Premiera już w lipcu!

wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 117


-Dzięki, że poczekałyście! - patrzę na mamę i Kim, które już zajadają się w najlepsze.
-Od rana nie miałam nic w ustach, a ty sobie pogaduszki z kelnerem urządziłaś! - mierzy mnie wzrokiem moja głodna jak wilk siostra.
-Dobra, już dobra. Smacznego! - wymuszam uśmiech i dołączam do nich. Jedzenie jest pyszne, ale Mark co chwila zerka w moją stronę. Chce mi się śmiać. Przypominam sobie, że mieszkał w akademiku piętro niżej i że kiedyś na jednej z imprez, wysadzili z kolegami kibel, zalewając prawie całe piętro.  Byliśmy też kilka razy u wspólnych znajomych ze studiów i nawet zdarzyło nam się zatańczyć raz czy dwa. Gdy podchodzi do stolika, by zebrać talerze, nie może opanować uśmiechu. Moja mama i Kim kompletnie nie wiedzą o co chodzi.
-Śliczna ta mała! -  Mark pozwala sobie na nieprofesjonalny komentarz, spoglądając na Evę.
-Dziękuję, ale ona tylko wygląda jak anioł  -  odpowiada Kim, która ma chyba dość dzisiejszego dnia.
-To moja chrześnica Mark, a to mama i siostra -  przedstawiam ich sobie z grzeczności. 
-Miło mi panie poznać! - Mark całuje moją mamę w dłoń, a następnie robi to samo z dłonią Kim. Taki z niego dżentelmen? Jakoś inaczej go zapamiętałam.
-Znacie się? - moja siostra rzuca mi dziwne spojrzenie.
-Studiowaliśmy razem i pracowaliśmy kilka razy na bankietach -  odpowiadam i podaję Markowi moją kartę płatniczą.
-Nie córeczko, ja płacę - wtrąca moja mama.
-Nie mamo! Ja was dziś wyciągnęłam na te durne zakupy więc pozwól, że chociaż tak się odwdzięczę - chwytam jej dłoń, która trzyma w ręku gotówkę.
-Ale macie teraz tyle wydatków. Ślub, wesele, dzieciaki... - mam jak zwykle próbuje negocjować. Zerkam na Marka, który na dźwięk słowa dzieciaki zrobił dziwną minę.
-Oj daj spokój, mamo! - wciskam mu kartę do ręki -  Daj panu napiwek i będziemy kwita - uśmiecham się szeroko do wszystkich. Mama wsuwa pięćdziesiąt dolarów za kieszeń fartucha Marka i również się uśmiecha. Cholera! Ona chyba flirtuje z moim kolegą, a ja prawie parskam śmiechem. Kim wstaje i bierze małą na ręce. Jest głodna i zła, więc daje nam nieźle popalić. Dziewczyny idą do samochodu, a mnie w progu restauracji zatrzymuje Mark.
-To może jutro? - podejmuje kolejną próbę wyciągnięcia mnie na drinka.
-Mark, naprawdę nie dam rady. Sam słyszałeś, ślub, wesele, dzieci... sporo tego -  odpowiadam spokojnie.
-Rozumiem. Jak byś zmieniła zdanie zadzwoń! - uśmiecha się i podaje mi karteczkę z numerem telefonu.
-Jasne -  chwytam ją i wkładam do torebki, choć nie mam zamiaru zadzwonić. Nigdy.
-To w takim razie do zobaczenia, Megan - odwracam się i uśmiecham, nic nie odpowiadając. Czuję jednak jak odprowadza mnie wzrokiem aż na ulicę, a tu od razu uderza we mnie żar upalnego sierpniowego powietrza. Nasze samochody zaparkowane są kilka przecznic stąd, więc musimy dojść spory kawałek. Dziewczyny przyjechały razem, a ja bmw Ericka. Gdy po dwudziestu minutach docieramy do aut, jestem cała mokra od potu.
-To co, jutro jedziemy do innego salonu? - pyta mama, gdy otwieram sobie drzwi.
-Nie mamo, nie mam na to siły - patrzę błagalnie, by nie nalegała.
-No dobrze nie będę cię męczyć córciu. A jak Brayan? Znalazł smoking?
-Na szczęście tak. Chociaż on będzie miał w czym iść do ołtarza - wywracam oczami.
-Na pewno znajdziesz sukienkę -  pociesza mnie, gładząc mój policzek.
