Premiera już w lipcu!

czwartek, 1 października 2015

Rozdział 97



Koło południa dojeżdżamy na miejsce. Nasz nowy dom. Spoglądam na niego i uśmiecham się szeroko. Dzień jest słoneczny i naprawdę piękny, idealnie odzwierciedla moje samopoczucie. Widzę mnóstwo balonów poprzyczepianych do barierki na schodkach i zaczynam się głośno śmiać. Z domu wychodzi Brayan przebrany za niedźwiadka i macha do nas. Erick wyciąga małego z auta i delikatnie kładzie fotelik na chodniku, by wziąć resztę rzeczy, Adam znowu usnął. Zza nóg Brayana wybiega Vincent, który ma na sobie słodki dziecięcy garnitur. Podbiega do mnie.
-Ciocia! - krzyczy i dobiega do mnie obejmując moje nogi.
-Cześć, skarbie! -  uśmiecham się do niego i kucam by wziąć go na ręce - Ale jesteś ciężki -  dodaję rozbawiona.
-Bo jestem już duży. Adam jest mały, a ja duży! -  odpowiada pokazując na fotelik z Adamem.
-Cześć wielkoludzie!-  Erick targa jego włoski, które elektryzują się i stają dęba. Mały krzywi się i mierzy go spojrzeniem, a potem biegnie do Brayana i znowu się śmieje.  Wszyscy mają dobre humory i razem wchodzimy do środka. 
-Witaj w domu, Adamie! -  mówi Brayan odbierając fotelik od Ericka. Chłopaki chyba rozmawiali na ten temat, ale nie wiem co dokładnie ustalili. Na pewno jedna z takich rozmów jeszcze przed nami, ale nie będę się denerwować ani zamartwiać. Na pewno uda nam się wszystko rozsądnie ustalić.

Dom wygląda naprawdę ładnie. Pani Hook zdecydowanie trafiła w mój gust, a Brayan nieźle jej w tym pomagał. Salon i kuchnię już widziałam, nie mam jednak pojęcia jak wygląda sypialnia i pokój Adama. Są tutaj wszyscy: państwo Hook, Tom, Alex, a nawet Pola. Poznałam ją w szpitalu, przyjechali do nas z Vincentem któregoś razu. Nie zna pełnej wersji wydarzeń, wie tylko, że ojcem jest Erick i raczej nie ingeruje w nic więcej. Jest naprawdę miła, a ja nie martwię się już o to, że ma jakieś ukryte zamiary. Pola ma faceta i widać, że z Brayanem nic ją nie łączy, oprócz Vina.  

Pani Hook narobiła oczywiście mnóstwo jedzenia. W tym tygodniu przylecieć mają tutaj moja mama Kim, Rob i Eva. Nie mogę się doczekać aż zobaczę ich wszystkich na raz.
Witam się ze wszystkimi. Jestem tak szczęśliwa jak chyba nigdy w  życiu.  Brayan nie odrywa ode mnie rąk, cały czas przytula mnie i całuje. Erick za to siedzi i bawi się z Vincentem. Widzę, że także jest szczęśliwy. Adam okupowany jest przez wszystkich innych, ale nadal śpi mając ich totalnie gdzieś.
-Zaniosę go do pokoju - stwierdzam widząc jak Vincent ma ochotę go obudzić i się z nim pobawić, ale tłumaczę mu delikatnie, że tak nie można, bo Adam jest za malutki. Ten obraża się i idzie do Poli na skargę, która śmieje się z całej sytuacji. Biorę Adama na ręce. Waży ponad trzy kilogramy i ma sześćdziesiąt cztery centymetry. Mniej więcej tyle mają dzieci rodzące się w terminie, on jednak ma już prawie 4 miesiące. Widzę, że ruszają za mną  Brayan i Erick. Teraz dociera do mnie, że nadszedł ten czas, by ustalić jak to wszystko będzie wyglądało. 

