Premiera już w lipcu!

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 103



Piątek,   27 czerwca

Tak jak myślałam przewożą mnie do kliniki w której leży także Tom. Jego stan nadal jest ciężki, a on leży w śpiączce farmakologicznej. Lekarze nie potrafią określić czy z tego wyjdzie. Ma połamane obie nogi, obojczyk, żebra i dwa zmiażdżone kręgi. Przeszedł trzy operacje, a jedno z żeber przebiło płuco. Miał też pękniętą śledzionę i mnóstwo innych urazów wewnętrznych.
-Zjedź coś proszę cię, Meg... -  Erick podsuwa mi tacę z jedzeniem. Nawet na niego nie patrzę, nie odzywam się. Jestem w ekskluzywnej sali w prywatnej klinice w Londynie. Jest tu mnóstwo ochrony, najlepsi lekarze, cisza i spokój. Mam do dyspozycji własną łazienkę i właśnie mam zamiar z niej skorzystać. Fizycznie czuję się lepiej, mimo że mam na całym ciele mnóstwo ran po żyletce. Lekarz próbował mnie pocieszyć mówiąc, że rany są płytkie i nie powinno być śladów. Mam to gdzieś, mogę mieć i milion blizn, byle mój syn się odnalazł. Nie podają mi już tylu silnych leków, bo nie wyraziłam na to zgody. Dostaję jedynie środki przeciwbólowe i kroplówki wzmacniające. Erick i Brayan patrzą na siebie pytająco widząc, że chcę iść sama do łazienki.
-Pomogę ci - Brayan wstaje z miejsca.
-Nie, chcę sama! -  burczę bardziej ostro niż zamierzałam, ale nie mogę znieść nawet ich obecności. Chcę być sama i jestem wściekła, że siedzą przy mnie cały czas.
-Jesteś zbyt słaba, ktoś musi ci pomóc - wtrąca Erick, ale ja rzucam mu jedynie gniewne spojrzenie i wchodzę do łazienki. Nie mogę zamknąć się od środka na zamek więc tylko zamykam drzwi. Na szczęście nie ma tu lustra. Wiem, że Erick kazał je zdjąć bym nie mogła patrzeć na swoją pociętą twarz. Widziałam ją tylko wtedy ten jeden raz w odbiciu szyby. To było coś strasznego. Odkręcam wodę pod prysznicem. Zsuwam z siebie piżamę i rozwiązuje delikatnie bandaże z nóg, rąk, brzucha, dekoltu. Mam wszędzie...dosłownie wszędzie długie, cienkie strupy. Gdy wchodzę pod strumień całe ciało zaczyna mnie piec. 
Boże! Zamykam kurczowo oczy i próbuje to przetrzymać. Kucam na podłodze i skulam się w rogu. Woda oblewa moje ciało, a po chwili nie czuję już nic. Widzę gąbkę i żel. 
Sięgam po nie. 

Muszę się umyć. 

Muszę. 

Cały czas czuję jego zapach. 

