Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział 105



-Witaj, Brayanie -   pani Hook ściska go mocno.
-Dzień dobry! -  ten uśmiecha się blado i spogląda na mnie niepewnie. Wiem, że najprawdopodobniej dziś będą wybudzać Toma ze śpiączki, więc Hookowie mają lepsze humory.
-Też będziesz u nas spał? Przygotowałam dla was pokój – mówi pani Hook, a ja wbijam wzrok w dłonie. Cholera! Oni nie mają o niczym pojęcia.
-Nie, raczej nie, pani Hook. Mieszkam u rodziców… -  odpowiada smutno i zerka na mnie ponownie.
-Dobrze, chodźmy już... -  wtrącam nerwowo i razem ruszamy do windy.

Wsiadam do samochodu i pierwsze co dostrzegam, to fotelik przypięty w samochodzie Ericka, który stoi obok. Od razu ściska mnie w sercu.
-O której mogę przyjechać? - pyta cicho Brayan nachylając się do mnie w drzwiach.
-Mi obojętne, nigdzie się nie wybieram - odpowiadam nawet na niego nie patrząc. Nie wiem co jest dla mnie gorsze? To, że Erick sypiał z Moniką, gdy zniknęłam. Czy to, że Brayan zdradził mnie w czasie, gdy Adam walczył o życie.
-Mogę pojechać z wami teraz?-  dodaje nagle.
-Jak chcesz - wzruszam ramionami, a on obchodzi samochód, by wsiąść z drugiej strony.
-Nie jedziesz swoim? - patrzę zaskoczona.
-Volvo przecież też spłonęło -  odpowiada. Spoglądam na niego niepewnie. Nie wiedziałam o tym. Dopiero po chwili uświadamiam sobie, że Brayan korzystał tamtego dnia z motocykla, a ja zaparkowałam volvo w garażu. Zaciskam pieści ze złości. Od razu wszystko mi się przypomina. 

Powoli ruszamy spod kliniki, ale najpierw jedziemy do mojego domu. Jest zabezpieczony, ale dzwoniłam na policję i uprzedziłam, że chcę zabrać swoje rzeczy i uzyskałam na to zgodę.

Gdy podjeżdżamy na miejsce serce mi wali. Z zewnątrz dom nie wygląda źle. Okna są pozabezpieczane i tylko cegła okopcona jest właśnie przy oknach i drzwiach.
-Na pewno chcesz tam wejść? - pyta Brayan i chce złapać mnie za dłoń. Zabieram ją automatycznie i wysiadam z samochodu bez słowa.
-Proszę poczekać w samochodzie, to długo nie potrwa - zwracam się do pani Hook i wymuszam uśmiech.
-Dobrze, skarbie -  odwzajemnia go. Zatrzaskuję drzwi i idę powoli w kierunku domu. Nogi mi drżą, bo nie mam pojęcia co zastanę w środku. Słyszę nagle jak Brayan wychodzi z samochodu i podbiega.
-Pójdę z tobą! - chwyta mnie za łokieć. Odwracam się i patrzę na niego. Chyba nie dam rady wejść tam sama, więc odpowiadam.
-Dzięki.

