Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 102

-Filip, nie! Błagam! - zaczynam płakać -  Nie rób krzywdy Adamowi! - dodaję w panice i trzymam się za głowę, próbując ulżyć sobie w bólu. On nadal szarpie moje włosy, a jego wzrok jest totalnie szalony. 
-Najpierw cię wyrucham, a potem zastanowię się co zrobić z gówniarzem! -  mówi agresywnie i zaciąga mnie do sypialni. Próbuję się wyrwać, krzyczę i płaczę jednak nic na niego nie działa. Słyszę też ciągle płacz Adama, serce mi ściska.
-Jezu, Filip co ty wyprawiasz?! - łkam, gdy rzuca mnie na łóżko. Robi to z taką siłą, że odbijam się od materaca i praktycznie z niego spadam. Filip jednak wchodzi na mnie i znowu mnie przytrzymuje.
-To na co zasługujesz ty i twoje popierdolone towarzystwo! Jak angol? Przeżył wypadek?! - odpowiada pogardliwie, a ja zamieram. Boże, wypadek Toma to też jego sprawka!
-Ty skurwielu! - zaczynam okładać go pięściami z całych swoich sił. Rzucam się na niego drapiąc i okładając jego klatkę piersiową.  Filip chwyta mnie jednak i odpycha, tym razem  tak mocno, że  spadam na podłogę. Nadal słyszę płacz Adama.
-Lubisz na ostro, co suko? Zaraz ci pokażę jak lubię ja! - wciąga mnie z powrotem na łóżko i przygniata ciałem.
-Filip, nie. Błagam! - powtarzam. Z oczu płyną mi łzy. Jestem kompletnie bezsilna wobec niego.
-Będziesz błagała o więcej! -  Filip wymierza mi kolejny policzek, który mnie oszołamia. Nie bardzo wiem co się dzieje. Czuję jego ohydne łapska na swojej skórze, a mam na sobie tylko letnią sukienkę. Zrywa ją ze mnie praktycznie jednym ruchem. Leżę jak sparaliżowana, a Filip nagle wyjmuje z kieszeni chusteczkę i nasącza ją jakimś płynem.
-Nie! Nie! - kręcę głową próbując się wyrwać, jednak Filip jest silniejszy. Przykłada mi ją do ust, nosa i już nic nie mogę zrobić. Wszystko widzę jak przez mgłę, czuję ale nie mogę się ruszyć  - Błagam - wypowiadam ledwo przytomna, w głowie mi się kręci. Świat wiruje, rozmazuje się. Filip przyciska mnie z całej siły do materaca i rozkłada szeroko moje nogi. Czuję jak zsuwa swoje spodnie i dźga  nabrzmiałym członkiem ślepo między moje uda. Próbuję je zacisnąć, jednak nie mam władzy nad swoim ciałem.
-Trzeba było być ze mną. Miałabyś wszystko, a wybrałaś ucieczkę i kłamstwa. Należy ci się za to kara! - wrzeszczy jak w amoku. W jego spojrzeniu widzę nienawiść. Czuję kolejny policzek, moje ciało rozluźnia się. Kolejny wdech z chusteczki nasączonej płynem, a moje uda przestają stawiać jakikolwiek opór. Sekundę później Filip wchodzi we mnie. Z mojego gardła wydobywa się niemy krzyk. Zaciskam oczy, po policzkach płyną mi łzy.
-Ty suko! Zaraz ci pokaże ostre pierdolenie -  wpycha go we mnie na siłę. Mam wrażenie, że rozrywa mnie od środka. Chwyta moją głowę i unieruchamia ją, opierając się łokciami na materacu.
-Proszę, nie rób tego… -  kwilę. 
-Zamknij się! - Filip zaciska usta w jedną linię i czując opór pcha raz jeszcze. Wchodzi we mnie do końca. Czuję potworny ból, a on dodatkowo zaczyna się poruszać. Od razu wiem, że krwawię. Zatyka mi usta chusteczką, co znowu mnie oszałamia. Obraz mi się rozmazuje, widzę wyraz jego twarzy. Jest jak opętany złem. Czerpie radość z mojego bólu i przerażenia. Pcha mocno raz za razem, dysząc i jęcząc przy tym obrzydliwie. Słyszę z pokoju płacz Adama, a także dźwięk mojej komórki. Wiem, że dzwoni Brayan albo Erick.
-Nie rób mu krzywdy… -  szepczę ledwo przytomna. Prawie już nic nie czuję. Leżę bezwładnie i poddaję się mu. Moje ciało już do mnie nie należy. Filip nadal to robi, mocno, agresywnie. W myślach mam tylko Adama. Boże! Nie rób mu krzywdy. Powtarzam w myślach, a głowa opada mi na bok. Czuję, że mnie przydusza ciałem. Zaczynam tracić przytomność -  Błagam, nie rób mu krzywdy... - to ostatnie co udaje mi się powiedzieć. Po chwili Filip odwraca mnie nagle na brzuch ,a  ja mdleję i nic już nie ma. Totalnie nic.

