Premiera już w lipcu!

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Rozdział 141

Tańczę z Erickiem całą piosenkę, ale zmiana rytmu szybko sprowadza mnie na ziemię. Ulubiona piosenka taty kończy się, a drugi kawałek, to już coś nieco szybszego. Dygam lekko i chcę odejść, ale Erick nagle zagaduje.
-Monika się obudziła...
-To dobrze - staram się przyswoić tę informację bez emocji, choć wybrał niezbyt odpowiedni moment, by mi o tym mówić.
-Została objęta specjalnym programem dla świadów - dodaje i już wiem, że robi to specjalnie, by wymusić na mnie rozmowę.  
-Świadków?! - piszczę zaskoczona - Jakich świadków, przecież ona jest oskarżona! - dodaję. 
-Została oczyszczona z zarzutów. Jej prawnik udowodnił, że nie miała pojęcia co knuł Filip, że oszukał ją i zastraszył. 
-Znowu jej się upiekło... - ściska mnie w gardle. Czy jest na tym świecie jakakolwiek sprawiedliwość? Chyba nie. 
-Chciałem byś wiedziała. Monika wraca do Nowego Jorku i chce się z tobą spotkać - jestem zaszokowana, że mi to proponuje. 
-Nie ma mowy! Nie chcę znać tej kobiety Ericku i proszę, byś nie kombinował!  - ostrzegam go -  Dziękuję za taniec - chcę czym prędzej zniknąć mu z oczu.
-Poświęć mi chwilę, mamy kilka spraw do obgadania - Erick wbija we mnie to swoje błagalne spojrzenie.
-Nie mamy żadnych spraw, Ericku.
-A Adam? - krzywię się, bo to najprostszy argument, by mnie szantażował. 
-Z naszym synem wszystko w porządku. Z tego co wiem widziałeś się z nim wczoraj, a teraz jest u moich rodziców.  Jeśli tak się za nim stęskniłeś, możesz zabrać go jutro do siebie na cały dzień - o dziwo niezwykle łatwo przychodzi mi grać zimną i niedostępną sukę. To znowu pozory, bo w środku cała drżę i wiem, że on tylko czeka aż się złamię. Tak jak prawie zrobiłam to przed chwilą. Muszę jednak przyznać, że pierwszy raz w życiu, po tak długiej przerwie, jego obecność bardziej mnie drażni niż działa pobudzająco. Może faktycznie przestaję go kochać? Widzę jego wady, jego zachowanie jest niedopuszczalne i wkurzające. Nie jestem w stanie normalnie z nim rozmawiać, po prostu chyba już nie potrafię. Miłość i nienawiść dzieli przecież taka cienka linia. 
-Za tobą się stęskniłem... - mówi nagle, nie zawracając uwagi na ludzi wkoło. Zespół zaczyna grać kolejną piosenkę i wszyscy już ruszyli na parkiet.
-Och, daj już spokój! - warczę. Nienawidzę tych jego gierek. Jest tu z ciężarną Aną, a właśnie powiedział mi, że tęskni - Kiedy widzieliśmy się ostatnim razem, groziłeś mi i uderzyłeś pięścią zaraz przy mojej głowie! - wypominam mu. 
-Nie groziłem ci, Meg. Ostrzegałem i przeprosiłem za moje zachowanie, nie pamiętasz? - jego głos jest spokojny, a ze mnie emocje zaczynają się gotować. To do niczego dobrego nie prowadzi. 
-Naprawdę lepiej jest, gdy się ze sobą nie kontaktujemy, nie widujemy - przechodzę do sedna. 
-Pójdziemy w jakieś bardziej ustronne miejsce? - proponuje i podchodzi bliżej, obejmuje mnie - Chyba nie będziemy rozmawiać przy tych wszystkich ludziach? - szepcze mi do ucha. Jego oddech jak zawsze jest gorący i rozpala mi skórę. Jego zapach, obecność... Boże, on miesza mi w głowie i to coraz bardziej. 
-Pięć minut - pokazuję palce jednej ręki, by dać mu do zrozumienia, że to ma być faktycznie tylko pięć minut.
-Dziękuję- Erick prowadzi nas przez tłum ludzi. Po drodze dostrzegam Binentiego tańczącego z jakąś piękną blondynką. Chyba kojarzę jej twarz, ale nie wiem skąd? To chyba jakaś modelka albo aktorka. Macham mu, gdy mnie zauważa. Ron mierzy wzrokiem Ericka i uśmiecha się do mnie lekko, dając do zrozumienia, że będzie w pogotowiu. Przechodzimy przez hol, do chodów  na górę, gdzie jest salka dla palaczy i  pomieszczenie z przedmiotami na aukcję. Wchodzimy właśnie tu,  bo akurat nie ma nikogo. Erick podprowadza nas do gabloty z przepiękną biżuterią. Ludzie naprawdę oddali cudowne rzeczy na te aukcję.
-Dlaczego oddałaś pierścionek który ci dałem? - pyta nagle, wyjmując z gablotki  taki sam pierścień jakim oświadczył mi się na Bahamach. Patrzę na niego i robię wielkie oczy. 
-To nie mój, mój jest w domu w mojej szkatułce - wyjaśniam. 
-Spójrz na grawer w środku - biorę do ręki pierścionek i zamieram, bo to faktycznie moja pamiątka. Jakim cudem się tu znalazł?
-Nie mam pojęcia co on tu robi. Naprawdę! - tłumaczę się, bo widzę oczy Ericka, które wpatrzone są we mnie ze smutkiem. 
-Mogłaś oddać go mnie skoro ty go  nie chcesz, a nie oddawać go na aukcję, choć cel jest szczytny...
-Ericku, ja naprawdę...
-Już nie ważne. On jest twój, więc mogłaś zrobić z nim co chcesz - nagle wkłada sobie pierścionek do kieszeni spodni. 
-Co ty robisz? Musisz za niego zapłacić, skoro to przedmiot do licytacji -  piszczę, zaskoczona jego zachowaniem.
-Już go kupiłem, Meg. Nie pozwolę, by nosił go ktoś inny niż ty. Jeśli będziesz chciała, zawsze mogę ci go oddać... - wiem, że mówi prawdę. 
-Nie chcę go, Ericku. Przepraszam, ale... przywołuje we mnie złe wspomnienia... - tłumaczę się, ale taki jest fakt. Ten pierścionek tak na mnie działa, dlatego go nie noszę.
-Rozumiem.
-Powiesz mi o czym chciałeś chciałeś porozmawiać? - zmieniam temat, by nie zagłębiać się w smutne myśli.
-Chciałbym ustalić opiekę nad Adamem w święta. Moja rodzina leci do Cancun i chciałbym lecieć z nimi i zabrać Adama, jeśli nie masz nic przeciwko.
-Czemu dopiero teraz mi o tym mówisz? - drżę na myśl, że miałabym spędzić Boże Narodzenie bez mojego syna, w dodatku to nasze pierwsze wspólne święta.
-Przecież nie rozmawiasz ze mną od długiego czasu! - Erick warczy na mnie nagle, a z jego spojrzenia ciskają gromy. No faktycznie, akurat tu ma rację.
-Kiedy wylatujecie?
-W poniedziałek, dzień przed wigilią i wracamy po Nowym Roku.
-Po nowym roku? Mam nie widzieć Adama przez całe święta i jeszcze sylwestra?! - pytam. Czy on mówi poważnie?!
-Właśnie to chcę ustalić. 
-Nie dam ci go na sylwestra i nie zgadzam się, by spędził całe święta z tobą. Moi rodzice też chcą go widzieć...
-Ale ja chcę go zabrać do Cancun - powtarza. Och, wiedziałam, że tak będzie!
-Dobrze...Zabierz go na święta, ale na sylwestra ma wrócić. Ja też mam plany... - kłamię. Plany? Jakie plany? 
-Leć z nami, moja mama się ucieszy - proponuje nagle, a ja odsuwam się z niedowierzaniem. 
-No jasne. Szczęśliwa rodzinka na urlopie... Tatuś i jego dwie kochanki. Była i obecna... - wiem, że nie powinnam tak mówić, ale to silniejsze ode mnie. 
-Nie bądź złośliwa - odpowiada karcąco - Ana, to...
-Co? Co Ana, Ericku? Jest matką twojego nienarodzonego dziecka i tego się trzymajmy, okej?
-Ty jesteś matką Adama... - słyszę nerwowość w jego głosie. Chyba zaczyna zdawać sobie sprawę, że nie ulegam mu tak jak kiedyś. Że traci nade mną kontrolę.
