Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 111



Erick waha się chwilę, wiem że na pewno walczy ze sobą, by nie zrobić nic pochopnie. Podchodzi powoli, klęka przede mną i zaczyna zsuwać mi mokrą spódnicę z bioder, która po chwili jest już na podłodze. Podnosi się, muskając opuszkami palców moje nogi, od stóp aż do pośladków. Drżę, gdy to robi, ale staram się być spokojna. Następnie staje dokładnie naprzeciwko mnie i patrzy, widzę że cały płonie.
-Unieś ręce… - rozkazuje, a ja od razu się temu poddaję. Ściąga ze mnie przemoczony biały t-shirt, i rzuca go na podłogę obok spódnicy. Oboje stoimy w samych majtkach. Moja skóra jest lekko zaróżowiona od słońca, blizny zaczynają  schodzić i goić się.
-Umyj mi włosy... - szepczę i sięgam z półeczki butelkę z szamponem. Odwracam się do niego tyłem i siadam na podłodze. Nie wiem czy dam radę stać, gdy będzie mnie dotykał. Erick bez wahania dozuje odpowiednią ilość szamponu na dłoń i  siada za mną. Zaczyna wcierać go w skórę mojej głowy, jego palce są delikatnie i  tak zwinne. 

Mruczę zaskoczona tym, że kompletnie mnie to nie krępuje i nie budzi odrazy własnego ciała. Piana wraz z wodą spływają po moim, przez piersi, brzuch do ud i stóp. Przechodzi mnie przyjemny dreszcz, gdy Erick zsuwa dłonie na ramiona i także masuje je delikatnie. Sutki momentalnie mi twardnieją, a piersi robią się boleśnie nabrzmiałe.
-Nic ci przy mnie nie grozi… -  czuję jego oddech tuż przy ucho, a on  zsuwa dłonie niżej na brzuch i biodra, omijając piersi.
-Wiem… -  oddycham głęboko. W tym momencie kompletnie o niczym nie myślę. Jest mi tak dobrze. Erick gąbką pociera delikatnie moją skórę na wysokości brzucha. Wciągam powietrze, gdy kieruje się niżej, między uda. Nadal jednak jestem w figach, więc czuję się bezpiecznie. Opieram się lekko o jego pierś i czuję nagle na plecach jego twardą męskość. Uśmiecham się, nawet nie wiem dlaczego? Przecież to, że właśnie jestem z nim prawie naga pod prysznicem, jest niestosowne i nielojalne wobec Brayana, a z drugiej strony nic złego tak naprawdę nie robimy.
-Przepraszam, nie potrafię tego opanować… -  mówi jakby czytał w moich myślach,  a ja wiem, że się uśmiecha.
-Wiem. Jesteś tylko facetem… -  wywracam oczami, ale Erick tego nie widzi, bo nadal siedzę tyłem do niego. Jego dłonie masują mnie nadal, a mi jest tak dobrze. Uświadamiam sobie, że chcę, by ta chwila trwała jak najdłużej. By trwała wiecznie.
-Nie masz pojęcia, Meg… - Erick wstaje nagle i podciąga mnie za sobą. Chwyta moje ramiona i odwraca przodem do siebie. Jestem nieco zdezorientowana, ale patrzę na niego z wyczekiwaniem -  Nic nie wymaga ode mnie tyle wysiłku jak to, by cię nie dotykać i nie całować… -  dodaje przez zaciśnięte zęby,  nadal walczy ze sobą. Tyle, że ja przeżywam dokładnie to samo, ale nie chcę zrobić czegoś co skrzywdzi Brayana. Oczywiście nie mogę się do tego przyznać, bo Erick wtedy na pewno się nie opanuje. Czuję się podle, bo w tym momencie uświadomiłam sobie, że mogłabym oddać się Erickowi, a przecież Brayan próbował zbliżyć się do mnie. Dlaczego tak na niego zareagowałam, a na Ericka zupełnie inaczej? Kompletnie tego nie rozumiem. Nasze ciała stykają się, moje piersi, brzuch przylega do jego stalowych mięśni. To takie dla mnie trudne. On patrzy mi prosto w oczy jakby prosił o pozwolenie. Doskonale wiem o czym myśli, co chodzi mu po głowie.
-Brayan… -  odpowiadam cicho i spuszczam wzrok, ale od razu widzę jego twardą męskość, która odznacza się na mokrych bokserkach.
-Wiem… -  ton Ericka jest surowy - Nie zrobiłbym mu tego... - bierze głęboki oddech -  Ale proszę o jedno - dodaje i chwyta moją brodę w dłonie.
-O co? - spoglądam niepewnie, bo nie wiem o co mu teraz chodzi?
-Daj mi się pocałować... – jego wzrok mnie pożera. Pocałować? Czy on oszalał? Robię wielkie oczy i krok w tył.
-N-nnie, nie ma mowy… - jąkam się i od razu odruchowo zakrywam piersi, moje rozluźnienie momentalnie prysło. Nagle czuję się skrępowana i obnażona.
-Proszę… -  powtarza i chce mnie dotknąć.
-Powiedziałam nie! - krzyczę i wychodzę szybko spod prysznica, okrywając się białym ręcznikiem. Erick oczywiście pędem robi to samo.
-Nie uciekaj - chwyta mnie za dłoń i zmusza bym się odwróciła i spojrzała na niego.
-Nie rozumiesz słowa „nie”? - pytam cicho.
-Nie bo nie chcesz, czy nie bo Brayan? - rzuca mi mroźne spojrzenie.
-Nie bo nie! - warczę i wyszarpuje dłoń - Opanuj się, Evans! - dodaję i wchodzę do garderoby, by jak najprędzej się ubrać.
-To przestań wysyłać mi sprzeczne sygnały! – Erick wpada z impetem za mną i wymachuje rękoma. Teraz jest wściekły, ale kompletnie nie ma do tego prawa.
-Jakie sygnały?! - unoszę brew. Jestem zaskoczona jego słowami.
-Normalne! Po co to wszystko? Ten prysznic? Twoje uściski, pocałunki w policzki, paradowanie przy mnie w bikini?!
-Jeśli tak to  wszystko odebrałeś to przepraszam, więcej nie będę tak robiła. Myślałam, że mam się tu czuć jak u siebie, a nie uważam żeby chodzenie w bikini w środku lata było prowokujące! - warczę odpychając jego atak, ale Erick chyba nie wie co odpowiedzieć.
-Rozumiem, to ja przepraszam -  bąka nagle i wychodzi z garderoby. Słyszę, że po drodze zabiera z łóżeczka Adama, który chwilę wcześniej się obudził. Siadam na pufie na środku garderoby i wzdycham. Wiedziałam! Wiedziałam! Czułam znowu to napięcie między nami. Teraz będziemy się codziennie z tym męczyć. Cholera! Pocałować. Daj mi się pocałować? Co to miało być? On doskonale wie, że by się nie opanował, albo to ja bym się nie opanowała. Potrząsam głową i próbuje wybić z niej głupie myśli! O czym ty myślisz Donell? Już wystarczająco sobie życie skomplikowałaś! Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. Zdejmuję mokrą bieliznę i zakładam świeżą. Zarzucam na siebie lekką sukienkę wiązaną na szyi, bez biustonosza. Tak mi wygodniej i chłodniej, ale nie chcę by Erick uznał to za prowokujące, więc zostaję tutaj na górze. Otwieram drzwi tarasowe i rozkładam się  wygodnie na leżaku. Jest koło czwartej po południu, na dworze skwar. Zdejmuję sukienkę i zostaje w samych figach, by się poopalać. Rano na plaży lekko się zaróżowiłam, skóra lepiej wygląda gdy jest opalona. Smaruję się kremem z filtrem i wracam na leżak. Taras jest na piętrze więc nikt mnie nie widzi. Wzdycham głęboko i odganiam wszystkie złe myśli. Nagle słyszę dźwięk mojej komórki, jednak nie chce mi się ruszyć tyłka, by ją odebrać. To pewnie Brayan, ale oddzwonię do niego później. Zamykam oczy i przysypiam lekko skąpana  w promieniach słońca.
-Czemu nie odbierasz telefonu? – z mojego półsnu wyrywa mnie głos Ericka, który wchodzi na taras pretensjonalnym krokiem. Zrywam się z leżaka i pośpiesznie zakrywam piersi sukienką.
-Kurwa mać! – krzyczę - Czy ja mogę mieć choć odrobinę prywatności? - rzucam mu gniewne spojrzenie.
-Wybacz – odpowiada nieszczerze i wywraca oczami. W ogóle nie ma w nim skruchy. Chryste! To dopiero pierwszy dzień naszego mieszkania razem, a ja już mam go dość.
-Czego chcesz? - zakładam sukienkę i wiąże ją na szyi.
-Brayan dzwonił do mnie, że nie odbierasz, więc przyszedłem sprawdzić co robisz - odpowiada kipiąc ze złości. Czemu się tak wkurzył? Kompletnie go teraz nie rozumiem.
-Zaraz do niego oddzwonię. Dzięki - odpowiadam i mijam go w drzwiach. Biorę telefon z komody i wybieram numer Brayana. Odbiera po pierwszym sygnale.
-Cześć, mała - mówi z wesołością w głosie, a mnie aż serce ściska. Nie mogę się na nim wyżywać! Nie mogę.
-Hej, skarbie - staram się być miła.
-Chciałem ci przekazać, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to przylecę do was za tydzień.
-Jejku, to cudownie! -piszczę, łzy napływają mi do oczu - Tak bardzo się cieszę! - dodaje i próbuje się nie rozpłakać. To przez te wszystkie emocje. Głównie te zakazane, których w ogóle nie powinnam czuć.
-Tylko nie płacz, wariatko! - dodaje śmiejąc się do słuchawki.
-To ze szczęścia! -  pociągam nosem i także się śmieję. Rozmawiamy jeszcze chwilę. Jego głos mnie uspokaja,  a Erick patrzy na mnie, gdy rozmawiam jednak nie wchodzi do środka. Kończę rozmowę i wychodzę z powrotem na taras -  Przepraszam, niepotrzebnie się uniosłam – zwracam się do niego szczerze.
-Którą z sytuacji masz na myśli? - nie wiem czy pyta poważnie czy sobie ze mnie drwi.
-Oczywiście, że tą… o poprzedniej nie chcę nawet myśleć -  odpowiadam, a następnie uśmiecham się lekko -  Brayan przylatuje za tydzień - dodaję zadowolona.
-Słyszałem - odpowiada zimnym tonem, chyba nie jest z tego powodu szczęśliwy.
-Chciałabym spędzić z nim weekend, zajmiesz się wtedy Adamem? - pytam niepewnie.
-Oczywiście, że tak - uśmiecha się nagle - Macie jakieś konkretne plany?
-Zaplanuję coś, mam jeszcze kilka dni.
-Może chcecie polecieć do Aspen albo na Bahamy? - zaskakuje mnie całkowicie. Kompletnie go nie rozumiem.
-Myślałam raczej o spokojnym weekendzie tutaj – odpowiadam, patrząc na niego zaciekawiona.
-Aha – Erick unosi brew - Czyli ja miałbym zostawić wam wolną chatę? - mam wrażenie, że teraz próbuje ukryć rozbawienie.
-Jeśli to nie problem. Potrzebujemy spędzić czas tylko we dwoje, rozumiesz - podchodzę go badawczo i staję w bezpiecznej i komfortowej dla mnie odległości.
-Rozumiem, Meg – Erick odpowiada spokojnie i podchodzi bardzo blisko.
-Adam śpi? - próbuję się odsunąć, bo znowu czuję to napięcie między nami.
-Tak śpi - mruży oczy i wpatruje się we mnie.
-Możemy zejść na dół? - moje policzki zaczynają płonąć.
-Możemy -  mruczy nagle, a mi nogi miękną. Cholera. Ten ton zawsze tak na mnie działa. To brzmi tak seksownie i zachęcająco. Jakby to słowo nie tyczyło się pójścia na dół, a pójścia do łóżka… albo pod prysznic, albo kochania się tutaj… na tym tarasie. Boże! Potrząsam głową. Razem wchodzimy do środka i idziemy w kierunku schodów. Cały czas  jednak czuję jego wzrok na swoim ciele.
-Nie patrz tak na mnie -  rzucam ostrzegawczo, gdy schodzimy na półpiętro.
-Jak? - znowu mruczy. Kurwa!
-Dobrze wiesz jak! - odwracam się i patrzę gniewnie, Erick chwyta nagle moją dłoń i opiera mnie  o ścianę, sam dolegając do mego ciała. Piszczę zaskoczona tym nagłym i niespodziewanym zachowaniem.
-Nie można mi już na ciebie patrzeć? - paraliżuje mnie  jego spojrzenie, bo widzę, że cały płonie, a w oczach błyszczy pożądanie.
-Ericku...- kwilę próbując się nie wyrwać.
-Doprowadzasz mnie do szaleństwa. Nie masz pojęcia jak na mnie działasz. Zwariuję kiedyś przez ciebie, mała! - wyznaje mi szczerze, a ja dębieję. Co mu się zebrało na takie wyznania? Przed chwilą proponował mi i Brayanowi wyjazd na Bahamy.
-Ulży ci jak się pocałuje?-  pytam bez zastanowienia. Nie wiem czemu ale pomyślałam, że właśnie tego oczekuje i że wtedy da mi spokój.
-Nie sądzę, ale warto spróbować – wywracam oczami i chcę odejść, ale on nachyla się szybko, by odnaleźć moje usta.
Gdy tylko czuję jego miękkie, namiętne wargi całkowicie odpływam. Ulegam i nie stawiam oporu. Tak dawno mnie nie całował. Erick chwyta mnie za pośladki i sadza sobie na biodrach tak, by było nam wygodniej. Obejmuje mnie mocno, jedną dłoń wplata w moje włosy i odchyla delikatnie mi głowę, by ułatwić sobie zadanie. Z moich ust mimowolnie wydobywa się jęk pragnienia. Przygryza moją wargę, a ja odwzajemniam pocałunek. Muskam niepewnie końcówką języka jego spragniony język i zaczyna się ten namiętny, powolny taniec. W głowie mi się kręci, a ja czuję się jakby całował mnie po raz pierwszy. Obejmuję go mocno i jeszcze bardziej do siebie przyciągam.
-Boże, Ericku... - szepczę w jego usta, które nie mogą się pohamować, a ja mam ochotę w tym momencie zedrzeć z niego ubranie. Erick uśmiecha się uwodzicielsko i kontynuuje pocałunek. Jego usta suną niżej, na szyję. Dłonie rozwiązują sznureczki sukienki, która opada odsłaniając moje piersi. Od razu zaczyna pieścić je językiem. Ach! Jęczę i odrzucam głowę w tył. Tak bardzo go pragnę. Znowu całkowicie tracę głowę i ściągam z niego koszulkę, a następnie obsypuję pocałunkami jego klatkę piersiową. Erick mruczy i zsuwa ze mnie sukienkę tak, że jestem tylko w figach. Chwyta mnie ponownie za pośladki nie przestając całować, i zanosi do swojej sypialni. 

Pośpiesznie ściąga swoje spodnie i majtki, uwalniając tym samym swoją nabrzmiałą męskość. Boże! Tak dawno go nie widziałam, nie dotykałam, nie czułam w sobie. Leżę cała rozpalona i mokra, a on patrzy na mnie. Kompletnie nie wiem o czym myśli? Wchodzi na łóżko i rozkładając szeroko moje uda kładzie się na mnie bez wahania. Ja nadal jestem w majtkach, lecz czuję jak jego penis napiera właśnie tam, przy samym spragnionym wejściu w głąb mnie. Erick znowu mnie całuje. Namiętnie i mocno. Jego ciało pragnie jak najszybciej posiąść moje. Czuję to całą sobą. Oddaję mu kolejny pocałunek, obejmuję go, a on nagle potrząsa głową i przestaje mnie całować.
-Kurwa mać! Nie! - a następnie wstaje, zostawiając mnie taką... taką napaloną. Ubiera się pośpiesznie i praktycznie wybiega z sypialni. Jezu! Co to było? Siadam na brzegu łóżka i chowam twarz w dłonie Oszalałaś?! Co ty wyprawiasz do jasnej cholery?! Mam ochotę sama skopać sobie tyłek. Dlaczego znowu na to pozwoliłam? Nawet nie chcę myśleć co by się stało, gdyby Erick się nie pohamował. Jak ja spojrzę Braynowi w oczy? Muszę mu o tym powiedzieć, bo nie chce więcej kłamstw. Życie w kłamstwie nie ma sensu. Zbiegam na dół, zbierając po drodze sukienkę, która została na półpiętrze, zakładam ją pośpiesznie i wpadam do kuchni.
-Ericku ja… - wpadam na niego praktycznie w samym progu, ale widzę, że obok Ericka stoi jakiś mężczyzna. Czerwienię się i poprawiam nerwowo włosy.
-Nie teraz, Meg -  Erick rzuca mi gniewne spojrzenie, a ja kulę się jak małe dziecko i mam ochotę zapaść się pod ziemię. Słyszę głos Adama, który leży w salonie w foteliku i właśnie się obudził. Podchodzę do niego i zabieram fotelik na taras. Stawiam go na posadzce i siadam obok, kafelki nagrzały się od słońca i są przyjemnie ciepłe.
-Synku, twoja matka nie ma w ogóle silnej woli i jest beznadziejnie zakochana w dwóch facetach... - chowam twarz w dłoniach i kręcę głową. Adam mówi coś po swojemu jakby się ze mną nie zgadzał, a następnie dosięga moich włosów i ciągnie mocno. Ała! Krzywię się i całuję go w rączki, by puścił. On od razu się śmieje i chce bym wyjęła go z fotelika. Biorę go na ręce i idę z nim nad basen. Jest wczesny wieczór jednak na dworze nadal upał, więc siadam na schodkach basenu i zadzieram sukienkę, by jej nie zamoczyć. Adam wyrywa się do wody, chyba mu się spodobało. Moczę mu nóżki, a on chlapie i szalenie się cieszy - Moje maleństwo -  patrzę na niego, a on nagle robi dziwną minę i cały się napina - Robisz kupę synu? - pytam, bo  on  nadal nie ma pampersa. O nie, nie, nie! Chwytam go, jednak jest za późno, a mój słodki syn właśnie narobił do basenu i na moje nogi. Zaczynam się śmiać w głos. Rany! Nie noszenie pampersa nie było najlepszym pomysłem. Wstaję i wracam z nim szybko do środka. Erick odwraca się i patrzy zaskoczony, a mężczyzna obok uśmiecha się życzliwie.
-O Chryste! - Erick próbuje opanować śmiech

-Weź go lepiej -  podchodzę i podaje mu Adama - Zaraz wracam - biegnę szybko do łazienki. Ściągam sukienkę i zarzucam na siebie szlafrok, chwytam mokre chusteczki i pampersa. Wracam i kładę Adama na kanapie.

-Synu, ale dałeś popis! - stwierdza rozbawiony Erick i podchodzi do mnie, by mi pomóc. Ja wycieram Adamowi pupę, a Erick zakłada mu pampers.

-Chyba nie będziemy go tak puszczać bez pieluszki - mówię i spoglądam na mężczyznę, który rozmawiał z Erickiem.

-Barney Garden, szef waszej ochrony -  podchodzi do mnie i przedstawia się, wyciągając dłoń.

-Megan Donell -  uśmiecham się. 

-Barney chce zamontować w domu więcej kamer i czujników, głównie w pokoju małego i na korytarzach -  dodaje Erick i podchodzi do mnie blisko.

-Ja się nie znam - wzruszam ramionami i patrzę na Gardena. Jest niewiele starszy od Ericka, ma ciemny garnitur i ciemne okulary podsunięte na czoło. Jest dobrze zbudowany i wysoki. Wzbudza respekt, ale nie wygląda na typowego ochroniarza.

-W swoim pokoju chcesz kamerę? - pyta  Erick, zaskakując mnie.

-Chyba nie. Niby po co? - patrzę na niego niepewnie.

-To dla bezpieczeństwa, pani Donell - wtrąca Garden.

-Panno Donell - poprawiam go i uśmiecham się życzliwie - Będę czuć się bezpiecznie i swobodnie, gdy nie będzie kamery w mojej sypialni-  dodaję spokojnie.

-Porozmawiamy o tym jeszcze - stwierdza Erick, patrząc na mnie wymownie -  Barney, będziemy w kontakcie - podchodzi do niego i ściska jego dłoń na pożegnanie.

-Do widzenia, panno Donell.

-Do widzenia, panie Garden - uśmiecham się i macham do niego ręką. Erick odprowadza go do drzwi i wraca do kuchni.

-Musimy porozmawiać, Meg -  zwraca się do mnie spokojnie i bierze ode mnie Adama, a następnie wkłada go do fotelika i podaje grzechotkę, by się zajął czymś na chwilę.

-Teraz?

-Tak teraz, usiądź proszę -  pokazuje na krzesło przy kuchennej wyspie. Niepewnie podchodzę i robię co mi każe. Przygryzam wargę, bo denerwuję się od samego patrzenia na niego - To nie powinno mieć miejsca, nie powinno się wydarzyć. Wybacz, że dałem się aż tak ponieść emocjom - mówi nagle, na jednym wydechu.

12 komentarzy:

  1. Jezuuuu nie mogę, jaka ta Meg jest głupia

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech już Meg będzie z Ericiem! Proszę proszę.... Brayan niech spada :-P

    OdpowiedzUsuń
  3. No cudownie :D Nareszcie ! mam tylko nadzieję , że serce weźmie górę nad rozumem i następnym razem żadne z nich nie będzie się powstrzymywać przed tym co nie uchronne. Taka miłość , namiętność zdarza się tylko raz , reszta to tylko ucieczka . Z niecierpliwością czekam na kolejny cudowny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny raz Meg pokazuje że myśli tylko o sobie. Ok swoje przeszła w zyciu ale nie oznacza to ze ma krzywdzić innych. Moim faworytem jest nadal Brian.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj ale mieszasz Kasia, ale ja tam jestem dalej za tym aby Brayan poszedł daleko albo najlepiej niech nie przylatuje ;-) a co do hot sceny to więcej takich w ich wykonaniu poproszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze czasem mam wrażenie ze Efekt Erica to druga moda na sukces.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko Ty masz takie wrażenie :-D

      Usuń
  7. Z każdym kolejnym fragmentem Meg staja się coraz głupsza, co to za matka? (wcześniejsza sytuacja, kiedy Adam został porwany a Meg się upija i budzi się facetami w łóżku jest nierealna - która matka upija się, kiedy ludzie szukają jej dziecka? - tylko wyrodna) Meg na początku wydawała się dojrzalsza od swojej siostry, teraz jej głupota osiąga szczyt, choć to nie koniec powieści, więc może jeszcze bardziej zgłupieć.... z sympatycznej dziewczyny stała się antywzorem. Czytając ten tekst w odcinkach, zaczynam się zastanawiać, po co to wszystko? Może odpowiedź znajdę na końcu, choć nie wiem, czy dam radę dotrwać do końca, tym bardziej, że nie znoszę "Mody na sukces". Wg mnie zakończenia nie muszą kończyć zdaniem: żyli długo i szczęśliwie, lepiej gdy zmuszają czytelnika do refleksji - tu widzę jej coraz mniej, sama destrukcja. Pani Kasiu jestem fanką Pani tekstów, ale ten ... - och poczekam na koniec i przeczytam chyba za jednym razem, może dojrzę to, co mi teraz ucieka :-)
    serdeczności JK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda bohaterka jest inna :-) Meg, Kalina, Rebeka... Żadnej nie tworzę na jeden schemat i chcę tym wywoływać różne emocje :-)

      Usuń
    2. Każda bohaterka jest inna :-) Meg, Kalina, Rebeka... Żadnej nie tworzę na jeden schemat i chcę tym wywoływać różne emocje :-)

      Usuń
  8. Irytuje mnie głupota Meg, chyba zycie ja jeszcze za mało skopało, samolubna, nie wyciąga żadnych wniosków, nie wiem czy dotrwam do końca...

    OdpowiedzUsuń
  9. Erick powinien kopnąć w dupę pusta Meg i znaleźć sobie inna, to dopiero by z jęzorem na brodzie za nim przyleciała

    OdpowiedzUsuń