Premiera już w lipcu!

środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 118



Córka Flory Sophia, właśnie zdejmuje ze mnie miarę pod suknię. Pokazała mi mnóstwo katalogów i narysowała wstępny projekt. Na rysunku wygląda on cudownie i wiem, że to jest właśnie moja wymarzona suknia.  Będzie długa  i cała pokryta delikatną koronką, rozkloszowana ku dołowi. Na cieniutkich ramiączkach także będą elementy koronki. Niewielki dekolt z przodu, za to z tyłu będą odkryte prawie całe plecy.

Zdaniem Sophii idealnie podkreśli ona moją figurę. Do tego będę miała długi prosty welon i bukiecik z białych róż i lilii. Jestem zachwycona i cała podekscytowana. Sophia przywiozła próbki materiałów i wszystkie potrzebne drobiazgi. Widać, że zna się na rzeczy, więc jestem spokojna. Brayana i Ericka nie ma w domu, nawet ich dziś nie widziałam. Flora zabawia Adama, a ja dogaduję szczegóły z jej córką.
-Za tydzień będzie pierwsza przymiarka, potem już tylko poprawki - mówi, kreśląc ostatnie linie na projekcie mojej sukienki.
-Cudownie. Ratujesz mi życie, Sophio! -  uśmiecham się do niej serdecznie.
-Muszę przyznać, że jesteś moją pierwszą klientką, która szyje sukienkę na miesiąc przed ślubem, ale spokojnie, damy radę! -  Sophia upija łyk kawy, którą zaparzyła nam Flora.
-U mnie zawsze wszystko dzieje się pod wpływem impulsu -  puszczam do niej oczko, a ona się śmieje. Poznałam ją dwie godziny temu, a już ją lubię. Jest po czterdziestce, ale nie wygląda na swój wiek. Ma krótko obcięte czarne włosy i ma naturalnie śniadą cerę, po Florze. Jest do niej nawet całkiem podobna. Jemy ciasto i żegnam się z nimi. Dałam  Florze wolne  na resztę dnia i zostanę z Adamem sama. Nie mam pojęcia gdzie są chłopaki, ale skoro nie dzwonią, to znaczy, że maja mnie gdzieś. Rozsiadam się na środku salonu z próbkami kwiatów i układem stołów w namiocie, który będzie rozłożony w ogrodzie, i zabieram się za usadzanie gości. Będzie dwadzieścia stolików po dziesięć gości. Rany! Tyle ludzi. Rodziny Brayana nie znam za dobrze, więc usadzam tylko jego rodziców i rodzeństwo przy jednym stoliku z moimi rodzicami, oraz Kim, Robem, Florą i Sophią. Obok będzie stolik gdzie zasiądą Hookowie, Tom, Alex i nasi znajomi z Londynu oraz Gordon i Jenifer. Zdecydowaliśmy nie zapraszać rodziców Ericka, bo byłoby to raczej dziwne i niezręczne dla nas wszystkich. Wybrałam kwiaty na stoły i dodatki, które od razu zamawiam na stronie internetowej kwiaciarni. Jeśli nie spodobają się Brayanowi trudno, mógł uczestniczyć w wyborze, a nie zostawiać to wszystko na mojej głowie. Adam usnął mi w foteliku, więc mam chwile ciszy. Ostatnio jest coraz bardziej ruchliwy i bardzo mnie to męczy. Ja za to stałam się bardziej nerwowa przed tym całym ślubem i weselem. Zanoszę Adama do łóżeczka i robię sobie drinka z martini. Po chwili słyszę samochód podjeżdżający pod dom. Nie chce  mi się ruszyć tyłka, bo leżę na tarasie pod parasolem. Obok mam nianię elektroniczną, by kontrolować czy mały śpi.
-Co to za bajzel na dywanie? - pyta Brayan, wychodząc do mnie na taras.
-Rozkład stolików na weselu i zamówienie na kwiaty. Zaraz to sprzątnę - odpowiadam, nawet na niego nie patrząc.
