Premiera już w lipcu!

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 94


Piątek,  24 stycznia

Dokładnie dwa tygodnie temu miałam wizytę kontrolną. Wszystko jest w  najlepszym porządku. Moje lekkie krwawienie okazało się nie być groźne, więc i Brayan się uspokoił. W poniedziałek zacznie się dwudziesty trzeci tydzień, a mój brzuszek jest już naprawdę widoczny. Nie da się oszukać, że to wzdęcie.

Dzisiejszy dzień Brayan spędza z Vincentem. Pola pozwoliła by pojechał z nim salę zabaw dla dzieci. Możliwe, że wieczorem w końcu mnie odwiedzą, a ja poznam małego. Cieszę się na to spotkanie, bo widzę jaki Brayan jest szczęśliwy. A jeśli wszystkie pójdzie zgodnie z planem, to na początku lutego będziemy mogli przeprowadzić się do naszego nowego domu.

Jest wczesny wieczór więc zabieram się za robienie kolacji. Brayan z Vincentem będą o ósmej, bo właśnie dostałam potwierdzenie esemesem.  Zakładam fartuszek i zaczynam pichcić różne pyszności: babeczki, ciasteczka oraz paluszki rybne, które mały podobno uwielbia. Właśnie wyciągam ciastka z piekarnika, gdy słyszę pukanie do drzwi. Wycieram  dłonie o fartuszek i biegnę otworzyć. Nie patrzę przez judasz tylko otwieram bez zapytania „kto to?”, i zamieram. W drzwiach stoi Filip i patrzy na mnie. Oboje jesteśmy zaskoczeni swoim widokiem. Jego wzrok zatrzymuje się na wysokości mojego brzucha, który doskonale widać spod kuchennego fartuszka. Jestem przerażona i chcę zamknąć mu drzwi przed nosem, ale Filip zatrzymuje je ręką i wchodzi bez zaproszenia.
-Co ty tu robisz? - wyduszam z siebie i robię krok w tył, by oddalić się od niego. Jestem spanikowana i naprawdę przerażona.
-Który to miesiąc? - pyta nadal wpatrując się  w mój brzuch.
-Nie twój zasrany interes! Wynoś się stąd! - wybucham od razu. Boże, co on tu robi? Jakim cudem mnie znalazł?
-Który?! - warczy i podchodzi łapiąc mnie za nadgarstek.
-Nie dotykaj mnie! - szarpię się i próbuję go odepchnąć, ale jest silniejszy. Unieruchamia mi dłonie i zmusza bym spojrzała mu w oczy.
-Uspokój się do jasnej cholery! - krzyczy i obejmuje mnie mocniej.
-Jak mnie znalazłeś? Co tu robisz?! - przestaję się szarpać, bo wiem, że z nim nie wygram.
-Mam swoje sposoby. Chciałem cię zobaczyć i upewnić się, że nic ci nie jest... - odpowiada spokojnie i puszcza mnie, a ja od razu przechodzę w głąb salonu.
-Czego chcesz?! – Filip zdejmuje buty i ściąga kurtkę jakby ktoś go tu zapraszał. Moje oczy robią się wielkie, bo nie mam pojęcia czego on ode mnie chce.
-Chyba musimy porozmawiać… -  nie mam pewności, ale po tych słowach chyba lekko się uśmiechnął. Nienawidzę wyrazu jego zakłamanej gęby.
-Niby o czym?! - warczę.
-O tym… -  pokazuje na mój brzuch, a ja odruchowo rozwiązuje fartuch jakby to miało go ukryć.
-To nie twoja sprawa. Czego chcesz? - pytam spokojniej. Filip wciąż gapi się na mnie, nawet nie mruga.
-Który to miesiąc? - powtarza pytanie - Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy - dodaje i siada na kanapie.
-Nie boje się ciebie, dupku. Gardzę tobą! Rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę, rozumiesz!?  - oddycham głęboko, cała aż się trzęsę ze złości.
-Będziesz się tak ciskać czy porozmawiamy normalnie? - jego spokój jeszcze bardziej mnie denerwuje.
-Z tobą nie można normalnie rozmawiać...zresztą, nie mamy o czym -  wywracam oczami i opieram się o framugę drzwi od sypialni.
-Jak nie mamy o czym? Kurwa Meg, jesteś w ciąży. Który to miesiąc?! - wstaje i znowu do mnie podchodzi. Ponownie chwyta za moje nadgarstki bym nie uciekła.
-Zostaw mnie. To nie twoje dziecko! - krzyczę i próbuje się wyrwać. Bezskutecznie. 
-Który to tydzień? Dwudziesty drugi? Trzeci?! - dopytuje trafiając idealnie.
-Szesnasty! - kłamię i wyrywam jedną dłoń z jego uścisku chcąc go uderzyć, ale Filip blokuje ją i chwyta ponownie, blokując mi tym razem jakikolwiek ruch.
-Nie rób ze mnie idioty. Jestem ginekologiem!
-Gówno mnie obchodzi kim jesteś. Chyba lepiej wiem! - łżę dalej. Boże, on nie może się dowiedzieć.
-Kto jest ojcem? Erick? - puszcza mnie, a ja robię krok w tył i potykam się na dywan w sypialni - Boże! - podbiega i łapie mnie. Dotyka brzucha, a wzrokiem szuka mojego spojrzenia.
-Zostaw mnie... - mówię cicho, do oczu napływają mi łzy.
-Boże, Meg - muska mój policzek - Kto jest ojcem? - pyta spokojnie.
-Żaden z was - odpowiadam nie patrząc na niego.
-A kto? Ten Angol? Czy może ten z którym byłaś na weselu? - kuca obok mnie w wyczekiwaniu odpowiedzi.
-Nie twoja sprawa, już mówiłam -  zakładam nerwowo kosmyk włosów za ucho.
-Nie przyjechałem tutaj by się z tobą kłócić, Meg. Wiem, że masz do mnie żal, ale to co się stało, to nie tylko moja wina… -  nagle chwyta mnie za dłoń.
-Wiem, że nie twoja wina, Filip. Oboje do tego doprowadziliśmy, ale konsekwencje ponoszę głowie ja... -  mówię smutno, nie mam siły się z nim awanturować.
-Powiedz mi który to tydzień? - wpatruje się we mnie wyczekująco.
-Prawie dwudziesty trzeci - wyduszam z siebie. Nie mam siły więcej kłamać, kręcić. Filip analizuje to co powiedziałam dosłownie chwilę.  Widzę jak oczy robią mu się wielkie.
-Boże, Meg! Erick wie? - pyta kompletnie zaszokowany.
-Nie. Nie dowie się. To moje dziecko i nic wam do tego! - zaczynam płakać, chce by zniknął z mojego życia, by zostawił mnie w spokoju.
-Dlatego nie zostałaś w Nowy Jorku, tak? By żaden z nas się nie dowiedział? - dopytuje, nadal jest w kompletnym szoku.
-Daj mi spokój, proszę. Wystarczająco namieszałeś w moim życiu, nie komplikuj bardziej - mówię zrezygnowana.
-Kurwa mać, Meg! Jesteś w ciąży i któryś z nas jest ojcem. Jak mogłaś to ukrywać?! - powtarza i ponownie chwyta mnie za dłoń. Chce rozmawiać i zmusić mnie bym wyznała mu cała prawdę.
-Nie chcę mieć z wami nic wspólnego. To moje dziecko i wychowam je sama! - warczę.
-Myślisz, że teraz  pozwolę ci na to? - bierze głęboki oddech -  Myślisz, że Erick by pozwolił gdyby wiedział o dziecku?! - dodaje.
-Ojcem jest  Brayan.  Żaden z was! - posuwam się z desperacji do ostatecznego kłamstwa.
-To niemożliwe. Nie znałaś go wtedy. Potrafię liczyć!
-Boże, daj mi spokój. Nie mam już na to siły… - podsuwam się do łóżka i opieram plecami o jego bok.
-Chodzisz do lekarza? Jesteś zdrowa? Dziecko jest zdrowe? - Filip siada naprzeciwko mnie, po turecku. Wpatruje się we mnie jakby widział ducha. W jego oczach jest tyle sprzecznych emocji, ale wiem, że on jest złym człowiekiem. Mimo tego co mówi, to w środku jest zły. Do szpiku kości. 
-Tak chodzę, wszystko jest dobrze - wzdycham. Jestem załamana, co wiem, że Filip powie Erickowi. Wiem, że mam kompletnie przerąbane.
-Boże, skarbie… -  chce dotknąć mego policzka.
-Nie dotykaj mnie! – warczę i odsuwam się -  Nie jestem twoim pieprzonym skarbem!
-Będziesz musiała zrobić badania -  ciągnie dalej. W ogóle mnie nie słucha.
-Nic nie muszę.
-Pomogę ci, nie zostawię cię w tym samej. Kocham cię, Meg!
-Kurwa, przestań z tym kocham cię. Czy ty się słyszysz? - odpycham go od siebie z całej siły. Jestem wściekła.
-Nie możesz się tak denerwować - odFilip znowu podsuwa się bliżej.
-To zostaw mnie w spokoju! -  podkulam nogi, nie zniosę jego dotyku.
-To już nie chodzi tylko o ciebie. Nosisz w sobie dziecko -  raz jeszcze chce położyć dłoń na brzuchu, ale stanowczo ją odtrącam.
-Nie twoje. Adam jest mój. Mój i Brayana, rozumiesz? - syczę, żołądek zacisnął mi się z nerwów.
-Adam?  - pyta zaskoczony - Będę miał syna - dodaje jak w jakimś transie. Kurwa, on jest nienormalny.
-Nie ty. To nie twoje dziecko do cholery! - powtarzam i słyszę nagle dźwięk domofonu. Nareszcie! Brayan wrócił i zaraz tu będzie. Filip wstaje i podaje mi dłoń by mi pomóc, pokazuje mu jednak środkowy palec i sama sobie radzę. Ten śmieje się złośliwie i przechodzi do salonu. Na samą myśl co zaraz może się wydarzyć robi mi się niedobrze. Nie mija nawet pięć minut jak Brayan wchodzi do mieszkania z Vincentem na rękach.
-Cześć, mała. Zobacz kogo ci przyprowadziłem... -wita się zadowolony i spogląda na mnie oraz Filipa. Mina od razu mu rzednie. Zatrzymuje się w pół kroku i patrzy na mnie pytająco, widzi że jestem zdenerwowana i płakałam.
-My się chyba nie znamy… -  pierwszy odzywa się Filip i podchodzi do Brayana wyciągając rękę. Co za dupek z niego!  - Filip Sanchez - przestawia się.
-Wiem kim jesteś - Brayan odpowiada zdenerwowany -  Brayan Green - podaje mu dłoń i stawia Vina na podłodze. Spoglądam na tego małego chłopca. Boże, ale on jest słodki. W dodatku od razu do mnie podchodzi i wręcza mi cukierka.
-Cześć Vincent, jestem Meg! -odbieram prezent i wyciągam dłoń by przywitać się z naszym małym gościem.
-To dla ciebie - mówi i zaczyna się śmiać. Rozgląda się po salonie i kuchni -  Ciastka! - dodaje i podchodzi do stolika widząc babeczki. Patrzę pytająco na Brayana, który kompletnie nie wie co ma zrobić. Idę za Vincentem  i podaję mu jedną babeczkę do ręki -  Dziękuję - odpowiada tak śmiesznie, że zaczynam się śmiać.
