Premiera już w lipcu!

piątek, 16 października 2015

Rozdział 101


Erick od razu mnie puszcza, a ja zsuwam się z jego kolan i wstaję. Jestem strasznie zakłopotana -  Wszystko w porządku? - Brayan przechyla delikatnie głowę, ale nie wyczuwam złości w jego głosie.
-A, tak się trochę rozczuliłem -  odzywa się Erick ratując całą sytuację -  Za dużo alkoholu, chyba się już położę-  dodaje i wymusza uśmiech.
-Każdy ma takie słabsze chwile -  Brayan podchodzi i pomaga Erickowi wstać. Dopiero teraz widzę jak bardzo jest pijany, bo ledwo stoi na własnych nogach - Chodź stary! - obejmuje go i prowadzi do domu, a następnie na górę do sypialni. Mieli tam spać dziś Kim i Rob, ale trudno. Najwyżej pojadą do Hooków razem ze wszystkimi. Pomagam Bryanowi położyć Ericka do łóżka. Brayan zdejmuje mu buty i spodnie, ja ściągam mu koszulkę.
-Ale się urządził - stwierdza cicho spoglądając na mnie rozbawiony.
-Najwidoczniej tego potrzebował.
-Mogę wiedzieć co go tak „rozczuliło”? - pyta niepewnie spoglądając na mnie.
-Dziś mija dokładnie rok od tamtego wieczoru w klubie -  odpowiadam bez emocji, naprawdę niewiele pamiętam i dawno o tym nie myślałam.
-Wtedy na wieczorze panieńskim Kim? Co cię... - urywa w pół zdania.
-Tak, właśnie o tym rozmawialiśmy - uśmiecham się blado, a Brayan podchodzi do mnie i przytula mocno.
-Erick nadal się obwinia mimo, że rozmawialiśmy o tym już kilka razy. Ostatnio poprosił bym przekonał cię żebyś zgodziła się na ochronę.
-Porozmawiamy o tym kiedy indziej, dobrze? - zbywam go, bo nie mam ochoty na taki temat.
-Czyli nie mówisz od razu nie? - Brayan uśmiecha się zadziornie.
-Nie - całuje go w policzek -  Przykryj Ericka i chodźmy do reszty - dodaję. Brayan okrywa go kołdrą i gasi światło. Wracamy na dół gdzie impreza trwa w najlepsze. Sprzątam jedzenie z ogrodu i staram się trochę ogarnąć ten cały bałagan. Tańce przeniosły się do salonu i kuchni, a ja jako gospodyni staram się dotrzymać towarzystwa. Na szczęście alkohol działa na wszystkich po równo, więc koło drugiej w nocy wzywamy taksówki, by odwiozły towarzystwo do Hooków, Tom i Alex jadą do mieszkania Brayana. Kim zabiera małą śpiącą Evę i zanosi ją do samochodu, Rob jest nieźle wstawiony. Mam nadzieję, że nie zarzygają taksówek. Żegnamy się ze wszystkimi i pomagamy wsiąść im do samochodów. Mój tata śpiewa z panem Hookiem i nawet moja mama jest mocno na bani. Chce mi się śmiać, są tacy zabawni. Ostatnim razem widziałam ich w takim stanie jak urodziła się Eva. Po dwudziestu minutach zamieszania kto z kim i gdzie jedzie, w końcu odjeżdżają, a my z Brayanem wracamy do domu.
-Chryste Panie! - wzdycham i zaczynam chichotać.
-Pijani ludzie potrafią być naprawdę upierdliwi -  dodaje Brayan i staje naprzeciwko mnie przypierając do drzwi.
-W końcu sami! - uśmiecham się i obejmuję go mocno.
-Dokładnie o tym samym pomyślałem, mała - on chwyta mnie za pośladki i całuje w szyję. Od razu przechodzi mnie dreszcz. Oplatam nogami jego biodra i palce wsuwam delikatnie w jego włosy. Nasze usta odnajdują się momentalnie, języki zaczynają szaleńczy taniec wokół siebie. Nie przerywając pocałunku, Brayan wnosi mnie na górę prosto do naszej sypialni. Zamyka nogą drzwi i kładzie mnie na łóżku.
Buty pogubiłam na schodach, a Brayan pośpiesznie rozbiera mnie do naga, sam jedynie ściąga koszulkę.  Bez słowa zaczyna pieścić mnie językiem, tam na dole. Jęczę zaskoczona jak intensywnie i mocno to robi. Odchylam głowę w poduszki, gdy zatapia we mnie palec i zaczyna masować mnie w środku. Słyszę jak Brayan także jęczy i mruczy z aprobatą. Jego język szaleńczo pieści moją łechtaczkę, a gdy drugi palec wypełnia mnie nagle moje ciało eksploduje. Zaciskam się wokół niego i zasłaniam usta poduszką, by nie krzyczeć.
-Tak, maleńka!  -  zadowolony zaczyna całować mnie po brzuchu, na bliźnie po cesarskim cięciu składa kilka dodatkowych mokrych pocałunków, by przejść wyżej aż do piersi. Drażni już twarde i sterczące sutki. Jęczę po raz kolejny. Wypycham biodra w jego stronę, spragniona by mnie wypełnił. Chwytam jego głowę i całuję namiętnie, zlizując z jego warg smak własnej kobiecości. Brayan praktycznie zrywa z siebie spodnie i sięga po prezerwatywę, zakłada ją szybko i wraca do mnie kompletnie rozpalony. Patrzę na niego leżąc na łóżku, jest taki piękny. Stoi przede mną zupełnie nagi i także patrzy - Chodź do mnie, Brayan - wyciągam do niego dłonie, a on uśmiecha się uwodzicielsko i układa się między moimi udami. Chwyta w dłoń penisa i już prawie czuję go w środku, gdy nasze igraszki przerywa  płacz, płacz Adama, dochodzący z niani elektronicznej.
-Boże, ten to ma wyczucie! - Brayan burczy ewidentnie wkurzony i wstaje, naciągając spodnie na sterczącego penisa. 
-Tak to już teraz będzie! -  śmieję się i chcę założyć spodnie.
-Nie ubieraj się! - rzuca ostrzegawczo - Zaraz wracam - dodaje i uśmiecha się uwodzicielsko wskazując palcami, że zajmie mu to jedynie chwilkę. Wychodzi szybko i słyszę jak zagląda do małego, a ten milknie od razu, gdy Brayan tylko bierze go na ręce. Mija milka minut, a Brayan dalej nie wraca. Bardzo staram się nie zasnąć, jednak zmęczenie mnie dopada. Zamykam oczy i odlatuję.
-O nie, nie, nie! - słyszę cichy zawiedziony głos Brayana, który wrócił do pokoju po dobrym pół godziny.
-Nie mam siły - mamroczę półprzytomna i przekręcam się na bok.
-Zwariuje przez ciebie kobieto -  burczy lekko wkurzony, ale rozbiera się i kładzie obok, wtulając  mocno.  
-Dobrano, skarbie -  bełkoczę niewyraźnie.
-Dobranoc, moja maleńka -  Brayan całuje mnie w łopatkę, a ja zasypiam dosłownie w sekundę.

Poniedziałek,  19 maj

Brayan właśnie opadł na mnie kompletnie wykończony kolejnym orgazmem. Obudził mnie nad razem i kochaliśmy się aż do tej pory. Na dywanie leży pięć prezerwatyw i  mamy dość na dziś. Całuje mnie po plecach i gładzi dłonią wzdłuż kręgosłupa.
-Uwielbiam się z tobą kochać - szepcze mi do ucha.
-Mmmm... - mruczę zadowolona i uśmiecham się spoglądając na niego. Oboje jesteśmy nadzy, leżymy pod kołdrą przykryci do połowy. Adam obudził nas w nocy jeszcze kilka razy, wstawaliśmy do niego na zmianę. Teraz śpi jak aniołek i dał nam dla siebie cały poranek. Przeciągam się i odprężam. Jezu, ale mi dobrze!
-Wstajemy? - pyta Brayan siadając na łóżku.
-Ja bym jeszcze poleżała.
-To leż, mała -  całuje mnie w czoło - Ja pójdę pobiegać i kupię przy okazji pieczywo -  dodaje i wstaje energetycznie. Widok jego nagiego tyłka rozprasza mnie. Jak można mieć tak cudowne ciało? Nasuwa bokserki i wychodzi z pokoju. Leżę na plecach gapiąc się w sufit. Przysypiam jeszcze na chwilkę, gdy nagle budzi mnie Erick, kładąc obok mnie Adama.
-Dzień dobry! - mówi zadowolony, a ja zrywam się i zakrywam kołdrą. Cholera, przecież jestem zupełnie nago.
-Jezu, ale mnie wystraszyłeś! - patrzę zaskoczona. Znowu jest mi niezręcznie, bo na dywanie leżą gumki -  Wybacz, nie zdążyłam posprzątać -  dodaje wbijając wzrok w pościel.
-Dobrze chociaż, że się zabezpieczacie - odpowiada jakby rozbawiony. Nic nie rozumiem. Ten człowiek ma humory zmienne bardziej niż kobieta - Chyba wczoraj nie gadałem nic głupiego? - pyta spoglądając na Adama, który wierci się między nami.
-A co, nie pamiętasz? - unoszę brew.
-Wiem, że tańczyliśmy, ale potem mam czarną dziurę -  Erick jest ewidentnie zakłopotany -  Mam nadzieję, że nic nie zrobiłem...
-Spokojnie - przerywam mu - Tylko się lekko rozczuliłeś, a ja pocieszałam cię w ogrodzie -  dodaję nie ukrywając rozbawienia. Jego wyraz twarzy mówi wszystko.
-Boże, przepraszam cię najmocniej - Erick drapie się po porannym zaroście, jest naprawdę zmieszany.
-Nic złego się nie stało - mrugam do niego wesoło.
-Chyba nie powinienem pić alkoholu. To może kiedyś źle skończyć - Erick nachyla się nad małym i całuje go po rączkach - Ojciec się wczoraj nie popisał, synu - dodaje i robi Adamowi „brzuszek pierdziuszek”, a ten śmieje się od razu i wierci jak szalony.
-Jest taki kochany - patrzę na nich jak zaczarowana. Tak to właśnie powinno wyglądać. Adam, Erick i ja, jako rodzina. Jest jednak zupełnie inaczej, a ja mam wrażenie, że z dnia na dzień jestem coraz bardziej zagubiona w tym wszystkim.
-Chyba nigdy nie zdecydowałbym się świadomie na dziecko, ale teraz widzę, że to byłby ogromny błąd - Erick spogląda na mnie i uśmiecha się.
-Kiedyś już miałeś zostać ojcem - mówię głośno przypominając sobie sytuację z Moniką. Cholera! Miałam mu nie mówić, że wiem. Erick patrzy na mnie skonsternowany. .
-Dziecko nie miało szans po twoim wypadku i leczeniu, Meg - odpowiada smutno nie domyślając się, że mam na myśli Monikę.
-Mówię o Monice… -  dodaję niepewnie. Oczy robią mu się wielkie, ewidentnie jest zaskoczony.
-Skąd o tym wiesz?
-Od Filipa... - jego imię ledwo przechodzi mi przez usta.
-No tak, przecież to oczywiste. Ciekawe o czym jeszcze ci powiedział? - wywraca nerwowo oczami, chyba się zdenerwował.
-O niczym istotnym, naprawdę. Zresztą po tym wszystkim zastanawiam się czy cokolwiek z tego co mówił było prawdą - próbuję go uspokoić.
-Opowiadał ci o naszych interesach? - rzuca mi gniewne spojrzenie.
-Co? – piszczę -  Nie, nigdy mnie to nie interesowało - podkulam nogi i zakrywam się kołdra jeszcze wyżej.
-Nie opowiadał ci o tych wszystkich....kobietach? - ton mu łagodnieje.
-Niby po co miałby mówić? - wzdrygam się, nie rozumiem do czego zmierza.
-Nic, nie ważne -  próbuje mnie zbyć i wstaje podchodząc do okna.
-Myślisz, że opowiadał mi o tym wszystkim co robiłeś i dlatego to się stało? Dlatego się z nim... - urywam w pół zdania, a on odwraca się i patrzy na mnie.
-Skoro mówisz, że nie opowiadał, to ci wierze, ale to wiele by wyjaśniało.
-Co by wyjaśniało? O czym ty mówisz? - siadam na brzegu łóżka ponownie owijając się kołdra. Mały leży sobie spokojnie obok mnie i chyba właśnie robi w pieluszkę.
-Gdybyś znała szczegóły tych wszystkich rzeczy, które robiliśmy, na pewno brzydziłabyś się mnie. Pomyślałem, że zrobiłaś to, by się ode mnie uwolnić… -  odpowiada z brutalną szczerością.
-Jeśli chcesz wiedzieć to naprawdę żałuję. Żałuję tego co stało się z Filipem jak niczego innego. Nie zrobiłam tego specjalnie! - mówię skruszona.
-Rozumiem - odpowiada, ale jego głos jest pusty i zimny. Podchodzi do mnie i kuca obok  - Wezmę małego, a ty się ubierz -  dodaje i pociera dłonią moje nagie ramie. Od razu przechodzi mnie dreszcz, a z moich ust wydobywa się mimowolny jęk. Oblewam się też rumieńcem. Erick zauważa to i uśmiecha się uwodzicielsko, a następnie zabiera Adama na dół. Moje ciało znowu płonie. Jak to możliwe? Przecież kochałam się z Brayanem cały ranek. To jest nienormalne! Idę pod prysznic, potem do garderoby, gzie zakładam długą powłóczystą spódnicę w kolorze miętowym, a do tego zwykły biały top na ramiączka i kremową marynarkę. Jest piękny majowy poranek, a dziś pewnie pokażemy trochę Londynu naszym gościom. Akurat kończę się malować, gdy wraca Brayan. Koszulke ma całą mokrą od potu.
-Ślicznie wyglądasz, mała! -  mówi, gdy spotykamy się w korytarzu - Zostawiłem pieczywo na dole... Aha i nie przeraź się bałaganem po wczoraj! - dodaje wchodząc do łazienki. Schodzę szybko na dół. O rany! Ale chlew. Wszędzie kubki po napojach, moja nowa kanapa upieprzona keczupem i musztardą. Blat w kuchni oblany słodkim napojem i mnóstwo resztek jedzenia na podłodze i w ogrodzie.
-Pozabijam ich! - mówię wkurzona i zaczynam zbierać jednorazowe naczynia do worka na śmierci.
-Pomogę ci -  rozbawiony Erick wsadza małego do fotelika.
-To krajobraz jak po studenckiej imprezie, a nie rodzinnym grillu!
-Ale zabawa była przednia! -  próbuje mnie rozweselić -  Ładnie wyglądasz - dodaje nagle.
-Dzięki - uśmiecham się - Ale chyba muszę się przebrać, by to posprzątać -wzdycham, a Erick znowu się śmieje.
-To idź, ja pozbieram puszki po piwie - mówi, a następnie idzie na taras i zaczyna ogarniać bałagan na zewnątrz. Wbiegam na górę, by przebrać się w dres. Wracam szybko i takim sposobem sprzątamy resztę tego pięknego poranka. Dołącza do nas Brayan, który odkrywa, że ktoś wczoraj baraszkował w naszej łazience obok salonu. Znalazł tam pudełko prezerwatyw, całe puste.
-Obstawiam Toma i Alex! - mówi rozbawiony Brayan.
-Nie byłabym taka pewna, Rob nieźle się wczoraj dostawiał do Kim! -  spoglądam na niego próbując zmyć plamy po ketchupie z kanapy.
-A może to twoi rodzice, Meg? Też wczoraj nieźle się bawili-  dodaje Erick puszczając mi oczko.
-Weź nie mów mi o takich rzeczach! - wszyscy wybuchamy śmiechem. Nie chcę myśleć o tym co mogą robić moi rodzice.
-To na pewno Tom! - odzywa się Brayan.
-Skąd wiesz? - pytam.
-Bo to mały rozmiar gumek! - dodaje i znowu wszyscy nie możemy opanować śmiechu.
-Ale z ciebie świnia, a nie przyjaciel! - karcę go śmiejąc się w głos. Poranek mija nam wyśmienicie. Mimo bałaganu mam dobry humor. Chłopaki pomogli mi wszystko ogarnąć, robimy śniadanie i ustalamy plan dnia. Brayan dzwoni do Toma, który niestety nie odbiera.  Zapewne jeszcze wszyscy śpią. Jest jedenasta rano. Karmię małego na fotelu. Cieszy mnie, że ma taki apetyt. Praktycznie cały czas mógłby jeść. Co tydzień musimy jeździć z nim do kliniki na kontrole. Mimo tego, że ma cztery miesiące, to według zasad dzieci urodzonych za wcześnie, nie jest na etapie rozwoju jak dziecko urodzone normalnie w terminie. Koło południa dzwoni Tom. Opowiada o tym, że nic nie pamięta i czy nic nie odwalił. Wyrywam słuchawkę Brayanowi nie mogąc się powstrzymać.
-Jesteś mi winny sprzątanie domu, Tom. Zostawiliście taki chlew, że dopiero teraz skończyliśmy sprzątać! - ganię go wesoło.
-Spoko, mała kiedyś posprzątam, tylko mów ciszej. Głowa mi pęka.
-To nie będzie was dziś? Mieliśmy jechać pokazać mojej rodzince Londyn…
-Jakoś ramy radę. Ogarniemy się i przyjedziemy do was - odpowiada.
-Świetnie w takim razie czekamy -  uśmiecham się zadowolona.
-A u was wszystko ok? - pyta nagle.
-Tak - unoszę brew - A czemu pytasz?
-No widziałem wczoraj jak rozmawiałaś z Erickiem w ogrodzie i go przytulałaś...
-Upił się po prostu. Nic się nie wydarzyło, jeśli to masz na myśli - odpowiadam wyprzedzając jego pytanie.
-No to dobrze!  - wzdycha głośno -  No to do zobaczenia, mała.
-Pa, pijaku! - śmieję się i rozłączam - Wpadną do nas jak się ogarną. Idę zadzwonić do Kim - mówię i udaje się do sypialni po swoją komórkę. Dzwonię do niej, a moja siostra odbiera od razu. Rob zdycha po wczoraj więc chyba zostanie w domu z Evą, rodzice też odpadają, bo tata się pochorował i nie czuje się najlepiej. Mają być do końca tygodnia i jeszcze zdążą coś zwiedzić. Do Adama przyjedzie moja mama i pani Hook, by się nim zając przez te kilka godzin. Przebieram się w to co miałam na sobie wcześniej i schodzę na dół. Erick bawi się z Adamem, a Brayan robi sobie białkowy koktajl.
-Mogę zacząć biegać z tobą? - siadam w kuchni przy stole i patrzę na niego badawczo.
-Jeśli chcesz, ale to nie takie łatwe. Nie możesz tak po prostu zacząć sobie biegać… -  upija łyk koktajlu, który zostawia mu nad górną wargą białe wąsy. Wstaję, podchodzę do niego i stając na palcach zlizuje biały osad znam jego ust.
-Bananowy. Pyszny... – mruczę, a on uśmiecha się lubieżnie.
-Musimy najpierw zapytać lekarza czy możesz zacząć już ćwiczyć i wtedy pomyślimy -  Brayan całuje mnie w policzek i idzie na górę się przebrać. Erick rozmawia na tarasie przez telefon, a mały śpi słodko w foteliku. Mogłabym patrzeć na niego godzinami, ale wzrok ucieka mi także w kierunku tarasu. Erick spogląda na nas i uśmiecha się kończąc rozmowę.
-Moja rodzina chciałaby zobaczyć Adama. Zgodziłabyś się by was odwiedzili? - pyta stając w progu. Biodrem opiera się o framugę drzwi tarasowych.
-Jasne, dla mnie nie ma problemu - uśmiecham się.
-Dziękuję. Moja mama bardzo przeżywała, gdy dowiedziała się o wszystkim - Erick podchodzi do mnie.
-Jeśli będziesz chciał i lekarz pozwoli, to możesz zabrać go na kilka dni do Nowego Jorku i  spędzić czas i ze swoją rodziną - patrzę na niego i widzę jaki jest zaskoczony. Wiem jednak, że to dużo dla niego znaczy.
-Bardzo chcę. Dziękuję, Meg - bierze mnie za dłoń. - Jesteś cudowna - dodaje i całuje ją delikatnie.
-Po prostu chce by było w miarę normalnie. Adam to także twój syn - rozmawiamy chwile. Jeśli się staramy nawet nieźle nam to wychodzi. Temat głównie kręci się wokół Adama, ale to przecież oczywiste. Niedługo przyjeżdżają Kim, mama i pani Hook.
-A co wy tak wczoraj się przytulaliście na tarasie? - zaczyna swój wywiad moja nieustępliwa siostra.
-Erickowi się zebrało na wspomnienia. Chłopak się wzruszył, to go pocieszałam. Upił się -  odpowiadam cicho.
-I ty już do niego tak nic, a nic? - nachyla się widząc, że chcę rozmawiać ciszej.
-Wiesz jak jest. Erick jest ojcem mojego dziecka, ale jestem z Brayanem to dość skomplikowane - wzruszam ramionami.
-Powiem ci szczerze, że podziwiam cię. Jak ty to wytrzymujesz? Erick chyba często u was jest.
-Prawie cały czas. W szpitalu spędzał ze mną i Adamem całe dnie bez przerwy.
-Nie pociąga cię już? - Kim nachyla się jeszcze bliżej i patrzy na mnie zaciekawiona.
-Żartujesz? Czasami jestem taka na siebie zła, bo czuję się nielojalnie wobec Brayana.
-Jak dobrze, że mam przy sobie tylko jedną fujarkę, Roberta! -  stwierdza i zaczynamy się śmiać. Opowiadam jej o sytuacji, która miała sytuację dwa dni temu. Kim nie jest zaskoczona. Widzi jakie emocje są między naszą trójką, ja wiem, że Brayan i Erick mają jakiś układ i nie będę w to wnikała. Muszę panować nad swoimi uczuciami i nie dawać się im ponieść. Wtedy powinno być wszystko dobrze. Po jakiś dwóch godzinach w końcu docierają do nas Alex i Tom. Co prawda na wielkim kacu, taksówką, ale najważniejsze, że są.
-Przepraszamy wszystkich, ale Tom miał problemy z puszczeniem muszli klozetowej! - mówi rozbawiona Alex, wygląda zdecydowanie lepiej niż on.
-Zabije cię, jeśli zarzygasz nam samochód!  - rzuca ostrzegawczo Brayan.
-Spoko, nie mam już czym - Tom uśmiecha się blado. Naprawdę nie wygląda najlepiej.
-Może zostań w domu, po co będziesz się męczył? -  podchodzę do niego.
-Alex mi nie daruje jak z wami nie pojadę - mówi do mnie szeptem, a ja obejmuję go delikatnie.
-Ale z ciebie pantofel, Tom - mrugam i podaję mu mój tajemniczy specyfik na kaca -  Pij - dodaję. Bierze niepewnie szklankę i wypija napój duszkiem - Za chwile powinieneś poczuć się lepiej - Brayan sprawdza w internecie gdzie pojedziemy. Ustalamy jakąś sensowną trasę i wychodzimy. Jest nas za dużo i nie zmieścimy się w mój samochód, więc jedziemy z kierowcą Ericka, jego vanem.

Pierwszym punktem jest oczywiście słynny most, Big Ben i London Eye oraz Zamek Królewski. W sumie sama byłam tu raptem dwa razy więc z przyjemnością zwiedzam te miejsca. Następnie idziemy do muzeum figur woskowych Madame Touso. Wygłupiamy się i robimy zdjęcia z podobiznami znanych osób. Piszczę widząc woskową figurę Brusa Willisa, którego kocham miłością platoniczną od dawna. Daje mu całusa, a Brayan uwiecznia to na aparacie.
-Nie sądziłem, że gustujesz w starszych i łysych! - mówi rozbawiony moją ekscytacją Brayan.
-Chodź zrobimy sobie fotkę z Kim Kardashian - mówi do niego Erick i puszcza do mnie oczko.
-Skoro lubicie wielkie tyłki! - pokazuje im język i śmieję się głośno przechodząc dalej. Moja siostra właśnie prawie zgwałciła figurę Justina Biebera oczywiście dla żartu, ale ochroniarz zwraca nam uwagę byśmy normalnie się zachowywali. Tom nadal jest niewyraźny jednak stara się dotrzymać nam kroku ze względu na Alex. Naprawdę jest w niej zakochany po uszy. Postanawiam zlitować się nad nim i podeszłam by z nim pogadać. Alex od razu rusza do przodu za moją siostrą.
-Może chcesz iść coś zjeść? - biorę go pod rękę.
-Marzę o piwie, chyba zaraz umrę -  Tom patrzy na mnie błagalnie.
-Nie znacie umiaru. Po co tyle chlać? - ganię go lekko.
-No wiesz... nasi ojcowie za kołnierz nie wylewali, Rob też nie odpuszczał - tłumaczy się przepraszająco.
-Zostawiliście w łazience opakowanie po gumkach.
-My? - unosi brew - Nie używamy gumek. Zresztą wczoraj nie byłem zdolny do czegokolwiek - dodaje rozbawiony.
-Powiedziałeś rodzicom, że chcecie razem zamieszkać? - zmieniam temat.
-Jeszcze nie – wzdycha - Nie wiem jak to przyjmą.
-Spoko, na pewno zrozumieją. Nie możesz przecież do końca życie mieszkać u nich -  obejmuję go mocniej - Chodź, postawie ci to piwo -  dodaję i kierujemy się w drugą stronę. W holu mieści się mała restauracja. Zamawiam piwo dla Toma i sok dla siebie.
-Brakuje mi naszych rozmów, ostatnio tak rzadko gadamy! - mówi spijając piankę - O cholera! Ale dobre... - uśmiecha się zadowolony.
-Wiem, mi też tego brakuje. Może teraz będzie już normalniej i bez stresu.
-W sumie to wszystko skończyło się całkiem dobrze. Nawet nie wiesz jak się stresowałem.
-Najważniejsze, że Adam jest zdrowy, a z Erickiem jakoś się staramy dogadać - uśmiecham się.
-A Filip? Nie odzywa się? - pyta niepewnie.
-Do mnie nie i niech tak zostanie - urywam ten temat, nie chcę o nim gadać. Po jakiś dwudziestu minutach dołącza do nas reszta towarzystwa. Chłopaki mają ubaw ze zdjęć których narobili całe mnóstwo. Fakt, że Erick jest z nami też wywołuje niezłą sensację. Młode dziewczyny proszą go o autograf, a ja prawię prycham śmiechem. Cholera, ale z niego gwiazda. Wiem jak działa na kobiety więc w sumie mnie to nie dziwi. Robią sobie z nim zdjęcia. Ostatnio portale i gazety rozpisywały się na jego temat, że nie wiadomo dlaczego przebywa w Londynie, ale spekulują, że to jego dziecko urodziłam. Na szczęście temat ucichł, bo Erick na pewno wykorzystał swoje kontakty i wiele za to zapłacił. Po zwiedzeniu  muzeum idziemy coś zjeść. Oczywiście do kosmicznie drogiej restauracji w które za wszystko płaci Erick, mimo sprzeciwu Toma i Brayana. Dostajemy od ręki najlepszy stolik. 
-Ja poproszę zupę krem z kukurydzy, sałatkę z kurczakiem i pudding czekoladowy - zwracam się do kelnera, który zapisuje nasze zamówienie. Wszyscy rzucają mi dziwne spojrzenie - No co? - pytam.
-Nic, mała. Cieszymy się, że w końcu normalnie jesz - odzywa się Brayan.
-Nawet jak będę gruba i tak wszyscy będziecie mnie kochać! - mówię bez namysłu i od razu robię się czerwona.
-Oczywiście, że tak - dodaje moja siostra i puszcza mi oczko. Brayan chyba się lekko zmieszał, podobnie jak Erick. Cholera! Ugryź się czasami w język Donell! Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. Mimo mojej wpadki obiad jemy w miłej atmosferze. Przeglądamy zdjęcia, które dziś zrobiliśmy. Widząc co chłopaki wyprawiali z figurą Madonny i Britney mało nie zadławiłam się sałatka.
-Dobrze, że nas nie wyrzucili! - śmieję się widząc zdjęcie na którym Brayan wkłada język do ucha Victorii Beckham.
-Pokaż mi! - Erick zabiera mi aparat, bo również chce obejrzeć zdjęcia. Co chwila się śmieje, a Brayan zagląda mu przez ramie i też nie może się opanować. 
-To jest rozwodowe! - Erick odwraca do mnie aparat i pokazuje to, na którym całuje Brusa w usta.
-No wybacz, zawsze miałam do niego słabość! -  śmieję się i puszczam im oczko. Oglądają dalej, coraz bardziej się śmiejąc. Po chwili jednak obaj robią dziwne miny. Patrzę na nich pytająco, ale nic nie mówią. Brayan odwraca się, jednak Erick patrzy na aparat jak zaczarowany. Nachylam się i spoglądam co tam widzi. O cholera! To przecież zdjęcia mojego brzuszka. Robiłam je każdego dnia, nawet tamtego dnia gdy przyjechał Filip.
-No już, starczy tego oglądania! – mówię próbując wyrwać mu aparat.
-Nie. Nie - blokuje delikatnie moją rękę -  Chcę je wszystkie - dodaje tym swoim rozkazującym tonem. Patrzę zaskoczona na Brayana, który wzrusza ramionami.
-Po co ci one? To tylko brzuch -  pytam cicho. Jestem skrępowana.
-Na pamiątkę, w końcu w jakimś celu je robiłaś - Erick patrzy na mnie poważnie.
-Dobrze, prześlę ci je -  poddaje się, nie mam zamiaru robić afery z tego powodu.
-Dziękuję - Erick uśmiecha się zwycięsko i oddaje mi aparat. Atmosfera wraca do normy, a po  obiedzie wracamy do domu. Stęskniłam się już za moim synem. Moja mama i pani Hook oczywiście cudownie się nim zajęły. Gdy wchodzimy do domu właśnie usnął, nakarmiony i przewinięty. Od razu idę do niego, by chociaż popatrzeć. Nie sądziłam, że można kogoś tak bezwarunkowo kochać. To mój skarb, największy i najukochańszy.

Pozwoliłam Erickowi nadal u nas spać. Ostrzegłam go jednak, że jeszcze jedna taka sytuacja jak ostatnio i wraca do hotelu. Wieczorem Brayan odwozi wszystkich do Hooków i wraca szybko do domu. Siedzimy akurat z Erickiem w kuchni i obmyślamy plan na jutro. Mamy wizytę w klinice z małym. Gdy wraca Brayan w końcu zmuszają mnie do rozmowy o ochronie. Niechętnie, ale zgadzam się na to na moich warunkach. Erick ma wszystko załatwić, ale na razie póki jest tutaj z nami nie chcę ochrony. Będą ochraniać nas tylko wtedy, gdy Ericka nie będzie w Londynie lub gdy będę sama w domu. Nie chcę czuć się obserwowana i osaczona. Rozumiem, że obaj się martwią, ale dla mnie to przesada. Jestem zmęczona więc idę się położyć. Po drodze oczywiście zaglądam do Adama ale, babcia nieźle go wymęczyła, bo śpi już od dobrych dwóch godzin. Wiem, że skoro Erick śpi dziś u nas, to będzie do niego wstawał. Brayan pewnie też będzie czujny więc w końcu może się wyśpię. Marzę o tym od kilku tygodni.

Środa, 25 czerwca

Wracamy właśnie z kliniki z Adamem. Dziś skończył pięć miesięcy. Jest zdrowy i lekarze mówią, że naprawdę wszystko jest dobrze. Możliwe, że pozwolą nam nawet polecieć do Nowego Jorku, by rodzina Ericka go poznała. Jego mama niestety nie może przylecieć, bo pracuje w szpitalu i ma dużo obowiązków. Ja mimo tego, że nie widziałam mojej rodzinki niecały miesiąc już się za nimi stęskniłam. Tydzień kiedy byli u nas był naprawdę świetny. Dał mi tyle energii i dobrych myśli, że niczym już się nie przejmuję. Pod koniec maja Jeni urodziła swoją córeczkę, Lenę. Jest zdrowa i jeśli wszystko dobrze pójdzie będziemy mogli polecieć do nich z naszym Adamem. Z Erickiem też staramy się unikać dziwnych sytuacji, nadal u nas śpi i nawet się do tego przyzwyczaiłam. Brayan musiał wrócić do pracy w sklepie, bo jego pracownik złamał nogę na zajęciach samoobrony. Remont kawiarni dobiegł końca i Hookowie otworzyli ją na nowo. Byliśmy tam parę razy. Naprawdę wygląda to imponująco. Pomogłam Hookom ułożyć menu i dopracować cały rozkład posiłków oraz dań. Tom i Alex zamieszkali w końcu razem w kawalerce Brayana. Po krótkiej batalii z jego rodzicami udało się wszystko dogadać. Zaczął się także sezon więc Tom i Brayan wieczorami często jeżdżą na motocyklach.  Gdy  Erick dowiedział się, że dostałam taki sam od Brayana mało nie dostał zawału, a ja miałam niezły ubaw. Zabronił mi kategorycznie na niego wsiadać i mam nawet nie myśleć o robieniu prawka. W sumie go rozumiem, bo sama codziennie się martwię, gdy Brayan i Tom jadą się przejechać. Teraz gdy jest Adam nie mogę siebie narażać. Chcę być dla niego cała i zdrowa.
-Wrócę za kilka dni! -  mówi Erick, gdy żegnamy go na lotnisku. Musi wrócić do Nowego Jorku, bo ma jakieś ważne sprawy w firmie których nie może załatwić tutaj.
-Będziemy tęsknić - odpowiadam uśmiechając się. Trzymam na rękach Adama, który wyciąga rączki do Ericka.
-Następnym razem polecimy wszyscy razem! -  bierze go ode mnie i całuje po główce. Mały śmieje się i wierci jak szalony. Brayan jest w sklepie i ma wrócić dopiero wieczorem, dlatego to ja odwożę Ericka na lotnisko.
-Daj znać jak dolecisz -  całuję go w policzek na pożegnanie i zabieram małego.
-Oczywiście, a ty uważaj na siebie. Jedź powoli -  Erick obejmuje nas i przytula mocno.
-Tak jest, panie Evans! -  salutuję żartobliwie, a on się śmieje.
-Pa synku! -  dotyka raz jeszcze jego rączki i powolnym krokiem kieruje się w stronę swojego prywatnego samolotu. Gdy wsiada, ja wracam szybko do samochodu i zapinam Adama w foteliku. Ostatnio odważyłam się jeździć z nim samochodem i już się nie boję. Włączam cicho muzykę, dzięki której mały jest spokojny w podróży. Inaczej wierci się i marudzi, domaga uwagi, której w trakcie jazdy nie mogę mu przecież poświęcić. Gdy podjeżdżam pod dom dzwoni mój telefon, to Brayan. Odbieram od razu.
-Co tam, skarbie? Właśnie dojechaliśmy do domu - mówię zadowolona i gaszę silnik.
-Meg, Tom miał wypadek na motocyklu! – w odpowiedzi słyszę jego spanikowany głos. Boże! Momentalnie robi mi się gorąco.
-Jaki wypadek? Gdzie?! - pytam zszokowana.
-Jechał do kawiarni, nic więcej nie wiem. Jadę do szpitala! – wiem, że Brayan prawie płacze.
-Też tam jadę, który to szpital? - pytam, zapinając pas i włączając silnik.
-Nie, mała zostań w domu. Adam nie powinien przebywać w takim miejscu. Muszę kończyć i odezwę się, gdy będę cokolwiek wiedział.
-Boże skarbie, uważaj na siebie! – zduszam jęk, by się nie rozkleić.
-Zadzwonię, kocham was! -  dodaje szybko i rozłącza się. Jestem taka roztrzęsiona, że mija chwila zanim wychodzę z samochodu. Biorę Adama na ręce i wracam szybko do domu. Jest straszny upał, właśnie minęło południe. Karmię go i usypiam, a każda minuta dłuży mi się w oczekiwaniu na wiadomość od Brayana. Dzwonię do Alex, która nie odbiera, ale nie mam pojęcia czy też tam była, czy może jest w szpitalu i nie może rozmawiać. Chodzę od okna do okna jakbym na kogoś czekała. W końcu koło czwartej po południu dzwoni Brayan.
-Co tak długo! Co z nim!? Żyje?! - piszczę i od razu zaczynam płakać.
-Boże, Meg! -  mówi tak cicho, że serce mi zamiera. Nie! Proszę nie!
-Brayanm powiedź mi! -  łzy płyną mi po policzkach.
-Żyje, ale jest w krytycznym stanie. Ma połamane nogi, kręgosłup i mnóstwo obrażeń wewnętrznych. Mózg na szczęście jest cały, bo miał kask… -  odpowiada na jednym oddechu. Zasłaniam usta dłonią zduszając jęk.
-Jego rodzice wiedzą? -  pytam cicho.
-Tak, są tu ze mną razem z Alex. Erick załatwił klinikę, niedługo powinni go do niej przewieźć - odpowiada drżącym głosem, wiem, że płacze.
-Dzwoniłeś do niego? - jestem zaskoczona, że powiadomił Ericka.
-Tak, bardzo się zmartwił i od razu zaoferował pomoc.
-Och, Boże - Zaciskam oczy -  Przyjechać do was?
-Nie. Zostań w domu. Ja będę wieczorem.
-Będzie dobrze, skarbie. Tom wyjdzie z tego - próbuje go pocieszyć choć sama drżę ze strachu.
-To silny facet. Musi z tego wyjść!
-Zadzwoń jak będziesz wracał, nie chcę martwić się i o ciebie -  mówię cicho.
-Zadzwonię, mała. Do zobaczenia.
-Trzymaj się, skarbie - rozłączam się i od razu dzwonię do Ericka. Odbiera po pierwszym sygnale, a ja zaczynam mu płakać i nie mogę się uspokoić. Mówi, że wróci do Londynu najszybciej jak się da i że załatwił Tomowi opiekę najlepszych lekarzy. Czuję, że naprawdę się przejmuje, uspokaja mnie i prosi bym odpoczęła. Rozmawiamy jeszcze chwilę i robię tak jak mnie prosił. Biorę proszki na uspokojenie, które przepisał mi lekarz. Mam je brać właśnie w takich sytuacjach, gdy jestem zdenerwowana i zestresowana. Kładę się w pokoju małego. Telefon mam przy sobie. Adam śpi, bo niedawno go nakarmiłam, przewinęłam i uśpiłam. Lek zaczyna działać i udaje mi się przysnąć. Budzi mnie telefon, to Brayan. Mówi, że będzie później, bo właśnie będą przewozić Toma. Także mnie uspokaja i mówi bym poszła spać. Jest już wieczór i zaczyna się ściemniać. Karmie Adama po raz kolejny, kąpię go i znowu usypiam. Sama także kładę się w jego pokoiku. Zasypiam.

Czuję czyjąś dłoń na swoich ustach. Nie mogę oddychać. Otwieram oczy. W pokoju panuje półmrok, świeci się tylko lampeczka zapalona nad łóżeczkiem Adama. Spanikowana próbuje coś zrobić, jednak ten ktoś chwyta moje dłonie i blokuje ruchy. Mija chwila zanim dostrzegam, że nade mną stoi on...Filip. Boże, nie! Chcę krzyczeć i się wyrwać, ale mi nie pozwala.

-Nic ci to nie da, ty mała kurwo! - warczy pogardliwie przez zaciśnięte zęby. Sparaliżowana strachem kompletnie nie mogę się ruszyć, widzę jego wzrok. To coś przerażającego. Spogląda w stronę łóżeczka. Mały śpi spokojnie  nie mając pojęcia co się dzieje. Gryzę z całej sił dłoń Filipa i w końcu udaje mi się zaczerpnąć powietrza. Ten zabiera rękę i wykrzywia twarz w grymasie bólu.
-Zostaw mnie! - krzyczę i z całych sił próbuję go odepchnąć - Pomocy!!!
-Zamknij mordę. Nikt ci tym razem nie pomoże! - wrzeszczy wściekły i uderza mnie otwartą dłonią prosto w twarz. Jęczę z bólu i słyszę jak Adam zaczyna płakać. Boże synku!
-Czego chcesz? - dotykam policzka, który piecze mnie od uderzenia. Jeszcze nie wiem czy jestem bardziej przerażona czy zaszokowana tym, że tu jest.
-Dobrze wiesz czego chcę, ty niewdzięczna suko. Zniszczyłaś mi życie, teraz ja zniszczę je tobie! -  odpowiada i chwyta mnie za włosy, a następnie zrzuca z fotela na podłogę.
 

8 komentarzy:

  1. Ej.... jak tak możesz zakończyć rozdział w takim momencie? Zwariuje z Tobą Kasiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasna kur...i sto milicjantów!! Tego to ja się nie spodziewałam!

    OdpowiedzUsuń
  3. I Matuchno...... tego się nie spodziewałam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojojoj... A gdzie podziała się ta ochrona?

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj i znów a gdzie ta ochrona Kasia szalejesz nir męcz mnie tak bardzo wstaw szybko nowy rozdział El@

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Kasiu
    proszę się nie gniewać, ale dla mnie postawa,(głupota, niedojrzałość...) głównej bohaterski poznawana w odcinkach stała się niestrawna, na początku powieść bardzo mnie wciągnęła poświęciłam prawie cały dzień na przeczytanie wszystkich odcinków i byłam zachwycona, teraz wkurzam się, może chodzi o takie emocje u odbiorcy? Jednak czytanie "po trochę" przestało mi sprawiać radość, będę tutaj zaglądała i poczekam na zakończenie, by przeczytać całość, z pozdrowieniami i najlepszymi życzeniami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej historii nic nie będzie takie jakie byście chciałby żeby było :-) ma ona wkurzać, wywoływać emocje :-) ale doskonale rozumiem, bo sama wolę czytać w całości niż po kawałku :-)

      Usuń