Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 130



-Tak, odwieź mnie do domu - odpowiadam cicho. Cały czas zastanawiam się nad relacją Ericka i Ronalda. Dowiem się kiedyś jakiś szczegółów? A tak naprawdę powinnam zapytać sama siebie czy chce je poznać. Po co mam komplikować swoją relację z szefem tym, że zna Ericka? Bo to na pewno wiele komplikuje, a zapewne już skomplikowało. 
-Jedźmy do Evans Tower, a rano odwiozę cię do domu, dobrze? - proponuje, a ja na myśl o Adamie uśmiecham się. Chcę dziś zasnąć ze swoim synkiem, więc zgadzam się. Muszę jakoś oddzielić emocje od rozsądku. Postaram się nawet zaakceptować Ane, bo po prostu nie mam innego wyjścia. 


Wjeżdżamy w podziemia Evans Tower w milczeniu. Erick chyba nadal myśli o Binentim. Widać, że nadal jest wściekły, choć nie wiem na co? Chyba nie na mnie? Co ja niby takiego zrobiłam?

-Dlaczego się tak złościsz? - pytam cicho, gdy jedziemy już windą do apartamentu.

-Nie na ciebie się złoszczę, Meg. Przepraszam jeśli cię przestraszyłem - unoszę brew. Jestem zaskoczona, że przyznaje się do tego, że przesadził. 

-Zależy mi na tej pracy, Ericku. Binenti jest...dziwny, ale ma ogromną wiedzę i tyle mogę się od niego nauczyć.

-Uważaj na niego, proszę. Mówiłem ci przecież, że...

-Ale on niczego nie próbował! - podnoszę głos - Byliśmy na targu w porcie, potem ja gotowałam, a on pracował na laptopie i co chwila odbierał telefony. Zjedliśmy, porozmawialiśmy... i tyle! - dodaję w emocjach.

-Myślałem, że...

-Źle myślałeś! Nie każdy facet ma ochotę zaciągnąć mnie do łóżka. A nawet jeśli, to nie twoja sprawa! Nie jesteś moim mężem! 

-Jestem twoim przyjacielem... - przerywa mi, wzrok ma smutny.

-No właśnie przyjacielem, Ericku. Przyjaciele wspierają  się i cieszą z sukcesów, a nie wpadają nieproszeni i robią awanturę przy nowym szefie! - upominam go.

-Martwiłem się.

-Nie miałeś o co! Przestań się tak zachowywać, bo ja mam swój rozum, Ericku! 

-Muszę cię chronić, to nigdy się nie zmieni...

-Rany Boskie! Ty naprawdę jesteś nienormalny! - wrzeszczę na niego, bo strasznie wkurza mnie to jak mnie traktuje -  Zachowujesz się jak świr! Nie podoba mi się to!

-Gówno mnie obchodzi czy ci się to podoba czy nie! Będę cię chronił zawsze i wszędzie, rozumiesz?! - zbliża się do mnie gwałtownie i chwyta moją brodę, bym spojrzała mu w oczy.

-Przerażasz mnie w tym momencie - kwilę cicho, bo naprawdę czasami się go boję, gdy jest taki rozjuszony. Oczy mu płoną, a ciało jest całe napięte ze złości. Drżę nagle, gdy obejmuje mnie w pasie i przyciąga mocno do siebie.

-Jesteś mi bardzo bliska i nie pozwolę, by ktokolwiek, kiedykolwiek wyrządził ci jeszcze jakąkolwiek krzywdę - muska palcem mój policzek - . Będę miał go na oku! - dodaje.

-Kogo? - pytam, bo jego dotyk totalnie pozbawia mnie skupienia.  Nadal drżę, czując jego bliskość.

-Binentiego - odpowiada, gdy drzwi windy otwierają się.

-Oj, daj spokój! - wywracam oczami i delikatnie wyswobadzam się z jego objęć, a gdy odwracam się i chcę wyjść, Erick nagle chwyta mnie za dłoń, ponownie przyciąga do siebie i całuje mnie prosto w usta. Odbiera mi dech w piersiach. Przypiera mnie do ściany windy i wplata palce we moje włosy, by pociągnąć je lekko. Odchylam głowę, pozwalając wedrzeć się jego językowi do środka. Erick drugą ręką chwyta mnie pod kolanem i oplata nią siebie w pasie. 