-Zamówiłaś kwiaty beze mnie? - odwracam się, bo Brayan ton ma dość pretensjonalny.
-Mówiłeś, że nie masz czasu, a chciałam to szybko załatwić, by nie było potem problemu - ściągam z nosa okulary i patrzę na niego.
-Pokażesz mi co wybrałaś?
-Jasne! - uśmiecham się i wstaję, poprawiając bikini. Zbieram papiery z dywanu i rozkładam ponownie na stole w kuchni - Tu masz rozkład stolików, możemy to dowolnie modyfikować -  pokazuję mu makietę, którą wykonałam - A tu masz zdjęcia kwiatów i dodatków -  Brayan ogląda je z ciekawością i widzę jak się uśmiecha.
-Nie zajmowałaś się tym nigdy wcześniej? - pyta zadowolony.
-Nie, a co? Podoba ci się? - spoglądam na niego.
-Sam bym tego lepiej nie wymyślił, mała. Masz niezły gust i zmysł do takich kompozycji!
-Dzięki - całuję go w policzek - Naoglądałam się takich rzeczy na stażu podczas studiów – dodaję -  Gdzie Erick?
-Poszedł do gabinetu, jest mu za wczoraj strasznie głupio. Idź z nim pogadaj, bo mi się dziś cały dzień żalił jaki z niego idiota - Brayan wywraca oczami.
-A gdzie wy w ogóle byliście?
-Załatwialiśmy sprawy związane z salonem. To naprawdę wielka sprawa! - widzę jaki jest tym podekscytowany.
-Oj, ty mój biznesmenie!-  obejmuję go i przytulam mocno - Idę z nim pogadać -  wzdycham i kieruję się do gabinetu. Pukam niepewnie.
-Proszę! -  słyszę pewny głos i wchodzę. Erick na mój widok od razu prostuje się na fotelu, i momentalnie kończy rozmowę telefoniczną.
-Hej. Mogę?
-Jasne, wejdź - wstaje nerwowo i wychodzi zza swojego biurka.
-Chciałam tylko powiedzieć, że nie jestem zła za to co wczoraj.....widziałam - wyduszam z siebie, bo nie wiem od czego zacząć rozmowę. Siadam na fotelu naprzeciwko biurka i przyglądam się  uważnie jak zachowuje się Erick.
-Cholera Meg tak mi głupio. Naprawdę...  - widzę, że jest bardzo zakłopotany.
-Daj spokój. To twój dom, powinnam była zapukać, a nie tak włazić bez pytania - próbuję go uspokoić, bo w sumie taka jest prawda. Nie mam prawda się tu rządzić i mieć do niego jakichkolwiek pretensji.
-Nie powinienem był tego robić tutaj. Jest łazienka albo sypialnia... - tłumaczy się jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku.
-Naprawdę nic się nie stało - spuszczam wzrok, bo jego zakłopotanie chyba udziela się i mi.
-Myślisz pewnie, że jakiś desperat ze mnie, co? - Erick patrzy niepewnie.
-Myślę, że jesteś normalnym facetem, który ma normalne potrzeby Ericku. Ja Brayana też przyłapałam na czymś takim - odpowiadam. Nie wiem czemu mu to mówię? Chyba tylko po to, by go pocieszyć.
-Wiem w Dubaju. Mówił mi o tym - unoszę brew. No tak! Przecież oni gadają o wszystkim.
-No właśnie - uśmiecham się cierpko.
-To przez ciebie... Znaczy nie to, że cię obwiniam ale...no wiesz... -  stwierdza, ale ja nie bardzo rozumiem.
-No właśnie nie wiem.
-Jak pływaliśmy i potem jak mnie objęłaś... Wiesz jak na mnie działasz, musiałem się wyładować... -  wyjaśnia.
-No rozumiem... - mówię, choć ciężko mi tego słuchać -  Ale rozmawiałeś z kimś wtedy... - dodaję niepewnie.
-Rozmawiałem z kobietą. Poznałem kogoś, znaczy to na razie tylko luźna znajomość, ale nie wykluczam czegoś więcej... - oznajmia.