Boże! Pocieram delikatnie gąbką po ciele. Cholera, jak to boli. Mam sine nadgarstki i mnóstwo siniaków... wszędzie. Pocieram się coraz mocniej. Chcę zmyć z siebie ten brud. Biorę gąbkę na ostrzejszą stronę i trę mocno... aż do krwi. Boże! Nie mogę na siebie patrzeć. Zdrapuję zaschnięte już strupy robiąc tym samym świeże rany. Jakby miało mi to ulżyć. Potrzebuję poczuć się czysta. Potrzebuję ulgi. Nic nie pomaga. W tym momencie nie chce mi się żyć. Jeśli nie znajdą Adama, nie mam po co żyć. Zduszam jęk i kulę się w rogu. Cała podłoga jest czerwona, woda rozmywa krew zmywając ją ze mnie. Zamykam oczy i znowu widzę to samo. Gwałci mnie, bije i znowu gwałci. Płacz Adama. Ogień. Policja. Strażacy.
-Boże, nie! - łkam głośno i zaciskam dłonie we włosach. Czuję jego zapach. Jego łapy na mojej skórze. Czuję ból. Strach. Czuję jego nienawiść.
-Meg! -  słyszę wołanie pod drzwiami, to Brayan albo Erick. Sama już nie wiem.
-Idź sobie - odpowiadam cicho.
-Wchodzę -  chwyta za klamkę i otwiera powoli drzwi.
-Nie, nie wchodź! Zostaw mnie! Zostawcie mnie! Wszyscy! -  krzyczę i kulę się jeszcze bardziej w rogu prysznica. Niestety drzwi się otwierają. To Brayan.
-Chryste, Meg! - podbiega szybko widząc całą podłogę we krwi -  Coś ty sobie zrobiła? - bez wahania wchodzi pod prysznic i próbuje owinąć mnie ręcznikiem.
-Nie dotykaj mnie! - wyrywam się. Macham rękami i kopię. Nie jestem w stanie znieść dotyku. Nie jestem w stanie znieść czyjejś obecności. Nie jestem w stanie znieść czyjegoś spojrzenia.
-Uspokój się! To ja!  - krzyczy na mnie. Jest zdenerwowany i spanikowany.
-Nie dotykaj mnie! Boże, Brayan nie dotykaj mnie! - powtarzam w szale i nadal się z nim szarpie.
-Kurwa, uspokój się! - chwyta mnie nagle za ramiona i potrząsa mocno. Patrzę na niego zrozpaczona i zaczynam płakać.
-To moja wina. Nie pomogłam mu, nie obroniłam swojego dziecka! - łkam głośno, a on zakręca wodę i owija mnie rącznikiem.
-To nie twoja wina. Nie twoja, skarbie - gładzi mnie po włosach i sadza sobie na kolanach. W tym momencie nie czuję, że moje ciało należy do mnie. Nie chcę by do mnie należało. Do łazienki wchodzi także Erick. Widząc, że cała krwawię od razu woła lekarza. Pielęgniarka ponownie przemywa mi rany i bandażuje je na nowo.
-Dlaczego to zrobiłaś? - pyta pretensjonalnie Erick, gdy znowu jesteśmy tylko we trójkę.
-Dajcie mi spokój -  odwracam głowę, by na nich nie patrzeć.
-Musisz być silna, Meg - dodaje.
-Nic nie muszę. Odpieprz się! - warczę, ale Erick nic już nie odpowiada. Brayan także milczy. Atmosfera jest napięta. Wiem o czym myślą. Wiem o co chcieliby zapytać. Chyba nie mają odwagi, lub nie chcą mnie bardziej denerwować. Do Ericka dzwoni telefon, to już chyba setny raz dziś. Wychodzi z sali by porozmawiać. Brayan podchodzi do mojego łóżka i siada obok na krześle.
-Meg… -  chce dotknąć mojej dłoni.
-Proszę zostaw mnie, chcę zostać sama… - mówię szeptem i zabieram rękę.
-Musisz porozmawiać z psychologiem. Po tym co się stało potrzebujesz pomocy... - dodaje spokojnie.
-Wiesz czego potrzebuję? - odwracam  głowę w jego stronę.
-Czego? Dam ci wszystko -  patrzy błagalnie. Wiem, że chce pomóc, ale nie może. Nie potrafi.
-Znajdź Adama.
-Szukają go, cały czas szukają -  odpowiada smutno. W jego głosie słychać jednak bezradność i desperację.
-Mam to gdzieś, Brayan. Niech go znajdą! Kurwa, niech go w końcu  znajdą! - zaciskam pięść i uderzam w pościel. Znowu wzbiera mnie na płacz, gdy do sali nagle wpada Erick.
-Namierzyli Filipa! - mówi zdenerwowany, a ja zrywam się z łóżka.
-Gdzie? Boże! Ma Adama? Jest z nim? - pytam i zaczynam się ubierać.
-Na  lotnisku, czeka na niego samolot. Policja już tam jedzie, by go zatrzymać. Nie wiadomo czy ma przy sobie Adama -  odpowiada pośpiesznie -  A ty gdzie się wybierasz? - dodaje patrząc jak próbuję założyć spodnie od dresu na zabandażowane nogi.
-Jadę z tobą. Muszę wiedzieć! - naciągam je powoli, ale świeże rany nadal mnie pieką. Cholera! Wykrzywiam twarz w grymasie z bólu.
-Nie ma mowy, Filip może być uzbrojony. Brayan zostaniesz z nią -  jego ton jest rozkazujący.
-Chcę jechać z tobą! - odzywa się Brayan.
-Kurwa, posłuchajcie mnie chociaż raz. Nie będziemy nikogo więcej narażać! - warczy na nas - Wasze rodziny są pod ochroną. Dopóki nie schwytają Filipa wszyscy mają zakaz, by gdziekolwiek wychodzić! - dodaje i ponownie wychodzi z sali odebrać telefon. Mam jednak gdzieś jego rozkazy i nadal próbuję się ubrać. Muszę wiedzieć co z moim dzieckiem. Po prostu muszę. Jakimś cudem udaje mi się założyć spodnie, wkładam przez głowę bluzę nawet nie zakładając stanika.
-Gdzie są moje buty? - pytam Brayana, który patrzy na mnie smutno.
-Nie możesz tam jechać, Meg. Jesteś zbyt słaba - mówi cicho, bo doskonale wie, że nie może mi niczego zabronić. A nawet jeśli spróbuje, to znowu będzie awantura.
-Przynieś mi buty albo pójdę boso - warczę i związuję gumką swoje wilgotne włosy.
-To idź, droga wolna… - mierzy mnie wzrokiem. Wiem, że nie mam prawda się na nim wyżywać. Jest mi tak cholernie ciężko. Spoglądam na niego skruszona i wstaję nic nie mówiąc. Mam na nogach skarpetki i klapki. Brayan nie próbuje mnie zatrzymać, bo doskonale wie, że Erick zrobi to za niego. Wychodzę na korytarz, są tu policjanci i różni ludzie, to chyba ochrona. Erick odwraca się i widząc mnie wrzeszczy. Jest wściekły, że go nie posłuchałam.