-Nie ma za co -  głaszczę go delikatnie po główce, ma takie miękkie i pachnące włoski. Są ciemne i gęste, jak u Brayana, a oczy ma dosłownie takie same. Brayan podchodzi do nas i obejmuje mnie delikatnie przykucając do Vincenta. Potem zerka na Filipa, który kompletnie nie rozumie o co chodzi.
-Co cię do nas sprowadza? - pyta spokojnie i wskazuje na kanapę by usiadł. Jestem zdziwiona, bo spodziewałam się, że go wywali za drzwi.
-Sprowadziła mnie troska o Meg, ale teraz widzę, że sprawa jest poważniejsza -  Filip odpowiada spokojnie i siada na kanapie zakładając nogę na nogę.
-To nie twoje dziecko więc nie musisz się martwić - stwierdza Brayan, bo przecież nie ma pojęcia, że już się wygadałam.
-Wyszkoliła cię w tym co masz mówić - Filip zirytowany wywraca oczami - Dajcie już spokój z tym, że to nie moje dziecko. Ojcem jestem albo ja albo Erick! -  dodaje, a Brayan patrzy na mnie zaszokowany. Widzę ogromny żal w jego oczach.
-Powiedziałaś mu? -  pyta smutno.
-Nie mam już siły kłamać, kręcić - siadam na krzesełku przy stole w kuchni bo czuję, że chyba zaraz zemdleję. Oddycham głęboko, by to opanować.
-Myślę, że powinniśmy powiadomić Ericka i przedyskutować to wszyscy razem - głos Filipa jest zaskakująco spokojny.
-A o czym tu dyskutować? Dla mnie nie ma znaczenia który z was jest ojcem, bo to mój syn!  - warczę, a mały nagle zaczyna płakać. Brayan bierze go na ręce i uspokaja. Ten widok rozbraja mnie kompletnie. Chcę wstać, ale robię to za szybko. Zakręciło mi się w głowie i upadłam na podłogę w kuchni.
-Boże! - Filip zerwał się z kanapy i podbiega do mnie. Brayan także podbiega trzymając Vincenta na rękach - Co ci jest? Meg! - Filip chwyta mnie w ramiona i podtrzymuje głowę.
-Słabo mi… -  jęczę oszołomiona. Świat wiruje, oblewają mnie zimne poty, serce wali jak szalone. Czuje, że zaraz kompletnie odlecę. Nie. Nie chcę! Próbuje z tym walczyć, ale  przegrywam batalię.
-Jedziemy do szpitala! - Filip bierze mnie na ręce i pędem zbiega na dół do samochodu. Brayan szybko ubiera małego i także schodzi. 

Niewiele pamiętam z drogi do szpitala. Wiem jedynie, że I Brayan i Filip byli przerażeni, a Vincent strasznie płakał. Przestraszył się. Jechałam samochodem którym przyjechał Filip, a Brayan naszym volvo, bo tam jest fotelik dla dziecka, który niedawno zamontował. Filip całą drogę mówił do mnie. Próbował odwrócić mogą uwagę bym nie traciła przytomności, ale cały czas miałam zawroty głowy. To okropne uczucie... Tak jak wtedy, gdy okazało się, że miałam krwiaka. Ogarnia mnie panika na samą myśl, że to może się powtórzyć. Kładę dłoń na brzuch by czuć małego. Na szczęście nie mam skurczy ani  żadnych bóli. 