Na piętrze są trzy pokoje, nasza sypialnia, pokój Adama i dla gości. Ciekawa jestem jak to są urządzone.
-Ale ślicznie! -  stwierdzam otwierając drzwi. Pokój małego jest cały na kremowo-niebiesko-szary. Piękne są te robione na zamówienie drewniane białe mebelki. Łóżeczko, przewijak, komódka i szafki. Jest  też fotel z podnóżkiem, zapewne dla mnie.
 Na ścianach tapeta w delikatny wzór, a nad łóżeczkiem, na półeczce, literka A. Coś podobnego dałam Kim przez urodzeniem Evy.
-Podoba ci się? - pyta dumny z siebie Brayan.
-Pytanie. Jest idealnie!  - uśmiecham się szeroko.
-Mebelki są robione specjalnie dla Adama - dodaje Erick.
-Dzięki, za wszystko - spoglądam na niego ciepło  i kładę delikatnie małego do łóżeczka. Nadal śpi, więc przykrywam go kocykiem i patrzę na niego jak zaczarowana. Brayan podchodzi po chwili i obejmuje mnie w tali.
-Będę na dole -  mówi Erick i uśmiecha się delikatnie. Chyba pogodził się z faktem, że nie będziemy razem. Widać, że najważniejszy jest teraz dla niego Adam, a ja nie będę utrudniała mu kontaktów. Wychodzi zamykając za sobą drzwi.
-Och mała, tak bardzo czekałem na ten moment! -  Brayan wtula głowę w moje włosy. Sporo mi urosły i wróciłam do swojego naturalnego ciemnego koloru.
-Ja też - odpowiadam cicho i całuję go w usta, delikatnie.  Nie kochaliśmy się przecież od miesięcy. Ostatni raz w dzień w którym Filip stanął w drzwiach mieszkania. Zrobiliśmy to rano, zanim Brayan pojechał do Vincenta. Boże, tyle czasu minęło. Mi w ogóle tego nie brakuje, ale on... musi być totalnie napalony.
-Nie wypuszczę cię z łóżka przez tydzień -  oznajmia całując moją szyję i chwyta mnie za pośladki. Piszczę cicho i zasłaniam usta, by nie obudzić Adama.
-Erick dziś u nas śpi… - przypominam sobie, Brayan patrzy na mnie średnio zadowolony.
-To będziemy cichutko - uśmiecha się złośliwie i znowu zaczyna mnie całować po szyi, bierze mnie za pośladki i sadza na komodzie obok łóżeczka. Moje libido nie doszło jeszcze do siebie po tym wszystkim co działo się ostatnio. Kompletnie nie myślałam o seksie, bliskości.
-Bo się obudzi… - szepczę spoglądając na małego. Muszę jednak przyznać, że stęskniłam się  za dotykiem Brayana. Lubię czuć, że nadal na niego działam w ten sam sposób.
-Nikomu przecież nie powie - bąka żartobliwie i wsuwa mi dłoń pod sukienkę, od razu dobierając się do moich majtek. Przesuwa palce w górę ud, a mnie przechodzi znajomy dreszcz. Jęczę cichutko i zamykam oczy.
-Tak się za tobą stęskniłem -  czuję jego gorący oddech przy uchu, a on podgryzając je delikatnie. Obejmuje go mocno i przyciągam do siebie. Brayan jest maksymalnie podniecony,  a to i mi się udziela. Chwila tylko we dwoje, a moje libido już wraca do normy.
-Ja za tobą też -  mruczę i chcę zdjąć jego koszulkę, słyszę jednak jak Adam zaczyna kwilić.
-O nie... Tylko nie to... - Brayan spogląda na łóżeczko, Adam właśnie się obudził. Wierzga radośnie nóżkami i rączkami. Brayan wtula głowę w moje włosy i całuje mnie za uchem -  Odbijemy sobie wieczorem -  dodaje i pomaga mi zsunąć się z komody. Poprawiam swoją bordową dzianinową sukienkę. Na jego spodniach odznacza się widać efekt naszych igraszek, a Brayan podchodzi do okna i próbuje się uspokoić. Ja staję nad łóżeczkiem i zaglądam do małego.
-Co tam synku? Będziesz nam tak zawsze przeszkadzał? -  rzucam wesoło i wyciągam dłonie, by wziąć go na ręce - Chyba trzeba go przewinąć - dodaję czując pod palcami ciepłą pieluszkę.
-Mam to zrobić? - Brayan podchodzi i całuje Adama po rączkach - Ale śmierdzisz, maluszku! - dodaje rozbawiony.
-Ty lepiej się uspokój - odpowiadam  spoglądając na jego krocze -  Sama sobie poradzę -  Kładę Adama na specjalny materacyk na i chcę go przebrać, ale w klinice, przy pielęgniarce, wydawało mi się to o wiele łatwiejsze. Rozbieram go delikatnie i rozpinam pampers - O rany! – krzywię się widząc jak się sfajdał.
-Boże, co on je!? Ohyda! - Brayan aż wychodzi z pokoju, bo zrobiło mu się niedobrze. Ja stoję i nie wiem czy śmiać się czy płakać. Co ze mnie za matka? Kimi od razu wiedziała co i jak, a ja nawet nie potrafię go przewinąć bez czyjejś pomocy. Brayan także nie jest przyzwyczajony do takich widoków i zapachów. Jak my sobie poradzimy? Robię się blada i krzywię się coraz bardziej  co ewidentnie bawi Adama, bo piszczy i wierci się jak szalony.
-Oj synu, twoja mamusia nie ma pojęcia jak cię przewinąć - mówię do niego. Nachylam się  i całuje go w brzuszek, a następnie szukam mokrych chusteczek. Wycieram mu pupę i... całą resztę, bo ufajdał się prawie po stopy. Zaczynam się śmiać sama z siebie. Czy jakakolwiek kobieta jest na to gotowa? Dumna z siebie obsypuję pupkę pudrem dla dzieci i szukam pampersów, ale nigdzie ich nie widzę. Cholera! Wszystko jest, a o pampersach zapomnieli?
-Pomóc ci? - słyszę nagle głos Ericka.
-Nie widzę pampersów - odwracam się i widzę jak stoi w progu pokoiku. Trzymam mojego małego golasa na rękach, a całą sukienkę mam w białym pudrze. Erick uśmiecha się i podchodzi wyjmując pampersy z szafki obok.
-Proszę - podaje mi jeden, jest ewidentnie ubawiony.
-Mógłbyś to zrobić? - proszę niepewnie. Jest mi głupio, że sama tego nie potrafię, ale w szpitalu nie dawali mi się dotykać do Adama. Mogłam go jedynie trzymać na rękach, a to i tak od niedawna, a o kąpieli i przewijaniu nie było mowy.
-Jasne! -  Erick bierze go ode mnie z przyjemnością. Zaskakuje mnie tym jak łatwo i prosto mu to idzie. Po chwili mały jest już ubrany i zadowolony wierci się na jego rękach.
-Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna, Ericku. Za wszystko - staję obok i opieram się o komodę.
-Nie masz za co, Meg. To mój obowiązek dbać o Adama i ciebie, jako jego matkę -  odpowiada ciepło i dotyka mojego ramienia. To taki gest pocieszenia.
-Zostajesz w Londynie? - pytam niepewnie.
-Na razie tak -  patrzy na mnie, a ja nie mam pojęcia o czym myśli.
-Chcesz robić badania? - oblizuję nerwowo usta. Nie wiem czemu zapytałam o to akurat teraz, ale uznałam, że teraz albo nigdy.
-Jestem pewny, że Adam jest mój, ale lepiej je zrobić, by Filip się odczepił. Chce by miał na papierze, że Adam to nie jego syn - odpowiada, a mnie na samo brzmienie imienia Filipa ściska w żołądku.
-Masz rację - uśmiecham się - Może dziś wieczorem porozmawiamy o... tym wszystkim - unoszę nerwowo dłonie, bo znowu czuję jak zaczynam się trząść z emocji.
-Ty zadecyduj kiedy, ja nie chcę naciskać. Nie możesz się więcej stresować -  obejmuje mnie lekko i nagle całuje w czoło. Zamykam oczy na ten czuły gest.
-Wybacz mi za to wszystko... - szepczę, a on przytyka palec do mych ust.
-Ciii… za nic nie musisz przepraszać -  przerywa mi, jedną dłonią nadal trzyma Adama. Jego silne ramiona obejmują go tak pewnie, to takie męskie i rozczulające. Po tym wszystkim co się stało, po tym wszystkim co przeszłam wiem, że nadal go kocham. Nie mam pewności czy tak samo mocno jak kiedyś, bo Brayan także jest w moim sercu. Można kochać dwóch mężczyzn naraz? Brayanowi nigdy tego nie powiedziałam i powiem dopiero gdy będę pewna, a Erick nie słyszał tych słów z moich ust od czasu Vegas. 