-Ale nie jestem twoją partnerką - patrzymy na siebie przez chwilę i wiem, że zaraz znowu dowiem się jakiejś rewelacji.
-To był twój wybór - wciągam głęboko powietrze.
-A jaki jest twój? - pytam i oczekuję stuprocentowej szczerości. 
-Chyba właśnie zdecydowałem -  odpowiada, ale ja nie wiem co to znaczy. Następnie odchodzi bez słowa więcej. Kręcę głową, bo nic z tego nie rozumiem. Nie mam zamiaru jednak się nad tym zastanawiać, bo potrzebuję szybko skorzystać z toalety. Pędzę do niej, a gdy wychodzę słyszę z głównej sali jakieś okrzyki radości i oklaski. Ciekawa tego co się dzieje wchodzę na salę i nie mogę uwierzyć w to co widzę i słyszę. Wszyscy goście skupieni są na parze, która stoi na scenie. To Erick i Ana... Właśnie się zaręczyli. Mam wrażenie, że ktoś wbił mi gorący pręt prosto w brzuch. Palący ból sprawia, że niechciane łzy pojawiają się w moich oczach. Skąd ta reakcja? Jak to skąd? Ja nadal go kocham... Tracę go po raz kolejny, a to jest nie do wytrzymania. Odwracam się i chcę wyjść, ale podnoszę wzrok i widzę przed sobą Rona. Wzrok ma smutny, bo doskonale wie, że jestem bliska płaczu. Bez wahania podchodzi i obejmuje mnie.
-Chodźmy stąd - mówi i razem idziemy do wyjścia. Nawet nie protestuję, bo chciałam zrobić dokładnie to samo. Przed hotelem stoi szereg limuzyn, więc Ronald szybko załatwia sprawę i po chwili jedziemy razem na tylnym siedzeniu jednej z nich. Milczymy, a ja czuję jak narasta we mnie gniew. Tęsknię za tobą - słowa Ericka dźwięczą mi w głowie. Pragnę go znienawidzić za to co robi i jak próbuje mną manipulować. Zwala na mnie poczucie winy. Teraz też mam czuć się winna? Oświadczył się jej w desperacji, bo ja go odtrąciłam? Tanie i dziecinne zagrywki, a ja po raz kolejny dałam się wciągnąć w tę bezsensowną gierkę. Ależ jestem na siebie zła. O Boże! 

Dojeżdżamy do mieszkania Ronalda koło północy. W limuzynie wypiłam jeszcze dwa kieliszki szampana i popłakałam sobie chwilę. Nic mi nie lepiej, ale chociaż jestem bardziej pijana i zaraz pójdę spać. Ron nie sili się na rozmowy, bo wie, że to nie jest odpowiedni moment. Jest przy mnie i za to jestem mu ogromnie wdzięczna. Zajmuję jego sypialnię, idę do łazienki i biorę prysznic, a potem okryta szlafrokiem kieruję się do łóżka. Podnoszę wzrok i widzę w progu Rona z butelką wina w ręku.
-Może jednak się jeszcze napijemy? - proponuje, a ja kiwam głową. Siadamy na skraju materaca i zaczynamy sączyć trunek prosto z butelki. 
-Nienawidzę go... - mówię nagle - Chcę krzyczeć i mam ochotę go zamordować. To normalne? - pytam, spoglądając na Rona.
-Normalne skoro go kochasz.
-Nienawidzę go... - upijam kolejny łyk.
-Oczywiście - Ron uśmiecha się pocieszająco. Gdyby nie on, to nie wiem co bym teraz robiła. Wyszłabym z balu i pewnie zapłakałabym się w samotności  na śmierć.
-Chcesz już iść spać? - pyta nagle.
-Chyba tak...
-To ja idę do salonu, tam czeka na mnie wygodna kanapa - Ron spogląda na mnie, a ja nagle łapię go za dłoń. 
-Nie chcę sama spać, zostań! - widzę, że waha się chwile, ale w końcu uśmiecha się lekko. 
-Zaraz przyjdę, tylko umyję zęby.
-Nie będziemy się całować, nie musisz myć zębów! - pociągam go za dłoń, a alkohol robi swoje i Ron traci równowagę, opadając na mnie. 
-Myjesz zęby tylko wtedy kiedy chcesz się całować? - śmieje się, podpierając na rękach dokładnie nade mną.
