Premiera już w lipcu!

wtorek, 29 września 2015

Rozdział 96



Niedziela,  26 stycznia

Budzę się. Panuje półmrok. Nic tak naprawdę nie czuję. Obok głowy pika mi jakaś maszyna. Na twarzy mam maskę tlenową, a do ciała poprzyklejane różnego rodzaju plastry, które trzymają liczne rurki i kilka kroplówek. Odwracam delikatnie głowę i widzę Toma, śpi na fotelu. Chcę coś powiedzieć, ale mam strasznie suche i obolałe gardło. Jestem tak słaba, że nie mam siły dobrze otworzyć oczu.
-Obudziła się -   słyszę głos pielęgniarki zaglądając do sali. Tom zrywa się z fotela i podbiega do mnie.
-Hej.. - mówi cichutko. Uśmiecha się jednak widzę w jego oczach smutek. Boże, nie! Tylko nie to. Nie mogę nic powiedzieć tylko delikatnie mrugam powiekami. Po chwili przychodzi dwóch lekarzy i pielęgniarka. Zaczynają mnie badać, sprawdzają wykres ma monitorze i podłączają nową kroplówkę z jakimś płynem.
-Wiesz gdzie się znajdujesz, Meg? - pyta jeden z lekarzy, a ja kiwam twierdząco głową.
-Straciłaś bardzo dużo krwi, miałaś krwotok. Ledwo cię odratowaliśmy -  dodaje ten drugi.
-Co..co z dzieckiem? - ledwo wypowiadam te słowa. To dla mnie ogromny wysiłek. Lekarze spoglądają na siebie, a potem na mnie. Miny mają poważne.
-Żyje, jednak jest bardzo małe i słabe. Nie wiemy czy da się je uratować, Meg. Teraz wszystko w rękach Boga -  odpowiada ten pierwszy. Zerkam na Toma, który ma tak cholernie smutny wyraz twarzy, że trudno mi myśleć, że cokolwiek będzie dobrze. Zamykam oczy, a przez głowę przelatują mi miliardy myśli.
-Chcę go zobaczyć - szepczę.
-Musisz leżeć Meg. Z tobą też nie jest najlepiej - pielęgniarka wstrzykuje mi coś do kroplówki i po chwili znowu zasypiam.

Tak mijają kolejne dni. Lekarze nie chce mi nic powiedzieć, nie wpuszczają też do mnie nikogo oprócz lekarzy i personelu szpitala. Przewieźli mnie do prywatnej kliniki,  Adama także. To na pewno sprawka Ericka. Nawet nie wiem co się z nimi teraz dzieje? Najważniejsze jest jednak, by Adamowi nic nie było, by przeżył. Tak bardzo się boje, że moja nadzieja jest złudna. Muszę jednak wierzyć, ze będzie dobrze. Całymi dniami płaczę, ale jestem tak słaba, że nawet nie wstaję z łóżka.