-Wracaj do łóżka, Meg! Nigdzie nie jedziesz! - podchodzi do mnie i delikatnie ujmuje mój łokieć.
-Ericku, proszę... - nie mam siły się z nim kłócić. Patrzę na niego ze łzami w oczach. Erick dotyka dłonią mojego policzka. Jeden palec sunie aż do kącika moich ust, a ja wzdrygam się czując ciepło jego skóry. Czując tą bliskość. Nie mogę tego znieść i odsuwam się. Erick walczy ze sobą. Wiem, że chciałby mi pomóc. Wszyscy chcą mi pomóc, ale nie potrafią.
-Wybacz mi, ale nie mogę narażać kogokolwiek więcej na niebezpieczeństwo -  odpowiada, ton ma łagodniejszy lecz surowy. Wiem, że cierpi. Cierpi tak samo jak ja, a może nawet jeszcze bardziej? Nie mam co się licytować. Erick odprowadza mnie do sali i wychodzi pośpiesznie. Staram się nie postradać zmysłów. Zostaje z nami policjant i ochrona, będą nas informować na bieżąco. Umieram ze strachu. Boże, pragnę jedynie żeby mój synek był cały i zdrowy, żeby z nim był. Niech mi go przywiozą. Siadam na sofie, która znajduje się w mojej sali. Brayan stoi oparty o ścianę i nie odzywa się ani słowem.
-Tom leży piętro niżej? - pytam cicho, a Brayan spogląda na mnie. Jest zmęczony i smutny.
-Tak, chcesz do niego iść? - podchodzi do mnie jednak i kuca obok.
-Chciałabym go zobaczyć - odpowiadam. Kocham Toma, jest dla mnie jak brat. Jeśli z tego nie wyjdzie... Nawet nie chcę myśleć.
-Pójdę po wózek - Brayan wstaje i wychodzi na korytarz. Jestem zbyt słaba do takich dłuższych spacerów. Zjeżdżamy windą piętro niżej, na oddział Intensywnej Terapii. Tom leży na samym końcu korytarza w pojedynczej prywatnej sali. Widzę jak pod drzwiami do niej siedzą państwo Hook i Alex. Wstają i podchodzą, gdy dostrzegają jak Brayan pcha mnie na wózku.
-Boże, skarbie -  pani Hook od razu zaczyna płakać. Wiem, że mój widok ich szokuje. Nie widziałam swojej twarzy bezpośrednio w lustrze jednak w odbiciu szyby, nie wyglądało to najlepiej.
-Co z Tomem? Lekarz mówił coś więcej? - pytam cicho. Brayan obejmuje Alex, która ledwo się trzyma. Jest blada i wygląda strasznie. Jak widmo.
-Nadal utrzymują go w śpiączce. Mózg jest cały, ale Tom nie oddycha sam. Na szczęście udało im się przywrócić akcję serca, bo był problem podczas jednej z operacji. Mówią, że jest młody, że jest silny, że walczy -  odpowiada drżącym głosem pan Hook, nawet on ma łzy w oczach.
-Policjant mówił nam, że Filip ma coś wspólnego z wypadkiem Toma -  dodaje cicho Alex.
-Zaplanował to wszystko. Wypadek, podpalenie, porwanie... - odpowiadam, dłonie mi się trzęsą. Czuję, że znowu zaraz zaleje mnie fala paniki.
-Nie ujdzie mu to na sucho, złapią go. Na pewno - pociesza mnie pan Hook.
-Namierzyli go na lotnisku, Erick właśnie tam jedzie ze swoimi ludźmi i policją - mówi Brayan i prosi Alex, by usiadła.
-On go zabije gołymi rękoma jeśli go dorwie -  dodaję cicho.
-Ma przy sobie Adama? - pyta niepewnie Alex i patrzy na mnie.
-Nie wiem -  wzruszam ramionami i zakrywam twarz dłońmi, by się nie popłakać.
-Będzie dobrze, skarbie - pani Hook dotyka delikatnie mojej dłoni. Rozmawiamy jeszcze chwile na korytarzu, ale lekarz nie pozwala mi zobaczyć Toma. Nie wiem czy ze względu na jego stan, czy na mój? Widok przyjaciela podłączonego do respiratora na pewno nie jest pocieszający. W sumie sama nie wiem jak bym na to zareagowała. Wracamy więc do mojej sali. Spoglądam nerwowo na telefon swój i Brayana, w oczekiwaniu na jakąkolwiek informację. Brayan wychodzi na korytarz zapytać policjanta czy coś wiedzą. Samolot, którym chciał odlecieć Filip ma startować dosłownie za chwilę. To prywatny odrzutowiec. Po dosłownie kilku minutach dzwoni telefon Brayana, oraz praktycznie wszystkich ludzi z ochrony i policji. Zrywam się z kanapy i patrzę roztrzęsiona w wyczekiwaniu. Brayan odbiera w pierwszej sekundzie.
-Mają go?....Boże!....Był z Adamem?... - mina mu rzednie.
-Był z nim? Boże, Brayan! - podchodzę i szarpię go za ramię. Obejmuje mnie mocno i kontynuuje rozmowę. Z przysłuchiwania się wnioskuję, że złapali Filipa jednak nie było z nim Adama. Zamieram. Opadam na kanapę i łapię z ledwością każdy oddech. Boże, nie!
-On mu coś zrobił. Zabił go! Zabił! - zaczynam krzyczeć. Nie potrafię tego opanować, wpadam dosłownie w szał. Ochroniarz łapie mnie i przytrzymuje bym nic sobie nie zrobiła, a ja dalej szarpię się i próbuje wyrwać. Brayan załamany kończy rozmowę i opada na kanapę. Nie jest w stanie nic powiedzieć. Jest załamany, tak jak ja. Pielęgniarka daje mi zastrzyk ze środkiem uspokajającym. Protestuję i grożę, że pozwę ich do sądu, że robią coś bez mojej zgody. Oczywiście nic sobie z tego nie robią i patrzą na mnie z politowaniem. Mija dosłownie kilka sekund, a substancja zaczyna działać. Opadam bezwładnie w ramionach ochroniarza, który kładzie mnie na łóżku. Środek działa tak szybko, że momentalnie przestaje płakać. To musi być jakiś  silny psychotrop. Czuję się naćpana, ogłupiona, znieczulona. Do sali przychodzi ochroniarz i prosi Brayana na stronę. Pielęgniarka zasłania okna. Panuje półmrok, a wszyscy wychodzą zostawiając mnie samą. Samą z moim koszmarem. Nie mam pojęcia co dokładnie stało się na lotnisku. Nie zdążyłam prawie o nic zapytać. Nie mogę nawet płakać. Leżę na plecach, nawet się nie ruszam. W głowie mam miliardy myśli. Nie było z nim Adama. 

Co z nim zrobił? 

Dlaczego? 

Gdzie jest? 

Czy w ogóle żyje? 

Moje maleństwo. 

Moje Maleństwo.

Sobota,   28 czerwca

Nadal podają mi te silne leki. Leżę jak zombie, a nikt nic mi nie powiedział. Obawiam się najgorszego skoro izolują mnie od informacji. Ani Erick,  ani Brayan nie byli u mnie od wczoraj. Nie mam pojęcia gdzie są? Możliwe, że na policji. Skoro złapali Filipa prawdopodobnie próbują wyciągnąć z niego informacje na temat Adama. Nikt ze mną nie rozmawia. Jedynie równo co godzinę zagląda do mnie lekarz lub pielęgniarka, sprawdzając czy jestem. Wolałabym by mnie nie było. Wkurzam się, bo sprawdzają mnie jakbym była zdolna by gdziekolwiek odejść, a tak naprawdę nie mogę nawet sama iść do toalety.
-Chcę mi się pić - mówię, gdy po raz kolejny tego dnia zagląda do mnie lekarz. Przynosi mi wodę w szklance ze słomką. Od czwartku odmawiam każdego posiłku, bo nie jestem w stanie przełknąć czegokolwiek oprócz wody. Mijają kolejne godziny. Czuję się jak w psychiatryku. Nie mam pojęcia co za środek mi podają, ale jest bardzo mocny. Blokuje  centralny układ nerwowy. Nie chce mi się płakać, leżę tylko jak lalka, jak manekin. Jestem właśnie taką lalką. Pustką, pozbawioną godności, ludzkich odruchów, nadziei, miłości. Nic już nie mam. Na przemian śpię i patrzę w jeden punkt. Nie chce mi się żyć. Jeśli Filip zrobił coś Adamowi nie mam po co żyć. Gdy zamykam oczy ciągle widzę wydarzenia tamtego wieczora i nie wiem czy kiedykolwiek sobie z tym poradzę. Obrazy rozmazują mi się, zlewają, wyostrzają, a ja na przemian słyszę płacz mojego maleństwa i jęki Filipa. To okropne, obrzydliwe. Dlaczego? Dlaczego on to zrobił? Nie zniszczyłam mu życia. Nie chciałam by w ogóle wiedział o dziecku. Nie chciałam tego co się stało. 

