Premiera już w lipcu!

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 110



Piątek,  4 lipca

Przechadzam się po domu w New Jersey i rozglądam się. Erick zaplanował naprawdę duży remont. Na dole w salonie, zamontowane są zabezpieczenia przed dziećmi, a na piętrze jest pokoik Adma. Cały kremowo-niebieski, ma nawet własną łazienkę. Erick zrobił także sypialnię tylko dla mnie. Nie mogę uwierzyć jaka jest piękna. Kolory ziemi, drewniane meble, wielkie podwójne okrągłe łóżko. Toaletka z mnóstwem kosmetyków, perfum i biżuterii. Garderoba wypełniona po brzegi ubraniami: sukienki, spodnie, koszule, buty, torebki. Na ścianie piękne ogromne zdjęcia krajobrazów z całego świata, widok z okna też jest powalający. Widzę cały ogród i ocean. Wow! Zapiera dech w piersiach. Dlatego tak bardzo lubiłam tu przyjeżdżać. Kocham ocean, wychowałam się nad nim, co roku spędzałyśmy wakacje u babci właśnie w Jersey. Mam ochotę wskoczyć w bikini i pójść się wykąpać. Jest tutaj taka cisza, spokój. Dom jest oczywiście monitorowany i chroniony, ale staram się o tym nie myśleć.
-Podoba ci się? - podskakuję słysząc nagle głos Ericka, odwracam się i uśmiecham szeroko.
-Podoba? Ericku, to jest przepięknie! Dziękuję -  podbiegam do niego i rzucam się mu na szyję, całując oba  jego policzki.
-Cieszę się - Erick obejmuje mnie lekko, chyba jest zaskoczony moich wybuchem radości, bo czuję jak wali mu serce.
-Pójdziemy nad ocean? Chciałabym się wykąpać! -  proponuję, humor mam doskonały. Nic mi go dziś nie zepsuje, odsunęłam wszystkie złe myśli na bok.
-Nie wolisz w basenie? - znowu zaskakuje go swoim entuzjazmem.
-Zdecydowanie nie! -  puszczam go i  od razu idę wybrać kostium. Jest ich oczywiście kilka, jak nie kilkanaście. Decyduje się na klasyczne czarne bikini wiązane na szyje i  figi. Zarzucam na to lekką białą tunikę, a na nogi japonki. Erick także przebiera się w krótkie spodenki, a Adama przebieramy w cienkie body. Jest upał więc bierzemy koc, parasol i parawan, by zasłonić małego od słońca i wiatru. Od domu do plażę jest jakieś sto metrów. To oczywiście prywatna plaża z miejscem na ognisko oraz altanką na grilla. Zdejmuję klapki, a ja biegnę szybko nad sam brzeg. Woda jest przyjemnie chłodna. Tego mi było potrzeba. Odwracam się i widzę jak Erick rozkłada koc i siada na nim z Adamem. Lekarz powiedział, że mały może spędzać czasu na świeżym powietrzu, więc na pewno mu to nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie. Wracam do nic, by ściągnąć tunikę. 
-Idę do wody! -  poprawiam majteczki i pochylam się, by pocałować Adama w czoło. Erick patrzy na mnie, ewidentnie jest zaskoczony moim zachowaniem. Wbiegam z impetem do wody i przewracam się specjalnie, mocząc całe ciało.
-Meg! - Erick wstaje z koca i patrzy na mnie zatroskany.
-Tu jestem! - wynurzam się i śmieję w głos. Boże, jak cudownie. Woda jest orzeźwiająca, a ja zatapiam stopy w piasku i kładę na wodzie. Unoszę się na powierzchni. 
-Uważaj tam! - Erick podchodzi na brzeg z Adamem na ręku i przypatruje mi się pokazując na mnie palcem. Adam chichocze słysząc mój głos. Odpływam dalej, jednak Erick oczywiście każe mi wracać. Podpływam do samego brzegu i kładąc się na dnie. Nogami macham nad powierzchnią wody, opieram głowę na łokciach.
-Woda jest cudowna - uśmiecham się szeroko i chlapię specjalnie w jego stronę.
-Mama wygląda jak Mała Syrenka, co synu? - Erick podchodzi do mnie i kuca stopami w wodzie, trzymając Adama na rękach.
