Premiera już w lipcu!

sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 115


-Brayan - patrzę na niego zaszokowana. Wiem, że nie mogę się zgodzić. Nie mogę wyjść z mężczyznę, kochając drugiego. Kochając ich obu. To wszystko za daleko zaszło. Nie mogę.
-Nie chcesz mnie? - pyta, widząc moją niepewność. Wstaje z kolan i znowu dzieje się ten koszmar co w sylwestrową noc. Tym razem jednak chcę to wyjaśnić od razu. 
-Chcę, ale... To za wcześnie. Muszę najpierw iść na terapię, dojść do siebie... To wszystkiego musi się uspokoić. Rozumiesz? - chwytam w dłonie jego twarz. Nie chcę go ranić i odtrącać, bo zależy mi na nim. Kocham go na ten swój popieprzony sposób. 
-Więc mam jeszcze poczekać? - fala ulgi zalewa moje ciało, gdy Brayan uśmiecha się nagle. Obejmuje mnie i nie czekając na odpowiedź,  składa namiętny pocałunek na moich ustach. Czuję jak oboje drżymy. Chcę za niego wyjść, ale nie teraz. On już dawno mi udowodnił, że mnie kocha, że mnie nie opuści i wspiera w tym wszystkim. Po ostatnich wydarzeniach tym bardziej się upewniłam. Oboje mamy popieprzoną przeszłość,ale damy sobie radę. Musimy po prostu jeszcze chwilę poczekać.
-Gdybyś się jednak zdecydowała, to myślałem, że moglibyśmy pobrać się w przeciągu miesiąca – odpowiada, a ja robię wielkie oczy.
-Miesiąca? Przecież ja nawet nie zdążyłabym wybrać sukni - piszczę zaskoczona.
-Wszystkim zajmie się moja mama, doskonale się na tym zna i na pewno dobrze nam doradzi - odpowiada jakby to było takie oczywiste. Przecież przed chwilą mu odmówiłam, a on..
-Twoja mama? Ona już wie? - odchylam głowę i marszczę brwi.
-Mówiłem jej, że planuje ci się oświadczyć jak przyjadę. Była zachwycona i się ucieszyła. Powiedziała, że marzy o takiej synowej jak ty, mała.
-Łoł. Łoł! - odsuwam się - Możesz jej nie spowiadać się ze wszystkiego? To dziwne i... przecież się nie zgodziłam - dodaję łagodniej.
-Mówiłem ci, że rozmawiamy o wszystkim. Nie złość się, skarbie -  podchodzi i łapie mnie za dłonie.
-Nie złoszczę się, jestem....zaskoczona i przepraszam ale pozwól, że sami zaplanujemy nasz ślub jeśli to kiedyś nastąpi. Ok? - próbuję zachować trzeźwość umysłu.
-Dobrze już dobrze. Będzie tak jak sobie tylko zachcesz -  Brayan obejmuje mnie i ponownie całuje. Zachowuje się jakby nie docierały do niego moje słowa. Czuję się dziwnie.
-I nie chcę się z tym śpieszyć - dodaję cicho.
-To ustalmy mniej więcej jakąś datę kiedy mam znowu się oświadczyć, bym chociaż się łudził, że to się w ogóle kiedyś stanie i, że się zgodzisz -  dodaje z lekką ironią.
-Jejku Brayan, dopiero 5 minut temu dałam ci kosza - burczę zirytowana i dodaję lekkomyślinie Jeśli tak bardzo chcesz, dobrze, zróbmy to nawet jutro, ale jest kilka warunków, kilka spraw... o których musimy porozmawiać.
-To porozmawiajmy! - Brayan uśmiecha się młodzieńczo.
-Pierwsza sprawa to gdzie będziemy mieszkać? - rzucam ot tak, ale on chyba naprawdę traktuje to poważnie.
-W Londynie, a niby gdzie? - odpowiada od razu.
-Mam dom w Nowym Jorku – kontynuuję, by go zniechęcić.
-Sprzedamy go - unoszę brew.
-Mam tu rodzinę.
-Będą nas odwiedzać.
-Mam syna z innym facetem - wywalam najcięższe działa.
-Zrobimy sobie własnego -  odpowiada rozbawiony, a ja prawie zbieram szczękę z podłogi.
-Oszalałeś chyba! Oboje mamy dzieci z innych związków, to nie takie proste, by to wszystko pogodzić, Brayan! - warczę na niego. Ale mnie wkurzył. Czy on oszalał? Dla niego to wszystko jest takie łatwe?
-Pola złożyła wniosek do sądu o przyznanie mi praw rodzicielskich - informuje mnie nagle.
-Nic nie mówiłeś.
-Teraz mówię! -  śmieje się zadowolony. Nie no, ja zaraz przez niego zwariuję!
-Porozmawiajmy o tym jutro - biorę głęboki oddech i obejmuję go za szyję - A teraz chodź   do basenu się ochłodzić! - całuję go w brodę i uśmiecham się uwodzicielsko. Nie chcę się kłócić, ani dyskutować o tym bo będzie za tydzień, dwa, za miesiąc. Chcę się nacieszyć nim i zacząć żyć nadzieją, że to wszystko kiedyś naprawdę się ułoży.