-A jak nie, to pójdziesz w mojej! -  wtrąca moja zmęczona siostra - Jedźmy już, błagam - wsadza Evę do fotelika na tylnym siedzeniu ich hondy. Żegnam się z nimi i obcałowuje małą ze wszystkich stron. Tylko przy mnie jest w miarę spokojna i nie krzyczy. Adam cały dzień spędził dziś z Brayanem i Erickiem i już się za nim stęskniłam. Macham mamie i Kim, po czym odjeżdżam szybko z parkingu. Włączam radio i kieruję się na autostradę do Jersey. Otwarty dach przy takim upale nie jest wcale fajną sprawą. Klimatyzacji prawie nie czuję, a w głowę pali mnie słońce. Znajduję w schowku czapkę z daszkiem Ericka, więc zakładam ją, bo nie mam nic innego. Spoglądam w lusterko. Wyglądam dość zabawnie. Uśmiecham się, bo na mojej skórze praktycznie już nie widać śladów i blizn. Jak to mówią, do wesela się zagoi. Jestem też lekko opalona, a to dodatkowo je maskuje. Jeżdżąc sama pozwalam sobie na szybką jazdę. Brayan nauczył się od Ericka przypominania mi na każdym kroku o bezpieczeństwie i rozsądku na drodze. Dociskam gaz i mknę autostradą prosto do Jersey. Zawsze lubiłam szybko jeździć, zdecydowanie mnie to odpręża. Zajeżdżam na stację benzynową, by zatankować i przy okazji kupuję sobie mrożoną kawę. Zapominam zapiąć pas i niestety przed samym Jersey zatrzymuje mnie policja. Cholera!
-Gdzie się pani tak śpieszy? - pyta pan policjant, podchodząc do samochodu. Spoglądam na niego i uśmiecham się szeroko.
-Do domu, panie władzo.
-To proszę wolniej i w pasach, bo któregoś razu pani nie dojedzie, panno... - spogląda na moje prawo jazdy -  Donell.
-Obejdzie się bez mandatu? - patrzę błagalnie - Mój przyszły mąż mnie zabije, gdy dostanę mandat -  próbuję być zabawna. 
-Wolałbym nie jeździć na interwencje do awantury rodzinnej, więc tym razem panią puszczę -  mężczyzna uśmiecha się i przygląda moim dokumentom.
-Coś nie tak?
-Jest pani zameldowana w posiadłości pana Ericka Evansa - odpowiada, patrząc na mnie dziwnie.
-No tak, mieszkam tam - odpowiadam, ale nie wiem co to ma do rzeczy? Policjant wypisuje mi na szczęście tylko pouczenie i puszcza mnie. Zapinam pas i dojeżdżam powoli do domu. Widzę zaparkowanego Bentleya i wiem, że chłopaki już wrócili. Wysiadam i zabieram z tylnego siedzenia torby z zakupami. Przed przymiarkami sukni byłam w sklepie dla dzieci i kupiłam Adamowi kilka body i słodkie sportowe buty. Wchodzę do domu. Erick siedzi z laptopem na kolanach w salonie, a Brayan podobnie tyle, że w kuchni przy wyspie. Flora bawi się z Adamem w ogrodzie. Obaj podnoszą na mnie wzrok w tym samym momencie.
-Zatrzymała cię policja. Jechałaś bez pasów prawie sto sześćdziesiąt kilometrów na godzinę! - odzywa się pretensjonalnym tonem Brayan. O Chryste! Skąd oni wiedzą?
-Rany no, zapomniałam się na chwilę. Nic się przecież nie stało - wywracam oczami i stawiam zakupy na  stole - Zobacz co kupiłam - próbuję zmienić temat.
-Prosiłem byś uważała. Czy to tak dużo?! - warczy na mnie, chyba naprawdę jest zły. Dziwi mnie, że Erick się nie odzywa. Zawsze to on dawał mi reprymendy w takich sprawach.
-Nie przesadzaj, sama jeździsz na ścigaczu, a to bardziej niebezpieczne.
-Nie odwracaj kota ogonem, Meg. Jestem na ciebie bardzo zły! - Brayan rzuca mi gniewne spojrzenie i nie daje się objąć.