Otwieram oczy słysząc w oddali wycie syren policyjnych i krzyki jakiś ludzi. Leżę na łóżku w zmiędlonej pościeli i czuję, że pokoju jest mnóstwo dymu. Wszystko mnie jednak boli i nie mogę się ruszyć. Ktoś wbiega na górę do pokoju Adama, potem do gościnnego, a na końcu do sypialni. To pan strażak.
-Jest kobieta! - krzyczy do słuchawki przy uchu i podbiega do mnie od razu.
-Dziecko…-  majaczę i próbuję się podnieść.
-Przytomna -  dodaje i przykrywa mnie prześcieradłem. Za nim do sypialni wpadają kolejne osoby, w tym Brayan.
-Boże, nie! - łapie się za głowę widząc mnie leżącą bezwładnie na łóżku. Chce do mnie podejść, ale mu nie pozwalają. Nachyla się nade mną jakaś kobieta, to chyba lekarz.
-Adam, gdzie jest Adam? - pytam spanikowana. Nagle odzyskuję siły i wstaję szybko. To adrenalina. Rozglądam się i widzę światła syren za oknami oraz mnóstwo dymu w pomieszczeniu,  czuję swąd palonego drewna i plastiku.
-Proszę się nie ruszać! - pani doktor próbuje mnie zatrzymać, ale wyrywam się. Biegnę do sypialni małego.
-Boże, nie! Nie! Nie! - dopadam do łóżeczka, ale jest puste. Wpada za mną Brayan i patrzy zaszokowany, zrozpaczony - Gdzie jest mój syn!? - krzyczę z całych sił, to po prostu lament. Padam na kolana. Policjant siłą wyprowadza Brayana z pokoju, a ten szarpie się i krzyczy tak samo jak ja. Mówi coś do mnie, ale nic nie słyszę co. Powtarzam jak mantrę. Gdzie jest mój syn? Gdzie jest moje dziecko? Lekarka podaje mi jakiś zastrzyk i znowu opadam z sił. Zanoszą mnie szybko do karetki. Widzę ukradkiem jak policjanci trzymają Brayana, który próbuje im się wyrwać. Spoglądam na dom, a z okien na parterze bucha ogień. Jest chyba z pięć radiowozów, kilka jednostek straży pożarnej i mnóstwo ludzi. Boże, nie! Gdzie jest mój Adam! Nie! Łkam w karetce mimo podanych środków uspokajających. Jedzie ze mną pani doktor i policjantka.
-W domu nie było dziecka -  mówi pani policjant gładząc mnie po włosach.
-Było! Zabrał je! Porwał!  - krzyczę w szale.
-Kto? Kto był w domu? Widziała pani sprawcę? - pyta spokojnie.
-Filip! Filip Sanchez - odpowiadam i po kolejnej dawce środka uspokajam się. Leżę patrząc w jeden punkt.
-Dziewczyna widziała sprawdzę, to Filip Sanchez. Zablokujcie wszystkie drogi wyjazdowe z Londynu. Najprawdopodobniej ma przy sobie dziecko - słysząc te słowa zaciskam pięści.
-Boże. Mój synek, moje maleństwo - kwilę cicho, ale po chwili odpływam omamiona lekami.