Wchodzimy na schody. Drzwi zabezpieczone są plombą, którą musimy zerwać. Otwieram je  kluczem i popycham lekko. Widok, który zastaje sprawia, że już mam ochotę stąd uciec. Cały parter, korytarz, kuchnia, salon... są kompletnie spalone. Wszędzie jest mnóstwo porozrzucanych przedmiotów, zniszczonych przed ogień i pianę gaśniczą. Zatrzymuję się w progu i waham czy w ogóle tam wchodzić.
-Możemy przyjechać kiedy indziej - Brayan obejmuje mnie ramieniem, a ja bardzo go teraz potrzebuję. Czuję, że on też cały drży.
-Nie, zróbmy to. Szybko - odpowiadam i wchodzę dalej. Widzę nadpalone meble, spalony dywan i zasłony. Na widok spalonego przewijaka Adama wydaje z siebie jęk rozpaczy.
-Boże! - zasłaniam usta, zamykam oczy i wtulam się w ramiona Brayana. On bierze głęboki oddech jakby był zaskoczony moją reakcją i chyba nie bardzo wie co zrobić. Niepewnie obejmuje mnie i gładzi po głowie.
-Spokojnie, na pewno go znajdą - całuje mnie we włosy. Cały drży i czuję jak wali mu serce. Mija chwila nim się uspokajam. Na dole nie było naszych ubrań więc tutaj nie mam raczej nic do zabrania. Zaglądam do łazienki. Jedynie ona ocalała. Drzwi są lekko nadpalona, ale w środku wszystko wygląda normalnie. W pralce leży nawet pranie, którego nie zdążyłam wstawić. 