-Nie, moim byłym facetom nie przeszkadzał mój poranny oddech. 
-Też by mi nie przeszkadzał - odpowiada, a ja nagle podsuwam się i całuję go w usta. Kompletnie nie potrafię tego wytłumaczyć. To jakieś dziwne przyciąganie i totalny brak zdrowego rozsądku. 
-Co ty wyprawiasz?- Ron odsuwa się, zaszokowany moim zachowaniem.
-Jezu nie wiem, przepraszam!  - dotykam swoich warg, zażenowana tym co właśnie zrobiłam. Ron patrzy na mnie, na moje usta i szlafrok, który odsłonił nieco za dużo i staje się to, od czego tak długo się wzbraniałam. 
-Wybacz mi, Meg - mówi i tym razem on mnie całuje. Już się nie waha. Ja po chwili odwzajemniam pocałunek, a następnie obejmuję Rona i pociągam do  siebie. Przygniata mnie ciężar jego ciała, które jest podniecona i spragnione. Jego palce wsuwają się w moje włosy, by odchylić mi głowę i ułatwić  następne pocałunki. Moja pierwsza myśl? Ależ on dobrze całuje. Jego język zaczyna pieścić mój coraz namiętniej, głębiej i mocniej. Jęczę głośno, gdy nagle zsuwa ze mnie szlafrok i zaczyna całować mnie po szyi. Zaczynam go rozbierać, a po chwili oboje jesteśmy już nadzy. To nie może się dziać, a jednak. Czuję go, widzę i najgorsze jest to, że... pragnę. 
-Jesteś naprawdę piękna - komplementuje mnie, a następnie skupia się na moich piersiach. Jego pocałunki kumulują to narastające pożądanie tam na samym dole. W głowie mi szumi od wina, od szampana i od emocji. Ron wsuwa mi dłoń pod plecy i pociąga mnie na siebie tak, że siadam na nim. Sam siedzi na brzegu łóżka, a dłońmi obejmuje moją pupę i zaczyna mocno dociskać mnie do siebie.
-Och! - jęczę znowu, czując jak penis  Ronalda ociera się o moją cipkę. Odwzajemniam ruchy jego bioder i chłonę tę bliskość. Uświadamiam sobie, że ogromnie brakowało mi bliskości z facetem. Minęło przecież tyle czasu od tego, jak ostatnio uprawiałam seks. Ściska mocno moją pierś i przygryza sutek, dając do zrozumienia, że bardzo mnie pragnie.  Gdy wsuwa mi dłoń dłoń między uda, drżę i nie mogę zapanować nad pożądaniem - Zerżnij mnie, Ron! - wypalam nagle. Niech to zrobi. Niech mnie przeleci i w ten sposób zepsuje wszystko między nami. Niech ten pieprzony seks znowu skomplikuje mi życie.
-Na pewno tego chcesz? - pyta ochryple. Jest podniecony do granic, a ja chce ją przekroczyć i zatracić się w tym fałszywym poczuciu, że jestem dla kogoś ważna. 
-Tak, zrób to. Szybko! - odpowiadam bez wahania, Ron także się  nie waha. Znowu zmienia pozycję tak, że kładzie mnie na brzuchu. Czuję jego penisa na pośladkach i ponownie drżę z podniecenia, a może ze strachu? Sama nie wiem. Jego palce delikatnie muskają moją kobiecość, sprawdzając czy jestem wystarczająco mokra.
-Muszę wziąć olejek - oznajmia, dalej ocierając swojego twardego penisa o moją pupę.
-Dlaczego? - pytam i pierwszy raz zerkam na jego męskość w pełnej okrasie. Okej... Już wiem po co ten olejek. Ron widzi moją minę i uśmiecha się zadowolony z mojej reakcji. Jestem zaskoczona, bo nie wyobrażałam sobie takiego rozmiaru. W ogóle go sobie nie wyobrażałam. Bez słowa więcej sięga do szuflady szafki nocnej po lubrykant. Wyciska sporą ilość na swoją dłoń i wmasowuje w penisa. Ten widok dodatkowo mnie podnieca, a po chwili Ron znowu znajduje się tuż za mną. Wciera resztę olejku w  moje pośladki i ociera główką o moją kobiecość - Powiedź mi, jeśli będę za ostry - dodaje i nagle wchodzi we mnie mocno.
