Premiera już w lipcu!

czwartek, 10 marca 2016

Rozdział 124

Ile cierpienia może znieść jeden człowiek? Do tej pory wydawało mi się, że przekroczyłam już swój limit nieszczęść, ale najwidoczniej ktoś tam na górze uważa zupełnie inaczej. Ma dla mnie inny plan, który zupełnie mi się nie podoba, ale cóż mogę zrobić? Walczyć z przeznaczeniem? To chyba niemożliwe. Odnoszę wrażenie, że to wszystko wycelowane jest we mnie, a że bólu fizycznego nie jestem w stanie już nieść, to wszystkie nieszczęścia dosięgać będą najbliższe mi osoby. Tym razem ofiarą mojej pokuty jest moje nienarodzone dziecko, które straciłam.

Po wypadku jestem bardzo poobijana, ale nie mam żadnych większych urazów. Dużo stłuczeń, ale żadnego złamania. Może jedynie serce mam złamane, po raz kolejny, bo mimo wszystko cieszyłam się, że znowu zostanę mamą. Maleństwo jednak nie miało szans, bo uderzenie było tak silne, że znalazłam się na siedzeniu pasażera. Lekarze uznali, że miałam dużo szczęścia, ale gdzie niby to moje szczęście? Szczęściem jest to, że niczego nie złamałam? Szczęściem jest to, że nie mam urazów wewnętrznych? W dupie mam takie szczęście. Wolałabym być połamana, ale nie stracić dziecka. Znowu czuję ten dziwny wewnętrzny ból emocjonalny, bo naprawdę uważam, że to niesprawiedliwe.

-Możemy jechać, Meg - do mojej sali wchodzi Erick. O wypadku dowiedział się od swoich ludzi, którzy jechali za mną tamtego dnia. Nie wiem co myśli o tym wszystkim? Nie rozmawiam z nim o niczym istotnym, bo po co? Okazało się, że Brayan wtedy po prostu się upił, ale nie zamierzał niczego sobie zrobić. Wie o wypadku i jest w Nowym Jorku. Nie jestem gotowa na to spotkanie, ale ma być tu tylko kilka dni i chcąc nie chcąc będę musiała się z nim spotkać.
-Okej - odpowiadam krótko i wstaję z krzesełka. Przechodzę obojętnie obok Ericka, który przygląda mi się uważnie. Myśli, że obwiniam go o mój wypadek? Nie wiem i chyba mnie to nie interesuje. Nikogo już o nic nie obwiniam, bo po co? Mam mieć żal, że nie jestem już dla niego najważniejsza? Że tamtego dnia ostatecznie zadecydował, że ja nie będę już uczestniczyć w jego życiu? To jego wybór, a ja po prostu muszę to zaakceptować.
-Zjesz ze mną obiad? - dogania mnie, a w ręku trzyma niedużą torbę z moimi rzeczami.
-Ericku, ale po co? - zatrzymuję się i spoglądam na niego - Odwieź mnie do domu, bo mam dużo spraw do załatwienia.
-Jakich spraw? Powinnaś jeszcze odpoczywać, bo...
-Daj spokój - przerywam mu - Czuję się dobrze, a lekarz powiedział, że mogę normalnie funkcjonować - dodaję. Nie mówię mu wprost, że przecież nie jestem już w ciąży, ale on doskonale o tym wie. Nie ja mu o tym powiedziałam, ale przecież Erick Evans wie wszystko.
-Naprawdę chcesz sama mieszać? Może lepiej byłoby gdybyś na razie została u swoich rodziców?
-A nie u ciebie? - rzucam z ironią i ruszam dalej. Mam dość jego zmiennych nastrojów. Kierowany wyrzutami sumienia znowu ma do mnie słabość, a po jakimś czasie stwierdzi, że jednak powinien ograniczyć nasz kontakt. Bo Ana, bo powinniśmy żyć dalej, bo... coś tam. Złość znowu we mnie wzbiera, ale staram się nad tym zapanować.

W drodze do mojego domu oboje milczymy. Napięcie między nami jest wręcz namacalne, ale nie chcę zawracać sobie głowy rozmowami i wyjaśnieniami. Sprawa jest prosta. On ma kogoś i niech tak zostanie. Długo patrzył na to jak ja układałam sobie życie z Brayanem, więc i on ma prawo do tego samego. Tyle, że ja nie chcę w tym uczestniczyć. Chcę się odciąć od tego wszystkiego i zacząć nowy etap. W szpitalu miałam wystarczającą ilość czasu, by przemyśleć wiele spraw. Odpocznę kilka dni, nabiorę sił i chęci do życia, a potem poszukam pracy.
-Na pewno nie chcesz zjeść ze mną? - podejmuje kolejną próbę, gdy wysiadam z auta. Oglądam się na niego i wymuszam uśmiech. Mimo wszystko życzę mu jak najlepiej, bo Erick to wspaniały facet. Oboje skomplikowaliśmy sobie życie, ale spędziłam z nim najlepsze chwile.
-Innym razem Ericku.