-Ok! - podnoszę ręce w geście kapitulacji - Jak chcesz - dodaję i wychodzę na taras, by przywitać się z Florą i moim słodkim synem. Odkąd wróciła bardzo mi pomaga, a Adam zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Przypominam sobie nagle, że mówiła mi, iż jej córka projektuje suknie ślubne. Może ona mogłaby mi uszyć moją? Zagaduję od razu, a Flora oczywiście mówi, że nie ma problemu ale, że zostało niewiele czasu i muszę się pośpieszyć. Daje mi jej numer więc dzwonię w tej samej chwili.  Jej córka akurat jest w New Jersey na wakacjach z dzieciakami, więc jeden problem mamy z głowy. Umawiam się z nią na jutro, by przyjechała i zdjęła ze mnie miarę oraz zaproponowała kilka opcji. Jestem zadowolona i przestaje się tym przejmować. Na pewno coś dla mnie wymyśli i będę wyglądała ładnie.
-Pomożesz mi wybrać kwiaty na ceremonię? - pytam  Brayana wracając do kuchni. On jednak nadal się na mnie złości.
-Kiedy? - niechętnie podnosi wzrok znad laptopa.
-Możemy teraz. Mam próbki w samochodzie - podchodzę do niego i obejmuje od tyłu.
-Nie mogę teraz, mam trochę spraw -  odpowiada, nawet nie zwracając na mnie uwagi. Zaglądam nu przez ramię i widzę, że faktycznie coś oblicza, analizuje. Nadal nie wiem co to za plan z tym jego biznesem, ale to pewnie o to chodzi.
-To ja idę popływać - całuję go w policzek i idę do naszej sypialni, by się przebrać. Zakładam bikini i owijam się pereo. Mam ochotę na kąpiel w oceanie. Zostawiam telefon i dokumenty w domu i idę spacerkiem na plażę. Jest wieczór, ale nadal jest gorąco. Rozkładam ręcznik i wbiegam do wody. 


Tego mi było potrzeba przez cały dzień. Pływam sobie wzdłuż linii brzegowej w tą i z powrotem, i całkowicie się relaksuję. Po dłuższej chwili wychodzę z wody i kładę się na ręczniku. Słońce ogrzewa moją skórę i pieści ją swoimi promieniami. Zamykam oczy i nie myślę o niczym. Tak mi dobrze.
-Meg! - słyszę nagle wołanie Ericka. Cholera! A on tu czego? Też mi będzie prawił kazania?
-Tutaj jestem - unoszę nad siebie dłoń, by mnie zauważył. Nie mija chwila i już jest obok mnie.
-Mówiłaś, że idziesz popływać -  siada obok mnie na ciepłym piasku. Spoglądam na niego. Ma na sobie krótkie jeansowe spodenki i koszulkę bez rękawów.
-Pływałam, teraz się opalam - odpowiadam beznamiętnie.
-Trzeba było powiedzieć, że idziesz nad ocean, a nie na basen. Szukałem cię - mówi spokojnie i bez jakiś wielkich pretensji.
-Ok – wzdycham -  Po co mnie szukałeś?
-Brayan bardzo się zdenerwował, gdy mu powiedziałem, że cię złapali.
-Zauważyłam, zamienia się w ciebie -  burczę z ironią.
-To źle? - Erick unosi brew, a ja zaczynam się szyderczo śmiać.
-A jak myślisz?
-Rozumiem - odpowiada dotyka palcami swoich ust - Nie udało ci się dziś wybrać sukni? - nagle zmienia temat.
-Niestety nie - kładę się na bok i patrzę na niego - Ale jutro przyjedzie córka Flory, i może ona zaprojektuje i uszyje mi sukienkę moich marzeń - uśmiecham się na tę myśl.
-Wiesz chociaż jak ma wyglądać? - pyta, jest ewidentnie zainteresowany.
-Nie mam pojęcia, ale jak ją zobaczę będę, to wiedziała, że to właśnie ta - kiwam głową sama siebie zapewniając, że tak właśnie będzie.
-We wszystkim będziesz ślicznie wyglądała, Meg -  Erick zdejmuje koszulkę i kładzie ją obok -  Ale dziś gorąco... - dodaje, a ja staram się nie patrzeć na jego ciało.
-Będziesz sam czy z osobą towarzyszącą? - pytam ciekawa.
-Jeszcze nie wiem? Powiem ci jak tylko się zdecyduję - odpowiada tajemniczo.
-Chciałabym byś z kimś przyszedł, byłoby fajnie - próbuję go podpuścić.
