Premiera już w lipcu!

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 113



Nadal kręci mi się w głowie i czuję się podle. Dlaczego w ogóle miałam taki sen? Dlaczego dopuściłam w nim do tego, że praktycznie się kochaliśmy. Można kogoś zdradzić we śnie?
-Chcesz spać sama? - Erick pyta, pomagając wyjść mi z wanny. Owija mnie miękkim kremowym ręcznikiem i wyciera mi włosy.
-Brayan jest bardzo zły? - nie odpowiadam na jego pytanie i pytam o to co teraz dręczy mnie najbardziej.
-Nie był zadowolony. Co ty mu w ogóle powiedziałaś? - zakładam świeżą koszulkę i razem wychodzimy z łazienki.
-Nie pamiętam, bełkotałam coś...-  robię zakłopotaną minę.
-Zaczął na mnie wrzeszczeć, że cię niby przeleciałem i że jesteś kompletnie pijana… -  Erick rzuca mi wściekłe spojrzenie.
-Chyba powiedziałam, że prawie, podkreślam prawie, się ze sobą przespaliśmy... -  dodaję cicho i spuszczam wzrok w podłogę.
-Rany Meg! Takie rozmowy to nie na telefon i nie po pijaku. Przecież on tam pewnie teraz odchodzi od zmysłów! - gani mnie wzrokiem - Kładź się spać, zadzwonię do niego i postaram się wyjaśnić co się stało -  dodaje zimno.
-Nie! Nie dzwoń. Ja powinnam to zrobić - odpowiadam.
-Lepiej się połóż, jest na ciebie wściekły, a ty jeszcze nie wytrzeźwiałaś.
-Dobrze -  znowu spuszczam wzrok i kieruje się do drzwi.
-Chcesz spać sama? - powtarza pytanie.
-Tak będzie lepiej - odpowiadam nawet na niego nie patrząc. Cholernie paskudnie się czuję. Ta sytuacja na schodach, potem ten telefon i popieprzony sen. To za dużo jak na jeden dzień.
-Rozumiem. Zajrzę do ciebie za jakiś czas, by sprawdzić czy wszystko w porządku - odpowiada i wychodzi bez słowa więcej. Dobrze, że Adam się nie obudził i nie słyszał moich krzyków. Kładę się od razu do łóżka, dywanu który zarzygałam już nie ma, a pokój jest wywietrzony i czysty. Mimo miliona myśli w głowie zasypiam dość szybko, na szczęście nie śni mi się tej nocy już nic.

Sobota,   5 lipca

Otwieram oczy i widzę jak Erick siedzi na tarasie karmiąc Adama butelką. Uśmiecham się na ich widok, ale gdy tylko poruszam głową czuję straszny ból. O rany! Znowu kac morderca. Kompletnie nie mam ochoty wstawiać dziś z łóżka. Widząc moją komórkę na szafce nocnej, przypominam sobie wydarzenia wczorajszego wieczora. Powinnam zadzwonić do Brayana i wytłumaczyć, przeprosić. Zrobię to, najlepiej od razu. Wybieram jego numer, ale on odbiera dopiero za drugim razem.
-Halo? -  rzuca zimno.
-Cześć, to ja - mówię skruszona, wiem, że jest zły.
-Wiem, widziałem kto dzwon -  ton ma surowy. Cholera, naprawdę jest na mnie wściekły.
-Chciałam cię przeprosić...-  łzy napływają mi do oczu, bo wiem jak Brayan  musi się podle czuć. Gdyby zadzwonił do mnie po pijaku i powiedział, że prawie się z kimś przespał, pewnie oszalałabym ze złości.
-Przeprosić?-  prycha - Przeprosić za co, Meg?
-Za moje wczorajsze zachowanie.
-Masz na myśli to, że upiłaś się i dzwoniłaś do mnie czy fakt, że prawie przespałaś się z Erickiem?! - warczy zdenerwowany.
-W sumie i za to i za to-  przygryzam bezwiednie wargę.
-Wyjechałaś trzy dni temu, a już tyle się skomplikowało. Nie wiem czy można ci ufać, nie wiem czy można wam ufać? -  ton ma pretensjonalny.
-Wiem, przepraszam -  powtarzam i mam ochotę zapaść się pod ziemię.
-Jestem wkurwiony na ciebie ale i na Ericka. Kompletnie nie rozumiem czemu powiedział ci o naszych rozmowach? Po co pytałaś?!
-Chciałam wiedzieć, macie jakiś dziwny układ. Nie podoba mi się to -  przypominam sobie na co się tak wczoraj wściekłam.
-To nie twoja sprawa, Meg! - warczy na mnie.
-Jak nie moja sprawa?! - piszczę oburzona - Powiedziałeś Erickowi, że dla ciebie pocałunki i dotykanie to nie zdrada! - wybucham nagle, a Erick chyba to usłyszał i spogląda przez drzwi tarasowe do mojej sypialni.
-To były nasze, męskie rozmowy! Nie zrozumiesz tego!
-No jasne! Więc czemu się wkurzasz? Może to dotyczy tylko ciebie, co?! - poprawiam się nerwowo na łóżku i opieram plecami o szczyt.
-Wiem, że ciągnie was do siebie! Wolę mieć do tego dystans, bo inaczej bym zwariował! Myślisz, że mi łatwo ze świadomością, że przebywasz z nim prawie cały czas? Że śpisz w jego domu i pewnie w jego sypialni!?
-Sam się na to zgodziłeś! Mówiłeś, że to dobry pomysł bym tu przyjechała!
-Dobry dla ciebie i Adama, nie mówiłem, że dobry dla nas -  odpowiada, a mnie zatyka.
-Brayan... - mówię cicho. Znowu czuję się okropnie.
-Idź na terapię i nie pij więcej. Tylko o to cię proszę -  dodaje smutno, a mnie ściska serce.
-Dobrze. Przepraszam jeszcze raz - chcę mi się wyć, ale zaciskam pięści by tego nie zrobić.
-Zarezerwowałem bilet na piątek, nadal chcesz bym przyleciał?
-Oczywiście, że tak!-  piszczę zaskoczona ,że ma wątpliwości.
-Pytam dla pewności. Bardzo chcę cię zobaczyć. Stęskniłem się… -  słyszę że głos mu drży. Boże, ale ze mnie idiotka! Dlaczego ja go tak krzywdzę?!
-Ja też, skarbie. Jesteś w pracy? - zmieniam temat, by choć na chwilę nie czuć się podle.
-Tak, szkolę nową pracownicę. Muszę jej wszystko do piątku pokazać, by móc spokojnie do ciebie polecieć - odpowiada.
-Pracownicę? - unoszę brew.
-Tak, jest dziś pierwszy dzień - przerywa i mówi coś do osoby stojącej obok - Tak Lucy, możesz to wydrukować, podpiszę i odeślemy to jeszcze dziś. Nawet nieźle ogarnięta, chyba da radę -  ostatnie zdanie dodaje już do mnie i wiem, że się uśmiecha. Lucy? Cudownie.
-To fajnie – udaje, że mnie to nie obeszło, choć w środku aż mnie skręca z ciekawości jak wygląda owa... Lucy.
-A ty jak się czujesz? Erick mówił, że wczoraj wymiotowałaś i znowu miałaś koszmary -  pyta troskliwie, a następnie znowu zwraca się o coś do Lucy.
-Lepiej niż na to zasługuję. Głowa mnie boli i chyba brzuch, ale to norma - odpowiadam automatycznie, myśląc o tej dziewczynie. Cholera, jestem zazdrosna! Ale ze mnie hipokrytka!
-Porozmawiamy o tym jak przyjadę?
-Tak, chyba najwyższa pora -  odpowiadam smutno.
-Jedyne czego pragnę, to twoje szczęście, Meg. Kocham cię jak nikogo na świecie i nie chcę się stracić, ale pamiętaj co kiedyś powiedziałem. Jedno twoje słowo, a zniknę i dam ci spokój - przełykam ślinę, a po policzkach spływają mi łzy. Jezu! Jestem taka beznadziejna.
-Nie mów tak – kwilę -  Nie chcę być z nikim innym, na tobie mi zależy, ty i Adam. Nic więcej się nie liczy, rozumiesz?
-Staram się w to wierzyć, skarbie. Chodź nie jest mi łatwo. Wiem, że Erick cię kocha, a nie chcę z nim konkurować, bo nie mam szans - słyszę jak wzdycha.
-Co ty mówisz? Ciebie wybrałam, z tobą chcę być nie z nim! - potrząsam głową słysząc te słowa. Czy on czuje się od niego gorszy czy co?
-Czasami trudno mi w to uwierzyć, tym bardziej po takich sytuacjach jak wczoraj. Nie mogę cię winić. Macie dziecko i to normalne, że będziecie ze sobą związani do końca życia. Lubię go, wiem, że nie zrobi nic głupiego, ale jak wczoraj zadzwoniłaś do mnie, w dodatku pijana, to po prostu strasznie się wkurzyłem.
-Wiem, przepraszam  -  powtarzam się po raz któryś.
-Nie wiem czy powinienem, ale chciałbym cię prosić byś nie spała w jego sypialni, w jego łóżku. Wiem, że masz swój pokój, będę spokojniejszy - unoszę zaskoczona brew, skąd on o tym w ogóle wie, że spaliśmy razem? No jak to skąd? Gani mnie moje wewnętrzne „ja”. Od Ericka, a od kogo by innego.
-Dziś spałam u siebie i tak już zostanie -  odpowiadam pewnie, Erick przypatruje mi się z tarasu, na pewno słyszy rozmowę, bo drzwi są otwarte.
-Dziękuję, mała. Muszę kończyć, mamy z Lucy dużo do nadrobienia! - dodaje wesoło.
-Rozumiem. Będę myślała o tobie cały dzień… -  nie wiem czemu to mówię? Może dlatego, że jest obok niego jakaś Lucy. Od razu wyobrażam sobie ją jako zgrabną, wysoką dziewczynę z idealnymi cyckami i ciałem.
-Ja o tobie też.
-Pa! - rozłączam się i opadam na łóżko. Ech... Ale to wszystko popieprzone. Wzdycham i chyba przysypiam jeszcze na chwilę.

Resztę dnia spędzam praktycznie w łóżku, po wczorajszych wydarzeniach nie mam odwagi spojrzeć Erickowi w oczy, więc tylko przemknęłam się kilka razy do kuchni i z powrotem. Wzięłam Adama do pokoju i bawię się z nim na zmianę karmiąc i usypiając. Erick nawet nie nalega na rozmowę. Chyba to co wczoraj powiedziałam, to w jaki sposób wyznałam prawdę  Filipie i tamtym dniu, zaszokowało go na tyle, że sam dziwnie się czuje. W dodatku ten sen. Rany! Sen erotyczny przeradzający się w koszmar. Masakra jakaś. Czy tak już będzie zawsze?

Podczas opalania się na balkonie robię zdjęcie sobie i Adamowi i wysyłam ememesem do Brayana. Cały czas myślę o tej całej Lucy, i ciekawość mnie zżera. Dowiem się jak wygląda dopiero jak wrócimy do Londynu, a jak zacznę się wypytywać teraz, to Brayan od razu się zorientuje, że jestem zazdrosna.

Wieczorem schodzę, by oddać Adama Erickowi do kąpieli. Zastaję go w gabinecie pracującego na laptopie.
-Mogę? - pytam,  uchylając drzwi.
-Tak chodź, już skończyłem - odpowiada zamykając laptopa na biurku - Jak się czujesz? dodaje spoglądając na mnie niepewnie. Wygląda jak milion dolarów w białej koszuli, która podkreśla oliwkowy odcień jego skóry.
 
-Teraz już dobrze. Tabletka od bólu głowy pomogła -  uśmiecham się blado - Będę u siebie -  podchodzę i podaję mu małego.
-Rozmawiałem z Brayanem -  mówi nagle, chcąc mnie zatrzymać.
-Ja też.
-Przeprosiłem go. Powiedziałem, obiecałem, że taka sytuacja nigdy się nie powtórzy -  Erick obejmuje Adama,  a on podskakuje jak szalony. Jest taki słodki.
-To samo usłyszał ode mnie. On boi się z tobą konkurować, czuje się gorszy ze względu na twoje pieniądze - siadam na brzegu biurka i spoglądam na niego.
-To absurd, nie wiem czemu tak uważa? -  Erick z niedowierzaniem kręci głową.
-Biedny nigdy nie zrozumie bogatego i na odwrót - wzruszam ramionami.
-Brayan nie jest biedny, jego sklep doskonale prosperuje. Ma dużo oszczędności i własne mieszkanie - dodaje spokojnie.
-Ale nie jest na liście najbogatszych ludzi na świecie - uśmiecham się lekko złośliwie.
-Ale ma ciebie - patrzy mi prosto w oczy - To jest więcej niż wszystkie pieniądze świata, Meg -  dodaje i również się uśmiecha.
-Nie zrozumiem was nigdy. Jak można mnie kochać? Wczoraj dałam taki popis, zresztą nie pierwszy raz -  wywracam oczami -  Jestem niezdarna, zakompleksiona i co chwila przyciągam do siebie kłopoty, jestem mistrzem w komplikowaniu życia sobie i innym  - wzdycham i chce mi się śmiać.
-No i za to cię kochamy. Nie będę mówił za co jeszcze, bo mi nie wypada… -  Erick wstaje  i obejmuje mnie lekko, trzymając między nami Adama.
-No lepiej nie mów – chichoczę -  Wykąpmy go -  dodaję i wychodzimy z gabinetu.
Rozkładamy wanienkę na środku łazienki. Adam uwielbia się kąpać i dla niego to niezła zabawa. Zawsze nas przy tym zmoczy i rozchlapie wodę po całej łazience. Dziś będzie spał ze mną w pokoju, Erick całą noc czuwał nad nim i nade mną, więc dziś musi się wyspać. Karmię go i zabieram do swojej sypialni. Usnął na rękach, więc wkładam go tylko do łóżeczka i także się kładę. Mimo tego iż cały dzień nic nie robiłam jestem zmęczona. Nie ma nawet dziesiątej wieczorem, a ja zasypiam jak kamień.

3 komentarze:

  1. jak zawsze człowiek chce więcej :) Mogliby już być razem... Mam nadzieje, że tak się stanie ;) Rewelacja jak zawsze :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj i znów namieszała co za kobieta. A reakcja Brayana kurde wie że Ericka i Meg do siebie ciągnie,mają wspólną przeszłość i coś co ich łączy na przyszłość (👶 dziecko ) a i tak w tym siedzi jeszcze większy męczennik niż Meg. Rozdział super ale brakuje mi jakiejś dynamiki. Kasiu czekam na więcej jak się poczujesz lepiej, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten rozdział!
    Mogłabym skomentować to jak inni przy wcześniejszych wpisach: ''ta Meg jest głupia!'', ale wolę inaczej rozwinąć swoją myśl.
    Przeczytałam to opowiadanie za jednym zamachem i od października wyczekuję kolejnych rozdziałów, nie zawsze je komentuję z racji, że czytam to na telefonie i tam potwierdzenie tego ''że nie jest się robotem'' wydaje się prawie niemożliwe - wychodzi na to, że mam coś z tym wspólnego...
    Wracając do opowiadania, z całym szacunkiem szanuję pracę autorki, ale postanowię wytknąć to, co mi się nie podoba.
    Postać Meg jest dosyć...próżna. Powiedzenie, że myśli tylko o sobie okazuje się kiepskim argumentem. Za każdym razem kiedy czytam to co robi, mam wrażenie, że ona jest zadufana w sobie i jednocześnie o tym nie wie. Rola matki totalnie do niej nie pasuje. Owszem - w końcu myśli o tym Adamie, ale wygląda to tak, jakby była psychiczna i nie wiedziała co z sobą począć.
    Odniosę się do siebie: ja na jej miejscu, gdybym urodziła dziecko kilka miesięcy przed terminem nie byłabym w stanie myśleć o sobie, tylko o tym biednym maluszku. Tak, w książce były takowe myśli, jednakże ukazane w zły sposób - akcja powinna być przedstawiona np. w postaci krótkich urywanych myśli, wręcz nawet wyglądać na wiersz - miałoby to na celu wprawić czytelnika w melancholijny, smutny nastrój.
    Oczywiście nie chcę się konkretnie narzucać - w końcu to nie ja to piszę, tym bardziej, że w tej chwili wydaje się, że sama marudzę i czepiam się byle czego. Sam pomysł do tej książki jest rewelacyjny, natomiast skupiłabym się na zmianie stylu pisania. Wiem, że to bardzo trudne, to tylko moja narzucająca się uwaga.
    Nawiązując jeszcze do samej treści, na Pani miejscu dodałabym tam jeszcze wątek, w którym Erick czy Brayan - ktokolwiek - pogniewałby się poważnie z jakiegoś powodu na Meg. W tej chwili wszyscy traktują ją dosłownie jak ''świętą krowę'', każdy się z nią obchodzi jak z jajkiem, to dosyć głupie, ponieważ w prawdziwym świecie praktycznie każdy facet kopnąłby taką dziewczynę w cztery litery i wyrzucił na próg, bez względu na jej urodę i uczucia skierowane do niej.
    Tak jak każdy inny czytelnik mam też nadzieję, że Meg w końcu będzie z Erickiem (można by mnie teraz uznać za hipokrytę, tutaj krytykuję, a potem kibicuję związkowi... po prostu będzie lepiej, kiedy Meg nie będzie bawić się uczuciami innych facetów).
    Doczepię się tylko jeszcze jednego: zastosowanie akcji w sposób ''wstałam, zjadłam obiad, poszłam spać'' tj. opisywanie byle jakich czynności po części nudzi czytelnika. Jeżeli pisze się w 1 osobie jest to oczywiście nieuniknione, ale dodawanie takich podstawowych czynności jak ubieranie się itd. ze strony głównej bohaterki jest bez sensu, aczkolwiek nie mam na myśli jednorazowego użycia takiej formy, tylko tej nagminnej, kiedy cały rozdział dotyczy tego, co zamierza ubrać postać, lepiej opisać czynności drugiej osoby.
    Przepraszam jeszcze raz, jeżeli swoimi słowami obraziłam Panią (tj. autorkę). Wiem, że praca przy pisaniu takich opowiadań jest niezwykle trudna, nie wystarczy tylko pomysł i kreatywność ale i chęci, wolny czas i umiejętność pisania. Sama w wakacje zaczęłam coś pisać, i tak naprawdę pisanie jednego rozdziału zajmowało mi kilka dni: najpierw wstępny zarys, kolejny dzień - poprawki i następny obejmował również poprawki wraz z kolejnym rozdziałem pasującym do poprzedniego tak, aby treść współgrała ze sobą.
    Jeszcze raz dziękuję za możliwość przeczytania kolejnego rozdziału, z niecierpliwością czekam na kolejny!
    Pzdr
    //K

    OdpowiedzUsuń