Dosłownie wpadliśmy na izbę przyjęć, a Filip od progu krzyczał, że jest lekarzem. Od raz się mną zajęli. Podłączyli mnie pod przeróżne maszyny, pobrali mi krew i podali kroplówkę. Lekarz z izby przyjęć pyta Filipa o szczegóły mojej ciąży, ale on niewiele potrafi powiedzieć.  Na szczęście po chwili dojeżdża do nas Brayan. Pomyślał o wszystkim i zdążył zabrać moje dokumenty i kartę ciąży. Pielęgniarka mierzy mi ciśnienie i woła lekarza. Okazuje się, że mam bardzo wysokie ciśnienie, a spowodowane  jest to nagłym stresem. To dość niebezpieczne, ale na szczęście dziecku nic nie jest. Dostaję leki uspokajające w kroplówce. Robię się senna i trochę mi lepiej.  Wszystko pamiętam jednak jak przez mgłę. Chłopaki są w mojej sali, a Brayan bawi się z Vincentem. Stara się w ten sposób odwrócić uwagę syna od otoczenia szpitala. Małe dzieci przecież nie powinny przebywać w takich miejscach. Filip chodzi za to z kąta w kąt i nic nie mówi. Minę ma niewyraźną wręcz udręczoną. Nie chce mi się do niego odzywać, bo to wszystko przez niego. Gdyby coś stało się Adamowi, to chyba rozszarpałabym Filipa gołymi rękoma. To spotkanie wywołało u mnie silne nagłe i negatywne emocje. To naprawdę mogło się źle skończyć. Nie mogę nawet patrzeć w jego stronę. Zerkam jedynie ukradkiem i widzę jak na mnie patrzy.
-Doktorze, mogę pana prosić?  - do sali zagląda lekarz wołając Filipa. Cholera, teraz on będzie miał informacje z pierwszej ręki. No cudownie! Brayan sadza Vincenta na moje łóżko, a sam siada na krzesełku obok.
-Boże mała, ale napędziłaś mi stracha -  dotyka czule mojej dłoni.
-Brayan, co teraz będzie? On wie, Erick też zaraz się dowie… - łzy napływają mi do oczu. Nie potrafię myśleć teraz o niczym innym.
-Spokojnie-  całuje mnie w dłoń - Nikt cię nie zmusi byś była z ojcem Adama - dodaje próbując mnie pocieszyć.
-Będą dochodzić swoich praw w sądzie, będą chcieli mi go odebrać... -  zamykam oczy by się nie popłakać.
-Nikt ci go nie odbierze, Meg. Ja będę przy tobie, poradzimy sobie! -  nachyla się i przytula mocno do siebie – Wiedziałam, że to się wyda, ale nie sądziłem, że w taki sposób - dodaje szczerze.
-Erick teraz nie odpuści, on mnie zniszczy - szepczę, bo uświadamiam sobie jaki będzie wściekły. A wiem jaki potrafi być gdy ktoś zajdzie mu za skórę. Chociaż to za mało powiedziane.
-On cię kocha, nie zrobiłby ci krzywdy - Brayan wzdycha. Wiem że jemu też jest ciężko. Będzie musiał, tak samo jak ja, zmierzyć się z walką Filipa i Ericka o ustalenie, który z nich jest ojcem. Boje się, że Erick nie da mi żyć, że znowu będzie próbował mnie zmusić do powrotu do Nowego Jorku. Boję się, że Brayan tego nie wytrzyma.
-Chcę być z tobą, dla mnie ty jesteś ojcem… -  całuje go w policzek.
-Nie płacz ciocia -  Vincent podpełza do mnie na łóżku i uśmiecha się tak rozbrajająco, że zaczynamy się razem z Brayanem śmiać.
-Jest przesłodki -  uśmiecham się i podaje mu dłoń, by usiadł między mną, a Brayanem. Widzę jak on na niego patrzy, oczy mu błyszczą.
-Kocham was, wszystkich troje! -  mówi i całuje Vina w główkę, a następnie dotyka mojego brzuszka.
-Ładna ciocia! -  dodaje Vincent i też poklepuje mnie delikatnie po brzuszku. Uspokoiłam się. Niestety wrócił Filip, ale chociaż ma dobre informacje. Dziecku nic nie jest, a moje ciśnienie powoli się stabilizuje. Wie naprawdę dużo i na pewno wypytał lekarza o wszystkie szczegóły.
-Brayanie czy mógłbyś zostawić nas samych? - pyta stając w drzwiach. Patrzę spanikowana, bo nie chcę zostawiać z nim sam na sam.
-To nie jest dobry pomysł - sprzeciwia się Brayan trzymając mnie za rękę.