-O kurwa! - krzyczę, bo tego się nie spodziewałam. To ból i przyjemność jednocześnie. Dziwne i niepokojąco uzależniające uczucie. Niestety doskonale je znam. 
-Wszystko w porządku? - Ron zastyga, bo wie, że sprawił mi ból. 
-Nie wiem... - dyszę, a nogi zaczynają mi drżeć. Binenti pomaga mi podsunąć pupę,  żebym się bardziej rozluźniła. Gładzie mnie po plecach i całuje w łopatkę. Och, to przyjemne.
-Lepiej? - szepcze mi do ucha i gryzie je lekko. 
-Tak. 
-Chcesz delikatnie?
-Tak - poruszam lekko biodrami, by nabrał pewności, że już wszystko w porządku. Rob  jedną dłoń kładzie na moim brzuchu, by mnie przytrzymać, a drugą obejmuje mnie i przyciąga do siebie. Czeka chwile i nabiera pewności, że może się poruszać. Więc robi to. Jego ciało łączy się z moim. Nie potrafię pojąć tego, że tak szybko odczuwam ogromną przyjemność. Jęczę, a z każdym ruchem zatracam się coraz bardziej. Jestem przed nim, pod nim, a za chwilę na nim, bo Ron jak akrobata zmienia pozycje.
Dyszymy i jęczymy wspólnie. Jak na zawołanie i w tych samych sekundach. O Boże, jak mi dobrze.  
-O właśnie tak! Nie krępuj się, nikt cię nie słyszy! - Ron zachęca mnie, gdy robię to głośniej.
-Zaraz dojdę! -  czuję, że nie zapanuję nam tym uczuciem. 
-To cudownie, chce cię słyszeć, Meg! - mówi i przytrzymuje moje biodra, by sam kontrolować każdy ruch. Siedzę na nim i nic nie mogę zrobić, tylko poddać się temu czego pragnie moje ciało. Osiągam spełnienie i krzyczę z rozkoszy. On czuje jak zaciskam się na nim i wiem, że zaraz również dojdzie. Przyśpiesza, potęgując tym samym mój orgazm, który nadal trwa i trwa i trwa...
-O Boże, Ron... - piszczę, bo nie mogę znieść tych doznań. To cudowne. Bolesne. Piękne. Zakazane. W dodatku czuję w środku jego ciepło, bo właśnie zaczyna wylewać się we mnie. Dociska mnie do siebie i całuje w usta. Jęczy moje imię, bluźni i znowu jęczy. Mam wrażenie, że to co się stało zmieni wszystko. Jestem tego pewna, ale nie mam siły o tym myśleć. Moje ciało pulsuje, drży, jest wykończone, ale opada rozluźnione w ramiona Ronalda. Na koniec całuje mnie namiętnie w usta i wysuwa się ze mnie delikatnie. Nie odchodzi jednak. Kładzie się obok i przytula mnie do siebie.
-Mam nadzieje, że to nic między nami nie zmienia - mówię cicho, gdy dopada mnie rzeczywistość. 
-To wszystko zmienia Meg, ale nie myślmy teraz o tym - odpowiada i raz jeszcze całuje mnie w usta. Czule dziękuje mi w ten sposób za tych kilka chwil bliskości. Jego wzrok jest jednak niepewny, nieco spanikowany i jest w nim coś smutnego. 
-Dobranoc, Ron - szepczę i wtulam się w jego gorące ciało.
-Dobranoc, aniołku - Ron wzdycha ciężko i zasypiamy oboje, ale jego dłoń cały czas muska lekko moje plecy. 

4 komentarze:

  1. Kasiu... Czekam na więcej �� nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby tak zostało Meg z Ronem,a Eryk z Aną.(Meg i Eryk powinni zostać przyjaciółmi,ze względu na Adama)Dziwne jest zachowanie Eryka jak dla mnie po raz kolejny pokazuje,że nie kocha tak naprawdę Meg bo gdyby było inaczej nie zadał by jej takiego ciosu.Dla mnie to wyglądało tak jak by chciał ją skrzywdzić specjalnie.Oby tylko nie odebrał jej Adama bo by okazał się całkowitym dupkiem .

    OdpowiedzUsuń
  3. ona to kawął suki i dz...i-Eryk nie jest święty ale ona wykręciła mu więcej numerów-jestem wkurzona:(

    OdpowiedzUsuń