Idziemy na górę, ale tutaj wygląda wszystko w miarę normalnie. Ściany są  lekko okopcone jednak ogień tutaj nie dotarł. Mijam sypialnię gościnną i łazienkę. Nie mam odwagi zajrzeć do pokoju Adama, więc od razu kieruję się do głównej sypialni. Łapię za klamkę i biorę głęboki oddech. Ściskam Brayana mocniej za dłoń i otwieram drzwi. Gdy tylko przekraczam próg nie jestem w stanie zrobić ani kroku więcej.  Niczego tutaj nie ruszali. Cała pościel i podłoga obok łóżka we krwi. Brayan widząc to wszystko przytula mnie mocno i zasłania mi oczy - Nie patrz na to! -  mówi cicho, a ja zaczynam szlochać. Czuję w pokoju jego zapach, zapach Filipa.
-Niedobrze mi -  powstrzymuje odruch biorąc głęboki oddech. Próbuje się opanować -  Nie. Chodźmy stąd! - dodaję po chwili z zamkniętymi oczami i wychodzimy szybko. Brayan zamyka drzwi.
-Co za idioci. Dlaczego oni tego nie posprzątali? - pyta zdenerwowany.
-Nie wiem, może będą robić jeszcze jakąś wizje lokalną? -  odpowiadam opierając się o ścianę. W głowie mi się kołuje.
-Chcesz wracać? - spogląda na mnie.
-Sama już nie wiem czego chcę -  osuwam się na ścianie i kucam chowając twarz w dłonie. Wzdycham i dopiero po chwili nieco mi lepiej.
-Wybacz mi, Meg. Błagam cię - Brayan wypala nagle. Kuca obok  i chwyta mnie za dłonie. Unoszę wzrok, by spojrzeć na niego zmieszana.
-Ale wybrałeś moment… -  ganię go wywracając oczami.
-Żaden nie jest dobry na taką rozmowę. Wysłuchaj mnie chociaż. Proszę.
-Nic mi nie musisz tłumaczyć. Przespałeś się z kimś. Trudno. Najwidoczniej nie jestem dla ciebie odpowiednia skoro szukasz wrażeń… - odpowiadam bez emocji.
-Chryste, nie mów tak. To był jeden, jedyny raz. Przyrzekam! - przysuwa się bliżej, widzę jak patrzy błagalnie - Kocham cię, Meg. Uwierz mi.
-Oczekujesz ode mnie wybaczenia tylko dlatego, że także zdradziłam? - pytam cicho. Mam wrażenie, że właśnie tak jest.
-Jezu, nie. Nie porównuj tych sytuacji, Meg. Wiem, że ze mnie ostatni dupek, ale nigdy bym nie wykorzystał tego co się stało z Erickiem byś mnie zrozumiała! - patrzę na niego i naprawdę chciałabym mu uwierzyć.
-Kto to był? - przełykam ślinę. Sama nie wiem czemu o to pytam.
-To ważne? – doskonale wiem, że nie ma ochoty o tym mówić.
-Skoro mamy szczerze porozmawiać, to po prostu powiedz. Ktoś kogo znam? -  siadam na podłodze i opieram plecami o ścianę.
-Nie, nie znasz. Znaczy nie poznałaś, ale rozmawiałyście przez telefon -  odpowiada patrząc na mnie przestraszony.
-Elodie, tak? - uśmiecham się z ironią, a Brayan kiwa twierdząco głową -  Miała racje mówiąc, że zawsze do niej wracasz - dodaję z żalem.
-Wybacz mi, błagam cię - chwyta mnie nagle za obie dłonie. Patrzę mu w oczy i widzę, że prawie płacze.
-Kiedy to było? - wypytuję dalej.
-W kwietniu, pod koniec kwietnia - wzdycha głęboko. Wiem, że już mu wszystko jedno i teraz powie mi wszystko o co zapytam. Sama jednak nie wiem czy chcę znać szczegóły.
-Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś? - w oczach wzbierają mi łzy, ale próbuję je opanować.
-Byłem zestresowany, a ty nie widziałaś nic poza Adamem. Brakowało mi twojego dotyku, pocałunków, czułości. Kurwa, jestem tylko facetem! - aż podnosi głos.
-Czyli to moja wina, tak?! - rzucam mu gniewne spojrzenie.
-Nie, ale zrozum mnie, błagam. Wiesz, że mam z tym problem. Taka długa przerwa... - Brayan patrzy na mnie próbując znaleźć zrozumienie.
-Trzeba było sobie samemu zrobić dobrze! - warczę. Nie chcę tego słuchać.
-Przyszła do sklepu, niespodziewanie… - kontynuuje w desperacji.
-I postanowiłeś sobie z nią ulżyć! -  wtrącam wkurzona.
-To nie tak… - dodaje cicho.
-A jak? Przestań się tłumaczyć tak jak Erick. To nie ma znaczenia! Wszyscy jesteśmy siebie warci! - krzyczę i podnoszę się z podłogi, a Brayan zaraz za mną.
-Ona mnie zna, wie jaki jestem. Poszliśmy do pubu, a ja upiłem się z tego wszystkiego. Zacząłem się zwierzać co się stało, że jesteś z małym w szpitalu, że jest wcześniakiem i nie wiadomo co będzie. Nie wiem jak wylądowaliśmy w moim mieszkaniu? - widzę jaki jest zagubiony, gdy to mówi.
-Zapewne taksówką... -  wtrącam wywracając oczami, a on patrzy na mnie smutno.
-Powiedziała, że mnie tylko odprowadzi i wróci do siebie.
-No tak, a ty przecież taki naiwny jesteś i nie znasz takich sztuczek! -  znowu podnoszę głos.
-Pocałowała mnie tuż przed drzwiami i po chwili byliśmy już w mieszkaniu... - mówi dalej. Jak zawsze szczerze do bólu. Najpewniej opowiedziałby mi wszystko ze szczegółami gdybym nie protestowała.
-Stop! Nie chcę więcej słuchać! - moja dłoń wędruje na jego usta, by już nic więcej nie mówił.
-Wybacz mi, proszę. Rano jak się obudziłem nie mogłem uwierzyć, że to się stało. Wywaliłem ją z mieszkania i zabroniłem komukolwiek mówić o tej nocy pod groźbą, że umieszczę w necie nasze filmy.
-Jakie filmy? - unoszę brew.
-Oj nagrywaliśmy się czasami -  odpowiada jakby nigdy nic. Dla niego to przecież normalne.
-Czy wy macie coś z głową? Kurwa mać! Czemu trafiam na takich facetów!? - piszczę oburzona, a on spogląda na mnie żebym mu wyjaśniła  -  Erick też nagrywał takie filmy! - wyjaśniam.
-Wiem, rozmawialiśmy o tym… -  odpowiada cicho.
-No tak! A o czym wy nie rozmawiacie?! - wywracam oczami - Zaproście tą całą Elodie, Monikę i zróbcie sobie czworokącik, ale ja na coś takiego się nie piszę - dodaję chamsko.
-Daj spokój, Meg - Brayan chwyta mnie i próbuje przytulić.
-Brayan cholera, to nie ma sensu. To wszystko... - wzdycham wymownie - Moja znajomość z Erickiem, z tobą... to nie powinno się wydarzyć - odsuwam się i kręcę przecząco głową.
-Żałujesz, że mnie poznałaś? - pyta wprost i patrzy z wyczekiwaniem. Chyba jest zaskoczony moimi słowami.
-Nie wiem. W tym momencie chcę tylko, by Adam się odnalazł.
-Odnajdzie się, odnajdzie -  podchodzi i chce ponownie mnie przytulić, ale odsuwam się.
-Nie mogę znieść dotyku. Przepraszam -  szepczę.
-Chcesz o tym porozmawiać? Mogę ci jakoś pomóc? - Brayan odsuwa się na bezpieczną odległość.
-Widzę to, za każdym razem, gdy zamykam oczy. Nie potrafię sobie z tym poradzić... - odpowiadam i pocieram dłońmi ramiona. Znowu zaczynam drżeć.
-Powinnaś spotkać się z psychologiem. Nie możesz w sobie tego tłamsić -  wiem, że znowu chce mnie dotknąć, ale powstrzymuje się.
-Nie jestem gotowa, by o tym opowiadać. Przeraża mnie sam fakt, że będę musiała zeznawać na procesie.
-Nie będziesz musiała zeznawać w sądzie, wystarczy, że zrobisz to na policji. Erick wszystko załatwi żebyś nie oglądała nigdy więcej Filipa - pociesza mnie, ale wcale nie czuję się bardziej spokojna. Rozmawiamy jeszcze chwilę. Nie decyduję się wejść do sypialni po raz drugi, więc wychodzimy szybko opuszczamy dom. Hookowie nawet nie są zdziwieni, że nie mamy ze sobą toreb. Wsiadamy do samochodu i jedziemy do Hooków. Pani Hook powiedziała, że mogę zająć pokój w którym mieszkałam u nich wcześniej.
-Zjecie coś? - pyta, gdy siedzimy w kuchni.
-Ja nie jestem głodna - odpowiadam uśmiechając się blado.
-Musisz jeść kochana, może chociaż babeczkę z czekoladą? - podsuwa mi ją razem ze szklanką ciepłego mleka. Wie, że zawsze się na nią skuszę.
-Dziękuję... - chwytam szklankę i gryzę babeczkę. Uśmiecham się lekko, bo jak zawsze jest pyszna.
-Może jednak zostaniesz u nas, Brayanie? Meg chyba nie powinna jeszcze zostawać sama -  sugeruje pan Hook, a Brayan patrzy na mnie niepewnie. Wiem, że by tego chciał, ale ja nie jestem na to gotowa. Może nigdy nie będę?
-Zobaczymy jeszcze -  odpowiada zostawiając sobie furtkę - Ja bym chętnie coś zjadł -  zmienia temat. Pani Hook od razu odgrzewa obiad, mi także podaje talerz. Makaron wygląda smakowicie i nawet nakładam sobie łyżkę. Hookowie po obiedzie wracają do szpitala, bo lekarze chcą dziś wybudzać Toma. Mają dać znać jeśli cokolwiek się zmieni. 