-Chcę tylko porozmawiać, na spokojnie. Proszę cię, Meg -  Filip posyła mi błagalne spojrzenie. 
-Pięć minut - burczy Brayan i i zabiera ze sobą Vincenta na korytarz. Odwraca się i uśmiecha delikatnie, by mnie uspokoić. Filip wchodzi do środka i siada na krześle, które przed chwilą zajmował Brayan.
-O czym ty jeszcze chcesz rozmawiać? - pytam, spokojnie patrząc na niego. Widzę jaki jest zdenerwowany. Przez chwilę jest mi go nawet szkoda, ale szybko wymazuje te myśli z pamięci.
-Dzwoniłem do Ericka… - mówi cicho, a ja nie potrafię mu nic odpowiedzieć. Przecież wiedziałam, że tak będzie - Przyleci najszybciej jak się da -  dodaje po chwili. 
-I co? Co zamierzacie zrobić?! - pytam wprost. Ton mam podniesiony.
-Spokojnie... - dotyka mojej dłoni.
-Błagam, nie dotykaj mnie! - warczę.
-Przepraszam - Filip nawet nie wie jak powinien się wobec mnie zachować. Jest zdezorientowany i zaszokowany moją niechęcią. Naprawdę dziwi, go, że tak go nienawidzę?
-Rozumiem, że nie odpuścisz w kwestii badań? - pytam, chcę to wyjaśnić od razu.
-Chcę wiedzieć. Jeśli jestem ojcem, to wiele zmienia.
-Niby co zmienia?
-Będę miał wobec ciebie obowiązki. Nie zostawię cię z tym samej -  patrzy na mnie i mam wrażenie, że zaraz się popłacze. O Chryste!
-Ale ja nie chcę waszej pomocy, ani twojej ani Ericka. Mniejsza z tym który jest ojcem.
-Dobrze wiesz, że tak się nie da. Jeśli nie chcesz być z żadnym z nas, to  należą ci się alimenty, a ojcu prawo do widzeń -  zaczyna tez ciężki temat, którego najbardziej się obawiam.
-Nie chcę alimentów, Filip. Chcę wychować mojego syna z Brayanem. On będzie dla niego ojcem, a nie ty czy Erick!
-A kim on kurwa jest?! - podnosi głos i wstaje.
-Kimś ważnym -  odpowiadam cicho.
-Dla mnie ty jesteś ważna, Meg! Jeśli to moje dziecko będę starał się o pełne prawa do niego - nic nie mówię tylko patrzę na niego. Wiedziałam, że tak będzie. Erick będzie chciał dokładnie tego samego.
-Nie wracam do Stanów, zostaję w Londynie - oznajmiam po chwili w nadziei, że go to zniechęci.
-To nie problem, są samoloty. Mogę się tu także przeprowadzić -  odpowiada jakby nigdy nic.
-Co?! Nie. Nie ma mowy! - podnoszę się lekko ze zdenerwowania.
-Uspokój się, proszę. Takie nerwy mogą wywołać skurcze - poucza mnie lekarskim tonem.
-Ty mnie denerwujesz, bo wchodzisz z buciorami w moje życie! -  zaciskam usta - A wszystko było już tak dobrze -  wzdycham.
-Uwierz, że nie chciałem byś tak cierpiała. Każdego dnia musiałem patrzeć jak mój przyjaciel....były przyjaciel, może cię kochać z wzajemnością, a ja? - widzę jak drżą mu ręce.
-Filip, tak już bywa. Byłam z Erickiem, a ty nie powinieneś się wtrącać...
-Erick zawsze miał wszystko co chciał. Najlepsze samochody, kobiety... A ja naprawdę się w tobie zakochałem. Jesteś inna, taka dobra, skromna i niewinna...
-Przestań. Nie mogę tego słuchać! - potrząsam głową, bo te "komplementy" z jego ust przyprawiają mnie o mdłości.
