariacie! - odpycham jego głowę, bo zaraz popuszczę ze śmiechu.
-Cicho! - powala mnie na łóżko podciągając tunikę wyżej.
-Co ty robisz? - opieram się na łokciach i obserwuję co on wyprawia.
-Cicho, słucham co junior mówi! - odpowiada całkiem poważnie. Boże, ale z niego wariat.
-No i co ci powiedział? - chichoczę, a Tom uśmiecha się szeroko i odpowiada.
-Że tatuś Brayan za głęboko wpycha tu swojego siusiaka!
-Tom! - ganię go znowu i wybucham śmiechem, tak samo jak on. Oboje popłakaliśmy się ze śmiechy - Idiota z ciebie! - dodaje i rzucam w niego poduszką.
-Do usług, mała! -  odpowiada i w tym momencie do pokoju wchodzi Brayan. Patrzy na nas jak na idiotów.
-Co śmiesznego mnie ominęło? - pyta opierając biodro o framugę drzwi.
-Nie chcesz wiedzieć - odpowiadam dalej się śmiejąc. Siadam i spoglądam na Brayana. Minę ma poważną i tą powagę słychać w jego głosie.
-Pogadamy Tom?
-To ja będę na dole! -  wstaję z łóżka i kieruję się do drzwi  -  Pamiętaj by zadzwonić do Alex! - przypominam Tomowi i wychodzę. Idę na górę do jeszcze mojego pokoju. Zostało tu sporo moich ubrań więc postanowiłam je spakować. Zanim się nie przeprowadzimy będę mieszkać z Brayanem w jego kawalerce. Musimy się przyzwyczajać do wspólnego życia. Znajduję torbę i zaczynam pakować ubrania, buty, kosmetyki. Chowam też laptopa, zdjęcia w ramkach i swoje książki. Siedząc na dywanie i pakując ten cały bałagan mam wrażenie, że wczoraj przyprowadziła mnie tu pani Hook zaraz po tym jak poznałam ją na dole w kawiarni. To było raptem cztery miesiące temu, a tyle się wydarzyło, tyle zmieniło. Za niecałe pięć miesięcy zostanę matką. Ta myśl mnie przeraża, bo kompletnie nie jestem na to gotowa. Nigdy nawet nie myślałam czy chcę mieć dzieci. Może kiedyś...  za parę lat, ale na pewno nie planowałam tego teraz. Kładę dłoń na brzuchu i mimo wszystko uśmiecham się. Czuć jak rośnie we mnie małe życie, to coś niesamowitego. W poniedziałek zacznie się osiemnasty tydzień, a to już prawie połowa ciąży. Mój brzuszek faktycznie powiększył się dosłownie z dnia na dzień. Już nie mogłabym pokazać się w bikini na plaży. Jakby mały dosłownie wyczuł moment kiedy może zacząć się rozpychać. Będę musiała jakoś odwiedzić rodziców przed porodem, ale muszę zapytać najpierw moją panią doktor do którego tygodnia ciąży można podróżować samolotem. Chcę urodzić w Londynie i tego jestem pewna. Puki dobrze się czuję trzeba będzie jak najszybciej wyremontować i umeblować dom, a Brayan na pewno mi w tym pomoże. Musimy zacząć tą jego terapię i wszystko na pewno powoli się ułoży. Erick chyba dał sobie spokój i nie będzie się odzywał, a przynajmniej mam taką nadzieję. Raczej wystarczająco dosadnie powiedziałam mu podczas naszej ostatniej rozmowy telefonicznej, by się odwalił. Zresztą, skoro zaczął sypiać z innymi kobietami to znaczy, że wraca do siebie. Musi teraz trochę poszaleć i zapewne mu przejdzie. Dla nas oboje niezdrowe byłoby utrzymywanie jakiegokolwiek kontaktu. 