-Mam kogoś na oku. Daj mi kilka dni, to będę wiedział na pewno - odpowiada i dotyka mojego ramienia -  Posmaruj się czymś, bo się spieczesz i skóra ci zejdzie - dodaje troskliwie.
-W sumie to możemy wracać, chyba, że chcesz się wykąpać? - siadam, i patrzę na niego badawczo.
-Jeśli popływasz ze mną - proponuje i nagle zdejmuje spodenki, ma pod nimi kąpielówki. O rany! Jego ciało zawsze będzie na mnie działać w ten dziwny sposób.
-Jasne! - wstaję z entuzjazmem i biegnę szybko do wody. Erick wbiega zaraz za mną, a spora fala zalewa nas i moczy aż po głowy.
 -Tak rzadko to robię. Powinienem przychodzić tu zawsze, gdy jest okazja! -  stwierdza podpływając do mnie blisko.
-Dużo pracujesz, powinieneś znaleźć czas na relaks. Ostatnio żyjesz tylko pracą i Adamem -  obejmuję go delikatnie pod wodą, by fala mnie nie zniosła.
-Moje życie zawsze tak wyglądało. Praca była najważniejsza dopóki nie poznałem ciebie, a teraz mam Adama - patrzy mi prosto w oczy, a ja nie mam pojęcia co powie dalej -  Jest dobrze, Meg. Jest dobrze - dodaje i uśmiecha się lekko. Ja również się uśmiecham, bo widzę, że Erick się zmienia. Jest spokojniejszy i szczęśliwszy. To naprawdę widać.
-Co byś chciał dostać od swojej przyszłej żony z okazji ślubu? - pytam ciekawa, bo od kilku dni rozmyślam co mogę podarować Branowi i kompletnie nie mam pomysłu.
-Chcesz mu kupić prezent? - unosi zaskoczony brew. Podpływamy bliżej brzegu, by czuć grunt pod nogami.
-Tak, chciałabym. To zły pomysł?
-Cholera, ale z tego Brayana szczęściarz. Nie dość, że będziesz jego żoną, to jeszcze chcesz mu dodatkowo zrobić prezent! -  odpowiada. Jest rozbawiony. 
-No widzisz - spoglądam na niego - Gdyby niektóre sprawy potoczyły się inaczej, to pewnie my byśmy byli już małżeństwem - dodaję bez namysłu.Nie wiem dlaczego to powiedziałam? Nie chcę go urazić.
-Pewnie tak... -  wyraz twarzy Ericka od razu mu się zmienia. Nadal się uśmiecha, ale nie widać tego w jego oczach - Ale mamy wspaniałego, zdrowego syna. Zawsze będziemy ze sobą związani -  dodaje i obejmuje mnie pod wodą. Przyciąga do siebie.
-Chociaż to nam wyszło - uśmiecham się i odruchowo przygryzam wargę. Jego bliskość mnie paraliżuje. Lubię gdy mnie dotyka, ale nie powinien tego robić.
-Nie tylko to. Mimo tego wszystkiego ciesze się, że cię poznałem, bo odmieniłaś moje życie. Dałaś wszystko co najlepsze i jestem ci za to ogromnie wdzięczny, Meg. Jesteś cudem...moim cudem -  rumienię się, a on nagle nachyla się i całuje mnie w usta. Delikatnie i czule. Nie nachalnie. Zaskakuje mnie tym, ale nie odsuwam się. Za każdym razem, gdy tak mnie traktuje mam poczucie, że po prostu jestem mu to winna.
Jego dłoń sunie do mojej szyi, a on obejmuje mnie mocniej. Och, nie. Nie możemy posunąć się za daleko. Nurkuję nagle pod wodę, by uciec od niego. Zrobiło mi się głupio i niezręcznie. Wypływam kilka metrów dalej, a Erick unosi pytająco dłonie nad wodą.
-Wracajmy! - krzyczę i wychodzę na brzeg. Nie wycieram się nawet, bo jest zbyt gorąco.
-Zawsze to robisz - stwierdza, doganiając mnie na plaży.
-Co? - patrzę na niego pytająco.
-Uciekasz jak ci niewygodnie - uśmiecha się nagle i daje mi mocnego klapsa w tyłek.
-Ała! - piszczę zaskoczona. Spoglądam na swój pośladek, który jest czerwony i odbiła się na nim dłoń Ericka- A to za co? - próbuję się nie roześmiać. Wiem, że nie zrobił tego po złości, ale co w niego wstąpiło?
-A tak jakoś, nie mogłem się powstrzymać! -  mruczy i patrzy na mnie tym swoim wzrokiem.
-Rozumiem, że Brayan zamienia się w ciebie, ale błagam ty nie zamieniaj się w niego, bo zwariuję z wami! - odpowiadam i oboje zaczynamy się śmiać.
-Mógłbym się od niego nauczyć jak podrywać kobiety. Jest tym dobry! - kiwa głową jakby robiło to na nim wrażenie.
-Nie sądzę, by tobie czegoś brakowało. Spójrz na siebie...
-Ale on jest wtedy taki wyluzowany i stawia sprawę jasno, bez gierek i to jest fajne. Kobiety to lubią...
-Specyficzne kobiety... - wywracam oczami, a on znowu się śmieje.
-No fakt, raczej nie takie, które można przedstawić mamie na niedzielnym obiadku.
-No właśnie. Oboje wiemy jaki był, ale ty wcale nie jesteś od niego lepszy! - ganię go wzrokiem.
-Ja to robiłem zawodowo! - wypala głupio i śmieje się w głos.
-Erick! - ganię go - Ciebie to bawi?! - piszczę zaskoczona.
-Mam do tego dystans - odpowiada już poważnie.
-Tak to sobie możesz mówić do Brayana, ja mam do tego inne podejście!
-Przepraszam. Zapomniałem, że to dla ciebie było dość trudne -  obejmuje mnie i wiem, że mówi szczerze.
-Nie gniewam się - uśmiecham się i idę specjalnie tak, byśmy przeszli obok basenu. Gdy wchodzimy na kamienne płytki, popycham Ericka wprost do wody. Wpada do niej, z impetem rozbryzgując wodę. Wypływa po chwili i patrzy na mnie.
-Ty małpo! - krzyczy rozbawiony i chlapie w moją stronę - Zadarłaś nie z tym co potrzeba kobieto! Strzeż się! - dodaje i zgrabnie wyskakuje z basenu. Piszczę i uciekam do domu. Wiem, że to tylko zabawa, ale nie chce by zemścił się w ten sam sposób. Wpadam do środka, a Brayan patrzy na mnie dziwnie.
-Co wy robicie? - pyta ostro. Chryste, nadal jest zły.
-Co cie dziś ugryzło? Miałeś taki dobry humor jak rozmawialiśmy przez telefon - podchodzę do niego i próbuję porozmawiać.
-Nie możesz być taka bezmyślna Meg, zapinaj pasy i jeździj wolno. Nie chcę by coś ci się stało! -  w końcu mnie obejmuje i przysuwa blisko siebie.
-Dobrze, skarbie! - robię swoją słodką minkę i od razu wiem, że jest cały mój.
-Oj Meg, Meg... - mruczy i całuje mnie namiętnie  - O tak! Tego mi było trzeba - obejmuję go mocniej i zatracam się w tym pocałunku Jego usta są takie miękkie, tak cudownie delikatne, a zarazem gwałtowne. Naszą chwilę intymności przerywa przemoczony Erick, który właśnie wszedł do domu - A tobie co? - pyta Brayan. 
-Twoja kobieta wrzuciła mnie bezczelni i podstępem do basenu. Ostrzegam, że nie ujdzie jej to na sucho - odpowiada poważnie choć wiem, że próbuje ukryć rozbawienie.
-Jestem niewinna. Sam się poślizgnął! - śmieje się w głoś i wtulam w ramiona Brayana.
-Nie wtrącam się! To wasza wojna! - on również jest rozbawiony i podaje Erickowi ręcznik. 

Resztę dnia spędzamy razem. Flora pojechała do domu do swojej córki i wnuków i mają przyjechać tutaj jutro. Adam ma już prawie siedem miesięcy i jest coraz ciekawszy świata. Nie można spuszczać z niego oczu, bo zaczyna raczkować i pełzać po dywanie. Wieczorem po kolacji Brayan mówi, że chce nam coś ogłosić. Już się boje. Przełykam nerwowo ślinę i odkładam sztućce.
-W sumie to chciałem powiedzieć tobie, bo Erick o wszystkim wie - zaczyna niepewnie.
-Oczywiście -  wywracam oczami i patrzę na Ericka, który trzyma na kolanach podskakującego Adama -  Słucham? Co to za genialny pomysł? - dodaję ironicznie.