-Wykapiesz się? - pytam i siadam po turecku na dnie, woda sięga mi niewiele ponad pupę.
-Chyba nie, posiedzę z małym i popatrzymy na ciebie -  Erick uśmiecha się zadziornie.
-Daj mi go - wyciągam dłonie.
-Chyba jest za mały za pływanie -  posyła mi to swoje pouczające spojrzenie.
-Nie będę z nim pływać, jak się trochę zamoczy nic mu nie będzie. Woda jest ciepła – raz jeszcze chcę wziąć Adama na kolana - No już, daj mi go! – Erick niepewnie wchodzi do wody i podaje mi Adama delikatnie. Ten piszczy zadowolony, gdy sadzam go sobie między nogami. Woda delikatnie nas obmywa, a on macha rączkami i chlapie na wszystkie strony. Erick patrzy na mnie tajemniczo, a po chwili wraca na brzeg, zdejmuje spodenki pod którymi ma kąpielówki i wraca do nas siadając obok.
-No i jestem - uśmiecha się i chlapie wodą prosto na moje włosy. Piszczę, a Adam się śmieje.
-Są takie zajęcia dla maluchów na basenie, może zapiszemy się na coś takiego? - pytam podtrzymując Adama na nóżkach,  on podskakuje i moczy pupę w wodzie.
-Jeśli będziesz chciała, to zapiszemy się na wszystko co wymyślisz – Erick uśmiecha się i łapie Adama dotykając tym samym moich dłoni. Trzymamy go oboje.
-Mamy cudownego syna -  stwierdzam i spoglądam na nich - Jest taki do ciebie podobny -  dodaję.
-Ja widzę, że ma twój słodki nosek, ale fakt… reszta to moja kopia – odpowiada dumnie i bierze go ode mnie, a następnie sadza sobie na kolanach. Adam niechcący pociąga za sznurek od  górnej części mojego bikini, która rozwiązuje się i ląduje w wodzie.
-Synku! - oblewam się rumieńcem i zasłaniam piersi dłońmi. Spoglądam niepewnie na Ericka.
-Moja krew, wie co dobre! -  ten puszcza mi oczko i uśmiecha się szeroko -  Nie musisz się zakrywać, Meg. Jesteśmy tu sami - dodaje po chwili całkiem poważnie.
-Brayanowi nie spodobałoby się, że świece przed tobą biustem - wyławiam stanik z wody i zakładam go, szybko wiążąc na szyi.
-Akurat tu bym polemizował. Brayan ma dość luzackie podejście do takich spraw… -  odpowiada poważnie, ale widzę w nim ten dziwny rodzaj rozbawienia. Błysk w oku, który sprawia, że robi mi się gorąco.
-Weź mnie nie denerwuj! - chlapię go wodą mocząc także niechcący całego Adama. Robi taką śmieszną minę, że oboje wybuchamy śmiechem - Przepraszam synku - nachylam się i całuje go po rączkach i stópkach.
-Chodźmy na koc - Erick wstaje i podaje mi dłoń, podciągając do góry. Kładę się, nie osuszając ręcznikiem. Słońce przyjemnie ogrzewa moją skórę, nawet nie zwracam uwagi na moje blizny na całym ciele. Erick kładzie obok Adama i rozbiera go tak, że leży nagusieńki. Chyba mu się to podoba, smarujemy go kremem z filtrem i nie ubieramy.
-Niech przewietrzy swoje maluśkie jajeczka! - stwierdzam głupio  i robię mu pierdziucha w brzuszek,a on łapie mnie za włosy i ciągnie tak mocno. Ała! Krzywię się, ale ma silny uścisk.
-Też się posmaruj! -  Erick podaje mi krem. Siadam i wcieram go w nogi, brzuch, ramiona i twarz.
-Posmarować ci plecy? - pyta niepewnie.
-Tak, poproszę -  uśmiecham się i siadam po turecku plecami do niego. Erick wyciska krem na  dłonie i dotyka niepewnie moich ramion, pocierając rozprowadza go na łopatkach, a potem w dół, wzdłuż kręgosłupa. To dość przyjemne, i nie mam ochoty uciec. Najwidoczniej muszę czuć się rozluźniona i zrelaksowana, by znieść dotyk.
-Gotowe -  mówi i składa delikatny pocałunek na moim ramieniu, resztę kremu wciera w swoje dłonie.