Obejmuje mnie nadal i przyciąga do siebie mocno. Czuję, że oddech ma przyśpieszony. Wtulam się w niego delikatnie i wzdycham z ulgą.. Jestem taka szczęśliwa, że mój syn, nasz syn jest zdrowy. Wszystko dobrze się skończyło.
-Chodźmy na dół -  mówi cicho, a mały śmieje się na dźwięk jego głosu.
-Naprawdę jest taki do ciebie podobny -  patrzę na nich. Nawet minki mają takie same. 
-Zawsze chciałem mieć syna i dziękuje, że mi go podarowałaś - wyznaje poważnie, a mnie zatyka. Przełykam ślinę i nie wiem co powiedzieć. Nerwowo zaciskam kawałek materiału sukienki między palcami. Tą niezręczną sytuację przerywa na szczęście Tom, który zagląda do pokoju i woła nas na obiad. Od razu zaczyna stroić miny i gadać do Adama swoje głupoty, a oni śmieją się przy tym oboje. Erick też nie może się opanować słysząc śmiech małego. To raczej jak chichot krasnoludka z bajki, jest taki rozbrajający. Na dole wszyscy siedzą przy stole, a Brayan się pochorował i chyba nie zje obiadu. Patrzy na mnie przepraszająco, że nie potrafił mi pomóc i tak zareagował. Od razu do niego podchodzę i siadam mu na kolana.
-Nic się nie stało - mówię dotykając jego twarzy.
-Przyzwyczaję się, obiecuje - odpowiada. Nadal jest blady, ale obejmuje mnie lekko. Zaczynamy obiad, a rozmowy wcale nie milkną. Pani Hook naprawdę się postarała, przygotowała mnóstwo pysznego jedzenia. Po obiedzie mają przyjechać także rodzice Brayana. Byli u nas parę razy w szpitalu i także bardzo przeżywali całą sytuację. Alex i Tom nadal zakochani w sobie jak nastolatki, gruchają właśnie jak dwa gołąbki. Miło na nich popatrzeć. Remont kawiarni zakończył się jakieś dwa miesiące temu. Hookowie rozbudowali ją i wprowadzili śniadania oraz lunche. Zatrudnili  też kilku nowych pracowników. Nie byłam tam jeszcze i nawet nie wiem jak to teraz wygląda? Najpierw sama muszę przestawić się na powrót do rzeczywistości, bo ostatnio moim domem była klinika. Wychodziłam z niej tylko gdy naprawdę musiałam. 