-Popływamy nago? - mruczy seksownie w odpowiedzi na moją propozycję.
-Chyba za dużo tu ochrony i kamer - marszczę brwi.
-To co? Będą mieli domowe darmowe porno.
-Brayan! - klepię go w ramię i wybucham śmiechem. No tak, dla niego to przecież nic takiego. Schodzimy na dół i idziemy nad basen, zakładając po drodze stroje kąpielowe.
-Chyba będzie burza... - Brayan spogląda na ciemno-granatowe niebo, i wskakuje prosto do wody. Wypływa kilka metrów dalej i chalpie w moją stronę. Minę ma wymowną i doskonale wiem co chodzi mu po głowie - Chodź do mnie - zachęca mnie.
-Brayan, nie będziemy się kochać w basenie! Nie chcę, by ochrona miała ubaw!
-Popływaj ze mną po prostu - odpowiada spokojnie. Waham się chwilę, ale wskakuję za nim. Ranym ale przyjemnie! Brayan podpływa do mnie, i opiera mnie o ściankę basenu, a następnie całuje delikatnie w usta.
 -W tym twoim domu w Nowym Jorku też jest basen? - pyta po chwili.
-Nie mam pojęcia -  wzruszam ramionami -  Nawet go nie widziałam.
-Może pojedziemy tam w tygodniu? – pyta, a ja unoszę się na jego biodrach i obejmuję lekko za szyję.
-W sumie możemy. Chcesz powiedzieć Erickowi o tym, że planujemy się zaręczyć? - patrzę niepewnie, bo obawiam się dwóch rzeczy. Albo już mu o tym powiedział, albo ma taki zamiar.
-No jasne, że chcę. Erick będzie moim świadkiem. Tom odpada, bo przez najbliższy czas nie będzie mógł chodzić. Dopiero niedługo zacznie przecież rehabilitację -  odpowiada jakby nigdy nic.
-To na pewno dobry pomysł? Nie bardzo mi się podoba -  drapię się po głowie, bo to dla mnie niepojęte. On sobie wszystko zaplanował i mimo, że odmówiłam, to nadal brnie w zaparte.
-Erick na pewno się zgodzi.
-W to nie wątpię…  - wywracam oczami -  Chodzi o to, że skoro chcemy stworzyć rodzinę musimy...trzeba Ericka od tego wszystkiego trochę....odsunąć. Nasze sprawy z Adamem, a ty i ja, to dwie różne sytuacje, Brayan.
-Czyli mam rozumieć, że chcesz ograniczyć kontakt z nim? - Brayan patrzy na mnie zaciekawiony.
-Mój i jego tak. Adama może widywać kiedy tylko chce, nie będę mu nic utrudniać -  wzdycham cicho, sama nie jestem pewna do końca tego czego chcę.
-On powinien znaleźć sobie jakąś dziewczynę i zapomnieć o tobie, mała -  dodaje zadowolony, moje słowa chyba go uspokoiły. Serce mnie boli na myśl, jak on musi się czuć na co dzień wiedząc o tym, co łączyło nas z Erickiem, i jakie to wszystko jest popieprzone.
-Macie przecież takie dobre relacje, porozmawiaj z nim o tym -  odpowiadam, ale on chyba nie wyczuł chyba ironii w moim głosie.
-A co ja mam mu doradzać? On doskonale wie jak wyrywać laski tyle, że nie chce, bo ciągle ty mu w głowie siedzisz. Erick to najgorętszy facet na tym świecie, może mieć każdą...
-Tia... - prycham pod nosem - A jak twoja nowa pracownica, Lucy? - przypominam sobie w przypływie zazdrości, że Erick miałby kogoś mieć. Wiem, że jestempies ogrodnika. To okropne!
-Dobrze... - odpowiada niepewnie, rzucając mi podejrzliwe spojrzenie.
-Z ogłoszenia ją znalazłeś czy co? - pytam, udając obojętną.
-Nie. Przyszła do sklepu jako klientka i zobaczyła kartkę, że kogoś poszukuję. Zapytała i tak jakoś wyszło... -  słowa „tak jakoś wyszło” najbardziej mnie zaintrygowały, a raczej zaniepokoiły. Po Brayanie chyba wszystkiego mogę się spodziewać -  Ona studiuje fotografie, zna się doskonale na sprzęcie - dodaje, widząc moją minę.
-Aha - bąkam. Mam miliony pytań, nie wiem które z nich powinnam zadać, by nie zabrzmiało to dziwnie.
-Pokazywałem jej twoje zdjęcia, powiedziała, że jesteś bardzo fotogeniczna i masz ciekawą urodę - patrzę na niego z niedowierzaniem. Nie wiem po co to powiedział? Czyżby wyczuwał, że jestem zazdrosna?
-A ona? Jak wygląda? - wtrącam. To pytanie, które chciałam zadać najbardziej na świecie.
-Normalnie - Brayan wzrusza ramionami. Chyba nie zrozumiał, że pytam o opis z dokładnymi szczegółami.
-Normalnie? - unoszę brew -  Co to dla ciebie znaczy normalnie?
-Jest mniej więcej twojego wzrostu, ma jasne długie włosy - Brayan patrzy na mnie coraz bardziej rozbawiony.
-Ładna?
-Kwestia gustu, mała. Na pewno może się podobać - chyba powiedział to specjalnie, bo już wie o co chodzi - Jeśli tak bardzo chcesz mogę ci ją pokazać na facebooku -  dodaje na odczepnego.
-Masz ją w znajomych? - moje oczy robią się jeszcze większe. Brayan ma chyba z tysiąc znajomych z facebooku. Kilka razy namawiał mnie bym także sobie założyła jednak wiem, że dla własnego dobra lepiej tego nie robić. Erick jest tego samego zdania co ja.
-No mam. Meg, o co ci chodzi? Nie mów, że jesteś zazdrosna o mojego pracownika - rzuca mi nagle przeszywające spojrzenie, i akurat w tym momencie słychać potężny huk, a w tle widać błysk zbliżającej się burzy. Piszczę ze strachu. -Chodźmy do domu! - jestem przestraszona, więc pędem wychodzimy z basenu. Po chwili zaczyna kropić, a po kilku minutach już leje. To letnia burza, więc otwieramy drzwi tarasowe a do domu wpada cudowne świeże powietrze. Wycieramy się z wody,  jednak nie przebieramy. Nie muszę się przy nim krępować chodzić w bikini. Wiem, że podoba mu się moje ciało, a ja na niego mogę patrzeć godzinami. Im mniej ma na sobie, tym dla mnie lepiej.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie, Meg - przypomina  Brayan, rozglądając się po salonie.
-Nie jestem zazdrosna, po prostu pytam - kłamię, i nalewam sobie soku pomarańczowego do szklanki.
-Czyli nie byłabyś zła gdybym odwoził ją do domu i pokazał trochę Londyn? – sugeruje, a mi szklanka prawie wypada z dłoni. Cholera! Wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
-Gdybym? - patrzę wkurzona.
-Pytam teoretycznie, gdyby tak było… - Brayan próbuje ukryć rozbawienie.
-Wkurwiłabym się, teoretycznie - odpowiadam szczerze, a jemu mina rzednie.
-Serio?
-Serio, serio! - rzucam mu gniewne spojrzenie, wiem że dokładnie tak było. Ale jestem wściekła!
-Ona mi się nawet nie podoba… -  zaczyna się głupio tłumaczyć i podchodzi do mnie.
-A ty jesteś taki miły, że odwozisz ją do domu i oprowadzasz bezinteresownie po Londynie - warczę.
-No tak.
-Jasne - przeszywam go wzrokiem i odsuwam się.
-Meg no coś ty! - podnosi ton, zdenerwował się moją reakcją.
-Co, coś ty!? Ja tu tęsknię za tobą, a ty bawisz się z Lucy szlajając się z nią po Londynie! - krzyczę odpychając go do siebie, a Brayan staje jak wryty.
-Myślisz, że mógłbym ci znowu to zrobić? - pyta zaskoczony.
-Nie wiem! - warczę i przechodzę obok niego. Chwyta mnie jednak za dłoń i przyciąga do siebie - Puść mnie! - próbuję się od niego oderwać.
-Jesteś w ogromnym błędzie. Powiedziałem, że nigdy, przenigdy to się nie powtórzy. Bardzo mnie boli, że tak we mnie wątpisz - stwierdza poważnym tonem.
-A mnie boli, że co chwila uganiają się za tobą jakieś panny. Jak nie „dawne”.... koleżanki, to nowe pracownice! Musisz zawsze przyciągać do siebie wszystkie kobiety?!
-Nic nie poradzę na to, że jestem taki zajebisty i przystojny -  odpowiada robiąc tą swoją pewną siebie minę, a ja nie potrafię się opanować. Wybucham śmiechem, a on razem ze mną.
-Ale z ciebie czasami zadufany w sobie dupek! - odpowiadam rozbawiona. Czemu nie potrafię się długo na niego gniewać?
-Ten zadufany w sobie dupek cię kocha, wariatko! - klepie mnie w tyłek -  Tak bardzo cię kocha… - szepcze mi do ucha i obejmuje mocno - To bardzo podniecające, że jesteś taka zazdrosna.
-Oczywiście, że jestem - patrzę mu prosto w te piękne oczy.
-Chodź, spożytkujemy to moje podniecenie i twoją zazdrość w łóżku - przygryza moje ucho i ciągnie mnie za sobą na górę. Nie protestuję. Wystarczy jedno jego spojrzenie, a ja od razu mam wielką ochotę na seks. Zaczyna mnie całować już na schodach, a jego jego dłonie już błądzą po moim ciele. 