-Ciebie też posmarować? - pytam w taki sposób, że brzmi to dość dwuznacznie. Krzywię się lekko.
-No jasne - Erick odpowiada zadowolony i od razu się nadstawia.  Podsuwam się i smaruję mu plecy, ramiona i klatkę. On ma przy tym niezły ubaw, a ja czuję się zrelaksowana. Naszą sielankę przerywa jednak dźwięk komórki Ericka. Odbiera ją niechętnie i wstaje, oddalając się od nas na kilka kroków. Wraca po chwili i siada obok mnie.
-Kto dzwonił? - przysłaniam oczy dłonią, by spojrzeć na niego.
-Nikt ważny, sprawy firmowe - odpowiada i uśmiecha się - O czym wczoraj rozmawialiście z Gordonem?-  pyta ciekawy.
-Pytał jak się czuję i tak ogólnie. A co? - rzucam mu spojrzenie.
-Tak pytam, jestem wściekły na niego, że nic mi nie powiedział.
-Wiem, o tym też mówił - wzruszam ramionami - On i tak się obwinia - dodaję, by go bronić.
-Wszyscy się obwiniamy, Meg-  Erick przysuwa się i oboje spoglądamy na Adama, który niespodziewanie zasnął -  Wracajmy - mówi cicho i wstaje. Biorę małego delikatnie na ręce, a Erick zbiera koc i nasze rzeczy. W domu wkładam Adama do łóżeczka w salonie, przykrywam go tetrową pieluszką. Nie ubieram go, niech pośpi sobie nago. Odpocznie mu skóra od pieluszek. Jest tak gorąco, że tak będzie  mu wygodniej. Ja także się nie ubieram, i nadal chodzę w bikini. Ericka obecność mnie nie krępuje i nie mam  potrzeby  się zakrywać. On założył spodenki, ale chodzi bez koszulki, więc mogę oglądać jego piękne ciało. Biorę swój telefon i postanawiam zadzwonić do Brayana. Już się za nim stęskniłam. Dzwonię raz, drugi, ale nie odbiera. Może jest w sklepie albo nie słyszy. Spróbuję później.
-Zjemy coś w domu czy chcesz jechać do miasta? - pyta Erick, gdy siedzę przy kuchennej wyspie i popijam świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy.
-Mogę coś ugotować. Chyba jeszcze nie zapomniałam jak to się robi? - uśmiecham się i podchodzę do lodówki - Na co masz ochotę?
-Zjem wszystko co przyrządzisz, Meg -  odpowiada i również się uśmiecha.
-Dzwoniłam do Brayana, nie obiera.
-Pewnie jest zajęty, nie martw się na pewno oddzwoni - pociesza mnie, a ja uświadamiam sobie, że chyba jestem przewrażliwiona po tym wszystkim.
-No wiem, wiem - wyjmuję z lodówki kilka produktów i zaczynam przygotowywać obiad. Erick siedzi i uważnie obserwuje każdy mój krok, podchodzę i stawiam przed nim deskę z warzywami i nóż – Proszę - on patrzy na mnie zaskoczony.
-A to co?
-Deska, nóż, marchewka, por, seler, pietruszka... - wymieniam rozbawiona.
-No widzę - rzuca mi spojrzenie -  Co mam niby z tym zrobić?
-Pokroić to w kostkę, Ericku.
-Nie jestem w tym najlepszy - wykrzywia twarz w grymasie.
-To na zupę, nie musi być idealnie - śmieje się w głos.
-Opatrzysz mnie jak się skaleczę tym tasakiem? - pyta próbując ukryć rozbawienie i bierze do ręki nóż, który mu dałam.
-Postaraj się niczego sobie nie uciąć -  mrugam do niego zadziornie i zabieram się za marynowanie mięsa, Erick kroi warzywa bardzo wolno. Rany! Do jutra nie skończymy tego obiadu w tym tempie. Pośpieszam go nieco i idzie nam szybciej. Gdy wkładam mięso z warzywami do piekarnika, słyszę dźwięk mojej komórki. Wycieram ręce w ręcznik i biegnę by odebrać. To Brayan.
-Cześć skarbie! -  mówię radośnie i uśmiecham się szeroko.
-Cześć mała, co tam? Dzwoniłaś – słyszę, że także się uśmiecha.
-No dzwoniłam, dzwoniłam. Byliśmy nad oceanem, Adam się kąpał i bardzo mu się podobało! - siadam na kanapie i zakładam nogi na oparcie. Jestem naprawdę w cudownym humorze.
-A tak wiem, Erick wysłała mi ememesa ze zdjęciem jak siedzisz na brzegu – odpowiada, a ja patrzę zaskoczona w stronę Ericka. Nawet nie wiedziałam, że robi mi zdjęcia.
-Aha – bąkam -  A ty co robisz?
-Jestem w sklepie, rano byłem u Toma w szpitalu. Możliwe, że niedługo go wypiszą i będzie mógł zacząć rehabilitację.
-To dobrze. Spałeś dziś u Hooków czy gdzie? - pytam ciekawa, bo nawet tego nie zdążyłam się dowiedzieć.
-U rodziców, a czemu pytasz? - odpowiada zaskoczony.
-Po prostu chciałam widzieć - cholera! Nie chcę wyjść na jakąś nawiedzoną zazdrośnicę, ale to silniejsze ode mnie - Stęskniłam się za tobą -  dodaje cicho.
-Tak szybko? Nie widzieliśmy się  dopiero nieco ponad dobę - wtrąca rozbawiony.
-Tak szybko! - mówię urażona - Najwidoczniej w przeciwieństwie do ciebie - dodaję.
-Oj mała, żartowałem! Też się stęskniłem, nawet nie wiesz jak bardzo! -  Brayan śmieje się głośno.
-Jasne! - wywracam oczami, ale chyba naprawdę jestem przewrażliwiona.
-Jasne, jasne złośnico! Pogadajmy wieczorem przez Skype, chcesz?
-Możemy, zobaczysz Adama i pokaże ci dom. Jest ogromny.
-Nie mogę się doczekać, aż do was przyjadę.
-Wiesz już kiedy?  - kładę się na plecach i macham nogami w górze.
-Jeszcze nie, muszę znaleźć kogoś do pracy i wtedy od razu wsiadam w najbliższy samolot. Jak się udało wczorajsze niezaplanowane spodnie z rodziną Ericka? - pyta nagle.
-Jakoś przeżyłam - odpowiadam cicho - Choć było mi na początku bardzo niezręcznie, Gordon i Jeni też byli i poprosili mnie, bym została matką chrzestną ich córeczki.
-Ciebie poprosili? - pyta zaskoczony.
-Też się zdziwiłam, ale to miłe z ich strony.
-Dobrze mała ja muszę kończyć. Dam znać byś weszła na Skype wieczorem.
-Ok. Miłego dnia, skarbie.
-Wzajemnie. Kocham cię, mała! -  rozłącza się, a ja wzdycham głęboko. Kurczę! Naprawdę się za nim już stęskniłam. Wstaję z kanapy i widzę, że Erick cały czas mi się przyglądał i oczywiście przysłuchiwał.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać, panie Evans... -  Mrużę oczy.
-Nie podsłuchiwałem! -  on uśmiecha się zadziornie i podchodzi, poprawiając mi górę od bikini -  Podobno Branowi by się to nie spodobało - dodaje rozbawiony, a ja od razu robię się czerwona. Cholera!
-Gdzie się gapisz? - ganię go zawstydzona.
-Tam gdzie każdy normalny facet, Meg. Daj spokój, masz piękne ciało i nie masz się czego wstydzić - dodaje jakby nigdy nic i dalej patrzy na mnie w ten swój dziwny sposób.
-Pójdę się ubrać! - stwierdzam i wbiegam szybko na górę, prosto do swojej sypialni. Zakładam świeżą bieliznę oraz długą, powłóczystą spódnicę do kostek w kolorze turkusowym i zwykły biały top na cienkich ramiączkach. Włosy wyschły mi naturalnie i pofalowały się dość ładnie, a ja spryskuje je odżywką i wracam na dół. Adam właśnie się przebudził, więc muszę go nakarmić. Nie mam pojęcia jak, ale Erick tutaj także załatwił mleko od innej matki, może od Jeni? Muszę go o to zapytać. Układam się wygodnie z małym na brzuchu i karmie go butelką. Erick zniknął w swoim gabinecie i słyszę tylko, że rozmawia przez telefon. Adamowi tak spodobało się leżenie nago, że protestuje gdy próbuję założyć mu pampersa. Po kilku próbach poddaję się, bo mój syn jest tak uparty jak jego tatuś. Wywracam oczami na myśl, że będzie miał taki zaborczy charakter. Usypia znowu więc wkładam go delikatnie do łóżeczka. 