Zostajemy z Brayanem sami. Czuję się przy nim bezpiecznie, mimo iż jestem wściekła na to co zrobił. Będę w stanie mu wybaczyć? Powinnam. Przecież sama zrobiłam dokładnie to samo i zostało mi to wybaczone. Erick mi wybaczył. Teraz dopiero widzę jak bardzo kochał skoro był w stanie mi wybaczyć.
-Co chcesz robić? -  z myśli wyrywa mnie głos Brayana.
-Chyba muszę się położyć. Jestem zmęczona  -  spoglądam na niego smutno.
-Zostać z tobą? - pyta niepewnie - Dom jest pod ochroną, nic ci tu nie grozi - dodaje.
-Zostań. Nie chcę zostać sama w tym wielkim domu - odpowiadam szczerze i widzę, że jest zaskoczony, ale pozytywnie. Siedzimy w kuchni pijąc cieple mleko. W myślach mam tylko Adama. Gdzie teraz jest mój synek? Czy nie jest głodny? Czy się nie rozchorował? Czy wszystko z nim dobrze? Brayan stara się zagadywać jednak odpowiadam półsłówkami.
-Idź się położyć, będę w salonie - mówi widząc jak przecieram oczy ze zmęczenia.
-Taki mam zamiar. Dzięki -  uśmiecham się lekko i idę na górę. Wchodząc do pokoju czuję wewnętrzny chwilowy spokój. Znajomy zapach pozwala mi się zrelaksować. Nie czuję tu Filipa. Nie mam tutaj żadnych swoich ubrań ani piżamy więc idę do pokoju Toma i zabieram  z szafy koszulkę oraz bokserki. Widzę zdjęcia na biurku, to duży kolaż. Zdjęcia z Nowego Jorku, z Dubaju. Jesteśmy na nich wszyscy razem. Tom i Alex są taką ładną parą. Serce mi ściska na myśl, że wypadek, że to wszystko jest przeze mnie. Ja jestem powodem tych wszystkim nieszczęść. Wracam szybko do pokoju i przebieram się. Czysta świeża pościel jest taka cudowna. Pani Hook zawsze o wszystkich tak dba, ma takie dobre serce. Zastępuje mi tutaj mamę. Nie chcę się nad sobą rozczulać więc staram się zasnąć. Jestem zmęczona więc udaje mi się dość szybko.

