Premiera już w lipcu!

czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 126

Cała w emocjach jadę do rodziców. O dziwno nie chcę być teraz sama, bo potrzebuję po prostu z kimś porozmawiać... O czymkolwiek. Całą drogę rozmyślam o tym co się wydarzyło. Nie potrafię pojąć zachowania Ericka, a tym bardziej Brayana. Ufałam im, a okazuje się, że oni zupełnie mi nie ufają. Nigdy. To boli, ale z drugiej strony mają do tego podstawy. Zdradziłam Ericka. Okłamywałam go. Próbowałam zbudować związek z Brayanem na nieszczęściu jakie zafundowałam mnie i Erickowi. To jest słabe... Kurwa. To bardzo słabe i czuję się z tym okropnie. To co czuję w sercu, to po prostu ogromna pustka, bo dochodzi do mnie, że tak naprawdę straciłam ich obu.

Wysiadam pod domem i wzdycham widząc miejsce w którym się wychowałam. Mam stąd tyle wspomnień, a jedyne co teraz pamiętam to moment, jak Erick przyjechał do mnie, gdy przyleciałam tu po raz pierwszy po mojej ucieczce. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, gdy wpadł do pokoju. Jest mi tak cholernie źle z tym wszystkim, bo to co działo się później, to konsekwencje mojego zachowania. Gdybym nie kłamała, nie uciekała... Och, nie! Łzy cisną mi się do oczu  i już chcę zawróci do taksówki, ale z okna w kuchni dostrzega mnie mama. Po chwili wychodzą z tatą przed dom i pośpiesznie do mnie podchodzą. Widzą, że jestem na granicy płaczu i zanim cokolwiek powiedzą, wprowadzają mnie do domu i mocno przytulają.
-Co się stało, córeczko? - pyta tata. Nienawidzę gdy martwią się o mnie z mamą. Jestem dorosła i powinnam sama radzić sobie ze swoim życiem, ale chyba nie potrafię. Jestem albo za głupia, albo po prostu los mnie nie lubi, bo co chwila kładzie mi kłody pod nogi. Czym sobie na to zasłużyłam?
-Musiałam być kimś okropnym w poprzednim życiu - odpowiadam i spoglądam na rodziców. Tama puszcza. Muszę się po prostu wypłakać i tak właśnie robię. Mam dość ukrywania prawdy przed kimkolwiek. Opowiadam im o tym co działo się ostatnio. O sytuacji z Brayanem, o ciąży i jak doszło do tego, że poroniłam. Dla rodziców to kolejny cios prosto w serce. Odnoszę wrażenie, że moje życiowe porażki i dramaty doświadczają ich bardziej niż mnie. To normalne, bo przecież jestem ich dzieckiem. Jeśli mojemu Adamowi by się coś stało, to chyba bym zwariowała. Teraz gdy wiem, że jest bezpieczny mogę postarać się ułożyć moje życie, by jego w końcu było normalne.

Zostaję u rodziców do wieczora. Nie chcę jednak spać tutaj, bo mój pokój przywoła we mnie znowu te dziwne wspomnienia. Rozmowa z nimi wiele mi dała. Poczułam się nieco lżej mówiąc im o wszystkim. W dodatku poparli mój pomysł bym znalazła sobie normalną pracę. To pierwszy punkt na mojej liście zmian.

1. Znaleźć pracę  w której spełnię się zawodowo.
2. Urządzić do końca dom, by Adam mógł ze mną zamieszkać.
3. Polecieć do Londynu w odwiedziny do Toma, Alex i Hooków.
4. Postarać się być szczęśliwą.


Z tą myślą wracam do siebie. Niestety puste pomieszczenia wcale nie służą mi dobrze. Kładę się na materacu i kręcę z nadzieją, że zasnę. Włączam telewizor i gapię się w niego bezcelowo. Wiem, że musi minąć trochę czasu zanim przyzwyczaję się do tego wszystkiego. Tęsknię za Adamem, za Erickiem i Brayanem, ale czas leczy rany, prawda?

Kilka dni później moja siostra ma dość mojej depresji i wyciąga mnie na lunch do restauracji w której już kiedyś byłyśmy z mamą. Pracuje tu Mark i jestem nieco zdenerwowana, bo nie wiem co on pamięta z tamtego wieczoru z Glee. Dał ciała z tym, że się upił, ale potem ja odwaliłam gorszy numer idąc z Mikem do jego mieszkania. Mam malutką nadzieję, że może nie ma go dziś w pracy, bo jakoś nie mam ochoty na jakieś rozmowy. Niestety to właśnie on wita nas w progu, ale na szczęście uśmiecha się na mój widok.
-Cześć Meg! Stolik dla dwóch osób? - pyta i spogląda na Kim, która wygląda obłędnie w czarnym kombinezonie podkreślającym jej świetną figurę. Ja w czymś takim wyglądałabym jak w worku.
-Cześć Mark! Tak, poprosimy stolik dla dwóch osób - odpowiadam. Kim zostawiła Evę Robertowi, a Adam nadal przebywa pod opieką Ericka. Nie widziałam się z nim od tamtego dnia, ale już tak bardzo tęsknię za synkiem, że chyba będę musiała podjąć ten pierwszy krok i sama zadzwonić.
-Zapraszam moje piękne panie! - Mark jak zawsze czaruje i prowadzi nas przez salę na tarasik, ten sam na którym jadłyśmy za tamtym razem. Zajmujemy miejsca i zaczynamy przeglądać menu. To włoska knajpa, a ja mam ochotę na tradycyjną pizzę. Kim także, więc wybór jest prosty. Mam dziś dość podły nastrój, ale moja siostra bardzo stara się mi go poprawić. Jestem jej wdzięczna, że wyciągnęła mnie z domu.
-Jakiś deser? - pyta Mark, przynosząc nam danie główne. Spoglądam na Kim, ale ona jak zwykle jest na diecie. Ja za to mam ochotę na tiramisu i nie będę sobie odmawiać.
-Tak, ja poproszę tiramisu i jeszcze jeden sok - odpowiadam i spoglądam na Marka, który ogląda się, bo zza baru w sali głównej dochodzą odgłosy niezłej kłótni.
-Wybaczcie, ale właśnie zwolnił nam się kolejny szef kuchni i mamy tu niezły Sajgon... - dodaje lekko zażenowany sytuacją. Ja totalnie nie kojarzę faktów, ale za to moje bystra siostra od razu podłapuje temat.
-Och, tak? To fajnie się składa, bo Meg właśnie poszukuje pracy - wtrąca, a ja piorunuje ją wzrokiem. Co ona wyprawia?
-Serio? - Mark patrzy na mnie - Nawet wspominałem o tobie szefowi, ale nie byłem pewny czy mogę cię tak polecić bez twojej wiedzy. No i nie wiem jak twoje sprawy... osobiste - dodaje niepewnie.
-Meg właściwie nie ma już żadnych spraw osobistych, a pracy potrzebuje na gwałt! - Kim dalej mnie pogrąża. Zamorduję ją jak tylko stąd wyjdziemy! Teraz jednak trzymam fason i staram się nie denerwować.
-Dawno nie... - chcę się wymigać, ale oni już zadecydowali za mnie.
-Super by było razem pracować, a przyda nam się kobieta w kuchni! - mówi Mark.
-Ale ja...
-Meg, daj spokój! - przerywa mi Kim - Musisz spiąć tyłek i w końcu zacząć coś robić. Ile można siedzieć w domu i rozpaczać za facetami? - za te słowa kopię ją pod stołem w kostkę. Kim i ta jej niewyparzona buzia! Mark spogląda na mnie i uśmiecha się lekko. Ciekawe co sobie właśnie pomyślał? Nawet nie chcę wiedzieć.
-Dam twój numer Binetiemu i powiem, że jesteś dyspozycyjna od zaraz - odpowiada Mark, a ja z grzeczności jedynie kiwam głową. Jest mi tak cholernie głupio przez to co powiedziała Kim, że straciłam apetyt na cokolwiek.
-Świetnie! - odzywa się moja menadżerka - siostra - Niech zadzwoni do niej najlepiej dziś, bo Meg zaraz się rozmyśli - Kim puszcza oczko do Marka, a ja znowu ją trącam pod stołem. Niech ona się upanuje, bo naprawdę zaraz jej coś zrobię.
-Przekażę! - Mark uśmiecha się i mruga do mnie z wyrazem sympatii. Ja jednak jestem już taka zażenowana i zła na Kim, że wolę się nie odzywać. Przepraszam ich na chwilę i czmycham do toalety, by się nieco uspokoić. Gdy wracam nieco mi lepiej, a Kim już zajada się pizzą. Patrzę na nią karcąco, a ona jak zwykle udaje niewiniątko.
-No co? - pyta z głupim uśmiechem.
-Pójdę kiedyś siedzieć za morderstwo w afekcie - odpowiadam i znowu ją trącam.
-Oj, bo ty taka dupa jesteś, Meg. Szukasz pracy, więc załatwiłam ci rozmowę. To źle?
-Nie wiem czy nadaje się do pracy w takiej dużej i ekskluzywnej restauracji... - wzdycham.
-Bo nie wierzysz w siebie, Meg. Twoje poczucie własnej wartości zabrali faceci, który nie są godni twojej uwagi - jej słowa zaskakują mnie. Do tej pory bardzo lubiła Ericka, Brayana również.
-To nie o to chodzi, Kim.
-Właśnie o to. Zawsze miałaś niską samoocenę, a przez nich w ogóle przestałaś wierzyć w szczęście. Teraz już nie cofniesz czasu, ale możesz zrobić wiele, by twoja przyszłość była lepsza. Bez nich - Kim chwyta moją dłoń - To ty jesteś w tym wszystkim ofiarą, Meg i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej - dodaje. Jestem naprawdę zaszokowana, ale pozytywnie. To dla mnie znaczy naprawdę wiele.
-Okej...
-I masz iść na tę rozmowę i chociaż zobaczyć co i jak! - dodaje i całuje mnie w policzek.
-O ile ten facet w ogóle do mnie zadzwoni! - śmieję się cicho.
-Na pewno zadzwoni, a teraz jedź, bo pizza nam stygnie!

Właśnie płacimy rachunek, gdy Mark podsuwa mi karteczkę z numerem telefonu. Spoglądam na niego pytająco.
-To numer do Binentiego. Rozmawiałem z nim chwilę temu przez telefon i powiedział żebyś ty do niego zadzwoniła, bo on może zapomnieć - wyjaśnia.
-No, to dzwoń, Meg! - Kim od razu podaje mi swoją komórkę.
-Kim, cholera, daj mi już spokój. Zadzwonię do niego sama! - warczę na nią.
-Tak, zadzwoń jak będziesz gotowa - Mark mnie uspokaja i daje do zrozumienia, że chciałby zamienić ze mną parę słów na osobności. Daję mu znać, że za chwilę podejdę do niego, gdy będziemy wychodzić. Reguluję rachunek, a gdy Kim idzie do toalety, ja podchodzę, by pogadać z Markiem.
-Co tam? - pytam, chowając karteczkę z numerek do torebki. Mark przygląda mi się chwilę i bierze mnie na bok.
-Poleciłem cię, bo wiem, że naprawdę świetnie gotujesz, ale nasz szef jest dość... specyficzny. Ma dystans do ludzi, często się wkurwia i w ogóle, ale daj mu szansę. Dobrze płaci, a przy nim mogłabyś rozwinąć skrzydła, Meg - uśmiecham się lekko.
-Zadzwonię do niego i zobaczymy co mi powie.
-To kawał skurwiela, ale myślę, że dałabyś sobie z nim radę - dodaje, a te słowa nieco studzą mój zapał. Po co mnie polecał komuś kto nie ma szacunku do ludzi? Mark widzi moją minę i dodaje - Po prostu do niego zadzwoń - obejmuje mnie na pożegnanie.
-Okej... Do zobaczenia, Mark - odpowiadam i kieruję się do wyjścia. Moja siostra już na mnie czeka i proponuje mi spacer, ale ja wiem co się za tym kryje. Zakupy. Nie mam jednak innych planów, a stąd jest niedaleko do Evans Tower. Może to najwyższa pora, by zadzwonić do Ericka? Chciałabym wziąć na spacer Adama, bo cholernie za nim tęsknię. Nie zastanawiam się długo, by nie zacząć za wiele analizować i dzwonię do niego. Czekam chwilę, aż odbierze, ale jego głos jest raczej wesoły.
-Witaj Meg!
-Cześć Ericku... - spoglądam niepewnie na Kim, a ona pokazuje bym mówiła dalej - Chciałabym zobaczyć się z Adamem, a jestem w pobliżu i...
-Adam jest ze mną w Aspen - przerywa mi nagle, a ja krzywię się.
-Ale jak to? - pytam, bo nic nie rozumiem. Pojechał na wakacje z naszym synem i o niczym mnie nie poinformował? Tak chyba nie powinno być.
-Zrobiłem sobie krótki urlop, a małemu dobrze służy tutejsze powietrze - odpowiada.
-Chyba powinieneś mnie zapytać czy zgadzam się na taki wyjazd - stwierdzam, ale nie złośliwie. Nie chcę się kłócić. Naprawdę nie chcę.
-Nie odzywałaś się, myślałem...
-Dobrze... - przerywam mu i staram się zapanować nad emocjami. Kim patrzy na mnie wyczekująco, ale ja już wiem co ona powie, gdy zaraz jej wytłumaczę o co chodzi - Kiedy wracacie? - pytam.
-Jutro, bo Ana... - Erick nagle gryzie się w język. Ona jest tam z nimi? No świetnie! Czuję znowu to okropne uczucie w żołądku, bo uświadamiam sobie, że on już podjął decyzję. Jestem rozczarowana? Chyba tak, a do tego właśnie czuje jak po raz kolejny pęka mi serce.
-Muszę kończyć...
-Meg...
-Odezwij się jak wrócicie - mówię pośpiesznie, bo głos mi się łamie. Kim krzyżuje dłonie na piersi i wpatruje się we mnie.
-Ale z niego dupek! - kwituje, bo domyśla się co jest na rzeczy.
-Ma prawo układać sobie życie jak chce... - odpowiadam, ale... kurwa, po co ja go tłumaczę?
-Jasne, ale niech nie robi z ciebie tej złej, Meg! Och, Boże! Tak go lubiłam i szanowałam, a okazuje się, że to po prostu szuja i skurwiel jakich mało! - stwierdza prost, a ja milczę. Nie mam ochoty rozmawiać o nim, bo boję się, że pomyślę dokładnie to samo co ona. Kocham Ericka, ale on już mnie nie kocha. To proste jak dwa plus dwa i muszę się z tym pogodzić. Jak? Nie wiem, ale po prostu nie mam innego wyjścia.



6 komentarzy:

  1. Dobrze,że Meg powiedziała rodzicom co ja spotkało teraz,może będzie jej łatwiej ruszyć dalej.Mam nadzieje,że to nie wróży odebraniem Meg Adama bo to by ja zabiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze Kim okazała się dużym wsparciem i majac rodzine za soba będzie łatwiej Meg ruszyć dalej.Co do Eryka to ok jak wybrał Ane,ale żeby nie krzywdził już więcej Meg.Jak już pisałam wcześniej przeczytała bym chętnie już o czymś co uczyni Meg szczęśliwa.Pozdrawiam Kasiu 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meg w końcu musi odnaleźć swoje szczęście :)

      Usuń
  3. Oby jak najszybciej.(proszę)😍

    OdpowiedzUsuń
  4. tak musi być szczęśliwa tylko czemu bez dziecka ja tak bym nie mogła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje,że E nie zabierze jej Adama.

      Usuń