Wpadamy do sypialni, a potem od razu na łóżko. Brayan nie odrywa swoich ust od moich, całuje mnie tak namiętnie, że odczuwam to aż tam na samym dole. Jest spragniony, a przecież kochaliśmy się niecałe dwie godziny temu. Jednym zgrabnym ruchem palców rozwiązuje mi górę od bikini oraz dół, a sam także pozbywa się swoich kąpielówek.
-Nie zniosłabym gdyby jakaś inna kobieta kiedykolwiek jeszcze cię dotykała...  - szepczę, gdy zaczyna całować mój brzuch.
-Nikt mnie nie dotyka tak jak ty, skarbie… -  Brayan dmucha delikatnie na mokrą ścieżkę śliny po jego języku plamy tuż nad moim pępkiem.
-Och, Brayan… -  jęczę i wyginam plecy w łuk. Czuje, że uśmiecha się lekko i schodzi niżej do moich włosków łonowych. Dobrze, że ostatnio je lekko ogoliłam.
-Jesteś troszkę opuchnięta, nie będziemy cię dziś długo męczyć…-  stwierdza i przeciąga językiem po moich płatkach. Boże! Wsuwa we mnie jeden palec i zaczyna masować. 
Zamykam oczy i próbuję opanować chęć zaciśnięcia nóg. Brayan szybko odnajduje ten cudowny guziczek w środku, i doskonale wie co robi. Mam ochotę krzyczeć, gdy wsuwa we mnie drugi palec i powtarza cały proces. Mruczy przy tym tak seksownie, że kompletnie się zatracam. 


Czuć się kochaną i atrakcyjną przy własnym mężczyźnie, to coś czego pragnie każda kobieta. A ja to mam. Mój mężczyzna... nieziemsko przystojny, szalony i nieokrzesany właśnie robi mi minetkę, a ja czuję się jak królowa tego świata. Gdy jego  język zaczyna dodatkowo stymulować moją łechtaczkę nie wytrzymuję i rozpadam się pod nim na kawałki, zaciskając mocno wokół jego palców. Jęczę, nie mogąc się opanować. Nogi mi drżą, a on nie przestaje  i robi to szybciej i mocniej.
-Proszę… -  kwilę, próbując go do siebie podciągną. Szaleńczo pragnę poczuć go w sobie.
-Nie skarbie, tym razem pobawimy się w ten sposób… -  uśmiecha się złośliwie i blokuje mi dłonie, bym nie łapała go penisa.
-Och... - wzdycham i opadam plecami na poduszkę. Czuję cień zawodu, bo tak bardzo chcę by mnie wypełnił.
-Musimy przystopować, bo przy tym tempie cię zajeżdżę… -  czuję jak uśmiecha się między moimi udami.
-A ty? - próbuję jeszcze jednego sposobu.
-Co ja? - spogląda na mnie, przerywając pieszczoty  językiem.
-Jak ty dojdziesz? - unoszę ciekawa brew.
-Zrobisz mi loda -  te słowa wywołują we mnie praktycznie od razu kolejny orgazm. To było takie bezpośrednie, takie nieprzyzwoite i  seksowne. On chyba też zauważył jak bardzo mnie to podnieciło, bo przyssał się ponownie do mojej łechtaczki i szaleńczym tempem zaczął ją całować, ssać i stymulować. Zauważyłam, że jedną dłonią zaczął pieścić też swojego penisa. To takie... dziwne... ale podniecające. Gdy dochodzę po raz kolejny, Brayan także jest u szczytu wytrzymałości.  Podciąga mnie bym usiadła na brzegu łóżka mimo tego, że przez trzy pod rząd orgazmy kręci mi się w głowie, nie odpuszcza. Staje naprzeciwko mnie ze sterczącym twardym penisem w dłoni i czeka niecierpliwie, aż się za niego zabiorę. Cholera! Tak dawno tego nie robiłam, jemu przecież jeszcze nigdy.
-Musisz mnie trochę pokierować… - szepczę, łapiąc w dłoń jego męskość.
-Nigdy tego nie robiłaś? - pyta zaskoczony i spogląda na mnie łagodnie.
-Bardzo dawno temu.. - odpowiadam speszona. Kurczę! On na pewno spodziewa się tu fajerwerków, a szykuje się jeden wielki niewypał.
-Nie chcesz? - chwyta mnie za brodę, i zmusza bym spojrzała mu w oczy.
-Chyba nie jestem w tym najlepsza… - czuję, że policzki płoną mi ze wstydu. Jestem zażenowana.
-Hej… -  kuca i dotyka delikatnie mojego policzka - Nic nie szkodzi, nadrobimy to. Mamy całe życie moja ty śliczna przyszła żono.
-Kocham cię - chwytam jego piękną twarz w dłonie i całuje namiętnie w usta. Opadamy razem na łóżko, a Brayan wsuwa się we mnie delikatnie. O Boże! Zamykam oczy i odchylam głowę, dokładnie tego potrzebuję.