Ruszam do drzwi, a Erick wysiada, by wziąć moją torbę ze szpitala. Szukam klucza w torebce, gdy czuję, że już jest obok. Nie patrzę na niego, bo zapewne zaprosiłabym go wtedy do środka, a potem zaczęlibyśmy rozmawiać. Nie chcę tego. Jeszcze nie teraz.
-Brayan jest w Nowym Jorku do piątku. Jeśli tylko chciałabyś się z nim zobaczyć, to zadzwoń do mnie - dodaje, gdy przekręcam klucz w zamku.
-Okej - bąkam i popycham drzwi. Szybko biorę torbę i chcę wejść do środka, ale Erick łapie mnie za dłoń.
-Meg... - prawie szepcze, ale ja nie potrafię teraz z nim rozmawiać.
-Nie - to jedyne co mówię. Wyszarpuję dłoń z jego dłoni i wchodzę do domu. Zatrzaskuję za sobą drzwi, a potem zerkam na te puste ściany i zaczynam płakać. W salonie leżą meble kuchenne i do pokoju Adama, które zamawiałam pod wymiar. Szybko zaprzątam myśli tym, że muszę zadzwonić do producenta i zamówić kogoś kto mi je zamontuje. Staram się oszukać samą siebie, że nie nasłuchuje czy Erick już odjechał. Przechodzę do kuchni z której okien widać podjazd domu. Erick nadal tam jest, ale właśnie wsiada do auta. Odwracam wzrok, gdy nagle dzwoni moja komórka. Wygrzebuję ją z torebki i wzdycham.
-Ericku, czemu jeszcze nie odjechałeś? - odbieram.
-Bo nie potrafię, Meg. Muszę z tobą porozmawiać, bo...
-Bo chcesz pozbyć się wyrzutów sumienia? A może znowu chcesz zrobić mi mętlik w głowie? - przerywa mu, ale bez złośliwości. Mija chwila zanim odpowiada.
-Tak, masz całkowitą rację. Mam wyrzuty sumienia po tym co się stało, bo potrzebowałaś mnie tamtego dnia, a ja to zignorowałem. Uznałem, że robisz aferę, by zwrócić na siebie moją uwagę. Starałem się być rozsądny i zapomnieć o tobie, by być z Anastasią.
-Oboje oszukujemy siebie samych, Ericku. Doskonale wiemy co nas łączy i zawsze będzie ciągnęło nas do siebie, ale to nie ma szans. Wiesz o tym i ja też o tym wiem. Źle wpływamy na siebie, bo nasza relacja jest bardzo toksyczna. Miłości już dawno w tym nie ma, a pozostał jedynie żal i za dużo spraw, które się skomplikowały...
-Ja zawsze będę cię kochał - mówi nagle, a ja przez jedną sekundę chcę odpowiedzieć mu tym samym.
-Zapomnij o mnie - odpowiadam i rozłączam się. Stoję jednak i patrzę przez okno w kuchni. Erick siedzi w aucie, ale nie odjeżdża. Dzwoni raz jeszcze, ale ja nie odbieram. Muszę uwolnić się od niego, bo chwilami jestem na szczycie, ale stamtąd spada się najboleśniej. Sekundy szczęścia, a potem lata smutku i bólu. Mam z nim dziecko i to łączy nas już na zawsze, ale niech tylko to będzie powodem naszego kontaktu.

Wieczorem dzwoni do mnie tata. Prosiłam go, by przekazał wszystkim, by dali mi kilka dni spokoju. Może to samolubne, ale chwile samotności są mi teraz bardzo potrzebne. Przyjdzie pora, gdy po prostu wyjdę z domu i będę szczęśliwa, ale do tego jeszcze długa droga. Małe kroczki, które zbudują moją przyszłość. Znowu dostaję opieprz, bo na kolację zjadam pizzę. Tata zapowiada, że przyjedzie do mnie jutro i załatwimy sprawy z ekipą od mebli. Wiem, że nawet jeśli się nie zgodzę, to on przyjedzie, więc nie sprawiam mu przykrości i mówię, że chętnie się z nim zobaczę. Nawet mi lepiej ze świadomością, że spędzę z nim jutrzejszy dzień. 

Jest późny wieczór, gdy moją uwagę zwracają światła samochodu pakującego pod domem. Zwlekam się z materaca i idę do kuchni. To taksówka, więc wracam, by dokończyć film. Po chwili jednak słyszę pukanie do drzwi. Unoszę brew i idę otworzyć. Zapalam światło przed domem i sprawdzam kto chce odwiedzić mnie o tej porze.
-Brayan? - pytam na głos i otwieram. Nie spodziewałam się, że przyjedzie do mnie sam i to bez zapowiedzi. W dodatku trzyma w ręku bukiet róż, a w jego oczach dostrzegam tak wiele smutku, że nie potrafię odmówić. Gestem zapraszam go do środka.
-Nie urządziłaś się jeszcze? - to pierwsze co mówi. Jego głos jest cichy, ale spokojny.
-Nie miałam kiedy, Brayan. Napijesz się czegoś? - proponuję.
-Nie, ale może znajdź jakiś wazon na te kwiaty? - wręcza mi je i w końcu się uśmiecha. Och, Brayan! Nie masz pojęcia jak cholernie tęsknię za tobą.
-Nie mam wazonu - wzruszam ramionami i przechodzę dalej. W salonie oprócz stosu nieposkładanych mebli, nadal jest tylko materac i telewizor.
-Gustownie - stwierdza. Chyba chce mnie rozbawić, ale jakoś mi nie do śmiechu. Nie mam pojęcia czy Erick rozmawiał z nim o wypadku? Czy powiedział mu, że straciłam nasze dziecko?
-Jutro załatwię ekipę od mebli - odwracam się, a on stoi dokładnie za mną. Wstrzymuję oddech, gdy nagle mnie obejmuje i bierze w ramiona. Zapieram się dłońmi o jego pierś i czuję jak wali mu serce. Moje za to chyba w ogóle przestało bić.
-Brayan, nie... - szepczę i ledwo zauważalnie kręcę głową. On jednak nie daje za wygraną. Jedną dłonią chwyta mój kark i nachyla się, by mnie pocałować. Czuję jego zapach, który tak lubię. Nie oddycham, a nogi mi drżą. To za szybko i za wiele, ale jego usta już muskają moje. Sekundę później całuje mnie tak mocno i namiętnie, że brak mi tchu. Odrywam stopy od podłogi, a on podtrzymuje mnie za pupę i rusza w stronę materaca - Brayan... - dyszę ciężko, bo chcę dać mu do zrozumienia, by tego nie robił. Znam siebie i wiem jak uległe jest moje ciało. Mam słabość do Brayana i Ericka i to nigdy się nie zmieni. W takich chwilach to tak naprawdę od nich zależy, co wydarzy się za chwilę. Co z tego, że wiem iż nie powinnam tego robić? Co z tego, skoro nawet jeśli odmówię, to moje ciało wysyła całkowicie sprzeczne sygnały. Jak zwykła dziwka rozchylam nogi, a tym samym daję Brayanowi zielone światło. On już leży na mnie, a następnie ściąga mi koszulkę. Tęskniłam za nim, a to zagłusza głos w mojej głowie który krzyczy, że popełniam właśnie kolejną wielką głupotę.


7 komentarzy:

  1. Powinni mieć jeszcze jedna szanse, jakoś Brayan do niej pasuje..Nie wiem czemu,ale znowu Meg została postawiona w złym świetle jako ta zołza.Ja jej kibicuje bardzo

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię to opowiadanie i twoja pracę która poświęcasz na pisanie.To ja dziękuję za możliwość przeczytania.Tak jak pisałam wcześniej mam nadzieje,że zacznie się układać Meg bo już za dużo złego ja spotkało teraz Eryk mógł by pocierpieć dla odmiany.Pozdrawiam pani Kasiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Pani, po prostu Kasia. Cieszę się, że masz takie samo spostrzeżenie na tą historię jak ja :) Moim zdaniem to Meg jest ofiarą, ale wiele osób właśnie z niej robi "tą złą". Obiecuję, że na sam koniec będzie szczęśliwa :)

      Usuń
  3. Lubię Brayana, ale według mnie Meg jest jednak pisana Erickowi. Są zagubieni w swoich uczuciach, ale mam nadzieję, że w końcu wszystko się ułoży. Ani Meg nie jest "tą złą", ani Erick nie jest "tym złym". Każde z nich zasługuje na szczęście: Meg, Erick, Brayan.
    To co teraz napiszę, będzie niemiłe, ale ucieszyłam się, jak dowiedziałam się, że Meg straciła dziecko z Brayanem, ponieważ we wcześniejszym rozdziałem prosiłam o to.
    Życzę Pani dużo weny. 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też miałam taką nadzieję:( i cieszę się że nic nie będzie musiało łączyć tych dwoje. I Kasiu mam nadzieję że jednak Meg w następnym rozdziale się opamięta i nie dojdzie do niczego między nią i Brayanem. Chciałabym żeby w końcu była z Erickiem bo już strasznie mnie męczy Brayan. Mam go dość!!!!

    OdpowiedzUsuń