W tym czasie zapadł wyrok w sprawie gwałtu i pobicia. Matt i ten drugi dostali po dwanaście lat, bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. Erick będzie starał się jednak udowodnić, że  była to próba zabójstwa i chce ich posadzić na dożywocie. W tym momencie tą sprawą nadal zajmują się jego prawnicy. Monika nie odzywa się od miesięcy, więc pewnie dała sobie spokój. Ja tak naprawdę nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, ale nie będę sobie zaprzątać teraz głowy.

Po obiedzie mój tata zaczyna robić wszystkim zdjęcia. Głowie Adamowi, w każdej możliwej pozycji. Pomagam pani Hook posprzątać. Mam wobec nich ogromny dług wdzięczności, zresztą jak wobec każdego. Pod wieczór, tak jak obiecali, odwiedzają nas rodzice Brayana. Dom jest pełen bardzo bliskich mi ludzi. Brakuje tylko mojej mamy Kim, Roba i Evy. Wszystko wygląda prawie normalnie. Prawie, bo ojcem mojego dziecka jest Erick, a jestem z Brayanem. 

Wieczorem zostajemy tylko we czwórkę. Mój tata śpi u Hooków, bo tam jest więcej miejsca, a Erick zajmuje  sypialnię dla gości. Chce przez te pierwsze dni być blisko Adama i ja to rozumiem. Nie miałam nic przeciwko by nocował u nas. 

Zaraz odbędzie się pierwsze kąpanie małego w domu, a ja jestem kompletnie przerażona. Brayan rozstawia wanienkę w pokoju Adama i wkłada do niej specjalną gąbeczkę. Erick nalewa do niej wody i znosi wszystkie potrzebne rzeczy.
-Jesteście pewni, że umiecie to zrobić? - pytam niepewnie, trzymając małego na rękach.
-Damy radę, mała! -  Brayan uśmiecha się i bierze ode mnie Adama, który jest wesoły jak zawsze.
-Nie mogę na to patrzeć! - zasłaniam dłońmi oczy i odwracam się. Chłopaki się ze mnie śmieją. Mimo moich obaw doskonale im to idzie. Obaj robią to jakby zajmowali się tym od zawsze. Adam nawet nie płacze, jest spokojny gdy polewają mu brzuszek wodą. Chlapie i ma niezły ubaw z tego, że obaj są cali przez niego mokrzy. Idę po aparat i robię im zdjęcia, a widok tych trzech facetów, których kocham, kompletnie mnie rozczula. Tak! Kocham ich. Trzech. W środku jestem jednak spokojna bo wiem, że będzie dobrze. Dogadamy wszystko tak, by każdy był zadowolony. Zaczynamy się śmiać, gdy Adam w trakcie kąpieli osikał Brayana, ja prawie się popłakałam ze śmiechu. Po kąpieli niepewnie przebieram małego w kaftanik do spania, a Erick oczywiście mi pomaga.
-Trzeba go nakarmić -  mówię schodząc do salonu. Jego mleko mamy w specjalnej lodówce, codziennie jednak trzeba jeździć po nowe porcje do kliniki. Rozsiadam się wygodnie w fotelu, a Brayan podaje mi Adama. Mały na szczęście nie ma problemów z jedzeniem i je książkowo dosłownie co trzy, cztery godziny. Z dnia na dzień przybiera na wadze i rośnie w oczach. Został ochrzczony jeszcze w szpitalu ze względu na zagrożenie życia. Adam Donell-Evans. Nie wiem jakie podejście do tego ma Brayan, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Obiecałam mu przecież, że Adam będzie nosił jego nazwisko. Nie sądzę, by miał pretensje, ale zapytam go kiedyś przy okazji. 