-Och Meg! - Brayan jęczy i zaczyna się poruszać - Jesteś taka wąska, taka wilgotna. Uwielbiam cię pieprzyć… -  dodaje i ściska mocno moje biodro, by wbić się głębiej i mocniej.
-Achh! - chwytam go za pośladki i dopasowuje do rytmu. Wypełnia mnie raz za razem. Jest taki podniecony, że nie muszę długo czekać na jego spełnienie. Gdy całuje go w usta, on zastyga i wylewa się we mnie cały. Drży i jęczy moje imię. Opada obok  i wysuwa się ze mnie delikatnie.
-Nadrabiasz swoją cipką wszystkie lody, kochanie -  mówi i uśmiecha się do mnie słodko.
-Oj, Brayan -  zakrywam mu oczy dłonią, bo się zawstydziłam.
-Jestem przekonamy, że te słodkie namiętne usta potrafią tak ssać, że kiedyś odlecę w kosmos -  kontynuuje dalej swój ciekawy wywód.
-Przestań już! - zaczynam chichotać, dlaczego takie tematy zawsze mnie peszą?

Za oknem rozpętała się straszna burza, grzmi, błyska i leje. W domu co chwile brak prądu, a na zewnątrz zrobiło się momentalnie ciemno, mimo, że jest dopiero ósma wieczorem. Zerkam na telefon i widzę esemesa od Ericka, że dojechali do jego mamy. Odpisuję, że u nas leje i grzmi i żeby ucałował ode mnie Adamam oraz pozdrowił rodzi

Oprowadzam Brayana po reszcie domu. Na widok siłowni, sali kinowej i sauny w piwnicy mało nie oszalał ze szczęścia. Od razu snuje plany, że u nas w domu też trzeba to zrobić. Chyba nie ma świadomości ile to wszystko kosztuje. Wiem, że jego sklep dobrze sobie radzi, a na moim koncie odkładają się pieniądze z wpływów z kawiarni, jednak mimo to na pewno nas na to nie stać. Nie będę jednak na razie poruszać tego tematu. Przed nami teraz wiele obowiązków i rozmów. Musimy znaleźć jakiś złoty środek na to wszystko. Trochę przeraża mnie fakt, że ta batalia nie będzie łatwa. Samo ustalenie sensownego terminu zaręczyn, a potem ślubu... w Londynie czy w Nowym Jorku. To wszystko na pewno będzie jedną wielką awanturą. Moja mama nie odpuści, Brayana zapewne też. Fakt iż mój przyszły narzeczony wybrał mojego byłego narzeczonego na świadka, też nie jest pocieszający. Głowa mi od tego pęknie!