Jęczę i pozwalam, by nasze języki się spotkały. Obejmuję go i nie mam siły się sprzeciwić, a może po prostu nie chcę. Nasze ciała doskonale się znają, reagują na siebie zawsze tak samo. Z każdą sekundą pogłębiamy pocałunek, zatracając się w sobie.  Nagle Erick chwyta mnie za pośladki i podciąga na siebie, a ja oplatam go nogami. Oboje jęczymy głośno, a ja czuję jego twardą męskość na swoim kroczu. Napiera na mnie coraz mocniej, to wręcz bolesne. Gdy wplatam palce w jego włosy, Erick mruczy i gryzie  moją dolną wargę. Och, Boże!  Jęczę ponownie, gdy dalej całuje mnie namiętnie i żarliwie. Wychodzi z windy i sadza mnie na komodzie w holu. Staje między moimi nogami i zaczyna rozpinać moją marynarkę. O niczym w tym momencie nie myślę... tylko o tym, jak mnie całuje, jak bardzo go pragnę i jak bardzo go kocham. Chwilę potem zdejmuje mi także koszule, która ląduje na podłodze. Erick patrzy na moje ciało, na piersi w samym biustonoszu i wciąga głęboko powietrze.  Nawet nie wiem jakim cudem po chwili jesteśmy już w jego sypialni. Ląduje na materacu, a Erick na mnie.


On nadal jest ubrany,  ale pozbywa się właśnie moich butów i spodni. Podsuwam się, by zdjąć mu marynarkę oraz koszulę, a on pomaga mi rozpiąć spinki od mankietów i i pośpiesznie pozbywa się górnych części garderoby. Gdy staje przede mną w samych spodniach i butach, zaczynam rozpinać mu pasek, ale Erick popycha mnie na materac i kładzie się między moimi udami. Jęczę głośno, gdy zaczyna całować mnie po biustonoszu, uchyla delikatnie miseczkę i ssie sutek. Sięgam dłonią do rozporka jego spodni, ale Erick nagle zastyga.
-Jezu, co my robimy?! - patrzy na mnie, a w jego oczach widać teraz tyle sprzecznych uczuć. Pożądanie, poczucie winy, strach i namiętność. Jego słowa i mnie sprowadzają na ziemię. Zażenowana poprawiam biustonosz, by zakryć pierś i mam ochotę zapaść się pod ziemię -  Przepraszam! - dodaje pośpiesznie, a następnie całuje mnie w policzek i zrywa się z łóżka. Znika za drzwiami, zostawiając mnie samą. O Chryste! Co to było?! Gdzie jest Ana? Rozglądam się nerwowo po sypialni Ericka, ale w całym domu panuje cisza. Potrząsam głową, bo cały czas mam wrażenie, że świat wiruje od jego namiętnych pocałunków. Moje ciało nadal płonie, jestem mokra, zdyszana i totalnie nie wiem co mam zrobić. Wstaję i zakładam jeansy, buty, a koszulę pożyczam od Ericka. Moja została gdzieś w holu na podłodze i nie będę ryzykować, że spotkam Anę, gdy jestem w biustonoszu. Ponownie się rozglądam. Ogarnia mnie uczucie, że zaraz zacznę się śmiać i płakać jednocześnie. To totalna beznadzieja. Mam czuć się winna temu co się właśnie wydarzyło? Nie wiem, ale nie mogę spędzić tu dzisiejszej nocy. Poprawiam włosy i wychodzę z sypialni, a gdy schodzę z antresoli do salonu, nagle wyrasta przede mną Ana. Jest w szlafroku, a na mój widok aż podskakuje.
-A co ty tu... - pyta i patrzy na koszulę Ericka, którą mam na sobie. Erick wychodzi zaraz za Aną i oboje w jednej sekundzie spoglądamy na moją koszulę, która nadal leży na podłodze w holu. Serce mi zamiera, a wzrok Any wwierca mi się w głowę. Jestem przerażona, zażenowana i nie mam pojęcia co stanie się za chwile - Ty dziwko! - Ana krzyczy na mnie i wymierza mi mocny policzek.
-Ana! - interweniuje Erick i chwyta ją - Jak mogłeś?! Ty dupku! - jego także uderza, a on nawet nie drgnie. Ja za to czuję się jak intruz. Czuję się winna, bo znowu zrujnowałam mu życie. Zaczynają się kłócić, a ja odwracam się i uciekam do windy. Cała się trzęsę. Jest mi tak okropnie wstyd. Zanim drzwi windy zamykają się słyszę trzask tłuczonego szkła, a potem kolejne krzyki. Ana wyzywa mnie i jego, a ja zasłaniam uszy, bo nie chcę tego słuchać. Zjeżdżam na dół, a przed budynkiem łapię taksówkę. Muszę wrócić do domu, ale znowu znalazłam się w ślepym zaułku. Nie chciałam przecież wywołać kolejnej afery. Nie chciałam skomplikować swojego życia bardziej, a na pewno nie chciałam, by Erick znowu cierpiał. Docieram do domu i padam na łóżko. Jestem wykończona, a emocje i stres tego dnia pozwalają mi usnąć. Jutro zastanowię się co będzie dalej, bo nie sądzę, że Ana puści mi płazem, to co się dziś wydarzyło. 

Rano budzi mnie dźwięk mojej komórki. Zerkam na wyświetlacz, że to już prawie jedenasta, a osobą, która próbuje się do mnie dodzwonić jest mój nowy szef. O cholera! Momentalnie się rozbudzam
i wciągając głęboko powietrze, odbieram.
-Tak, słucham?
-Witaj Megan, z tej strony Ronald Binenti - mówi z tym swoim dziwnym włoskim akcentem. 
-Dzień dobry proszę pana.
-Mam nadzieję, że wczorajszy wieczór nie skoczył się dla ciebie większymi nieprzyjemnościami ze strony pana Evansa - jestem zaskoczona jego słowami.
-Proszę się nie martwić, Erick... to znaczy pan Evans, niepotrzebnie się martwił i narobił zamieszania - czuję ścisk w żołądku na wspomnienie wczorajszego wieczoru. 
-Kompletnie nie skojarzyłem, że wy kiedyś... - unoszę brew. O co mu chodzi?
-Stare dzieje panie Binenti, a teraz się po prostu przyjaźnimy - odpowiadam i staram się, by zabrzmiało to jak najmniej emocjonalnie. Tak naprawdę nawet nie wiem czy możemy się nadal po prostu "przyjaźnić", ale boję się do niego zadzwonić. Nie chcę mieszać w jego życiu jeszcze bardziej.
-Z jego strony, to wyglądało na coś więcej niż przyjaźń -  stwierdza Binenti i ma całkowitą rację, choć powinien to zachować dla siebie. Na szczęście zmienia temat - Nadal jesteś zainteresowana moją propozycją? Nie odpisałaś na wiadomość, więc pozwoliłem sobie zadzwonić tak wcześnie.
-Oczywiście że jestem zainteresowana, panie Binenti. Przepraszam, że nie odpisałam, ale dopiero się obudziłam... - krzywię się, bo niepotrzebnie się głupio tłumaczę.
-Bardzo mnie cieszy, że się nie rozmyśliłaś. Możemy się spotkać, na przykład jutro?
-Oczywiście, że tak. Gdzie i o której? - dopytuję, bo choć na chwilę przestaję myśleć o Ericku. Jestem podekscytowana nową pracą i nowymi perspektywami.
-W piątek organizuję małe przyjęcie towarzyskie. Będzie na nim kilkoro ludzi z branży, których powinnaś poznać. Pójdziesz tam ze mną? - robię wielkie oczy, bo jestem zaskoczona jego propozycją. Milczę, ale on mówi dalej - Chciałbym oficjalnie ogłosić jakiego zdolnego szefa kuchni pozyskałem do mojej restauracji, a po kolacji omówimy warunki umowy. Dobrze? 
-To oficjalny bankiet? - pytam niepewnie.
-Tak, ale nie martw się, Meg. To nie gala Oskarów, tylko niewielkie przyjęcie na jakieś pięćset osób - wyjaśnia. Że co? Niewielkie przyjęcie na pół tysiąca osób? O rany! Decyduj się szybciej, Meg! Ponagla mnie mojej wewnętrzne ja.
-Dobrze, pójdę z panem - wypalam, ale nie jestem pewna czy na pewno to chciałam powiedzieć. 
-Bardzo cię cieszę. Przyjadę po ciebie koło ósmej, dobrze?
-Dobrze, proszę pana. Podać panu mój adres z Long Island? - zaczynam myśleć co ja zrobię z Adamem, ale na razie i tak przebywa u Ericka. Będę musiała to wszystko jakoś rozsądnie ustalić, podzielić... Cholera! Wiem, że to będzie trudne.
-Napisz mi go esemesem.
-Dobrze, a jeszcze jedno...?
-Tak, Megan? - słyszę zainteresowanie w jego głosie.
-Przepraszam, że pytam, ale jak powinnam się ubrać? W coś typowo wieczorowego czy wystarczy koktajlowa sukienka? - wolę się upewnić, niż popełnić jakąś zbrodnię przeciwko modzie. Binenti śmieje się życzliwie i odpowiada po chwili.
-Nie musisz się za bardzo stroić, Megan. Wystarczy mała czarna i wysokie szpilki.
-To świetnie! - mówię zadowolona, ale po sekundzie mina mi rzednie. Że co? Mała czarna i szpilki?
-Nie zapomnij wysłać mi tego adresu  - upomina mnie, choć nadal mam wrażenie, że jest rozbawiony. 
-Dobrze proszę pana, zaraz to zrobię. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia, Megan. Miłego dnia.
-Wzajemnie panie Binenti - rozłączam się szybko i odrzucam komórkę na łóżko. Bankiet z szefem. Czy to wypada? Zaczynam się zastanawiać, ale nie wiem co o tym myśleć? On mnie zaprosił, dał mi szansę i chce przedstawić ludziom z branży. To dla mnie zaszczyt i powinnam się cieszyć, ale w obecnej sytuacji trudno mi chociażby się uśmiechnąć. Spoglądam na telefon. Czy Erick w ogóle do mnie zadzwoni? Może ja powinnam? Wzdrygam się jednak przypominając sobie słowa Any i postanawiam odpuścić. Jeśli się wtrącę, to będzie kolejna katastrofa. Nie chcę więcej dramatów, bo to mnie męczy. Zapewne nie tylko mnie. Zapomnij o nim, Meg! Podpowiada mi moje wewnętrzne ja, a ja... pierwszy raz postanawiam cię go posłuchać.

8 komentarzy:

  1. Wcale mi nie szkody Any( tak wiem, to okropne) :D
    Wreszcie coś się zaczyna dziać po mojej myśli! Mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuje się pod tym :)

      Usuń
    2. Podpisuje się pod tym :)

      Usuń
  2. MNIE TEŻ ANY NIE SZKODA NIGDY MI NIE PASOWAŁA DO ERICKA TYLKO MEG MOŻĘ BYĆ Z ERICKIEM I MOŻE WKOŃCU ZROZUMIE ERICK KTO POWINIEN BYĆ U JEGO BOKU BO ON POWINIEN BYĆ Z SYNEM I MEG

    OdpowiedzUsuń
  3. DOBRZE JEJ TAK!!!!!!! (Oczywiście o Anie mowa). Niech nie wpierdziela się między wódkę a zakąskę☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
  4. DOBRZE JEJ TAK!!!!!!! (Oczywiście o Anie mowa). Niech nie wpierdziela się między wódkę a zakąskę☺☺☺

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak...cały świat się pchał między nich...ktoś lub coś...a teraz oni zapomnieli o całym świecie...swoją drogą denerwuje mnie to ze Meg nie spedza czasu z Adamem tylko Ana brr

    OdpowiedzUsuń
  6. Alleluja...w końcu coś znów zaczyna się dziać między Meg i Erickiem. A Ana niech wypieprza.
    Tylko niech Meg spędza więcej czasu z Adamem i może z jego tatą ^_^

    OdpowiedzUsuń