Erick dalej rozmawia w gabinecie, a ja nie chcę mu przeszkadzać, więc włączam telewizor i oglądam wiadomości. Jest wczesne popołudnie. Doglądam co jakiś czas naszego obiadu, który jest już prawie gotowy. Nakrywam do stołu dla dwóch osób i  idę po Ericka. Pukam delikatnie do jego gabinetu, ale on nic nie odpowiada, więc wchodzę niepewnie. Słyszę jak rozmawia.
-Nie powinna przebywać w tym samym areszcie...Wiem, że nic więcej nie powiedziała....Rozmawiałem z nią, nic to nie dało....Tak powiedziała?! - podnosi głos -Musicie to sprawdzić, ja nie będę więcej się z nią kontaktował.....Prosiła?....No nie wiem, mam teraz ważniejsze sprawy.....Dam znać. Do usłyszenia -  kończy nagle i rzuca nerwowo telefon na blat biurka, odwraca się i widzi mnie stojącą w progu.
-Obiad - mówię cicho, widzę, że jest zły, zdenerwowany.
-Podobno nie ładnie podsłuchiwać -  rzuca zimno.
-Przepraszam -  wychodzę szybko. Wiem, że rozmawiał o Monicę, dlatego tak się zdenerwował. 

Wyjmuję z piekarnika naczynie i stawiam je na stole. Erick przychodzi po chwili i siada przy jednym z nakryć. Nakładam mu mięso i warzywa na talerz, sobie również  i dołączam do stołu w milczeniu.
-Naprawdę pyszne -  Erick odzywa się w końcu.
-Dziękuję, na zdrowie -  odpowiadam cicho i wracam do jedzenia. Czekam, aż Erick skończy jeść i wstaję, by zebrać naczynia.
-Ja to zrobię -  on zrywa się i chwyta mnie za dłoń, stoi bardzo blisko mnie. Nie protestuję,  podaję mu talerze i odchodzę od stołu. Sprawdzam czy Adam śpi i siadam z powrotem przed telewizorem. Słyszę jak Erick wstawia naczynia do zmywarki, a resztę jedzenia do lodówki. Otwiera też wino, bierze dwa kieliszki i przychodzi do mnie, stawiając je na stoliczku przed kanapą -  Masz ochotę? - pyta potrząsając butelką czerwonego trunku.
-Poproszę - odpowiadam cicho. Nalewa wina do obu kieliszków i podaje mi jeden, stukając o mój lekko swoim. Nie odzywam się, patrzę w telewizor i oglądam jakiś bezsensowny  program.
-Może obejrzymy jakiś film? - zagaduje nagle upijając łyk.
-Możemy, wybierz coś -  układam się wygodnie i wyciągam nogi na podnóżek. Kieliszek z winem stawiam na stoliczku. Erick wstaje i podchodzi do ściany na której znajdują się filmy DVD, jest ich setki, a nawet tysiące. Przeciąga palcem po opakowaniach i wyciąga jeden, spoglądając na mnie dziwnie. Wkłada płytę do odtwarzacza i włącza. Siada obok mnie i upija kolejny łyk. Kilka reklam, ostrzeżenie o kopiowaniu i już wiem co będziemy oglądać.
-Sliver -  czytam głośno tytuł. Jestem zaskoczona wyborem. To dość odważny film, dużo scen łóżkowych.