Adam zasypia na moich rękach, więc zanoszę go do łóżeczka i włączam elektroniczną nianię. Widać i słychać na niej co dzieje się w pokoiku. Erick popija wino, by się zrelaksować, a Brayan robi coś na laptopie. Siadam przy stole z kuchni i mam doskonały widok na salon.
-To co, porozmawiamy? - pytam niepewnie. Odwracają się obydwoje i spoglądają na siebie. Następnie wstają i siadają przy stole.
-Na początku chciałbym ci Ericku za wszystko podziękować - zaczyna Brayan patrząc spokojnie na Ericka - Ta sytuacja dla wszystkich była trudna, a ty zachowałeś się wobec nas bardzo dobrze. Nigdy ci tego nie zapomnę - wyciąga do niego dłoń, a Erick uśmiecha się i ściska ją serdecznie.
-Czego się nie robi dla przyjaciół… -  odpowiada zaskakując nas bardzo. Brayan uśmiecha się, a ja wręcz czuję jego ulgę. Wiem, że na pewno martwi się o nasze relacje i nie wiem jak mam mu udowodnić to, że chcę być z nim i tylko z nim.
-Dobra koniec tych czułości, bo zaraz się popłacze! - wtrącam, by rozładować atmosferę.
-Wracając do tematu -  zaczyna Erick - Na pewno lepiej będzie, gdy Adam będzie przy tobie, Meg. Ja na razie zostaje w Londynie ale nie mogę się tu przenieść na stałe. Będę go odwiedzał najczęściej jak się da - oznajmia i patrzy na nas wyczekująco.
-Będziesz chciał go zabierać do siebie? - pytam niepewnie.
-Chyba na to jeszcze za wcześnie. Nie sądzę, by długi lot samolotem był wskazany dla takiego maleństwa -  odpowiada spokojnie, zaskakuje mnie tym co mówi. Chyba naprawdę wszystko sobie dokładnie przemyślał.
-A potem? Jak będzie starszy? -  wtrąca Brayan.
-Mam nadzieje, że dogadamy się w tym względzie. Jak trochę podrośnie, to na pewno chciałbym pokazać mu wiele miejsc  - Erick uśmiecha się i upija łyk wina.
-Ericku, nie wiem co powiedzieć - bąkam zaskoczona i jedyne co robię, to uśmiecham się w podzięce.
-Założyłem wam konto. Jedno dla ciebie, drugie dla Adama. Co miesiąc będą wpływać na nie pieniądze. Możesz z nich korzystać według swoich potrzeb, Adam otrzyma dostęp do swojego, gdy skończy osiemnaście lat -  dodaje.
-Naprawdę nie trzeba - odpowiadam zmieszana. Nie chce, by Erick dawał mi pieniądze, a Brayan także czuje się nieswojo.
-Stać mnie, by ich utrzymać -  wtrąca spokojnie.
-Nie wątpię w to, Brayan -  Erick uśmiecha się życzliwi - Jednak to mój obowiązek. Nie musicie korzystać z tych pieniędzy. Po prostu muszę mieć czyste sumienie, że nie zostawiam was z tym samych. Wychowanie dziecka kosztuje, a ja nie chcę, by Adamowi czegokolwiek zabrakło - wyjaśnia.
-Ma cudownych rodziców, niczego mu nie zabraknie -  odpowiada Brayan i uśmiecha się szeroko. Mi za to nadal jest cholernie niezręcznie. Rozmawiamy jeszcze jakiś czas, ja mało się odzywam. Mówi głowie Erick, a ja nie mam żadnych zastrzeżeń do tego co ustaliliśmy. Emocje opadły i nagle poczułam się zmęczona. Wiem jednak, że niedługo Adam obudzi się, bo to pora karmienia. Przecieram oczy i ziewam głośno.
-Idź się położyć, Meg -  stwierdza Erick widząc jaka jestem zmęczona.
-Zaraz pora karmienia  -  odpowiadam i znowu ziewam.
-Potrafię zrobić to, a jakby co, to Brayan na pewno mi pomoże.
-Oczywiście - ten przytakuje i chwyta mnie za dłoń  - Idź, mała. Przyjdę do ciebie niedługo - mruczy seksownie, a ja od razu czuję to uczucie w dole brzucha. Już prawie zapomniałam jakie to przyjemne. Oblewam się rumieńcem i wstaję.
-W takim razie dobranoc! - rzucam szybko i idę w kierunku schodów. Łazienka na górze jest spora: wanna narożna, prysznic, obok małe pomieszczenie z pralką i suszarką. Wskakuję szybko pod przyjemny ciepły strumień i przebieram się w piżamę. Podarowała mi ją pani Hook, jest cała w panterkowy wzór. Nie w moim stylu, ale wygodna i miła w dotyku. Nasza garderoba jest jeszcze nieurządzona i stoją w niej kartony z ubraniami i wieloma innymi rzeczami. Zaglądam na chwilę do Adama, który śpi jak aniołek. Patrzę na niego i oddycham z ulgą. Moje maleństwo. Dotykam jego rączki i gładzę ją delikatnie. Jest taki cieplutki i mięciutki i słodziutki... Wszystkie "tki" na całym świecie go opisują. Wychodzę po cichu i idę do sypialni. Uświadamiam sobie, że jeszcze nie widziałam jej w całości. Wchodzę i jestem zaskoczona. Łóżko jest jeszcze ładniejsze niż na zdjęciach. Stoi na środku pokoju, a z sufitu podwieszony jest piękny kremowy materiał do samej podłogi. Nadaje on romantycznego nastroju. Pod ścianą, naprzeciwko łóżka, stoi komoda z kosmetykami do makijażu i perfumami moimi i Brayana. Duże lustro pasujące do łóżka wisi nad komodą, a wielki miękki ciemny dywan zasłania prawie całą podłogę. Ściany są kremowo-perłowo-szare. Aż nie chce mi się wierzyć, że Brayan to wszystko zaprojektował. Zaglądam do szuflad komody, są jeszcze puste i jedynie w jednej znajduję kilka opakowań prezerwatyw. Na ten widok chce mi się śmiać, ale teraz  faktycznie będziemy musieli uważać. Dobrze, że Brayan o tym pomyślał. Chyba nie ufam już kobiecym środkom antykoncepcyjnym i będę musiała porozmawiać o tym z lekarzem. Przez głowę przechodzi mi nagle okropna myśl, że wtedy, gdy Filip robił mi zastrzyk, że podał mi coś innego. Że to nie było to co miało być. Zrobił by to celowo? Planował to wszystko? Wzdrygam się na tą myśl. Nie chcę nigdy więcej spotkać tego człowieka i żałuję, że kiedykolwiek go poznałam. Filip przywołuje same złe myśli i wspomnienia. Najgorsze.

Zapalam lampkę stojącą na stoliczku obok łóżka. Stoi na nim także ramka ze zdjęciem z Dubaju. Jestem na nim ja i Brayan, uśmiechamy się stojąc po kolana w morzu. Przyglądam się nam. Jesteśmy tam tacy szczęśliwi, ale teraz po tym wszystkim jesteśmy chyba jeszcze bardziej. W drugiej ramce są zdjęcia Vincenta i rodziców Brayana. Muszę znaleźć i rozpakować swoje. Siadam na łóżku. Och, jak przyjemnie. To jest to! Najwygodniejsze łóżko na świecie. Od razu wchodzę pod kołdrę i wtulam głowę w poduszkę. To pierwsza noc od kilku miesięcy, gdy kładę się spać bez stresu, bez strachu o życie Adama.

5 komentarzy:

  1. Piękny rozdziała !!! ale ja w ciąż czekam na Erika i Meg nie Bryana i Meg ;) Wiesz co mam na myśli ;) M6

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że Megan zostanie z Brayanem <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zdziwiłabym się gdyby stworzyli trójkąt. Głupia ta Meg, strasznie krzywdzi Erica. Nie dość, że zdradziła go z Filipem, i strasznie go zraniła, to dalej go rani. On nie jest niczemu winny a musi znosić takie katusze jak migdalenie Meg z innym facetem. Strasznie pokrzywdzona jest postać Ericka. A Meg to taka samolubna, głupia dziewczynka, która nie liczy się z uczuciami innych. Myśli tylko o tym żeby jej było dobrze. Buuuu..... liczę że w końcowym momencie ogarnie się ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wciąż czekam na Erica i Meg razem niech Brayan zostawi ja. Czekam<3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  5. tak powinno to wyglądać, Eric tulący małego i Meg, a nie ten pajac Brayan-już musi sie do niej dobierać popapraniec jeden-wrrrr ale jestem zła:(

    OdpowiedzUsuń