-Rozumiem, nie musisz się tłumaczyć Ericku -  uśmiecham się blado.
-Wiem, po prostu chciałbym mieć pewność, że nie będziesz zła jak kogoś tu przyprowadzę - podchodzi do mnie i siada na krześle obok.
-Daj spokój! Jesteśmy dorośli, a to twój dom i możesz tu sprowadzać kogo chcesz - odpowiadam, chociaż wiem, że to wcale nie przyjdzie mi tak łatwo. Nie mogę dać mu jednak tego odczuć.
-Czyli nie będziesz miała nic przeciwko, gdy zaproszę tu Anastazję? - zadaje mi w końcu to pytanie, którego obawiam się od dawna. Z jednej strony chcę by ułożył sobie życie z inną kobietą, z drugiej zaś  nadal go przecież kocham.
-Oczywiście, że nie - nie wiem czy mówię prawdą. Naprawdę już nic nie wiem.
-Kamień z serca! -  Erick uśmiecha się szeroko - W takim razie zaproszę ją na sobotę. Poznacie się, bo będzie mi towarzyszyła na ślubie i weselu.
-W sobotę mnie nie będzie - wypalam, Erick patrzy na mnie zaskoczony.
-Wychodzisz gdzieś?
-Tak, mam spotkanie ze znajomymi ze studiów - Rany! W co ja się wpakowałam?
-Brayan nic nie mówił...  - odpowiada wprost.
-Bo to świeży pomysł. Dostałam zaproszenie dziś rano, ale już się zgodziłam! - macham lekceważąco ręką - Sam rozumiesz.
-Rozumiem. A gdzie się wybieracie?
-Do Glee... - przypominam sobie nazwę pubu.
-To popularne miejsce na dolnym Manhattanie - stwierdza, jakby głośno myślał - A jak wrócisz? Zamierzasz nie pić? - od razu włącza mu się tryb kontrolera.
-Kolega po mnie przyjedzie i mnie odwiezie -  Kurwa! Co ja wygaduję? Zaraz to się źle skończy.
-Kolega? - Erick uosi brew - Brayan wie, że się tam wybierasz?
-Właśnie miałam mu powiedzieć -  uśmiecham się głupio. Mam ochotę skopać sobie tyłek.
-Masz szczęście, że on to nie ja... -  mówi groźnie,  a ja doskonale wiem co ma na myśli.
-Wiem, ty nie pozwoliłbyś mi jechać - odpowiadam cicho.
-Co to za kolega? - Erick mierzy mnie wzrokiem i palcami nerwowo  drapie swoją brodę.
-Już mówiłam, to spotkanie znajomych ze studiów. Spotkałam go wczoraj w restauracji i tak się zgadało - czemu ja się mu tłumaczę? Nie powinnam.
-Nie wiesz kto tam dokładnie będzie? - Eric unosi brew.
-No dokładnie nie wiem, znajomi z naszego roku i tyle -  wzruszam ramionami i poprawiam się nerwowo na fotelu.
-A jeśli będzie tam ten Valter? - Erick nagle zaciska pięści.
-Mike? - patrzę zaskoczona -  On z nami nie studiował - kręcę głową.
-Ale tworzyliście jakąś paczkę znajomych. Skąd wiesz, że go tam nie będzie?
-Nie wiem, ale co to ma do rzeczy? - nie mogę uwierzyć, że muszę mu się tłumaczyć. Dam sobie głowę uciąć, że Brayan nawet nie będzie pytał kto tam będzie i wręcz przeciwnie, będzie mnie namawiał bym pojechała.
-Już zapomniałaś sytuację pod twoim liceum? Gdybym tam nie przyjechał nie wiadomo jakby się to skończyło! - Erick wstaje i zaczyna chodzić w tą i z powrotem po gabinecie.
-Daj spokój! On nie jest groźny i jestem prawie pewna, że go tam nie będzie - Co za absurd! Muszę skończyć tę rozmowę.
-Zgodzisz się na ochronę?
