Premiera już w lipcu!

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 114



Piątek,   11 lipca

Dziś jest ten dzień. Przylatuje Brayan, ma być w Nowym Jorku o drugiej po południu. Od rana chodzę cała podekscytowana. Tak bardzo się za nim stęskniłam. Przebrałam się chyba z pięć razy, by w końcu wybrać coś odpowiedniego. Moje rany bardzo ładnie się goją, praktycznie nie są widoczne. Dodatkowo opalenizna maskuje je, więc nie muszę się już zakrywać. W tygodniu byliśmy odwiedzić moją rodzinkę. Zostaliśmy na noc. Erick zaczął jakieś interesy z moim tatą o których nie miałam pojęcia. Oczywiście obiecałam, że przyjedziemy do nich także z Brayanem. Na szczęście nie było więcej dziwnych sytuacji ani scen. Erick stara się trzymać dystans, nawet słowem nie wspomniał o moim wyznaniu. Chyba go to przerosło. Wiem, że czaka nas szczera i poważna rozmowa o tamtym wydarzeniu oraz moja terapia, która na pewno nie będzie łatwa. 

Jedziemy na lotnisko z Adamem i Erickiem, jego Bentleyem.
-Cieszysz się? - pyta, spoglądając na mnie w lusterko. Siedzę z małym na tylnym siedzeniu i próbuję dać mu pić.
-Bardzo! -  uśmiecham się szeroko, Adam też piszczy jakby rozumiał.
-Odwiozę was do domu i jedziemy z nim do mojej mamy -  dodaje i zatrzymuje się na światłach.
-Myślałam, że zjemy chociaż razem obiad - spoglądam na niego pytająco.
-No dobra, nie śmiałem tego sam proponować -  Erick puszcza mi oczko i rusza. 

Dojeżdżamy na lotnisko, gdy samolot podchodzi do lądowania. Erick nie mógł wysłać po niego swojego prywatnego, bo jest w serwisie. Cała aż chodzę z emocji. Tak się za nim stęskniłam, nigdy nie mieliśmy takiej przerwy. Najwyżej jeden, dwa dni, a teraz ponad tydzień się nie widzieliśmy. Czekamy na niego w terminalu przylotów, Erick trzyma w foteliku Adama. Mam na sobie jeansowe szorty oraz koszulę w czerwono-czarną kratę przewiązaną na biodrach, a na stopach białe conversy. Wypatruję Brayana w tłumie wychodzących ludzi. Jest! Zauważam go i biegnę jak szalona przez ten tłum.
-Brayan! - krzyczę i rzucam mu się na szyję, ściskając go z całych sił.
- Mała, bo mnie udusisz! - obejmuje mnie mocno i uśmiecha się szeroko.  Chwyta moje pośladki bym się z niego nie zsunęła.
-Ale pachniesz! - zaciągam się zapachem jego cudownych seksownych perfum.
-Ale wyglądasz! -  całuje mnie namiętnie w usta. Rany! Ale mi tego brakowało. Podgryzam jego wargę i pogłębiam pocałunek. Ludzie gnają obok nas, zatrzymują się i ściskają swoich bliskich. Słychać radość, płacz i okrzyki spotykających się po długiej rozłące przyjaciół.
-Tak bardzo się stęskniłam -  mówię, gdy w końcu się od siebie odrywamy.
-Ja też, skarbie -  całuje mnie jeszcze raz - Cześć, Ericku - odchyla głowę na bok i wyciąga do niego dłoń.
-Witaj Brayan, miło cię widzieć! - odpowiada szczerze. Brayan stawia mnie na ziemi i obejmuje - Jedziemy na obiad, a potem zabieram Adama. Macie cały weekend dla siebie - dodaje z uśmiechem Erick.
-Dobry plan! - odpowiada zadowolony i ruszamy w stronę wyjścia. Brayan ma wielką walizkę, w sumie nawet nie wiem na ile przyjechał. Mam nadzieje, że na dłużej. Nie możemy się od siebie oderwać, trzymamy się za ręce jak nastolatki. Nawet Erick wydaje się być wyluzowany i nie zwracać na nas uwagi.