Środa,  29 stycznia

Dopiero dziś pozwolili mi wstać i zobaczyć syna. Pielęgniarka wiezie mnie właśnie na odział intensywnej terapii neonatologicznej. Sama nazwa oddziału przyprawia mnie o ścisk w sercu. Wyjeżdżam na korytarz i widzę chłopaków. Nie ma wśród nich tylko Filip. Na szczęście. Dostrzegają mnie i od razu podbiegają. Widzę ich pierwszy raz od tamtego dnia, od tamtej chwili.
-Boże, Meg. Jak się czujesz? - Brayan kuca przed moimi kolanami i obejmuje mnie lekko, ma łzy w oczach.
-Co z Adamem? - pytam cicho ignorując jego pytanie.
-Żyje. Jest słaby, ale żyje - odpowiada przełykając ślinę. Widzę jaki jest zmartwiony i przerażony. Na pewno nie mniej niż ja.. Wiem, że kocha Adama mimo, że to nie jego syn.
-Widziałeś go? - spoglądam na Ericka. Czuję, że chce mnie dotknąć, waha się. Wyciągam więc do niego dłoń, by także przykucnął. Jest zaskoczony, ale chwyta ją i klęka obok Brayana.
-Boże… maleńka – z jego ust wydobywa się jęk rozpaczy. Obejmuję ich obu i nachylam się na tyle ile mogę, by nie sprawić sobie dużego bólu. Nadal nie zagoiłam się po cesarskim cięciu i wszystko mnie ciągnie. Wiem jednak, że o bólu szybko zapomnę.
-Jeśli wszystko skończy się dobrzy - mówię i spoglądam na nich -  Przyrzekam. Przyrzekam na własne życie, że nie utrudnię nikomu kontaktu z małym. Pogodzimy to wszystko jakoś... -  po tych słowach zaczynam płakać. Jedyne czego teraz pragnę to by Adam przeżył.
-Cichutko już… - Brayan przytula mnie i gładzi moje plecy bym się uspokoiła. Docieramy pod salę gdzie leży mój synek. Nie możemy tam jednak wszyscy wejść.
-Chcę sama… -  próbuję wstać z wózka, ale to wcale nie takie proste. Nadal jestem słaba po porodzie i komplikacjach.
-Tylko powoli, panno Donell – upomina mnie lekarz który akurat przechodzi. Chłopaki nie chcą prawić mi kazań by mnie nie denerwować. Ponawiam próbę samodzielnego stania i tym razem udaje mi się. Wchodzę powoli do sali i widzę moje maleństwo. Leży w inkubatorze cały pozaklejany w rurkach. Boże! Jest taki maleńki. Rurki ma nawet w buzi i w nosku. Ma taką cieniutką skórę, prawie przeźroczystą, przez którą widać naczynia krwionośne. Cały pokryty jest meszkiem, ma zamknięte powieki i czapeczkę na główce. Jego klatka piersiowa unosi się miarowo, wiem jednak, że nie oddycha samodzielnie. Podchodzę bliżej i dotykam szyby inkubatora.
-Mój aniołku, bądź silny, proszę -  patrzę na niego jak zaczarowana. Jest taki nieproporcjonalny. Główka większa, a reszta ciałka taka malutka. Nie mam pojęcia ile waży? Pewnie niecałe pół kilograma. Odwracam się widząc sylwetkę lekarza, która odbija się w szybie inkubatora - Jakie ma szanse? - pytam cicho.
-Urodził się w dwudziestym piątym tygodniu, nie w trzecim jak wynikało z badań. To zwiększa jego szanse, ratowaliśmy i mniejsze dzieci. Musisz być dobrej myśli, Meg - uśmiecha się i podchodzi do mnie - Ma ogromną wolę życia - dodaje, ale ja nic nie odpowiadam, tylko patrzę na Adama. Skoro dwudziesty piąty tydzień, to teraz jestem prawie pewna, że ojcem jest Erick. Wiem, że to mało prawdopodobne ale dostrzegam, że mały jest do niego podobny. Dotykam szyby inkubatora i kucam by przystawić do niej policzek.
-Kocham cię synku - mówię szeptem i zamykam oczy. Chce mi się płakać ,ale wiem, że muszę być silna. Silna dla niego. Przysuwam sobie krzesełko i siadam. Nie wiem ile czasu tu spędzam? Patrzę i liczę każdy jego oddech, każdy delikatny ruch malutkiej rączki czy nóżki.
-Musisz odpoczywać, Meg -  nagle zza pleców słyszę głos, odwracam się i widzę Ericka.
-Jest taki malutki -  mówię cicho nie zwracając uwagi na to właśnie co powiedział.
-Jest pod najlepszą opieką. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze - podchodzi i przyklęka obok mnie.
-To twój syn - spoglądam na Ericka.
-Wiem, wiedziałem gdy tylko go zobaczyłem -  obejmuje mnie delikatnie - Kocham was oboje - dodaje i całuje mnie w policzek. Zastygam i odsuwam się odruchowo.
-On jest teraz najważniejszy - karcę go, a wzrok przenoszę na Adama.
-Przepraszam - Erick wzdycha i wstaje - Chodź, musisz odpoczywać - podaje mi dłoń, a ja ujmuję ją lekko  i wychodzimy. Odwracam się, by raz jeszcze spojrzeć na Adama. Wiem, że każdego dnia będę patrzyła na niego z obawą, że widzę go po raz ostatni. Siadam na wózek i wracam do swojej sali. 

Klinika jest naprawdę ekskluzywna. Erick płaci za wszystko. Również za to, by mógł tu spać razem z Brayanem i Tomem. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna mimo, że tego nie okazuję. Silny stres wywołał nagłe skurcze  i odklejenie się łożyska. Dostałam krwotoku, a życie i moje i Adama było zagrożone Lekarze musieli więc wykonać cesarskie cięcie. Straciłam bardzo dużo krwi i naprawdę ledwo mnie odratowali. Mój tata ma  przylecieć do nas w tym tygodniu. Erick wysłał po niego swój samolot, jednak ma jakąś niewielką usterkę i muszą to naprawić zanim wylecą.
-A co z Filipem? - pytam cicho. Chłopaki wymieniają się spojrzeniami. Dopiero teraz dostrzegam, że i Erick i Brayan mają poobijane twarze.
-Ma zakaz wstępu do szpitala, będzie też miał zakaz zbliżania się do ciebie - odpowiada Erick. Ton ma zimny i widzę, że momentalnie się zdenerwował.
-Dziękuję.
-Ten gnój już nic nie nawywija, nikogo więcej nie skrzywdzi - zaciska usta w surową linię.
-Chciałbym porozmawiać z Meg. Zostawicie nas? - pyta nagle Brayan, a następnie zerka na mnie. 
-Oczywiście - Erick i Tom jednocześnie i wychodzą na korytarz. Brayan siada obok mnie na łóżku i wtula się w moje ramiona.
-Tak bardzo cię kocham, mała. Myślałem, że umrę, gdy dowiedziałem się co się dzieje… - dotyka dłonią mojej twarzy. Gładzi ją jakby sprawdzał, że naprawdę tu jestem.
-Nic mi nie jest, Brayan. Najważniejsze, by Adam przeżył - odpowiadam cicho i przełykam ślinę. W gardle mam wielką gulę na myśl, że w każdej chwili mogę dostać tą najgorszą informację.
-Erick podał siebie jako ojca - dodaje nagle, ale ja nie jestem zaskoczona.
-Wiem, bo nim jest. Jestem tego pewna -  odpowiadam patrząc na niego badawczo.
-Chcesz do niego wrócić? - w jego głosie słychać smutek, a w oczach dostrzegam panikę. 
-Brayan - mówię cicho - Chcę być z tobą i nic tego nie zmieni. Wiem, że ci ciężko ale uwierz mi, że nie wrócę do Ericka - nachylam się i całuję go delikatnie w usta.
-Myślałem... -  dotykam palcem jego usta, by nie kończył.
-Źle myślałeś - uśmiecham się delikatnie.
-Jakbym cię teraz znowu poprosił o rękę, to zgodziłabyś się? - pyta uśmiechając się zadziornie.
-Nie przesadzaj… - ganię go i oboje zaczynamy się śmiać. Ja jednak od razu tego żałuje, bo ciągną mnie szwy. O cholera! Krzywię się z bólu.
-Oj uważaj, nieźle cię pokroili -  całuje mnie w dłoń. Podciągam sobie koszulkę i widzę bandaż na całą szerokość brzucha.
-Ale będzie blizna -  stwierdzam.
-Wcale nie, to tylko tak wygląda. Nacięcie na pewno jest nieduże.
-Znawca się znalazł - drwię z niego.
-Pola nie ma dużej blizny, a Vina też urodził się przez cesarkę - tłumaczy swoją wiedzę, a ja patrze na niego.
-Aha - jestem zaskoczona. Niby skąd o tym wie? Widział jej bliznę? Widział jej brzuch po porodzie?
-Pokazywała mi już dawno. Jeszcze jak próbowaliśmy być razem -  dodaje jakby czytał w moich myślach.
-Wcale o tym nie myślałam -  udaję głupa.
-Jasne - Brayan uśmiecha się i obejmuje mnie delikatnie. W jego ramionach czuję się spokojniejsza. Wraca Erick. Tom pojechał do Alex, ale możliwe, że niedługo mnie odwiedzą we dwoje. Moja sala sąsiaduje z pokojem w którym śpią chłopaki. Erick spędza całe dnie na zamianę przy mnie i przy Adamie. Wiem, że wyrodna ze mnie matka, bo nie mogę być przy nim cały czas, ale jestem jeszcze zbyt słaba. Lekarza zabraniają mi chodzić do niego na dłużej niż kilka minut dziennie.  Mówią też, że najgorsze są pierwsze doby po porodzie więc skoro Adam nadal żyje, to znaczy, że walczy, że jest coraz silniejszy. Wypytałam lekarza o wszystko. Jeśli Adam przeżyje, to i tak na pewno spędzimy kilka najbliższych miesięcy w szpitalu. Jest jednak duża szansa, że wszystko skończy się dobrze.



Mijają kolejne dni, tygodnie. Wypisali mnie ze szpitala jednak i tak spędzam tu całe dnie. Adam jest coraz silniejszy, przybiera na wadze i już  samodzielnie oddycha. Coraz bardziej przypomina normalne dziecko, a od kilku dni pokazały mu się na głowie ciemne włoski. Z każdym dniem widzę, że jest coraz bardziej podobny do Ericka. Dla mnie nawet nie potrzeba robić badań, ale jeśli Erick będzie chciał mieć pewność, to po prostu je zrobimy. Przyleciał do nas także mój tata. Mama została  w Nowym Jorku, by pomagać Kim przy Evie. Wszyscy bardzo się wystraszyli i przeżywają to co się stało. Filipa nie widziałam od tamtego dnia, bo Erick uruchomił swoje kontakty, by  ten nie mógł się do mnie zbliżać. W prasie pojawiła się  jednak informacje o bójce i dziecku. Na szczęście w szpitalu mamy całkowity spokój. Dopóki mały nie będzie w pełni gotowy, by stąd wyjść nie rozmawiamy o tym jak to wszystko rozwiązać. Pogodzimy jakoś te wszystkie obowiązki, ale teraz najważniejsze jest, by Adam rozwijał się i dochodził do siebie w najlepszych do tego warunkach. Erick zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia i stara się trzymać na dystans w stosunku do mnie. Teraz dla niego całym światem jest syn,  a w tym całym dramacie ogromnie cieszę się, że mogłam obdarować go takim prezentem. Największym szczęściem jakie może spotkać człowieka. Dzieckiem. Brayan za to codziennie upewnia mnie w tym, że dobrze wybrałam. Mam wrażenie, że zakochuje się w nim z każdą chwilą coraz bardziej. Mimo obecności Ericka naprawdę czuję do niego "więcej".  Wszystko co ostatnio przeszłam bardzo mnie zmieniło. Przestałam ciągle o nim myśleć i rozpamiętywać, to co zrobiłam. Najważniejsze jest tu, teraz. Najważniejszy jest Adam. Moment w którym pierwszy raz mogłam wziąć go na ręce, był najszczęśliwszym w moim życiu. 

Dokładnie cztery miesiące później możemy wyjść ze szpitala. To jest cud. Mały nabrał  masy i odpowiednio się rozwinął. Mimo, że urodził się o wiele za wcześnie, to niczym nie różni się od innych dzieci. Jest troszkę mniejszy ale całkowicie zdrowy.

