Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 108


-To dobrze - odpowiadam cicho. Mimo tego iż uspokoiłam się, że odzyskałam Adama, czuję nadal ogromny lęk.
-Postawili Monice zarzuty o współudział w porwaniu i próbie podwójnego zabójstwa, nie wywinie się z tego - dodaje, chyba tylko po to, by mnie pocieszyć.
-Nie będziesz jej pomagał? - pytam od razu, chcę to wiedzieć.  Erick patrzy na mnie zaskoczony.
-Oszalałaś? Niby dlaczego miałbym jej pomóc? Nienawidzę jej tak samo jak ty, Meg.
-Nie wiem -  wzruszam ramionami - Tak pomyślałam jakoś... - Erick kładzie Adama obok i chwyta mnie za brodę. Chcę się odsunąć, ale mi nie pozwala.
-Co się dzieje? - patrzy mi prosto w oczy.
-Nic. Wszystko jest w porządku, Ericku - próbuję go zbyć.
-Alex mówiła, że byłaś u Toma. Uciekłaś z płaczem, gdy zapytał co się stało - dotyka czule mego policzka.
-Nie chcę o tym rozmawiać. Tom zobaczył w świetle moją twarz i chciałam mu powiedzieć. Nie dałam rady… -  odsuwam się, by mnie nie dotykał. Znowu nie mogę tego znieść.
-Chciałbym byście wyjechali ze mną na jakiś czas do Nowego Jorku, ty z Adamem -  cofa dłoń i wzdycha głęboko. Patrzę na niego beznamiętnie.
-Nie mogę zostawić tutaj Brayana i Toma, oni też nas potrzebują.
-Już z nimi rozmawiałem. Wszyscy uznaliśmy, że to najlepsze wyjście w tej chwili. Tom niedługo zacznie rehabilitacje, a Brayan remont waszego domu, ty powinnaś odpocząć. Dojść do siebie w spokoju i ciszy.
-Widzę, że znowu zdecydowaliście za mnie - wywracam oczami, Erick już chce coś powiedzieć, więc dodaję - Ale rozumiem i zgadzam się, by wyjechać na jakiś czas.
-Cudownie -  zadowolony wstaje nagle - Wylatujemy jutro. Pytałem lekarza, Adam może już latać - dodaje z chytrym uśmiechem, a ja patrzę na niego. Znowu jestem zaskoczona.
-Już jutro?
-A na co tu czekać? - patrzy na mnie badawczo, jednak ja nic nie odpowiadam - To co, możemy jechać? - nagle bierze Adama na ręce i uśmiecha się.
-A gdzie Brayan?
-Pojechał po Vincenta. Pola pozwoliła, by dziś spędził z nim tę noc.
-Trochę nie wypada tak się Hookom znowu zwalać na głowę - wzdycham z wyrzutem, bo i tak nadużywamy ich gościnności.
-Śpicie dziś u mnie, jutro rano wylatujemy.
-Aha - przytakuję, a następnie wstaję z łóżka i próbuję wygładzić pogniecioną koszulę.
-Prawie widać ci pupę - stwierdza nagle Erick i chce mi ją poprawić. Wpatruje się we mnie intensywnie i o dziwo, to spojrzenie mnie nie krępuje. Chwilę wcześniej bałam się jego dotyku, a teraz znowu chcę by to zrobił. 
-Z tego wszystkiego zapomniałam leginsów -  patrzę na niego - Chyba cię to nie krępuje? Nie raz widziałeś mnie nago, wczoraj zresztą też - uśmiecham się lekko.
-Nie, nie krępuję mnie to, Meg. Po prostu mam ochotę dać ci klapsa - puszcza mi oczko i lekko klepie mój pośladek. Zaczynam się śmiać, a on rzuca mi to swoje uwodzicielskie spojrzenie.