-Na jakie jedzenie macie ochotę? - pyta Erick, gdy wyjeżdżamy z lotniska.
-Może w tej twojej restauracji na wybrzeżu? Tam na promenadzie - odpowiadam i poprawiam Adama w foteliku.
-Jasne -  uśmiecha się i nastawia drogę na GPS. Obaj siedzą z przodu, więc ja cały czas obejmuję  Brayana od tyłu,  gładząc go po ramionach. Droga zajmuje nam dobre półtorej godziny. Zatrzymujemy się przy promenadzie i wysiadamy. Jest upalne popołudnie, mnóstwo ludzi na plaży i deptaku.
-Chyba nie znajdziemy stolika o tej porze - stwierdza Brayan zaskoczony tłumem ludzi.
-Tam gdzie idziemy na pewno coś się znajdzie - odpowiada Erick i prowadzi nas do restauracji, gdzie byliśmy tu jak pierwszy raz przyjechaliśmy do  Jersey. Mam stąd miłe wspomnienia.
-Dzień dobry panie, Evans. Stolik dla trzech osób? - wita nas w wejściu młoda atrakcyjna kobieta i uśmiecha się szeroko. Na ustach ma krwisto-czerwoną szminkę, a jej koszula ma o głęboki dekolt.
-Poprosimy, i dodatkowe krzesełko dla tego małego mężczyzny - Eric uśmiecha się i podnosi fotelik z Adamem, który śpi i ma wszystko gdzieś.
-Oczywiście, proszę ze mną! - dziewczyna spogląda na mnie i prowadzi nas do stolika na tarasie. Widok na ocean, i mimo upału przyjemny chłód i cień. Brayan odsuwa mi krzesło i pomaga usiąść, a kelner przynosi menu i dyskretnie oddala się. Zamawiamy mnóstwo jedzenia i bardzo dobrze się bawimy. Dowiaduję się, że Brayan na razie nie wie kiedy wyjeżdża, czyli zostaje na dłużej. Szalenie się cieszę. Skoro on zostaje, to wyprowadzimy się może do domu, który kupili mi rodzice? Brayan nie może oderwać ode mnie oczu i rąk. Co chwile mnie całuje i przytula. To takie słodkie.
-To co, wracamy? - proponuje Erick, podając kartę kredytową kelnerowi.
-Tak, mam dla Meg niespodziankę ale to dopiero w domu - odpowiada Brayan i uśmiecha się tajemniczo.
-Jaką niespodziankę? - patrzę zaskoczona.
-Niespodzianka to niespodzianka, mała. Nie wypytuj! - trąca mnie palcem w nos i posyła buziaka w powietrzu. Robię nadąsaną minę i udaję, że się gniewam. Wychodzimy w szampańskich humorach i idziemy powoli do samochodu. Widzę  jednak w tłumie jak ktoś chyba robi nam zdjęcia. Przyglądam się niepewnie, by nabrać pewności.
-Ericku, tam są chyba paparazzi -  mówię cicho, nachylając się do niego.
-Gdzie? - ten zatrzymuje się nagle i rozgląda.
-Tam - wskazuję dyskretnie dłonią w kierunku mężczyzn z aparatami.
-Kurwa mać! - Erick klnie pod nosem i pokazuje żebyśmy przyśpieszyli kroku. Oglądam się nerwowo i ściskam mocniej dłoń Brayana.
-Co się dzieje? - pyta zdezorientowany.
-Śledzą nas paparazzi -  odpowiada Erick i wyjmuje telefon z kieszeni. Dzwoni gdzieś. 
-No! Zawsze chciałem znaleźć się na okładce jakiegoś szmatławca! - Brayan jest rozbawiony, chyba tylko on cieszy się z tej sytuacji.
-To nie jest zabawne - rzucam gniewnie, gdy nagle drogę zagradza nam rosły mężczyzna z kamerą oraz drugi z aparatem w ręku. Zatrzymujemy się, praktycznie na siebie wpadając.
-Panie Evans, czy to pańskie dziecko? - zaczyna z grubej rury ten z aparatem, prawie mnie przewraca, bo tak bardzo chce dopchać się do Ericka. 
-Zostawcie nas w spokoju! - Erick warczy rozdrażniony i wyrywa fotografowi aparat z dłoni.
-Co się stało kilka tygodni temu w Londynie? Gdzie jest pański przyjaciel, doktor Filip Sanchez, i pańska była kochanka, Monika Quanchez? Czy to prawda, że zostali oskarżeni o próbę zabójstwa, porwanie i podpalenie? - bombarduje pytaniami dalej, a ja stoję kompletnie przerażona. Branowi także zrzedła mina. Na szczęście po chwili dobiegają do nas ochroniarze. Nie mam pojęcia skąd się wzięli? Pomagają nam dojść bezpiecznie do samochodu.
-Odwieziemy państwa! -  mówi jeden z nich. Erick jest za bardzo zdenerwowany, by prowadzić, ale na szczęście Adam śpi słodko i nawet się nie obudził. Wsiadamy wszyscy na tylne siedzenie Bentleya, i ruszamy praktycznie z piskiem opon.
-Co to kurwa było? - pyta zaskoczony Brayan, i patrzy na nas kompletnie oszołomiony.
-Nie mam pojęcia skąd wiedzą. Te hieny zawsze wszystko wywęszą! -  wzdycha zdenerwowany Erick i wykonuje kolejny telefon. Nieźle kogoś ochrzania i chyba właśnie dwie osoby straciły pracę. Jest naprawdę wściekły, aż cały chodzi ze złości. Uspokaja się dopiero wtedy, gdy podjeżdżamy pod dom. Biorę małego na ręce i wchodzę szybko do środka. Brayan jest tu pierwszy raz. Oczywiście rozgląda się i bacznie obserwuje wnętrze domu.
-Wow! - spogląda na mnie - Niezła chata - dodaje zadowolony.
-Oprowadzisz go później, my będziemy się zbierać - podchodzi do mnie Erick i bierze ode mnie Adama.
-Na pewno chcesz jechać? Może zostańcie dziś i pojedziesz jutro. Jesteś zdenerwowany - dotykam go delikatnie za ramię.
-Spokojnie, odwiozą nas -  uśmiecha się delikatnie i całuje Adama w czoło -  Bawcie się dobrze - dodaje i puszcza oczko do Brayana.
-Dzięki stary! -  ten podchodzi i idziemy odprowadzić Ericka do samochodu.
-Wracamy w niedziele wieczorem, nie zdemolujcie domu! - mówi rozbawiony.
-Dobrze tatusiu, na pewno nikt nie nasika do basenu - odpowiadam śmiejąc się w głos. Całuję Adama po stópkach i rączkach nie mogąc się oderwać. Wiem, że Erick dobrze się nim zajmie, ale już za nim tęsknię - Bądź grzeczny synku! - dodaje i poprawiam go w foteliku. Chyba właśnie robi kupę, bo ma tą śmieszną minę.
-Dam znać jak dojedziemy, jak coś dzwońcie! -  ściska dłoń Brayana, a mnie obejmuje mnie lekko.
-Dzięki… - szepczę mu do ucha, a on uśmiecha się lekko. Wsiada i ruszając macha nam na pożegnanie, a gdy tylko samochód znika za bramą Brayan obejmuje mnie mocno. O Rany! Wiem co chodzi mu po głowie.
-Szybciutko pokaż mi ten swój pokój! - Mówi i uśmiecha się uwodzicielsko.
-Nasz pokój, skarbie  - wskakuję na niego, a on chwyta mnie za pupę i niesie prosto na górę.
-Ostatni pokój po lewej! - kieruję nim, a on otwiera jedną ręką drzwi i wprowadza nas.
-Jasna cholera! Ale wypas! - rozgląda się, nie puszczając mnie nawet na sekundę.
-Poczekaj aż zobaczysz resztę domu.
-Później… -  mruczy, kładzie mnie na łóżku i ściąga koszulkę. Chichoczę cicho, tak się za nim stęskniłam. Pochyla się i całuje namiętnie. Od razu mam dreszcze i czuję to uczucie na samym dole. Jestem zrelaksowana i nie boję się - Jeśli coś cię zaniepokoi mów od razu, Meg -  szepcze i zaczyna całować mnie po szyi. Zaczynam się śmiać i nie myślę o czymkolwiek złym. Brayan spogląda na mnie i mimo tego, że widzę jaki jest spragniony także się śmieje. Wtula się we mnie i oboje przez chwilę cieszymy się odgłosem naszej radości.

-Dobrze, powiem - odpowiadam cicho po chwili i oddycham głęboko. Wiem, że to nie będzie takie proste, ale chcę tego. Dla niego, dla siebie. Muszę się przemóc. Brayan muska ustami moje ucho i przygryza je delikatnie.
-Och mała, jesteś taka piękna… -  mruczy  zachęcająco i zaczyna rozpinać mi guziki od koszulki. Wplatam palce w jego miękkie włosy i staram się odprężyć. Brayan ma takie piękne ciało. Ćwiczy regularnie, bo to część jego terapii. Zdejmuje mi koszulę i ściąga stanik. Piersi od razu robią się nabrzmiałe, a sutki twarde. Zaczyna je namiętnie całować i masować.
-Powolutku... - stopuję go i podciągam wyżej, by pocałować go delikatnie w usta.
-Wybacz, ciężko mi się pohamować...  - Brayan przygryza moją wargę i uśmiecha się lekko. Jego dłonie wędrują ku moim udom. Jęczę, gdy muska palcami ich wewnętrzną stronę. Rozpina rozporek  moich szortów i zsuwa mi je delikatnie, razem z figami. Od razu cała drżę z niepokoju - Spokojnie, skarbie - całuje mnie w stopę i wyżej po łydce, przed kolano do uda. Pochylam się i ściągam z niego spodnie i bokserki. Oboje jesteśmy całkiem nadzy. Jego penis sterczy i jest już twardy i gotowy - Kocham cię - szepcze i muska palcami moją cipkę.
-Ach! - jęczę głośno i wyginam plecy w łuk. To takie przyjemne. Jego dotyk... nie boje się, nie boli. Czuję ogromną ulgę.
-Meg… - mówi nagle i przerywa mnie dotykać.
-Tak? - podnoszę się na łokciach i spoglądam na niego. Nie wiem czemu przerwał. 
-Masz tu jeszcze szwy.. - . odpowiada zakłopotany. Cholera! Oblewam się rumieńcem i siadam, zakrywając się rękoma.
-Jezu, przepraszam. Zapomniałam ci powiedzieć… -  piszczę zawstydzona i naciągam na siebie kołdrę.
-Nie musisz ich zdjąć? - siada obok mnie i łapie za dłoń.
-Nie, są rozpuszczalne - spuszczam wzrok, jest mi wstyd.
-Hej... - obejmuje mnie lekko - Nic się nie stało, ale chyba jeszcze nie powinniśmy tego robić, skoro je masz.
-Mam je też w tym drugim miejscu… -  dodaję cichutko, a on robi wielkie oczy.
-Chcesz o tym porozmawiać? - pyta niepewnie. Opiera się o szczyt łóżka i przytula mnie delikatnie.
-Chyba najwyższy czas… -  wzdycham i spoglądam na niego.
-Musieli cię zszywać? Aż tak cię...? - słyszę jak głos mu drży, a pięści zaciśnięte ma z emocji. Wiem, że dla niego to równie trudne.
-Filip zrobił to bez przygotowania, bez nawilżenia, więc musieli założyć kila szwów -  przełykam ślinę. Chyba nigdy nie można przygotować się na taką rozmowę.
-Zrobił ci to w...? - urywa w pół zdania, a ja spuszczam wzrok i kiwam twierdząco głową - Boże! - przytula mnie mocniej.
-Ale wtedy byłam już prawie nieprzytomna - próbuję go uspokoić jakby to miało jakieś znaczenie.
-Nadal masz koszmary?
-Od tygodnia nie miałam. Naprawdę chcę to zrobić, spróbujmy… -  dodaję i spoglądam na niego. Mam poczucie, że tylko w ten sposób zatrzymam go przy sobie, że inaczej wszystko między nami zacznie się sypać.
-Nie wiem czy możemy, pytałaś o to lekarza? - ton ma niepewny.
-Nie pytałam, nie miałam do tego głowy… -  wzruszam ramionami i całuję go namiętnie – Spróbujmy -  powtarzam i siadam na nim okrakiem.
-Och, Boże! - Brayan mruczy nie mogąc się opanować. Czuję jak jego penis od razu twardnieje między moimi udami. Patrzy na mnie jak zaczarowany, lubię ten stan. Wiem, że mu się podobam, mimo blizn, które mam na ciele i w sercu. Ocieram się delikatnie kroczem o jego nabrzmiałą męskość, a on zaciska zęby i chwyta moje piersi. Podsuwa się, by móc je całować. Jestem bardzo wilgotna, czuję to znajome uczucie pożądania wzbierające w moim ciele. Brayan chwyta mnie i przewraca tak, że teraz leżę pod nim. Rozchyla mi uda i zaczyna całować mnie coraz niżej, po brzuchu, biodrach aż do cipki. Przeciąga po niej językiem.
-Jezu! - krzyczę, nie mogąc się opanować. Mam wrażenie, że zaraz wybuchnę, a on dłonią rozchyla  szerzej uda i delikatnie pieści łechtaczkę językiem. Zaciskam pięści na prześcieradle i wyginam plecy w łuk.
-Ale jesteś wilgotna, skarbie… -  mruczy i zlizuje moja wilgoć z moich ud.
-Chodź tu do mnie! -  łapię go i podciągam do siebie. Brayan opiera się na dłoniach i całuje mnie namiętnie po szyi.
-Na pewno tego chcesz? - szepcze i chwyta penisa w dłoń. Nakierowuje go na mnie, ale czeka aż odpowiem.
-Tak… - jęczę, jestem cała rozpalona.
-Kocham cię Meg, tak bardzo cię kocham… -  czuję, że rozluźnia się widząc, że nie protestuję. Całuje mnie, i zaczyna wchodzić we mnie bardzo delikatnie i powoli. Wykrzywiam twarz w grymasie. Cholera! Boli.
-Wszystko w porządku - uspokajam, go starając się zrelaksować.
-Jesteś bardzo spięta skarbie, rozluźnij się… -  całuje mnie po szyi i piersiach. Wchodzi powoli coraz głębiej. Chryste! Dalej boli. Zamykam oczy i staram się to przetrzymać -  Och skarbie, tak mi ciebie brakowało… -  jęczy będąc we mnie prawie cały. Próbuję się zrelaksować i odprężyć. Gdy wchodzi do końca, czuję jednak jak do oczu napływają mi łzy.
-Ała - łkam z bólu.
-Meg, mam przestać? - pyta spanikowany i patrzy na mnie pełen niepewności.
-Nie, nie! -  chwytam go za biodra, by się nie wycofywał - Zaraz się przyzwyczaję - dodaję i całuje go w usta. Nasz namiętny, głęboki pocałunek pozwala mi się rozluźnić, Brayan zaczyna delikatnie się poruszać i rozciągać mnie powoli. To co odczuwam to ból fizyczny, nie psychiczny. To jest dla mnie do przejścia. Muszę to przetrzymać.
-Wszystko w porządku? - szepcze troskliwie.
-Tak... - jęczę, zaczynając odczuwać nagłą przyjemność.
-Och, Meg - Brayan mruczy i zamyka oczy, wypełniając mnie raz za razem. Powoli, namiętnie. Jest taki delikatny jak chyba nigdy wcześniej. Czuję jak wzbiera we mnie fala rozkoszy, a on zaczyna robić to troszkę mocniej, chwytając mnie za biodra - Kurwa zaraz dojdę! - jęczy próbując się powstrzymać.
 -Ja też! Boże! - jego słowa działają na mnie niespodziewanie. Przy kolejnym pchnięciu czuję jak to wszystko kumuluje się właśnie tam, a przy kolejnym rozlewa się po moim ciele.
- Brayan! Och, Brayan! - krzyczę, wijąc się pod nim jak oszalała. Zaciskam się wokół jego penisa. On także doznaje spełnienia i wylewa się we mnie gęstym gorącym nasieniem. To cudowna chwila, mam wrażenie, że przełomowa. Że teraz już wszystko się ułoży. 
-Tak bardzo cię kocham - szepcze i całuje mnie w usta, wysuwając się ze mnie powoli.
Krzywię się, to nie jest przyjemne. Na pościeli widać trochę krwi, ale nie przejmujemy się. To pewnie któryś ze szwów. Czuję się zrelaksowana i bezpieczna. Brayan obejmuje mnie i podsuwa do siebie. Serce mu wali jak szalone.
-Przepraszam, że tak szybko - dodaje, całując mnie po włosach.
-Mamy cały weekend, nie ma się co przejmować… -  uśmiecham się zadzierając głowę, by na niego spojrzeć. Jest strasznie gorąco, a my leżmy odkryci na środku łóżka, cali mokrzy i lepcy od potu. Nie przeszkadza nam to.
-To com druga runda? - pyta i całuje mnie po szyi.
-Chętnie! -  uśmiecham się uwodzicielsko. Brayan kładzie mnie bokiem do siebie, i unosi delikatnie moje udo, wsuwając się we mnie ponownie. Mimo wytrysku nadal jest twardy. Bardzo szybko się zregenerował. Och! Jęczę, gdy wypełnia mnie całą. Jestem tak mokra, że nic mnie już nie boli. Opieram głowę na jego klatce, a on obejmuje mnie i pieści moje piersi. Pozycja na łyżeczkę jest bardzo fajna i taka przyjemna.
-Och ,mała! - mruczy mi do ucha i podciąga nogę wyżej, by wejść we mnie jeszcze głębiej. Całuje mnie namiętnie i dłonią trzyma za biodro bym nie mogła się ruszyć.
-Tak! Boże! Tak! - wiję się, gdy kolejna fala zbliża się nie ubłagalnie. Brayan zjeżdża dłonią z piersi na brzuch i niżej do łechtaczki. Zaczyna ją dodatkowo stymulować. O rany! Co za uczucie. Porusza się coraz szybciej i mocniej, nie przestając pieścić łechtaczki.
-Dojdź dla mnie, Meg! - rozkazuje i przyśpiesza. Zamykam oczy i zaczynam drżeć.
Sekundę później wybucham, intensywnie zalewając go swoimi sokami. Dodatkowa stymulacja sprawiła, że chyba znowu mam ten kobiecy wytrysk. Wije się i nie mogę tego opanować. Dostrzegam, że całe prześcieradło jest mokre, ale on nie przestaje.
-O tak! Właśnie tak, skarbie! - Brayan mruczy seksownie i zmienia pozycję. Chwyta mnie od tyłu i wchodzi we mnie szybko.

Odchylam głowę, by go pocałować, a on przyciąga mnie do siebie i gryzie mocno moją wargę. Znowu zaczyna dłonią masować łechtaczkę, to takie dziwne uczucie. Bardzo podniecające, ale dziwne. Zbyt intensywne. Od razu czuję kolejny nadchodzący orgazm.
-Nie dam rady więcej… -  szepczę próbując to opanować. To uczucie jest cudowne, ale wręcz bolesne. Przyjemność i ból są tak blisko siebie.
-Dasz radę, Meg. Pokaż mi to! - poprawia mi pupę i wchodzi we mnie jeszcze mocniej. Czuję jak soki płyną mi po udach. Krzyczę i łapię Brayan za biodro.  Zaczyna szybciej poruszać ręką, a ja znowu wybucham. Jego dłoń podtrzymuje mnie w pasie, bym nie opadła bez sił -  Tak maleńka, właśnie tak! -  zastyga i czuję jak także doznaje spełnienia. Moja zaciskająca się wokół jego penisa cipka, dodaje dodatkowych wrażeń. Brayan zastyga i całuje mnie namiętnie w usta. Opadamy razem na łóżko.
-Jestem wykończona… -  szepczę i uśmiecham się głupkowato. Brayan wychodzi ze mnie delikatnie i kładzie się na boku, by na mnie patrzeć. Gładzi palcami mój obojczyk - Cieszę się, że już jesteś - dotykam jego twarzy i przeciągam dłonią po policzku. Jego hipnotyzujące niebieskie oczy są wręcz powalające.
-Zaraz wracam - całuje mnie raz jeszcze i wstaje, schodząc na dół.
-Przynieś coś do picia! - wołam za nim. Jest mi gorąco i jestem spragniona. Zarzucam na siebie jego koszulkę i swoje figi oraz otwieram drzwi tarasowe. Przyjemne chłodniejsze powietrze wpada do pokoju. Chyba zanosi się na burzę. Mój pokój jest po słonecznej stronie domu, więc jest w nim zbyt gorąco. Brayan wraca po chwili z butelką szampana i dwoma kieliszkami. Patrzę zaskoczona -  Miałam na myśli jakiś sok - mówię i wychodzę na taras, a on podąża za mną i stawia szampana oraz kieliszki na stoliku przy leżakach.
-Ale widok! - stwierdza zafascynowany. Zbierające się nad lądem burzowe chmury oraz błękit oceanu robią naprawdę ogromne wrażenie -  Właśnie tego potrzebowałem - dodaje i podchodzi do mnie.
-Czego? Widoku? - uśmiecham się.
-Takiej atmosfery, skarbie -  całuje mnie za uchem i nagle stawia obok mnie na barierce, zamszowe czarne pudełeczko.
-Co to? - spoglądam i pytam zaciekawiona.
-Otwórz i zobacz - odpowiada, jest chyba lekko zdenerwowany. Unoszę brew i biorę niepewnie pudełeczko do rąk. Jest nieduże i dość lekkie.
-Brayan... -  szepczę. Cholera! Chyba wiem co to jest. Boje się je otworzyć, jednak robię to powoli.
-Megan, wiem, że to drugie podejście, ale nadal cię kocham, nawet jeszcze mocniej niż wtedy. Chcę spędzić z tobą resztę życia, dzielić się z tobą troskami i zmartwieniami, i wielbić cię całym sobą. Proszę! Błagam! Wyjdź za mnie -  wyznaje,  klękając przede mną na jedno kolano. O Boże! Spoglądam na zawartość pudełeczka, w którym jest pierścionek z białego złota z blado-różową cyrkonią w kształcie serduszka. Jest bardzo romantyczny i śliczny. 
 Zakrywam usta dłonią i nie wiem co powiedzieć -  Nie wiem czy  przeżyję kolejną odmowę -  Brayan dodaje po chwili, patrząc na mnie z wyczekiwaniem.

8 komentarzy:

  1. Super rozdzial:)))Juz nie moge sie doczekac kolejnego:))Bardzo fajnie piszesz:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie, nie.... i jeszcze raz nie. Dlaczego Bryan?te sceny z nimi są okropne... Myślałam że to Erick pomoże Meg się odblokować a tu takie coś. Jestem wstrząśnięta buuuu:((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez jestem na nie

      Usuń
    2. ja też i nienawidze Brayana a Meg jest naiwna jak dziecko i on jej jeszcze pokaże na co go stać

      Usuń
  3. Tak tak tak! Meg nie zawiedź mnie! Brian idealny
    :-D. Kasia zaszalalaś dziś z HOTami :-P uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Eric znajdzie sobie jakąś dziewczynę... a Meg niech patrzy i się wkurza;) taka sytuacja powinna być Kasiu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj sama nie wiem mam mieszane uczucia. Pomimo mojej niechęci do Brayana cieszę się ze szczęścia Meg. No i widać że facet się stara tylko czy aby na pewno z tych słusznych powodów??? A co do Ericka zastanawia mnie czy on naprawdę aż tak ją kocha że woli żeby była "szczęśliwa" z kimś innym a on cierpiał?? Nie wiem poczekamy co tam Jeszcze Kasiu wymyślisz :)

    OdpowiedzUsuń