W szpitalu wykonują mi badania. Dostałam środki przeciwbólowe więc tylko widzę i słyszę co się dzieje wokół mnie, jednak nic nie mogę zrobić. W myślach mam tylko Adama. Boże, gdzie jest mój syn? Słyszę ciągle jego płacz. Głośne wołanie o pomoc. Wołał mnie, chciał do mamusi, a mamusia nie przyszła. Nie pomogła mu. Nie uratowała. Co ze mnie za matka? Przez oczami mam obrazy jak Filip mnie gwałci. Robi mi się niedobrze na samo wspomnienie i wymiotuję na podłogę. Pielęgniarka podtrzymuje mi głowę, bo jestem bardzo słaba. Wszystko mnie boli, mam uczucie jakby ktoś rozerwał mnie od środka. Mimo leków ciągle czuję ból. Spoglądam na swoje dłonie... są całe pocięte w drobne rysy, jakby żyletką, całe we krwi. Dlaczego? Pielęgniarka przemywa mi rany, a to tak cholernie szczypie. 
-Boli... -  jęczę półprzytomna.
-Proszę się nie ruszać… - upomina mnie surowo i owija bandażami obie dłonie od nadgarstków aż do ramion. Widzę na korytarzu policjantów, zaglądają nerwowo do sali w której leżę.
-Na razie nie możecie jej przesłuchać - słyszę głos lekarza.
-Musimy z nią porozmawiać! - odpowiada zdenerwowany policjant.
-Jest w szoku, nie może zeznawać -  warczy lekarz i spogląda w moją stronę.
-Została zgwałcona, porwali jej dziecko i ktoś ewidentnie chciał upozorować pożar. Istnieje prawdopodobieństwo, że to była próba zabójstwa. Jeśli jest przytomna, musimy z nią porozmawiać! - upiera się policjant.
-Nie ma takiej możliwości! - lekarz sprzeciwia się kategorycznie i wyprasza policjantów.  Próba zabójstwa? Boże! Nie! Mój syn! Mój skarb! Zabiję Filipa jeśli zrobi coś Adamowi. Pielęgniarka wstrzykuje coś do kroplówki i znowu odpływam.