-Oj, Evans -  kręcę głową. Erick obejmuje mnie czule i razem z Adamem wychodzimy z sali

Mieszkanie Ericka mieści się w ekskluzywnym budynku niedaleko kliniki. To kilkupiętrowy apartamentowiec. Robi na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Piękny hol z recepcją, na środku okrągła fontanna i mnóstwo zieleni. Ja w tej pomiętej brudnej koszuli kompletnie tu nie pasuję. Recepcjonista mierzy mnie wzrokiem i na pewno zastanawia się, co Erick Evans robi z taką sierotą jak ja.
-Dobry wieczór, panie Evans - uśmiecha się do niego szeroko, ukazując szereg idealnie równych białych zębów.
-Dobry wieczór - Erick odpowiada surowo. Chyba zauważył te jej dziwne spojrzenia w moją stronę -  Będę miał dziś gości, Brayan Green z synem. Proszę ich wpuścić jak się zjawią -  dodaje i podsuwa jej karteczkę z nazwiskiem Brayana.
-Oczywiście panie Evans, a pani to? - dziewczyna znowu spogląda na mnie dziwnie. Stoję zakłopotana u boku Ericka i spuszczam wzrok.
-To także mój gość, Megan Donell, oraz Adam Donell-Evans -  podaje jej drugą karteczkę. Dziewczyna próbuje zachować się profesjonalnie, jednak widać jak jest zaskoczona. Nie jest głupia i skojarzyła nazwiska. Wpisuje coś do komputera i posyła mi wymuszony uśmiech - Jutro wyjeżdżamy. Proszę o podstawienie samochodu na ósmą rano -  Erick dodaje i obejmuje mnie delikatnie.
-Oczywiście, panie Evans -  powtarza się i podaje mu kartę magnetyczną - Apartament jest gotowy, potrzebują państwo jeszcze czegoś?
-To wszystko. W razie czego będę dzwonił - wtrąca zimno i szybko ruszamy do windy. Patrzę na niego zawstydzona.
-Rany ale przypał. Ciekawe co sobie pomyślała? - zaczynam nerwowo chichotać.
-Mało mnie to interesuje, Meg, ale faktycznie... trzeba załatwić ci jakieś ubrania -  odpowiada i spogląda na moje pokaleczone nogi.
-Wszystko zostało w domu -  opieram się o lustro plecami, nie chcę na siebie patrzeć. Erick trzyma w ręku fotelik z Adamem. Mały usnął jeszcze w samochodzie.
-Brayan mówił, że byliście tam wczoraj, ale niczego nie zabraliście - dodaje, patrząc na mnie smutno.
-Nie dałam rady, gdy tylko tam weszłam do zrobiło mi się niedobrze - odpowiadam beznamiętnie, a następnie kucam i wycieram Adamowi buźkę, zaślinił się przez sen.
-Dasz się namówić na tą terapię? - Erick podaje mi dłoń i podciąga do siebie.
-Pomyślę o tym jak będziemy już w Nowym Jorku -  spoglądam na niego. W jego oczach widać, że się o mnie martwi. Zawsze będzie się o mnie martwił tak jak kiedyś mówił. To bardzo miłe z jego strony. Winda otwiera się na ostatnim piętrze. Wychodzimy na korytarz i idziemy prosto, do drzwi na samym jego końcu.
-Zapraszam -  otwiera przede mną drzwi i uśmiecha się. Wnętrze oczywiście jest imponujące, nowoczesne i ekskluzywne. Marmurowe podłogi, ciepłe światło, drewniane meble. Wystrój bardzo podobny do tego w apartamencie na Manhattanie. Kuchnia połączona z przestronnym salonem, zadaszony taras z prywatnym basenem, kilka sypialni i łazienek.
-Ładnie tu -  stwierdzam spoglądając na obrazy wiszące na ścianie nad kominkiem. Widzę też w salonie piękną kołyskę.
-Sypialnie są na piętrze, wybierz którą chcesz - Erick stawia fotelik z Adamem na kremowej skórzanej kanapie i odpina go z pasów.
-Chciałabym się wykąpać -  mówię cicho, muskając dłonią po szklanym blacie stołu w jadalni. Erick kiwa głową i prowadzi mnie do jednej z sypialni. Pokazuje gdzie są ręczniki i szlafroki. Daje mi także torebkę z nową, świeżą bielizną i letnią sukienką, czarną i białe groszki, a następnie zostawia mnie samą. 

