Premiera już w lipcu!

niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 122

Siedzę w swojej sypialni do wieczora. Totalnie nie wiem co ze sobą zrobić? Kurczowo ściskam w dłoni swoją komórkę i zastanawiam się nad rozsądnym wyjściem z tej sytuacji. Zadzwonić do Brayana? Kilkukrotnie wybieram jego numer, ale za każdym razem nie wykonuję połączenia. Może Erick faktycznie ma racje? Powinnam dać mu czas i porozmawiać z nim, gdy emocje nieco opadną. Przysypiam, ale koło ósmej ze snu wyrywa mnie kobiecy śmiech. Otwieram oczy i siadam na łóżku, ale jestem tak zaspana, że w pierwszej chwili nie wiem co się dzieje. Dostrzegam, że drzwi od mojej sypialni są uchylone, a głos dobiega z dołu.

-Ericku przestań, proszę. Przestań! - to Ana. Krzywię się, ale nadal mam ochotę spać, więc kładę się i zamykam oczy - Ericku! - kolejna fala śmiechu totalnie wyprowadza mnie z równowagi. Zakrywam głowę poduszką, ale to niewiele daje. Zbyt dużo we mnie złości, dlatego kierowana impulsem wstaję gwałtownie i ruszam na dół. Co ona sobie wyobraża? W korytarzu potykam się o kawałek materiału, okazuje się, że to damski szlafrok. Kawałeczek dalej dostrzegam ręcznik, a na półpiętrze upewniam się, że w ogóle nie powinnam była wychodzić z sypialni. Ukradkiem miga mi zupełnie nagi Erick, a sekundę później piszcząca i śmiejąca się Ana. Cholera! Zastygam, bo nie chcę, by mnie dostrzegli. Moja złość przechodzi w zażenowanie, bo przecież to jego dom i oni mogą robić tutaj co tylko chcą. To mnie nie powinno tu być. Może wrócę do rodziców? Adamem mogłaby zajmować się moja mama, gdy ja wrócę do pracy. Już układam sobie w głowie plan, gdy nagle przypominam sobie, że przecież dowiedziałam się dziś o tym, że znowu zostanę matką. I co teraz z twoim życiem Meg? - pytam się w myślach. Nic nie jest tak jak bym chciała. Chyba nigdy nie było i nie będzie. Dlaczego?
Dopiero teraz zaczęło docierać do mnie, co tak naprawdę chciał osiągnąć Erick. Teraz to ja muszę patrzeć na to, jak on układa sobie życie z kimś innym. Czy to boli? Boli. Boli jak jasna cholera, ale Karma przecież odwdzięcza nam się za wszystko co robimy. Najwidoczniej to kolejny etap mojej pokuty i postaram się znieść to wszystko z podniesioną głową. Nawyrabiałam w życiu mnóstwo głupot, podjęłam multum złych i nieodpowiednich decyzji, ale teraz już nie mogę sobie na to pozwolić. Muszę być odpowiedzialna i myśleć o dzieciach, a potem o sobie i własnym szczęściu. 

Budzę się w nocy, bo mam złe sny. Otwieram oczy i za każdym razem zapominam co śniło mi się sekundę wcześniej. Wiem jednak, że to nic przyjemnego. Jestem mokra od potu, serce mi wali, a oddech rwie się z piersi. Muszę napić się wody, więc ryzykuję i schodzę do kuchni. W całym domu jest ciemno, a tutaj nie ma śladu Ericka i Any. Moczę usta przy rancie szklanki i wzdycham. O Boże! Zamykam oczy, bo znowu ogrania mnie to beznadziejne uczucie bezradności. Boli mnie to, że Erick zachowuje się w ten sposób. Mści się? Nie wiem. Kurwa... naprawdę nie wiem. To nie w jego stylu, a może ja się mylę? Może totalnie go nie znam? Może on mnie nie kocha? Nigdy nie kochał?
-Czemu nie zeszłaś na kolację? - podskakuję, gdy nagle słyszę zza pleców jego głos.

-Spałam... - odpowiadam prawie szeptem. Upijam łyk wody, by zabić uczucie pragnienia.

-Źle się czujesz? - pyta miękko i podchodzi do mnie. Dopiero dostrzegam, że jest jedynie w spodniach od piżamy. Podnoszę wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Nic nie wiem, a on jest dla mnie znowu totalną zagadką. 

-Gdzie Ana? - ignoruję jego pytanie, a on uśmiecha się drwiąco.

-Wróciła do siebie.

-Ja też powinnam - odpowiadam bez zawahania. 

-Co masz na myśli? - robi krok w moją stronę, ale ja odsuwam się i podchodzę do stołu. Przysiadam na krześle, a on siada dokładnie obok mnie.

-Postanowiłam, że zamieszkam w domu, który rodzice podarowali mi na Boże Narodzenie. Nie chcę sprawiać ci problemu, a opieką nad Adamem jakoś się podzielimy - oznajmiam i czekam na to co powie. Jestem prawie przekonana, że będzie protestował, a jego odpowiedź prawie zwala mnie z nóg.

-Uważam, że to dobry pomysł - przełykam ślinę, ale zachowuję kamienną twarz. Udaje mi się nawet wymusić uśmiech, a Erick wstaje od stołu.

-Kładźmy się spać, Megan. W najbliższych dniach omówimy szczegóły twojej przeprowadzki i inne ważne sprawy. Dobranoc - kiwam głową, a następnie odwracam wzrok. 

Czekam aż Erick wyjdzie z kuchni, a potem pozwalam łzom płynąć swobodnie po moich policzkach. Nie chodzi nawet o to, że jego odpowiedź mnie zdziwiła. Ton jego głosu był inny. Stanowczy, beznamiętny i tak obcy. Wiem, że nie mam prawa niczego od niego oczekiwać i już dawno powinnam o nim zapomnieć. Pogubiłam się w tym wszystkim, a każdy kolejny dzień robi mi w głowie jeszcze większy mętlik. Pokochałam Brayana, by uwolnić się od uczucia jakie połączyło mnie i Ericka, a teraz zostałam totalnie sama. Może właśnie do tego jestem stworzona? By być sama. Nie każdy przecież ma na świecie swoją drugą połówkę. Nigdy nie miałam szczęścia do facetów, a odkąd poznałam Ericka moje relacje z nimi ogromnie się skomplikowały. Muszę sobie odpuścić i zająć się życiem, a nie romansami. Do niczego dobrego to nie doprowadziło. Nie wiem czy to dobrze, ale zaczynam być zła sama na siebie, a pretensje do kogokolwiek innego schodzą na dalszy plan. To wszystko, to moja wina. Nikt nie kazał mi spać z Filipem. Nikt nie kazał mi uciekać do Londynu i ukrywać prawdę. Od tego się zaczęło, ale na tym powinno się skończyć. Niestety to był dopiero początek tej pieprzonej katastrofy, która zrujnowała życie wielu osobom. Koniec z tym. Nie będę znowu wszystkich przepraszać, bo to bez sensu. Zapomnieć o przeszłości nie potrafię, ale jedyne co mogę zrobić, to wszystko, by przyszłość była lepsza. Bardziej stabilna, spokojna i bezpieczna.  Dla Adama i maleństwa, które rośnie we mnie. Dla moich najbliższych. Dla mężczyzn których kocham i pewnie nigdy nie przestanę. Aż w końcu dla samej siebie. 

Praktycznie zasypiam, gdy pod poduszką zaczyna wibrować mój telefon. To krótki dźwięk oznaczający wiadomość tekstową. Domyślam się kto jest jej nadawcą. Widzę numer Bryana i chwilę waham się czy ją odczytać, ale moja ciekawość wygrywa:

Lecimy właśnie gdzieś nad Oceanem. Nie mogę spać, bo myślę o Tobie. Chciałbym kochać Cię tak jak tego potrzebujesz, ale nie potrafię. Przepraszam  i dziękuję...za wszystko.

Kurwa! Ostatnie słowa czytam przez łzy. To naprawdę koniec i to nie ja podjęłam tym razem decyzję. Wiem czego Brayan się boi, ja też się boję, ale naprawdę łudziłam się, że nam się uda. Kocham go, ale moja miłość rozbudziła w nim zbyt wiele emocji. Stał się lepszy, a zarazem powróciły do niego demony przeszłości, które wyniszczają go od środka. Rozumiem dlaczego tak postanowił. On musi ratować samego siebie. Brayan potrzebuje stabilizacji, normalności, a nie emocjonalnego tornada, które wyniszcza wszystko i wszystkich. Dałam mu wiele wszystkiego. Niepotrzebnie było tego aż tyle, ale już nie cofnę czasu. Jedyne co jestem w stanie zrobić, to odpisuję te kilka słów:

Ja również przepraszam, Brayan. Znajdziemy kiedyś czas, w którym potrafić będziemy normalnie żyć. Musimy porozmawiać, ale dajmy sobie kilka chwil na oddech. Odezwij się jak wylądujesz, bo martwię się i to nigdy się nie zmieni.

Nie chcę, by odpisywał, bo każda kolejna wiadomość, to sól an rany. On chyba o tym wie, bo odpowiedź nie przychodzi. Mimo to i tak przepłakuję prawie całą noc. Tak naprawdę już świta, a ja nadal płaczę. Nieco mi lepiej, aż w końcu zasypiam.



 




6 komentarzy:

  1. Mogłabym latami czekać na kolejny rozdział ale nadal kochać te historie cudo 😃❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie:)) pomimo tych wszystkich emocji super się czyta tę historię:) ciekawa jestem co będzie dalej. Czekam na więcej;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde ale Ja się za nimi stęskniłam :) i pomimo że dawno czytałam poprzednie rozdziały to bez żadnych problemów wyczytałam się w dalsze losy bohaterów i to w twoim pisaniu Kasiu kocham najbardziej że długo zapada w pamięć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu doczekała się kolejnego, jak zawsze wspaniałego, rozdziału:-) czekam na więcej ;-) Pozdrawiam !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. dziękuję za chwilkę "tego czegoś" kiedy czytam Twoją Twórczość - jesteś boska

    OdpowiedzUsuń
  6. Brayanem to hipokryta... Sam zdradził Megan jak była po porodzie, a jej zrobił awanturę, która wiadomo jak się zakończyła...
    Wiem, że to fikcja, ale wkurza mnie postawa Megan... kiedy ona kogoś rani to wszystko ok,a kiedy Erick tak jak ona wcześniej próbuje ułożyć sobie życie to jest wirlce skrzywdzona i jej przykro...

    OdpowiedzUsuń