Premiera już w lipcu!

środa, 11 listopada 2015

Rozdział 112

-Zgadzam się z tobą, to nie powinno się wydarzyć, ale ja także powinnam cię przeprosić… - odpowiadam skruszona. Przy Ericku czuję się jednak się jak na dywaniku u dyrektora.

-Nie chcę komplikować tego co jest między nami. Szanuję Brayana i nie chcę... nie mogę mu tego zrobić. Pragnę cię, każdego skrawka twojego ciała, ale lepiej będzie gdy zostaniemy w koleżeńskich stosunkach, bez wylewnych emocji - dodaje poważnie, a ja przytakuję i wzdycham wymownie.

-Muszę powiedzieć Branowi o tym co się dziś wydarzyło. Nie mogę go okłamywać.

-Też tak uważam. Znając jego nie będzie zły, bo na szczęście ma do tych spraw inne podejście niż ja - Erick dodaje patrząc na mnie badawczo.

-Nie rozumiem? - unoszę brew. O czym on mówi?

-Rozmawiałem z nim o tym. Mówił, że wie, że jest między nami pożądanie i napięcie, że możemy czasami się zagalopować ale, że mi ufa i wie, że nie posunę się o krok za daleko - odpowiada jak gdyby nigdy nic.

-Że co? - piszczę zaskoczona - Chcesz powiedzieć, że masz „pozwolenie” od Brayana, by mnie całować i dotykać, ale do łóżka pójść nie możemy, tak?! - dodaję oburzona.

-Można to i tak zrozumieć - patrzy na mnie niepewnie.

-To nienormalne. Mi nic takiego nie mówił! - jestem kompletnie zaszokowana.

-Dziwisz się? Właśnie tak byś zareagowała - Erick opiera się łokciami o granitowy blat i wpatruje we mnie.

-Chyba będziemy musieli porozmawiać o tym we trójkę. Ciekawe o czym jeszcze rozmawialiście? Na co jeszcze pozwolił ci mój chłopak?- rzucam mu gniewne spojrzenie.

-Daj spokój. Mamy swoje męskie tajemnice… - od razu wiem, że próbuje mnie ugłaskać.

-Nic mnie to nie interesuje. Albo mi powiesz co jeszcze ustaliliście, albo zapytam bezpośrednio jego i to w twojej obecności! - szantażuję go, wiem, że to nie fer, ale chyba nie mam wyjścia.

-Meg proszę, to męskie sprawy. Nie zrozumiesz tego - wstaje i podchodzi by mnie uspokoić. Rzucam mu przeszywające spojrzenie - No dobra już dobra! - podnosi ręce w geście kapitulacji - Co chcesz wiedzieć? - wywraca oczami.

-Co to za durne ustalenia? - podchodzę do Adama któremu z rączki wypadła grzechotka - Proszę synku - uśmiecham się do niego i całuję w główkę - Więc? - ponaglam Ericka.

-No co ci mam powiedzieć? Brayan ma dość luzackie podejście do seksu - ten wzrusza zakłopotany ramionami.

-Co to niby znaczy? - mrużę oczy i krzyżuję dłonie na piersi, a następnie siadam na kanapie.

-Krótko mówiąc znaczy to tyle, że dla niego pocałunki nie są zdradą - Erick próbuje wymigać się od sensownej odpowiedzi.

-Aha - unoszę brew - Co jeszcze mówił?

-Daj już spokój, pogadacie sobie o tym sami - Erick wstaje i zaczyna nerwowo chodzić po kuchni, patrząc na mnie.

-Czyli mam rozumieć, że on może sobie tak postępować? - patrzę wkurzona, co to w ogóle ma być do jasnej cholery? Jakieś układy między nimi. Kompletnie tego nie pojmuję.

-A tego to już nie wiem. Obiecał, że już nigdy cię nie zdradzi więc chyba nie masz się o co martwić.

-No jasne! – warczę – Tyle, że dla niego zdradą jest tylko pójście z kimś do łóżka!

-To nie tak, Meg. Nie przesadzaj - podchodzi do mnie nagle.