-Otwieramy razem salon motocyklowy  w Nowym Jorku - odpowiada rozradowany, a ja zamieram.
-Że niby co?! - piszczę, marszcząc brwi - Jak to otwieramy?
-No ja i Erick. Ja znam się na motocyklach, Erick ma pieniądze,więc to pewny interes! - odpowiada jak gdyby nigdy nic.
-Będziesz dla niego pracował? - rzucam im spojrzenie. Jestem zaskoczona i chyba wściekła.
-Będzie właścicielem salonu, ja tylko udziałowcem - wtrąca Erick.
-Przecież nie mamy takich pieniędzy, by coś takiego otworzyć! - próbuję przemówić mu do rozumu. Czy on oszalał?!
-Akurat tu się mylisz. Mamy. Zainwestowałem moje oszczędności na giełdzie, pożyczyłem trochę od taty, plus to co włoży Erick. Jeśli dobrze pójdzie otwarcie odbędzie się niedługo po naszym weselu -  opowiada z taką pasją i ekscytacją, a ja kompletnie tego nie rozumiem. Chryste! Przecież to nie takie proste prowadzić własny salon samochodowy czy motocyklowy. Erick ma od tego ludzi i tylko zbiera kokosy. Czemu mu tego nie odradził?!
-Myślałam, że mamy teraz ważniejsze wydatki. Na przykład wesele o którym właśnie wspomniałeś! -  syczę wściekła.
-Starczy nam na wszystko, obiecuję. Niczego ci nie zabraknie skarbie. A ja robię to dla ciebie, dla nas -  Brayan podchodzi i obejmuje mnie mocno.  Czuję jak wali mu serce i mogę się tylko domyślić jak denerwował się, by mi o tym powiedzieć. Zapewne spodziewał się takiej reakcji.
-Czyli mam rozumieć, że zostajemy w Nowym Jorku, tak? - pytam wprost.
-Nie na stałe, będziemy część roku spędzać tutaj, a część w Londynie - odpowiada spokojnie i gładzi lekko moje plecy. On już wszystko zaplanował, a ja najwidoczniej nie mam nic do powiedzenia.
-Zwariuję z wami, naprawdę! - spoglądam na niego i uśmiecham się delikatnie. Jak zwykle nie potrafię się na niego gniewać -  Chcesz trafić na listę Forbsa? - dodaję złośliwie.
-Dlaczego nie? Jeśli mierzyć to wysoko! - Brayan puszcza oczko do Ericka, a on patrzy na nas rozbawiony.
-Przy odrobinie szczęścia i mojej pomocy, to całkiem możliwe – dodaje Erick. Dzwoni też jego komórka, więc wsadza Adama do fotelika i idzie do gabinetu, by odebrać. Nie ma go już dłuższą chwilę. 
-Podobno jest możliwość, że przyjdzie z kimś na wesele - mówię cicho do Brayana.
-No właśnie wiem. Opowiadał mi o jakiejś dziewczynie, poznał ją jakiś czas temu na bankiecie jego firmy - on odd razu podłapuje temat.
-Wiesz kto to jest? - siadam mu na kolana i wyczekuję z zainteresowaniem. No jestem ciekawa i nic na to nie poradzę.
-Wiem, że ma na imię Anastasia i nic więcej. Nawet się nie chciał zdradzić jak wygląda -  szeptamy między sobą jak dwoje spiskowców. Ściska mnie w żołądku, bo wyobrażam sobie jedynie, że to na pewno jakaś piękna kobieta, ale chcę by był szczęśliwy. Naprawdę chcę.
-Może poznamy ją wcześniej? Fajnie by było gdyby w końcu kogoś miał -  wzdycham z ulgą ale czuję też tą dziwną zazdrość. Erick przecież nigdy nie będzie mi obojętny.
-I tak jest już lepiej. Ostatnio co nie było go dwie noce pod rząd, to mi się potem wygadał, że zaszalał z jakąś laską... - Brayan dodaje cicho, a mnie ściska w sercu. Rany! Muszę to jakoś kontrolować.
-To dobrze - przełykam ślinę i wymuszam uśmiech.
-Macie już z Alex plany na twój panieński? - Brayan zmienia nagle temat.
-Nie myślałam o tym w ogóle,  bo Alex chyba nie będzie miała czasu tego zorganizować -  wzruszam ramionami -  A wy?