-Oglądałaś? - pyta jakby nigdy nic.
-Nie, ale słyszałam - przełykam ślinę i biorę swój kieliszek upijając spory łyk wina.
-Lubię ten film. Sharon Stone to jedna w moich ulubionych aktorek - odpowiada. O co mu chodzi? Znowu zaczyna jakieś gierki?
-W Pamięci absolutnej też grała - uśmiecham się złośliwie, a on rzuca mi to swoje spojrzenie. Chryste!
-Możemy obejrzeć coś innego, jeśli chcesz - dodaje po chwili.
-Wolałabym jakąś komedię - wstaję i podchodzę do tej wielkiej ściany filmów, przeglądam je chwilę i wybieram Żonę na niby - Adam Sandler, to jeden z moich ulubionych aktorów - dodaję z przekorą.
-Jenifer Anistone też lubię - odgryza się i włącza mój film. Nie wiem czy to jestem przewrażliwiona, ale znowu wyczuwam między nami to napięcie. Na szczęście wino pomaga mi się rozluźnić. W trakcie filmu Adam budzi się, więc Erick przynosi go i kładzie między nami. Kładę się na boku i zaczepiam go delikatnie, a on od razu się śmieje i wierci. Erick dolewa mi wina i patrzy na nas rozbawiony.
-Myślałaś może o terapii? - pyta nagle, podnoszę wzrok.
-On jest moją najlepszą terapią -  odpowiadam całując Adama w rączki, on standardowo łapie mnie za włosy i ciągnie mocno.
-Pytam poważnie, Meg. Musisz ją zacząć i dobrze o tym wiesz -  dodaje podsuwając się na kanapie.
-A co to zmieni? Sama muszę się z tym uporać. Tutaj… - pokazuje palcem na swoją głowę.
-Z nikim nie chcesz o tym rozmawiać, zamykasz się w sobie i ukrywasz ból. To niezdrowe dla ciebie i wszystkich wkoło.
-Niby po co mam o tym mówić? - zdenerwowana siadam i odsuwam się od Ericka, patrzę na niego gniewnie.
-Po to by sobie ulżyć, by dać sobie pomóc -  podsuwa się do mnie i chce złapać mnie za dłoń. Chowam ją odruchowo za siebie - Właśnie o tym mówię, boisz się zwykłego kontaktu fizycznego! - dodaje podniesionym głosem.
-Dziwisz się?! - warczę wkurzona i wstaję -  Chyba naprawdę nie masz pojęcia przez co przechodzę i jak się czuję! - łzy napływają mi do oczu, a Adam słysząc mój zdenerowany ton rozpłakał się i patrzy przestraszony w moją stronę.
-Meg....
-Daj mi spokój -  przerywam mu, biorę Adama na ręce i zabieram go na górę do swojego pokoju. Jestem zdenerwowana i roztrzęsiona. Próbuję uspokoić małego, ale on wyczuwa mój niepokój i dalej płacze. Bujam go delikatnie w ramionach i całuje po główce. Mija dłuższa chwila nim się uspokaja, a wtedy wkładam go do łóżeczka, bo właśnie zasnął. Dobrze, że jest taki malutki i niczego nie rozumie. Nie będzie pamiętał porwania ani niczego co się teraz dzieje. Nie wiem czy kiedykolwiek powiemy mu o tym? Siadam na łóżku i chcę się uspokoić, słyszę jednak kroki na korytarzu, wiem, że to Erick. Mam ochotę zamknąć drzwi od środka, jednak nie mam takiej możliwości.
-Proszę porozmawiajmy - zagląda niepewnie i patrzy na mnie przepraszająco.
-Ericku, ile razy mam powtarzać, że nie chcę o tym rozmawiać? - ruszam w stronę wyjścia- Zejdźmy na dół, dopiero co zasnął - mówię cicho, Erick przepuszcza mnie i zamyka za nami drzwi.
-Wiem, że może nie jestem najodpowiedniejszą osobą do tego typu rozmów, ale naprawdę chcę ci pomóc -  siadamy w kuchni przy wysepce kuchennej, Erick podaje mi mój kieliszek z winem, który zostawiłam chwilę wcześniej przed telewizorem.
