Premiera już w lipcu!

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 107



O rany, moja głowa! Budzi mnie potworny ból. Znam to uczucie, to kac zabójca. Kara za moją głupotę. W dodatku jest mi strasznie gorąco i czuję źródło tego ciepła. Umięśnione męskie ciało. Otwieram niepewnie oczy i widzę, że leżę w ramionach Ericka.
Brayana nie ma. Zerkam na zegarek, jest po dziesiątej rano. Najwidoczniej Brayan już do sklepu.o Ostatnio prawie tam nie bywał. W głowie nadal  mi szumi, ale przyglądam się Erickowi. Tak dawno przy nim nie spałam. O dziwo dobrze się przy nim czuję, a on nadal jest taki przystojny jak zapamiętałam. Odkrył się, najwidoczniej jemu też jest za gorąco. Patrzę na jego prawie nagie ciało. Klatka unos się rytmicznie, usta ma lekko uchylone. Wyciągam dłoń i niepewnie muskam włoski na jego piersi. Najbardziej jednak zaskakuje mnie to co nagle zaczynam czuć. Słodkie skurcze pożądania ściskają mnie tam na samym dole. Czy to możliwe po tym wszystkim co mnie spotkało? Jeszcze wczoraj wzbraniałam się od dotyku, a dziś pragnę być dotykana. Dotykana przez niego, przez Ericka. Nagle otwiera oczy i patrzy prosto na mnie, a ja oblewam się rumieńcem.
-Dzień dobry… -  mówi cicho i uśmiecha się lekko, podsuwając na łóżku do pozycji półsiedzącej.
-Dzień dobry -  odpowiada i zakrywam się kołdrą, siadam przy nim po turecku.
-Jak się czujesz? - pyta miękko, ale nie mogę się skupić gdyż rozprasza mnie jego gorące ciało. Przełykam ślinę.
-Lepiej niż na to zasługuję po tym co wczoraj odwaliłam - odgarniam nerwowo roztrzepane włosy z mojej twarzy.
-W sumie było wesoło -  Erick uśmiecha się lekko.
-Do chwili aż mi coś odbiło. Przepraszam -  mówię skruszona i próbuję patrzeć mu w oczy.
-Zdarza się najlepszym. Choć przyznam, że pomysł spania we trójkę był co najmniej...dziwny -  unosi zabawnie brew, ale wyciąga do mnie dłoń widząc, że jest mi niezmiernie niezręcznie.
-Naprawdę nie wiem co mnie naszło? Strasznie mi głupio.
-Daj spokój, Meg. To nic złego, a szczerze mówiąc miło jest się obudzić przy tobie. Już prawie zapomniałem jak to jest - w jego głosie słychać smutek.
-Ja też… -  dodaję cicho i nasze spojrzenia  spotykają się. Znowu się to zaczyna. Och, nie! - Gdzie Brayan? - zmieniam temat. Chcę odgonić myśli.
-Pewnie w sklepie. Wczoraj coś wspominał,  że pewnie rano tam pojedzie.
-Naprawdę chcesz mu kupić samochód? - przypominam sobie wczorajszą rozmowę.
-Chcę go kupić tobie Meg, ale Brayanowi też się przyda. Nie chcę, by jeździł motocyklem, to bardzo niebezpieczne.
-Naprawdę go lubisz? Czy tylko udajesz, ze względu na mnie? - poprawiam się i opieram o szczyt łóżka. Erick patrzy na mnie i uśmiecha się lekko.
-Lubię go. Jest szalony, trochę popaprany... - wywraca zabawnie oczami - Ale ma ogromne serce i dobry z niego facet. Traktuję go jak brata, przypomina mi trochę mojego Vincenta - dodaje biorąc głęboki oddech.
-Dużo rozmawiacie, to dla mnie trochę dziwne.
-Nie martw się tym - nagle wyciąga do mnie dłoń - Przytul się - dodaje i uśmiecha się. Waham się chwilę, ale podsuwam bliżej. Erick obejmuje mnie i przyciąga do siebie, całując moje włosy. Jego gorące ciało działa na mnie niespodziewanie. Jestem zaskoczona tym co się ze mną w tym momencie dzieje.
-Nie będziemy tego komplikować, tak? - zadzieram głowę, by spojrzeć na niego. Sama nie wiem jakiej odpowiedzi oczekuję.
-Nie obawiaj się -  pociera delikatnie moje ramie - Między tobą, a Brayanem wszystko dobrze? - pyta.
-Nie wiem -  wzruszam ramionami - Muszę to wszystko przetrawić.
-On naprawdę nie zrobił tego specjalnie, kocha cię -  drąży dalej. Dziwnie mi się rozmawia z Erickiem w roli pocieszyciela i przyjaciela. Czy to jest możliwe na dłuższy czas? Wątpię zważając na to jakie sprzeczne emocje kłębią się teraz we mnie.
-Wiem, ale doskonale znasz to uczucie -  przypatruję mu się uważnie.
-Miłość wszystko wybacza, Meg. Uwierz mi - gładzi mój policzek i całuje mnie w czubek nosa. Zastygam czując jego oddech. Nagle chcę by mnie dotknął, by sprawił bym poczuła się czysta i piękna tak jak kiedyś - Chcę byś była szczęśliwa, Meg. Obiecałem, że znajdę naszego syna i tak będzie, a ty obiecaj jedynie, że postarasz się żyć normalnie i dasz Branowi szansę. Zasługuje na nią - dodaje kompletnie mnie tym zaskakując. Moje zbereźne myśli ulatując gdzieś w dal. Uświadamiam sobie, że on mnie już po prostu nie chce. Nie dąży do czegokolwiek między nami. Może mnie kocha, ale dla niego jestem jedynie matką jego dziecka. Niczym więcej.
-Zastanowię się - przykładam głowę do jego piersi, by zerwać kontakt wzrokowy. Erick jest taki gorący - Ładnie pachniesz, lubię ten żel pod prysznic - myślę głośno i zaczynam się wiercić. Uczucie w dole brzucha narasta i staje się nieznośnie uciążliwe. Wzdycham i chcę się uspokoić. Jedynym wyjściem, by to zrobić jest wstanie z łóżka. Nie mogę się tak do niego przytulać, bo oszaleję. Podnoszę się powoli, ale moje spojrzenie odruchowo spotyka się z jego. Erick nagle wyciąga dłoń i chwyta moją brodę. Drugą ręką obejmuje mnie mocno i przyciąga do siebie. Nie protestuję. Zamykam oczy i w jedną sekundę podejmuję decyzję, że chcę tego. Chcę tego, cokolwiek zamierza właśnie zrobić. Praktycznie czuję jego usta na swoich, gdy nagle słychać dźwięk komórki Ericka. Wtedy puszcza mnie i nerwowo sięga po nią do kieszeni spodni leżących na podłodze i odbiera.
-Evans -  rzuca zimno do słuchawki. Jest zły, że nam przerwano, ale cały czas patrzy na mnie. Wyraz jego twarzy zmienia się jednak po tym, co słyszy od swojego rozmówcy - Gdzie?! - dodaje podnosząc głos -  Jest sama? Zatrzymajcie ja. Zaraz tam będę! - zrywa się z łóżka - Namierzyli Monikę. Jest w Londynie!  -  zaczyna się pośpiesznie ubierać.
-Boże! Jest z nią Adam?! - wstaję za nim równie szybko.
-Chyba tak - odpowiada i podchodzi do mnie łapiąc  mnie za ramiona. Mam łzy w oczach.
-Chcę jechać z tobą - patrzę na niego błagalnie.
-Ubieraj się. Prędko - przytula mnie mocno i całuje w czoło. Cała drżę, a może to on drży? Naprawdę nie wiem.  Nie zwracając uwagi na nic zrzucam z siebie koszulkę i bokserki Toma i zakładam wczorajszą bieliznę.  Koszula jest cała pomięta, ale to nie ważne. Zapinam ją niezdarnie, krzywo. Jedyne o czym teraz myślę to Adam.

Przed domem czeka na nas radiowóz i samochód ochrony. Wybiegamy na zewnątrz. Serce wali mi jak szalone. Mój synek! Boże jedyny, aby nic mu nie było.  Erick dzwoni po drodze w kilka miejsc, a ja siedzę jak zaczarowana i spoglądam tylko na zegarek. Modlę się, by Adam był z Moniką.  Błagam o to. Nie mam pojęcia gdzie jedziemy, ale to przedmieścia Londynu. Wjeżdżamy na osiedle domów, każdy podobny do drugiego. Erick ściska mocniej moją dłoń, gdy zatrzymujemy się pod jednym z nich. Kilku policjantów wychodzi z radiowozu.
-Zaczekaj w samochodzie -  zwraca się do mnie i wysiada zatrzaskując drzwi. Serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Nie wiadomo czy Monika jest uzbrojona, nie wiadomo czy jest z nią Adam. Boże, nic nie wiadomo. Widzę jak wywarzają drzwi i wbiegają do środka Nie mogę wytrzymać i także wychodzę z samochodu.
-Panno Donell, proszę tam nie wchodzić! - wysiada za mną ochroniarz i próbuje mnie zatrzymać. Nie zwracam na niego uwagi, biegnę prosto do drzwi. Wpadam do holu i pędzę korytarzem prosto w stronę głosów, które słyszę. Przez otwarte drzwi wchodzę do salonu. Kobieta, blondynka, leży na ziemi, skuta kajdankami, a w wokół niej stoi trzech policjantów oraz Erick, który patrzy na mnie zaskoczony.

-Gdzie mój syn?! - krzyczę w szale patrząc na tą sukę, mam ochotę wydrapać jej oczy. Zmieniła kolor włosów, znowu jest blondynką, jednak wygląda zupełnie inaczej. Widzę na stole elektroniczną nianię i dochodzący z niej płacz mojego dziecka.
-Meg! - Erick próbuje mnie zatrzymać,ale wyrywam się pędem na piętro, otwieram każde drzwi po kolei. Sypialni jest kilka.
-Adam! Synku! - wołam go. Wiem, że gdzieś tu jest. Otwieram drzwi piąte czy szóste z kolei, i widzę łóżeczko, a w nim Adama. Mój największy skarb. Boże! Podbiegam i chwytam go mocno, biorąc na ręce. Zaczynam płakać. Moje Maleństwo! Całuje go po główce i tulę mocno, a on od razu się uspokaja. Jest chyba cały, zdrowy. Zaraz za mną wpadają Erick i policjanci. Mówią coś między sobą, ale nic już nie słyszę. Wszystko inne nie ma dla mnie znaczenia. Erick podchodzi do nas i obejmuje  mnie mocno.
-Mówiłem, że go znajdę - dotyka ustami główki Adama i również zaczyna płakać. Na pewno kamień spadł mu z serca, tak samo jak mi. Nie wiem ile czasu mija zanim oddają małego na ręce Ericka. Musimy jechać z nim do kliniki, sprawdzić czy na pewno nic mu nie jest. Cała się trzęsę z emocji i lepiej niech on go trzyma. Policjant pomaga zejść mi po schodach ale, gdy widzę jak wyprowadzają Moniką nie mogę się opanować. Wpadam w totalny szał. Rzucam się na nią i łapię ją za włosy.
-Ty suko! Zabije się! Przysięgam! - szarpię ją i chwytam za jej szyję.
-Zostaw mnie, wariatko! - Monika nie może się bronić, bo ręce skute ma nadal kajdankami z tyłu pleców. Policjanci rozdzielają nas, ale ja próbuję się wyrwać i krzyczę jak opętana.
-Nienawidzę cię! Zgnijesz w więzieniu jak tamten dupek! - nagle chwytam to co mam od ręką. To wazon, a następnie rzucam nim w nią. Pudłuję, a wazon rozbija się z impetem o ściankę zaraz za Moniką.
-Proszę się uspokoić! - krzyczy na mnie policjant i trzyma z całych sił. Nie wiem skąd we mnie tyle agresji?
-Zabierzcie ją stąd! -  Erick patrzy zaszokowany tym w jaki szał wpadłam. Trzyma Adama na rękach, a on śmieje się na mój widok. Boże! Mój synek.
-Przepraszam, Meg. Nie wiedziałam co dokładnie planował Filip. Nie chciałam tego, nie wiedziałam... - mówi nagle Monika czym zaskakuje chyba wszystkich. Na mnie to jednak nie działa. Nie wierzę jej i gdyby mój wzrok mógł zabijać ona już by nie żyła. Erick podchodzi do mnie i wyprowadza szybko na zewnątrz. Cała się trzęsę, oddycham z trudnością.
-Boże synku! - całuje Adama w rączki raz za razem . Poznaje mnie, poznaje mój głos. Chyba nic mu nie jest, jest czysty i najedzony. Opieram głowę o klatkę Ericka, a Adam łapie mnie za włosy i ciągnie mocno śmiejąc się przy tym w głos. Biorę głęboki oddech i nagle z tych wszystkich emocji robi mi się słabo -  Zaraz zemdleje - mówię cicho i czuję jak osuwam się na ziemię.
-Meg! - Erick łapie mnie jedną ręką - Sanders, pomóż mi! - woła jednego z ochroniarzy, a ten bierze mnie na ręce i zanosi do samochodu. W głowie nadal kręci mi się z tych wszystkich emocji, ale jestem szczęśliwa. Mój synek, odnalazł się.

Siedzę na tylnym siedzeniu samochodu, którym tu przyjechaliśmy i patrzę przez okno jak prowadzę Monikę do radiowozu. Erick podchodzi do niej i mówi coś z poważną miną. Ona milczy, wzrok wbija w chodnik. Nie wygląda najlepiej. Jest zaniedbana i ewidentnie przestraszona tym co się dzieje. Nie wiem czy to możliwe, ale odnoszę wrażenie, że ona nie spodziewała się tego wszystkiego. Zaczynam myśleć, że Filip także nią manipulował, jednak w tym momencie najważniejsze jest dla mnie to, że Erick trzyma na rękach naszego syna, całego, zdrowego. Dziś mija dokładnie tydzień od tamtego koszmarnego dnia. Adam się zmienił, nawet przytył troszkę, ale nadal jest słodki. Czuje ogromną ulgę, że Monika zajmowała się nim dobrze. Nie chciała go skrzywdzić, nie chciała go zabić. Patrzę na nią jak wprowadzają ją do radiowozu, a ona unosi wzrok i patrzy wprost na mnie. Przeszywa mnie dreszcz. Ta kobieta chciała mnie zniszczyć, ale z drugiej strony nie dała skrzywdzić mojego syna. Mam takie mieszane uczucia. Cieszy mnie to, że na pewno pójdzie za to siedzieć na wiele długich lat. Erick na pewno się o to postara. 

Policja musi przeszukać cały dom. Po chwili podjeżdża karetka i Erick oddaje Adama w ręce lekarza, zjawia się także Brayan. Widząc go, znowu wybiegam z samochodu i rzucam się w jego ramiona, od razu zaczynam płakać. Ten obejmuje mnie mocno, serce wali mu tak samo mocno jak nam.
-Już dobrze skarbie, już dobrze! -  Brayan przytula moją głowę do swojej klatki i całuje mnie po włosach. Czuję jego ciepły oddech na skórze. Kwilę w jego ramionach, bo jestem taka szczęśliwa. Nic się dla mnie teraz więcej nie liczy. Gdy uspokajam się trochę podchodzimy do karetki. Lekarz bada Adama, który wierci się i śmieje.
-Raczej nic mu nie jest, ale zabierzemy go na obserwację i zrobimy szczegółowe badania. Tak  dla pewności - mówi ratownik spoglądając na mnie - Dobrze się pani czuje? - pyta widząc jaka jestem blada i roztrzęsiona.
-Teraz, już tak - uśmiecham się blado i oddycham głęboko. Erick jedzie z policjantami i Moniką do aresztu. Ja z Brayanem jedziemy do kliniki by być przy Adamie. Po drodze dzwonię do rodziców, Hooków, Alex by powiedzieć im, że mały się znalazł, że jest cały i zdrowy. Brayan także dzwoni do swojej mamy.

Pobierają Adamowi krew i robią podstawowe badania. Okazuje się, że zupełnie nic mu nie jest. Był regularnie karmiony i przewijany. Nie jest odwodniony ani niewyspany. Po dwóch godzinach przywożą go do nas. Mamy osobną salkę z łóżkiem dla dziecka. Pewnie zostanę dziś z nim na noc. Nie wyobrażam sobie, że miałabym być gdzieś indziej niż u boku mojego dziecka. Pielęgniarka przynosi butelkę z mlekiem, a ja karmię go. Adam od razu usypia w moich ramionach. Boże jest taki kochany, wtulił się mocno i oddycha cichutko. Jestem szczęśliwa i uspokajam się nareszcie. Brayan nie odchodzi ode nas na krok. To ta sama klinika w której leżałam ja i w której nadal leży Tom. Odwiedza nas Alex i mówi, że Tom czuje się dobrze. Co prawda nie pamięta momentu wypadku, ale wszystko inne tak. Nadal jest słaby i czeka go długa rehabilitacja. Przyjeżdżają Hookowie. Adam śpi  jednak i każdy jest zawiedziony, że nie może się nim nacieszyć. Siedzimy wszyscy w sali i wpatrujemy się w niego jak w obrazek. Nie wiem jedynie kiedy Erick do nas dołączy? Tak naprawdę nie rozumiem dlaczego pojechał z Moniką do aresztu? Chyba nie ma zamiaru jej bronić? Na pewno zauważył tak samo jak ja, że nie wyglądała najlepiej. Jej wyznanie zaszokowało go, zaszokowało nas wszystkich, ale nie wiem czy powinnam się tym interesować. Ustaliliśmy przecież, że Erick nie będzie się wtrącał w mój związek z Brayanem, więc czemu ja czuję to głupie uczucie zazdrości na myśl o Monice? Obawiam się jednak, że będzie chciał jej pomóc. Zapytam go o to, chcę wiedzieć. W dodatku to co zdarzyło się rano, dociera do mnie dopiero teraz. Jestem przekonana, że gdyby nie przerwał nam telefon, to wszystko skomplikowałoby się jeszcze bardziej. Możliwe, że i tak już się to stało.

Decyduje się zjechać na chwilę do Toma. Wszyscy nadal oblegają Adama więc wymykam się na chwilę. Jego oddział jest kilka pięter niżej
-Cześć, przystojniaku -  zaglądam niepewnie do sali w której leży i witam się cicho. Tom otwiera oczy i uśmiecha się lekko na mój widok.
-Cześć mała, wejdź - jeszcze mnie nie widział i dopiero teraz przypominam sobie, że on nie ma o niczym pojęcia. Na szczęście żaluzje są zasłonięte i panuje tutaj półmrok.
-Jak się czujesz? - siadam obok i dotykam delikatnie jego dłoni. Obie nogi ma w gipsie, jest podpięty pod różne maszyny i kroplówki, ale nie wygląda tak źle jak się spodziewałam.
-Mniej więcej tak jak wyglądam -  Tom uśmiecha się ironicznie.
-Bardzo cię boli? - nachylam się i poprawiam mu poduszkę.
-Nie boli, dostaję leki -  odpowiada cicho, ale nawet rozmowa jest dla niego męcząca. Spogląda na mnie nagle i podnosi dłoń do mojej twarzy- Jezu, a tobie co się stało? - pyta zaszokowany. Światło z lampki oświetliło moją twarz. Odsuwam się gwałtownie i zakrywam włosami.
-Dłuższa historia, Tom. Pogadamy o tym jak poczujesz się lepiej -  próbuję go zbyć, ale od razu się zdenerwowałam.
-Mów co się stało? - Tom łapie mnie mocniej za dłoń i patrzy niepewnie. Milczę i spuszczam wzrok w podłogę - Meg, co się stało?! - powtarza głośniej.
-Twój wypadek to nie przypadek ,Tom - odpowiadam cicho, muszę usiąść zanim opowiem mu o wszystkim.
-Jak to? Ja nic nie pamiętam. Wyjechałem jak zawsze do kawiarni i obudziłem się tutaj. W głowie mam jedną czarną dziurę… -  jego spanikowany wzrok mnie dobija. Zbieram się w sobie, by wyznać mu co się stało.
-Filip zaplanował coś okropnego -  wypowiadam te słowa z trudnością.
-Boże, co się stało? Filip? Doktorek? - oczy robią mu się wielkie.
-Tego dnia, jeśli pamiętasz, Erick wyleciał do Nowego Jorku… - biorę oddech i staram się uspokoić.
-No to pamiętam, przejdź do rzeczy! - pogania mnie, jest przestraszony.
-Filip zaplanował twój wypadek, bo wiedział, że Brayan pojedzie do szpitala, a ja zostanę sama w domu z Adamem… - spoglądam na niego smutno, nie jest mi łatwo o tym mówić.
-Coś mu się stało?! - Tom podnosi głowę ale zaraz opada na poduszkę, jest za słaby.
-Adamowi nic nie jest - dotykam jego dłoni, by się uspokoił.
-Meg mów! On ci to zrobił, tak? - podnosi się lekko, by lepiej mnie widzieć. Spogląda na mnie, a ja jestem  przecież jedynie w koszuli w której byłam wczoraj, więc widać moje okaleczone nogi i ręce - Chryste! - Tom aż zakrywa dłonią usta - Meg co on ci zrobił?! patrzy na mnie przerażony.
-Nie mam siły o tym mówić, przepraszam… - wstaję nagle i odwracam się. To trudniejsze niż myślałam. W oczach mam łzy, ale w tym momencie do sali wchodzi Alex. Widzi przerażonego Toma, a ja przechodzę obok niej bez słowa. 
-Alex skarbie mów co się stało!? - Tom podnosi głos, gdy praktycznie stąd wybiegam. 
-Tom, uspokój się -  mówi Alex, to ostatnie co słyszę, bo już jestem w połowie korytarza. Znowu mam te obrazy przed oczami. Boże! Opieram się o ścianę i próbuję wyrównać oddech. Czuję jego zapach. Chowam twarz w dłoniach i kucam, by się nie przewrócić. Słyszę jak Alex uspokaja Toma i mówi mu w końcu co się wydarzyło. Słyszę jego rozpaczliwy krzyk. Od razu przybiega do niego lekarz i pielęgniarka. Tom nie może się denerwować, więc dostaje środki podobne do tych co ja dostawałam, a po chwili się uspokaja. Alex wychodzi do mnie po jakimś czasie  i kuca obok.
-Wszystko w porządku, Meg? - poklepuje mnie lekko po plecach.
-Przepraszam. Zapomniałam, że on nie wie - spoglądam na nią smutno.
-Daj spokój, prędzej czy później musiał się dowiedzieć. Pytam jak ty się czujesz? - Alex uśmiecha się do mnie blado, jej też w ostatnich dniach było bardzo ciężko.
-Odzyskałam Adama, reszta jakoś się ułoży - wymuszam uśmiech i wstaję powoli.
-Chodź, zaprowadzę cię do niego -mówi, a następnie podaje mi rękę i razem idziemy w stronę wind – Pamiętaj, że masz wokół siebie wielu przyjaciół i, że zawsze możesz się do nas zwrócić o pomoc! - dodaje wciskając numer piętra na którym leży Adam. 

Z Hookami mijamy się w drzwiach, bo właśnie chcą iść odwiedzić Toma, Brayana nie ma. Nie wiem gdzie się podziewa? Erick także nadal nie wrócił, ale mały za to słodko śpi.
-Zostaniesz z nim sama? - Alex zatrzymuje się w progu.
-Tak, dzięki... za wszystko -  uśmiecham się, a ona odwzajemnia uśmiech i wychodzi. Biorę Adama delikatnie na ręce i kładę się na łóżku, które jest tu dla nas przygotowane. Mały wierci się lekko i mruczy coś pod noskiem, ale nie budzi się. Czując moje ciepło i zapach układa się i dalej głęboko śpi. Podsuwam się wyżej i opieram głowę o szczyt łóżka. Wzdychając głęboko zamykam oczy. Czuję się spokojna i szczęśliwa.

Budzę się gwałtownie, gdy czuję jak ktoś zabiera ode mnie Adama. Otwieram spanikowana oczy i widzę Ericka.
-Boże, nie rób tak więcej -  mówię przerażona. 
-Spokojnie, to tylko ja - Erick siada obok i dotyka delikatnie mojej dłoni. Adam nie śpi  i wierci się w jego ramionach. Nie wiem kiedy się obudził, ale musiał leżeć bardzo spokojnie i dał mi spać - Nic mu nie jest. Możemy wyjść do domu nawet dziś -  dodaje uśmiechając się szeroko.

5 komentarzy:

  1. Niech Brayan spada!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z komentarzem powyżej. On im tylko przeszkadza.. Niech spieprza do tej swojej laski co ją pieprzył jak meg była w szpitalu z Adamem

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie lubię Brayana.. choć z drugiej strony nie miałabym nic przeciwko związkowi całej trójki, bo jednak się ze sobą dogadują ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię Brayana.....

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie sądziłam, że to powiem ale.. Bryan. Miałeś swoje 5 minut.. teraz żegnamy

    OdpowiedzUsuń