-Lecimy do Vegas na męski weekend -  odpowiada jak gdyby nigdy nic.
-Super -  znowu wymuszam uśmiech, bo z Vegas akurat mam złe wspomnienia.
-Ale spokojnie, powiedziałam, że nie chcę żadnych striptizerek! - dodaje rozbawiony.
-No ja myślę! -  obejmuje go i całuje w policzek - Chyba się położę, jestem zmęczona.
-Masaż? - pyta, jakby czytał w moich myślach.
-Jesteś cudowny! -  tym razem uśmiecham się szczerze. Potrzebuję masażu, a w wykonaniu Brayana będzie on na pewno cudowny. Biorę więc fotelik z Adamem i zanoszę Erickowi do gabinetu - Zajmiesz się nim przez chwilę? - pytam, wchodząc bez pukania -  O Boże, przepraszam! - piszczę zażenowana, przyłapując go jak uprawia z kimś właśnie seks telefon. Robi sobie dobrze ręką i jednocześnie rozmawia. Kurwa mać! Wbiegam z Adamem prosto na górę do mojej sypialni. Serce wali mi jak szalone.
-Miałaś go zostawić! - mówi Brayan, wychodząc z łazienki. W dłoni trzyma olejek do masażu. Widząc moją minę, pyta -  A tobie co? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.
-Chryste! - piszczę, stawiając fotelik z małym na podłodze i opieram się plecami o ścianę.
-Dobrze się czujesz? - Brayan podchodzi do mnie i dotyka mojej twarzy.
-Właśnie nakryłam Ericka w jego gabinecie - wyduszam z siebie i zasłaniam oczy dłońmi, kręcąc głową. Nie chciałam tego widzieć. Brayan zamiast jakoś zareagować, zaczyna się po prostu  śmiać.
-Jak to go nakryłaś? - pyta ciekawy.
-No robił sobie dobrze, gadając z kimś przez telefon! - wzdrygam się, a Brayan śmieje się jeszcze głośniej. Nie rozumiem co się tak bawi?
-Seks przez telefon to fajna sprawa! - stwierdza.
-Ale wy jesteście porąbani! - rzucam mu gniewne spojrzenie i wymijam go, a następnie wyjmuję Adama z fotelika - Jestem zmęczona  i chciałabym się spokojnie położyć -  dodaję poważnie.
-No dobrze, złośnico! Przyjdę do ciebie później - Brayan dalej  jest ubawiony i schodzi na dół, zostawiając samą. Serce ciągle wali mi jak szalone. Usypiam Adama i wkładam go do łóżeczka. Biorę szybki prysznic, smaruje ciało balsamem i zakładam cienką koszulkę nocną. Na dworze nie jest nawet jeszcze całkiem ciemno,z ale ja naprawdę jestem zmęczona. Przygaszam światło i kładę się do łóżka. Chłodna pościel jest taka przyjemna. Mija dłuższa chwila zanim się uspokajam i jestem w stanie zasnąć. Słyszę przez sen dźwięk wiadomości przychodzącej na moją komórkę  jednak nie chce mi się wstać. Odczytaj ją rano.

Czwartek,  7 sierpnia

Budzi mnie płacz mojego syna. Za oknami jest już jasno, ale Brayana przy mnie nie ma. Nie mam pojęcia czy w ogóle przyszedł, ale musiał być zaglądać do małego, bo nie sądzę, że Erick po wczorajszej akcji, by się odważył. Biorę Adama na ręce i usypiam jeszcze. Nie mam pojęcia która jest godzina, więc sprawdzam na telefonie. Mam dwie nieodebrane wiadomości i jedno połączenie:

Wybacz, że musiałaś to oglądać.

Pierwsza wiadomość od Ericka, nie wiem czemu, ale dziś ta sytuacja nawet mnie bawi.

Cholernie mi głupio. Błagam, nie złość się na mnie.

Druga także jest on niego. Nie mam pojęcia czy jest w domu czy może pojechał do Nowego Jorku? Trochę boję się zejść na dół, bo co mam mu niby powiedzieć, gdy go zobaczę? Wchodzę w listę połączeń i patrzę, że to nieodebrane jest z numeru którego nie znam. Jestem ciekawa więc po prostu oddzwaniam.
-Halo!? - po drugiej stronie słyszę męski głos. 
-Cześć. Ktoś dzwonił do mnie z tego numeru dzw nocy -  mówię niepewnie.