-No właśnie, nie jesteś odpowiednią osobą, więc daj mi spokój - staram się opanować, wkurza mnie, że jest taki nachalny. Niech da mi czas. Niech wszyscy mi go dadzą.
-Będziesz musiała złożyć zeznania na policji, więc tak czy siak będziesz o tym opowiadać - czy on próbuje mnie właśnie zaszantażować?
-Nie muszę wnosić oskarżenia o to co mi zrobił. Wystarczą zarzuty o próbę zabójstwa i porwanie Adama, by poszedł siedzieć - rzucam mu gniewne spojrzenie.
-Chyba oszalałaś?! - Erick wali nagle otwartą dłonią w granitowy blat i przewraca kieliszek z winem, który rozbija się o posadzkę roztrzaskując na milion kawałeczków - Kurwa mać! - klnie pod nosem i wstaje, bo zalał sobie spodnie i koszulkę. Patrzę na niego litościwie i nie odzywam się. Nie mam zamiaru pomagać mu sprzątać.Erick idzie do zachowanka i wyciąga z niego odkurzacz. Nie miałam pojęcia, że w ogóle wie gdzie się znajduje. Wyciera papierowym ręcznikiem wino i sprząta szkło. To całkiem zabawny widok. Erick Evans, prezes Evans Industries na kolanach wyciera wino z podłogi, i klnie przy tym cicho pod nosem.
-Kiedy wraca Flora? - pytam rozbawiona.
-W poniedziałek -  odpowiada zimno i wstaje poprawiając brudną koszulkę.
-Zdejmij to, trzeba to zaprać, bo będzie plama -  podchodzę i pokazuje, by ją zdjął, spodnie także. Erick bez wahania ściąga koszulkę przez głowę i podaje mi ją do ręki. Spoglądam ukradkiem na jego klatkę piersiową i ramiona. Rany! Nadal tak na mnie działa. Wykończę się z tym kiedyś. Zanoszę koszulkę na dół do pralni, ale nigdy z niej nie korzystałam. Zawsze robiła to Flora -  Przynieś białe wino lub szampana - mówię do Ericka, który wchodzi do środka zaraz za mną.
-Co mam przynieść? - pyta z niedowierzaniem.
-Białe wino lub szampana - powtarzam i zaczynam się śmiać. Erick nie rozumiem ale idzie i wraca po chwili z butelką białego wina.
-Proszę -  otwiera korek, a ja polewam winem plamę z czerwonego wina na koszulce.
-Zdejmuj spodnie - znowu posyła mi dziwne spojrzenie, ale robi o co proszę. Jezu! Jego kości biodrowe są takie seksowne. Nie mogę o tym myśleć. Ganię sama siebie i polewam białym winem również spodnie, a następnie wkładam je do pralki.
-Nie posądzałbym cię, że znasz takie sposoby - uśmiecha się, gdy w końcu zorientował się po co było mi to wino.
-Wiele o mnie nie wiesz, Ericku - uśmiecham się lekko i upijam łyk wina z butelki.
-Myślałem, że wiem prawie wszystko - odpowiada i podaje mi rekę, by pomóc mi wstać.
-Zmieniłam się odkąd się poznaliśmy, ty zresztą też - chwytam jego dłoń, a on podciąga mnie i przysuwa blisko siebie.
-Wiele bym dał, by cofnąć czas do chwili w której zobaczyłem cię po raz pierwszy… -  mówi nagle i dotyka mojej brody. Chcę odruchowo się cofnąć jednak mi nie pozwala -  Nie bój się mnie, błagam cię - dodaje patrząc mi prosto w oczy.
-Ericku, to nie takie proste - spuszczam wzrok  i poddaję mu się. Nie chcę z nim walczyć i sprawiać mu ból tym, że go odtrącam. Obejmuje mnie mocno i przytula do piersi, a ja zamykam oczy. Czuję jego zapach, zapach Filipa - Dziś nawet pachniesz tak jak on - dodaję i potrząsam głową, by wybić z niej złe myśli. Erick nieruchomieje i puszcza mnie.