Gdy budzę się kilka godzin później na zewnątrz jest już ciemno. Kurczę, przespałam prawie cały dzień. Siadam na łóżku i próbuję się rozbudzić. Chyba dawno nie spało mi się tak dobrze. W klinice co chwila budziłam się i śniły mi się koszmary. To miejsce dobrze na mnie wpływa. Schodzę do kuchni, ale nikogo w niej nie ma. Jedynie w salonie miga światło od telewizora. Zaglądam tam i widzę jak Brayan śpi na kanapie z pilotem w ręku. Podchodzę bliżej i przyglądam się. Chcę dotknąć jego twarzy jednak się powstrzymuję. Kocham go, choć nigdy mu tego nie powiedziałam. Boli mnie to co zrobił, ale staram się to zrozumieć. Jestem mu to winna. Wiem, że chcę z nim być. Wiem, że on mnie kocha. Siedzę obok i wpatruje się w jego idealne kości policzkowe, cudownie wykrojone usta i szczękę.
-Co robisz? - słyszę nagle szept zza pleców. Odwracam się przestraszona.
-Boże, ale mnie wystraszyłeś! - dłoń mam na wysokości serca, bo mało nie dostałam zawału. To Erick - Co ty tu robisz? - odpowiadam pytaniem na pytanie.
-Dzwoniłem do was, żadne nie odbierało -  mówi nadal szeptem i podchodzi siadając na fotelu obok.
-Coś wiadomo? - piszczę nerwowo z nadzieją, że ma jakieś wiadomości o Adamie.
-Wybudzili Toma, wyjdzie z tego - wyjaśnia.
-Och... - wzdycham rozczarowana - Znaczy cudownie, że z tego wyjdzie, ale myślałam...
-Wiem, Meg -  przerywa mi - Chciałbym kupić ci nowy samochód, by Hookowie nie musieli cię wszędzie wozić -  dodaje jak gdyby nigdy nic.
-Kupię sobie sama, mam oszczędności -  ganię go wzrokiem. Czy on myśli, że naprawdę może się tak zachowywać?
-Już go kupiłem, jutro możemy odebrać -  dodaje stanowczo.
-Nie możesz się tak zachowywać. Nie chcę od ciebie niczego. Rozumiesz? -  piszczę. Nie chcę się denerwować.
-W takim razie dam go Brayanowi - Erick wzrusza ramionami i patrzy na niego, a ten nadal śpi.
-Jak sobie chcesz. Macie jakiś dziwny układ, to  równie dobrze możesz też obdarowywać go samochodami! -  odpowiadam z ironią.
-Dobry z niego facet, powinnaś mu wybaczyć - wypala nagle.
-Wybacz Ericku, ale twoje rady mnie nie interesują -  wstaje i przechodzę do kuchni. Nie chcę rozmawiać przy Brayanie, by go nie obudzić. Erick oczywiście podąża za mną.
-Kochasz go, prawda? - siada przy stole naprzeciwko mnie.
-Boże, to nie twoja sprawa! - warczę, bo mam dość tych podchodów.
-Będziesz z nim szczęśliwa – kontynuuje swój dziwny i niespodziewany wywód. Co go naszło?
-Będę szczęśliwa, gdy odzyskam Adama - wgapiam się w pustą szklankę po mleku i dotykam opuszkiem palca po rancie.