Resztę wieczoru spędzamy leżąc w szlafrokach na kanapach przed telewizorem i kominkiem. Temperatura gwałtownie spadła i zrobiło się nawet dość chłodno. Lodówka jest pełna jedzenia, więc co chwila do niej zaglądamy. Lekarz kazał mi przytyć kilka kilogramów mogę sobie pofolgować. Wczorajszy dzień spędziłam w garach, gotując i piekąc dla nas te wszystkie pyszności: lasagne, mnóstwo sałatek i ciasto czekoladowe.
-Za samo to jedzenie należy się z tobą ożenić, Meg...  - stwierdza Brayan, z buzią pełną makaronu z tuńczykiem.
-Gdy już będę kiedyś twoją żoną, obiecuję robić ci codziennie rano kanapki do pracy… -  uśmiecham się szczerząc zęby. Mam doskonały humor.
-Trzymam cię za słowo, ale gdy już będę tak naprawdę sam sobie szefem, to nie będę musiał do niej chodzić -  Brayan wyciąga się wygodnie na fotelu i poklepuje wymownie po brzuchu.
-Przecież jesteś sam sobie szefem, masz własny sklep i pracownicę... - wywracam oczami - Która dla ciebie pracuje - dodaję z ironią.
-Myślę nad czymś nowym. Mam nawet plan, ale nie chcę na razie nic zdradzać - odpowiada tak tajemniczo, że zaintrygował od razu. Wskakuję mu na kolana i podejmuję próbę wydobycia z niego informacji.
-Chcesz otworzyć drugi sklep?
-Nawet nie próbuj. Nic ci nie powiem! - śmieje się i próbuje mnie zbyć.
-No weź! Przecież wiesz jaka jestem niecierpliwa - podskakuję, obijając pupą o jego uda.
-Nie chcę zapeszać mała, a ty dowiesz się w swoim czasie - nie ulega. Cholera!
-Twoja mama pewnie wie! - próbuję z innej strony.
-Nie przeginaj, Meg! To nie fer! - rzuca mi przeszywające spojrzenie.
-Nie mogę zrozumieć tej waszej relacji... - drapię się po głowie - Znaczy fajnie, że się rozumiecie, że macie taki kontakt, ale to trochę dziwne.
-Dlaczego? - unosi brew i chwyta mnie za pośladki.
-No wiesz, ja nie mówię wszystkiego moim rodzicom - wzruszam ramionami.
-Bo ty ogólnie niewiele mówiłaś....swego czasu....nie tylko im… - odpowiada złośliwie i śmieje się głupio. Rzucam mu gniewne spojrzenie, i chcę zejść z jego kolan - No daj spokój! Tylko żartowałem! - chwyta mnie i nie daje zejść.
-Jasne! Puść mnie, bo muszę do łazienki! - łapie jego dłonie, która trzyma kurczowo na moich biodrach, i próbuję poluzować jego uścisk.
-No nie złość się, proszę. Nie psuj tego wieczoru - patrzy na mnie błagalnie.
-Przecież ja zawsze wszystko psuje... - rzucam złośliwie. Brayan puszcza mnie, a ja idę pędem do łazienki. Jest mi strasznie przykro, bardzo, bardzo przykro. Doskonale wie co wtedy przeżywałam. Wiem, że fakt iż ukrywałam ciążę przed Erickiem i w ogóle, że wszystkich okłamywałam, nie jest dobry, ale nie powinien mi tego wypominać. Sam do cholery nie jest idealny. Siadam na kibelku i rozmyślam chwilę. Czuję też, że wszystko szczypie mnie tam na dole. Krzywię się. Chyba naprawdę przegięliśmy z tym bzykaniem. W dodatku widząc na łazienkowej szafce paczkę pampersów i zasypkę Adama, chce mi się płakać. Nie widziałam go tylko kilka godzin, a już za nim tęsknię. Od razu myślę też o tym jak Brayan radzi sobie z tym, że widuje Vincenta tylko raz na jakiś czas. To musi być dla niego ogromnie trudne. Teraz przecież jest tutaj, nie będzie go widział pewnie kilka tygodni albo i dłużej. Jak to wszystko pogodzić? Nie mam pojęcia. Wstaję z kibelka i w chwili gdy spuszczam wodę, w całym domu robi się ciemno. Jezu!
-Brayan! - wołam przerażona, a on od razu do mnie przybiega.
-Jestem, skarbie. Jestem! - odnajduje mnie w ciemności i przytula mocno do siebie.
-Przepraszam... -  mówimy w tym samym momencie.
-Oj mała, co ty ze mną wyprawiasz? - Brayan wzdycha, a następnie wychodzimy z łazienki. Idę do zachowanka za kuchnią po świeczki, i zapalamy je w całej kuchni oraz salonie. Już kiedyś też nie było światła w czasie burzy  i to przez całą noc. Pamiętam, że tamtym razem Gordon czuwał przy mnie, bo Erick został uziemiony w Nowym Jorku.
-Romantyczny wieczór przy świecach - mruczę, tuląc się do Brayana na kanapie.
-W sumie powinienem coś takiego zaplanować. Powiedzmy, że tak miało być - iśmiecha się i całuje mnie w kolano.
-Jak radzisz sobie z tęsknotą za Vinem? - pytam cicho.
-Teraz gdy wiem, że będę w ogóle go widywać jest mi łatwiej. Wiem, że mogę w każdym momencie zadzwonić, pojechać tam i spotkać się z nim - odpowiada spokojnie.
-Bo ja już tęsknie za Adamem - próbuję powstrzymać łzy.
-Wiem Meg, wiem -  zakłada mi kosmyk włosów za ucho - Jesteś cudowną matką, będziemy fajną... choć niestandardową rodziną.
-No to na pewno -  uśmiecham się, gdy łza spływa mi po policzku.
-A ja tak serio mówiłem, że chciałbym mieć z tobą dziecko… -  wypala nagle, a ja robię wielkie oczy.
-Przerażasz mnie czasami! -  odpowiadam poważnie.
-Nie chcesz mieć więcej dzieci? - pyta, jest naprawdę zaskoczony.
-Chryste, Brayan! - podsuwam się - Dopiero co w moim życiu pojawił się Adam! Daj mi trochę odetchnąć - staram się być delikatna i spokojna, ale to trudne.
-Ale nie wykluczasz tego? - robi tą swoją słodką minę.
-Nie myślę o tym. Idziemy spać?
-Oj, mała – wzdycha -  Idziemy, idziemy - uśmiecha się i wstaje z kanapy, pociągając mnie za sobą. Bierzemy jedną świeczkę  do sypialni, gasząc przed tym wszystkie inne. Światła dalej nie ma i pewnie włączą je dopiero rano.
-Trzeba zmienić pościel -  przypominam sobie, dostrzegając lekko zakrwawione prześcieradło i pościel całą wymiętą i lepką od naszego potu, moich soków i jego spermy.
-Jutro to zrobimy - odpowiada zwalając całą pościel na podłogę - Wystarczy jakiś koc.
-I za to cię kocham -   idę do szafki obok łazienki na piętrze, wiem, że Flora trzyma tam te wszystkie rzeczy. Biorę jeden koc i wracam do pokoju. Brayan siedzi na łóżku z telefonem w ręku i pisze wiadomość. Rzucam w niego kocem zakrywając jego głowę, i wchodzę na niego obejmując od tyłu za szyję.
-Udusisz mnie! - chwyta mnie i nie wiem jak, ale przerzuca mnie nad sobą tak, że siedzę na jego kolanach. Piszczę zaskoczona.
-Z kim piszesz? - pytam, zerkając na jego wibrujący od przychodzącej wiadomości telefon.
-Odpisuje Lucy na maila. Ma problem z fakturami od dostawcy - odpowiada biorąc do z powrotem do ręki i pisze kolejną wiadomość.
-Pokażesz mi ją na tym facebooku? - obejmuję go za szyję, i patrzę bezczelnie na to co pisze. Rany! Ale ze mnie zazdrośnica!
-Jasne -  Brayan kończy pisać maila i wchodzi zz telefonu na jej profil. Przełykam ślinę, gdy na zdjęciu profilowym widzę śliczną drobną blondynkę, o długich włosach i wielkich brązowych oczach. Ma mnóstwo profesjonalnych zdjęć, swoich i różnych innych. Zwiedziła chyba kawał świata i jest młodsza ode mnie. Pewnie mniej więcej w wieku Alex. Ma piękny uśmiech i wygląda sympatycznie, ale nie uspokaja mnie to. Wręcz przeciwnie.
-Ładna… - stwierdzam, by cokolwiek powiedzieć.
-Nie zaczynaj znowu -  Brayan odpowiada zirytowany - To tylko mój pracownik.
-Chodźmy już spać - próbuję o tym nie myśleć i kładę się. Brayan otula mnie swoimi ramionami i całuje za uchem.
-Dobranoc, mała.
-Dobranoc, kochanie  - uśmiecham się lekko i przykładam głowę do poduszki. Tak mi dobrze. Oj tak mi dobrze.

14 komentarzy:

  1. Kasia rozdział świetny :) a te filmiki, które dodajesz są mega :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie idzie to w stronę tego czego bym oczekiwała niestety, nie ufam Brayanowi. Erick jest tym jedynym

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm i po raz kolejny mam mętlik w głowie, co ja mam o tym wszystkim myśleć??? A tak ogólnie super jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brayan, ogarnij się chopie

    OdpowiedzUsuń
  5. Na jakim etapie opowiadania jestesmy ? Czy to juz koncowka? A moze dopiero sie rozkrecamy? No i kiedy kolejny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozkręcamy się :) Postaram się dodać kolejny rozdział jak najszybciej, ale trudno mi określić kiedy. Na pewno w tym tygodniu.

      Usuń
    2. I co z tym rozdzialem ? :)

      Usuń
    3. I co z tym rozdzialem ? :)

      Usuń
  6. Na jakim etapie opowiadania jestesmy ? Czy to juz koncowka? A moze dopiero sie rozkrecamy? No i kiedy kolejny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
  7. palant,palant,palant a ona naiwna jak dziecko, kwestia czasu az bzyknie Lucy

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię czytać rozdziałów,w których jest za dużo Brayana i tylko je tak pobierznie czytam 😉
    Czekam na moment gdzie Meg wróci do Eryka i bedzie jak powinno być od początku 😊

    OdpowiedzUsuń
  9. Zła jestem że Meg tak łatwo wybaczyła mu zdradę. Albo jest taka naiwna albo na prawdę nie kocha już Erica?! Dla mnie B jest jakoś podejrzany i tyle...

    OdpowiedzUsuń