Premiera już w lipcu!

piątek, 25 września 2015

Rozdział 92



Sobota,  4 stycznia

Nie czuję się dziś najlepiej. Rano leciała mi krew z nosa i mam zawroty głowy oraz ból pleców. Brayan od razu chciał jechać do lekarza, ale wyjaśniłam mu, że to normalne na tym etapie ciąży. Dla pewności jednak zadzwoniłam do mojej pani doktor. Wizytę mam zaplanowaną na siedemnastego stycznia i jeśli do tej pory nic się nie wydarzy, to mam być spokojna. Ostatnio się znowu sporo stresowałam, a to na pewno ma wpływ na to jak się czuję. Odbębniłam swoje obowiązki: byłam świadkiem i zostałam matką chrzestną, przeżyłam spotkanie z Erickiem i teraz mogę się skupić na tym co najważniejsze w tej chwili, na dziecku. Poszukam jakiś zajęć dla kobiet w ciąży, bo muszę się ruszyć z domu i dobrze poznać okolice. W przyszłym tygodniu pojedziemy z Brayanem obejrzeć meble, trzeba też zrobić projekt kuchni pod wymiar.

Wychodzimy z samochodu pod domem rodziców Brayana i mimo jego nalegania byśmy zostali ze względu na moje samopoczucie, nie zrezygnowaliśmy z obiadu. Gdy wychodzę z auta nagle strasznie zakręciło mi się w głowie, aż oparłam się o drzwi.
-O Jezu -  jęczę nakrywając dłonią czoło. To okropne uczucie, gdy robi się ciemno przed oczami, a świat rozmazuje się i głuchnie w świstach uszu.
-Powinniśmy zostać w domu! -  podbiega do mnie Brayan by się upewnić, że wszystko w porządku.
-Proszę, przestań już! - mówię zdenerwowana. Podtrzymuje mnie i prowadzi do drzwi. W progu wita nas jego mama, Sylvia i ojczym, Loius.
-Ale się za wami stęskniłam! - ściska nas serdecznie - Ślicznie wyglądasz, Megan -  dodaje i spogląda na mój brzuszek. Uśmiecham się.
-Dziękuję, pani Green.
-Może i wygląda ślicznie, ale nie czuje się najlepiej! -  wtrąca Brayan skarżąc się mamie.
-Daj spokój! To tylko bóle pleców - warczę zirytowana.
-To normalne w ciąży synu. Chodźcie -  dodaje Louis i zaprasza nas  do środka. Dzieciaków akurat nie ma, mają ferie zimowe. Wiem tylko tyle, że są u babci w Liverpoolu. Wchodzimy wszyscy razem do salonu w rogu którego stoi piękna, duża choinka, a wykuszowym oknie nakryty jest stół dla czterech osób.
-Dzwonił do mnie Tom i powiedział, że nie dadzą rady przyjechać - odzywa się Brayan widząc jak spoglądam nieco zaskoczona na ilość nakryć.
-A co? Jeszcze się przepraszają? - pytam żartobliwie.
-Z tego co opowiadał mi Tom, to całkiem możliwe. Alex podobno...
-Nie chcę wiedzieć! -  przerywam mu, wystarczająco nasłuchałam się od niej. Brayan śmieje się i całuje mnie w policzek.
-Dobrze, oszczędzę ci szczegółów. Mamo pomóc ci coś? - pyta.
-Nie dzieciaki, usiądźcie sobie. Zaraz przyjdziemy! -  Sylvia odpowiada z kuchni, a my siadamy  przy stole. Jest pięknie ustrojony świeżymi kwiatami i kolorowymi kamykami. Widać, że mama Brayana potrafi przyjmować gości. Cały ich dom jest pięknie urządzony, zadbany. Przyglądam się zdjęciom i obrazom na ścianach.
-To ty? - podchodzę do jednej z ramek, na zdjęciu mały chłopczyk siedzi Mikołajowi na kolanach.
-Tak - Brayan wywraca oczami - Nienawidziłem takich zdjęć, zawsze płakałem i bałem się facetów przebranych za Mikołaja! - śmieje się i podchodzi do mnie.
-A to? - pokazuje na kolejne zdjęcie, jest na nim łysy bardzo szczupły chłopak.
-To też ja! -  odpowiada -  Za czasów gdy ćpałem – dodaje, a ja przyglądam się zdjęciu uważnie. Aż trudno uwierzyć że to on, teraz wygląda o niebo lepiej. Po dłuższej chwili faktycznie dostrzegam podobieństwo.
-A to? - pokazuje palcem na ciemnowłosą kobietę, w sumie dziewczynę, którą Brayan na zdjęciu obejmuje ramieniem.
-To Pola -  oznajmia beznamiętnie. O cholera! Jest całkiem ładna, wysoka, szczupła i opalona. Typowo włoska uroda, a na zdjęciu chyba jest w ciąży, ale nie mam pewności, bo stoi przodem.
-Ładna - stwierdzam biorąc ramkę do ręki. Nie wiem czemu, ale dziwnie się czuję widząc ich razem na zdjęciu.
-Ujdzie… -  Brayan podchodzi do mnie znowu i zabiera mi ramkę z dłoni -  Koniec tego oglądania, bo zaraz jakieś głupoty ci przyjdą do głowy! - mówi stanowczo, ale uśmiecha się.
-Tylko oglądam! - rzucam mu gniewne spojrzenie i patrzę na kolejne zdjęcie. Nawet nie muszę pytać kto na nim jest – Vincent - szepczę do siebie. Obok stoi zdjęcie Brayana jak był takim małym szkrabem, są z Vincentem prawie identyczni. Czarna czupryna i wielkie niebieskie oczy, ten sam uśmiech -  Ale słodki - dodaje i się uśmiecham.
-Teraz pewnie wygląda zupełnie inaczej, tutaj miał jakieś 4 miesiące - odpowiada i staje za mną przyglądając się zdjęciu -  Bardzo za nim tęsknię - kładzie mi głowę na ramieniu.
-Wiem. Zadzwoń dziś do Poli, może spotkacie się w tygodniu? - dotykam jego twarzy i odwracam się do niego przodem.
-Pisałem z nią dziś rano i możliwe, że jutro będę mógł ich odwiedzić. Pola jest w Londynie u swojej siostry - oznajmia, a mi robi się dziwnie, bo wiem, że nie będę mogła tam z nim jechać. Nie podoba mi się to jednak nie mam wyjścia.
-To dobrze -  odpowiadam udając zadowoloną.
-Pojedziesz ze mną? - pyta bardzo mnie tym zaskakując.
-Wiesz, to chyba nie najlepszy pomysł. Może najpierw spotkajcie się sami. Jeśli okaże się, że faktycznie Pola nic nie knuje, to wtedy chętnie poznam Vincenta - próbuje się sama w myślach przekonać, że to dobry pomysł.
-W sumie może masz racje… - naszą rozmowę przerywa Sylvia. Właśnie stawia na stole pieczeń z indyka. O wow! Czuję jaka jestem głodna.
-Tak bardzo się cieszymy, że możemy was gościć. Smacznego - mówi uśmiechnięta i podaje mężowi sztućce, by ten pokroił mięso.
-Mam coś dla państwa! -  przypominam sobie, że w Dubaju kupiłam im figurkę w kształcie hotelu w którym mieszkaliśmy oraz zestaw zapachowych świec do łazienki. Idę więc do korytarza gdzie zostawiłam ozdobną torebkę. Wracam i wręczam ją mamie Brayana.
-Och Meg, dziękujemy! - ucieszona z drobiazgu Sylvia od razu go ogląda.
-To co dziś romantyczna kąpiel nas czeka? - proponuje zadowolony Louis i całuje Sylvie w policzek. Uśmiecham się i zerkam na Brayana, który wywraca oczami.
-Możemy już zjeść? - burczy lekko zirytowany czułościami rodziców. Louis kończy kroić i nakładać indyka, a ja dokładam sobie ziemniaków, sałatki, fasolki. Mam talerz pełen jedzenia. Wszyscy patrzą zaskoczeni, ale i zadowoleni, że apetyt mi dopisuje.
-Brzuszek ci już widać - stwierdza Louis, gdy kończymy jeść.
-Od dwóch dni się pokazał, jeszcze w Dubaju nic praktycznie nie było widać - odpowiada Brayan.
-W którym jesteś tygodniu? - pyta Sylvia.
-W poniedziałek zacznę osiemnasty -  uśmiecham się i odkładam sztućce - Dziękuję, było pyszne.
-Za zdrowie -  mówi Sylvia i wstaje by posprzątać.
-Pomogę pani.
-Nie ma mowy kochanie, jesteś naszym gościem. Siedź sobie - zbywa mnie, zresztą jak każdy, gdy próbuję pomóc - I mówiłam, że jestem Sylvia, a nie pani - dodaje i puszcza mi oczko.
-Tato może przynieś teraz te dokumenty, to będziemy mieli to z głowy - upomina się Brayan. Louis wstaje i idzie na górę do swojego gabinetu. Po chwili wraca i przynosi dokumenty które muszę podpisać. Czytam ogródkami i podpisuję. Widzę też, że kwota jest mniejsza niż ta o której rozmawialiśmy. Patrzę zaskoczona, bo różnica to prawie 5 tysięcy funtów.
-Udało mi się jeszcze spuścić z ceny - tłumaczy Louis i uśmiecha się serdecznie -  Będziesz miała na umeblowanie -  dodaje mrugając do mnie ciepło.
-Dziękuję, panie Green.
-To co, kiedy się wprowadzacie? - pyta Sylvia wracając z kuchni z tacą ciasta i herbatą. Ona już wie, że Brayan ze mną zamieszka? Unoszę zaskoczona brew.
-Na razie będziemy w mojej kawalerce mamo. Trzeba się najpierw urządzić, może jakiś mały remont i dopiero wtedy pomyślimy o dacie przeprowadzki - odpowiada Brayan  - Tato chciałem cię prosić na słówko - zwraca się do Louisa i kiwa głową, by wyszli z salonu.
-Przepraszamy was na chwilę - mówi Louis i całuje Sylvię w dłoń. Siedzimy z mamą Brayana, to naprawdę miła i wyluzowana kobieta. Miałam małe obawy co do tego, jak będą się wobec mnie zachowywać jego rodzice skoro wiedzą, że jesteśmy razem, ale martwiłam się bez potrzeby. Sylvia opowiada mi właśnie jak ona fatalnie czuła się przy pierwszej ciąży, ale za to dwie kolejne zniosła rewelacyjnie. Nie pociesza mnie mówiąc, że rodziła Brayana prawie trzydzieści godzin i myślała już, że nie da rady.
-Moja siostra urodziła swoją córkę bardzo, dosłownie w kilka minut. Nawet nie wiedziała, że wody jej odeszły, bo była w basenie - stwierdzam podjadając kolejny kawałek pysznego sernika z brzoskwiniami.
-Szczęściara. Ja miałam skurcze trwające w nieskończoność. Myślałaś już nad imieniem dla synka?
-Tak, zdecydowaliśmy się na imię Adam - uśmiecham się i popijam ciasto herbatą.
-Cieszę się, że Brayan tak się zaangażował. Zmienił się jeszcze bardziej odkąd cię poznał.
-Jest dla mnie ogromnym wsparciem, nigdy mu się nie odpłacę za to co dla mnie zrobił - mówię szczerze. 
-Myślę, że sam fakt, że chcesz by twoje dziecko nosiło jego nazwisko, jest dla niego największym wynagrodzeniem -  odpowiada zaskakując mnie ponownie. O tym też jej powiedział?
-To nam wiele ułatwi, moja sytuacja jest już wystarczająco skomplikowana -  śmieję się nerwowo.
-Brayan coś wspominał - mruga do mnie życzliwie dając do zrozumienia, że wie o czym mówię. Cholera! Nie wiem czy podoba mi się fakt, że Brayan zwierza jej się ze wszystkiego. Fajnie, że ma z nią dobry kontakt, ale bez przesady. Zaczyna mnie to denerwować, ale staram się jednak tego nie okazywać. 

Brayan wraca z ojczymem z gabinetu. Obaj są zadowoleni i uśmiechnięci. Brayan widząc moją minę przygląda mi się uważnie, bo wie, że coś jest nie tak. Staram się uspokoić i nie dać nikomu odczuć, że się zdenerwowałam. Louis zaczyna opowiadać o tym, że planuje w tym roku wybrać się do Nowej Zelandii, czym bardzo mnie zafascynował. Bardzo ciekawy z niego człowiek. Z wykształcenia jest informatykiem, jednak od kilku lat zajmuje się sprzedażą nieruchomości. Najwidoczniej jest w tym niezły. Jego opowieści o tym w jakich miejscach był i gdzie się wybiera stanowiły główny punkt rozmów. Dzięki temu zapomniałam, że się wkurzyłam i całkowicie się zrelaksowałam. Po deserze poszliśmy usiąść w salonie przed kominkiem, a ja nawet nie wiedziałam, że Brayan ma w domu psa. To duży kundelek ,Rex. Jest bardzo przyjazny i cały czas siedział przy mnie bym drapała go za uchem.
-Ale mi dobrze - stwierdzam zadowolona przeciągając się. Leżę na kanapie z wyciągniętymi przed siebie nogami.
-Kominek, to naprawdę fajna sprawa-  dodaje Brayan i zdejmuje moje stopy ze swoich ud, bo akurat dzwoni jego telefon, a następnie wstaje i wychodzi, by porozmawiać.
-Panie Green czy zna pan może kogoś kto mógłby zaprojektować nam kuchnie? Chciałabym od tego zacząć remont domu -  pytam spoglądając na niego.
-Mam kilku znajomych w branży, więc jeśli chcesz, mogę ci podać  namiary na fachowców. Zrobią ci to szybko i po kosztach.
-Byłabym wdzięczna, bo kompletnie się na tym nie znam.
-Chodź, to dam ci wizytówki. Zadzwoń i powołaj się na mnie -  proponuje Louis i wstaje z fotela. Rusza do  gabinetu, a ja zwlekam się z kanapy i drepczę za nim. Widzę jak Brayan rozmawia w korytarzu, ale minę ma niewyraźną i od razu wiem, że rozmawia z Polą. Macham mu, że idę na górę, a on wymusza pocieszający uśmiech.

Gabinet pana Greena urządzony jest starym stylu. Biurko z nóżkami, mnóstwo antyków i obrazów oraz jak salonie dużo rodzinnych zdjęć.
-Proszę, Meg - podaje mi kilka wizytówek.
-Dziękuję. Był pan kiedyś w Nowym Jorku? - pytam spoglądając na jego zdjęcia znad Niagary.
-Akurat tam nie byłem, ale zawsze chciałem pojechać - uśmiecha się.
-Mogę robić za przewodnika, wychowałam się tam.
-Jeśli kiedyś będzie okazja, to na pewno skorzystam. Mogę cię o coś zapytać, Megan?
-Jasne - podchodzę do ściany dalej oglądając zdjęcia.
-Czy myślisz o Brayanie... tak na poważnie? - odwracam się i patrzę na Louisa zaskoczona pytaniem.
-Oczywiście, że tak. Dlaczego pan pyta?
-Przepraszam wiem, że nie powinienem, ale Brayan to wbrew pozorom bardzo wrażliwy chłopak. Nie miał szczęścia do kobiet i z każdego związku to on wychodził pokiereszowany i wpadał z uzależnienia w uzależnienie. Po prostu się o niego martwię, bo traktuję go jak własnego syna.
-Rozumiem -  uśmiecham się - Brayan jest dla mnie bardzo ważny. Wiem, że długa droga przed nami, ale ja naprawdę chcę z nim być. Wiem, że mnie kocha i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła odwdzięczyć tym samym - Louis odchodzi do mnie i obejmuje.
-Miłość to trudna droga, ale mam nadzieję, że wam się uda. Bardzo bym chciał, by Brayan był szczęśliwy, a widzę, że przy tobie ma na to ogromne szanse.
-Brayan to cudowny facet -  spoglądam na Louisa i uśmiecham się. Rozmawiamy jeszcze chwile. Brayan ma ogromne szczęście mając takich rodziców. Widzę, że ma u nich pełne wsparcie, a to tak rzadko się zdarza. Musieli naprawdę wiele przejść, by dojść do takich relacji.
-Byłbym zapomniał. Masz tu klucze od domu. Już jest twój -  Louise wyjmuje je z szuflady.
-Jest nasz, mój i Brayana -  dodaję i biorę je do ręki. Schodzimy na dół. Brayan skończył rozmawiać i siedzi z mamą w salonie.
-Zbieramy się? - pyta odwracając głowę słysząc nasze kroki.
-Jeśli chcesz - wzruszam ramionami, miło mi się u nich gości.
-Pewnie jesteś zmęczona, a chciałem jeszcze podjechać w jedno miejsce.
-No dobrze w takim razie jedźmy -  uśmiecham się. Rozmawiamy jeszcze chwile z Sylvią i Louisem. Obiecuje, że jak się urządzimy, to także zaprosimy ich na obiad. Będę musiała się postarać, by odpowiednio ich ugościć. Żegnamy się i idziemy do samochodu.
-Rozmawiałeś z Polą? - pytam, gdy Brayan otwiera mi drzwi. Zanim odpowie opiera się o dach i spogląda na mnie badawczo.
-Tak. Potwierdziła, że mogę jutro do nich wpaść. Nie masz nic przeciwko?
-Jedziesz tam do Vincenta, a nie do niej, dlaczego mam mieć coś przeciwko? - ten nic nie odpowiada tylko całuje mnie w usta i obchodzi samochód by wsiąść - Gdzie jedziemy? - pytam.
-Niespodzianka -  stwierdza zadowolony i rusza powoli spod domu rodziców. Zapinam pas i wyciągam nogi z butów. Jedziemy w zupełnie nieznanym mi kierunku. Brayan nie chce mi nic powiedzieć, tylko uśmiecha się głupio i nie odpowiada na moje pytania. Lubię niespodzianki, ale wole wiedzieć, jestem bardzo niecierpliwa. Po kilkunastu minutach podjeżdżamy pod budynki przypominające warsztaty samochodowe. Kręci się tu kilku mężczyzn w roboczych ubraniach. Rozglądam się zaskoczona. Co on chce mi tu pokazać? Ruszamy razem w kierunku jednego z hangarów. Brayan wyjmuje kluczyk i otwiera kłódkę. Wchodzimy do środka, ale jest ciemno i prawie nic nie widać.
-Poczekaj tu - mówi i znika w ciemnościach. To miejsce mnie przeraża. Jest jak z horrorów i mam wrażenie, że zaraz  zza rogu wyskoczy ktoś z siekierą albo piłą mechaniczną. Nagle światło zapala się i widzę przed sobą dwa motocykle, w sumie dwa ścigacze. Jeden jest niebieski drugi czarno-srebrny. To ten sam model. Patrzę zaskoczona.
-Co to? - pytam głupio.
-Honda CBR, niebieska jest twoja… -  odpowiada uśmiechnięty, a ja przyglądam się bliżej. Tom chyba też taki ma, ale nie jestem pewna.



-Jak to mój? - robię krok w tył nie wierząc w to co słyszę.
-Mówiłem, że nauczę cię jeździć więc musisz mieć swój motocykl - Brayan podchodzi do mnie i obejmuje.
-Ale ja nie mam na to prawa jazdy -  jestem zaszokowana.
-Nie będziesz teraz na niej jeździć, ale jak mały się urodzi, to pomyślimy o prawku -  całuje mnie w czoło.
-Kupiłeś go dla mnie? - spoglądam na niego.
-Tak, jest identyczny jak mój i Toma. Będziemy jeździć razem! - oczy Brayana błyszczą podekscytowaniem.
-Nie wiem co powiedzieć - stoję jak wryta. Naprawdę nie spodziewałam się, że kupi mi motocykl. Erick nigdy nie pozwoliłby mi jeździć, a co mówić, mieć swój własny motocykl.
-Nie jesteś za bardzo zadowolona -  stwierdza niepewnie.
-Jestem zaskoczona... nie spodziewałam się.
-Uśmiechnij się chociaż bym wiedział, że nie zrobiłem z siebie idioty, po raz kolejny - drapie się po głowie.
-Nie zrobiłeś! Naprawdę mi się podoba - obejmuję go i całuje w usta  - Jak sobie wyobrażę ciebie w tym specjalnym wdzianku, to od razu mam mokro -  dodaję cicho.
-Oj mała, ty to umiesz mnie zachęcić! -  nagle chwyta mnie za pośladki i podciąga na swoje biodra.  Piszczę zaskoczona i chwytam jego dłonie, a Brayan całuje mnie namiętnie i podchodzi do ściany,  by oprzeć mnie o nią.
 -Ktoś nas zobaczy! - protestuję widząc przez szczeliny w ścianach ludzi kręcących się obok  garażu.
-Nikt tu nie wejdzie, zamknąłem drzwi -  uśmiecha się uwodzicielsko i zaczyna całować mnie po szyi. Zamykam oczy i ulegam mu. Jest chłodno, ale jesteśmy tak napaleni, że nic już nas nie powstrzyma. Dobrze, że mam na sobie leginsy które łatwo zsunąć. Brayan robi to pośpiesznie pozbywając się także moich fig, a następnie stawia mnie na betonowej podłodze i odwraca tyłem do siebie. Całując mnie po szyi, odgarnia włosy i przygryza moje ucho. Jęczę cicho i wplatam palce w jego włosy. On w odpowiedzi chwyta mnie przez tunikę moje piersi i masuje je delikatnie. Zsuwa dłoń niżej, ku mojej kobiecości i zaczyna masować moją łechtaczkę. Każe rozstawić mi nogi szerzej. Dyszę i odchylam głowę uderzając w jego klatkę piersiową.
-Och, Brayan! - znowu jęczę i zaczynam poruszać rytmicznie biodrami, by dopasować się do ruchów jego dłoni.
-Jesteś taka mokra i gotowa, cholernie mnie to podnieca - mówi i zatapia we mnie jeden palec.
-Boże! - zaciskam oczy i próbuje opanować uczucie drżenia nóg. Brayan trzyma mnie delikatnie w pasie i napiera na mnie swoją twardą męskością. Zatacza we mnie kółka, a kciukiem pieści łechtaczkę. Czuję jak orgazm zbliża się wielkimi krokami. Słyszę jednak kroki za ścianą i rozpraszam się.
-Spokojnie, nikt nas nie słyszy -  całuje mnie w szyję i opuszcza swoje spodnie wraz z bokserkami, uwalniając swojego penisa. Nogami rozsuwa moje uda jeszcze szerzej - Rozluźnij się, skarbie - szepcze i rozprowadza główką moją wilgoć. Ta pieszczota wywołuje u mnie dreszcze. Opieram dłonie o ścianę i wypycham pupę w jego kierunku. Brayan łapie mnie za biodra, a jedną dłonią podpiera mnie  na wysokości piersi. Wsuwa się we mnie powoli, wypełniając milimetr po milimetrze.
-Ochhhh! - jęczę czując, że dosłownie za sekundę dojdę. Nagle pcha mocno i do samego końca, a ja od razu szczytuję. Zaciskam pięści i krzyczę głośno tak, że Brayan zasłania mi usta dłonią. Nogi mi drżą i gdyby nie to, że mnie trzyma, to upadłabym na kolana. Zaczyna się poruszać... rytmicznie, powoli, delektując się każdym pchnięciem. Mruczy mi do ucha.
-Tak mi w tobie dobrze, skarbie - całuje mnie po uchu i przygryza je delikatnie. Przyciąga mnie bliżej siebie tak, że prawie nie dotykam podłogi. Nabija mnie na siebie coraz mocniej i szybciej. Chcę zacisnąć uda ale w tym momencie, to on wszystko kontroluje. Czuję znowu te cudowne skurcze, to cudowne wzbierające uczucie w samym dole brzucha.
-Mocniej, mocniej... -  szepczę dążąc do kolejnego orgazmu. Brayan robi to co proszę i  zaczyna poruszać się jeszcze szybciej, mocniej - Boże! - krzyczę, gdy dociska mnie do ściany i wbija się jeszcze głębiej, doprowadzając mnie tym samym do obłędu. Gdy czuję, że za chwile wybuchnę nagle ktoś wchodzi do garażu drzwiami których wcześniej nie widziałam.
-O kurwa, sorry Brayan! - bąka zaskoczony i zaszokowany mężczyzna, jednak nie wychodzi i gapi się na nas. Robię się momentalnie czerwona. Płonę we wstydu i odpycham Brayana by mnie puścił. Obciągam tunikę niżej by zasłonić gołą pupę i pośpiesznie zbieram z podłogi leginsy i majtki.
-Mówiłem żeby nam nie przeszkadzać! Wypierdalaj stąd, Sam! - wrzeszczy wkurzony Brayan. Chłopak wychodzi z głupim uśmieszkiem na ustach, a ja naciągam szybko majtki i leginsy.
-Boże! Brayan! - piszczę zażenowana.
-Daj spokój, nic nie wiedział - poprawia spodnie i nerwowo przeczesuje włosy palcami.
-Jak nic nie widział? Właśnie nas nakrył! Kurwa mać! - krzyczę na niego.
-Oj już, cicho - podchodzi i chce mnie przytulić.
-Wracamy do domu! Nie życzę sobie więcej takich sytuacji.
-Nie dokończymy? - pyta całkiem serio, ale jestem na niego taka zła, że straciłam kompletnie ochotę na cokolwiek. Nawet na orgazm.
-No wybacz, ale straciłam chęci - wygładzam tunikę i poprawiam włosy. Jest mi cholernie niezręcznie.
-Przepraszam… -  mówi skruszony i razem wychodzimy z garażu. Idę w stronę samochodu, ale widząc chłopaka, który nas widział, znowu robię się czerwona. Wsiadam pośpiesznie do auta, a Brayan podchodzi. Zsuwam się na siedzeniu, tak by mnie nie widzieli i patrzę na nich ukradkiem. Rozmawiają jakby się dobrze znali. Przecież się znają idiotko! Brayan znał jego imię! Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. W pewnym momencie wybuchają śmiechem, a ja mam wrażenie, że ze mnie. Zapinam pas i zsuwam się na siedzeniu jeszcze niżej. Czuję się zażenowana i obnażona. Przypomina mi się sytuacja kiedy Gordon nakrył nas w kuchni w domu w New Jersey. Czułam się wtedy dokładnie tak samo. Zamykam oczy i próbuję się nie rozpłakać. Wiem, że hormony we mnie buzują, ale to naprawdę straszne, a w dodatku znowu myślę o Ericku. Wzdycham głęboko i włączam radio. Brayan wraca po chwili. Jest ewidentnie ubawiony.
-No już, się nie gniewaj! - dotyka mojego kolana i gładzi je delikatnie.
-Nie gniewam się, po prostu czuję się jak idiotka! - warczę i zapinam pas - Jedźmy już, proszę - patrzy na mnie i nic więcej nie mówiąc włącza silnik. Całą drogę się nie odzywam. Chyba muszę to sama w sobie przetrawić. Czuję jak w torbie wibruje mi telefon więc spoglądam i widzę, że to Kim. Nie mam jednak ochoty z nią teraz rozmawiać.
-Nie odbierasz? - pyta Brayan widząc jej zdjęcie na wyświetlaczu mojego telefonu.
-Później oddzwonię - odpowiadam i wrzucam telefon z powrotem do torby.
-Co będziemy robić w domu? - zmienia temat.
-Jestem zmęczona, z chęcią się położę i zrelaksuję -  wzdycham i spoglądam na niego. Lubię patrzeć jak prowadzi auto, jest wtedy skupiony i taki seksowny.
-Obejrzymy jakiś film i zrobię ci masaż… - zerka na mnie i uśmiecha się uwodzicielsko.
-Brzmi kusząco.
-Podjedziemy do wypożyczalni i coś wybierzemy - dodaje i skręca zmieniając trasę. 

Wypożyczalnia mieści się niedaleko mieszkania Brayana, a jej właścicielem jest oczywiście jego kolega, Diego. Brayan przedstawia mnie jemu jako swoją kobietę. Widząc mój brzuszek Diego uśmiecha się dziwnie. Zostawiam ich samych i idę w alejki pełne filmów, by wybrać coś na wieczór. Decyduje się w końcu na „Spring Brakers”, nie widziałam tego jeszcze i mam nadzieje, że Brayan też nie. Przeglądam inne tytuły i wybieram jeszcze komedię z Adamem Sandlerem. Wracam do chłopaków.
-Wybrałaś coś, mała? - pyta Brayan spoglądając na mnie z szerokim uśmiechem
-Tak - odpowiadam machając dwoma pudełkami filmów na blue-ray.
-”Spring Brakers”, naprawdę fajny. Polecam -  wtrąca Diego i znowu spogląda na mój brzuszek - Który miesiąc? - pyta ciekawy.
-Prawie osiemnasty tydzień - odpowiadam z uśmiechem.
-Niewielki masz brzuszek, moja żona w tym samym tygodniu była dużo większa, ale to pewnie ze względu, że ciąża była bliźniacza - stwierdza.
-Ja sobie nie wyobrażam jak poradzę sobie z jednym, a co mówić z dwójką na raz -  śmieję się cicho i kładę filmy na ladzie.
-Poradzimy sobie - Brayan podchodzi do mnie i całuje w czoło.
-Na kiedy masz termin? - dopytuje Diego.
-Na końcówkę maja - rozmawiamy jeszcze chwilę. Diego opowiada o swoich dzieciach, które mają już ponad roczek. To chłopczyk i dziewczynka. Oczy mu błyszczą, gdy o nich mówi. To takie słodkie. Jest pewnie w wieku Brayana, może niewiele starszy. Widać ,że kocha swoją rodzinę. Brayan podekscytowany zwierza się Diegowi, że jutro w końcu zobaczy Vincenta. Odchodzę na bok, bo znowu dzwoni moja komórka, to Kim. Cholera! Może coś się stało skoro tak wydzwania? Postanawiam odebrać.
-Halo.
-Zgadnij kto u mnie był! -  piszczy szybko, jest zdenerwowana.
-No, a kto mógł być? Pewnie Erick - wywracam oczami - Czego chciał?
-Nie, nie Erick! Był u mnie ten doktorek, Filip, czy jak mu tam... – wyjaśnia, a mi cała krew odpływa z twarzy. Momentalnie robię się blada i podpieram się ręką o ścianę. O cholera!
-I? - pytam przełykając gulę w gardle.
-Wypytywał o ciebie, chciał twój adres i numer telefonu. Nie wiem cholera, ale on chyba wie! -Dobija mnie dalej! Co dokładnie mówił? - zerkam na Brayana, a on widząc moją minę kiwa pytająco czy wszystko dobrze. Wymuszam blady uśmiech i odchodzę kawałek dalej.
-Przyjechał dziś rano. Akurat Rob był u rodziców z Evą, a ja sprzątałam  -  Kim zaczyna swoją opowieść.
-Kim do rzeczy! Co mówił!? -  warczę zdenerwowana.
-No chciał bym dała na ciebie namiary, ale nie wiem o co mu chodziło? Wie, że nie jesteście razem z Erickiem więc możliwe, że o to?
-Dałaś mu mój adres? - pytam przerażona.

7 komentarzy:

  1. podejrzewam, że nawet gdy Erick i Filip dowiedzą się o dziecku Meg i tak zostanie z Brayanem... mam nadzieję, że się mylę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chcę żeby Meg została z Brianem, chyba jako jedyna Hahah

      Usuń
    2. Meg MISI zostać z Brayanem!! ;-;

      Usuń
    3. Nie ty jedna. Dla mnie postać Ericka w ogóle nie jest pociągająca. Nie wiem kto chciałby być z człowiekiem który ogranicza wolność.
      K.

      Usuń
  2. No to się zaczyna! Będzie gorąco! Zdrajca jeden, czego on chce! Czuję że nieźle namiesza ten doktorek od siedmiu boleści

    OdpowiedzUsuń
  3. No to się zaczyna! Będzie gorąco! Zdrajca jeden, czego on chce! Czuję że nieźle namiesza ten doktorek od siedmiu boleści

    OdpowiedzUsuń
  4. Tęskno mi za Erickiem a Brayan niech sobie Polę bierze! :)

    OdpowiedzUsuń