 Czwartek,   26 czerwca

Budzę się w jasnej sterylnie czystej sali. Leżę na plecach z dłońmi złożonymi na brzuchu. Do prawej ręki przypiętą mam kroplówkę i klips na palec mierzący puls. Dłonie dalej mam zabandażowane, jednak nic mnie już nie boli. Panuje cisza i  tylko brzęczące obok mnie maszyny  uświadamiają mi, że jestem w szpitalu. Mija chwila zanim dociera do mnie to co się stało.
-Adam. Gdzie jest Adam? - mówię sama do siebie i próbuje wstać, jestem jednak zbyt słaba. Głowa opada mi na poduszkę, chce mi się płakać. Spoglądam w stronę okna, a tam świeci piękne słońce i zanosi się na kolejny upalny dzień. Po chwili przychodzi do mnie lekarz i dwóch policjantów. Przedstawiają się, ale nie jestem w stanie zapamiętać ich nazwisk. Pytają czy czuję się na siłach, by z nimi porozmawiać. Kiwam głową  patrząc w jeden punkt na ścianie.
-Czy pamięta pani co stało się wczoraj wieczorem? - pyta policjant, ten wyższy. Kiwam twierdząco głową - Czy widziała pani sprawcę? - dodaje.
-Tak, to Filip Sanchez -  odpowiadam cicho, chce mi się wyć - Gdzie moje dziecko? Znaleźliście go? - patrzę na nich błagalnie.
-Niestety pani syn został uprowadzony - dodaje ten drugi - Sanchez uciekł przed naszym przyjazdem, nie udało nam się go złapać do tej pory.
-Boże! - zamykam oczy.
-Szukają go w całym Londynie i okolicach. Nie mógł daleko odjechać -  ten wyższy próbuje mnie pocieszyć.
-On jest zdolny do wszystkiego! Znajdzie mojego syna,  błagam was -  łkam patrząc na nich, obaj są zakłopotani.
-Robimy wszystko, by złapać Sancheza -  mówi ten niższy i wzdycha - Niestety pani dom prawie cały spłonął – dodaje, a ja patrzę na niego zaszokowana.
-On chciał mnie zabić, prawda? Upozorować pożar, upozorować wypadek -  sugeruję cicho.
-Tak podejrzewamy. Możliwe, że jest uzbrojony. Uciekł spod domu granatowym audi, jednak znaleźliśmy je kilka godzin później. Było doszczętnie spalone w lesie niedaleko pani domu.
-Proszę dać jej już spokój, musi odpoczywać! - przerywa nam lekarz, a policjanci wychodzą bez słowa więcej. Jestem zdruzgotana. Moje maleństwo! Przecież on jest taki malutki... musi jeść, musi mieć opiekę. Boże! Odchodzę od zmysłów co może się z nim dziać. Pielęgniarka przynosi mi jedzenie, jednak nie jestem w stanie nic przełknąć. Nie mam pojęcia gdzie jest Brayan, czy Erick wie? Kompletnie nic nie wiem. Tom. Boże, Tom! To Filip stoi za jego wypadkiem. Nie powiedziałam tego policjantom. Wstaję powoli z łóżka i wychodzę niepewnie na korytarz. Nogi mi drżą od środków uspokajających. Dostrzegam, że uda i łydki także mam całe w bandażach. Spoglądam w szybę mojej sali i widzę swoje odbicie. Na twarzy również mam ślady po żyletkach. Na policzkach, czole, ustach, szyi, dekolcie. Robię kilka kroków i robi mi się słabo. Opieram się o ścianę i próbuję nie stracić przytomności. Podbiega do mnie pielęgniarka i lekarz. Prowadzą mnie z powrotem do sali.
-Nie możesz wstawać, Meg! - gani mnie lekarz.
-Nie powiedziałam wszystkiego policjantom -  odpowiadam cicho, bo znowu jestem oszołomiona. Kręci mi się w głowie.
-Musisz odpoczywać, powiesz im później - dodaje i przykrywa mnie kołdrą. Nie mam siły nic mówić, a najmniejszy ruch wymaga ode mnie tyle wysiłku. Naglę widzę jak do sali wpada Erick. Jest blady, oczy ma wielkie z przerażenia. Chyba nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nie wiem czy kiedykolwiek byliśmy przerażeni bardziej niż teraz. Nawet wtedy przed moją operacją.
-Mój Boże, Meg... - Erick wplata palce we włosy. Wyraz jego twarzy wyraża wszystko, co oboje teraz czujemy. Strach, ból, wściekłość, bezradność. Lekarz próbuje go wyprowadzić. ale Erick protestuje.
-Tylko chwila rozmowy, naprawdę musi odpoczywać -  lekarz ulega w końcu i zostawia nas samych. Erick podchodzi do łóżka. Nie jest jednak pewny co powinien zrobić.
-Co ci zrobił ten skurwysyn? -  siada obok i delikatnie ujmuje moje dłonie. Kładzie także głowę na mój brzuchu. Po sekundzie z jego gardła wydobywa się głośny jęk rozpaczy i cały się trzęsie.
-Adam. On zabrał Adama… - mówię cicho, łzy płyną mi po policzkach.
-Zabiję go. Kurwa przysięgam, że go zabiję! - zaciska pięści na mojej dłoni. Skręcam się z bólu, ale od razu mnie puszcza i całuje każdy palec osobno -  Boże, Meg!
-Znajdź naszego syna. Błagam  - powtarzam to zdanie po raz któryś. Erick nawet nie patrzy mi w oczy, bo mój widok chyba sprawia mu jeszcze większy ból.
-Znajdę go. Obiecuje, skarbie. Obiecuje! - nadal całuje moje palce. Czuję jak nieco się uspokaja i w pewnym momencie spogląda na mnie.  Wysuwa dłoń, by dotknąć mojej twarzy.
-Nie. Nie dotykaj mnie! - krzyczę przerażona, nie zniosłabym jego dotyku. Mój oddech ledwo nadąża za szalejącym z rozpaczy sercem. Erick nie wytrzymuje i wychodzi pośpiesznie z sali. Jest wściekły, przerażony i bezradny tak samo jak ja. Nie wiem czy jego kontakty pomogą w znalezieniu Adama? Modlę się o to w myślach. Po jakimś czasie przychodzi do mnie także Brayan. Wypuścili go dopiero co z przesłuchania. Był na komendzie całą noc i przyjechał do razu do mnie. Wpada do sali, wyraz twarzy ma taki sam jak Erick. Mój widok go szokuje i sprawia mu ból. Także chce mnie dotknąć, ale protestuję. Nie mogę. Nie mogę i nie chcę być przez nich dotykana. 
Filip. 
Zrobił to.
Znowu to zrobił! 
Jestem taka brudna. Taka pusta i nic nie warta. Chcę zmyć z siebie jego zapach, bo ciągle go czuję.
-To on. On zaplanował to wszystko. Tom. Wypadek. On to zaplanował… -  mówię cicho i spoglądam na Brayana. Ten siedzi obok łóżka kompletnie załamany.
-Co?! - piszczy zaskoczony.
-Powiedział...zapytał mnie jak czuje się Tom i czy przeżył wypadek. On to zaplanował! Czekał aż Erick wyleci, by uderzyć w nas ze zdwojoną siłą - odpowiadam cała roztrzęsiona.
-Boże, Meg on chciał cię zabić, ciebie Toma! - wstaje i zasłania usta dłonią - To jakiś koszmar!
-Spalił dom -  dodaje cicho.
-Wiem, spalił też samochód którym uciekał. Policja próbuje go namierzyć, ale nie wiedzą do jakiego auta się przesiadł  - Brayan siada obok i próbuje się uspokoić - Zabrał z domu rzeczy Adama, ubranka , mleko -  dodaje cicho.
-Powiedział, że zniszczy mi życie, tak jak ja zniszczyłam jego… -  kwilę patrząc ślepym wzrokiem w okno.
-Poruszymy niebo i ziemię, by znaleźć Adama. Erick już działa w tym kierunku -  czuję jego dłoń na swojej dłoni. Wiem, że próbuje mnie pocieszyć.
-On tak płakał, wołał bym do niego przyszła, ale ja nic nie mogłam zrobić. Filip odurzył mnie, uderzył i krzyczał, że zniszczyłam mu życie… -  zaciskam oczy i chcę zwinąć się w kłębek.
-Boże! Znajdziemy go. Znajdziemy, skarbie - całuje mnie w dłoń, czuję jak cały drży.
-Ciągle słyszę jego płacz. On tak mnie potrzebował, a ja? Próbowałam, naprawdę próbowałam go obronić -  słyszę jak jedna z maszyn mierząca puls i tętno zaczyna piszczeć. Od razu przybiega pielęgniarka i wyprasza Brayana. Wstrzykuje mi coś do kroplówki i uspokajam się ponownie. Przed oczami mam obrazy...Gwałci mnie, bije i znowu gwałci. Adam, płacz Adama i jęki Filipa. Żyletka. Pociął nią całe moje ciało. To tak bolało. Wszystko sobie przypominam. Gdy już skończył ze mną wyszedł z sypialni i zszedł na dół. Nie wiem ile czasu to trwało, ale nie mogłam się ruszyć. Wrócił do pokoju Adama, a on zaczął płakać mocniej, gdy Filip wziął go na ręce. Widziałam przez uchylone drzwi, że trzyma go i idzie na dół. Boże! On porwał moje dziecko! Budzę się i zasypiam co chwila. Śnią mi się to co się wydarzyło, jak na zaciętej płycie. Gdy tylko zamykam oczy widzę to wszystko. Jak mnie dotyka, obłapia swoimi lepkimi łapskami. Boże! Czuje ten żar, palący ból w środku, gdy wchodził we mnie. Dyszał i sapał zatykając mi usta. Jego sperma zalała mnie i mam wrażenie, że wypaliła mnie od środka, a to było zwieńczeniem tego okrucieństwa i upodlenia jakie mi zrobił.

-Nie! Nie! - budzę się z krzykiem i zaczynam wymiotować na podłogę. Podbiegają do mnie Erick i Brayan. Któryś z nich łapie mnie delikatnie, a ja wyrywam się nerwowo - Nie dotykaj mnie! Zostaw mnie! - okładam pięściami Brayana, a on puszcza mnie momentalnie i patrzy zaszokowany.
-Proszę wyjść! - przybiega lekarz i siłą wygania ich z sali. Podchodzi do mnie i dotyka delikatnie mojego czoła  - Jest rozpalona - mówi do pielęgniarki -  Podaj jej to samo w podwójnej dawce, jest za słaba, by sama to zwalczyć - leżę. Nogi, głowa, ręce wszystko mam takie ciężkie -  Nie wpuszczajcie do niej nikogo - dodaje i sprawdza coś na maszynie monitorującej czynności serca. Kręci zmartwiony głową. Pielęgniarka sprząta po mnie i zmienia mi pościel. Mijają kolejne minuty, godziny. Cały czas praktycznie patrzę w jeden punkt i modlę się o życie mojego syna. Co jakiś czas zaglądają do mnie na zmianę lekarze i pielęgniarki. Podając mi różne środki, głównie przeciwbólowe i nasenne. Brzydzę się własnego ciała. Pragnę zmyć z siebie cały brud, bo czuję ciągle na sobie jego dłonie. Nikogo do mnie nie wpuszczają. Erick na pewno będzie chciał mnie przenieść do prywatnej kliniki, by mieć kontrolę nad wszystkim. W miejskim szpitalu nawet jego pieniądze nic nie zdziałają, bo lekarze zabronili mnie odwiedzać.