-Co nie przesadzaj? Może obmacywać jakieś panienki i się z nimi całować, a ja mam to tolerować, bo on ma takie podejście?! - tym razem ja wstaję i idę do kuchni nalać sobie wina. Muszę się napić, bo oszaleje.

-On już taki jest, chyba wiedziałaś na co się piszesz decydując się z nim być - odpowiada zaskoczony moją reakcją.

-Właśnie nie wiedziałam i najwidoczniej kompletnie go nie znam! - wyciągam kieliszek i wypełniam go po brzeg białym trunkiem, upijam spory łyk.

-Nie opowiadał ci o swojej przeszłości? - pyta niepewnie.

-Opowiadał! – syczę - Ale mówił, że się zmienił, że mnie kocha, że tylko ja i żadna inna! - dodaję smutno, bo czuję się paskudnie.

-Kocha cię - Erick wstaje i podchodzi do mnie. Otwiera szafkę i wyciąga kieliszek także dla siebie.

-Kocha wszystko w co może włożyć swojego fiuta! - wtrącam wściekła. Nawet go tu nie ma, a ja jestem taka zła na niego. Na nich.

-Przestań! - gani mnie Erick - On naprawdę cię kocha, zmienił się dla ciebie na tyle ile mógł i dalej będzie to robił.

-Wiesz co jest najgorsze? - mówię ze łzami w oczach.

-Nie - Erick patrzy na mnie wyrozumiale, bo,wie że to co usłyszałam jest dla mnie szokiem.

-Że w tym momencie nie jestem w stanie znieść jego dotyku, jego pocałunków. On tego nie wytrzyma, znowu pójdzie do innej. Nie jestem taka odważna, taka doświadczona i wyuzdana jak jego inne partnerki - z oczu poleciały mi pierwsze łzy.

-Boże, co ty wygadujesz? - Erick patrzy na mnie zaszokowany - Nie zrobi ci tego, nigdy więcej! Jestem tego pewien - próbuje mnie pocieszyć.

-Niby skąd wiesz? - łkam głośno, nie mogę się opanować. Pociągam kolejny duży łyk wina.

-Bo wiem. Uwierz mi - podchodzi i wyjmuje mi z dłoni kieliszek

-Oddaj mi to! - wyciągam rękę i chcę go z powrotem.

-Tobie już wystarczy, idź się lepiej połóż i odpocznij - delikatnie, ale pewnie blokuje mi dłoń.

-Gdy ostatnio zabroniłeś mi pić to nie skończyło się to dobrze. Pamiętasz? - mówię bezmyślnie, a Erick rzuca mi mroźne spojrzenie.

-Może dziś mi się poszczęści… - odpowiada, a jego głos jest przepełniony złośliwością i żalem.

-Ale z ciebie palant, Evans! - biorę sobie nowy kieliszek, wyjmuję nową butelkę wina i kieruję się na górę.

-Dobranoc - słyszę za plecami jego lekko rozbawiony głos.

-Wal się! - pokazuję mu środkowy palec - Pamiętaj żeby nakarmić, wykąpać i przewinąć naszego syna! - dodaję.

-Oczywiście, że pamiętam złośnico! - Erick próbuje opanować śmiech, jednak słabo mu to wychodzi. Jeszcze bardziej mnie tym wkurza. Wpadam do pokoju i trzaskam drzwiami. Mam ochotę krzyczeć ze złości! Wypełniam kieliszek po sam rant i wypijam prawie wszystko naraz. Ale kwaśne! Wykrzywiam twarz. Przebieram się w szorty do spania i cieniutki top. Jest taki upał, a ja nie wiem czy w domu włączona jest klimatyzacja? Możliwe, że nie ze względu na Adama. Otwieram drzwi tarasowe na oścież, by wpadło choć troszkę świeżego powietrza. Słońce już zaszło i na zewnątrz jest odrobinę chłodniej. Siadam na dywanie i opieram się plecami o łóżko, stawiając obok wino i kieliszek. Gdy opróżniłam butelkę do połowy słyszę dźwięk mojej komórki. Podpełzam do komody i biorę go do ręki. O proszę! Dzwoni ten kombinator.

-Halo!? - odbieram bełkocząc, w głowie mi się kręci.

-Meg? - pyta zaskoczony Brayan.

-Nie kurde, święty Mikołaj - wywracam oczami i kładę się plecami na dywanie.

-Piłaś coś? - głos od razu mu się zmienia.

-Tak. Całą butelkę czerwonego wina i trochę białego i trochę czerwonego jeszcze wcześniej - naprawdę staram się mówić wyraźnie.

-Gdzie Erick? Pozwolił ci tyle pić? - chyba jest wkurzony, ale co mnie to obchodzi.

-A co, miał mi zabronić?! - oburzam się

-Jesteś w domu? Wszystko w porządku?

-A gdzie mam być?! Erick ci się nie pochwalił co się dziś wydarzyło?

-Nie, nie rozmawiałem z nim od rana. A co się stało? - pyta nerwowo.

-A to nowość, przecież rozmawiacie o wszystkim! - leżę plecami na dywanie i robię jedną ręką niewidzialne kółka nad swoją głową. Chyba naprawdę jestem nieźle pijana.

-Meg co się stało?! - Brayan podnosi głos.

-W sumie dla ciebie to podobno nic takiego! - bełkoczę wkurzona.

-Kurwa mać! Mów do cholery! - wybucha.

-To były tylko pocałunki i macanki... bez bzykania. To nie zdrada, prawda?! - przekręcam się na bok, bo mam zawroty głowy.

-O czym ty kurwa mówisz, Megan? - warczy, wiem że cały chodzi ze złości.

-O tym, że prawie się ze sobą przespaliśmy, ale spoko... do niczego nie doszło. Całowaliśmy się tylko - odpowiadam obojętnie, jestem kompletnie pijana.

-Co ty wygadujesz? Daj mi Ericka do telefonu! - krzyczy na mnie.

-Daj spokój, przecież to nie zdrada. Prawda? Wyraziłeś zgodę na takie zachowanie więc o co się ciskasz? - bełkoczę bezmyślnie. Cholera! Chyba mi niedobrze.

-Gdzie jest Erick?! - wrzeszczy mi do słuchawki.

-Będę rzygać! - odpowiadam i zasłaniam dłonią usta.

-Meg! Meg! – słyszę jak dalej na mnie krzyczy, ale w tym momencie nie wytrzymuję. Wymiotuję prosto na dywan, słyszę w słuchawce jak Brayan ciągle mnie woła, ale wzbiera mnie znowu. Boże! Podpieram się ręką o podłogę i znowu wymiotuję. Połączenie zostaje przerwane, a ja znowu rzygam. Nie mam siły nawet podnieść głowy, kładę ją na dywanie zaraz obok wielkiej ohydnej plamy z wina i resztek tego co dziś jadłam. Jęczę wykończona, a w głowie nadal mi się kręci

-Chryste dziewczyno! - po chwili do pokoju wpada Erick. Podbiega do mnie i chwyta w ramiona, mam brudne włosy i koszulkę - Boże! - dodaje widząc w jakim jestem stanie. Nawet nie jestem w stanie utrzymać głowy prosto. Wino ma większą moc niż zapamiętałam.

-Niedobrze mi - powtarzam i próbuje się pochylić, by to opanować. Erick pędem zanosi mnie do łazienki i otwiera klapę sedes. Sadza mnie obok, trzymając moją głowę.

-Będziesz jeszcze wymiotować? - pyta. Jest wściekły.

-Nie wiem - bełkoczę i puszczam kolejnego pawia, i kolejnego. Targają mną okropne torsje.

-Doigrałaś się! Brayan jest na ciebie wkurwiony jak nigdy, na mnie zresztą też! - dodaje zdenerwowany, a ja słyszę jak w kieszeni dzwoni jego komórka. Wyjmuje ją jedną ręką i odbiera - Znalazłem ją w pokoju na dywanie....Jest kompletnie pijana i właśnie wymiotuje.....Nie jest w stanie rozmawiać...Pogadacie o tym jutro...Wiem....To nie jest rozmowa na telefon...Tylko nie rób nic głupiego, Brayan...Powinienem przeprosić, ale nie przez telefon...Wyjaśnimy to jak przylecisz...Tak, jest bezpieczna...Położę ją spać i nic jej nie będzie...Wybacz stary...Do usłyszenia - rozłącza się i ściąga mi brudną koszulkę przez głowę. Jestem ledwo przytomna i nadal mnie mdli.

-Zostaw mnie - bełkoczę półprzytomna i próbuję go odepchnąć.

-Nie przeginaj bardziej! - Erick warczy i zakłada mi swoją koszulkę, którą właśnie zdjął. Nie wiem co mnie nachodzi? Na widok jego ciała znowu mam durne myśli i nie panuję ad sobą.

-Ale ciałko - mruczę i dotykam nagle jego klatki piersiowej, sunę dłonią w dół prawie do majtek.

-Przestań! - ten chwyta mnie mocno za dłoń i zatrzymuje ją, gdy chcę odpiąć guzik jego jeansów.

-Dlaczego? Przecież to podobno nic złego - odpowiadam.Chryste, co mnie napadło? Nie powinnam pić! Zawsze wtedy coś odwalam.

-Chcesz tego?! - pyta wściekły, ale nie wiem czy mówi to na poważnie. Spoglądam na niego, chwiejąc się i widzę, że cały płonie. Ze złości czy z pożądania? Tego nie wiem.

-Chcę! Zerżnij mnie! - odpowiadam głośno i wyraźnie.

-Gdybym był totalnym skurwielem zrobiłbym to bez zastanowienia - odpowiada. W oczach ma totalną wściekłość, ale i żar - Zerżnąłbym cię na tej umywalce ,a potem jeszcze kilka razy w łóżku! - dodaje wkurwiony.

-To zrób to! Przecież jestem zwykłą dziwką. Zwykłą szmatą, którą każdy może mieć... Filip, Matt i tamten trzeci! - krzyczę i patrzę mu prosto w oczy. Erick zamiera, na pewno nie spodziewał się takich słów.

-Boże, co ty mówisz? - wyraz twarzy od razu mu się zmienia. Siada na podłodze i opiera mnie o siebie, delikatnie przytulając głowę do swojej klatki. Zamykam oczy.

-Prawdę! Jestem zwykłą dziwką...To moja wina, nie potrafiłam się sprzeciwić, nie mogłam, nie miałam siły! To moja wina.

-Jezu! - Erick chwyta mnie mocniej i przytula do siebie z całej siły, aż prawie brak mi oddechu.

-Mówiłam że nie chcę, błagałam by mnie zostawił. Uderzył mnie, targał za włosy i zaciągnął do sypialni - kwilę zaciągając się powietrzem - Powiedział, że najpierw zerżnie mnie, a potem zastanowi się co zrobić z Adamem. Bałam się, tak się bałam, że jeśli będę się wyrywać, to coś mu zrobi, więc poddałam się… - chowam twarz w dłoniach - Zerwał ze mnie ubranie i dotykał, ściskał i obrzydliwie całował. Przydusił bym nic nie mówiła i wszedł we mnie z całej siły… - moje ciało zaczyna drżeć - To tak bolało, tak bolało - zaciskam uda na same wspomnienie tamtej chwili - Gwałcił mnie, wmawiał, że tego chcę, że jest mi przyjemnie. Gdy skończył zrobił to jeszcze raz i kolejny. Nie miałam siły się ruszyć, wszystko mnie bolało. Rozerwał mnie, zniszczył moje ciało, moją duszę. Nie zasługuje na nic dobrego, nie powinno mnie tu w ogóle być! Żałuję, że nie spłonęłam w tym pieprzonym domu! - wyrzucam z siebie cały smutek, cały żal i złość, która we mnie siedziała. Erick tak jak myślałam nie był gotowy na to co powiedziałam - Nie zasługuję na miłość. Skrzywdzę Brayana, tak samo jak skrzywdziłam ciebie. Nie mogę, nie chcę tak żyć! Nienawidzę siebie za to co zrobiłam, nienawidzę swojego brudnego ciała za to co zrobił mi Filip, Matt i ten trzeci. Brzydzę się patrzeć w lustro! Co ze mnie za kobieta, która nie potrafiła odmówić facetowi? Zwykła dziwka... Nie kobieta! - kończę wpatruję się w Ericka. Kompletnie go zamurowało.

-Boże, skarbie… - mówi cicho i wstaje ze mną na rękach. Widzę jak z oczu spływają mu łzy.

-Zostaw mnie! - chcę się wyrwać, ale trzyma mnie mocno - Niczym nie różnię się od dziewczyn, które pracowały dla Moniki. Tyle, że one same sobie wybierały klientów! - uderzam go pięściami w klatkę - Puść mnie! - powtarzam.

-Nigdy, przenigdy cię nie puszczę! To nie twoja wina! Nie jesteś niczemu winna! Boże! - jest zrozpaczony. Nie chciałam by dowiedział się o tym jak było w taki sposób. Zanosi mnie do swojej sypialni, Adam śpi w łóżeczku. Jest już dość późno, a ja ledwo widzę na oczy. Kładziemy się razem, on obok mnie. Wpatrujemy się w siebie. Moja dłoń wędruje do jego cudownej twarzy.



-Nie brzydzisz się mnie? - pytam, wtulona w jego ramiona.

-Nie, skarbie, kocham cię. Jesteś dla mnie najważniejsza… - Erick całuje mnie po włosach i obejmuje mocno.

-To kochaj się ze mną. Teraz. Tu. Proszę - mówię cichutko i patrzę na niego z wyczekiwaniem.

-Nie mogę Meg, nie chcesz tego. Jutro byś... oboje byśmy żałowali - wiem, że przychodzi mu to z trudnością. Wino nadal szumi w mojej głowie i pozbawia logicznego myślenia.

-Chcę tego. Bardzo chcę! Cały czas cię pragnę! Każdego dnia, każdej nocy! - cokolwiek się stanie nie będę żałowała tych słów. Taka jest prawda. Kocham go i to jego tak naprawdę pragnę.

-Nie, skarbie. Wybacz, ale nie... - nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić ile wysiłku wymaga od niego, by się powstrzymać.

-Ale ja chcę! Naprawdę! - powtarzam znowu i siadam na nim okrakiem, całując go mocno i namiętnie w usta. Erick nie jest dłużny i chwyta mnie za biodra. Oboje płoniemy. Nasze języki wirują szaleńczo stęsknione siebie.

-Kurwa mać! - jęczy, gdy napieram swoim kroczem na jego penisa. Jeśli zaraz mnie nim nie wypełni, to chyba zwariuję. Łapię go za jego nabrzmiałą męskość i masuję przez spodnie. Erick zaciska usta i zamyka oczy w grymasie przyjemności. Pośpiesznie ściąga ze mnie koszulkę i praktycznie zrywa ze mnie szorty. Z siebie też szybko zrzuca ubranie. Całuje moje ciało od szyi, po piersi, brzuch aż do tego miejsca.
 

Rozchyla mi uda i muska nosem moją kobiecość. Z jego ust wydobywa się jęk przerażenia, ale nie przestaje swojej gry wstępnej.

-Achh! - w odpowiedzi wyginam plecy w łuk.

-Kocham cię, skarbie. Tak bardzo cię kocham… - szepcze i podsuwa się, by pocałować mnie w usta.

-Ja ciebie też kocham, nigdy nie przestałam i nigdy nie przestanę… - znowu mówię za dużo, ale chociaż to prawda.

-Wiedziałem maleńka, zawsze to czułem - całuje mnie namiętnie w usta i nakierowuje się w sam środek mojej cipki. Muska ją główką i rozprowadza wilgoć. Gdy zaczyna we mnie wchodzić czuję nagle ogromny przeszywający, rozrywający ból. Zamykam oczy, a gdy je otwieram... widzę Filipa.

-Boże! Nie! - wrzeszczę spanikowana i próbuję wycofać biodra.

-Ciii spokojnie, powoli - on szepcze i próbuje wejść we mnie głębiej.

-Boli! Nie! Błagam! Nie! - rzucam się i próbuję go z siebie zepchnąć.

-Zaufaj mi skarbie, nie zrobię ci krzywdy… - powtarza, a mnie paraliżuje strach. Tak jak wtedy.

-Boże nie! Nie rób mi tego. Błagam! - zaciskam się przerażona, zaczynam znowu płakać - Zostaw mnie! Filip! Zostaw mnie! - krzyczę z zamkniętymi oczami i wyrywam się spychając go z siebie. Czuję jego zapach, znowu mi niedobrze.

-Meg! Meg! - słyszę nagle głos, gdy ktoś szarpie mnie za ramiona - Obudź się, Meg! - ledwo otwieram oczy i widzę nad sobą przerażonego Ericka.

-Niedobrze mi... - mówię i ledwo zdążam wychylić się za łóżko i wymiotuję na podłogę.

-Spokojnie Meg, to tylko zły sen, tylko sen… - Erick trzyma moją głowę, gdy znowu targają mną okropne torsje. Jestem wykończona, cała mokra i przerażona. To był sen? Boże! Co było jawą, a co snem? Jestem oszołomiona, cała się trzęsę. Gdy udaje mi się opanować żołądek Erick bierze mnie na ręce i zanosi do łazienki. Pomaga mi wejść do wanny i odkręca wodę.

-Co się stało? - pytam półprzytomna, a on patrzy na mnie. Jest przestraszony.

-Brayan do mnie zadzwonił i powiedział, że chyba coś ci się stało, bo nie odzywasz, a połączenie nadal trwa. Biegiem przybiegłem i znalazłem cię na dywanie, wymiotowałaś ledwo żywa - odpowiada, podtrzymując mnie za ramiona.

-To pamiętam - kiwam głową.

-Zaczęłaś płakać i mówić co się stało, położyłem cię i zasnęłaś. Nie minęło kilka minut i usłyszałem twój krzyk… - odgarnia mi włosy z twarzy i patrzy na mnie tak cholernie smutno.

-Czyli to był tylko sen, tylko sen… - mówię cichutko sama do siebie i wzdycham głęboko.

-Znowu śnił ci się on? - pyta niepewnie.

-Sama już nie wiem dokładnie co... Najpierw byłeś ty, a potem pojawił się on… - wzdrygam się.

-Ja ci się śniłem? - Erick jest zaskoczony.

-Tak, zaczęliśmy się całować i... no wiesz... - patrzę na niego niepewnie - A potem nagle ty zamieniłeś się w niego i znowu to czułam. Ten zapach, ból. Jezu! - zasłaniam twarz dłońmi i kule się.

-Już dobrze, nic ci nie grozi - Erick zakręca wodę w wannie i myje mi brudne włosy. Zdejmuje ze mnie koszulkę i wciera w moją skórę żel do mycia ciała.

-Czyli tak naprawdę tego nie powiedziałam? - pytam, patrząc na niego badawczo.

-Czego nie powiedziałaś, Meg? - Erick spogląda na mnie zaciekawiony.

-Nie, nie ważne… - oddycham z ulgą, bo gdybym naprawdę wyznała mu miłość to wszystko skomplikowałoby się jeszcze bardziej.

3 komentarze:

  1. A już myślałam że w końcu to z siebie wyrzucili, powiedzieli co czują s tu pach, to tylko sen. No szkoda ale oczywiście dzięki temu tak cudownie
    Jesteś mistrzynią Kasiu. Doskonały rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. No jak tak można tyle akcji emocji i co i pstro musiała się tak upić że jej się to przyśniło Kasia trzymasz mnie w takim napięciu że teraz na pewno nie zasne a rozdział super. Co do Brayana coraz bardziej go NIE lubię jak tak można podobno kochać kobietę i dawać innemu przyzwolenie na coś z nią Świnia 🐷

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze ciśnienie mi podskoczyło chyba do 300.... Kurde... Masz talent do stwarzania sytuacji :) Z niecierpliwością oczekuje dalszych losów :*

    OdpowiedzUsuń