Premiera już w lipcu!

niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 120



Zasypiam w ramionach Mike, ale nie mam pojęcia ile tak mnie niósł? Obudziłam się, gdy postawił mnie przed drzwiami swojego mieszkania, które mieści się kilka przecznic dalej.
-Zapraszam! -  otwiera mi drzwi, a ja wpadam do środka wywalając się na podłogę –Jezu Meg, ale się narąbałaś! - zamyka za nami i pomaga mi wstać.
-Nie mówiłam, że mam słabą głowę? – bełkoczę z ironią i podpełzam do kanapy. Tu będzie mi wygodnie. Wdrapuje się na nią z wielkim trudem.
-Jeśli wpadnie mi tu jakieś FBI albo antyterroryści, to dopiero będzie zabawnie! – stwierdza i podaje mi szklankę w sokiem - Napij się, może ci trochę przejdzie.
-Od razu przepraszam jeśli zarzygam ci mieszkanie, bo to całkiem możliwe – spoglądam na niego, ale widzę dwóch Mików.
-Niedobrze ci? - pyta z obrzydzeniem.
-O dziwo jeszcze nie -  uśmiecham się głupio.
-Chcesz coś zjeść?
-Chcę się położyć -  odpowiadam, a głowa mimowolnie opada mi na poduszki.
-Nie tutaj, nie pozwolę byś spała na kanapie – Mike bierze mnie na ręce i zanosi do sypialni.
-Ładne mieszkanie! – stwierdzam, dostrzegając po drodze piękny salon i łazienkę oraz drzwi do dwóch innych pokoi.
-Dzięki – Mike patrzy na mnie z politowaniem. Zapewne nigdy nie był w takiej sytuacji. Zapewne każdą laską, którą uda mu się tu zaciągnąć przelatuje raz i do widzenia. Ja jestem w jego głowie pewnym wspomnieniem, i chyba sam nie może uwierzyć, że to w ogóle się dzieje. Nie powinno się dziać i doskonale o tym wiem.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze? – pyta.
-Zdejmij ze mnie tę durną sukienkę! – odpowiadam bezmyślnie i unoszę dłonie nad głowę. Mike nie waha się jednak ani chwili. Podchodzi i rozsuwa suwak znajdujący się z tyłu, a potem ściąga ją ze mnie, kładąc obok na krzesło.
-I to! - pokazuję na buty. Siedzę przed nim w samej bieliźnie.  Cholera, to się źle skończy. Mike klęka i rozpina delikatne paseczki sandałków, także odkłada je na bok - Dzięki Mike, nie jesteś taki zły jak myślałam! - uśmiecham się i opadam plecami na łóżko. Świat wiruje.
-A tobie co się stało? – nagle pyta zaskoczony, patrząc na blizny na moim brzuchu. Ja praktycznie ich już nie widzę, ale najwidoczniej nie chcę po prostu ich zauważać.
-A takie tam, konsekwencje mojego pojebanego życia - bełkoczę.
-Jezu, a tu? - pochyla się i patrzy na górną część ud.
-To samo -  odpowiadam beznamiętnie.
-Kto ci to zrobił? – w jego głosie słychać troskę, która miesza się z przerażeniem.
-Taki jeden sukinsyn, ale to nic. Szybko nie wyjdzie – uśmiecham się blado. Na myśl o Filipie nagle zrobiło mi się zimno.
-Ja nigdy bym do tego nie dopuścił, Meggie. Wiem, że byłem chujowym facetem, ale nie pozwoliłbym, by ktoś cię skrzywdził -  głos mu drży.
-To była szczeniacka miłość, Mike. Potrzebowałeś seksu, a ja ci go nie dawałam. Nie mam pretensji, że tak się stało -  podsuwam się wyżej i rozpinam swój stanik, po czym rzucam go na podłogę.
-Co ty robisz, Meg? – Mike pyta zaskoczony.
-Rozbieram się do snu, to niezdrowo spać w staniku, nie słyszałeś? – zaczynam chichotać jak idiotka. Bo nią jesteś! Gani mnie moje wewnętrzne „ja”.
-Zakryj się, bo zaraz źle to się skończy -  rzuca ostrzegawczo, choć nie odrywa ode mnie wzroku.
-Mówiłeś, że nie wykorzystasz mnie w tym stanie -  nadal chichoczę, chyba nie zdaję sobie sprawy co dokładnie się dzieje. Świat wiruje coraz bardziej.
-A co jeśli kłamałem? - jego ton do razu się zmienia. Zbliża się do mnie i dotyka delikatnie gołej skóry ramienia. Próbuję złapać ostrość i spojrzeć na niego jednak , cholera… Niedobrze mi!  - Jezu, Meg! - krzyczy i odsuwa się, gdy wymiotuję wprost ja jego spodnie i koszulę. To silniejsze do mnie, ale zawsze to tak się kończy. Przecież go ostrzegałam.
-Przepraszam... -  bełkoczę przed kolejnych haftem. Mike wybiega z pokoju i wraca po chwili z miską i ręcznikiem. Zdjął też koszulkę i spodnie, które mu obrzygałam.
-Będziesz jeszcze wymiotować? – pyta troskliwie, a ja w odpowiedzi wymiotuję po raz kolejny. Nie mam już siły. Mike zgarnia  mi włosy za ramiona i trzyma głowę nad miską. Pochylam się nad nią i wymotuję ostatni raz. Gdy kończę swój popis jestem wykończona. Mike owija mnie prześcieradłem, bo przecież rozebrałam się prawie do naga - Ale się urządziłaś, Meg! – stwierdza wkurzona, wycierając mi buzię i podając butelkę z wodą - Napij się.
-Brayan mnie zabije, Erick mnie zabije... - bełkoczę cicho pod nosem i zakrywam dłońmi oczy. Co jest ze mną nie tak? Czemu ja zawsze wszystko robię źle? Nagle oboje słyszymy walenie do drzwi, a Mike przerażony wstaje i patrzy na mnie pytająco.
-O kurwa mać! - klnie i nie wie czy otworzyć czy udawać, że nikogo nie ma. Decyduje się jednak na tę pierwszą opcje. Wychodzi z pokoju i niepewnie kieruje się do drzwi. Po chwili słyszę tylko jeden wielki krzyk. Mike wpada do sypialni, minę ma przerażoną, a na ziemię powalają go dwaj mężczyźni. Za nimi do pokoju wpadają Erick i Brayan. O rany! Zabiją mnie za to! Zabiją nas. I mnie i Mikego. Zamiast cokolwiek powiedzieć zaczynam się głupio śmiać. To żałosny śmiech, bo wiem, że po raz kolejny nieźle nawyrabiałam.  Nie wiem który z nich dopada do mnie pierwszy? Pamiętam jedynie, że znowu zaczęłam wymiotować i kompletnie odleciałam.
Niedziela,  10 sierpnia

Gdy otwieram oczy widzę, że znajduje się w sypialni apartamentu Ericka na Manhattanie. Głowa boli mnie tak bardzo, że jęczę z bólu, a z brzuchem wcale nie jest lepiej. Przebrana jestem w czarną koszulkę, ale mam na sobie wczorajsze majtki.
-Jezu, moja głowa! - przekręcam się na bok, wszystko mnie boli. W pokoju okna są przysłonięte, na szczęście, bo pewnie spłonęłabym od słońca jak wampir. Chyba znowu kręci mi się w głowie więc siadam na brzegu łóżka i próbuję pojąć co się wczoraj stało. 

-Obudziła się - słyszę nagle nieznajomy mi głos, ale wiem, że zaraz przyjdzie tutaj albo Erick, albo Brayan, albo co najgorsze obaj. Niestety sprawdza się oczywiście ta najgorsza opcja. Wchodzą do sypialni jeden za drugim. Są bladzi, zmęczeni i wkurwieni. Aż się wzdrygam czując na sobie ich spojrzenia. Zaraz urządzą mi taki Armagedon, że popamiętam do końca życia.
-Chciałabyś coś może najpierw powiedzieć? - pierwszy odzywa się Brayan. Staje z jednej strony łóżka i patrzy na mnie przeszywającym wzrokiem.
-Tak - kiwam głową -  Mogę prosić coś do pica? - odpowiadam i chce mi się śmiać. Chyba jeszcze do końca nie wytrzeźwiałam, ale już tak mnie suszy, że nie mogę wytrzymać. Brayan bez słowa podaje mi kartonik z sokiem pomarańczowym, który stoi obok łóżka. Mruczę, wypijając prawie połowę na raz. Erick stoi z drugiej strony łożka i się na razie nie odzywa. To cisza przed burzą.
-Coś jeszcze? - pyta zimno.
-Chciałam przeprosić... - kwilę cicho. Moje rozbawienie odeszło i zaczynam uświadamiać sobie co ja wczoraj wyrabiałam. Erick prycha pod nosem i odwraca się, nie mogąc na mnie patrzeć. O rany!
-Przeprosić? A niby za co, Meg? - Brayan krzyżuje dłonie na piersi i patrzy na mnie wściekle.
-Za moje zachowanie. Za to, że znowu się upiłam i znowu coś narozrabiałam - spuszczam wzrok. 
-Coś narozrabiałaś? - prycha złośliwie.
-W sumie nie stało się nic takiego... - odpowiadam i zerkam na niego. Cholera, to nie są słowa które powinnam teraz mówić. Powinnam wykazać chociaż odrobinę więcej skruchy.
-Nic się nie stało? - warczy zaskoczony. Widzę, że łzy napływają mu do oczu. Boże, co ja narobiłam?
-Każdemu zdarza się upić... - dodaję bezmyślnie.
-Nie no kurwa, nie wytrzymam! - Brayan wybucha -  Czy to w ogóle pamiętasz co się wczoraj stało?! - krzyczy, wymachując rękoma. Erick usiadł na kanapie i przygląda nam się. Ciekawe kiedy on się wtrąci w to wszystko, bo przecież nie sądzę, że nic mi nie powie.
-Zostawiłam karty w domu, nie miałam od kogo pożyczyć pieniędzy, więc Mike zaproponował bym spała u niego. Pokłóciłam się z tobą i upiłam się ze złości...no i potem wypadliście wy... -  skrót wczorajszego wieczoru nie brzmi najgorzej, ale wiem, że oni są na mnie totalnie wkurwieni. Mogę sobie tylko pogratulować.
-Przespałaś się z nim! - krzyczy nagle, a z jego oczu zaczynają płynąć łzy.
-Że co?! - piszczę kompletnie zaskoczona i wstaję z łóżka. O rany, moja głowa! Zakrywam twarz dłońmi i opadam pupą na brzeg łóżka - Zwariowałeś? Z nikim się nie przespałam! - jęczę z bólu.
-Nawet nie masz kurwa odwagi się przyznać, ale on wszystko nam powiedział! - Brayan zaczyna nerwowo chodzić po pokoju.
-Kto wam powiedział?! O czym?! - to chyba jakiś żart, sen... Kręcę głową.
-Valter, a kto!? -  Brayan podchodzi do komody i chwyta z niej buteleczkę perfum, a następnie ciska nią o ścianę. Podskakuję, gdy ta z hukiem uderza i rozpada na kawałki, które opadają na łóżko.
-Brayan! - Erick wstaje gwałtownie i chwyta g,o by się uspokoił. Łzy napływają mi do oczu.
-Z nikim się nie przespałam, idioto! - krzyczę w obronie.
-Jak to nie? Oboje byliście nadzy! Myślisz, że jestem głupi!? - Brayan szarpie się i próbuje wyrwać się Erickowi, który trzyma go mocno
-Bo go obrzygałam, do jasnej cholery! - wstaję i podchodzę do niego.
-Puść mnie, Ericku! - on warczy, cały aż kipi ze złości -  Siebie też obrzygałaś i musiałaś się rozebrać? - pyta wściekły, a ja milczę. Co mam mu powiedzieć? Że po pijaku zdarza mi się zrzucać ciuchy przed każdym lepszym facetem, ale nie w celu by się z nim pieprzyć? Słyszę jak Brayan wciąga powietrze, oczekując ode mnie odpowiedzi.
-Przepraszam, to naprawdę nie tak jak myślisz... -  tylko tyle potrafię z siebie wydusić. To najbardziej banalne słowa, ale to prawda. Przecież go nie zdradziłam. 
-Jesteś taka sama jak wszystkie! - głos mu zadrżał, a z oczu nadal płynął łzy.
-Brayan, proszę. Uwierz mi błagam! - podchodzę do niego, a on mnie odpycha od siebie. Patrzę przerażona na Ericka, który nie wie za bardzo co zrobić.
-Zostaw mnie!
-Boże, błagam! - powtarzam i znowu chcę go objąć - Do niczego nie doszło! Przyrzekam! - kwilę i także zaczynam płakać.
-Spierdalaj! -  Brayan patrzy na mnie nienawistnie. Staję jak wryta i nie wiem co powiedzieć.
-Brayan, uspokój się! -  interweniuje Erick.
-Ty też się wal! Oboje jesteście siebie warci! - nagle odpycha Ericka z całej siły.
-Boże, nie! - podbiegam, by go uspokoić - Brayan, błagam! - chwytam go za ramię.
-Mówisz, że ja jestem dziwkarzem, że ja jestem popieprzony, a spójrz na siebie. Masz dziecko z facetem którego zdradziłaś, wychodzisz za mąż za faceta którego zdradziłaś. Wiecznie wszystkich oszukujesz i nimi manipulujesz! - wykrzykuje mi nagle prosto w twarz. Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Jego słowa to dla mnie ogromny cios. Nie potrafię zareagować inaczej. Rzucam się na niego i wymierzam mu siarczysty policzek prosto w twarz.
-Meg nie! - Erick rusza w moją stronę, ale Brayan robi unik i odwracając się przodem do mnie, łapie mnie za ramiona i ciska mną o podłogę z całej siły.

Upadam i uderzam głową w kant łóżka. Boże! Słyszę krzyk Ericka i to jak ochrona wpada do sypialni. Jestem zamroczona, chyba zaraz zemdleję.  Brayan w sekundę trzeźwieje, i patrząc na mnie uświadamia sobie co zrobił. Chce do mnie podejść, jednak ochroniarze łapią go i wyprowadzają z pokoju.
-Jezu, Meg! Przepraszam! Przepraszam! - słyszę jego krzyki. Dotykam się za głowę czując potworny ból. Spoglądam na swoją dłoń i widzę na niej krew. Robi mi się ciemno przed oczami.
-Meg! Meg! Zostań ze mną Meg, nie mdlej! - Erick chwyta mnie w ramiona, potrząsa nerwowo, poklepując delikatnie po policzku - Pogotowie! Wezwij pogotowie! - krzyczy do kogoś kto pojawił się w progu.
-Nie zdradziłam go, uwierz mi, proszę... - szepczę i czuję, że odpływam.
-Meg! Meg! - poklepuje dalej mój policzek i podtrzymuje za głowę - Boże, nie! - jego krzyk rozmywa mi się, a ja spadam w ciemną otchłań. Słyszę  jeszcze  głosy, ale nic nie mogę zrobić. Chwilę później jest już tylko pustka.

Odzyskuję przytomność w szpitalu. Nade mną stoi lekarz i sprawdza parametry życiowe na aparaturze do której jestem podłączona. Mam bandaż na głowie, ale nadal cholernie mnie ona boli. To nadal kac? Zastanawiam się chwilę. Lekarz zauważa, że odzyskałam przytomność i bez słowa zaczyna świecić mi latarką po oczach. Marszczę brwi. Cholera, daj mi spokój! Myślę, ale nie mam siły tego powiedzieć.
-Ile palców pani widzi? - pyta, pokazując mi przed oczami całą dłoń.
-A co nie umie pan liczyć, panie doktorze? - odpowiadam złośliwie, a doktor śmieje się pod nosem.
-Chyba nie jest z panią tak źle, ale na wszelki wypadek zrobimy badania.
-Chce mi się pić, mam dużego kaca - dodaję, mam wrażenie, że zaraz umrę z pragnienia.
-No właśnie, jest pani pod wpływem alkoholu. Jakiś wypadek na imprezie czy co? - dopytuje, sprawdzając moje odruchy.
-Nie pamiętam, chyba pokłóciłam się z chłopakiem. Proszę dać mi chociaż wody! - zamykam oczy i ściskam mocno nasadę nosa.
-Zaraz pielęgniarka przyniesie pani coś do picia. Proszę leżeć -  gasi w końcu tę durną latarkę i przykrywa mnie do pasa. Czekam chwilę i dostaję upragniony napój. To zwykła woda, a smakuje przecudownie. Pielęgniarka patrzy na mnie dziwnie, gdy opróżniam całą szklankę i proszę o więcej. Rany, co się stało? Co ja tu robię? Przypominam sobie wczorajszy wieczór i dzisiejszą awanturę, do momentu jak Brayan cisnął perfumami o ścianę i oskarżył mnie o zdradę. Ale co stało się dalej? Kompletnie nie pamiętam,  a  w głowie mam jedną wielką czarną dziurę. Wiem jednak, że to nic dobrego skoro znalazłam się tutaj.
Zabierają mnie na tomografię i pobierają krew.  Gdzie jest Brayan? Gdzie jest Erick? Co się stało, że jestem w szpitalu? Może znowu miałam atak paniki? Ale skąd ta rozcięta głowa? Może upadłam po pijaku? Nie! Nie przypominam sobie bym wczoraj rozcięła sobie głowę. Po jakiejś godzinie wpuszczają do mnie Ericka. Nareszcie.
-Co się stało? - pytam, widząc go w progu. Minę ma niewyraźną.
-Nic nie pamiętasz? - podchodzi i siada obok, oglądając moją zabandażowaną głowę.
-Nie pamiętam dlaczego się tu znalazłam. Brayan jest bardzo zły na mnie? Ja naprawdę go nie zdradziłam... - podsuwam się wyżej, a Erick patrzy na mnie zaskoczony.
-Brayana tu nie ma -  odpowiada smutno.
-Cholera! Tak się wkurzył, że nie chce mnie teraz widzieć? - wzdycham głęboko.
-Nie pozwoliłem by tu był, to przez niego tu jesteś - odpowiada, jest bardzo zdenerwowany.
-Słucham? - unoszę brew.
-Wasza poranna rozmowa zamieniła się w niezłą awanturę, chciałaś go uderzyć i sama nieźle  oberwałaś. Praktycznie rzucił tobą o podłogę i uderzyłaś głową o łóżko -  wyjaśnia, ale przychodzi mu to z wielkim trudem.
-Boże... - robię wielkie oczy - To niemożliwe, Brayan by się tak nie zachował! - kręcę głową, nie mogąc w to uwierzyć. .
-No niestety, nie pohamował się -Erick spogląda na mnie z wyrzutem.
-Gdzie on teraz jest?
-Został w apartamencie – wzdycha - Musicie  odwołać ślub, Meg. To co stało się wczoraj i dziś rano, to za dużo... -  dodaje.
-Ale nic się nie stało. Tylko się upiłam. Naprawdę nie spałam z Mikem! - piszczę.
-Wyjaśnicie to sobie sami. O ile pozwolę mu się w ogóle do ciebie zbliżyć! -  Erick zaciska usta w cienką linię.
-Chryste, to jakiś absurd! Upiłam się, zostawiłam karty w domu i nie miała jak wrócić. Mike zaproponował, że mnie przenocuje i tyle. A ta awantura rano, to nic... Brayan się po prostu zdenerwował.  Każdemu się zdarza - próbuje to jakoś wytłumaczyć, bo nie mogę uwierzyć, że tak się zachował. Brayan nie uderzyłby mnie, nie dałby mnie skrzywdzić.
-Meg on jest narkomanem, alkoholikiem. To co ostatnio przeszliście jest dla niego ogromnym obciążeniem. Bryan nie radzi sobie z emocjami i właśnie to są tego efekty. Wpadł w szał, gdy cię złapał nie zdążyłem nawet zareagować. On tobą rzucił jak lalką. Nie był wtedy sobą! - Erick mówiąc to patrzy mi prosto w oczy.
-Nie skrzywdziłby mnie. To jakiś przypadek, jakiś absurd!
-Nie, to nie jest przypadek, Meg. Skoro raz podniósł na ciebie rękę, nie jesteś przy nim bezpieczna. Co będzie jeśli po ślubie, nie daj boże się upije, i wkurzy na ciebie? Na cokolwiek!
-On taki nie jest. Muszę z nim porozmawiać! - siadam na łóżku, ale głowa daje o sobie znać.
-Nie ma go tutaj. Mówiłem ci już! - chwyta mnie za dłoń - Posłuchaj mnie, Meg. Chociaż raz mnie posłuchaj. Odwołajcie ten ślub, to wszystko to naprawdę za dużo. Nie każe się wam rozstawać, ale dajcie sobie czas. Oboje macie problemy.... - głos Ericka drży. On cały jest w emocjach i wiem, że chce dobrze, ale ja muszę porozmawiać z Brianem.
-Wiem, że chodzi ci jedynie o moje dobro... -  wzdycham - Ale kocham go, chcę z nim być... Naprawdę chcę - dodaję cicho.
-Wiem - Erick chwyta w obie dłonie moją dłoń. Widzę, że chce coś jeszcze powiedzieć, ale do mojej sali przychodzi lekarz i wyprasza Ericka. Gdy zostajemy sami mężczyzna spogląda wprost na mnie.
-Panie doktorze, czy ja mogę już wyjść? Dobrze się czuję, a głowa mnie boli od kaca, a nie od uderzenia -  chcę z nim negocjować, chociaż i tak zapewne nie mam szans.
-Tomografia niczego nie wykazała, nie ma żadnego urazu. Miała pani wiele szczęścia - odpowiada spokojnie.
-To super. Mogę prosić o wypis? - wstaję z łóżka.
-Ale jest inna sprawa... - mówi poważnie i podchodzi do mnie.
-Co znowu? - wywracam oczami.
-Czy wie pani, że jest pani w ciąży? - pyta, a ja zamieram. Że niby co? Patrzę na niego jak na wariata i zaczynam głupio chichotać.
-Słucham? - zasłaniam dłonią usta, i próbuje się opanować.
-Zrobiliśmy pani podstawowe badania krwi, ma pani podwyższony poziom hormonu gonadotropiny kosmówkowej, co świadczy początkach o ciąży – wyjaśnia poważnie, a ja robię się blada jak ściana.

12 komentarzy:

  1. lol ale rozdział!!! końcówka mi sie nie podobaaaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna historia, jednakże ostatnie rozdziały przedstawiają naprawdę absurdalną akcję...
    Szczerze mówiąc, nawet jeśli jakaś dziewczyna byłaby najbardziej pożądaną kobietą na świecie, żaden facet (a w tym przypadku faceci) nie szaleliby tak bardzo na jej punkcie. Czasami dziewczyny mają problem ze znalezieniem jednego chłopaka, a co dopiero kilku (jak w tym opowiadaniu).
    Na Pani miejscu (tj. autorki) w dalszych rozdziałach przedstawiłabym sytuację, w której Meg jest odrzucona przez jej "chłopaków" i zostaje sama, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swojej próżności... :D
    Czekam na ciąg dalszy i mam nadzieję że Meg w końcu będzie z Erickiem (a ta ciąża z Brayanem okaże się pomyłką...)
    Dziękuję za możliwość przeczytania kolejnych rozdziałów Pani opowiadania!
    Pzdr
    /K

    OdpowiedzUsuń
  3. nie nie nie nie moze byc w ciazy z brayanem musi byc z erickiem. ale odcinek super z utesknieniem czekam na kolejny:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Czułam to w kościach,że będzie ciąża :D świetny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No to rozumiem !!!!! Ale akcja!!! Karolina Majdecka

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ciąża, może to dziecko Filipa? To by była dopiero checa. Super rozdział ale ja oczywiście czekam na ślub Ericka i Meg�� Marisoll 6

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde Kasiu ale dałaś czadu. Kobieto aż się boję coś Ty tam jeszcze wymysliłaś tak mnie ciekawość zjada. Jak zawsze czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A niech to... dlaczego ciąża z Brayanem???? Juz myślałam że się rozstaną a tu takie cos:((( nie podoba mi się to!

    OdpowiedzUsuń
  9. Robi się masło maślane...-.-
    Na początku chciałam, żeby była z Erickieem ale irytuje mnie ta dziewczyna coraz bardziej, szkoda faceta!

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko!!! Alę się rozkręca :):):)SUPER!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Meg musi być z Erickiem, nie wiem w jak sposób, ale oni są dla siebie stworzeni. A co do ciąży, to z przykrością mówię, ale mogłaby poronić. Nie może być z Brayanem, jako para, jedynie jako przyjaciele, ze względu na Toma, Alex czy Vincenta.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wkurza mnie już ta historia z brayanem ona sama nie wie czego chce niech bo w końcu zostawi no i ta ciąża masakra

    OdpowiedzUsuń