-Znajdą go. Obiecuję, że będzie cały i zdrowy - Erick wyciąga dłoń w kierunku mojej, ale od razu ją cofam.
-Niby skąd możesz wiedzieć? - mrużę oczy.
-Znam Monikę i wiem, że nie skrzywdzi Adama. Wie, że to mój syn - odpowiada spokojnie. Jestem zaskoczona.
-Już zabiła jedno twoje dziecko, niby dlaczego teraz ma być inaczej? - tym pytaniem sama zadaję sobie ból. Staram się nie myśleć o tym, że może coś zrobić Adamowi.
-Ona mnie kocha. Chodzi jej głównie o ciebie. Spotkałem się z nią, by dała ci spokój. Szukała cię, gdy wyjechałaś. Musiałem ją upewnić, że nic nas już nie łączy, by cię chronić.
-Przespałeś się z nią, by mnie chronić? - marszczę brwi. To jakiś absurd!
-Możesz myśleć co chcesz, ale taka jest prawda - dodaje spokojnie i wpatruje się we mnie.
 Kompletnie nie wiem po co mi to mówi? Chce mi zrobić w głowie jeszcze większy mętlik?


 

10 komentarzy:

  1. Oj więcej i niech ten mały się wreszcie znajdzie plis :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj więcej i niech ten mały się wreszcie znajdzie plis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. te ich tłumaczenia są żałosne, naprawdę. Nie rozumiem tylko dlaczego Meg daje się na nie powoli nabrać

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech ona zostawi tego seksoholika! Ja na jej miejscu bym wybaczyła prędzej Erickowi niż temu idiocie. Jej dziecko walczyło o życie, a on co? Meg nie mogła mu dać wtedy tego czego chciał więc poszedł do innej? Brawo! I ona jeszcze chce z nim być... Mam nadzieję, że sprawy inaczej się potoczą i tego idiote porzuci w cholere.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Też uważam, że Brayan ma jakiś problem z uzależnieniami, zarówno od seksu jak i alkoholu...

      Usuń
  5. A ja mam nadzieje ze dalej będzie ciekawie jak teraz :-) dziękuję za rozdział :-)))) Ewelina ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta Meg robi się coraz bardziej mamejowata! Z Erickiem nie może być bo go zdradziła i w ogóle ale z tym drugim bałwanem może choć to on zdradził ją. Coraz bardziej mnie ona jak i jej zachowanie wkurwia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy kolejny roździał?

    OdpowiedzUsuń
  8. Niech Meg puknie się w głowę! ! Powinna ich obu puścić kantem i znaleźć sobie kogoś normalnego, a nie tylko facetów uzależnionych od seksu! Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów! Kasiu, nie trzymaj nas dłużej w niepewności! !

    OdpowiedzUsuń