-Boże, przepraszam - patrzy przestraszony i zaciska pięści - Kompletnie o tym nie pomyślałem.

-Nic się nie stało. Wiem,  że próbował  naśladować cię we wszystkim… -  odpowiadam drżący głosem. Przecież to nie jego wina, że Filip chciał wszystko to co miał Erick, nawet głupie perfumy.

-Pachniał nimi...tamtego dnia? - pyta niepewnie i patrzy na mnie tak cholernie smutno. Chyba nie wie co powinien teraz zrobić.

-Tak - znowu zamykam oczy. Ciągle czuje ten zapach, gdy tylko sobie przypomnę.

-Boże, skarbie - Erick podchodzi do mnie i bez wahania przytula delikatnie - On już nigdy cię nie dotknie, nie skrzywdzi - całuje mnie po włosach, czuję jak wali mu serce.

-Czuję się taka brudna, taka bezwartościowa. Ten jego zapach, te lepkie łapska, jego głos… - nagle zaczynam płakać, znowu mam te obrazy przed oczami. Drżę i nie mogę tego opanować.

-Chodź, zmyjemy z siebie ten zapach… -  Erick odpowiada i bierze mnie na ręce, jestem zaskoczona, ale nie mam ochoty uciec. Idziemy na piętro i wchodzimy do łazienki w mojej sypialni, Adam nadal słodko śpi w łóżeczku. Erick wchodzi ze mną pod prysznic i stawia delikatnie na podłodze, odkręcając wodę. Zimny strumień zalewa moje ubranie i jego prawie nagie ciało. Piszczę, ale po chwili woda robi się przyjemnie ciepła. Moja spódnica i bluzka nasiąknięte wodą, przykleiły się do ciała. Nie mam  na sobie stanika więc praktycznie wszystko widać przez cienki materiał bluzeczki. Nie krępuje się jednak, wiem, że Erick mnie nie skrzywdzi.
-Rozbierz mnie… -  mówię cicho i spoglądam na niego niepewnie.  


 

6 komentarzy:

  1. Pięknie wręcz doskonale tylko jak zawsze za krótkie

    OdpowiedzUsuń
  2. I to mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm i co na to wszystko powie Brayan ja powiem jedno nara :) i oby tak już zostało niech oni sami sobie radzą z życiem po co on im jest??? A rozdział super 👌

    OdpowiedzUsuń
  4. Ożesz jasny gwint! Co ona zamierza? Erick mam nadzieje nie wykorzysta sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo nie w takim momencie :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Lał wreszcie sie dzieje, jestem za......, cudownie, pieknie piszesz

    OdpowiedzUsuń