Dopiero wieczorem wpuszczają do mnie Ericka. Jestem jednak spokojna i otumaniona lekami. Odwracam głowę w jego stronę. Wygląda na zmartwionego i wiem, że nie ma dobrych wiadomości.
-Nie znaleźli go? - pytam cicho, ale nie mam siły nawet ruszyć ręką. Podchodzi do mojego łóżka  i siada na krzesełku.
-Nie -  jego głos jest złamany. Spoglądam i widzę jak bardzo cierpi.
-Powiedział chociaż co z nim zrobił? - to jedyne co chcę teraz wiedzieć.
-Nic nie powiedział, ale siedzi w areszcie śledczym i szybko nie wyjdzie. Postawiono mu zarzuty próby podwójnego zabójstwa i porwania oraz podpalenia i… -  Erick urywa w pół zdania, nie musi kończyć. Wiadomo co miał na myśli.
-Chciałabym, by nie podawali mi więcej tych leków - zmieniam temat.
-To koniecznie, Meg. Jesteś za słaba i nie możesz się denerwować.
-Nie możecie mnie zmuszać. Chcę być świadoma tego co się dzieje wokół mnie - próbuję okazać złość jednak nie mogę. To przez te pieprzone leki. Mówię cicho i spokojnie, ale Erick ignoruje moją prośbę zmieniając temat.
-Z Tomem jest lepiej, oddycha już samodzielnie.
-To dobrze. To dobrze… - odwracam głowę w drugą stronę. Chcę płakać jednak nie mogę. To straszne.
-Filip miał wspólnika - mówi nagle Erick. Znowu na niego spoglądam.
-Kogo? - pytam i próbuje się poprawić na łóżku, nie mam siły.
-Nie wiadomo. Możliwe, że to kobieta i że Adam teraz przebywa właśnie z nią - dodaje. Od razu do głowy przychodzi mi tylko jedna osoba.
-Monika... -  mówię sama do siebie, wiem, że Erick także o niej pomyślał.
-Podałem jej nazwisko policji, ale nie wiadomo gdzie teraz przebywa. Od kilku tygodni nikt jej nie widział, nie wiadomo czy jest w Nowym Jorku. Możliwe, że zmieniła tożsamość i jest gdzieś w Londynie. Moi ludzie próbują ją namierzyć -  wyjaśnia.
-Ona planowała coś z jakimiś rosyjskimi mafiozami. Chciała nas rozdzielić, a może nawet zabić - wzdycham, a Erick robi wielkie oczy i patrzy na mnie kompletnie zaszokowany.
-Chryste, skąd o tym wiesz?! - podnosi ton.
-Spotkałam się z Mariną, jedną z dziewczyn z jej agencji.
-Co?! -  Erick wstaje i rzuca mi gniewne spojrzenie - Kiedy to było! Po co?!
-Nie pamiętam dokładnie -  odpowiadam bez emocji. Teraz jest mi wszystko jedno. Nie muszę przed nim nic ukrywać, a  może takie informacje pomogą w znalezieniu Adama.
-Kurwa mać! Po co się z nią spotkałaś?! - prawie krzyczy. Jest bardzo zdenerwowany.
-Zdobyła jakoś mój numer, prosiła o jedno spotkanie. Ostrzegała mnie przed Moniką, że słyszała jakieś rozmowy po rosyjsku, że Monika chce nas rozdzielić, że może grozić nam niebezpieczeństwo -  ponownie próbuje poprawić się na łóżku -  Podsuń mnie wyżej, proszę. W tej pozycji kręci mi się w głowie - dodaję cicho. Erick podchodzi i podnosi mi oparcie łóżka tak, że jestem prawie w pozycji siedzącej. Od razu nieco mi lepiej.
-Jak mogłaś mi nie powiedzieć? Jak mogłaś się tak narażać spotykając się z nią? - pyta pretensjonalnie.
-Wydawała się niegroźna, miała podbite oko. Zrobiło mi się jej szkoda. Powiedziała też, że Monika zmusza niektóre z dziewczyn do prostytucji. Mówiła, że dla niej już nie ma ratunku, bo za długo w tym siedzi i że już się z tym pogodziła.
-Marina to jej przyjaciółka! Mogła zrobić ci krzywdę! - warczy na mnie.
-Nie wyglądała groźnie. Naprawdę chciała mnie tylko ostrzec. Spotkałam się z nią w kawiarni. Co mi mogła tam zrobić? - patrzę na niego pytająco.
-Dobra mniejsza z tym. Coś jeszcze mówiła? 
-Nie pamiętam, to było dawno - wzruszam ramionami -  To prawda?
-Co prawda?! - znowu warczy, bardzo się zdenerwował.
-Że Monika chciała nasłać na nas jakaś mafię rosyjską? - patrzę na niego zaciekawiona, bo może w końcu powie mi całą prawdę.
-Podobno. Moja ochrona inwigilowała jej rozmowy i pocztę, podejrzewali coś takiego, ale nie mieli pewności. Po tym jak uciekłaś... wyjechałaś do Londynu, to sprawa ucichła - odpowiada wzdychając głośno.
-Chodziło jej o ciebie – dodaję, a on patrzy na mnie badawczo -  Pomyślała, że cię zostawiłam i odpuściła myśląc, że nie jestem już dla niej zagrożeniem - myślę głośno.
-Spotkałem się z nią kilka razy - Erick mów nagle totalnie mnie tym zaskakując.
-Kiedy? - pytam, ale czuję jak żołądek mi się zaciska.
-W czasie, gdy próbowałem cię znaleźć i potem jak wróciłem z Londynu  -  odpowiada wprost. To bolesna prawda. 
-Po co się z nią spotkałeś? - głos zaczyna mi drżeć. Bardzo chciałabym pokazać jaka jestem teraz zdenerwowana i roztrzęsiona, ale te pieprzone leki blokują moje emocje.
-Nalegała. To było tylko kilka razy… - Erick spuszcza głowę. Widzę, że jest mu niezręcznie.
-Rozumiem… -  odpowiadam chociaż wcale nie rozumiem i odwracam głowę, bo nie mogę na niego patrzeć. Jak mógł? Jak mógł się z nią spotkać? Okłamał mnie!
-To nie tak jak myślisz… -  w dodatku próbuje się tłumaczyć.
-A jak? - rzucam mu gniewne spojrzenie.
-Byłem kompletnie rozbity po tym jak się dowiedziałem co dokładnie się stało w Vegas, a ona przyjechała do mnie zaraz po tym jak wróciłem z Londynu - jego wzrok błaga mnie o tą rozmowę, ale nie wiem czy jestem na to gotowa.
-Taka dobra z niej pocieszycielka? - pytam pogardliwie.
-Boże, nie mów tak -  Erick chce złapać mnie za rękę, ale mu nie pozwalam.
-Jest tyle kobiet na tym świecie, a ty akurat pocieszałeś się w jej ramionach. Moje gratulacje, Evans! - udaje mi się powiedzieć to głośniej. Erick wie, że jestem wkurzona. Chociaż wkurzona, to złe słowo. Zawiedziona. Zraniona. Nawet pewnie nie powinnam. Nie mam prawa, ale jestem.
-Nie chciałaś ze mną być, zostawiłaś mnie! - warknął na mnie w desperackiej obronie. To takie żałosne.
-Wiem! - zaciskam pięści -  Ale... Każda, każda, ale nie ona. Kurwa mać! Erick! Każda, ale nie ona! - w końcu prawie krzyczę. Uwalniając emocje na pewno sobie ulżę.
-Nie cofnę czasu, choć bardzo bym chciał. Uwierz mi… -  Erick znowu próbuje złapać moją dłoń.
-Nie dotykaj mnie! - syczę i odsuwam się delikatnie.
-Czemu się tak złościsz? Przecież nie jesteśmy, nie byliśmy już wtedy razem! - zmienia taktykę. Co za dupek! W tym momencie, go po prostu nienawidzę.
-Pierdol się, Evans! Wyjdź stąd! - jestem wściekła. Leki w końcu przestają działać. Moje ciało nadal jest słabe, ale chociaż odzyskuję możliwość wyrażania emocji. Krzykiem.
-Przyganiał kocioł garnkowi -  dodaje nagle.
-Ja nie przespałam się z Filipem z premedytacją. Upiłam się, a on to wykorzystał! Żałowałam  już w sekundę później. To był tylko jeden raz! Jeden pieprzony raz! -  próbuję się podnieść ale opadam na poduszkę, Erick chce mi pomóc - Nie dotykaj mnie do jasnej cholery! - warczę i odtrącam z całej siły jego dłoń.
-Też mogę powiedzieć, że Monika mnie wykorzystała. Byłem załamany. Jestem tylko człowiekiem! -  Erick kontynuuje tą bezsensowną kłótnię.
-No tak, najlepszym sposobem na pocieszenie jest wsadzenie fiuta w tą sukę! - wrzeszczę na niego aż ktoś z korytarza zagląda do sali. Erick wstaje nerwowo i zamyka drzwi.
-Chociaż jesteśmy kwita! - rzuca bezmyślnie, a ja mam ochotę dać mu w twarz.
-Boże, wyjdź stąd! - ciskam w niego z całej siły poduszką, ale on łapie ją bez problemu i mam wrażenie, że bawi go ta sytuacja.
-Jesteś zazdrosna - dodaje, a po jego wściekłości ani śladu. 
-Bredzisz Evans! To ja jestem na prochach, a nie ty!
-Wiem, że jesteś zazdrosna. Inaczej by cię to nawet nie obeszło! - podchodzi i siada obok jakby nigdy nic. Patrzy na mnie jakby czegoś oczekiwał. Nie wiem czego. Nie chcę tego wiedzieć.
-Byłam zazdrosna, bo cię kocham.....kochałam!-  poprawiam się, a on patrzy na mnie niepewnie. Jestem wściekła, że nie potrafię się opanować. Z dwojga złego jednak wolę wyrażać szczere emocje niż być emocjonalnym zombie.
-Możesz powtórzyć?
-Byłam zazdrosna, bo cię kochałam! To chyba logiczne - powtarzam wyraźnie podkreślając słowo „kochałam”. Nie mogę powiedzieć mu prawdy z tym co nadal do niego czuję. To teraz nie jest ważne. To teraz nic nie znaczy. Jedyne czego chcę to to, by Adam się odnalazł cały i zdrowy.
-To czemu teraz tak się uniosłaś? - Erick mierzy mnie tym swoim podejrzliwym spojrzeniem.
-Nie wiem - wzruszam ramionami - Nie rozumiem jak mogłeś sypiać z Moniką po tym wszystkim co ci zrobiła, co nam zrobiła! - dodaję zaciskając pięści, ale Erick nie zdążył nic odpowiedzieć, bo przerywa nam dźwięk jego komórki. Obiera ją i wychodzi na korytarz, zostawiając mnie taką totalnie wkurzoną. Przez tą bezsensowną kłótnię na chwilę zapomniałam o tym co się stało. Za chwilę przychodzi pielęgniarka i znowu chce zaaplikować mi to psychotropowe świństwo.
-Nie wyrażam zgody na dalsze leczenie. Chce wypisać się na własne żądanie - mówię surowo, gdy wyjmuje z kieszonki fartuszka gotową strzykawkę z substancją. Kobieta patrzy na mnie zaskoczona.
-Pan Evans kazał...
-Gówno mnie  obchodzi co kazał Evans! - warczę przerywając jej w pół zdania -  Proszę zawołać do mnie lekarza - Dodaję. Wychodzi  pośpiesznie i woła doktora, który się mną zajmuje.
-Podobno nie wyraża pani zgody na dalsze leczenie i chce pani wypisać się na żądanie -  mężczyzna staje w progu i mierzy mnie surowym wzrokiem.
-Tak, proszę przygotować dokumenty - odpowiadam i powoli siadam na łóżku spuszczając nogi na podłogę.
-To nie najlepszy pomysł, panno Donell. Jest pani w bardzo złym stanie psychicznych i fizycznym -  podchodzi i siada obok mnie na łóżku. Tom ma już jednak spokojny.
-Wypis na własne żądanie równa się z tym, że biorę za to odpowiedzialność. Jestem pełnoletnia i mam do tego prawo, doktorze.
-Oczywiście, jednak naprawdę radziłbym ci zostać jeszcze u nas kilka dni. Musisz się wzmocnij Meg. Czeka cię teraz ciężki czas -oznajmia współczująco.
-Proszę przygotować wypis - odpowiadam surowo, bo nie obchodzi mnie to co mi radzi. Wszyscy mi coś radzą. Mężczyzna wzdycha bezradnie i wychodzi z sali. Pielęgniarka przychodzi  po chwili i odłącza mi kroplówki oraz przynosi mój dres i buty. Ubieram się powoli, ale nadal czuję działanie leków. Mam spowolnione reakcje. Założenie biustonosza to teraz dla mnie ogromny wyczyn. Podchodzę do okna i odsłaniam żaluzje. Jest ciemno, ale nie mam pojęcia, która jest godzina. Wsuwam buty i otwieram okno, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Jest jednak strasznie parno i chyba zanosi się na burzę. Powietrze jest ciężkie i lepkie. Widzę jak niebo nad Londynem pęka, co chwila rozbłyskując błyskawicami. Jest sobota, więc Londyn szykuje się właśnie na noc pełną imprez, klubów i dyskotek.
-Chyba oszalałaś! - słyszę nagle głos Brayana, który wchodzi z impetem do sali.
-Miło cię widzieć -  mówię ironicznie, bo nie widziałam go od wczoraj.
-Nie wkurwiaj mnie! Dlaczego się wypisałaś? - warczy na mnie podchodząc bliżej.
-Faszerują mnie tu jakimiś psychotropami, nie wyrażam na to zgody. Nie jestem jakąś wariatką - patrzę na niego gniewnie.
-Nikt nie uważa cię za wariatkę. Po prostu nie możesz się denerwować -  odpowiada spokojnie i podchodzi jeszcze bliżej.
-To mnie nie wkurwiajcie! Ty i ten dupek! - warczę  ponownie i odsuwam się od niego.
-Kto? Erick? - Brayan pyta zaskoczony.
-Nie kurwa, święty Mikołaj! - wywracam oczami. Jestem zirytowana.
-Pokłóciliście się? - unosi brew.
-Nie, no skąd! Po prostu się dowiedziałam, że znalazł sobie pocieszycielkę w Monice, gdy wyjechałam i gdy przyznałam się do zdrady! - unoszę nerwowo ręce. Co za popaprana sytuacja. Brayan jest kompletnie zaskoczony i chyba nie wie co powiedzieć.
-No wiesz, nie byliście wtedy razem… - mówi nagle, a to że próbuje go bronić wkurza mnie jeszcze bardziej.
-Weź już nic lepiej nie mów, Brayan! Dobrze wiesz o co mi chodzi, a pierdolisz takie głupoty!
-Nie wyżywaj się na mnie za to wszystko. Ja akurat nie jestem niczemu winny! - wybucha nagle, widzę jak oczy mu płoną ze złości.

-To go nie broń! Ty chociaż jesteś szczery i mówisz mi o wszystkim. Od razu opowiedziałeś mi o swojej przeszłości i  nie ukrywałeś , że sypiasz....sypiałeś z wieloma kobietami! - siadam na skraju łóżka i patrzę na niego. Chcę by przyznał mi rację, ale obawiam się, że ma zupełnie inny pogląd niż ja.
-To co innego, Meg. On bał się przyznać bo myślał, że cię przez to straci - znowu go broni. No cholera jasna!
-Wole najgorszą prawdę od kłamstw, Brayan. Ty nigdy mnie nie okłamałeś! - znowu podnoszę głos.
-Przespałem się z kimś, gdy byłaś z Adamem w szpitalu po porodzie -  wyznaje jednym tchem. W pierwszej chwili nie dowierzam w to co usłyszałam. Kręcę głowa i patrzę na niego zaskoczona. Czy ja się kurwa przesłyszałam?

11 komentarzy:

  1. O jasna cholera! Brian! Coś Ty zrobił?! A tak na Ciebie liczyłam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i jest proszę nie tylko ona w napływie emocji sypia z kimś innym niż powinna.Super rozdział dużo rzeczy się zaczyna łączyć i tak wiele skrajnych emocji. Ale Kasiu błagam jako Matka nie męcz mnie więcej i opisz szybko co z Adamem nie strawie krzywdy dziecka :( El@

    OdpowiedzUsuń
  3. No i jest proszę nie tylko ona w napływie emocji sypia z kimś innym niż powinna.Super rozdział dużo rzeczy się zaczyna łączyć i tak wiele skrajnych emocji. Ale Kasiu błagam jako Matka nie męcz mnie więcej i opisz szybko co z Adamem nie strawie krzywdy dziecka :( El@

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten niby wątek z przespaniem się z Moniką to naprawdę przesada.... Bo to już nawet nie chodzi o zdradę Meg z Filipem i niby pocieszenie, ale o sam fakt tego gwałtu w klubie, który zaplanowała Monika. Jak Erick mógłby coś takiego zrobić po tym wszystkim, jej osoba (moniki) powinna być dla Ericka NIKIM! Przecież oni tyle przeszli przez tę *&#ahs, a on zachował się jakby to go zupełnie obeszło,jakby o tym zapomniał, jakby nie kochał Meg. Zawsze miałam Ericka za dojrzałego, odpowiedzialnego gościa z głową na karku, ale w tym przypadku wyszedł z niego totalny gówniarz, udowadnia tutaj, że nikt nie jest idealny jak widać (ale bez przesady) :/ Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego, ja na miejscu Meg nawet nie kochając Ericka nie mogłabym tego zrozumieć i wybaczyć, bo tak po prostu się nie robi, to niemoralne.... Byłam za Meg i Erickiem jako parą, ale teraz może lepiej żeby dziewczyna kopnęła każdego z nich w du**pe, bo obaj są popier**** i to zdrowo! Tego kwiatu jest pół światu...

    OdpowiedzUsuń
  5. O kur...... ale jazda :-P

    OdpowiedzUsuń
  6. No k....wa widziałam, że to nie taka sielanka jakby się wydawało, ale co się dziwić facet to facet, a jego "kaktus' (żeby nie wyrażać się zbyt wulgarnie) to po prostu "kaktus" zawsze na baczność. Niezły rozdział z niecierpliwością czekam na następny. Chyba nie zasnę snując domysły co dalej. Niezła praca domowa na wieczór Kasiu : )) Oczywiście mój mąż się nie wyśpi bo zazwyczaj w takich sytuacjach okropnie się wiercę. Hi Hi Hi

    OdpowiedzUsuń
  7. To by się zgadzało dlaczego Eric był taki wycofany w stosunku do związku Meg i Bryana. Może miał wyrzuty i głupio mu było dlatego tak łatwo odpuścił. Meg powinna mieć od tych wszystkich dziadów przerwę. Może teraz weźmie się w garść dla Adama. Dobrze że wyszło to teraz i odciagnelo Meg od tych strasznych myśli związanych z Adamem. Musi być dziewczyna silna, ciągle obrywa nawet od najbliższych jej osób :(

    OdpowiedzUsuń
  8. k..wa znając Meg wybaczy temu plantowi zdradę a na Erica sie wkurzyła-jak ona mnie wku...a

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko! Tak jak myślałam. Wredny typ który nie potrafi utrzymać ptaka w spodniach... Współczuję jej ale z drugiej strony...

    OdpowiedzUsuń