Premiera już w lipcu!

czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 138

Milczę chwilę i czekam, by Brayan zebrał myśli. Doskonale wiem, że dla niego to też nie jest proste. Oboje jednak zdajemy sobie sprawę, że nasz związek był... fikcją? Nie wiem czy to dobre określenie. Pragnęliśmy miłości i szukaliśmy jej na siłę. Ja potrzebowałam czuć się bezpieczna i chciałam dać Adamowi normalny dom, a Brayan ze swoimi problemami oszukiwał sam siebie, że potrafi stworzyć zdrową relację. Może i potrafi, ale nie ze mną. Ja działam na niego jak narkotyk, to źle. Bardzo źle.

-Chyba zacznę od najważniejszego... - mówi nagle, a ja spoglądam na niego. Kiwam, by kontynuował - Wyjeżdżam do Iraku. Zaciągnąłem się do wojska i jadę na misję - moje oczy robią się wielkie - To misja pokojowa, ale ryzyko jest zawsze. Chcę byś o tym wiedziała, ale nie przejmowała się za bardzo... Chociaż i tak cię znam i wiem, że zaraz mi tego zabronisz - Brayan wymusza uśmiech, a ja nie wiem co powiedzieć. On ma rację z tym, że mam ochotę nakrzyczeć na niego i zakazać mu jechać, ale nie mam takiego prawa.
-Dlaczego zdecydowałeś się na ten wyjazd? - wyduszam z siebie.
-Nie wiem... - wzrusza ramionami - Może potrzebuję czuć się potrzebny? A może to egoizm i chcę podnieść wartość samego siebie i łudzić się, że stanę się tam lepszym człowiekiem? - kręcę głową, bo to irracjonalne.
-A Vincent? Pola? Sylvia? Mówiłeś im o tym?! - wstaję od stołu. Nie chcę... Boże, ja nie chcę by on tam jechał. Dzieje się teraz na świecie tyle złych rzeczy, a on pcha się w sam środek tego piekła. To nie jest rozwiązanie, nie teraz, gdy on ma tyle problemów ze sobą.
-Jesteś pierwszą osobą której o tym mówię - Brayan również wstaje i podchodzi do mnie. Widzi, że jestem zaszokowana jego decyzją, ale nie robi żadnych gwałtownych ruchów - Co o tym sądzisz? - pyta.
-Doskonale wiesz co sądzę i zapewne to samo powiedziałaby ci twoja mama i Pola - burczę, bo nie chcę się rozczulić i rozpłakać. Odwracam się też, by przez chwilę opanować emocje, ale czuje dłonie Brayana na moich ramionach.
-I tak zrobię co uważam za słuszne - odpowiada, przytykając usta do moich włosów. Wtedy nie wytrzymuję. Tama pęka, a ja zaczynam płakać, bo gdzieś w podświadomości wiem, że on jedzie tam przeze mnie. Chcę wyjść z kuchni, ale Brayan trzyma mnie mocno i mówi dalej - Pozwól mi odpokutować moje winy, Meg. Potrzebuję tego, tak samo, jak potrzebuję ciebie...
-Brayan... - jęczę cicho. Nie chcę tego słuchać, a jednocześnie chciałabym go namówić do zamiany decyzji.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć, to zrób to teraz - odwraca mnie do siebie i chwyta moją brodę bym spojrzała na niego. Kręcę delikatnie głową, bo dochodzi do mnie czego on oczekuje. Chce żebym go zatrzymała i obiecała, że będziemy razem. Dopada mnie totalna beznadzieja, bo to przecież nie jest możliwe.
-Miałam ci wiele powiedzieć, ale teraz to już chyba nie ma znaczenia... - cofam się i rezygnuję z planu opowiedzenia mu o moim poronieniu. To mogłoby źle na niego wpłynąć. Może źle robię, ale w tym momencie uważam, że tak będzie lepiej.
-Mogę zostać dziś u ciebie na noc? - zaskakuje mnie pytaniem. Patrzę na niego i nie wiem co myśleć. Czego on oczekuje? W jego oczach pojawia się błysk, a ja przełykam ślinkę, bo nie mogę na to pozwolić.
-Przepraszam, ale nie możesz zostać - odpowiadam i odsuwam się, by zwiększyć dystans. To trudne dla mnie, ale nie mogę po raz kolejny popełnić tego samego błędu. Seks nie będzie już nigdy rządził moim życiem. Pożądanie nie może brać góry i kierować moimi emocjami, bo to najgorsze z możliwych rozwiązań.
-Dlaczego? - jego ton staje się ostrzejszy. Patrzę na Brayana i zaczyna ogarniać mnie to dziwne uczucie. Jego oczy ciemniejszą, a ja wstrzymuję oddech i zerkam w stronę drzwi.
-Bo to nie jest dobry pomysł... - staram się być twarda, ale głos mi drży. On doskonale wyczuwa mój strach i wiem, że zaraz będzie miał mnie w garści. Nienawidzę siebie za to, że chwilami jestem taka słaba i uległa. Nienawidzę też ludzi, którzy bez skrupułów wykorzystują mnie, bo wiedzą, że nie mam szans się obronić. To ironia, bo ci ludzie to także osoby, które kocham. Może dlatego to wszystkie jest takie trudne? Patrzę na Brayana i doskonale wiem co zamierza. Przyjechał tu w jednym celu i tak cholernie boli mnie to co robi. Manipuluje wszystkimi, a jednocześnie ma ogromny problem ze sobą.
-Ale ja tęsknię za tobą - podchodzi i chwyta moją twarz, by mnie pocałować. Zaciskam powieki, bo nie chcę tego. Jego język już wdziera się do moich ust, a dłonie mocniej przyciągają mnie do niego.
-Brayan nie... - protestuję niepewnie, bo nie chcę wywołać w nim gniewu. To był zły pomysł, by przyjechać tutaj i rozmawiać sam na sam. Nie pomyślałam o tym, że skończyć się to może w taki sposób. Jestem głupia, że znowu dałam się nabrać własnej naiwności.
-Przecież mnie kochasz, Meg. Wiem to - znowu przemawiają przez niego te demony, które w sobie skrywa. Jego przeszłość, problemy z narkotykami i alkoholem, uzależnienie od seksu i brak samokontroli. To mieszanka, która razem z moimi traumami daje tragiczne skutki. Chwytam jego rękę i jak najdelikatniej, a jednocześnie dosadnie chcę mu powiedzieć, że ma wyjść. Nie mam jednak takiej możliwości, bo on popycha mnie na kuchenny blat, odwraca tyłem do siebie  i dłonią zasłania mi usta. Wtedy już nie potrafię zapanować nad paniką i strachem, który ogarnia moje ciało.
Chwilę potem zaciąga mnie do sypialni. Mówi takie rzeczy, że brzydzi mnie każde słowo. On jest chorym człowiekiem. Ryzykuję i zaczynam z nim walczyć. Szarpię się i krzyczę, mimo że mam z nim niewielkie szanse. Nie poddam się jednak. Uderzam go raz drugi, ale on jest jak w amoku.


Nie słucha mnie. Nie słucha też siebie, tylko tych głosów w swojej głowie nad którymi nie potrafi zapanować. Najgorsze jest to, że po wszystkim znowu będę musiała starać się normalnie żyć. Jak mam to zrobić skoro krzywdzą mnie ludzie tak mi bliscy? Każdego dnia będąc z Brayanem ryzykowałam własne zdrowie, oszukiwałam się, że może jakoś się ułoży... To gówno prawda. Ta chwila to dowód, że odejście od niego było najlepszą decyzją. Czuję jego dłonie pod bluzką, a po chwili nie mam już na sobie spodni. Nie wiem czy krzyczę, czy usta mam otwarte tylko po to, by próbować oddychać. Nie mija minuta i nie mogę nawet tego, bo dłoń Brayana zaciska się na mojej szyi.
-Zamknij się! - warczy, bo jednak krzyczałam, ale tylko krótką chwilę. Opadam pod nim bez sił. Słabo mi i chyba zaraz stracę świadomość. Tak chyba będzie lepiej. O niczym nie myślę, tylko pragnę, by to skończyło się jak najszybciej. Słyszę jego słowa, tak brutalne i obrzydliwe. Nie chcę tego pamiętać. Nie chcę tego czuć. Nie chcę, by on mi to zrobił. Nagle jednak przez okna w sypialni dostrzegam światła auta, które właśnie zaparkowało na podjeździe. Nie wiem kto to? Erick? A może mój tata? Brayan nasłuchuje uważnie, a następnie jakby trzeźwieje. Patrzy na mnie, puszcza moją szyję i zrywa się z łóżka. Poprawia pomiętą koszulkę i nic nie mówi, tylko wybiega pośpiesznie. O Boże... Biorę głęboki oddech i chwytam pościel, by się zakryć. Słyszę trzask zatrzaskujących się drzwi, a następnie znowu się otwierają. Zamieram, ale słyszę znajomy głos.
-Meg! Wszystko w porządku?! - to Ronald - Meg?! Jesteś!? - wchodzi do domu, ale ja jestem w szoku i nie mogę mu nawet odpowiedzieć. Ron to jednak bystry facet i od razu rusza na górę. Chwilę potem staje w progu mojej sypialni i parzy na mnie. Nie ma pojęcia co działo się tu przed sekundą - Co to za facet wybiegł... - zaczyna mówić, ale dostrzega moją rozerwaną bluzkę obok łóżka oraz bieliznę i spodnie zmiędlone w pościeli. W jego oczach dostrzegam strach, a gdy podchodzi bliżej już wie co jest grane - Meg... - wydusza z siebie. Jest w szoku i nie wie co zrobić.
-Przyjechałeś w porę... - mówię cichutko, by wiedział, że mnie uratował. Nie wiem jakim cudem, ale taki jest fakt.
-Przyjechałem, by raz jeszcze cię przeprosić i...
-I przypadkiem stałeś się moim wybawcą. To ja dziękuję - biorę głęboki oddech i w końcu udaje mi się uspokoić. Podsuwam się też na skraj łóżka, by wstać, ale Ron podchodzi i klęka obok.
-Na pewno nic ci nie jest? Kto to był? - dopytuje i bez pytania przytula mnie. W pierwszej chwili boję się go objąć, ale to szybko mija. Nie wiem skąd wiem, że on mnie nie skrzywdzi i mogę mu zaufać. Chcę opowiedzieć mu o wszystkim, ale to chyba jeszcze nie czas. Spławiam go spojrzeniem, ale on rozumie i nie pyta o nic więcej. Jestem mu taka wdzięczna za... za wszystko. Za to co robi dla mnie świadomie i nieświadomie. Za to, że nie ocenia, że sam popełnia błędy i potrafi się do nich przyznać. Za to, że jest ze mną szczery i że patrzy na mnie teraz w taki sposób, że wiem iż dam sobie radę. Za to, że mnie wspiera, a wcale nie musi tego robić.
-Dziękuję, że jesteś - mówię cicho i w podzięce całuję go w policzek. Ron nadal jest przestraszony, ale uśmiecha się i obejmuje mnie mocniej. Znowu przyłapuję się na tym, że przy nim czuję się bezpiecznie. Nie wiem do czego to prowadzi, bo ja nie jestem gotowa na... Nie wiem na co? Jak to określić? Nową znajomość? Nowy związek? Nawet nie wiem co Ronald myśli o tym wszystkim.
-Nie będziesz tu dziś spała, spakuj się i jedziemy do mnie - odpowiada, a ja nawet nie myślę protestować.
-Okej...
-Pomóc ci jakoś?
-Nie, daj mi chwilę i zaraz zejdę na dół.
Ron wychodzi z sypialni, a ja nie patrząc na swoje zniszczone ubrania, idę do garderoby i ubieram się w dres. W malutką walizkę pakuję kilka najpotrzebniejszych rzeczy i schodzę na dół. Ron akurat rozmawia z kimś przez telefon, więc czekam chwilę aż skończy i razem wychodzimy z domu. Rozglądam się za autem Brayana, ale po nim ani śladu.
-Chodź Meg - Ron pośpiesza mnie, bo zatrzymałam się na podjeździe. Spoglądam na niego, a on widzi to wahanie w moim spojrzeniu - U mnie nic ci nie grozi przecież o tym wiesz, prawda? - podchodzi.
-Wiem... to po prostu nie jest takie łatwe...
-Porozmawiamy o tym innym razem, a mój plan na teraz jest taki: jedziemy do mnie, zrobię coś dobrego do jedzenia, napijemy się wina, a potem rozłożę kanapę w salonie, by na niej spać. Tobie oddam swoją sypialnię. Pasuje? - kiwam głową i uśmiecham się lekko. Pewnie, że mi to pasuje. Komu by nie pasowało?



8 komentarzy:

  1. Kasiu spraw,żeby ona w końcu była szczęśliwa PROSZĘ

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam się tego po Brayanie, nigdy go nie lubiłam ale teraz przesadził. Za to coraz bardziej lubię Rona. Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cholera na Meg spadają chyba wszystkie plagi jakie mogą. A Brayan, też za nim nie przepadałam,ale to już przegięcie. Dołączam się do prośby AriaLuca - niech Meg będzie w końcu szczęśliwa. Tylko moim zdaniem nie z Erickiem, kawał dupka z niego ostatnio wychodzi. Może właśnie Ron....

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając przedostatni rozdział potwierdziło się moje zdanie co do Eryka ,nie jest taki super itd jak większość go odbiera.Pokazał swoją prawdziwą stronę,miesza w życiu Meg,a potem ma pretęsje ,że ona się wkurza.Co do Brayana to jestem w szoku totalnym,że mugł zrobić coś takiego .Mam nadzieję,że wyjazd do Iraju zmieni go i pomoże mu zwalczyć jego problemy bo nie był by z niego zły facet gdyby nie jego uzależnienia.A co do Meg naprawdę już wycierpiała się swoje .Popełniła kitka błędów bo kto ich nie popełnia,ale już moim zdaniem dosyć.Teraz naprawdę powinna być szczęśliwa jeszcze raz Kasiu PROSZĘ spraw,aby tak było.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy kolejny rozdział? Nie mogę się już doczekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać jutro :)

      Usuń
    2. Bardzo się ciesze, po za tym Efekt Erica powinien wyjść w wersi papierowej, to jest na prawdę ciekawa historia. Cały czas coś się dzieje i nikt nie wie jak się życie w końcu potoczy dla Meg i Erica.

      Usuń
  6. Kiedy kolejny rozdział?

    OdpowiedzUsuń