Premiera już w lipcu!

wtorek, 8 marca 2016

Rozdział 123

Kolejne dni praktycznie przelatują mi przez palce. Staram się robić wszystko, by nie myśleć o Brayanie, za którym szczerze tęsknię. Wiem jednak, że muszę o nim zapomnieć. Sytuacja jaka jest między mną, a Erickiem wcale niczego nie ułatwia. Erick zachowuje się wobec mnie bardzo obco, a dziś w końcu przeprowadzam się do domu, który dostałam od rodziców. Nie wiem jak będę czuła się sama w tym miejscu, bo Adam na razie zostaje z Erickiem. Właśnie przekraczam próg i wzdycham widząc gołe ściany. Meble i całe wyposażenie dojadą dopiero za dwa tygodnie, bo wszystko robiłam na zamówienie. Jedyne co mam to materac, który stoi na środku mojego przyszłego salonu i żyrandol, który kupiłam wczoraj w małym sklepie z oświetleniem.
-Cześć Meg, to twoje nowe miejsce na ziemi - mówię sama do siebie i przechodzę dalej. Dom jest ogromny, a cała ta przestrzeń nieco mnie przeraża. Nie mam pomysłu jak urządzić resztę domu, bo wybrałam jedynie meble do kuchni i pokoju Adama. Za wszystko płacę sama, bo moje udziały w kawiarni Hooków przynoszą mi całkiem niezłe dochody. W końcu jestem w stanie utrzymać siebie i swojego syna, ale Erick i tak poczuwa się do obowiązku i zobowiązał się płacić mi alimenty. W sumie tak powinno być, a ja nie będę unosić się honorem, bo musimy się jakoś dogadać. Właśnie otwieram drzwi, które prowadzą do miejsca, gdzie kiedyś będzie mój ogród i słyszę dźwięk swojej komórki. Uśmiecham się, bo to mój tata.
-Cześć tatku! - odbieram wesoło. Jeszcze nie powiedziałam rodzicom o ciąży. Nadal wiemy o niej jedynie Erick i ja. Za tydzień mam wizytę kontrolną i wtedy właśnie mam zamiar powiedzieć rodzicom i co najważniejsze, Brayanowi. Wiem, że ma przylecieć, bo musi załatwić jakieś sprawy biznesowe, które prowadzi z Erickiem. Nie wtrącam się, chociaż ciekawość mnie zżera co oni razem kombinują.
-Witaj córeczko! Jak podoba ci się w nowym domu? - tata pyta niepewnie. Wiem, że ogromnie przeżywa nasze moje rozstanie z Brayanem. Nikt jednak nie wie o tym co stało się tamtego poranka i o tym, że Brayan mnie uderzył. Nie chcę, by pochopnie go oceniali. On nie zasługuje, by wydawać nad nim osąd.  To dobry facet, ale potrzebuje zupełnie innego typu kobiety, która spędzi u jego boku resztę życia.
-Jest... pusto, ale powoli się urządzę - odpowiadam.
-Wiem kochanie. Może wpadniesz dziś do nas na kolację? Mama ugotuje coś dobrego, a Kim, Eva i Robert też będą - doskonale wiem jak bardzo tata chciałby bym ich dziś odwiedziła, ale nie mam na to ochoty. Nie chodzi o to, że nie chcę ich widzieć. Bardzo chcę, ale nie zniosę tych spojrzeń mamy i Kim, a potem serii pytań o Brayana i o to co dokładnie się wydarzyło. Sama słabo to znoszę i po prostu potrzebuję pobyć sama. Niestety i to nie jest możliwe, bo Erick oznajmił mi iż mam ochronę. Są dyskretni, ale sama świadomość jest przytłaczająca.
-Innym razem tatku, ok? Dziś mam już sporo na głowie... - kłamię, bo tak naprawdę nie mam nic do roboty. Czuję się dobrze i ostatnio nawet myślałam o tym, by na jakiś czas wrócić do pracy. Dopóki ciąża nie będzie widoczna i brzuszek nie zacznie mi przeszkadzać, to przecież mogłabym mieć jakieś zajęcie, by nie zwariować.
-Rozumiem, ale nie przemęczaj się córeczko i dbaj o siebie. Co dziś zjesz na obiad? - pyta troskliwie.
-Pizzę... - odpowiadam i zaczynam się śmiać.
-Meg...
-Oj tato, będę o siebie dbała. Obiecuję!
-Mam taką nadzieję, kochanie. Dzwoń do mnie kiedy tylko chcesz - niepewność w jego głosie sprawia, że ściska mi serce. Wiem jak tata ogromnie się o nas martwi, ale ja dam sobie radę. Po prostu nie mam innego wyjścia.

Szybko kończę rozmowę i zamawiam obiad. To niezdrowo, ale naprawdę mam dziś ochotę na pizzę. Duża hawajska każdemu poprawi humor. Godzinę później rozkładam wielki karton z gorącą pizzą na materacu w salonie i zajadam się do woli. Włączam telewizor, bo jeszcze tego się jak do tej pory dorobiłam, ale jak zwykle leci sama nuda. Najedzona i totalnie znudzona przysypiam, a budzi mnie dopiero dźwięk komórki. Odbieram, nawet nie sprawdzając kto dzwoni.
-Hallo? - głos mam zaspany i lekko zachrypnięty.
-Meg... - podnoszę się lekko, bo w pierwszej chwili nie wiem z kim rozmawiam. Dopiero, gdy sprawdzam numer widzę, że to Brayan.
-Co słychać? - pytam, bo nie wiem co innego mogłabym powiedzieć. Nie odzywał się od tamtego dnia, a po wylądowaniu wysłał mi tylko jedną wiadomość, że doleciał i odezwie się za jakiś czas. Najwidoczniej to dziś jest "ten czas", ale totalnie nie mam nastroju na rozmowy z nim.
-Tęsknię... - odpowiada, a ja dopiero teraz uświadamiam sobie, że jakoś dziwnie mówi. Jest pijany? Siadam i pocieram twarz zanim o to zapytam.
-Dobrze się czujesz?
-Doskonale... spieprzyłem wszystko, a teraz jest mi wykurwiście źle, ale nic nie mogę już zrobić... - Brayan bełkocze mi do słuchawki.
-Piłeś? - pytam bez tchu.
-Nie... - Brayan śmieje się drwiąco - Znieczulam się, by nic sobie nie zrobić - te słowa wzmagają moją czujność. Serce zaczyna walić mi jak szalone, a cała krew odpływa z twarzy.
-Gdzie jesteś? Jesteś z kimś?
-Sam ze sobą i swoim popierdolonym życiem. Chciałem ci tylko powiedzieć, że naprawdę cię kochałem, mała. Uważaj na siebie - odpowiada i nagle rozłącza się. Cholera! Od razu wybieram jego numer, ale nie odbiera. Dzwonię kilkanaście razy pod rząd, aż w końcu jedyne co słyszę, to automatyczną sekretarkę. Boże! Czy on zamierza sobie coś zrobić? Dzwonię do Toma, ale ten kurwa mać też nie odbiera. W ogóle ostatnio mało z nim rozmawiam. Odnoszę wrażenie, że on ma żal do mnie o Brayana. Szkoda, że nie dał mi wyjaśnić, a jaką wersję wydarzeń on zna, to naprawdę nie wiem. Nie będę się jednak teraz nad tym zastanawiać. Koniecznie muszę dodzwonić się do kogoś kto jest w Londynie i szybko może sprawdzić co dzieje się z Brayanem. Dzwonię więc do jego mamy, ale robię to z wielką gulą w gardle.
-Meg kochanie, tak dawno nie rozmawiałyśmy! - odbiera wesoło, a ja robię wielkie oczy. Czy ona nie ma pojęcia co się stało?
-Cześć Sylvio... - bąkam - Czy jest u was Brayan? - pytam, a po drugiej stronie zapada wymowna cisza - Jesteś tam?
-Brayan jest przecież u ciebie w Nowym Jorku... - odpowiada wprawiając mnie w totalne osłupienie. Teraz to ja nie potrafię nic powiedzieć - Meg, co się dzieje? - pyta, jej głos od razu staje się nerwowy.
-Rozstaliśmy się ponad tydzień temu. Brayan powiedział mi, że wrócił do Londynu, a przed chwilą dzwonił do mnie, zupełnie pijany i... Wydaje mi się, że chce sobie coś zrobić. Jest załamany...
-Co ty mówisz?! Jak to się rozstaliście?! - krzyczy na mnie nagle - Rozmawiałam z nim dziś rano i mówił, że wybieracie się na zakupy!
-Nie wiem co ci powiedzieć...
-Dzwonił do ciebie przed chwilą?! - jej niepokój wzmaga we mnie panikę. Nagle czuję, że stanie się coś naprawdę złego.
-Tak, ale rozłączył się i wyłączył komórkę. Boże Sylvia, on chce coś sobie zrobić... - wstaję z materaca i od razu idę założyć buty. Rozmawiam z Sylwią jeszcze chwilę i ustalamy co robić. Ona od  jedzie do mieszkania Brayana, a ja wsiadam do auta i dzwonię do Ericka. On ma większe możliwości i może uda mu się namierzyć go szybciej. Najpierw niestety nie odbiera, a gdy oddzwania pierwsze co słyszę w tle, to głos Any. Nie mam jednak czasu zastanawiać się nad tym co co robią, bo strach o życie Brayana jest większy niż cokolwiek innego co teraz czuję.
-Witaj Meg! Jak nowy dom? - pyta zadowolony, ale ja szybko uświadamiam go  w tym co się dzieje.
-Ericku, Brayan dzwonił do mnie kompletnie pijany i myślę, że chce coś sobie zrobić - ostatnie słowa wypowiadam ze łzami w oczach. Nie potrafię opanować emocji, a w dodatku Erick totalnie zaskakuje mnie swoją reakcją.
-Przesadzasz Meg. Rozmawiałem z nim dziś rano i wszystko było w porządku. Dajcie sobie czas, a nie robicie aferę za aferą.
-Co?! - piszczę.
-Zachowujecie się jak nastolatki. Brayan to dorosły facet i wie co robi, a ty naprawdę powinnaś o nim zapomnieć.
-Ericku...
-Meg jestem zajęty. Jeśli się martwisz, to zadzwonię do niego i upewnię się, że nic się nie dzieje, a ty się uspokój, bo nie powinnaś się denerwować - zwalniam, bo jego słowa uderzają we mnie ze zdwojoną siłą. Po prostu nie wierzę, że robi ze mnie choleryczkę, która wymyśla sobie jakieś problemy, by zwrócić na siebie uwagę - Jesteś tam, Meg? - pyta, ale gardło mam tak zaciśnięte, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Łzy bezradności i strachu o życie Brayana płyną po moich policzkach. Rozłączam się i ciskam telefonem o fotel pasażera. W jednej chwili podejmuję decyzję, że muszę jak najszybciej znaleźć się w Londynie. Jestem roztrzęsiona, nie myślę trzeźwo i nagle wjeżdżam na skrzyżowanie na czerwonym świetle.




2 komentarze:

  1. No urwać w takim momencie. Kasiu zawsze nas tak trzymasz w napięciu. Nie męczy nas długo i dodaj kolejny rozdział szybciutko:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tak szczerze kibicowałam Meg i Brayanowi dwoje ludzi po przejściach,którzy otworzyli się na siebie,a tu taka katastrofa.Nie lubię odobiście Eryka najpierw wtrącał dię w związek Meg,a teraz nie jest nawet jej przyjacielem,a nie zapominajmy to przez niego przeżyła seoją pierwszą tragedie.Msm nadzieje,że niedługo Meg zazna szczęścia w tym opowiadaniu bo na nie zasługuje.

    OdpowiedzUsuń