Rozglądam się po tej ogromnej łazience. Jest wyłożona płytkami w piaskowym kolorze z elementami zimnego błękitu. Pod oknem stoi długa półokrągła wanna. Odkręcam wodę i dolewam olejku, który stoi obok. Łazienkę od razu wypełnia zapach werbeny. Uśmiecham się, ten zapach zawsze dobrze mi się kojarzy. Rozbieram się, brudną bieliznę i koszulę wyrzucam do kosza. I tak mi się nie przydadzą. Spoglądam nagle w lustro i widzę swoje zmasakrowane ciało. Boże! W tym świetle wygląda jeszcze gorzej. Siniaki zmieniają swój kolor, wygląda to strasznie. Filip pociął mnie nawet na pośladkach i piersiach. Dotykam delikatnie swojej twarzy, nadal jestem opuchnięta. Wzdrygam się i odwracam szybko od lustra. Nie mogę na siebie patrzeć. Zakręcam wodę i siadam na wannie. Biorę kilka głębokich oddechów i po chwili zanurzam się w wodzie po samą szyję. O rany! Ale przyjemnie. Na szczęście nic mnie już nie piecze, piana delikatnie otuliła moje ciało. Biorę gąbkę i delikatnie pocieram, by nie rozdrapać strupków. Myję włosy, trzy razy pod rząd. Nadal czuję się taka brudna, staram się jednak o tym nie myśleć.
-Meg? - słyszę głos spod drzwiami, to Erick.
-Zaraz wychodzę - odpowiadam.
-Dobrze, tylko sprawdzam czy nie zasnęłaś - dodaje i słyszę jak oddala się. Jest taki przewrażliwiony. Wychodzę z wanny na miękki dywanik i owijam ręcznikiem, na włosach robię turban. Widzę obok umywalki balsam do ciała i taką samą maść jaką mam smarować swoje blizny. Erick o wszystkim pomyślał, jak zawsze. Uśmiecham się i smaruję całe ciało. Odświeżona czuję się zdecydowanie lepiej. Zakładam szlafrok  i wychodzę z łazienki. Jest wieczór więc bez sensu bym się stroiła. Tak naprawdę nie mam na to ochoty, ale dostrzegam na łóżku  kolejną torbę z ubraniami. Zaglądam, a w niej znajduje się satynowa czerwona piżama i szlafroczek do kompletu. Wywracam oczami. Och, ten Erick. Przebieram się, satyna jest zimna i przyjemna w dotyku. Ześlizguje się w po ciele. Cienkie ramiączka oraz koronkowe wykończenie sprawiają, że jest naprawdę seksowna. To chyba nie najlepszy moment na taką piżamkę, ale nie mam wyjścia. Zakrywam się szlafrokiem od kompletu i schodzę na dół. W salonie na kanapie, Brayan wariuje właśnie z Vincentem i Erickiem, a Adam buja się na leżaczku i bawi grzechotką. Chłopaki na mój widok zastygają, Brayan prawie zbiera szczękę z podłogi.
-Witaj śliczna -  uśmiecha się i podchodzi ujmując moją dłoń, całuje ją delikatnie.
-Ciocia! - Vincent piszczy i zeskakuje z kanapy, podbiegając do mnie.
-Cześć malutki! -  biorę go na ręce i roztrzepuje jego ciemne włosy. Uśmiecham się przy tym szeroko.
-Ja jestem duży, Adam jest malutki -  Vin rzuca mi gniewne spojrzenie słodkiego dziecka, czym rozbawia całą naszą trójkę.
-No wiem, zapomniałam -  puszczam mu oczko i on także się śmieje. Zsuwa się ze mnie i ciągnie za sobą, by pokazać mi co dostał od taty. To duża czerwona ciężarówka. Opowiada o niej z takim zachwytem, że nie śmie  nie słuchać.
-Mamy dziś seans z „Toy Story”!  - podchodzi do nas Brayan i obejmuje mnie, kucając obok - Jego ulubiona bajka -  dodaje wywracając oczami.
-Jutro lecę do Nowego Jorku - mówię niepewnie. Wiem, że on wie, ale chcę z nim o tym porozmawiać.
-Wiem, mała -  uśmiecha się lekko - Tak na razie będzie lepiej. Przylecę do was najszybciej jak się da. Muszę znaleźć nowego pracownika do sklepu.
-Boje się, Brayan - wyznaję nagle i spoglądam na niego smutno. On patrzy na mnie zaskoczony i dotyka mojego policzka - Nie! Proszę... -  odsuwam się, zasłaniając twarz włosami.
-Czego się boisz? Teraz już nic ci...nic wam nie grozi -  niechętnie cofa rękę i siada obok mnie na dywanie. Vincent zajął się swoją nową ciężarówką i nie zwracam na nas uwagi. Erick wyszedł na taras i rozmawia przez telefon, a Adam właśnie znowu zasnął.
-Nie wiem czy będę w stanie znieść dotyk… -  wyjaśniam cicho i obejmuję się dłońmi. Nagle zrobiło mi się zimno.
-Wczoraj było wszystko w porządku -  stwierdza unosząc brew.
-Będą pewnie bywały takie momenty, ale wczoraj moje zachowanie było sprawką alkoholu... -  wzruszam ramionami.
-Rozumiem - kiwa ze zrozumieniem i wstaje, podając mi dłoń -  Zamówiliśmy tajskie jedzenie, zjesz z nami? – pyta, by nie kontynuować tematu.
-Umieram z głodu -  zaciskam mocniej pasek szlafroka i idziemy razem do kuchni.
Zajadamy się jedzeniem, które przed chwilą nam przywieziono. Dawno nie jadłam tak dobrego tajskiego żarcia. Cały stół zastawiony jest pudełkami, wszyscy jemy rękoma. Nawet Vincent zajada się kurczakiem w panierce. Całą buźkę ma brudną od sosu i jest z tego powodu bardzo zadowolony. Co chwila zagląda do łóżeczka Adama i chce się z nim bawić, a ja nie mam siły mu już powtarzać, że Adam jest za mały na zabawy. Karmię także i jego, kąpię go i usypiam. Był chyba bardzo zmęczony, bo usnął bardzo szybko. Dzisiejszej nocy Vincent dzie śpi z nami, więc Adam będzie spał z Erickiem. Zanoszę go i kładę w jego sypialni , rozglądam się po pokoju. Dostrzegam łóżko wykonane przez moją ulubioną firmę. Ciemna śliwkowa pościel oraz kremowe ściany wyglądają naprawdę fajnie. Ta projektantka, o której mówił Erick, zna się na rzeczy. Widzę na szafce nocnej, obok łóżka, ramkę ze zdjęciem. Ja na nim jestem. Cholera! Zdjęcie zrobione jeszcze za czasów, gdy mieszkaliśmy w New Jersey.  Biorę je do ręki i nie wierzę, że kiedyś tak wyglądałam. W porównaniu do tego co widzę teraz w lustrze, wolę jednak tamte oblicze. Zdecydowanie muszę przytyć kilka kilogramów. Odkładam je na miejsce i wracam do chłopaków. Erick z Brayanem rozmawiają o czymś szeptem, Vincent siedzi i ogląda „Toy Story”.
-O czym gadacie? - przysiadam się do nich i patrzę zaciekawiona.
-Obawiamy plan - mówi tajemniczo Brayan.
-Jaki znowu plan? - mrużę oczy.
-Ogólny plan twojego... naszego nowego życia, mała - Brayan dotyka mojej dłoni i gładzi ją delikatnie.
-Mogę uczestniczyć w tych ustaleniach, czy jak zwykle zostanę postawiona przed faktem dokonanym? - ganię ich wzrokiem.
-Jasne, że możesz Meg. Na początek może powiesz gdzie chcesz mieszkać w Nowym Jorku? - odzywa się Erick.
-Nie zastanawiałam się nad tym. Rodzice kupili mi dom, więc może czas w nim zamieszkać - odpowiadam i biorę kolejny kawałek kurczaka. Chyba znowu zgłodniałam.
-Chcesz mieszkać sama w takim dużym domu?
-Nie widziałam go nawet, ile tam jest metrów? -  pytam z pełną buzią.
-Prawie dwieście pięćdziesiąt metrów, plus taras i ogromny ogród - odpowiada Erick.
-O cholera! -  drapię się po głowie -  A nie mogę mieszkać z tobą? - patrzę na Ericka - Byłoby mi łatwiej z opieką nad Adamem, nie jestem jeszcze na tyle pewna, by zostawać z nim cały czas sama - wyjaśniam, a oni oboje się uśmiechają.
-Bałem się to zaproponować, bo myślałem, że kategorycznie odmówisz -  Erick oddycha z ulgą.
-Nie masz nic przeciwko? - spoglądam na Brayana, który się uśmiecha.
-Ja nie, mała. Będę spokojniejszy wiedząc, że mieszkasz z Erickiem - nachyla się i całuje mnie w policzek - A ty?
-Co ja? - Unoszę brew.
-Dasz sobie radę z tęsknotą za mną? - puszcza mi oczko i daje mi kuksańca w bok.
-Trzymaj fujarę w spodniach, to jakoś sobie poradzę! - burczę żartobliwie, ale chyba tylko mnie to bawi. Obaj robią grobowe miny. Rany!  - Wyluzujcie! - dodaję.
-To nie było zabawne - mówi lekko urażony Brayan, ale Erick chyba próbuje ukryć rozbawienie.
-Założymy mu pas cnoty -  wtrąca podłapując mój żart. 
-Kurwa, nie róbcie ze mnie jakiegoś....!
-Żartujemy! - przerywam mu. O rany, ale się oburzył. Patrzy na nas chwilę i uśmiecha się w końcu.
-Przyrzekam, że moja wielka fujara, nie dotknie nikogo ani niczego, prócz ciebie! - dodaje po chwili robiąc przy tym taką minę, że mało nie spadam z krzesła ze śmiechu.
-Bez szczegółów anatomicznych proszę! - Erick wywraca oczami, ale jest równie ubawiony co my. Rozmawiamy luźno przez resztę wieczoru. Pomysł zamieszkania z Erickiem wydaje się całkiem sensowny. Nie chce zwalać się rodzicom na głowę, a będę mogła ich spokojnie odwiedzać. Dowiaduję się także, że Erick kupił Braynowi nowy samochód i dał pieniądze na remont domu. Nie wiem czy będę w stanie zamieszkać tam po tym co się stało, jednak na razie nie chcę o tym myśleć.
-Co to za samochód? - pytam, upijając łyk czerwonego wina.
-BMW MX6 - odpowiada zadowolony Brayan - Zawsze o takim marzyłem - dodaje z błyskiem w oczach.
-A ja jaki dostanę? - burczę ironicznie. Trochę mnie to denerwuje, że Erick kupił Brayanowi tak drogie auto. Po co? Kompletnie nie rozumiem.
-A jaki chcesz? - Erick pyta całkiem serio.
-Czerwone ferrari - wywracam oczami.
-Załatwione - znowu mówi poważnie.
-Weź! - klepię go w ramie -  Żartowałam! Nie chcę żadnego samochodu! - dodaję z powagą.
-Obgadamy to jeszcze -  rzuca mi to swoje spojrzenie i mruga do Brayana.
-Powaliło was! Wy faceci macie fioła na punkcie aut, ale ja jako kobieta nie! - dodaję i kończę ten temat. Jest dość późno, więc musimy położyć się spać. Vincent zasnął przed telewizorem, więc Brayan zaniósł go właśnie do sypialni.
-Bardzo ci dziękuje, że chcesz... że sama zaproponowałaś, by zamieszkać u mnie. To wiele ułatwi -  Erick chwyta moją dłoń i całuje ją delikatnie po zewnętrznej stronie.
-Ale śpimy oddzielnie, chyba o tym wiesz? - uśmiecham się lekko.
-Obgadamy to jeszcze -  powtarza i oboje zaczynamy się śmiać. Cieszy mnie to, że potrafię się przy nich wyluzować. Daje mi to nadzieję, że jednak dam sobie radę z tym koszmarem, który dzieje się teraz tylko w mojej głowie.
-Dobranoc - żegnam się z Erickiem przed drzwiami sypialni.
-Obudzę was rano. Dobranoc, Meg -  chwyta moją dłoń i ponownie całuje. Uśmiecham się i wchodzę do środka. Brayan leży i patrzy na Vincenta, który rozłożył się na środku łóżka.    Kładę się obok nich po cichutku i opieram na łokciu.
-Gdy śpi wygląda jak anioł - szepczę i patrzę na Brayana.
-Niezły z niego rozrabiaka, co? - ten uśmiecha się.
-W tatusia, ty też tylko we śnie wyglądasz na spokojnego - mrużę oczy i gładzę Vincenta po włoskach. Mały mamrocze coś i wzdycha lekko.
-Oj mała, nawet nie wiesz jak mi ulżyło...  - stwierdza nagle i także wzdycha.
-Mnie też, skarbie -  dotykam jego pięknej twarzy i gładzę policzek - Będę tęsknić, naprawdę - dodaje cicho, a Brayan nachyla się i wiem, że chce mnie pocałować. Staram się, naprawdę się staram to wytrzymać.
-Nie... Proszę, nie - szepczę przerażona.
-To ja, ze mną nic ci nie grozi… - dotyka  czule mojej twarzy, od razu posmutniał widząc moją reakcję.
-Wiem -  zamykam oczy i próbuję się przemóc - Boje się, że przez to...że przeze mnie...że znowu pójdziesz do innej - wyznaję cicho.
-Chryste, nie! Nigdy...Przenigdy  więcej tego nie zrobię. Jeśli będzie trzeba będę czekał i miesiąc, dwa, trzy... tyle ile trzeba. Przysięgam na własne życie! - odpowiada poważnie, widzę łzy w jego oczach.
-Wierzę ci - ponownie dotykam jego policzka -  Chodźmy spać - dodaję i uśmiecham się lekko.
-Mamy mało miejsca - stwierdza spoglądając na  Vincenta.
-Zmieścimy się - przesuwam się lekko.
-Mogę cię przytulić? - Brayan pyta niepewnie.
-Ja przytulę ciebie - odpowiadam i pokazuję, by położył się przede mną.
-Jasne - wstaje i rozbiera się do bokserek, a ja zdejmuję szlafrok. Koszula nocna jest tak kusa, że prawie widać mi piersi. Poprawiam ją.
-Nie zakrywaj się, kocham twoje ciało -  Brayan łapie mnie za dłonie, bym nie mogła się zasłonić.
-Nie mów tak - odsuwam się - Zobacz jak ja wyglądam! Oszpecił mnie, zniszczył… - zamykam oczy i raz jeszcze poprawiam nerwowo cienką haleczkę. Znowu czuję się okropnie upodlona.
-Jesteś piękna -  podchodzi mimo tego iż widzi, że się boję - To... - patrzy na moje blizny - To nie ma znaczenia, zagoi się… - wpatruje się w moje oczy, wiem czego oczekuje. Wiem, że tego potrzebuje. Kurwa! Nie mogę! Nie jestem na to gotowa.
-Nie mogę na siebie patrzeć, ciągle czuję jego zapach, jego dotyk. To wszystko... - dotykam swoich pokaleczonych dłoni - Przypomina mi o nim - zaczynam drżeć.
-Boże - Brayan nie może znieść tych słów. Patrzy na mnie tak cholernie smutno i odsuwa się.
-Jestem brudna, skażona jego zapachem! - siadam na brzegu łóżka i zakrywam się kołdrą.
-Nie mów tak. Ten skurwiel nigdy więcej cię nie dotknie -  Brayan podchodzi i klęka przede mną.
-Ale dotknął! - zakrywam oczy dłońmi - Widzę go, czuję jakby tu był! - kręcę głową, by rozgonić te myśli.
-Boże, skarbie - kompletnie nie wie co ma zrobić, boi się mnie dotknąć.
-Boje się, że spanikuję i ucieknę, gdy będziesz mnie dotykał. Nie chcę cię ranić… -  mówię udręczona i spoglądam na niego.
-Nie zrobię ci krzywdy, maleńka. Kocham cię - chwyta mnie nagle za ramiona i patrzy mi prosto w oczy - Zaufaj mi - szepcze i nachyla się. Jego twarz jest bezpośrednio na wysokości mojej. Muska nosem o mój nos - Zaufaj mi -  powtarza i składa delikatny pocałunek na moich ustach. Zaciskam oczy i próbuję to przetrzymać. Przesuwa dłońmi w górę pleców aż do szyi, wplata palce w moje włosy i przechyla delikatnie moją głowę, by pogłębić pocałunek. Otwieram niepewnie usta by, przyjąć jego spragniony język, jest bardzo delikatny. Wiem, że stara się dla mnie. Obejmuję go niepewnie, cała drżę. Brayan rozsuwa moje nogi i klęka między nimi przysuwając mnie do siebie. Całuje moją brodę i zaczyna schodzić niżej, po szyi. Składa na niej kilka delikatnych, mokrych pocałunków. Jestem cała spięta, to takie trudne. Boże! Gdy zsuwa dłonie na moje uda i zaczyna podciągać mi koszulkę chcąc dotknąć pośladków, zamieram – Spokojnie - szepcze i podsuwa mnie na łóżko, kładąc na nim delikatnie. Fakt, że zaraz obok śpi Vincent raczej też mi nie ułatwia. Brayan nachyla się nade mną i zsuwa jedno z ramiączek mojej koszulki, uwalniając pierś. Widzę jak wciąga głęboko powietrze i powstrzymuje się, by jej ze mnie nie zerwać. Całuje moją szyję, coraz niżej do piersi. Jednocześnie przesuwa dłonią w górę uda i muska palcami moje pośladki.
-Nie! Błagam nie! - zrywam się nagle i odpycham go z całej siły. Skulam się i zakrywam kołdrą. Mój krzyk obudził Vincenta, który właśnie zaczął płakać. Brayan spanikowany bierze go w ramiona i próbuje uspokoić. Patrzy na mnie przestraszony, przerażony wręcz. Chyba dopiero teraz dociera do niego jak będzie nam z tym wszystkim trudno.
-Ciiiii synku. Śpij -  buja go w ramionach i uspokaja. Nawet na mnie nie patrzy. Zakryta kołdrą wstaję i wychodzę pośpiesznie z sypialni. Nie mogę z nim spać, nie zniosę tego. To za wczęśnie. Wchodzę do pokoju obok, jest ciemno. W mroku widzę zarys łóżka, kładę się i zwijam w kłębek. Zaczynam płakać, kłam w poduszkę i nie mogę się uspokoić. 
 Brayan do mnie nie przychodzi. Słyszę jak usypia Vincenta, chyba chodzi z nim po pokoju. Zerkam na zegarek, jest po jedenastej w nocy. Erick zapewne już śpi, chciałabym przytulić teraz mojego synka, jednak nie chcę go budzić. Jedynie jego dotyk jestem w stanie znieść. Zakrywam się kołdrą i próbuje zasnąć, jednak gdy tylko zamknę oczy, znowu widzę to samo. Nie! Proszę, nie! Zwijam się jeszcze bardziej i zasłaniam uszy. Mam wrażenie, że słyszę jego oddech. Boże, nie! Czuję jak obłapia mnie swoimi obrzydliwymi, lepkimi łapskami. Zastygam sparaliżowana strachem. Rozsuwa mi nogi i dźga nabrzmiałym mokrym członkiem, na oślep, między moje uda. Błagam, nie! Próbuję się ruszyć, zepchnąć go z siebie, nie mogę jednak nic zrobić. Zatyka mi usta dłonią tak, że ledwo łapię oddech, drugą  zaś pomaga nakierować swojego obrzydliwego kutasa w sam środek mojej kobiecości. Mówi okropności i dyszy prosto w moje włosy. Ty dziwko, zasłużyłaś na to. Powtarza któryś raz z kolei i wchodzi się we mnie z ogromną brutalnością. Jezu nie! Nie! Nie!
-Obudź się, Meg! Obudź się! - słyszę głos. Ktoś szarpie mnie za ramiona, otwieram oczy i widzę nad sobą przerażonego Ericka. Wyrywam mu się i przesuwam na drugą stronę łóżka, zakrywając kołdrą. Jestem cała mokra i roztrzęsiona. On patrzy na mnie i nie wie co zrobić. Czy mnie dotknąć, czy zostawić samą. Dłonie zaciskam kurczowo na pościeli i próbuję się opanować - Już dobrze, to był tylko zły sen - mówi po chwili spokojnym tonem.
-To nie był sen! To rzeczywistość! Czuję go, czuję jego zapach! - potrząsam głową jakby to miało mi pomóc.
-Jego tu nie ma, nic ci nie grozi. Boże, Meg nic ci już nie grozi -  wstaje i podchodzi do mnie raz jeszcze. Bierze w ramiona i przytula mocno, sadzając sobie na kolanach. Serce wali mu prawie tak szybko jak mnie.
-Ciągle go czuję, słyszę! - zaczynam płakać i kulę się jeszcze bardziej. Erick nagle wyjmuje z kieszeni małą strzykawkę i bez pytania wbija mi ją w udo, aplikując środek uspokajający.
-Przepraszam… - przytula moją głowę do swojej klatki piersiowej i kołysze mną chwile, praktycznie odpływam. To bardzo silny lek, nie jestem w stanie nawet ruszyć ręką. Erick wstaje i niesie mnie do swojej sypialni. Nie mogę nic powiedzieć ani zrobić, czuję się jak na kompletnym odlocie. Nie ma już strachu, a to najważniejsze. Kładzie mnie i przykrywa, przyciemnia światło. Adam śpi obok w łóżeczku i oddycha cichutko - Przepraszam Meg, musiałem… -  gładzi mnie po włosach i patrzy na mnie przestraszony. Wiem, że zrobił to bym się uspokoiła. Nie wiedział co ma zrobić, nie potrafił znaleźć innego sposobu. Na pewno rozmawiał o tym z lekarzem, bo spodziewał się, że takie sytuacje mogą mieć miejsce. Chciałabym mu teraz powiedzieć jak bardzo go kocham i dziękuję mu za to, że uratował naszego syna. Że dla niego będę starała się żyć dalej i otrząsnąć z tego wszystkiego. Patrzę na niego, ale nie mogę nic powiedzieć. Oczy mi się zamykają i odpływam dosłownie chwilę później.

5 komentarzy:

  1. rany tego nie da się czytać, ten ich trójkącik, bleehh

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestes niesamowita! Kiedy mozna spodziewac sie kolejnego rozdzialu

    OdpowiedzUsuń
  3. Osz kurna Brayan jak zawsze myśli tylko o swoim rozporku nic tylko by się zadowalał.A Erick jak zawsze dobry, czuły i pomocny. Kasia pogoń Brayana niech ten trójkąt się skończy. A rozdział super i ciekawi mnie co Ci nasi bohaterowie nawyrabiaja w NY. Oj będzie ciekawie czekam ja zawsze na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Osz kurna Brayan jak zawsze myśli tylko o swoim rozporku nic tylko by się zadowalał.A Erick jak zawsze dobry, czuły i pomocny. Kasia pogoń Brayana niech ten trójkąt się skończy. A rozdział super i ciekawi mnie co Ci nasi bohaterowie nawyrabiaja w NY. Oj będzie ciekawie czekam ja zawsze na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Liczę, że w NY wydarzy się coś ciekawego ^^

    OdpowiedzUsuń