-Nie! Nie ma mowy! - wybucham i również wstaję -  Ericku nie możesz się tak zachowywać! Nic mi nie grozi. Filip i Monika są w Londynie, w areszcie! - krzyczę na niego.
-A paparazzi? - mówi dalej.
-Jadę tam anonimowo, nikt mnie nie rozpozna. To zawsze na ciebie zwracają uwagę, dlatego było kilka takich sytuacji! - próbuję jakoś rozsądnie to argumentować.
-To chociaż samochód i kierowca, by nikt nie musiał cię odwozić i przywozić.
-Już się umówiłam, nie będę kręcić! - znowu kłamię. Erick mierzy mnie wzrokiem i odpuszcza.
-Ciesz się, że Brayan to nie ja! -  dodaje surowo na sam koniec.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! - odpyskuję wrednie i wychodzę. Co za palant! Nie ma prawa mnie tak kontrolować, niech się zajmie swoją Anastazją. Idę na górę, by się trochę uspokoić i muszę powiedzieć o moich planach Branowi. Ale ze mnie narzeczona, nawet nie zapytałam go o zdanie. Dzwonię przy okazji do Marka, by jednak potwierdzić moją obecność. Odbiera po pierwszym sygnale.
-No hej, Meg. I jak? Zastanowiłaś się? - słyszę w tle szum ulicy.
-Cześć Mark. Tak, zastanowiłam się - wywracam oczami, bo w sumie sytuacja mnie do tego zmusiła.
-I jak? - Mark pyta niepewnie.
-Bądź po mnie w sobotę, o szóstej wieczorem - te słowa ledwo przechodzą mi przez gardło.
-Zajebiście! Cudownie, że się zdecydowałaś! - prawie krzyczy z radości. Jezu! Zginę marnie i spalę się w piekle za to wszystko.
-Zanotuj sobie adres jeśli możesz - dodaję i czekam chwile, aż Mark znajdzie coś do pisania. Gdy podaję mu dane zapada chwilowa cisza. Zaniemówił słysząc adres posiadłości Ericka. Nawet mnie to trochę bawi, ale nie mam zamiaru się tłumaczyć. Coś czuję, że będę głównym tematem rozmów na tej imprezie, ale mam to gdzieś. Skoro już się w to wpakowałam, po prostu dobrze się pobawię i spędzę czas ze starymi znajomymi. Może zobaczę Betty? Tak się za nią stęskniłam. Kończę rozmowę i schodzę na dół, by powiedzieć Brayanowi. Siedzą z Erickiem w kuchni przy wyspie i o czymś gadają. Kurwa mać! Mam nadzieje, że Erick mnie nie uprzedził. Przyglądam się im niepewnie i siadam obok.
-Jadę w sobotę do Nowego Jorku spotkać się ze znajomymi ze studiów - oznajmiam jednym tchem. Erick nadal cały chodzi ze złości, a Brayan jest chyba lekko zaskoczony.
-Yyyyy...jasne...no spoko...- jąka się - Co tak nagle? Nic nie wspominałaś? - dodaje niepewnie.
-Tak jakoś wyszło. Chyba nie masz nic przeciwko? - pytam, spoglądając niepewnie na Ericka. Byle nic nie powiedział! Błagam!
-Nie no co ty, jedź skarbie. Dobrze, że wracasz do rzeczywistości -  Brayan podchodzi i obejmuje mnie lekko - Gdzie idziecie?
-Do Glee, to taki pub na Manhattanie - próbuję udawać wyluzowaną, choć obecność pana kontrolera mi nie ułatwia.
-Czyli rozumiem, że trzeba cię zawieść i przywieść?
-Nie, załatwiłam sobie transport, by was nie fatygować -  odpowiadam i w tym momencie Erick prycha pod nosem. Rzucam mu błagalne spojrzenie.
-No tak, kolega po nią przyjedzie! - moje błagania jednak na nic się zdały. Do akcji wkracza pan Evans, a ton głosu ma okropnie pretensjonalny.
-Jaki kolega? - pyta zaskoczony Brayan.
-No ze studiów, mówiłam przecież -  mam ochotę udusić Ericka za to, że tak się zachowuje.
-A jak wrócisz? Przecież wszyscy będą pili alkohol - Brayan pyta dokładnie o to samo co Erick. Niech tylko wspomni o Valterze, to mam przerąbane.
-Mark powiedział, że mnie odwiezie, więc najwidoczniej nie będzie pił -  uśmiecham się blado.
-Mark? - Brayan marszczy brew -  Nie mówiłaś nigdy o żadnym Marku ze studiów - Cholera! Co go naszło? Spodziewałam się, że z nim pójdzie gładko.
-Nie rozmawialiśmy raczej o tamtych czasach - wywracam oczami.
-W sumie racja! -  Brayan uśmiecha się nagle - To co ja w sobotę też mam wychodne, tak? - wypala.
-Yyy...jeśli chcesz - odpowiadam zaskoczona - Ale chyba nie masz znajomych w tych okolicach? - dodaję ironicznie.
-Żartowałem mała. W sobotę ma przyjechać Anastazja, to się poznamy i spędzimy wieczór we trójkę! -  Brayan całuje mnie w policzek, ale serce wali mi jak szalone. Nie wiem czy jestem gotowa ją poznać. Na pewno nie jestem, ale im szybciej tym lepiej.
-No to fajnie. Wszystko ustalone! - wymuszam uśmiech i ulatniam się do łazienki, by się uspokoić. Jeśli Erick powie jakąś głupotę Branowi, na przykład o Michaelu, to go chyba zabiję. Obmywam twarz chłodną wodą i wracam do kuchni. Na szczęście Erick znowu zaszył się w swoim gabinecie, więc ja i Brayan przez resztę dnia zajmujemy się Adamem. Za domem w ogrodzie rozłożyliśmy koc i bawimy się z małym na świeżym powietrzu. Jest taki ruchliwy, że naprawdę trzeba na niego uważać. Wystarczy kilka sekund, a on już wypełza poza koc w stronę basenu. Na szczęście Brayan nie pyta więcej o moje sobotnie wyjście. Akurat w tym względzie to jest dobre, nie jest aż taki przesadnie zazdrosny i nie kontroluje mnie w obsesyjny sposób.

Wieczorem, gdy zostajemy sami, Brayan zaciąga mnie pod prysznic, gdzie doprowadza mnie do dwóch orgazmów, a potem jeszcze jeden sprawia w łóżku.  Jest naprawdę niewyżyty i taki seksownie podniecający. Wystarczy jedno jego słowo, a ja jestem gotowa na wszystko. Zagoiłam się już tam na dole i możemy znowu kochać się mocno, namiętnie i do woli. Adam śpi dziś z Erickiem, więc nie musiałam powstrzymywać swoich jęków i krzyków. A to, że Erick mógł słyszeć... mam to gdzieś. Tak mnie dziś wkurzył, że chyba specjalnie podświadomie robiłam to głośniej, by właśnie usłyszał. Jestem wredna wiem, ale nic na to nie poradzę.

Sobota,  9 sierpnia

Od rana boli mnie brzuch. Denerwuję się tym głupim wyjściem do pubu i tym, że zdążę poznać Anastazję. Erick pojechał po nią właśnie i mają być na szóstą, akurat wtedy gdy ja będę wychodzić. Wczoraj byliśmy z Brayanem na zakupach i kupiłam strój na dziś. Brayan namówił mnie na obcisłą koralową sukienkę do połowy uda bez ramiączek. Moim zdaniem jest bardzo seksowna i kusa, i nie jestem pewna czy to dobry wybór, ale nie mogę mu przecież powiedzieć, że się krępuję, bo od razu zacznie podejrzewać, że coś nie tak. Upinam włosy w luźny kok i opuszczam kilka pasm na twarz, zakręcając je na dużą lokówkę. Robię delikatny makijaż i smaruję ciało balsamem z błyszczącymi drobinkami. Moja skóra ma ładny brzoskwiniowy odcień od wakacyjnego słońca. Do stroju dobrałam sandałki na wysokim obcasie w kolorze nude, oraz małą kopertówkę, w której zmieści mi się telefon i dokumenty. Adam jest u moich rodziców, zabrali go dziś rano, bo spędzają cały weekend ze swoimi wnukami. Kim i Rob polecieli na kilka dni do Waszyngtonu, do rodziców Roba. Im też należy się coś od życia.

Przeglądam się po raz ostatni w lustrze, zsuwając sukienkę najniżej jak się da. Cholera! Przez to, że nie ma ramiączek jestem prawie pewna, że będę dziś świeciła albo biustem albo tyłkiem. Mam ochotę się przebrać w normalne jeansy i koszulkę.
-No co laska! - do garderoby przychodzi Brayan.
-Nie za bardzo odważna ta sukienka? - pytam go niepewnie.
-Wyglądasz zajebiście, skarbie. Pamiętaj tylko, że masz narzeczonego! -  podchodzi i obejmuje mnie od tyłu, całując za uchem.
-Na pewno nie zapomnę -  odwracam się i całuję go namiętnie w usta. Dziś rano kochaliśmy się znowu namiętnie i długo, jakby na zapas, bym  pamiętała o nim cały dzień i wieczór.
-Erick właśnie przyjechał. Choć się przywitać, bo pewnie po ciebie też zaraz będzie ten Mark!  -  Brayan obejmuje mnie w tali i schodzimy na dół. Akurat podjechał Erick i widzę, że idą z nią do domu. Boże, denerwuję się jakbym miała poznać co najmniej prezydenta Stanów Zjednoczonych. W brzuchu mi ściska i czuję, że muszę do łazienki. Cholera! Siedzę w kuchni przy wyspie i podryguję nerwowo nogą założoną na drugą nogę. Wcale nie widać, że się denerwuję. Gdy słyszę dźwięk otwieranych drzwi, i głos Ericka oraz śmiech Anastazji, żołądek podchodzi mi do gardła. Wsta i ruszamy z Brayanem do holu.
-Dobrze, że jeszcze nie pojechałaś, Meg! -  Erick zwraca się do mnie, obejmując w pasie piękną wysoką smukłą brunetkę o niebieskich oczach. O rany! Chcę  zapaść się pod ziemię. Wygląda jak połączenie wszystkich najlepszych gwiazd Hollywood i playboya w jedną - Poznaj proszę, to Anastasia Gold. Ano, to jest Megan Donell - przedstawia nas sobie.


Nie wiem jakim cudem udaje mi się wyciągnąć dłoń w jej kierunku. Ma na nadgarstku z tuzin bransoletek, a ubrana jest w obcisłe  jeansy i granatowy t-shirt z jakimś nadrukiem. Mimo to, i tak wygląda powalająco. Ja wystrojona jestem wyjściowo, ale czuję się przy niej jak szara myszka - A to jest Brayan Green - Erick dodaje po chwili.
-Miło cię poznać, Anastazjo! - Brayan uśmiecha się szeroko i ściska jej dłoń. Widać, że na nim też zrobiła wrażenie. Mam ochotę kopnąć go w tyłek! Wiem, że mu się podoba, a ja czuję się okropnie. Cholera! Wiedziałam! Wiedziałam, że tak będzie!

-Ana, mówcie mi Ana -  odpowiada swoim seksownym kobiecym głosikiem, a mnie chyba zaraz szlag trafi. Chryste! Erick udaje, że nie widzi mojej reakcji. Chyba jest dumny, że tak mi dopieprzył. Nie wiem czy w ogóle jest świadomy tego jak się teraz czuję? Na szczęście po chwili pod dom podjeżdża Mark. Mam ochotę wybiec, nawet się z nimi nie żegnając. Wiem jednak, że Erick nie odpuści i musi zobaczyć jak wygląda mój tajemniczy kolega. Bardziej go to interesuje niż Brayan. Cóż za ironia.
-Na mnie już czas - mówię cicho i chwytam torebkę z blatu w kuchni.
-No przedstaw nas koledze! - wtrąca Erick, mierząc mnie wzrokiem. Od razu wiem, że nie podoba mu się mój dzisiejszy strój. W tym względzie, że sukienka jest za krótka i dużo odsłania. Wychodzimy wszyscy przed dom. Mark wychodzi z samochodu i chyba nie może uwierzyć, że w ogóle tu jest. Całkiem nieźle wygląda. Ma jasne włosy w artystycznym nieładzie, oraz strój w wersji sportowa elegancja: ciemna marynarka i jasna koszula, podkreślają kolor jego zielonych oczu skomponowane z jeansami i butami sportowymi. Spogląda w naszą stronę i rusza by się przywitać.
-Cześć Mark - uśmiecham się i nerwowo ściskam torebkę.
-Witaj Meg! - staje naprzeciwko mnie i spogląda na naszą czwórkę.
-Poznaj proszę, to mój narzeczony Brayan Green - przestawiam go, a Brayan obejmuje mnie i wyciąga dłoń do Marka. Akurat on jest pozytywnie do niego nastawiony.
-Mark Guerin! - ten uśmiecha się i ściska serdecznie dłoń Brayana.
-A to Anastasia Gold i Erick Evans -  dodaję po chwili i mam ochotę przewrócić oczami.
-Miło mi poznać. Śliczna sukienka, Meg! - wypala po chwili Mark, mierząc mnie od stóp do głowy. Najśmieszniejsze jest to, że Brayan nie zwrócił na to uwagi, za to Erick aż cały gotuje się  ze złości. 
-Odstawisz moją przyszłą żonę do domu, czy będzie trzeba przyjechać i ją zabrać? - pyta zadowolony Brayan. Gdyby on miał pojęcia co się teraz dzieje w głowie mojej i Ericka. to by nas pewnie pozabijał.
-Zobowiązałem się, że przyjadę i ją odwiozę, więc tak będzie. Nie musisz się martwić, zwrócę ją w jednym kawałku -  odpowiada lekko rozbawiony Mark.
-To dobrze! -  Brayan uśmiecha się i całuje mnie w policzek - Ale jak coś dzwoń, to przyjadę - szepcze mi do ucha.
-Jasne - wymuszam uśmiech i pragnę jak najszybciej znaleźć się w samochodzie i odjechać - To co, ruszamy? -  zerkam na Marka, i żegnam się ze wszystkimi. Erick zaskakuje mnie pocałunkiem w policzek, a przy okazji szepcze coś o czym będę myślała cały wieczór.
-Uważaj na siebie. Masz wiele do stracenia... - patrzę na niego żeby mi wyjaśnił, ale on tylko wpatruje się we mnie intensywnie. Dlaczego powiedział coś takiego? Jak mam się dobrze bawić po takich słowach? Jak mam normalnie żyć, skoro on najchętniej zamknąłby mnie w złotej klatce i patrzył na mnie. Nawet by mnie nie chciał, po prostu by patrzył. Ma Anastazję, więc niech da mi spokój. Potrzebuję spokoju, by ułożyć sobie życie z Brayanem. Nie chcę, by Erick był częścią naszego życia. Ericka i mnie łączy Adam... Łączą nas wspomnienia, złe, dobre, najgorsze, najlepsze... ale to tylko wspomnienia. Coś co nigdy nie powinno się wydarzyć, a jednak się wydarzyło. Mezalians. Romans. Złe decyzje. To wszystko jest tak toksyczne, że czuję jak niszczy mnie od środka. Kocham go za to jaki był, co dla mnie zrobił i będę go kochać... zapewne już zawsze, ale musimy iść dalej. Każdy w swoją stronę. Niech on idzie w kierunku zachodzącego słońca. Niech będzie szczęśliwy jak tylo zechce, bo na to zasługuje. Jak nikt inny zasługuje na to by odnaleźć swoje szczęście i spokój w sercu. Tego mu teraz potrzeba, a nie kolejnych romansów. Tyle, że on musi to zrozumieć, a ja jestem najmniej odpowiednią osobą, by mu to wytłumaczyć i z nim o tym rozmawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz