Premiera już w lipcu!

wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 125

   Tej nocy dzieje się dla mnie bardzo przełomowa rzecz. Gdy Brayan leży na mnie już zupełnie nagi, ja naglę mówię "nie". Wysilam całą swoją silną wolę i rozsądek, by nie popełniać znowu tego samego błędu. Pierwszy raz czuję, że mam nad tym kontrolę. Nad sobą, nad swoim pożądaniem i co najważniejsze, własnym życiem. Nie tłumaczę się i po prostu proszę, by wyszedł. Brayan jest naprawdę zdziwiony, ale nie protestuje. Widzę żal i niepewność w jego oczach, ale to nie jest złość. Chyba w końcu zrozumiał, że to naprawdę koniec. Mimo tego, że czeka nas poważna rozmowa, to nie jest odpowiedni czas... na cokolwiek.

   Rano budzę się dziwnie spokojna. Jest mi lżej na duszy, a tak naprawdę jestem z siebie bardzo dumna. Uśmiecham się i otwieram oczy. Przyjemnie ciepłe promienie słoneczne ogrzewają mi twarz i pierwszy raz od dawna mam ochotę coś ugotować. Nie mam jednak w kuchni nic prócz zaworu z wodą, ale to nie szkodzi. Zawsze przecież mogę pojechać do rodziców i zrobić im niespodziankę. Tak! Chcę ich dziś zobaczyć. Jest siódma, więc rodzice na pewno jeszcze są w domu. Droga stąd do nich zajmie mi ponad godzinę, ale wzywam taksówkę. Z tatą miałam zobaczyć się koło południa, ale to, że przyjadę do nich na pewno ucieszy go bardziej. Biorę prysznic w swoim brodziku bez kabiny i wpadam na pomysł jak urządzę łazienkę. Boże! Naprawdę mam dziś chęci do życia. To uczucie wypełnia całe moje ciało, a wewnętrzne ja podpowiada: będzie dobrze, Meg. 



   Proszę kierowcę, by mimo porannego szczytu pojechał przez Manhattan. Uwielbiam poranki, a końcówka sierpnia jest w Nowym Jorku naprawdę ciepła. Cieszę się jak małe dziecko widząc ulice, które doskonale znam. Niedaleko stąd przecież wynajmowałam mieszkanie, a kilka przecznic dalej mieści się Evans Tower. Nagle myślę, że może powinnam odwiedzić Ericka i w końcu z nim porozmawiać. Na tą rozmowę jestem gotowa, a ten dzień jest tak piękny, że nic nie może mi go popsuć. Proszę, by taksówkarz zatrzymał się pod Evans Tower. Wysiadam, płacę i zadzieram głowę. Doskonale pamiętam jak byłam tu po raz pierwszy. To takie miłe wspomnienia.

    Dziewczyna w recepcji poznaje mnie. Wstaje i uśmiecha się, a ja podchodzę do niej i proszę, by nie uprzedzała Ericka o tym, że do niego jadę. Wiem, że jest tutaj, a nie w New Jersey, bo gdy leżałam w szpitalu cały czas był właśnie tu. Ona nie zaprzecza, więc się nie myliłam. Wsiadam do prywatnej windy, która wiezie mnie prosto na górę. Już w holu słyszę głos Ericka i znowu się uśmiecham. Ciekawe czy ucieszy się na mój widok? Wchodzę do salonu i zastaję go razem z Brayanem. Zatrzymuję się w pół kroku, bo akurat jego towarzystwo nie liczyłam. Oni mnie nie zauważają, a ja jestem świadkiem rozmowy, której chyba nie chciałabym słyszeć.
   -Pojechałeś do niej i co? - pyta Erick. Obaj siedzą w kuchni przy wyspie, ale tyłem do mnie. Nie widzę jednak Any, ale nie będę się teraz nad tym zastanawiać.
   -Pojechałem i liczyłem, że będzie chciała rozmawiać. Nie chciała, ale za to na co innego miała ochotę. Zdecydowanie - krzywię się, bo chyba się przesłyszałam.
   -Spaliście ze sobą? - głos Ericka jest poważny.
   -Nie, ale niewiele brakowało. Tak jak mówiłeś, ona nadal ma problem ze sobą. Nie potrafi panować nad emocjami i łatwo ulega. Poprosiła bym wyszedł, więc wyszedłem. Jestem z niej bardzo dumny - odpowiada, a ja staję jak wryta. To chyba jakiś żart.
   -Cieszę się, że odmówiła i dziękuję za przysługę, Brayan - Erick poklepuje Brayana po ramieniu, a ja nadal patrzę na nich i nie wierzę w to co słyszę. Sprawdzali mnie? Jakim kurwa prawem? Co to ma być?! Mam ochotę krzyknąć, ale chyba szkoda moich nerwów na tych dwóch zakłamanych dupków. Bawią się mną jak jakaś pieprzoną zabawką, wymieniają się, robią sobie męskie przysługi, by mnie sprowokować. Kurwa!
   -Obaj ją kochamy, ale sam wiesz jak jest. Ta znajomość nie wpływa na mnie dobrze i tak będzie lepiej, ale ty opiekuj się nią najlepiej jak potrafisz. Jestem pewien, że Meg da ci kolejną szansę - odpowiada Brayan, a ja nie wytrzymuję. Wchodzę dalej i zanim mnie zauważają zaczynam na nich wrzeszczeć.
   -Po moim trupie! - odwracają się jak na zawołanie. Mój widok ich szokuje, ale nie daję im dość do słowa - Sprawdzasz mnie, tak?! Ty pieprzony dupku! Jak możesz?! Jakim prawem próbujesz kontrolować moje życie?!
   -Meg... - duka Erick.
   -Nie Meguj mi tu teraz! - grożę mu palcem -Myślałeś, że się nie dowiem, co?! Ile razy już tak mnie sprawdzałeś?! A może wtedy w Vegas to ty poprosiłeś Filipa o to, by mnie sprawdził?! - jestem rozjuszona. To dla mnie nie do pojęcia. Jak on może?!
   -Boże, nawet tak nie mów... - wstaje od wyspy i rusza w moją stronę.
   -Nie waż się mnie dotykać! - ostrzegam go - Przyjechałam tu dziś, by z tobą porozmawiać na spokojnie. Ustalić pewne rzeczy i wyznać ci, że nadal cię kocham, ale rozumiem, że ty możesz już nie czuć tego samego. Chciałam być z tobą szczera, a ty mi odpierdalasz taki numer?!
   -Meg, uspokój się - wtrąca Brayan, ale uciszam go gestem dłoni.
   -Zabieram Adama i masz dać mi święty spokój, rozumiesz?! - ruszam do sypialni na antresoli, bo tam zapewne śpi mój synek. Ostatnio mały przebywał głównie z Erickiem, bo ja nie byłam w stanie się nim zająć. Źle mi z tym, bo wiem, że okropna ze mnie matka, ale koniec z użalaniem się nad sobą. Od dziś liczy się tylko on, a nie moje pieprzone życiowe dramaty.
   -Nie pozwolę ci go zabrać - Erick rusza za mną. Ignoruję jednak jego wkurzony to, bo jeśli tylko spróbuje mnie zatrzymać, to nie ręczę za siebie. Wpadam na antresole, a potem do jego sypialni, a tu właśnie Ana bawi się z moim synkiem. Tego dla mnie za wiele.
   -Zostaw moje dziecko! - wrzeszczę na nią, a Adam widząc mnie zaczyna się cieszyć jak szalony. Wyciąga do mnie rączki, a oniemiała Ana po prostu nie wie co powiedzieć. Biorę go na ręce, ale zaraz za mną jednak wpada Erick.
   -Nie pozwalam ci zabrać stąd Adama! - powtarza, ale mam to gdzieś. Tulę mojego synka i chcę wyjść, ale Erick zagradza mi drogę.
   -A ja nie pozwolę byś wychowywał go z obcą dla niego kobietą! - cała się trzęsę, gdy to mówię. Patrzę Erickowi w oczy i nagle chce mi się płakać. Do czego to wszystko doprowadziło? Teraz zaczniemy wojnę o dziecko? Przecież ja nie mam z nim żadnych szans.
   -Zostaw nas samych, Ano - Erick zwraca się do swojej ukochanej, a po chwili jesteśmy już sami - Daj mi go... - zwraca się do mnie już spokojnie. Wzdycham, bo nie mam zamiaru kłócić się przy dziecku i oddają Adama na ręce Ericka.
   -Jak mogłeś? - pytam cicho. Chyba nic nie zraniło mnie tak bardzo, jak to, co dowiedziałam się chwilę wcześniej. Erick układa sobie życie z Aną, a mnie sprawdza na wszelki wypadek. Jestem dla niego opcją awaryjną, bo wie, że zawsze mu ulegnę. Takie właśnie ma o mnie zdanie. Puszczalska Meg... Zapewne tak o mnie myśli.
   -Przepraszam... - szepcze Erick. Doskonale wiemy, że mam rację. Wszystko co teraz myślę, to prawda. Erick nie ma wytłumaczenia na swoje zachowanie. Chciał mieć ciastko i zjeść ciastko. Słabość do mnie nie pozwala mu na stuprocentowe zaangażowanie się w związek z Aną, więc myślał, że zrobił sobie awaryjną opcję... w razie czego. Urabiałby mnie powoli, czekając na odpowiedni moment. Tylko co potem? Co jeśli naprawdę pokochałby Anę? Mam ochotę roześmiać mu się w twarz, bo chociaż raz, to wielki Erick Evans się pogubił, a nie ja.
   -Każdy z nas popełnia błędy - mówię, a Erick wzdycha i podchodzi do mnie.
   -Nie chciałem cię zranić, Meg.
   -Wiem...
   -Daj mi czas - dodaje nagle - Muszę przemyśleć wiele spraw, by nie popełnić kolejnych błędów i nikogo więcej nie zranić - wielka gula staje mi w gardle. Czyli jednak wybór między mną, a Aną nie jest taki prosty i oczywisty. No cóż... On tyle czekał na mnie, to teraz ja poczekam na niego.
   -Oby nie było za późno - odpowiadam i wychodzę. Na dole Brayan rozmawia z Aną, a ja kiwam w jego stronę. On patrzy, ale nie podchodzi. Przyjdzie czas, że porozmawiam z nim o wielu niewyjaśnionych sprawach, ale w tym momencie oboje nie jesteśmy na to gotowi. Mam wrażenie, że on też padł ofiarą intryg Ericka. Chciał mu dorównać, by czuć się lepiej. Gdyby tylko wiedział, że straciłam niedawno nasze dziecko, to wszystko zapewne inaczej by się potoczyło. Brayan jest niespokojnym duchem i czasami po prostu lepszym wyjściem jest nie mówić mu wszystkiego, by jego dusza nie cierpiała po raz kolejny. On na to nie zasługuje - Uważaj na siebie - dodaję jedynie i posyłam mu czuły uśmiech. Wiem, że sobie poradzi. Tak naprawdę to nasza znajomość zatruwała mu życie. Niech każdy z nas pójdzie w swoją stronę, a może kiedyś znowu spotkamy się w jednym miejscu. Wolni od wszystkich problemów, dramatów i trosk. Bardziej odważni, lepsi i co najważniejsze... bez krzty żalu do siebie nawzajem.

11 komentarzy:

  1. Kurde tego się nie spodziewałam.Dupek z tego Eryka I tyle,ale brawls dla Meg.Tylko jednej rzeczy nie bardzo rozumię dlaczego Eryk nie pozwala wziaść Meg Adama,przecież to jej syn ,ona mi nie zabraniała go widywać.Jak jej odbierze Adama to okarze się kutafonem.(naprawdę go nie lubię).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Meg boi się, że ze względu na pieniądze i władze Ericka nie ma z nim szans. Sama wie też, że jej psychika dopiero zaczyna powoli wracać do normy, a to co działo się wcześniej na pewno zostawiło w niej blizny.

      Usuń
  2. och dzięki Kasiu:)) Miałam nadzieję,że się opanuje:) Czuję niedosyt i czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  3. Niech się zdecyduje czy chce mić Mag czy tą wywłokę

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapomniałam wcześniej napisać,straciłam cały szacunek i sympatie do Brayana po tym jak zgodził się na plan Eryka.A jak Eryk zabierze dziecko Meg to jak dla mnie to będzie potwierdzenie,że wcale jej nie kocha bo żaden pożadny facet nie odbiera matce dziecka.Dla mnie w tym opowiadaniu tak jak już pisałam Meg jest niesamowita młoda osoba,która wycierpiała więcej niż oni wszyscy razem wzięci nie mówię,że nie popełniła błędów,ale wszyscy je popełniali.Teraz nsprawdę już bym chciała przeczytać o czymś dobrym z udziałem Meg.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja sie ciesze,ze teraz on daje jej popalic. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czego tu się cieszyć.Jedyny bład jaki Meg popełniła to pod wpływem allocholu przespała się z Filipem,a F chciał tak szczerze odegrać się na Eryku.To nie Eryk został brutalnie zgwałcony i pobity do nieprzytomności,to nie Eryk po raz kolejny został zgwałcony i pokaleczony tylko Meg i to przez Eryka w dużej mierze.

      Usuń
  6. Ja uwielbiam Beg i Ericka i mimo wszystko nie lubiłam Brayama że wszedł między nich:) A może Ana to też jakaś gra...??? Erick na pewno kocha Meg i będą razem. Cieszę się:)))Zasługują na szczęście razem. Dosyć nacierpieli się nie będąc razem

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedwczoraj byłam na 117 rozdziale i z ciekawości już nie wytrzymałam i przeczytałam ten.
    I zamarłam...
    Ale dzisiaj postanowiłam,że muszę przeczytać 118 i kolejne bo tak naprawdę nie wiem co się stało...
    Mam nadzieję,że Meg ułoży swoje popaprane życie i zacznie wszystko od nowa,ale bez Ericka...

    OdpowiedzUsuń