Filip. 
Zrobił to.
Znowu mi to zrobił!


12 komentarzy:

  1. Wow. Szok ty wiesz jak dowalic ...czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam się czegoś takiego .. To się porobiło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale dałaś czadu kochana!!! tego się nie spodziewałam.... aż strach się bać co jeszcze tam wymyslilas....

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojojoj ale Kasiu zgotowałaś koszmarny los tej biednej Meg. Co jeszcze jej się przydarzy? Mam nadzieję, że już niedługo zagości w sercu Meg szczęście i spokój;)))rozdział majstersztyk, genialny. Czekam z niecierpliwością na kolejny;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No droga.Autorko, pojechalas z temat, grubo! Poczułam się jak w filmie akcji. Nie oszczędzasz Meg nic a nic. Miejmy tylko nadzieje że w końcu zaświeci słońce

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym obejrzeć film pt. Efekt Erica!! byłby to hit!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj Kasia na początku pisałaś gdzieś (nie pamiętam gdzie dokładnie) że tamten gwałt nie był jedyny i dużo się w jej życiu zmieni, ale kobieto to totalna masakra. To co przechodzi Meg to istny koszmar jak ona po tym wszystkim będzie mogła normalnie funkcjonować?? A Erick ten to dopiero będzie miał poczucie winy aż już mi go szkoda. Oczywiście jak zawsze czekam na więcej nie trzymaj nas za długo w napięciu nie w takim momencie :P. El@

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj Kasia na początku pisałaś gdzieś (nie pamiętam gdzie dokładnie) że tamten gwałt nie był jedyny i dużo się w jej życiu zmieni, ale kobieto to totalna masakra. To co przechodzi Meg to istny koszmar jak ona po tym wszystkim będzie mogła normalnie funkcjonować?? A Erick ten to dopiero będzie miał poczucie winy aż już mi go szkoda. Oczywiście jak zawsze czekam na więcej nie trzymaj nas za długo w napięciu nie w takim momencie :P. El@

    OdpowiedzUsuń
  9. Poczatek byl super. Ale to juz sie robi smieszne i stanowczo za dlugie.

    OdpowiedzUsuń