-Spójrz tylko -  znowu do mnie podchodzi - Mimo tego co się stało, Erick nadal cię kocha. Kocham ciebie ja i ten Brayan zapewne też - dodaje. Głos ma pełen udręki. 
-Niby skąd możesz wiedzieć, że mnie kocha?
-To widać, Meg.
-Chcę być z Brayanem - odpowiadam od razu.
-Kochasz go? - zaskakuje mnie tym pytaniem.
-Jest dla mnie ważny - unikam odpowiedzi, bo nie chcę kłamać. Nie muszę też zwierzać się Filipowi z moich sercowych rozterek.
-Pytam czy go kochasz? - znowu łapie mnie za dłoń, bardzo delikatnie.
-Wiem, że nie kocham ciebie! - syczę.
-Nie kochasz go, nadal kochasz Ericka. Sama unieszczęśliwiasz się na siłę -  stwierdza cicho.
-Nie twoja sprawa kogo kocham, Filipie. Nawet jeśli okaże się, że ty jesteś ojcem, to ja nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie chcę twoich pieniędzy, twojej pomocy. Niczego od ciebie nie chcę. Jeśli będzie trzeba będę walczyła w sądzie byś nie miał do Adama żadnych praw! - oznajmiam mu wprost.
-Nie pozwolę ci na to. Nie musimy być razem...
-I nigdy nie będziemy! - warczę, przerywając mu w pół zdania.
-...ale z synem będę chciał mieć kontakt, czy ci się to podoba czy nie. Żaden sąd nie przychyli się do twojego wniosku, a to że ukrywałaś ciążę nie zadziała na twoją korzyść - wiem, że w tych słowach jest wiele prawdy i jeszcze bardziej mnie to przeraża.
-Wyjdź stąd, proszę -  kwilę, do oczu znowu napływają mi łzy.
-Przemyśl to, Meg. Chyba nie chcesz tego wszystkiego jeszcze bardziej komplikować -  dodaje i wychodzi zostawiając mnie samą. Zwijam się w kłębek i zaczynam płakać. Co teraz będzie? Będziemy tak wojować aż do porodu? Już było tak dobrze. Teraz boję się, że Brayan tego nie wytrzyma, że zostawi mnie samą, albo że ja go skrzywdzę. Walę pięścią w poduszkę i zaciskam oczy. Jestem taka na siebie wściekła. To moja wina! Wszystko moja wina! Zniszczyłam życie sobie i wszystkim wokół. Z nerwów, płaczu ale głównie od leków uspokajających w końcu udaje mi się zasnąć. 

8 komentarzy:

  1. O mój Boże. To się pokomplikowalo! Nie chciałabym być w jej skórze, jaką była decyzję nie podjęła ktoś zawsze ucierpi. Filipa akurat się nie żałuję, ale widać że mu zależy. Współczuję Brianowi, czeka go bardzo ciężki czas, to będzie dla nich wielka próba. Jak zwykle Kasiu świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. kuźwa-nie kocha Brayana a pieprzą sie jak kóliki! co za kretynka-a on jej dopiero pokaże na co go stać,

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolego anonimowy. Skoro uprawia seks z Brayanem to jednak musi coś do niego czuć ;) rozdział jak zwykle genialny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra co za rozdział. Zajebisty że tak powiem teraz to się zacznie. Meg z tych nerwów urodzi przed terminem. I boję się że może się okazać że to syn Filipa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masakra co za rozdział. Zajebisty że tak powiem teraz to się zacznie. Meg z tych nerwów urodzi przed terminem. I boję się że może się okazać że to syn Filipa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie rozumiem Meg, naprawdę. Choćbym się starała jak nie wiem.
    Przecież Erick Ją chciał! Mimo wszystko.
    Nie sądziłam, że tak się ucieszę na widok Filipa, haha teraz Erick się o wszystkim dowie.

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu... Ojciec ma prawo wiedzieć że zostanie tatą.. Nie ważne czy Meg go kocha czy nie 😉

    OdpowiedzUsuń