Zasuwam torbę wypełnioną po brzegi moimi rzeczami, a jeszcze wszystkiego nie spakowałam. Siadam na dywaniku obok łózka i składam resztę rzeczy, by zabrać je przy najbliższej okazji.
-Tu się schowałaś - słyszę nagle głos Brayana. Uchylił drzwi do mojego pokoju. Odwracam się  w jego stronę i uśmiecham.
-Spakowałam swoje rzeczy, część możemy zabrać już dziś -  wstaje i podchodzę do niego -  I jak? - pytam badawczo.
-Wszystko gra - całuje mnie w nos i przechodzi obok, by wziąć torbę z moimi rzeczami. Schodzimy na dół. Tom właśnie skończył przepraszać rodziców za tą niezręczną sytuację, dzwonił także do Alex. Zaraz do niej jedzie. Rozmawiamy jeszcze chwilę w kuchni. Dowiaduję się, że państwo Hook niedługo planują zacząć remont kawiarni. Dostanę dwadzieścia pięć procent udziałów i bardzo mnie to zaskakuje, bo spodziewałam się najwyżej dziesięć, no góra piętnaście procent. Jak wyliczył pan Hook, to będzie około cztery tysiące funtów miesięcznie. Co oznacza, że na spokojnie będę mogła odkładać pieniądze i oddawać Erickowi swój dług. Może wezmę kredyt i spłacę go od razu w całości? Będę to musiała przemyśleć i pewnie skonsultować się z Brayanem. Jest już późno więc żegnamy się i wychodzimy przed dom.
-Jedziesz do Alex? - pytam Toma, bo wyszedł z nami.
-Tak, zostanę u niej na noc - odpowiada uśmiechnięty.
-Będziecie się godzić do rana - dodaje Brayan i puszcza mu oczko.
-Żebyś wiedział! -  trąca go - Zazdrościsz?
-Nie mam czego - Brayan obejmuje mnie i całuje w głowę.
-Zgadamy się jutro -  Tom podchodzi i żegna się z nami.
-Moja mama robi jutro obiad, wpadnij z Alex jeśli będziecie mieli ochotę -  dodaje Brayan.
-Damy znać! -  Tom macha i wsiada do swojego peugeota. My również idziemy do samochodu. Jestem zmęczona i znowu spuchły mi kostki. Rozkładam się wygodnie na fotelu i zdejmuję buty.
-O czym gadaliście z Tomem? - pytam, bo chcę wiedzieć o czym dokładnie rozmawiali.
-Wyjaśniliśmy sobie parę spraw. Takie męskie pogadanki - odpowiada włączając się do ruchu - Zapnij pas - dodaje.
-Nie chciałabym byście kłócili się z mojego powodu.
-Nikt się nie kłóci, mała. Naprawdę wszystko sobie wyjaśniliśmy. On zajmie się Alex i  zobaczysz, że niedługo o tobie zapomni i zakocha się w niej.
-Taki kochliwy? - unoszę rozbawiona brew.
-Dość… -  uśmiecha się i łapie mnie za dłoń -  Tom jest dla mnie jak brat, wiele mi pomógł i jestem mu wdzięczny. Nic nie zniszczy naszej przyjaźni, mała. Nie martw się.
-Skoro tak mówisz -  mówię smutno, bo od razu myślę o Ericku i Filipie Też przecież byli przyjaciółmi od dzieciństwa.
-Nie myśl o tym! - Brayan gani mnie jakby czytał w moich myślach, a ja wtulam głowę w jego ramię. Po chwili dojeżdżamy pod blok. Idziemy szybko na górę, bo jest strasznie zimno. Wskakujemy od razu do łóżka, a ja nie czuję się najlepiej. Jestem naprawdę zmęczona i ociężała więc Brayan odpuszcza jakiekolwiek miłosne podchody. Robi mi delikatny masaż stóp i pleców. Boże, ale to cudowne i przyjemne. Zasypiam w trakcie masażu, a on przykrywa nas kołdrą i wtula się we mnie. Jest taki cieplutki.
-Dobranoc - mruczę ledwo przytomna.
-Dobranoc moja mała - Brayan całuje mnie po uchu i przykłada głowę obok mojej  - Kocham cię - uśmiecham się i momentalnie zasypiam.


3 komentarze:

  1. Cudowny rozdział. Ale mogłabyś dać im chwile wytchnienia. Ciągle się kłócą!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja to czekam na moment aż pokłócą się na amen i Brayan zniknie z jej życia :) A tak na poważnie brakuje Ericka a ten fragment ze zdjęciami super dobrze jej tak. Czekam jak zawsze na więcej El@

    OdpowiedzUsuń
  3. No w sumie zgadzam się z El@, no bo nie można zapomnieć że opowiadanie ma tytuł "Efekt Erika". Poza tym gdyby, rzeczywiście Erik był tak zakochany nie odpuścił by sobie tak szybko Meg. Nie po tym co się z stało z jego winy. Bo co to jest ta zdrada po pijaku w porównaniu z gwałtem i śpiączką z jego winy?

    OdpowiedzUsuń