-Megan?
-Tak - odpowiadam zaskoczona.
-To ja Mark, miło cię znowu słyszeć! - robię wielkie oczy i siadam na łóżku.
-Cześć Mark, skąd masz mój numer? - pytam kompletnie zaskoczona.
-Wiem, że nie można tak robić, ale płaciłaś kartą w restauracji, więc sprawdziłem dane właściciela konta - odpowiada lekko zakłopotany.
-Przecież dałeś mi numer, zadzwoniłabym - łkam jak z nut.
-Jasne! - słyszę ironie w jego głosie -  Nie ściemniaj, nie miałaś zamiaru zadzwonić - dodaje i wiem, że się uśmiecha.
-Skąd możesz to wiedzieć? - wywracam oczami. Cholera! To było aż takie oczywiste?
-Mniejsza z tym. Dzwonię, bo zostawiłyście w restauracji smoczek i zabawkę tej twojej chrześnicy -  mówi, a ja znowu się krzywię. Nie przypominam sobie żebyśmy miały ze sobą zabawki Evy, no ale może nie zauważyłam.
-Dzięki, to nie takie ważne, na pewno ma mnóstwo innych -  znowu się krzywię.O co mu chodzi?
-Spałaś już wczoraj, gdy dzwoniłem?
-Tak, wiesz mam małe dziecko, a to dość wyczerpujące - odpowiadam mając nadzieję, że da sobie spokój.
-Rozumiem, ale chyba masz jakiś czas dla siebie?
-Jeśli chcę, to mam. Mark o co ci chodzi, bo nie bardzo rozumiem? - pytam wprost.
-Daj się namówić na kawę czy drinka, proszę. Powspominamy stare studenckie czasy - w końcu przechodzi do rzeczy.
-Nie takie stare te czasy.
-W sobotę jest spotkanie ludzi z naszego roku w pubie Glee na Manhattanie, fajne by było gdybyś wpadła.
-Mark niedługo wychodzę za mąż, mam małego synka i nie mam czasu na imprezy - wzdycham, bo w sumie może i miałabym ochotę iść i spotkać się ze starymi znajomymi.
-No nie daj się prosić. Twój syn chyba ma jakiegoś ojca, no nie? On się może nim zająć - Mark ton ma lekko pretensjonalny.
-Nie o to chodzi -  burczę podniesionym głosem, co go to w ogóle obchodzi? - Nie mieszkam w Nowym Jorku - wywalam nagle  jakiś irracjonalny argument.
-A gdzie? - pyta zaskoczony.
-W New Jersey.
-O Chryste, ale problem - śmieje się - Mogę po ciebie przyjechać i cie potem odwieść  -  dodaje. No tak, przecież to takie proste.
-No nie wiem, zastanowię się - wypalam.
-Daj znać jak się zdecydujesz... albo nie.
-Odezwę się - marszczę brwi.
-Ale na pewno? - wiem, że Mark znowu się uśmiecha.
-Tak Mark na pewno, ale muszę już kończyć.
-Do usłyszenia, Meg.
-Do usłyszenia -  rozłączam się szybko i rzucam telefon na łóżko. Cholera! Mam ochotę tam iść i zobaczyć wszystkich. Czy to coś złego? Ciekawe co powiedziałby na to Brayan?Kładę się jeszcze na chwile, i zasypiam z myślami co powinnam zrobić.

8 komentarzy:

  1. Nie zgadzam się na ślub :/ Nie z tym facetem . Jestem wściekła :/ Ale rozdział piękny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm i mamy kolejną postać ciekawe czy wniesie coś nowego do tej historii. A Tak na marginesie Mark wydaje się jakiś dziwny ;P moje skromne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie to samo myślę o Marku jest na maksa dziwny! czyżby następny psychol? Już dość Meg wycierpiała, starczy jej. ;-). Rozdział świetny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Kasiu pojawienie się tajemniczej Anastazji może być dobrym pretekstem do napisania kolejnej opowieści, tym razem z puntku widzenia Erica :-) a wtedy niech Meg już sobie będzie z tym Bryanem :-)cudowny rozdział!!! Dziękuję- aga

    OdpowiedzUsuń
  6. Meg musi byc z Erickiem!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moze jestem monotematyczna......kiedy następny rozdział ? I następnym i następny?...chciałbym poznac juz final historii ...;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No wlasnie .... Kiedy nastepny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń