Premiera już w lipcu!

niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 139

Dojeżdżamy do mieszkania Ronalda późnym wieczorem. Jestem zmęczona, ale widzę, że on ma ochotę na rozmowę. Chyba jestem mu to winna i mimo że nie mam ochoty, to powinnam co nieco mu wyjaśnić. Przechodzimy do kuchni, a on od razu proponuje mi wino. Nie odmawiam, bo może tak będzie mi łatwiej opowiadać o tym wszystkim. Przez chwilę rozmawiamy o pracy, o balu dobroczynnym na który Ronald i tak chcę iść, co bardzo mnie to cieszy.  Nie może się poddawać przez przeciwności losu i kłody, jakie rzuca mu pod nogi Erick. Zamyślam się na chwilę, bo uświadamiam sobie, że tak naprawdę go nie znam. Erick Evans jest zupełnie inny niż wydawało mi się na początku. Wtedy był czarujący, uwodzicielski i czułam się przy nim wyjątkowa, a teraz... Przykro mi to przyznać, ale mam tyle złych myśli. To niesprawiedliwe, że winię go za część nieszczęść w moim życiu, ale nie umiem inaczej. Po prostu nie umiem.
-Więc jak już mówiłem, pójdę tam i bardzo chciałbym żebyś mi towarzyszyła, ale nie na złość Erickowi - mówi Ronald, dolewając mi wina do kieliszka. Nawet nie wiem kiedy przygotował dla nas kilka przystawek w postaci krakersów z różnymi pastami i owocami. Są pyszne, a ja uśmiecham się w podzięce za ten posiłek.
-Nie wiem czy potrafię oddzielić tak te wszystkie emocje...
-Nie masz innego wyjścia, Meg. Opowiesz mi w końcu o co chodzi w tym... wszystkim? - Ron podchodzi i przysiada się do mnie. Zauważam, że piję swoje wino zdecydowanie szybciej  niż on. Zwalniam tempo, bo nie chcę się upić.
-Nie wiem od czego miałabym zacząć... - wzdycham.
-Dobrze, rozumiem - Ron patrzy na mnie spokojnie - Powiedz mi tylko czy ten facet, który był w twoim domu... Czy on jest niebezpieczny?
-Brayan? - unoszę brew, bo słowa Ronalda sprowadzają mnie na ziemie - Nie wiem... Chyba nie, on po prostu... - urywam w pół zdania, bo uświadamiam sobie, że próbuję go bronić.
-Powinnaś trzymać się do niego z daleka, Meg.
-Postaram się - podsuwam Ronaldowi mój kieliszek, by dolał mi wina, bo właśnie wypiłam je duszkiem. On spogląda na mnie i kręci głową.
-Lepiej będzie jak już się położysz i odpoczniesz. Nie chcę, by rano bolała cię głowa - ujmuje nagle moją rękę i całuje ją delikatnie - Nie daj sobą pomiatać, Meg i pamiętaj, że powinnaś sama decydować o tym kogo chcesz mieć w swoim życiu, a kogo powinnaś wyeliminować.
-To sugestia, że mam kogoś zabić? - obracam w żart jego słowa, bo powiedział to tak poważnie, że czuję ścisk w żołądku.
-Nie - Ron uśmiecha się z troską - Nie mam prawa mówić ci co sądzę o tym wszystkim, bo tak naprawdę niewiele wiem, ale widzę pewne sprawy i widzę, jak zachowujesz się. Często jesteś smutna, myślami uciekasz gdzieś daleko, nie pozwalasz sobie na pełen oddech i szczęście, bo nosisz w sobie poczucie winy. Mam rację? - staram się udawać niewzruszoną, ale jego słowa trafiają w sedno. Odkładam kieliszek i wstaję od stołu.
-Chyba naprawdę powinnam się położyć - Ron również wstaje i nie kontynuuje rozmowy.
-Tak... - jest nieco zmieszany, ale chyba rozumie moje zachowanie - Sypialnia jest twoja, a w łazience na koszu są czyste ręczniki. Czuj się jak u siebie, Meg...
-Dziękuję.
-Dobranoc - nagle czuję, że mam ochotę go przytulić. Potrzebuję tego, ale boję się przekroczyć tę granicę. Nie chcę kolejnych problemów w moim życiu. Wolę być już na zawsze sama, niż spróbować z kimkolwiek innym stworzyć związek. Nie nadaję się do tego. Po prostu to wiem i nie chcę nikogo więcej skrzywdzić.


Dziś jest ten ważny dzień. Coroczna Gala Dobroczynna, na którą wybieram się razem z Ronaldem. Pochłonięta przygotowaniami do gali i pracą, nawet nie wiem gdzie uciekły mi te miesiące. Mamy grudzień, a za kilka dni jest Wigilia, którą spędzę w domu rodziców.  Z Erickiem nadal nie odzywamy się do siebie. Widujemy się rzadko, głównie ze względu na Adama, którego co kilka dni przewozimy z domu do domu. To nie jest dobre, ale tak to jest, gdy rodzice to nieodpowiedzialni kochankowie z mnóstwem niewyjaśnionych spraw na głowie. Na szczęście od tamtego dnia nie widziałam Brayana i tak naprawdę nie chcę go więcej widzieć. To jest właśnie jedna z tych osób, które powinnam na zawsze wyeliminować ze swojego życia. Czekam właśnie na Ronalda, który podjechać ma po mnie o ósmej. Denerwuję się, bo Ron prosił bym się wystroiła , jak na galę Oskarów. Nie chciałam przesadzać, ale i tak mam na sobie czerwoną sukienkę bez ramiączek i całkiem dobrze się w niej czuję. Włosy związałam w gładki kucyk. Spoglądam w lustro i upewniam się, że była to dobra decyzja.
 
Dobrze mi w czerwieni i cieszę się, że zdecydowałam się na ten kolor. Słyszę klakson samochodu Ronalda i pędzę otworzyć mu drzwi. Jeszcze ich nie otworzyłam, a wiem, że na pewno wygląda szykowanie i upewniam się w tym sekundę później.
Ron stoi obok swojego auta i uśmiecha się lekko. Jest tak sam ciekawy mnie, jak ja ciekawa jestem jego. Odwzajemniam uśmiech i pokazuję by wszedł do środka, bo jest chłodno, chociaż jak na grudzień nie ma dużych mrozów i w ogóle nie ma śniegu. Chwilę potem staje w progu mojego domu. Nie odrywa ode mnie wzroku, a ja robię obrót, by rozluźnić atmosferę. Cholernie się denerwuję tym wieczorem.
-Ładnie ci w czerwieni - mówi i wchodzi do środka.
-A tobie we wszystkim - odpowiadam, bo taki jest fakt. Mój szef to przystojny facet i tego nie można mu odmówić. Przechodzimy do kuchni, gdzie proponuję mu coś do picia i proszę o jeszcze chwilkę, bo muszę poprawić makijaż. Czemu ja się aż tak denerwuję? Powinnam wyluzować, bo z Ronaldem na pewno będę się dobrze bawić.

Prawie dojeżdżamy do hotelu Hilton, gdzie odbywa się bankiet, a Ron nagle oznajmia mi, że Erick też tam jest. Nie powinno być to dla mnie zaskoczeniem, skoro jest jednym z głównych sponsorów. To jednak sprawia, że zaczynam stresować się jeszcze bardziej.
-Nie przejmuj się... - dodaje, bo doskonale widzi moją reakcję.
-Będzie sam? - spoglądam na Ronalda.
-Chyba nie, ale ty tez nie jesteś sama. Jesteś ze mną - uśmiecha się i wysiada pierwszy, obchodzi auto i pomaga mi wysiąść. Widzę czerwony dywan, mnóstwo ludzi, paparazzich, ochronę, kelnerów i znowu ściska mnie w żołądku. Nie wiem co mnie nachodzi, ale gdy Ron stoi obok, muskam palcem jego dłoń, a on bez wahania to odwzajemnia, a po chwili splata nasze palce i rusza pierwszy, a ja za nim.
Wcale nie jestem pewniejsza, ale z nim u boku chociaż się nie wywalę. Jedyne o czym teraz myślę to chwila w której spotkam tu Ericka, bo to przecież jest nieuniknione.



4 komentarze:

  1. Cudne zdjęcia 😃dzięki nim aż tak nie odczuwam ze tak krótko 😙hmm z każdym rozdziałem rozumiem twoja miłość do Rona 😃

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne zdjęcia 😃dzięki nim aż tak nie odczuwam ze tak krótko 😙hmm z każdym rozdziałem rozumiem twoja miłość do Rona 😃

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń