Premiera już w lipcu!

sobota, 26 września 2015

Rozdział 93


-Oszalałaś?! Oczywiście, że nie! – piszczy, a ja oddycham z ulgą - Powiedziałam mu, że nie życzę sobie by nas nachodził, że skoro się z nim nie kontaktujesz, to znaczy, że nie masz ochoty  nim rozmawiać i wyprosiłam go.
-Dzięki siostro i przepraszam - mówię cicho.
-Nie przepraszaj, to nie twoja wina, że on jest jakiś nawiedzony. Wyglądał jakby chlał od tygodni, wściekł się jak mu odmówiłam, ale na szczęście akurat wrócił Rob.
-Naprawdę myślisz, że on wie? – pytam, a moje serce zamiera w oczekiwaniu na odpowiedź.
-Już sama nie wiem, bo niby skąd? Ale z drugiej strony po co by cię szukał?
-Może myśli, że skoro nie jestem z Erickiem, to będę z nim... -  odpowiadam wzdrygając się na tą myśl.
-Popieprzony zbok i tyle! Powinien mu ktoś mordę obić za to co zrobił – stwierdza Kim, a ja śmieje się cicho.
-Dostał od Toma, od Ericka zapewne też.
-To i tak za mało, ale dobra już się nie denerwuj. Na pewno chodziło mu o coś innego niż o ciążę - uspokaja mnie -  Jak ty się czujesz?
-No dziś akurat nie najlepiej. Zaczynają boleć mnie plecy i w ogóle jestem taka ociężała -  wzdycham.
-Nie chce cię martwić, ale będzie coraz gorzej. Pamiętasz jak mi puchły kostki? -  Kim chichocze cicho.
-Pamiętam. A jak Eva?
-Zdrowa, ale jest taka niedobra. Rodzice ją rozpieścili jak nas nie było i teraz nie daje nam spać po nocach i krzyczy jak jej się czegoś nie da - odpowiada zirytowana.
-Dziadkowie rozpieścili.
-Nic mi nie mów, tak się wkurzyłam. Jest strasznie niedobra, ciągnie mnie za włosy i domaga się krzykiem. Wczoraj jak wróciliśmy, to obrzygała Roba na dzień dobry! -  mówi i obie zaczynamy się śmiać.
-Kim muszę kończyć. Zadzwonię niedługo.
-Wyślę ci zdjęcia z Dubaju. Jeśli chcesz oczywiście.
-Wyślij. Do usłyszenia.
-Buziaki. Pozdrów Brayana.
-Pa.
-Pa, Meg - rozłączam się i opieram plecami o regał pełen filmów. Wzdycham głęboko. Czego on chciał? Jeśli faktycznie wie o ciąży, to jestem w czarnej dupie. Na tą myśl jestem przerażona. Brayan podchodzi do mnie przyglądając się uważnie.
-Z kim rozmawiałaś? - pyta badawczo.
-Z Kim - odpowiadam zdawkowo. Stwierdzam, że nie będę mu mówiła, że Filip ją odwiedził.
-Wszystko w porządku? Jakaś blada jesteś - obejmuje mnie czule.
-Wracajmy do domu, jestem zmęczona - uśmiecham się i wtulam głowę w jego pierś. Płacimy za filmy i wracamy do mieszkania. Jest wczesny wieczór. Przebieram się w wygodny i luźny dres. Chyba muszę kupić jakieś ubrania dla kobiet w ciąży, szczególnie spodnie z gumką na brzuszek i wygodny biustonosz. Brayan włącza film i układa się wygodnie na kanapie.
-Chodź do mnie! - uśmiecha się słodko. Kładę się obok i zakładam nogi na zagłówek.
-O niczym innym nie marzyłam - całuję jego dłoń, którą splótł z moją.
-Na pewno nie chcesz jutro jechać ze mną do Vincenta? - pyta niepewnie.
-Na pewno -  odpowiadam i kładę się na boku by widzieć telewizor. 

Film jest całkiem niezły, ale spodziewałam się kompletnie czegoś innego. Robimy sobie dłuższy  seans i włączamy też komedię, na której zasypiam. Nie z nudów, ze zmęczenia. Brayan budzi mnie delikatnie i przenosi do sypialni.
-Ale jesteś ciężka! -  droczy się ze mną.
-Spadaj. Musisz się przyzwyczaić, bo lżejsza nie będę w najbliższym czasie - odpowiadam robiąc obrażoną minę. Brayan śmieje się zając do zrozumienia, że żartował. Kładzie mnie i przykrywa - A ty? - pytam widząc, że nie ma zamiaru do mnie dołączyć.
-Muszę zrobić korekty faktur na laptopie, przyjdę do ciebie niedługo -  całuje mnie w czoło - Dobranoc, skarbie.
-Dobranoc - uśmiecham się i wtulam w poduszkę. Nie mija chwila, a ja już śpię.

Niedziela,  5 stycznia

Brayan stroi się właśnie na spotkanie z Polą i Vincentem. Stwarzam pozory, że mnie to nie obchodzi ale w środku aż mnie skręca. Założył swoje najlepsze spodnie, koszule, sweter w serek. No cholera! Wypachnił się perfumami, że zapach niesie się po całym mieszkaniuw, a ja siedzę taka nieogarnięta, w piżamie na kanapie i udaję, że oglądam niedzielny program śniadaniowy.
-Może być? - pyta stając przede mną w całej krasie. Spoglądam na niego starając się, by wyglądało to jak najbardziej beznamiętnie. 
-Koszula i eleganckie spodnie są idealne do zabawy z małym dzieckiem - odpowiadam złośliwie i tak samo złośliwie się uśmiecham. To silniejsze ode mnie.
-Cholera masz rację. Przebiorę się - patrzy na mnie pytająco.
-Jak chcesz. Masz coś dla małego?
-Kupię po drodze! -  odpowiada i znika w sypialni. Siedzę i drapię się po głowie. Cholera, ja jestem o niego zazdrosna, ale to chyba dobrze? Denerwuję się, bo nie mam pojęcia czego mam się spodziewać. Brayan mówił, że niby jej nigdy nie kochał, jednak ja mam obawy. To w końcu matka jego syna i  już zawsze będzie z nią związany. Podgłaszam program słysząc informację o kolejnej strzelaninie w Stanach. Przerażają mnie takie wiadomości. Jak pomyślę, że mój syn kiedyś będzie musiał iść do szkoły, do której może wejść jakiś szaleniec, to wszystko w środku mnie się zaciska.
-A tak? - Brayan wychodzi z sypialni. Przebrany jest w jeansy, koszulkę i rozpinany sweterek.
-Brayan, we wszystkim wyglądasz dobrze. Dla Vincenta to bez różnicy -  uśmiecham się.
-Chcę wyglądać odpowiedzialnie i dojrzale - stwierdza.
-Zachowuj się tak i to wystarczy! - wstaje i podchodzę do niego - Będziecie tylko we troje?
-Nie wiem, to mieszkanie jej siostry. Myślisz ,że powinienem kupić jej kwiaty? -  pyta, a ja patrzę na niego zaskoczona.
-Yyyy...nie wiem -  odpowiadam i znowu czuję to ukłucie zazdrości.
-Żartowałem, głuptasie! - śmieje się i całuje mnie namiętnie w usta -  Jadę tam do syna, nie do niej - dodaje jakby czytał w moich myślach. Jego słowa nieco mnie uspokajają. Mimo tego iż wiem, że jest... że był kobieciarzem, ufam mu. Nie wiem dlaczego, po prostu mu ufam. 

Kilka minut przed jedenastą schodzi na dół do samochodu, a ja spoglądam przez okno w kuchni i patrzę jak odjeżdża. Czuje ogromną pustkę i  kompletnie tego nie rozumiem. Przecież za kilka godzin go zobaczę. Żeby nie myśleć o głupotach biorę laptopa i zaczynam szukać mebli do naszego domu. Znając życie skończy się na odwiedzinach w IKEI, bo nie znam się na urządzaniu wnętrz. W sumie nawet nie mam pojęcia jak chcę go urządzić. Nie sądziłam, że w wieku 24 lat będę miała własny dom, a nawet dwa domy. Muszę pomyśleć co zrobić z domem od rodziców. Najlepiej byłoby go po prostu wynająć, bo sprzedawać mi szkoda. Nawet nie wiem jak wygląda ten dom? Muszę to wszystko załatwić przy okazji, jak  odwiedzę ich jeszcze przed porodem. 

Przeglądając sklepy intenretowe spodobał mi się duży drewniany stół do kuchni. Nie znam dokładnie wymiarów, ale na oko powinien się zmieścić. Można go rozłożyć i pomieści wtedy nawet dwanaście osób. Myśląc o sypialni przypominam sobie o tym, że Erick miał mi dać namiary na osobę, która wykonywała dla niego łóżka na specjalne zamówienie. Naprawdę są tak wygodne, że chciałabym takie w swojej sypialni. Może poproszę Kim by go zapytała o kontakt? Nie chcę się odzywać i rozdrapywać ran. 

Po południu dzwoni do mnie tata, tak sobie pogadać. Rozmowy z nim zawsze mnie relaksują. Przy okazji mówię, że Brayan jest u Vincenta. Tata zawsze wyczuwa, że coś jest nie tak. Pociesza mnie i uspokaja, że nie mam się czego obawiać. Opowiadam mu dokładnie dlaczego wróciliśmy wcześniej z Dubaju, a on totalnie zaskakuje mnie mówiąc, że dobrze zrobiłam. Wiem, że lubi Ericka, ale szanuje także moją decyzję. Brayan od pierwszej chwili zawładnął sercem mojej rodziny i może dlatego tata jest spokojniejszy. Mówię też, że jak tylko się urządzimy, to mają nas koniecznie odwiedzić. Oczywiście to temat do dyskusji, bo wiem, że nie mogą sobie pozwolić na urlop w każdej chwili. Kończę rozmowę, gdy widzę, że moja komórka zaraz się rozładuje. Podłączam ją pod ładowarkę i odgrzewam sobie obiad, który dostaliśmy na wynos od mamy Brayana. Siedzę na kanapie z talerzem pełnym jedzenie i słyszę jak dostaję esemesa. Nie chce mi się podnieść więc robię to dopiero jak zjadam wszystko co sobie nałożyłam. Wstawiając talerz do zlewu podchodzę do telefonu.

„Myślę o Tobie cały czas. Kocham Cię”

To Brayan. Uśmiecham się czytając wiadomość. Świadomość, że myśli o mnie na pewno dodatkowo mnie uspokaja. Ciekawa jestem jak przebiega spotkanie? Skoro pisze to znaczy, że nie jest najgorzej. Może Pola faktycznie chce dobrze dla Vincenta i chodzi jej tylko o dobro syna?

„Ja też o Tobie myślę. Wracaj szybko i ostrożnie”

Odpisuję i odkładam telefon. Jednak po chwili słyszę dźwięk kolejnej wiadomości. Spoglądam. Tym razem to ememes. Na zdjęciu widać Vincenta na rękach u Brayana. Oboje się uśmiechają. Nie mogę się napatrzeć jak mały jest do niego podobny. Są słodcy. Widząc Brayana tak uśmiechniętego, serce mi się raduje. Może faktycznie wszystko się ułoży. Wiem jak bardzo go kocha, wiem jak chce odzyskać prawa i być prawdziwym ojcem i będę go w tym wspierać jak tylko mogę. 

Mam doskonały humor. Rozmowa z tatą i jeden ememes odpędziły ode mnie złe myśli. Postanawiam zrobić sobie domowy salon piękności i  nakładam sobie maseczkę oraz  robię manicure i pedicure. Choć nie przychodzi mi to łatwo, bo brzuszek zaczyna ograniczać moje ruchy. W międzyczasie dzwoni Tom, by pochwalić się, że przeprosił Alex i wszystko wróciło do normy. Chcą wpaść do nas w tygodniu. Tom mówi także, że Alex najpewniej wprowadzi się do Hooków i zajmie mój pokój. Opowiadam mu, że Filip mnie szukał. Proszę też by nie mówił Brayanowi, bo ten niepotrzebnie  tylko się wkurzy. Tom bardzo się zdenerwował i nie pozostawia na Filipie suchej nitki. Przypomina mi jak mu przypieprzył i stwierdza, że żałuje, że go bardziej nie pokiereszował. Gadamy dobre pół godziny, aż przerywa nam Alex, która chyba zaczęła dobierać się do Toma. Kończę pośpiesznie słysząc dziwne odgłosy. Chryste Panie, co za napaleńcy. 

Sprawdzam pocztę, bo Kim wysłała mi zdjęcia z Dubaju. Na szczęście nie są tak „drastyczne” jak w aparacie Toma. Trochę z plaży, jest też kilka zdjęć z kolacji na dachu, większość jest jednak z balu. Ustawiam sobie na tapetę to, na którym wszyscy jesteśmy na plaży. Zrobił je ochroniarz. Nasze uśmiechnięte buzie, w dłoniach drinki, woda, piasek, ja w objęciach Brayana. Wzdycham. Trudno mi uwierzyć, że to było tylko tydzień temu. Faktycznie od tamtej pory mój brzuch, jak to określił Tom, „nieźle wywalił”. Kładę odruchowo na nim dłoń i czuję jak mały podskakuje.

Koło szóstej wraca Brayan. Widzę akurat przez okno jak podjeżdża pod blok, ponieważ wyrabiam ciasto na słodkie bułeczki. Stoję w fartuszku oprószona mąką, gdy wchodzi do domu.
-Cześć, mała! - Rrzuca od progu. Po głosie słychać, że jest zadowolony.
-Hej! -  odwracam się i uśmiecham - Jak było? - podchodzi do mnie i obejmuje mimo tego iż jestem brudna.
-Mój syn jest zajebisty! - stwierdza i obraca się ze mną wokół własnej osi, oboje się śmiejemy.
-Widziałam zdjęcia, jest taki do ciebie podobny - chwytam jego twarz w dłonie.
-Od razu mnie poznał. Pola pokazywała mu cały czas moje zdjęcia. Jest taki mądry i niczego się nie boi. Boże, jestem taki szczęśliwy! - widzę jak oczy mu błyszczą, to łzy szczęścia.
-Tak bardzo się cieszę. Ustaliliście coś? - stawia mnie w końcu na podłodze.
-Pola wraca do Londynu na stałe, dostała tutaj pracę. Powiedziała, że na razie będę się z nim widywał  w jej obecności, a potem pomyślimy o sprawach formalnych -  siadamy przy stole w kuchni, Brayan aż cały chodzi z emocji.
-A jak Pola? Nie ma złych intencji? - pytam niepewnie.
-Ma faceta, to on ją przekonał  by się ze mną skontaktowała. Poznałem go dziś. Jest od niej chyba z dziesięć lat starszy i ma kasę, ale wydaje się spoko -  oddycham z ulgą, bo właśnie coś takiego chciałam usłyszeć.
-No widzisz! - wstaję i wpycham mu się na kolana – Mówiłam, że będzie dobrze! - całuje go w czoło.
-Oj mała, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Jeszcze mogę to wszystko nadrobić. Vin mówi do mnie tato, myślałem, że się popłaczę. Nie wiedziałem, że Pola pokazywała mu moje zdjęcia. Zmieniła się, wydoroślała i chyba zrozumiała wiele spraw, tak samo jak ja.
-Powiedziałeś jej o nas? - pytam ciekawa.
-Oczywiście że tak i pytała dlaczego nie przyjechałaś - uśmiecha się w odpowiedzi.
-O ciąży też?
-Nie, tego akurat nie mówiłem. To nie jej sprawa.
-To dobrze, im mniej osób wie tym lepiej - obejmuje go mocno i patrzę zachęcająco. Nadal jestem napalona po tym co słyszałam przez słuchawkę podczas rozmowy z Tomem -  Chodźmy pod prysznic -  szepczę mu do ucha i nie muszę czekać długo na reakcję. Wstaje i prowadzi mnie tam od razu. Odkręca wodę i ściąga ze mnie ten mało seksowny dres, siebie także pośpiesznie pozbywa ubrań. Wchodzimy razem pod strumień ciepłej wody.
-Stęskniłam się za tobą -  szepczę rozpalona widokiem jego nagiego ciała.
 -Ja za tobą też, skarbie - całuje mnie namiętnie i bierze w objęcia. Od razu czuję jego twardą męskość napierającą na mój brzuch. Jego dłonie błądzą po moim ciele, a ja wiję się w słodkich pieszczotach.
 -Och, Brayan! - jęczę gdy zaczyna pieścić moje piersi. W odpowiedzi chwytam delikatnie jego penisa w dłoń. Brayan wciąga powietrze i przymyka oczy. Zsuwa dłoń niżej do mojej kobiecości.
-Uwielbiam twoją cipkę - przygryza mi ucho i wsuwa we mnie palec. Jęczę ponownie i ocieram pośladkami o jego penisa, dalej pieszcząc go dłonią. Brayan mruczy i przypiera mnie do ścianki prysznica rozsuwając moje nogi. Kuca i zaczyna całować moje uda, coraz wyżej, prosto do mojej cipki. Muska nosem płatki i w wsuwa w nie język.
-Boże! - zapieram się dłońmi o ściankę, by się nie przewrócić. Zaczyna pieścić mnie intensywnie. Ssie, całuje i stymuluje dodatkowo łechtaczkę palcem. Czuję, że zaraz eksploduje, więc chwytam go za mokre włosy i odchylam głowę - Achhh! - krzyczę.
-Jesteś taka smaczna - uśmiecha się i spogląda na mnie z dołu. Przyśpiesza, a ja momentalnie dochodzę. Brayan wstaje i podtrzymuje mnie. Cała drżę i wije się w konwulsjach, a rozkosz rozlewa się po moim ciele. Odwraca mnie i wbija się we mnie szybko, cały, do końca. Jestem taka mokra i rozluźniona, że przyjmuje go w całości jęcząc z rozkoszy. Staję na palcach by było nam wygodniej. Brayan obejmuje mnie w pasie i podtrzymuje za pupę. O tak! Jęczy gdy poruszam biodrami w jego rytm, nasze ciała połączyły się w jedność. Wypełnia mnie raz za razem, stymulując to miejsce które sprawia, że czuję kolejny nadciągający orgazm. Całuje mnie po szyi i podgryza ją delikatnie.
-Och tak, tak!- zamykam oczy i próbuje to opanować -  Szybciej! Mocniej! - mówię chwytając go za pośladki i dociskam do siebie. Zaczyna poruszać się tak jak chciałam.. tak mocno, że czuję delikatny, rozkoszny ból. Wiem, że Brayan lubi taki seks, ja chyba też lubię.
-Kocham cię, mała! - jęczy i dochodzi we mnie w tym samym momencie, gdy ja zaczynam ponownie szczytować. Zaciskam się wokół niego mocno i intensywnie, oboje drżymy. Brayan trzyma mnie kurczowo, wie, że jeśli mnie puści to upadnę - Zawsze będziesz  tylko ty. Nigdy więcej żadnej innej -  szepcze i wysuwa się ze mnie powoli. Staję delikatnie na własnych nogach -  O Boże, Meg! - mówi nagle z przerażeniem patrząc na moje uda. Spoglądam w dół  i widzę jak ciekną po nich stróżki krwi.
-O nie! Nie... - wychodzimy pośpiesznie spod prysznica, owijam się ręcznikiem i idę do sypialni.
- Meg, musimy jechać do szpitala! - Bryan krzyczy w panice. 
-Poczekaj, to tylko krew. Nie czuję żadnych skurczy - siadam na łóżku i dotykam brzucha, czuje jak mały się rusza.
-To nie jest normalne! - klęka obok mnie, prawie płacze.
-Spokojnie -  dotykam jego twarzy -  Nic mi nie jest. Po prostu pewnie za mocno się kochaliśmy. To tak jak krew z nosa, naczynia są teraz bardzo cienkie i  to może się zdarzać - uspokajam go.
-Nie mogę was stracić - wtula głowę w moje uda - Tak bardzo was kocham - dodaje i zaczyna płakać.
-Skarbie, uspokój się. Naprawdę wszystko jest dobrze - gładzę go po włosach i nie wiem jak mam go uspokoić. 
-Skąd wiesz ze wszystko jest w porządku? Krew, to nie jest normalne - pyta udręczony.
-Poroniłam już kiedyś, Brayan. Wtedy było zupełnie inaczej. Nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży, to było po wypadku – wyznaję, a on patrzy na mnie zaskoczony.
-Byłaś w ciąży?
-Tak, ale nawet o tym nie wiedziałam. Podobno dziecko i tak nie miało szans, bo dostawałam silne środki i leki, jeśli by się urodziło mogłoby być bardzo chore. Poroniłam w szóstym tygodniu -  wyjaśniam ze smutkiem w głosie.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? - nadal słychać udrękę w jego głosie. .
-Nie wiem? Nie lubię o tym mówić, bo dla mnie to był ogromny szok. W ciągu kilku dni dowiedziałam się, że byłam w śpiączce przez kilka tygodni, że zostałam zgwałcona i pobita  prawie na śmierć i że poroniłam... - łzy napływają mi do oczu.
-Tym bardziej powinniśmy to sprawdzić, może coś jest nie tak… - Brayan dotyka mojego policzka. Biorę jego dłoń i kładę na brzuchu, a mały znowu podskakuje.
-Czujesz? - patrzę mu w oczy - Wszystko jest dobrze. Mały bryka i każe ci się uspokoić... tatusiu. - uśmiecham się delikatnie.
-Czuję, czuję... - odpowiada cicho i wtula się we mnie mocno. Kładziemy się razem, nadzy do łóżka. Nie wiem dlaczego ale mam pewność, że to nic groźnego. Po prostu to wiem.

Środa,  8 stycznia
                             
Wchodzimy właśnie do IKEI. Wczoraj spotkaliśmy się ze znajomym ojczyma Brayana, który zaprojektuje i wykona dla nas kuchnie. Nie wiedziałam, że wybór blatów, klamek, szafek, uchwytów to coś cholernie nie w moim stylu. Gdy pokazał nam katalog z kolorami, rodzajami drewna i wszystkimi detalami, to myślałam, że oszaleje. Na szczęście Brayan jest bardziej zdecydowany niż ja. Wybraliśmy więc jasne piaskowo-kremowe szafki oraz ciemne granitowe blaty dla kontrastu. Kuchnia będzie jasna i przestronna, postanowiliśmy wyburzyć jedną ściankę i zrobić barek. W niedziele, gdy Brayan poprosił Louisa na stronę chodziło o to by pożyczył mu pieniądze na wykończenie domu. Brayan nie chce brać kredytu i zobowiązał się zapłacić za wszystko, oczywiście się nie zgodziłam i będziemy kupować wszystko wspólnie i po połowie. Dzięki temu, że Louis spuścił z ceny jakoś damy radę się umeblować. Dziś mamy wybierać meble do łazienki i salonu.
-Ja już sama nie wiem, która ci się bardziej podoba? - siedzę na jednej z trzech kanap, które nam się spodobały i kompletnie nie mam pojęcia którą wybrać.
-Mi pasuje ta kremowa, ale nie wiem czy to odpowiedni kolor. Zaraz się ubrudzi przy Adamie i Vincencie - Brayan stoi nade mną i rozgląda się.
-To kupmy tą z pokryciem z tkaniny, można je zdejmować i prać.
-No to już wiadomo, bierzemy tą -  podchodzi i dotyka narożnej sofy z leżanką, jest koloru miodowo-musztardowego z elementami brązu. Będzie pasowała do kolorów w kuchni.
-Zapisz to tam na tej czarodziejskiej karteczce -  podaje mu ołówek i wstaje. Musimy zrobić listę produktów i potem iść z nią do kogoś z obsługi by skompletować zamówienie. Dobieramy do sofy tego niski stolik na kółeczkach z ciemnego drewna. Trzeba też pomyśleć o czymś na telewizor i cały sprzęt RTV. Nie chce mieć w salonie żadnych szaf z ubraniami, ma być prosto i minimalistycznie. Nie lubię sprzątać i im  mniej  będę miała powierzchni do wycierania z kurzu, tym lepiej.

-Nie mamy takiego telewizora żeby go tu wstawić! - protestuję, bo Brayan uparł się na całą modułową szafką pod sprzęt RTV. Pomieści jakiś ogromny telewizor, a ten w mieszkaniu Brayana ma chyba 32 cale.
-To kupimy większy -  uśmiecha się zadziornie i zapisuje produkt na liście.
-Chyba zwariowałeś! Telewizor nie jest najpotrzebniejszym wydatkiem. Słyszałeś ile będzie kosztowała kuchnia i nie ma co wydawać pieniędzy na głupoty -  krzyżuję dłonie na piersi i robię wkurzoną minę.
-Daj spokój, starczy nam na wszystko. Zobaczysz - podchodzi i obejmuje mnie lekko. Jesteśmy tu już drugą godzinę i zaczynam być zmęczona. Chodzę z rozpiętą kurtką, bo mi gorąco i jestem   głodna.
-Chciałabym takie specjalnie łóżko do sypialni, na pewno będzie strasznie drogie… -  mówię patrząc na niego niepewnie. Nie mówiłam mu wcześniej o tym pomyśle.
-Jakie łóżko? Tu jest dużo łóżek - odpowiada pokazując na kolejny dział przed nami. No tak! Przecież to takie proste.
-Ale ja bym chciała takie specjalne, wygodne. One są robione tylko na zamówienie -  uśmiecham się słodko.
-Gdzie takie widziałaś? - patrzy na mnie badawczo.
-No, yyy....eee.... u Ericka -  bąkam.
-Aha -  mruczy cicho i chyba o czymś myśli - No faktycznie było wygodne -  dodaje po chwili i się uśmiecha.
-Nawet pytałam go o to w Dubaju, ale nie wzięłam żadnego namiaru na tą firmę. Myślałam żeby Kim go zapytała.
-Nie możesz sama zadzwonić? To trochę dziecinne, Meg. Przecież jesteście dorośli, daj już spokój… -  gani mnie i robi niewyraźną minę.
-No i co mu powiem? Cześć, daj mi numer, bo urządzam sobie gniazdko z Brayanem, po tym jak kazałam ci się odpierdolić? - krzywię się wypowiadając te słowa.
-To ja zadzwonię, do mnie chyba nie ma żadnych pretensji - odpowiada jakby to wszystko naprawdę było takie proste.
-No jak chcesz -  poddaje się -  Chodźmy już, bo  jestem głodna - dodaję i chwytam go za dłoń.
-Oj, mała. - Brayan wzdycha i uśmiecha się. Czuję się przy nim naprawdę dobrze, bezpiecznie. Widzę jak się stara, widzę jak nas kocha. Ściska mnie czasami na myśl, że nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła to odwzajemnić. Jest dla mnie ważny, chcę z nim być  jednak nie wiem, czy będę mogła kiedyś go pokochać. Nie będę oszukiwać samej siebie wmawiając sobie, że nie kocham Ericka. Kocham go. Nadal. Był moim pierwszym prawdziwym facetem, oddałam mu całe swoje serce. Wszyscy mi powtarzają, że to kwestia czas i zapomnę o nim Chciałabym by mieli rację. Chcę, potrzebuję o nim zapomnieć i normalnie żyć. Erick śni się po nocach, myślę o nim codziennie. Wiem, że Brayan stara się to tolerować, ale na pewno też nie jest mu łatwo. Teraz na szczęście sprawa z Vincentem idzie w dobrym kierunku, więc to dodatkowo go cieszy i może nie myśli tak często o naszej skomplikowanej sytuacji. Wczoraj znowu u niego był, wrócił cały szczęśliwy.

Idziemy do Ikeiowej restauracji na obiad. Jest środa więc nie ma tłumów. Zamawiamy dwa zestawy i idziemy usiąść. Dziś czuję się troszkę lepiej, ale nadal bolą mnie plecy.
-To co, zadzwonię do niego? - pyta Brayan, gdy kończymy jeść.
-Teraz? - patrzę zaskoczona.
-Im szybciej tym lepiej. Na takie łóżko na pewno trzeba długo czekać.
-W sumie racja - kiwam głową i kończę swój obiad. Brayan wyjmuje telefon i wybiera numer Ericka. Bierze go na głośnik.
-Erick Evans - ten odbiera oficjalnie tym swoim poważnym tonem, a na sam dźwięk jego głosu robi mi się gorąco.
-Cześć Ericku, z tej strony Brayan Green.
-Witaj Brayanie, nie wyświetlił mi się twój numer - głos mu łagodnieje - Stało się coś? - dodaje poważnie.
-Nie, nic się nie stało. Chciałem cię tylko poprosić o namiar na firmę, która wykonywała dla ciebie łóżka na zamówienie. Meg wspominała, że rozmawiała z tobą na ten temat -  mówi Brayan patrząc na mnie i dotyka mojej dłoni. Na pewno wie, że nie jest mi łatwo.
-Tak, rozmawialiśmy o tym. Nie zdążyłem jednak  dać  jej namiarów, bo wyjechaliście, a potem kazała mi się... - robi przerwę - Krótko mówiąc, kazała mi spadać… -  dodaje. Robię się czerwona na policzkach, bo doskonale pamiętam jak go wtedy potraktowałam.
-Uniosła się, niepotrzebnie -  mówi Brayan, a ja ganię go wzrokiem.
-Ej! - trącam go w ramie i mówię trochę za głośno. Cholera!
-Ona jest tam z tobą? - pyta Erick. Głos ma zaskoczony.
-Tak jest i siedzi obok... - Brayan uśmiecha się złośliwie, gdy kręcę głową by powiedział, że mnie nie ma. Co za świnia z niego!
-Ona nie mogła zadzwonić? -  mam wrażenie, że Erick jest rozbawiony.
-Stwierdziła, że po waszej ostatniej rozmowie nie powinna. To jak, podasz mi namiary? - Brayan przechodzi do rzeczy, a ja płonę ze wstydu.
-Przekaż jej, że nadal są u mnie jej rzeczy. Mam je wysłać do was czy oddać komuś? Sprzedaję apartament i po prostu chciałbym wiedzieć co mam z nimi zrobić - mówi spokojnie -  A namiary wyślę ci mailem. Powołaj się na mnie, to zrobią wam to od ręki. Inaczej będziecie musieli czekać kilka miesięcy.
-Dzięki Ericku, a o  te jej rzeczy możesz sam zapytać. Już daję ci Meg do telefonu… -  wypala nagle, a ja trącam jego dłoń, która chce podać mi telefon.
-Oszalałeś? - piszczę cicho.
-Nie zachowuj się jak dziecko! - warczy na mnie i wpycha mi telefon w dłoń. Pokazuje mu gest, że go zabiję i biorę głęboki oddech.
-Cześć Ericku - mówię drżącym głosem, nie mogę tego opanować.
-Witaj Meg. Jak się czujesz? - jego głos jest za to nadzwyczaj spokojny, a mnie ściska w gardle.
-Dziękuję dobrze, mamy urwanie głowy z tym domem -  próbuję się bardziej nie denerwować.
-Też nigdy tego nie robiłem. Zawsze zatrudniałem osobę, która się tym zajmowała -  odpowiada i wiem, że się uśmiecha.
-Dla mnie to koszmar. Myślałam, że urządzanie domu, to wielka radocha, ale okazało się inaczej - śmieje się nerwowo.
-Jeśli chcesz mogę polecić ci moją znajomą, jest projektantkę wnętrz. Meblowała mój apartament i nasz... - urywa w pół zdania -  Moje domy w New Jersey - Brayan patrzy na mnie lekko zakłopotany i kręci głową.
-Myślę, że jakoś sobie sami z tym poradzimy, ale dzięki za dobre chęci -  wymiguje się, na pewno nie stać nas na projektantkę wnętrz, mimo iż to znajoma Ericka.
-Jeśli czegoś będzie ci potrzeba pamiętaj, że możesz zadzwonić, zawsze. Nie musisz prosić o to Brayana -  dodaje lekko złośliwie.
-Po prostu myślałam, że.... że nie chcesz już ze mną rozmawiać, po tym co usłyszałeś ostatnim razem - tłumaczę się głupio.
-Znam cię i wiem, że powiedziałaś to w nerwach, a tak naprawdę myślisz inaczej -  jest taki pewny siebie, no i ma racje. Dokładnie tak jest.
-Powinnam cię za to przeprosić, faktycznie mnie poniosło - mówię szczerze i patrzę na Brayana, który się uśmiecha.
-Przeprosimy przyjęte. A tak zmieniając temat, widziałaś może zdjęcia z Dubaju? - pyta nagle, a jego głos nie brzmi już tak pewnie.
-Tak, Kim mi je przesłała -  odpowiadam pomijając fakt, że widziałam zdjęcia na aparacie Toma.
-Tylko te widziałaś? - dopytuje, a ja doskonale wiem o co mu chodzi.
-Rzuciłam okiem też na te, które robili Alex i Tom - opieram się o oparcie i robię śmieszną minę. Wiem, że teraz to jemu jest głupio. Brayan śmieje się cicho, bo też je widział.
-Rozumiem… -  odpowiada surowo. Wiem, że jest zły na samego siebie.
-Ericku, jesteś dorosły i każdy z nas może robić co chce -  mówię nagle, bo nie chcę się nad nim znęcać. Wiem, że jest mu niezręcznie ze świadomością, że je widziałam. 
-Nie powinienem się tak zachować, po prostu za dużo alkoholu - tłumaczy się jak dziecko.
-Daj spokój, jesteś mężczyzną. Każdy ma swoje potrzeby -  puszczam oczko do Brayana, a on mało nie wybucha śmiechem. Oboje słyszymy jak Erick wzdycha głośno.
-Celibat nie leży w mojej naturze. Zresztą sama doskonale o tym wiesz -  odpowiada i tym razem to mi robi się głupio, Brayanowi też mina rzednie.
-Tak wiem -  przytakuję cicho - Dobrze, nie będziemy ci już przeszkadzać. Dzięki za pomoc. -  dodaję pocierając nerwowo usta dłonią.
-Nie ma za co, Meg, i dobrze wiesz, że nigdy mi nie przeszkadzasz - mówi tym swoim tonem od którego miękną mi nogi, a ja nie wiem co odpowiedzieć -  Brayanie, a jak sprawa z twoim synem? - pyta nagle. Nie wiem skąd wie, że jest na głośniku. Spoglądamy na siebie  Brayanem. Jesteśmy zaskoczeni, ja bardziej bo nie sądziłam, że Brayan powiedział Erickowi o Vincencie.
-Wszystko jest chyba na dobrej drodze. Spotkaliśmy się ostatnio z jego matką i porozmawialiśmy na spokojnie, pozwoliła mi się z nim spotykać w jej obecności -  odpowiada.
-To bardzo się cieszę. Bycie ojcem to musi być cudowna sprawa, oby się wam wyjaśniło -  Erick odpowiada, a mnie ściska serce. Nie wytrzymuje i wstaje od stolika ze łzami w oczach. Boże! Brayan wstaje za mną ze smutną miną.
-Przepraszam, ale muszę kończyć, będziemy w kontakcie - rzuca szybko do słuchawki.
-Jasne. Dzwońcie kiedy chcecie - Erick odpowiada życzliwie.
-Miłego dnia, Ericku.
-Wzajemnie -  Brayan rozłącza się szybko i podchodzi do mnie - Hej, skarbie nie płacz -  mówi widząc moją twarz.
-Przepraszam, ale to takie wszystko trudne i popieprzone -  wtulam głowę w jego ramiona, a on obejmuje mnie delikatnie i całuje po włosach.
-Wiem – wzdycha - Wiem, ale jakoś się ułoży. Chcesz wracać?
-Kupmy to co zapisaliśmy i możemy pojechać po ten większy telewizor - odpowiadam i uśmiecham się lekko spoglądając na niego.
-Oj, mała! - uśmiecha się i klepie mnie delikatnie w tyłek. Idziemy do magazynu skompletować zamówienie. Pomaga nam w tym miły pan, a następnie zamawiamy transport na jutro i kogoś do skręcenia tych wszystkich mebli. IKEA ma to do siebie, że wszystko trzeba samemu skręcać, ale na szczęście istnieje możliwość, by pracownicy zrobili to, oczywiście za dodatkową opłatą. Wydajemy sporo pieniędzy, ale w sumie kupiliśmy wszystkie potrzebne meble do salonu i łazienki. Jeśli dobrze pójdzie, to za jakiś miesiąc będziemy mogli się przeprowadzić. Brayan zaraz po powrocie do domu sprawdza pocztę i dzwoni do firmy od łóżka. Gdy kobieta z którą rozmawia, tylko usłyszała nazwisko Evans, to od razu zmieniła podejście. Łóżko mogą nam wykonać i przysłać ze Stanów w ciągu dwóch tygodni. Cena mnie poraziła, ale wolę zapłacić więcej niż kupić jakieś dziadostwo. Od razu po telefonie siadamy do laptopa i z internetowego katalogu na ich stronie, wybieramy te, które najbardziej nam odpowiada. Decydujemy się na czarne  duże dwuosobowe pikowane łóżko z perłowymi elementami. Jest przepiękne i nie mogę się doczekać kiedy będę mogła w nim spać. 


 Kosztuje prawie tyle ile ojczym Brayana opuścił mi z ceny domu, więc jestem teraz kompletnie spłukana, ale szczęśliwa. Żeby dopełnić ten intensywny dzień wieczorem robię domową pizzę, przy której robieniu dzielnie pomagał mi Brayan. Zadowoleni jak dzieci usiedliśmy w salonie i zajadamy się pyszną pizzą, oglądamy film i popijamy sok ze pomarańczy. Wpadają do nas także Alex i Tom. Cieszę się, że między nimi wszystko wróciło do normy. Alex wprowadzi się do Hooków na moje miejsce,  bo będzie im tak wiele wygodniej. Niedługo rusza remont kawiarni, więc przyda im się pomoc na miejscu. 

Spędzamy naprawdę miły i spokojny wieczór, a ja, o dziwo, czuję się lepiej. Nie miałam dziś zawrotów głowy i plecy bolą zdecydowanie mniej. Zrelaksowana i zadowolona zasypiam  w trakcie kolejnego filmu.

 

9 komentarzy:

  1. boże jak ona mnie w....ia-ciągle wybacza temu palantowi-nie cierpie go, powinna być z Erikiem, no ale cóz to by było za proste i zapewne nudne i nikt nie chciał by tego czytać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie mnie też już ona strasznie irytuje! Brayan zresztą też

      Usuń
  2. Ech Meg co Ty najlepszego robisz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Next please ;) Jestem oficjalnie uzależniona...:) Uwielbiam...Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja tęskniłam za Erickiem, aż normalnie mnie ścisłą wewnętrznie tak jakbym to ja sama usłyszała ten głos!
    Panie Evans wkraczaj do gry!

    OdpowiedzUsuń
  5. nie lubię Meg, jest samolubna, kapryśna i strasznie,strasznie głupia. Jak może sobie urządzac nowe życie z nowy facetem i dzieckiem, które jest Ericka ? rozumiem gdyby nie miała żadnego kontaktu z Erickiem i on sam by miał ją w dupie,ale w tych okolicznościach pod samym jego nosem chodzi w jego dzieckiem w ciązy i będzie je wychowywac z innym facetem. To okrutne no i jak mówiłam głupie,ale chyba o to chodzi, że ta bohaterka nie grzeszy zbytnio inteligencją w przciwieństwie do rozbuchanego apetytu seksualnego na każdego napotkanego faceta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuje że z tą ciąża będzie coś złego i będzie potrzebna pomoc ojca dziecka i się wszystko wyda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czuje że z tą ciąża będzie coś złego i będzie potrzebna pomoc ojca dziecka i się wszystko wyda.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że zostanie z Brayanem, a Erick dowie się o ciąży wpadając z niezapowiedzianą wizytą :33

    OdpowiedzUsuń