Piątek,  16 maj

Zjeżdżamy właśnie windą na podziemny parking kliniki. Ja, mój tata i Erick, który niesie Adama w przenośnym foteliku . Brayan i cała reszta zapewne są w naszym domu i czekają na nas. W czasie, gdy Adam był w klinice, to pani Hook i Brayan zajęli się wykończeniem domu. Wiem jedynie tyle, że jest gotowy do zamieszkania i w pełni umeblowany.
-Mogę dziś zostać u was na noc? -  Erick pyta niepewnie, gdy zapina fotelik na tylnym siedzeniu Bentleya. Sprowadził tutaj swoje samochody i wynajął apartament niedaleko kliniki, by być blisko.
-Jasne - uśmiecham się spoglądając na małego. Śpi słodko i ma gdzieś to jak wszyscy nie mogą doczekać się aż go zobaczą.
-Jest taki do ciebie podobny - stwierdza mój tata spoglądając na Ericka.
-Bo to cały ja! -  ten dodaje dumny i nachyla się by pocałować małego w rączkę. Serce mi się raduje, że wszystko dobrze się skończyło. Ostatnie miesiące były bardzo trudne. Mały dostał SEPSy i naprawdę było źle. Jest jednak tak silny, że poradził sobie z infekcją. Ma wolę życia i walki. Wiem, że wyrośnie na twardego i świetnego faceta. Niestety przez stres straciłam cały pokarm i nie mogę karmić go piersią. Codziennie będziemy musieli jeździć do kliniki po mleko innej matki, która ściąga je specjalnie dla Adama. To podobno lepsze i zdrowsze dla dziecka niż mleko w proszku. Moje ciało także się zmieniło. Nadal jestem bardzo szczupła, ale mój biust trochę szaleje. Poszerzyły mi się także biodra. Nisko na brzuchu mam bliznę po cesarce, na szczęście nie jest duża. Moja skóra  wróciła  do normy, jest na tyle elastyczna, że nawet nie mam rozstępów. Jestem jednak słaba fizycznie, ale najważniejsza jest psychika z którą jest zdecydowanie lepiej.
-Na pewno dobrze to zamocowałem? - pyta Erick drapiąc się po głowie i zerka na mojego tatę. Właśnie przypiął fotelik na tylne siedzenie samochodu.
-Zaraz zobaczę -  odpowiada tata i sprawdza wszystko dokładnie. Ja kucam obok przenośnego fotelika i patrzę na mojego ślicznego syna. Ma mnóstwo ciemnych włosków i oliwkową cerę. Oczka jeszcze niebieskie, ale raczej będzie miał ciemne, tak jak Erick. Adam to skóra z niego zdarta. Jedynie nosek ma po mnie, mały i słodko zadarty. Gdy przenoszę go delikatnie do samochodu budzi się nagle i patrzy nadąsany, że przerwałam mu sen. Robi takie śmieszne minki, że wszyscy się śmiejemy. Krzywi się i chyba ma ochotę popłakać ale smoczek załatwia sprawę. Siadam obok niego i poprawiam mu czapeczkę. Jest maj i jest całkiem ciepło, ale takie maleństwo trzeba odpowiednio ubierać. W życiu bym nie pomyślała, że rok temu, dokładnie o tej porze, poznałam się z Erickiem, a teraz mamy syna, a na dodatek nie jesteśmy razem.  Erick przez ten cały czas, kiedy mały był w szpitalu, spędzał przy nim każdą chwilę. W Nowym Jorku był tylko dwa razy, zostawił wszystko i praktycznie przeprowadził się do Londynu. Firmę powierzył Gordonowi, który też bardzo się zmartwił całą sytuacją. Na dniach to jego Jenifer ma rodzić, więc nie mógł przylecieć, by wspierać Ericka, ale przyjacielem jest się także na odległość. Z tego co wiem Filip wrócił do Nowego Jorku i chyba odpuścił. Erick niczego na jego temat mi nie mówi. Zapewne nie chce bym się niepotrzebnie denerwowała.

10 komentarzy:

  1. Błagam niech ona będzie z erickiem :(((

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj i mamy Potwierdzone ojcostwo (kocham cię Kasiu za to że to Erick) ale kurde na tym dupa nie wiem czego się teraz spodziewać. Co Ty tam kochana jeszcze wymysliłaś aż się zastanawiam El@

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie. Niech. Ona bedzie z erickiem. Cos czuje ze w nastepnych rozdzialas Brayan co bedzie kombinował i zdradzi Megan ale to tylko moje spostrzezenie

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak sobie właśnie pomyślałam że Brayan mógłby wrócić do Poli. W końcu dziecko mogłoby ich na nowo połączyć. Tak samo jak Erick i Meg. Az mi się ryczec chce jak Ona mówi że nie będą razem.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja w dalszym ciągu jestem za Brianem, w tej sytuacji mam wrażenie ze został odsunięty na dalszy plan. Myślę że jest mu bardzo ciężko, pewnie czuje się bardzo niepewnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wronia ��nie wyłamuj się z tlumu ma byc eric i juz

      Usuń
    2. Oj wronia ��nie wyłamuj się z tlumu ma byc eric i juz

      Usuń
    3. Ja też wolę Bryana i proszę, oby Meg pozostała z nim. <3

      Usuń
  6. Ojjj wydaje mi się, że tylko uśmiercenie Brayana uratowałoby związek Ericka i Meg. Może tak będzie?;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agatko.. jesteś chyva jedyną osobą, która woli Brayana.. razem ze mną oczywiście..

    OdpowiedzUsuń